Reklama

Między nami

O Tych, którzy mają odwagę

2016-11-02 11:43

Beata Kociołek
Niedziela Ogólnopolska 45/2016, str. 50-53

Fxquadro/fotolia.com

Kiedy spotykam kogoś, kto ma się pobrać – młodego chłopaka, który się żeni, czy dziewczynę, która wychodzi za mąż – mówię: Ci to mają odwagę. Dlatego, że nie jest łatwo stworzyć rodzinę. Nie jest łatwo zaangażować się na całe życie. Trzeba być odważnym. (...)
Czasami pytają mnie: co zrobić, żeby rodzina zawsze zmierzała do przodu, pokonując wszelkie trudności. Zachęcam Was, żebyście zawsze korzystali z trzech słów (...): pozwól, dziękuję i przepraszam.
Pozwól. Zawsze powinniśmy pytać współmałżonka – żona męża czy mąż żony: co o tym myślisz? Czy uważasz, że tak powinniśmy zrobić? Nigdy nie narzucać siłą. Pozwól...
Drugie słowo to wdzięczność: ileż to razy mąż powinien powiedzieć żonie „dziękuję” i ileż to razy żona powinna mężowi powiedzieć „dziękuję”. Bądźcie sobie wzajemnie wdzięczni, bo to właśnie małżonkowie udzielają sobie nawzajem sakramentu małżeństwa, a ten sakramentalny związek opiera się na wdzięczności. Dziękuję...
Trzecie słowo to przepraszam. To słowo bardzo trudno wypowiedzieć. W małżeństwie, czy to mąż, czy to żona, zawsze popełniają błędy. Umiejętność przyznania się do nich, przeprosiny i prośba o wybaczenie bardzo pomagają.
Papież Franciszek, Kraków, 28 lipca 2016

O małżeństwie i rodzinie wiele się mówi, pisze, powstają filmy, organizuje się spotkania, konferencje, rekolekcje. To ważna sprawa. Obserwując życie rodzinne bliskich, przyjaciół, znajomych i nieznajomych, zbieramy informacje, z czasem dołączamy do nich własne doświadczenia. Jednak wciąż poszukujemy, odkrywając nie do końca poznany świat naszych małżeńskich relacji. Nie chodzi bowiem tylko o wiedzę i kopiowanie cudzych wzorów, ale roztropne korzystanie z posiadanych informacji, aby dzień po dniu, z nową siłą budować nasze małżeństwo, nową jakość relacji z mężem/żoną, nieprzerwanie współpracując z łaską sakramentu, jakiego udzieliliśmy sobie, ślubując miłość, wierność i uczciwość małżeńską, aż tu na ziemi rozłączy nas śmierć.

Kocham Cię, żono! Kocham Cię, mężu!

To małżeńskie oflagowanie brzmi romantycznie, ale i rozważnie. Wyraża ni mniej, ni więcej – pragnę dobra dla Ciebie. I właśnie dlatego, że chcę dla Ciebie dobra, będę ze wszystkich sił, wytrwale troszczył/a się o Ciebie, aby dawać Ci dobro, którego potrzebujesz. Jednocześnie pozostanę otwarty/a na dobro, jakim Ty jesteś i jakie mi w wolności ofiarujesz, abyśmy mogli dzielić się nim z naszymi dziećmi, bliskimi, przyjaciółmi, w pracy i wszędzie tam, gdzie pośle nas Bóg. Samowystarczalność to obiektywnie dobra cecha, ale w małżeństwie nie sprawdza się. Między małżonkami powinna być harmonia w dawaniu i braniu. Naszym celem jest wzajemny rozwój w miłości, dlatego jestem gotowy/a na ciągłe poznawanie Ciebie i daję się poznać Tobie.

Nie jesteśmy jednak naiwni i nie żyjemy w przekonaniu, że życie upłynie nam w cukierkowych barwach. Na każdy dom przyjdzie deszcz, burze i wichry, które weń uderzą (Mt 7, 24-27). Przetrwa tylko ten, który zbudowany jest na skale. Jest nią tylko Chrystus, którego zaprosiliśmy do naszego małżeństwa i który nieprzerwanie nam towarzysząc, przekazuje sakramentalne łaski, aby nasza małżeńska autostrada doprowadziła nas do zbawienia. Taka przysięga małżeńska w pigułce. Aktywna i skuteczna przeciwko małżeńskiej rutynie, niezależnie od metryki naszego małżeństwa. Czy jednak w zabieganym świecie, gdzie wszystko jest ważne i „na wczoraj”, umiemy ją jeszcze właściwie praktykować?

Reklama

Papież Franciszek podczas pielgrzymki do Polski w ramach Światowych Dni Młodzieży, publicznie dostrzegł małżonków, narzeczonych i tych, którzy dopiero rozważają powołanie do małżeństwa. Jak to ma w zwyczaju, powiedział bezpośrednio, po ojcowsku z wielką atencją: „Ci to mają odwagę”. Wtedy łapaliśmy każde słowo Papieża. Czuliśmy się ważni, odważni i pełni sił, aby zmieniać świat na lepsze. Dziś „rozpakowujemy” papieski prezent, rozważając trzy jakże ważne w relacjach małżeńskich słowa: pozwól, dziękuję i przepraszam.

* * *

POZWÓL

Pozwalam komuś na coś albo nie pozwalam. To do mnie należy decyzja. Jest też takie „pozwól”, w którym to ja proszę drugą osobę o wyrażenie zgody, o zielone światło, o łaskawość dla mnie, ale bez jednoczesnego ograniczania jej wolnej woli. Taka postawa, choć niełatwa, jest dla nas szansą na rozwój zarówno osobisty, jak też rozwój w relacji małżeńskiej. Czyli jest to szansa na wzrastanie, doskonalenie się, rozwój cnót. Uwalniając się od zadęcia światowego indywidualizmu, staram się stanąć w prawdzie o tym, kim jestem ja i kim jest mój mąż/moja żona.

Mówiąc „pozwól”, nie chcę przemocą narzucać swojego ja (problemów, sądów, potrzeb, choć to nie znaczy, że mamy o nich w ogóle nie rozmawiać, wręcz przeciwnie!). „Pozwól” zawiera moją zgodę na Ciebie, Twoją decyzję. Niczego nie wymuszam na mężu/żonie. Daję wolność. Nie roszczę sobie praw do tego, aby być pierwszym/ą, lepszym/ą, ważniejszym/ą, zawsze wiedzącym/ą, co i kiedy należy zrobić. Chcę pokazać, że faktycznie interesuje mnie i szanuję to, co myśli i czuje mój mąż/moja żona, jakie ma potrzeby.

W miłości ważny jest czas. „Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem...” (Koh 3, 1-17). Właściwie go rozeznając (bez odkładania ważnych spraw na przysłowiowego „świętego nigdy”), będziemy bardziej DLA siebie nawzajem, mówiąc częściej: „Żono, pozwól proszę”, „Mężu, pozwól proszę…”.

Pozwól

Pozwól dotyczy przede wszystkim wolności. Kiedy małżonkowie są wiązani stułą, przekazują sobie nawzajem do siebie prawa. Wynika to z miłości małżeńskiej, która jest wzajemna, ale też wyłączna. Stąd „pozwól” to wyraz lojalności tego silnego związku, przekazanie jakiejś części wolności drugiej osobie. Ale to nie całkowita rezygnacja ze swojej wolności. Są bardzo intymne obszary życia, których nie przekazuje się współmałżonkowi, jak choćby relacja z Bogiem – z jednej strony wspólna modlitwa, ale spowiedź już oddzielna. Warto zatem zobaczyć, że „pozwól” to szukanie pewnego środka, optymalnej drogi wolności w małżeństwie, żeby nie czuć się niewolnikiem małżeństwa, ale żeby czuć, że jest to celebracja miłości, coś, co nie ogranicza i zobowiązuje, ale dzięki czemu będę jeszcze bardziej wolny.

„Pozwól” może się łączyć także z tematem kontroli w małżeństwie. Zwykle myślimy o tym, że kontrola jest ważna i potrzebna. Tak, ale pod warunkiem, że jest to kontrola adekwatna, a nie przesadna, że nie jest to wścibstwo – wiedzieć o drugim wszystko i sprawować kontrolę totalną. To bardzo niebezpieczne zjawisko – w imię tego, że jesteśmy razem, może dojść do strasznej dominacji, w której odbiera się drugiemu wolność w imię miłości, bycia razem, jedności przed Bogiem. Nadmierna kontrola jest formą przemocy.

„Pozwól” to celebracja wolności, szukanie tego, co optymalne i adekwatne.

* * *

DZIĘKUJĘ

Każdy przyzna, że w dobrym tonie jest dziękować. Dziękuje człowiek kulturalny, a któż z nas nie chce takim być lub/i aby inni go postrzegali w ten sposób. Żeby jednak dziękowanie nie stało się tylko formalnością dobrze wychowanych ludzi, muszę mieć wrażliwość na... dobro wokół mnie. Doświadczając dobra, rodzi się wdzięczność, a wtedy znacznie łatwiej o dystans do rzeczywistości, mniej stresu, gniewu, niezadowolenia, mniej też „globusów” i ucieczek do garażu. Kiedy mam w sobie postawę wdzięczności, moje zwykłe „dziękuję” czyni cudowne rzeczy we mnie i innych.

Bądźmy wdzięczni za męża/żonę. Dziękując za siebie Bogu i sobie nawzajem, dostrzegamy ogrom dobra, które niesie współmałżonek. Nie żałujmy czasu i wysiłku, aby sobie i sobie nawzajem podziękować, doceniając to, co w nas dobre. Za rzeczy zwykłe i te bardziej kwalifikowane, za oczywistości, które w gruncie rzeczy wcale nie są nam należne, za drobnostki, aby mogły się stać perełkami i serdecznie uradować. Pamiętajmy, że dziękując, również motywujemy. Zacznijmy od jednego „dziękuję” dziennie, a z czasem praktyka uczyni z nas mistrzów zatroskanych o to, aby nie zgubić po drodze nawet najmniejszego dobra.

Dziękuję

Kiedy małżonkowie sobie dziękują, to dostrzegają wzajemne dobro, cieszą się nim, widzą, że dobro współmałżonka jest także moim dobrem. Kiedy małżonkowie sobie dziękują, celebrują sakrament małżeństwa niejako zanurzony w Eucharystię.

„Dziękuję” jest słowem bardzo chrześcijańskim, Eucharystia – niezależnie od tego, w jakiej intencji jest sprawowana – jest wielkim dziękczynieniem Bogu. Słowo „dziękuję” jest w pewnym sensie sercem chrześcijaństwa, tak jak Eucharystia jest misterium centralnym.

Dziękowanie uczy nas najpierw dostrzegania tego, co dobre, ucieszenia się tym, docenienia, dowartościowania, wydobycia. Kiedy już to wszystko jest spełnione, wtedy możemy wyrazić wdzięczność wobec osoby, która je sprawiła. I to jest ten drugi element. Wdzięczność może wyrażać się w spojrzeniu, dotyku, w tym, jak się nawzajem traktujemy. Dziękowanie z dostrzeganiem dobra, nazywaniem go i eksponowaniem jest bardzo ewangeliczne; bo przecież, żeby głosić Ewangelię – dobrą nowinę, należy ją widzieć, cenić, eksponować.

* * *

PRZEPRASZAM

Generalnie większość ludzi ma problem z przepraszaniem. Mamy oczywiście szacunek dla św. Piotra, który zapytawszy Jezusa o to, ile razy ma przebaczać, z niedowierzaniem przyjął odpowiedź Mistrza, że ZAWSZE. Jednak praktyka wydaje się nas przerastać. Trudno jest przyznać się do błędu, a jeszcze trudniej zadośćuczynić za zło wyrządzone drugiej osobie. W małżeństwie sytuacja wydaje się jeszcze bardziej skomplikowana, bo przecież chodzi o osoby najbliższe sobie na tym świecie – żonę i męża. W Liście do Efezjan słyszymy „Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! I nie dawajcie miejsca diabłu!” (Ef 4, 26-27). Mogą więc latać talerze, jak mówi Ojciec Święty Franciszek, ale nie pielęgnujmy i nie podsycajmy cierpienia i żalu, prowadząc zimną wojnę cichych dni. Stając w prawdzie, uznajmy krzywdy, ale nie pozwólmy, aby stały się dla nas sztandarem fałszywej niepodległości, która nas zniewala, celnie i głęboko rani, a ostatecznie odziera z nadziei w Boże miłosierdzie.

Przepraszam

Nie jest możliwe, żeby nie cierpieć na tej ziemi, i nie jest możliwe, żeby nie zadawać innym cierpienia.

To się łączy z tajemnicą naszej grzeszności – postępujemy wbrew sobie, jedno myślimy, inne mówimy, zawsze więc kogoś zranimy i ktoś nas zrani. Dlatego jedną z centralnych tajemnic chrześcijańskiego życia jest przebaczenie.

Przebaczenie jest możliwe, kiedy pada słowo „przepraszam”. Jest ono bardzo ważne i warto go używać. Ale nie należy go nadużywać. Powinno być autentyczne i szczere, ze świadomością: za co.

Słowo „przepraszam” ma ogromną siłę, może być wyrażane słowem, ale też gestami. Czasami małżonkowie mają swoje sposoby przepraszania siebie, bez słów, ale dobrze jest, żeby to słowo jednak padało. Żeby doszło do konfrontacji, a nie tylko zostało przyciszone, przykryte, schowane. Gdy emocje opadną, dobrze jest wrócić do rozmowy z innej pozycji, na innych warunkach i emocjach, porozmawiać i wszystko zakończyć słowem „przepraszam”.

Beata Kociołek
razem z mężem Maciejem: małżeństwo pełnoletnie, rodzice 3 synów, prawnicy, doradcy życia rodzinnego, od 10 lat prowadzą kursy dla narzeczonych

Ks. Tomasz Knop
teolog duchowości, kierownik duchowy, psychoterapeuta, psychodramatysta, bibliodramatysta, rekolekcjonista, kapelan hospicjum w Częstochowie

* * *

To naprawdę ważne słowa

Często mówimy, że są to słowa klucze. A klucz jak to klucz – otwiera zamki albo je zamyka. Dobrze jest się spotkać w małżeństwie, aby porozmawiać, jak to z tymi kluczami u nas jest. Jeśli mężowie nie zaproszą na randkę swoich żon, nic nie stoi na przeszkodzie, aby żony przejęły inicjatywę i zorganizowały spotkanie we dwoje. Ważne, aby odłączyć się od przeszkadzaczy (no cóż, świat musi tym razem poczekać!), dzieciom zorganizować opiekę (i tu apel do żon – dzieci na tej rozłące na pewno nie ucierpią, one wiedzą, że wzajemna miłość rodziców jest ich wielkim skarbem!), a samemu z pękiem kluczy (pozwól, dziękuję, przepraszam) otworzyć się na bliskość małżeńskiego spotkania, aby doświadczyć (i uczynić to stałą małżeńską praktyką) prawdziwej komunii osób.

* * *

Świadectwa

Cieszę się, że zdecydowaliśmy się na prawdziwe prekana, a nie tylko podpisiki. To był kosmos. Okazało się, że prowadzący to ludzie, którzy chcą się podzielić swoim doświadczeniem. A do tego ksiądz – otwarty na ludzi, przystępny. Takiego Kościoła nie znałam, ale dziś mogę powiedzieć, że Pan Bóg wiedział, iż właśnie ono było mi potrzebne. Pan Bóg naprawdę wie wszystko. I jeszcze jedno. Nie sądziłam, że są dokumenty kościelne dotyczące małżeństwa i że normalni ludzie mogą, a nawet powinni je czytać, bo... przydają się w codziennym życiu, tłumacząc wiele spraw.
Małgosia

Czasami wydaje mi się, że rozumiem więcej, a czasami, że jednak mniej. Dopóki szukałem żony, wydawało mi się, a nawet byłem pewien, że jestem idealnym kandydatem na męża. Coś tam przeczytałem o kobietach, posłuchałem mądrych nauk, rekolekcji. Nie wpadłbym na to, że praktyka życia małżeńskiego, a nawet jeszcze okres narzeczeństwa, tak odrze mnie ze złudzeń, jaki to ja jestem cierpliwy, wytrwały, wyrozumiały, chętny do współpracy i co tam jeszcze sobie pomyślę w litanii samouwielbienia. Codziennie powtarzam sobie, że nasze małżeństwo jest dla mnie najważniejszym życiowym wyzwaniem. To u boku mojej żony uczę się, czym jest MIŁOŚĆ, czyli jak nie być egoistą.
Maciek

Moi rodzice nigdy nie przepraszali siebie nawzajem. Ciche dni po prostu mijały. Okazało się, że mój mąż nie akceptuje takiej małżeńskiej ścieżki i chciałby wyjaśnić każdą sprzeczkę zgodnie z zasadą, aby nad naszym gniewem nie zachodziło słońce. Na początku strasznie mnie to denerwowało, ale z czasem okazało się, że wiele dowiadujemy się o sobie tą drogą. Przepraszając siebie nawzajem, zawsze oboje wygrywamy.
Jagoda

Dopiero po tym kursie przedmałżeńskim zrozumieliśmy (a na pewno bardziej ja), co to znaczy być narzeczeństwem, że w sakramencie małżeństwa zapraszamy do nas Boga, że tu nie chodzi o fajny ślub i ładne zdjęcia na ścianę do naszego salonu. Tu chodzi o nasze życie, czyli moje, mojej żony, naszych dzieci. Aby było piękne, miało sens i prowadziło do Boga. W kilku dziedzinach czuję się specjalistą, mam liczne certyfikaty potwierdzające wysokie kwalifikacje zawodowe. W byciu mężem dopiero zaczynam się specjalizować. To moja życiowa rola, tylko sęk w tym, że dobrych nauczycieli nie znam zbyt wielu. Wiem jednak ponad wszelką wątpliwość, że moim pragnieniem jest, aby moja żona była ze mną szczęśliwa, a ja z nią, ma się rozumieć.
Jurek

To, że przepraszanie jest trudne, to żadna nowość, ale żeby dziękowanie było trudne, to było dla mnie zaskoczeniem. Zawsze podchodziłam do życia praktycznie. Brałam, co dostawałam, i dawałam, co mogłam. Nie liczyłam na żadne podziękowania. Z domu wyniosłam przekonanie, że to prowadzi do pychy. Dziękować nauczyłam się w dorosłym życiu, dzięki wychowaniu dzieci, bo rodzice uczą dzieci mówić trzech ważnych słów: „proszę, dziękuję i przepraszam”. I tak oto nadrobiłam dzięki dzieciom lekcję dobrego wychowania, które procentuje również w moim małżeństwie. Mówiąc „dziękuję”, czuję wdzięczność za mojego męża i dla mojego męża, za to, kim jest, ale też za to, że codziennie rano wita mnie uśmiechem, a potem zaprasza na kawę.
Kasia

Tagi:
rodzina miłość małżeństwo Niedziela Młodych

Reklama

Opole uwielbia

2019-08-21 11:24

Beata Włoga
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 40-41

Na początku była myśl, dlaczego by nie zorganizować koncertu uwielbienia będącego uwieńczeniem uroczystości Bożego Ciała, podobnie jak robi to Rzeszów. Było też pragnienie serca, by modlić się za ludzi młodych...

Michał Banaś
Od 10 lat śpiewają na chwałę Pana

Ksiądz Eugeniusz Ploch, wówczas ojciec duchowny w Wyższym Seminarium Duchownym w Opolu, pragnienie i pytania przekuł w działanie. I tak po raz pierwszy w diecezji opolskiej w 2010 r. z jego inicjatywy i z pomocą raciborskiego zespołu Przecinek odbył się I Koncert Uwielbienia. Była to też doskonała okazja, by oficjalnie rozpocząć w diecezji zorganizowaną modlitwę za młode pokolenie.

Z błogosławieństwem pasterza

Biskupowi opolskiemu Andrzejowi Czai zależało, by parafie stały się Ogniskami Modlitwy za Młode Pokolenie. – W naszej diecezji w wielu parafiach przed codzienną Mszą św. jest odmawiany Różaniec – tłumaczy ks. Marcin Cytrycki, który dołączył do organizatorów koncertów rok później. – W jeden wyznaczony przez proboszcza dzień parafianie modlą się w intencji młodych ludzi. Ta modlitwa w wielu parafiach trwa do dziś – zapewnia ks. Marcin. Podobnie jest z modlitwą uwielbienia. Owocem opolskiego koncertu są m.in. wieczory uwielbienia, które odbywają się regularnie w kilkunastu parafiach diecezji opolskiej. Ci sami ludzie, którzy w wieczór uroczystości Bożego Ciała gromadzą się w Opolu, wracają do swoich domów i chcą dalej modlić się śpiewami uwielbienia.

Z pasją i miłością

Od początku organizatorom zależało, aby zespołowi towarzyszył chór. Przez pierwsze trzy lata zespół wspierały chóry młodzieżowe: Capricolium z Głuchołaz i Silesia Cantat z Głubczyc. – Później pojawiła się idea, aby więcej osób włączyło się w śpiew, dlatego zaprosiliśmy wolontariuszy. To było dobre posunięcie, dziś spora część chóru, ok. 40 osób, to stały skład, na nich zawsze można liczyć. Ci, którzy chcą z nami śpiewać, mogą zgłaszać się przez stronę: koncertuwielbienia.pl – wyjaśnia ks. Cytrycki. Wszyscy, którzy choć raz byli na koncercie uwielbienia, wiedzą, że to nie jest zwykłe śpiewanie. Tu ważny jest Ten, o którym się śpiewa i dla którego się śpiewa. – W naszych działaniach chcemy, by Pan Jezus był na pierwszym miejscu. Zawsze podkreślamy i pamiętamy, że to śpiew dla Niego, stąd #OpoleUwielbia, a słowo „koncert” bardzo świadomie od tego roku pojawia się dopiero w podtytule – tłumaczy ks. Marcin.

Wraz z nową grupą chórzystów wolontariuszy zrodził się pomysł warsztatów uwielbienia. To dwa (początkowo trzy) weekendy, kiedy śpiewający spotykają się i spędzają wspólnie czas nie tylko na nauce emisji głosu, artykulacji, próbach. To w pewnym sensie także duchowa formacja z modlitwą, konferencjami i Eucharystią, z uczeniem się, czym jest uwielbienie.

Za warsztatami i całym muzycznym przedsięwzięciem stoją profesjonaliści. Tak się złożyło, że za przygotowanie chóru przez lata odpowiedzialni byli absolwenci Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Dziś chór prowadzi i przygotowuje Anna Sikora, doskonała dyrygentka młodego pokolenia, na co dzień współpracująca z Diecezjalnym Instytutem Muzyki Kościelnej w Opolu. W tym trudnym zadaniu pomaga jej Krzysztof Pytko, od lat zaangażowany muzycznie w wielu miejscach diecezji. Zespół muzyczny to grupa muzyków Opolskich Wieczorów Uwielbienia wspierana przez grupę filharmoników opolskich. Na co dzień profesjonalni muzycy współtworzący różne muzyczne projekty. Udowadniają, że katolicy mogą robić dobrą muzykę, ładnie zaaranżowaną, zagraną i zaśpiewaną. Oczywiście, zespół nie składa się z samych profesjonalistów, ale i z wolontariuszy śpiewających w chórze, którzy wkładają mnóstwo pracy, prywatnego czasu i serca, by robić to dobrze. Mało tego, zaproszeni do tworzenia koncertu są wszyscy przez wspólne uwielbianie Pana Jezusa, w czym pomaga tekst pieśni wyświetlany na telebimie. – Jedynym na widowni jest Pan Jezus! On jest tym, dla którego jest cały ten koncert. To właśnie dla Niego kilkumiesięczne przygotowania, dla Niego cały wysiłek tylu młodych ludzi, dla Niego tak wielkie przedsięwzięcie – mówią inicjatorzy wydarzenia.

Ludzie i idea

Za każdą ideą stoją konkretni ludzie. Opole Uwielbia to przede wszystkim jego pomysłodawca i organizator – ks. Eugeniusz Ploch, obecnie proboszcz parafii Ducha Świętego w Winowie i członek Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy KEP; to również ks. Marcin Cytrycki, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gosławicach, były duszpasterz akademicki w DA Resurrexit. W tym roku do zespołu dołączył obecny duszpasterz akademicki ks. Łukasz Knosala. Ważna postać w ekipie to Piotr Kotas, kompozytor i aranżer, pieśni znane i śpiewane od wieków w jego aranżacjach są w nowy sposób odczytywane i odbierane.

Wielu, którzy tworzą Chór Corpus Christi i zaczynali jako młodzi ludzie, dziś dalej przyjeżdża i śpiewa dla Boga, choć ich życie prywatne mocno się zmieniło od pierwszego koncertu zagranego w parku AK w Opolu 10 lat temu. Często mają mężów, żony, dzieci – i w Boże Ciało przyjeżdżają do Opola, by wielbić Boga.

Owoce

Sara Nestorowicz, która przez wiele lat dyrygowała chórem, od trzech lat współtworzy koncert uwielbieniowy we Wrocławiu – wNieboGłosy. Swojego męża Michała poznała właśnie podczas warsztatów w Opolu. Arkadiusz Wiertelak też zaczynał w Opolu, dziś jest kierownikiem artystycznym, aranżerem i głównym organizatorem Zielonogórskiego Koncertu Uwielbienia. Marek Kudra, który pomagał przy kilku edycjach opolskiego koncertu, dziś jest prężnie działającym dyrygentem muzyki klasycznej.

– Opolskie doświadczenie przenoszone jest na dalszy grunt. To bardzo cieszy – przyznają zgodnie księża Marcin i Eugeniusz. W Polsce coraz więcej miast organizuje koncert na kształt Jednego Serca Jednego Ducha z Rzeszowa. Zwłaszcza młodzi ludzie chcą manifestować swoją wiarę w Żywego Boga przez udział w wieczornych koncertach uwielbienia. Są one niczym zwieńczenie uroczystej procesji ulicami miast i wsi, gdzie publicznie wyznaje się wiarę w Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Generał Salezjanów w Łodzi

2019-10-20 22:05

Piotr Drzewiecki

- Wszystko w życiu zależy od miłości z jaką się żyje i z jaką się wszystko czyni – mówił następca księdza Jana Bosko ks. Ángel Fernández Artime SDB, dziesiąty Przełożony Generalny Zakonu Salezjanów. Odwiedził on Łódź, z racji 100-lecia istnienia Inspektorii Warszawskiej Salezjanów w Polsce, gdzie spotkał się z uczniami, pracownikami, wolontariuszami Oratorium oraz kapłanami i siostrami salezjankami.

Piotr Drzewiecki

Podczas jubileuszowej Mszy świętej Ksiądz Generał modlił się za całą wspólnotę salezjańską w Polsce. - Możemy dziękować Bogu za bardzo wiele. Wielka rodzina salezjańska przez te 100 lat ofiarowała Bogu bardzo wiele i dziś dziękujemy Bogu, że to wszystko stało sie możliwe. Musimy kontynuować to dzieło dla młodych i marzyć jakie będą te kolejne lata. Bo wszystko w życiu zależy od miłości z jaką się żyje i z jaką się wszystko czyni. Nasi współbracia czasem ofiarowali bardzo wiele, ofiarowali siebie ,by kochać. Co zrobił Jezus? - kochał! Ksiądz Bosko chciał, by w życiu jego młodzieży działo sie dobro! Dla ich dobra był w stanie znieść wszystkie poświęcenia. Nasza przyszłość zależy od miłości z jaką będziemy stawać pośród naszej młodzieży(…). Jeśli ktoś jest prawdziwym salezjaninem, będzie szukał tylko waszego dobra, widząc was szczęśliwymi tutaj, a potem w Niebie. Jedyne co potrzebujemy to mieć was pośród siebie! Pragniemy waszego dobra, zależy nam na was. Razem możemy żyć życiem Boga – mówił ks. Artime.

Zobacz zdjęcia: Generał Salezjanów w Łodzi

Następnie wszyscy goście i uczniowie uczestniczyli w agapie, po której w auli szkolnej Ksiądz Generał wraz z najmłodszymi uczniami pokroił jubileuszowy 100-kilogramowy tort. Wcześniej ks. Generał spotkał się z uczniami i nauczycielami Salezjańskiej Szkoły Podstawowej. W radosnej atmosferze, wypełnionej występami i rozmowami, najmłodsi jeszcze bliżej poznali charyzmat wspólnoty salezjańskiej.

Na zakończenie pobytu w Łodzi, ks. Ángel Fernández Artime wręczył różance uczniom klas trzecich Salezjańskiej Szkoły Podstawowej, którzy w 2020 roku przystąpią do I Komunii Świętej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Papieski” Harley sprzedany

2019-10-21 20:16

ts / Stafford (KAI)

Biały motocykl - „papieski” Harley-Davidson został sprzedany 20 października na aukcji w brytyjskim Stafford za 48 300 funtów (niemal 250 tys. zł). Poinformował o tym na swojej stronie internetowej dom aukcyjny Bonhams.

pixabay.com

Pobłogosławiony i sygnowany przez papieża Franciszka w Rzymie motocykl, przygotowany specjalnie dla niego, jest darem grupy motocyklistów „Jesus Biker International” z siedzibą w Schaafheimie w niemieckiej Hesji. Ten wyjątkowy egzemplarz przekazał papieżowi w maju dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych w Austrii ks. Karl Wallner. Dochód ze sprzedaży Harleya jest przeznaczony na pomoc dla prowadzonego przez austriacką „Missio” domu sierot w Ugandzie.

Wystawiając „papieskiego” Harleya na aukcję „Jesus Biker” oczekiwali, że przyniesie to co najmniej 300 tys. euro – tyle bowiem potrzeba na budowę planowanego domu sierot. Teraz fani Harleya są „bardzo rozczarowani”, napisała lokalna gazeta niemiecka „Main-Post”.

Papież już wcześniej, bo w czerwcu 2013 r., otrzymał innego Harleya - od producenta. Maszyna, opatrzona zdaniem „Niegdyś własność Jego Świątobliwości Papieża Franciszka” z imieniem „Francisco” na baku została sprzedana na aukcji w Paryżu za 241 500 euro, a zysk ze sprzedaży przeznaczono na schronisko Caritas dla bezdomnych na rzymskim dworcu głównym Termini.

Harley od motocyklistów dla Franciszka nawiązuje do Ameryki Południowej – rodzinnych stron papieża. Jest to maszyna w stylu „chicano”, a więc z wysoko ustawioną kierownicą i szerokim błotnikiem na tylnych kołach. Na błotniku jest widoczny krzyż. Motocykl jest utrzymany w kolorze łamanej bieli i – według ofiarodawców – zawiera wiele specyficznych szczegółów. Samo tylko wykonanie siodełka zajęło około miesiąca.

„Jesus Biker” w Würzburgu istnieje od 2014 r., obecnie liczy około 40 kobiet i mężczyzn różnych wyznań chrześcijańskich, którzy regularnie angażują się w akcje pomocowe. Pragną na nowo uwrażliwić ludzi na wiarę w Boga i pokazać, że miłość do jazdy motocyklami oraz do pokojowego przesłania Jezusa nie muszą się wykluczać, podkreślił założyciel grupy „Jesus Biker” Thomas Draxler.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem