Dalsza część wpisu:
Podsumowaniem najpierw będzie - bo nie może być inaczej - wdzięczność wszystkim Uczestnikom i Organizatorom, Darczyńcom, zaangażowanym Służbom i Wolontariuszom (użycie wielkich liter nie jest przypadkowe), bo ich wysiłek i hojność, obok talentu i wysiłku Artystów, przyczyniły się do „wielkości” tego wydarzenia i do w większości pozytywnych ocen koncertu, a także do jego już ujawnionych i jeszcze nieznanych owoców, nie tylko materialnych.
Choć nie jestem fanem gatunku muzyki prezentowanej w piątek na scenie, szczerze dołączam do tych pozytywnych ocen. Staram się też zrozumieć i szanuję głosy odmienne i krytyczne. Zdecydowanie chcę jednak zaświadczyć, że intencją organizatorów nie była ani żadna prowokacja, ani tym bardziej profanacja pierwszego piątku miesiąca, ale pragnienie uwielbienia miłości Boga objawionej na krzyżu… a objawiła się ona właśnie w piątek. Choć uwielbienie zawsze jest postawą serca, muzyka, także w koncertowym wydaniu, może być jej tłem. I dla mnie była. Pośród dość głośnych dźwięków i kolorowych świateł, raz po raz pojawiał się motyw krzyża i wiele innych odniesień do Miłości Ukrzyżowanej, które moją myśl ku niej kierowały.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Czy podobne odczucie mieli inni uczestnicy koncertu? Nie wiem. Wielu zapewne tak. Inni, nawet jeśli nie dostrzegają tej Miłości na co dzień, nie adorują Pana, nie poszczą w piątek a może nawet się nie modlą, zostali w ten piątkowy wieczór subtelnie (inaczej niż z kościelnej ambony, bez moralizatorskiego tonu, nie podczas przydługawej homilii czy średnio przygotowanej katechezy) zaproszeni do uchylenia drzwi swego życia Jezusowi. Wszyscy, bez względu na stopień pouczenia i dojrzałości w wierze, mogli też na koncercie spotkać nie tylko znanych muzyków, ale w nich i w wielu innych obecnych tam ludziach - świadków wiary w Jezusa i piewców Jego miłości.
Ja, choć modlę się, adoruję, poszczę i nie wyobrażam sobie życia bez Jezusa, pozostając przy tym słabym człowiekiem, również ich spotkałem i usłyszałem: i na scenie, i na zapleczu i w czasie przygotowań do koncertu. I się wzruszyłem. Obok intensywnych dźwięków elektronicznej muzyki… słyszałem słowa Biskupa Opolskiego o wierze, o Jezusie, o Ewangelii wygłaszane w obecności włodarzy naszego miasta i województwa… modliłem się razem z Padre Guilherme na czwartkowej Mszy św., a w czasie kolacji rozmawiałem z nim o jego byciu proboszczem w jednej z portugalskich parafii i ofiarnej posłudze kapelana wojskowego… spotkałem na Mszy św. Pana Mateusza Dziewulskiego (Skytech), a potem przy stole zobaczyłem w nim kochającego ojca pięciorga dzieci, z których dwie cudowne córki towarzyszyły mu przy tym stole i na koncercie… na zapleczu stadionu przytuliłem Panią Idę Nowakowską i uścisnąłem dłoń Pana Tomasza Wolnego raz Donata Przybylskiego w podzięce za to, że funkcjonując w świeckim i nieraz niechętnym religii świecie, mają odwagę mówić ze sceny o Jezusie i Jego obecności w ich życiu… chwilę rozmawiałem z Panem Kubą Błaszczykowskim, który z myślą o potrzebujących i dla dobrego wychowania kolejnych pokoleń nie szczędzi czasu i pieniędzy… wzruszyłem się obecnością Pani Sylwii Grzeszczak, która przyleciała na koncert, by zaśpiewać zaledwie przez kilka minut tylko kilka słów: „Pan jest Pasterzem moim, niczego mi nie braknie”… uśmiechnąłem się do licytacji lidera Arki Noego z publicznością na liczbę posiadanych dzieci i wnuków, bez wliczania do nich zwierząt udomowionych… a przede wszystkim spotkałem i uścisnąłem wiele dłoni uczestników koncertu, naszych diecezjan z diecezji opolskiej i nie tylko, którzy po całym tygodniu pracy, w piątkowy wieczór poświęcili czas i pieniądze, by uwielbiać Pana i doświadczyć wspólnoty z innymi na modlitwie i zabawie (nawet jeśli ich motywacja miała odwrotną kolejność… albo nawet, jeśli była zupełnie inna).
Mając to wszystko na uwadze, przychylam się do zasłyszanej opinii, że takiego wydarzenia jeszcze w Opolu nie było… Wszystkich proszę, by dostrzegli w nim (najpierw i) przede wszystkim dobro.
