Reklama

Medycyna na trudne czasy

2016-10-12 08:50

Rozmawia Alicja Dołowska
Niedziela Ogólnopolska 42/2016, str. 36-37

fotolia.pl

Z gen. bryg. prof. dr. hab. n. med. Grzegorzem Gielerakiem – dyrektorem Wojskowego Instytutu Medycznego – rozmawia Alicja Dołowska

ALICJA DOŁOWSKA: – Co to są centra urazowe? Mało który z pacjentów o nich słyszał.

GEN. BRYG. PROF. DR HAB. N. MED. GRZEGORZ GIELERAK: – To wyspecjalizowane centra medyczne, których zadaniem jest leczenie najciężej rannych, najczęściej ofiar wypadków komunikacyjnych. Kierowani są tam pacjenci z obrażeniami wielonarządowymi. Pomysł centrów jest kopią modelu, który funkcjonuje na zachodzie Europy, także w Stanach Zjednoczonych. Przez lata obserwacji doszliśmy do wniosku, że bliskie i dalsze losy ofiar wypadków komunikacyjnych nie są w Polsce najlepsze w porównaniu z Zachodem w stosunku do osiągnięć, jakimi dysponuje współczesna medycyna.
Założeniem centrów od początku ich powstania jest udzielanie profesjonalnej pomocy medycznej w najlepiej przygotowanych do tego placówkach w taki sposób, by nie tylko ratować życie, ale też w maksymalnym stopniu ograniczać odległe w czasie skutki zdrowotne urazów.

– Czy centra urazowe nie są powielaniem Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych (SOR-ów)?

– Nie. W przypadku centrów urazowych SOR-y są jednym z elementów tej struktury. W centrum urazowym musi stale dyżurować tzw. trauma team, czyli specjalizujący się w urazach zespół medyków. Coś, czego w żadnym innym szpitalu nie spotkamy.

– Na SOR-y trafiają jednak również przypadki urazowe...

– Oczywiście, jednak zespół urazowy to grupa lekarzy konkretnych specjalności, którzy gwarantują, że ofiary z obrażeniami wielonarządowymi będą miały zapewnione udzielenie takiej pomocy, której najprawdopodobniej będą wymagały. W tym gronie znajduje się nie tylko ortopeda. W obrażeniach wielonarządowych uszkodzenia układu kostnego są jednym z elementów obrażeń. W takich przypadkach mamy także do czynienia z obrażeniami narządów wewnętrznych, głębokimi zaburzeniami funkcji fizjologicznych, neurologicznymi – tacy pacjenci najczęściej wymagają natychmiastowych zabiegów operacyjnych ratujących życie. Stąd w składzie zespołu urazowego znajdziemy także anestezjologa, który na stałe dyżuruje najczęściej w SOR-ze, ale w momencie przyjęcia pacjenta z obrażeniami wielonarządowymi natychmiast zaczyna funkcjonować w ramach zespołu urazowego. W zespole znajduje się również chirurg – specjalista medycyny ratunkowej. W Wojskowym Instytucie Medycznym centrum urazowe jest elementem funkcjonalnie wydzielonym ze struktury szpitala. Tu współdziała ze sobą 13 klinik i zakładów. To pokazuje skalę potencjalnych obrażeń, z jakimi możemy się u kierowanych do nas chorych spotkać, oraz możliwość pomocy z zaangażowaniem w akcję ratowniczą całego potencjału zespołu medycznego.

– W Polsce istnieje 14 centrów urazowych. Nie mają ich dwa województwa: zachodniopomorskie i świętokrzyskie. Jakie kryterium odległości zostało określone przy transporcie najciężej chorych?

– Jeżeli spojrzymy na mapę Polski, przekonamy się, że sieć centrów urazowych nie jest rozmieszczona w sposób, który byłby chociaż zbliżony do ideału. Widać wyraźnie, że obszar północno-zachodniej Polski pozostaje olbrzymią białą plamą. Na północ od Poznania – do poziomu nawet przekraczającego Koszalin aż do Szczecina – nie znajdziemy centrum urazowego. Trudno zatem mówić o tym, że przy tworzeniu centrów przyjęliśmy kryterium ramienia ewakuacyjnego, czyli czasu niezbędnego do uratowania ciężko poszkodowanego pacjenta.

– Co zdecydowało o tym, że powstało 14, a nie16 centrów, czyli tyle, ile jest województw?

– Zaważyły potencjalne możliwości szpitali na obszarze regionu pod kątem wymagań, które stawiał minister zdrowia przy kwalifikacji do centrum urazowego. Jeśli szpital nie był w stanie zapewnić opieki w tak szerokim zakresie, jak to jest wymagane, siłą rzeczy nie mogło tam powstać centrum urazowe.

– Czy jest określony czas dowiezienia chorego z wielonarządowym urazem, czy bierze się pod uwagę liczbę kilometrów?

– Ważne jest nie tyle kryterium odległości, ile kryterium czasu. Staramy się, aby od momentu zdarzenia do momentu dotarcia do centrum – czyli wyspecjalizowanego ośrodka – nie minęło więcej czasu niż godzina. Niezależnie od tego, czy transport będzie się odbywał drogą lotniczą, czy kołową. Mówimy, że to jest „złota godzina”. Ten limit czasowy jest poparty naukowymi dowodami.

– Realia w Polsce mamy jednak takie, że w karetce pogotowia są ratownicy medyczni, w tym kierowca, a nie ma lekarza. Nie zawsze udaje się zdiagnozować stan obrażeń poszkodowanego na miejscu...

– Kryteria kwalifikacji wymagają podstawowej wiedzy medycznej, sprowadzają się do tego, co określilibyśmy wstępną oceną, pomagającą podjąć decyzję, gdzie chcemy leczyć poszkodowanego. To jest proste dla medyka. Czy to będzie lekarz, pielęgniarka czy ratownik medyczny. Ocena oparta na odczycie ciśnienia tętniczego, częstości oddechu, częstości akcji serca, wstępnego rozpoznania, z jakimi obrażeniami mamy do czynienia. Te same założenia obowiązują w systemie ratownictwa medycznego w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej.

– Czy sieć centrów urazowych, po uzupełnieniu braku centrów w dwóch wspomnianych województwach, będzie wystarczająca?

– Są miejsca, zwłaszcza w rejonie Śląska i Małopolski, gdzie mamy tych centrów całkiem sporo. Niepokojące są natomiast białe plamy na mapie. O tym, żeby centra powstały, decyduje nie tylko liczebność kadry medycznej – powinna decydować również liczba populacji, którą centrum zabezpiecza. Proszę sobie wyobrazić, że dla największego województwa mazowieckiego, którego populacja liczy ponad 5,5 mln mieszkańców, mamy tylko jedno centrum – w Wojskowym Instytucie Medycznym. Mówimy tylko o stałych mieszkańcach, bez uwzględnienia osób, które np. do Warszawy przyjeżdżają do pracy. Warszawa wtedy bardzo się powiększa. Jednak powstanie centrum urazowego to zadanie nie tylko dla dyrektora szpitala czy organu założycielskiego. Odpowiedzialny za to jest też minister zdrowia, który certyfikując takie centrum, bierze w jakimś stopniu odpowiedzialność za to, że jest ono przygotowane do udzielania pomocy. Z odpowiedzialnością wiążą się przywileje. Zgodnie z polityką UE, tego typu ośrodki są zasilane funduszami na zakup specjalistycznego sprzętu, dedykowanego wyłącznie centrom urazowym. W 2011 r. była transza pieniędzy na doposażenie, które otrzymał każdy z ośrodków. W tym roku centra, co prawda w mniejszej kwocie, niż to było początkowo przewidziane, też uzyskają dodatkowe środki. Jednak biorąc pod uwagę czas, który minął od powołania centrów, i konieczność odtworzenia stanu posiadania sprzętu medycznego, środki te są zbyt skromne. A liczba pacjentów z ciężkimi obrażeniami wielonarządowymi rośnie.
Musimy też coraz poważniej myśleć o nowych zagrożeniach, do których należy m.in. światowy terroryzm. Na szczęście w Polsce nie mieliśmy jeszcze ataku terrorystycznego. Ale nasi rodacy ginęli i odnosili rany w czasie takich zamachów. Przypomnę, że najciężej poszkodowane ofiary zamachu w Tunisie zostały ewakuowane właśnie do WIM i u nas były leczone. Tu więc pojawia się nowe wyzwanie: sprawniejsza wymiana doświadczeń między wojskową służbą zdrowia, która ma olbrzymie doświadczenia, wynikające z leczenia żołnierzy rannych w Iraku czy Afganistanie, a „medycznym sektorem cywilnym”. W czasie konferencji, warsztatów, szkoleń od kilku lat staramy się w WIM przekazywać te doświadczenia, ale na pewno trzeba jeszcze zintensyfikować takie działania.

Tagi:
lekarz

Reklama

Katoliccy lekarze apelują, aby prawo nie wymuszało na lekarzach dokonywania aborcji

2019-12-03 10:09

Elżbieta Kortyczko, maj / Warszawa (KAI)

„Wyznaczenie przepisami prawa lekarza do wykonania procedury uśmiercającej pacjenta jest sprzeczne z naszym moralnym obowiązkiem ochrony życia i nakazami etyki zawodowej sformułowanymi w Kodeksie Etyki Lekarskiej” – piszą lekarze w liście do Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Protestują wobec zawartego w ustawie określającej warunki dopuszczalności przerywania ciąży w Polsce sformułowania, że przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza.

Robert Skupin/Fotolia.com

List lekarzy zrzeszonych w Katolickim Stowarzyszeniu Lekarzy Polskich został skierowany do prof. dr hab. n. med. Andrzeja Matyi, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Publikujemy jego treść:

LIST LEKARZY DO PREZESA NACZELNEJ RADY LEKARSKIEJ W TROSCE O ETYCZNE WYKONYWANIE ZAWODU LEKARZA 30.XI.2019 Warszawa

Szanowny Panie Prezesie Jako członkowie Izb Lekarskich, zwracamy się do Pana Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, w związku z koniecznością wprowadzenia zmian do przepisów prawa dotyczących wykonywania w Polsce zawodu lekarza. Nasza propozycja zmierza w kierunku właściwej, lepszej realizacji powołania lekarskiego bez szkody dla sumienia lekarza. Proponowane zmiany przyczynią się do poprawy jakości opieki medycznej i wzrostu zaufania pomiędzy lekarzem a pacjentem.

Każdy absolwent Uniwersytetu Medycznego w Polsce, przyjmując tytuł lekarza, składa przyrzeczenie lekarskie, zobowiązując się do sumiennego spełniania swoich obowiązków: „służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu” w oparciu o najlepszą wiedzę, „a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic”.

Ustawowo zalegalizowana w Polsce w 1956 r., z ostatnią modyfikacją w 1996 r., aborcja prowadzi do śmierci poczętego dziecka oraz bezpośrednich i odległych powikłań zdrowia fizycznego i psychicznego matek. Protestujemy wobec prawnego nakazu w tej ustawie, że: „Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza”. Wyznaczenie przepisami prawa lekarza do wykonania procedury uśmiercającej pacjenta jest sprzeczne z naszym moralnym obowiązkiem ochrony życia i nakazami etyki zawodowej sformułowanymi w Kodeksie Etyki Lekarskiej (KEL). „Najwyższym nakazem etycznym lekarza jest dobro chorego - salus aegroti suprema lex esto. Mechanizmy rynkowe, naciski społeczne i wymagania administracyjne nie zwalniają lekarza z przestrzegania tej zasady”.

Kodeks Etyki Lekarskiej zobowiązuje samorząd lekarski do podejmowania działań chroniących przestrzeganie zasad etyki lekarskiej w przepisach prawa. „Izba lekarska jest obowiązana do czuwania nad przestrzeganiem zasad etyki i deontologii lekarskiej oraz zachowaniem godności zawodu przez członków samorządu lekarskiego a także do starań, aby przepisy prawa nie naruszały zasad etyki lekarskiej”.

Jesteśmy zaniepokojeni, że wykonanie prawnie zalegalizowanej procedury aborcji zobowiązuje lekarza do zabijania ludzi we wczesnym okresie ich rozwoju i wyposaża do nienależnej mu funkcji sędziego i kata, co jest sprzeczne z nakazami Kodeksu Etyki Lekarskiej, które jednoznacznie: „zobowiązują lekarza do przestrzegania praw człowieka i dbania o godność zawodu lekarskiego”. Jeden z warszawskich profesorów słusznie stwierdził, że nie zleca się strażakom podpalania lasów, ani ratownikom topienia ludzi.

Oczekujemy, że organ samorządu lekarskiego zadba, aby prawo nie wymuszało na lekarzu wykonywania procedur sprzecznych z jego powołaniem i szkodliwych, a wręcz uśmiercających pacjentów.

Pod obywatelskim projektem ustawy „Stop Aborcji” podpisało się ponad 830 tysięcy obywateli, oczekując zaprzestania wykonywania aborcji eugenicznej. W Polsce nadal chore dzieci musi zabijać lekarz. Klauzula sumienia pozwala lekarzom odmówić wykonywania tej procedury, ale dostępność aborcji sprzeczna z prawem naturalnym przyczynia się do zaburzenia wizerunku lekarza w społeczeństwie oraz pogorszenia stanu zdrowia kobiet. Jest realnym zagrożeniem sumiennego wykonywania zawodu przez lekarzy.

Chcemy, aby praca lekarza była realnie zgodna z zasadami wyznaczonymi w Kodeksie Etyki Lekarskiej, który jasno określa: „Powołaniem lekarza jest ochrona życia i zdrowia ludzkiego, zapobieganie chorobom, leczenie chorych oraz niesienie ulgi w cierpieniu; lekarz nie może posługiwać się wiedzą i umiejętnością lekarską w działaniach sprzecznych z tym powołaniem”.

Jest to sprawa ogromnej wagi dla przyszłości stanu lekarskiego w Polsce. Oczekujemy, iż Naczelna Rada Lekarska wskaże godne rozwiązanie. W imieniu Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, zgromadzeni na zebraniu Zarządu Głównego KSLP: 1. dr n.med. ELŻBIETA KORTYCZKO, Prezes KSLP, specjalista pediatrii i neonatologii 2. prof. dr hab. n. med. BOGDAN CHAZAN, V-ce Prezes KSLP i Prezes Oddział Mazowieckiego specjalista ginekologii i położnictwa 3. lek. GRAŻYNA RYBAK, Delegat Oddziału Mazowieckiego KSLP, specjalista pediatrii 4. lek. ANNA GRĘZIAK, Honorowy Prezes KSLP, specjalista anestezjologii, członek Zespołu przy Rzeczniku Praw Pacjenta ds. oprac. standardów postępowania w terapiach medycznych stosowanych w okresie kończącego się życia 5. lek. BARBARA KOPCZYŃSKA, Prezes Oddziału Śląskiego KSLP, specjalista anestezjologii i opieki paliatywnej 6. lek stom. JADWIGA KAZANA, Prezes Oddziału Ziemi Radomskiej KSLP, specjalista protetyki stomatologicznej 7. lek. ANDRZEJ MAŁYSA, Prezes Honorowy Oddziału Brzeskiego KSLP, internista 8. lek. IRENA BŁASZCZEĆ, Prezes Oddziału Częstochowskiego KSLP, specjalista chorób wewnętrznych 9. lek. MARIA SZCZAWIŃSKA, Przewodnicząca Ogólnopolskiej Sekcji Ginekologiczno – Położniczej KSLP, specjalista ginekologii i położnictwa 10. lek. ANNA MARKIEWICZ, Prezes Oddziału Małopolskiego KSLP, specjalista psychiatrii 11. dr n. med. OLAF CZARNIAWSKI, Prezes Oddziału Łódzkiego KSLP, specjalista chirurgii 12. dr n. med. GRAŻYNA SŁOPECKA-BOREJKO, V-ce Prezes Oddziału Dolnośląskiego KSLP, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii 13. dr n. med. ELŻBIETA KRZYMIŃSKA-STASIUK, Prezes Oddziału Pomorskiego KSLP, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii 14. dr n. med. PIOTR GARBOCZ, członek Zarządu Głównego KSLP, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii www.kslp.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Sarah: jeśli chcesz podźwignąć Kościół, padnij na kolana!

2019-03-18 16:41

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Nie bójmy się tego powiedzieć: Kościół potrzebuje dziś głębokiej reformy, która dokona się przez nasze nawrócenie – uważa kard. Robert Sarah. Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zabrał głos na temat trwającego obecnie kryzysu Kościoła.

Bożena Sztajner/Niedziela

Postrzega go z perspektywy zwyczajnych wiernych i ogromnej rzeszy porządnych księży. Kolejne odsłony słabości Kościoła zachwiały wiarą katolików i rzuciły cień podejrzenia na wszystkich kapłanów. Kard. Sarah chce im przywrócić ufność i pokój. Nie wątpcie, trwajcie przy nauczaniu Kościoła, bądźcie wytrwali w modlitwie, w Kościele zawsze będzie dość światła dla każdego, kto szuka Boga – pisze afrykański purpurat.

Nie lekceważy on jednak aktualnego kryzysu. „Kościół – zauważa - miał być miejscem światła, a stał się kolebką ciemności”. To co się w nim dzieje, postrzega w bardzo radykalnych kategoriach, zapożyczonych od papieża Franciszka. Ujawniane dziś skandale widzi przez pryzmat ewangelicznych wydarzeń: zdrady Judasza i zaparcia się Piotra. Twierdzi, że od dawna żyjemy tajemnicą Judasza. Zdrada dokonująca się dzisiaj, została przygotowana i spowodowana przez wiele innych zdrad, mniej widocznych, bardziej subtelnych, ale równie głębokich. Zarzuciliśmy modlitwę i pogrążyliśmy się w nurcie aktywizmu. Wstydziliśmy się Jezusa, Jego objawienia i nauczania moralnego. Aby błyszczeć przed światem, zakwestionowaliśmy prawdę objawioną i pozbawiliśmy moralność jej znaczenia. Niektórzy kapłani kwestionują znaczenie celibatu, roszczą sobie prawo do życia prywatnego, co jest sprzeczne z misją kapłana. Inni posuwają się tak daleko, że chcą mieć prawo do zachowań homoseksualnych – wylicza kard. Sarah.

Podkreśla on, że kryzys ten ma przede wszystkim charakter duchowy, jest kryzysem wiary. Diabeł natomiast chce byśmy starali się go rozwiązać jak kryzys instytucji tylko ludzkiej. „Jeśli chcesz podźwignąć Kościół, padnij na kolana” – pisze prefekt watykańskiej kongregacji, podkreślając, że to właśnie modlitwa musi być pierwszą odpowiedzią na zaistniałą sytuację. Tego kryzysu nie da się przezwyciężyć ludzkimi siłami. Kard. Sarah przestrzega też przed podziałami, tworzeniem frakcji w Kościele. Przyznaje, że biskupi i kapłani są niedoskonali, mają swoje słabości. Prosi jednak wiernych, by nimi nie gardzili, choć jak podkreśla, powinni od nich wymagać katolickiej wiary i sakramentów życia Bożego.

Kard. Sarah pisze o tym we wstępie do swego nowego książkowego wywiadu „Le soir approche et déjà le jour baisse” (Ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił), który w środę 20 marca trafi do francuskich księgarń. Poprzednie dwa („Bóg albo nic” oraz „Moc milczenia”) okazały się światowymi bestsellerami. Tym razem prefekt watykańskiej kongregacji skupia się na duchowym kryzysie współczesnego świata. Wyznaje, że książka ta jest „krzykiem jego duszy”. „Jestem wam winien, chrześcijanie, jedyną prawdę, która zbawia – pisze afrykański purpurat. – Już niebawem stanę przed wiekuistym Sędzią. Cóż Mu powiem, jeśli nie przekażę wam prawdy, którą sam otrzymałem? My biskupi powinniśmy drżeć na myśl o naszym milczeniu, które obarcza nas winą, o milczeniu, które czyni nas wspólnikami, o naszym milczeniu, by przypodobać się światu” – dodaje kard. Sarah.

We wstępie do nowej książki wskazuje on również na szczególną rolę miłości do Następcy Piotra. Nie przypadkiem dedykuje tę pozycję dwóm papieżom: „Benedyktowi XVI, niezrównanemu w staraniach o odbudowę Kościoła, i Franciszkowi, wiernemu synowi św. Ignacego”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Gwatemala: beatyfikacja brata szkolnego Jakuba A. Millera – męczennika

2019-12-06 19:13

kg (KAI) / Huehuetenango

W sobotę 7 grudnia w mieście Huehuetenango w zachodniej Gwatemali biskup diecezji David w Panamie kard. José Luis Lacunza Maestrojuán ogłosi błogosławionym brata Jakuba Alfreda Millera, który poniósł tam śmierć męczeńską w wieku 37 lat. Był on amerykańskim bratem szkolnym, który ponad 10 lat swego życia zakonnego spędził w Ameryce Środkowej, głównie w Nikaragui, potem w Gwatemali i tam zginął z rąk niewykrytych do dzisiaj sprawców.


Brat Santiago czyli Jakub Alfred Miller

Oto krótki życiorys nowego błogosławionego.

Jakub (James) Alfred Miller urodził się 21 września 1944 w miasteczku Stevens Point w amerykańskim stanie Wisconsin. Był wcześniakiem i zaraz po urodzeniu ważył zaledwie nieco ponad 1,8 kg, później jednak szybko się rozwijał i jako dorosły mierzył prawie 2 metry i ważył 100 kg. W dzieciństwie i wczesnej młodości był bardzo porywczy, a nawet niesforny i rubaszny, co nieraz budziło lęk w jego otoczeniu.

Wielki wpływ na zmianę jego zachowania i na całe późniejsze jego życie wywarła nauka w szkole średniej, prowadzonej przez braci szkolnych w mieście Winona w sąsiednim stanie Minnesota. W 1959, mając 15 lat, rozpoczął juniorat w tym zgromadzeniu zakonnym, w 3 lata potem został postulantem, a następnie nowicjuszem. Przyjął wówczas imiona zakonne Leo William, później jednak powrócił do swych imion chrzestnych i tylko ich używał.

Jeszcze przed złożeniem ślubów wieczystych w sierpniu 1969 zaczął pracować jako nauczyciel języków angielskiego i hiszpańskiego i jako katecheta w szkole średniej Cretin w St. Paul – stolicy Minnesoty; uprawiał też amerykański futbol i trenował drużynę szkolną.

Po ślubach władze zgromadzenia wysłały go do pracy w mieście Bluefields w południowo-wschodniej Nikaragui, skąd w 1974 przeniesiono go do Puerto Cabezas na północny wschód kraju. Pracował tam nie tylko jako nauczyciel, ale również przy rozbudowie miejscowego kompleksu przemysłowo-kościelnego, a szkoła na jego terenie pod jego kierunkiem rozrosła się z 300 do 800 uczniów. Aby bardziej zbliżyć się do miejscowej ludności, zaczął używać hiszpańskiej wersji swego imienia – Santiago (Jakub) i pod nim był powszechnie znany.

Tę pomyślnie rozwijającą się działalność przerwało w lipcu 1979 polecenie władz zakonnych, aby opuścił Nikaraguę, gdy zwyciężyło tam lewicowe ugrupowanie sandinistów. Brat Santiago pozostawał bowiem w dobrych i bliskich kontaktach z dotychczasowym dyktatorem Anastasio Somozą, widząc w tym szanse na wypełnienie przez rząd zobowiązań co do rozbudowy szkolnictwa w tym regionie, złożonych jego poprzednikowi i współbratu zakonnemu Francisowi Carrowi. Ale niektórzy miejscowi mieszkańcy uważali te więzi za zbyt bliskie i to zaniepokoiło przełożonych zakonnika, tym bardziej że nowe władze umieściły jego nazwisko na liście tych, których należy „sprzątnąć”.

Brat Santiago wrócił więc bardzo niechętnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie znów zaczął uczyć w swej pierwszej szkole w St. Paul, nie przestając jednak marzyć o powrocie do Ameryki Środkowej. Robił tak wiele dla tej placówki, że uczniowie nazwali go „Bratem Złotą Rączką”.

W styczniu 1981 znów znalazł się w Ameryce Środkowej, tym razem w Gwatemali – w Huehuetenango na zachodzie kraju i tam od pierwszej chwili zaangażował się jako nauczyciel zawodu w poprawę położenia ludności tubylczej, uciskanej przez panujący w tym kraju reżym. Działania te z jednej strony zyskały mu wielką sympatię miejscowych mieszkańców, z drugiej ściągnęły nań nie mniejszą wrogość rządzących wojskowych i bardzo szybko zaczął otrzymywać ostrzeżenia i pogróżki, których jednak nie uląkł się i nadal prowadził swą działalność na rzecz najuboższych.

Już w rok później – wieczorem 13 lutego 1983 do prowadzonej przez braci szkolnych Szkoły Indiańskiej im. De La Salle wdarło się trzech zamaskowanych i uzbrojonych mężczyzn, oddając serię strzałów do brata Millera, zajętego pracami budowlanymi. Zakonnik zginął na miejscu, zabójcy natomiast od razu odjechali, a wszelki ślad po nich zaginął. Do dziś pozostali niewykryci i nieukarani.

Amerykańska diecezja La Crosse, na której terenie urodził się przyszły błogosławiony, ustanowiła nagrodę jego imienia za działalność na rzecz sprawiedliwości społecznej, a po jego śmierci powstała także fundacja, również nosząca jego imię, w celu kontynuowania jego dzieła na rzecz biednych i uciskanych. Brat Santiago nazywany jest „męczennikiem edukacji”.

Jego proces beatyfikacyjny toczył się w Huehuetenango w latach 2009-10, a w Watykanie zakończył się podpisaniem przez Franciszka dekretu o męczeństwie 7 listopada 2018.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem