Zakończenie pielgrzymki na Jasną Górę to dla tysięcy pątników moment pełen wzruszeń, ale i początek nowego wyzwania. Kaznodzieja rozpoczął swoje słowo od przywołania radości wspólnego dotarcia do celu: „Bardzo się cieszę, że mogliśmy tutaj dotrzeć, że jesteśmy teraz wspólnie na Eucharystii, która nas umocni, która nas roześle”.
Aby ukazać głęboki sens chrześcijańskiej drogi, kapłan posłużył się anegdotami z pielgrzymkowego szlaku, pokazując, że duchowe owoce Rekolekcji w drodze sprawdzą się w prozie życia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Kropeczka, która zmienia wszystko
Pierwszą z ilustracji był podsłuchany u porządkowych dialog dotyczący kierowania ruchem. Przypadkowo postawiona kropka w komunikacie zmieniała cały jego sens:
„Przepuszczać nie wolno zatrzymywać. No to przepuszcza. Ale gdyby postawić gdzie indziej kropkę: »Przepuszczać nie wolno, zatrzymywać« — dochodzi do tragedii”.
Jak zauważył kaznodzieja, w relacji z Matką Bożą i w naszym życiu duchowym to właśnie drobne gesty pełnią rolę takich „kropeczek”:
„Tam są takie kropeczki delikatne, niby nic, muśnięcie ręką, takie drobiazgi, które sprawiają, że wszystko zupełnie inaczej wygląda.”
Przykłady z Ewangelii wyraźnie to pokazują. Maryja dostrzega brak wina w Kanie Galilejskiej, idzie do Elżbiety, trwa w wieczerniku z apostołami. Ewangeliści subtelnie zaznaczają Jej obecność, a te drobiazgi prowadzą do wielkich dzieł Bożej łaski.
„W tym naszym życiu te drobiazgi też mają niesamowitą wartość. Te drobiazgi, z których składa się tak naprawdę nasza codzienność. Bo czasem my oczekujemy wielkich rzeczy, wielkich wydarzeń. One nie przychodzą, a ta wielkość sprawdza się w codzienności” — podkreślał duchowny.
Najpierw droga, potem owoc
Kolejna historia dotyczyła intencji spisywanych na karteczkach różańcowych. Jedna z nich wyjątkowo zapadła kaznodziei w pamięć: „Proszę, żeby moja siostra była mniej wredna i żeby znalazła chłopaka”.
Kapłan zauważył w tym prostym sformułowaniu trafną zasadę życia duchowego:
„Żeby znaleźć chłopaka, musisz być mniej wredna, nie odwrotnie. Inaczej nie znajdziesz nigdy. I teraz to jest tak czasami z naszym życiem, że my byśmy chcieli już od razu osiągnąć to, co sobie zamierzyliśmy, nie przechodząc drogi.”
Reklama
Wskazał na pokusę szukania dróg na skróty, również w relacji z Bogiem. Tymczasem klasyczna teologia duchowa (np. św. Jana od Krzyża) uczy, że zjednoczenie z Bogiem musi być poprzedzone etapem oczyszczenia i oświecenia.
„Zacznij od etapu oczyszczenia. Zacznij od tego, żeby starać się żyć bez grzechu. Później módl się, żeby mieć ten etap oświecenia i wtedy będzie dopiero zjednoczenie. Nie ma drogi na skróty. Trzeba gdzieś tam to wszystko przechodzić, bo to wszystko ma swoją wartość.”
Nie bójmy się naszej chrześcijańskiej „gwary”
Trzecia anegdota przywołała sytuację ze Swarzewa, gdzie kwatermistrzyni przydzielająca noclegi powiedziała do zmęczonych pątników: „Pięciu braci zostało jeszcze nierozebranych” (mając na myśli brak przydzielonych kwater). Choć w kościele wszyscy rozumieli pielgrzymkowy język, u postronnych świadków wzbudziło to konsternację.
Kaznodzieja wykorzystał ten przykład, by zachęcić do nieporzucania chrześcijańskiego stylu życia po powrocie do domów:
„Mówimy do siebie bracie i siostro, mamy pewne zwyczaje chrześcijańskie, które na pielgrzymce bardzo żywo funkcjonują, wracają. Mówimy »Szczęść Boże«, modlimy się przed posiłkiem, dziękujemy sobie wzajemnie. Mamy ten styl życia.”
Zauważył jednak przykrą prawidłowość, że po powrocie do codziennych obowiązków ta wiara często gaśnie:
„Wracamy do domu [...] i później w 99% to wszystko po tygodniu znika. Tak jakby nie było tej pielgrzymki [...]. Zachowajmy tą naszą gwarę dalej. Nie mówię tu o rozbieraniu braci, ale te chrześcijańskie zwyczaje, to, czym tu żyjemy. Przecież możemy być dla siebie życzliwi.”
Przypomniał, że pierwsze wspólnoty chrześcijańskie budziły zachwyt właśnie miłością i braterstwem: „Na chrześcijan w pierwszej wspólnocie jerozolimskiej też dziwnie patrzyli, ale byli nimi zachwyceni: Zobaczcie, jak oni się miłują!”.
Największy skarb: Codzienna Eucharystia
Na zakończenie kaznodzieja podzielił się bardzo osobistym świadectwem. Przełomem w jego własnym życiu była decyzja podjęta w wieku 17 lat — po powrocie z jednej z pielgrzymek zaczął codziennie uczestniczyć we Mszy Świętej.
„Z perspektywy tych kilkudziesięciu lat mogę powiedzieć: największy skarb, największa wartość mojego życia. Codzienna Eucharystia, w której przyjmuję Chrystusa, który mnie przemienia i pozwala, żebym ja ten świat przemieniał. I wtedy człowiek jest chroniony przed zalewem zła tego świata [...], przed zalewem tej obojętności, brutalności, wulgarności.”
Apelował do zgromadzonych, by wykorzystali fakt, że w Polsce Kościół i sakramenty są tak łatwo dostępne:
„Nie pozwólmy sobie wyrwać tego Chrystusa nie tylko od święta, ale również z tej codzienności, w której żyliśmy i którą możemy żyć nadal” — zakończył kapłan.
