1 Kor 8, 1b-7. 10-13 <- KLIKNIJ
Spór o mięso ofiarowane bożkom (eidōlothyta) był w Koryncie codziennością. Mięso z ofiar trafiało na targ i na uczty, a chrześcijanin co krok stawał przed pytaniem, czy wolno mu jeść. Paweł zaczyna od zdania, które przerasta okazję, z jakiej padło: „wiedza nadyma, miłość buduje”, po łacinie scientia inflat, caritas aedificat. Sam Apostoł przyznaje przecież rację „mocnym”. Bożek jest niczym, Bóg jest jeden, a pokarm sam z siebie nie przybliża ani nie oddala od Boga. Problem leży w tym, co człowiek z wiedzą robi. Czy używa jej jak muru, zza którego patrzy z góry, czy jak domu, do którego zaprasza słabszych.
W środku wywodu stoi wyznanie wiary o niezwykłej gęstości: „dla nas istnieje tylko jeden Bóg, Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy”. Paweł włącza Jezusa w samo serce izraelskiego Szema, nie naruszając monoteizmu. To jedno z najstarszych świadectw wiary w bóstwo Chrystusa. Zaraz po tym szczycie schodzi jednak do „słabych”. Nie wszyscy mają tę wiedzę, a sumienie słabe (conscientia infirma), postępując wbrew sobie, plami się. Sumienie błędne nie przestaje być sumieniem i dlatego mocny nie może go tratować swoją wolnością.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Z tego tekstu przeszła do stałego słownika Kościoła kategoria zgorszenia (scandalum), kamienia, o który potyka się bliźni. Prawo kanoniczne do dziś mierzy nią skutki czynów i każe naprawiać zgorszenie, zanim sięgnie się po surowość (por. kan. 1341). Paweł kończy deklaracją, która zawstydza każdą letnią miłość. Jeśli pokarm gorszy bliźniego, „nie będę jadł mięsa na wieki”. Augustyn widział w tym zdaniu miarę prawdziwej wolności. Naprawdę wolny jest ten, kto z miłości potrafi zrezygnować z wolności, bo „zginąć może przez twoją wiedzę brat, za którego umarł Chrystus”.
Łk 6, 27-38 <- KLIKNIJ
„Lecz powiadam wam, którzy słuchacie - miłujcie waszych nieprzyjaciół”. Jezus natychmiast rozpisuje to przykazanie na czasowniki: dobrze czyńcie, błogosławcie, módlcie się. Miłość nieprzyjaciół jest przede wszystkim praktyką. Cztery obrazy, policzek, płaszcz, prośba, zabór, kreślą postawę człowieka, który wyszedł z logiki odwetu. Taki człowiek nie chce już grać w grę zła.
Złota reguła pojawia się u Łukasza w formie czynnej: „jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie”. Nie wystarczy nie szkodzić, trzeba wyprzedzać dobrem. Starożytność znała szlachetne zbliżenia do tej nauki. Seneka pisał, że kto naśladuje bogów, ten daje dobrodziejstwa i niewdzięcznym, bo słońce wschodzi także nad złymi (De beneficiis IV 26). A jednak różnica sięga fundamentu. Filozof uzasadnia tę postawę wielkodusznością mędrca, Jezus zaś sercem Ojca: „będziecie synami Najwyższego, ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych”. Miłość nieprzyjaciół staje się u Niego rodzinnym podobieństwem dzieci do Ojca miłosiernego.
Końcowe wezwania spina obietnica miary. „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni… odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone”. Czasownik apolyein (łac. dimittere) to język uwolnienia, niemal zwolnienia dłużnika. Przebaczenie jest aktem, który rozcina więzy. „Dawajcie, a będzie wam dane - miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi”. Obraz jest wzięty prosto z targu zbożowego, gdzie hojny sprzedawca ugniata i potrząsa naczyniem, by weszło więcej. Taką miarą mierzy Bóg. Kto liczy drobiazgowo, sam się skazuje na miarę ciasną. Kto daje jak Ojciec, temu Bóg odmierzy po swojemu, ponad brzegi.
