Reklama

Niedziela Wrocławska

35 lat działalności Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta

Być dobrym jak chleb

Nie da się w jednym artykule opisać 35 lat działalności Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Nawet jedna książka to o wiele za mało, by pokazać tysiące ludzi, którym pomogli, miłosierdzie, które świadczyli przez lata. Kierowali się i kierują słowami św. Brata Alberta: „Powinno się być dobrym jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny”

Niedziela wrocławska 45/2016, str. 6-7

[ TEMATY ]

towarzystwo

Archiwum Towarzystwa Pomocy im. św. Barata Alberta

Dariusz Dobrowolski

Towarzystwa Pomocy im św. Brata Alberta jest pierwszą w Polsce organizacją pozarządową, która zajęła się pomocą bezdomnym. Do 1989 r. nosiło nazwę Towarzystwo Pomocy im. Adama Chmielowskiego. Zrzesza 2700 członków zorganizowanych w 67 kołach na terenie całego kraju. Każde koło stara się zorganizować schronisko, kuchnię lub inną formę pomocy ludziom bezdomnym i ubogim. Kierują się zasadą: „Każdemu głodnemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież. Jak nie można dużo to mało. „Towarzystwo prowadzi 87 placówek pobytowych, m.in. 45 schronisk dla mężczyzn (2670 miejsc), 4 schroniska dla kobiet (70 miejsc), 8 domów dla kobiet i matek z dziećmi (240 miejsc), 2 Domy Pomocy Społecznej (101 miejsc). W ich placówkach przebywa obecnie około 3500 osób. Towarzystwo prowdzi także 17 noclegowni – 639 miejsc, 11 ogrzewalni – 326 miejsc, czy 15 kuchni wydających ponad 2 tys. obiadów dziennie. A wszystko zaczęło się w 1981 r. we Wrocławiu.

Cud

Założycielem Towarzystwa był brat Jerzy Marszałkowicz, furtianin w seminarium duchownym we Wrocławiu, który już od lat pomagał bezdomnym. – W PRL samo słowo bezdomność było objęte cenzurą. Nie wolno było mówić, że w Polsce są bezdomni, bo Polska to był „kraj szczęśliwości” – opowiada Marek Oktaba, członek zarządu, od początku tworzył Towarzystwo Pomocy Brata Alberta. – Brat Jerzy przez lata domagał się od władz stworzenia placówki dla bezdomnych. Bezskutecznie. Sam pomagał bezdomnym, dawał jedzenie, pomagał zdobyć dokumenty, ale to wszystko odbywało się na zasadzie działalności partyzanckiej.

Stowarzyszenie, które miało zająć się pomocą bezdomnym, udało się zarejestrować w listopadzie 1981 r. – Bp Pazdur zawsze mówił, że to był cud, że zarejestrowano Towarzystwo 2 listopada 1981 r., tuż przed stanem wojennym. Także kard. Henryk Gulbinowicz przyczynił się do powstania Towarzystwa, tłumaczył władzom, że jednak bezdomni istnieją i potrzebują pomocy. Od samego początku Kościół bardzo mocno nas wspierał – wspomina Bohdan Aniszczyk, wiceprzewodniczący zarządu, który przez 20 lat był przewodniczącym Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.

Reklama

– Należałem do Ruch Solidarności z Ubogimi Trzeciego Świata „Maitri”. Byliśmy członkami założycielami Towarzystwa, ale przede wszystkim byliśmy wolontariuszami, którzy od pierwszego dnia pomagali w schronisku przy ul. Lotniczej – opowiada o początkach Marek Oktaba. – Staraliśmy się to tak zorganizować, aby każdej nocy, oprócz brata Jerzego, z bezdomnymi był jeden wolontariusz z Maitri. Mój dzień to był wtorek. Przychodziłem rano, zostawałem w schronisku przez cały dzień i noc. Spaliśmy razem z bezdomnymi – po kilku dniach pojawiły się pretensje, że zajmujemy miejsce przeznaczone dla bezdomnych. Tak naprawdę komuś nie mieściło się w głowie, że chcemy spać z bezdomnymi, a nie w oddzielnym pokoju. Pojechałem więc do domu i przywiozłem dmuchany materac. Kiedy zobaczyli to bezdomni, nie pozwolili mi na dmuchanie żadnego materaca, kazali kłaść się na łóżku. To było piękne.

Brat Jerzy

Brat Jerzy Marszałkowicz żyje do dziś. Ma już ponad 80 lat, jest zwykłym mieszkańcem schroniska św. Brata Alberta w Bielicach (diecezja opolska), którego działalność zainicjował w 1988 r. Mieszka w pokoju pięcioosobowym, nie chciał być wyizolowany od tego co się dzieje w schronisku. Po utworzeniu Towarzystwa przez siedem lat mieszkał z bezdomnymi w baraku przy ul. Lotniczej we Wrocławiu. Całe swoje życie poświęcił bezdomnym. Od lat studenckich inspirował go Brat Albert i to jego wybrał na patrona Towarzystwa. – Przede wszystkim brat Jerzy był zawsze równy z bezdomnymi, mieszkał z nimi, żył z nimi. Uważał, że jest ich domownikiem, członkiem wielkiej rodziny bezdomnych. Bezdomni sami z siebie nazywali go – i do tej pory nazywają – tatą. Nie mówią brat czy ksiądz Jerzy, tylko tata – podkreśla Marek Oktaba.

Spojrzeć, jak na człowieka

– Czasy się zmieniają, nasi podopieczni też. To już nie tylko alkoholicy bez pracy i domu, ale coraz młodsze osoby, których życie przygniotło, np. alimenciarze czy byli biznesmeni, którzy stracili wszystko. Nasza misja się jednak nie zmieniła. Pomagamy bezdomnym i wszystkim osobom wykluczonym i szukamy wciąż nowych pomysłów w walce z bezdomnością. Mam satysfakcję, że przez te 35 lat Towarzystwo jest liderem, jeśli chodzi o rozwiązania systemowe dotyczące bezdomnych, nie tylko dla poszczególnych schronisk, ale dla całego kraju – mówi Bohdan Aniszczyk.

Reklama

Podkreśla, że pomoc Towarzystwa cały czas przynosi rezultaty: – Każde Koło potrafi opowiedzieć historie wielu osób, które są dowodem na to, że warto pomagać. Pamiętam, co zawsze mówił bp Pazdur: Być może dla niektórych z nich sam fakt, że zabierzemy ich z ulicy, by mogli się umyć, nakarmić, czy godnie umrzeć, to będzie jedyna dobra rzecz, która ich w życiu spotkała. Ktoś spojrzy na nich jak na człowieka.

Niekonwencjonalny Wrocław

Wrocławskie Koło Towarzystwa prowadzi kilka schronisk i noclegowni. Ale oprócz tego podejmuje wiele niekonwencjonalnych inicjatyw, dzięki którym starają się wydobyć ludzi z bezdomności. Jedną z nich jest piłka nożna i mistrzostwa bezdomnych. – We Wrocławiu zajmuje się tym Maciej Gudra, kierownik noclegowni przy Małachowskiego, który sam jest trenerem drużyny piłkarskiej bezdomnych. Noclegownia jest dobrym miejscem na tego typu działalność, ponieważ trafia tam dużo młodych osób. Dla kogoś, kto ma sporo sił, nie ma poważnych chorób, sport jest szansą na naukę dyscypliny, higieny, na naukę uczestnictwa w życiu społecznym. Niezwykłe jest, kiedy podczas mistrzostw świata bezdomnych i uzależnionych mogą reprezentować Polskę z orzełkiem na koszulce i zdobywać dla kraju medale. To dla człowieka, który wcześniej mieszkał pod mostem tak ważne i głębokie przeżycie, że nie da się tego wyrazić słowami – opowiada Marek Oktaba.

Kolejna ciekawa inicjatywa to filmy. Bezdomnych kinem zainteresował Dariusz Dobrowolski, kierownik schroniska dla mężczyzn. W ten sposób powstała grupa „Albert Cinema”, która ma na swoim koncie już dziewięć produkcji. Bezdomni piszą scenariusze, kręcą, grają główne role. Dzięki pracy nad filmami mężczyźni poznali inny świat. Gdy jeden z ich filmów został zakwalifikowany do udziału w konkursie filmów niezależnych w Gdyni, wielu z nich po raz pierwszy od lat wyjechało poza Wrocław. I uwierzyli w siebie.

Główne uroczystości jubileuszu 35-lecia działalności Towarzystwa odbędą się 4 i 5 listopada we Wrocławiu.

* * *

Pomogliśmy im

Młody
Znamy Młodego od 7 lat, jest alkoholikiem i hazardzistą, traktował przez te lata nasze schronisko jak sanatorium – pojawiał się na kilka tygodni lub miesięcy, obiecywał, uczęszczał na terapie. Potem spotykał kogoś z przeszłości i znikał. Tuż przed 30. urodzinami wrócił i zaczął się powrót do normalnego życia: odbył terapię w Ośrodku Leczenia Uzależnień, uczęszczał na warsztaty terapeutyczne, uzyskał orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności. W roku 2014 podjął pracę, zaczął uczęszczać od klubu AA. W 2015 wynajął kawalerkę. Pracuje, nadal jest w AA, odwiedza schronisko tak, jak odwiedza się najbliższych.

Kasia
Schorowana, uzależniona od alkoholu czterdziestolatka trafiła do naszego schroniska w 2015 r. Kilka razy Kasia podejmowała próby wyjścia z uzależnień; z narkotykami poradziła sobie, z alkoholem udawało się na krótko. W schronisku Kasia utrzymuje abstynencję, leczy się u neurologa, psychiatry, przyjmuje regularnie leki, jest pacjentką poradni odwykowej. Pomimo wielu ograniczeń (zarówno ruchowych jak i psychicznych) bierze czynny udział w życiu schroniska, rozwija swoje zdolności plastyczne. Święta Bożego Narodzenia 2015 r. spędziła z rodziną po raz pierwszy od wielu lat.

Adam
Ma 55 lat, wykształcenie średnie, kawaler. Trafił do schroniska w 2011 r. z problemem alkoholowym. W schronisku utrzymywał abstynencję i dał się poznać jako człowiek pracowity i zaangażowany w codziennie życie domu. W 2013 zatrudniliśmy Adama jako opiekuna w noclegowni, gdzie poznał specyfikę pracy z osobami bezdomnymi. Zaproponowaliśmy mu zamieszkanie w mieszkaniu wspieranym. Następnie w ramach projektu został streetworkerem. Do dzisiaj pracuje na ulicy z osobami potrzebującymi. Nawiązał bliskie kontakty z bratem i rodziną.

2016-11-03 09:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Żyjmy w prawdzie!

Niedziela świdnicka 47/2018, str. III

[ TEMATY ]

rocznica

towarzystwo

Ks. Grzegorz Umiński

Podczas Mszy św. z okazji 30-lecia działalności Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich

Biskup Ignacy Dec przewodniczył w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Świdnicy uroczystej Eucharystii sprawowanej z okazji 30-lecia działalności Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich”. Wszystkich parafian, mieszkańców Świdnicy i gości w serdecznych słowach powitał proboszcz tej wspólnoty ks. prał. Rafał Kozłowski.

W swoim wystąpieniu powiedział: „Nasza dostojna jubilatka Polska obchodzi w tym roku 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Dziękujmy Bogu za dar wolności, który Opatrzność Boża nam podarowała w 1918 r.”. W homilii Ksiądz Biskup przypomniał, że Ojciec Święty Jan Paweł II wielokrotnie nam mówił, że Ojczyzna jest naszą Matką, a niepodległość nie jest dana naszemu narodowi na zawsze, ale wymaga od każdego pokolenia Polaków troski o Ojczyznę. Obchodzona właśnie rocznica skłania do refleksji nad obecnym stanem Polski i jej suwerennego bytu.

Odstępowanie od wiary katolickiej i chrześcijańskich zasad jako podstawy życia rodzinnego, narodowego i funkcjonowania państwa to najpoważniejsze z zagrożeń, które już raz w przeszłości doprowadziły do upadku RP, a szerzące się szczególnie wśród młodej generacji Polaków zagrożenia, takie jak m.in.: alkoholizm, narkomania, pornografia, Internet, prowadzą do duchowego i moralnego osłabienia naszego narodu – akcentował kaznodzieja.Wskazał, że spośród wad narodowych coraz bardziej dochodzą do głosu: egoizm, brak troski o dobro wspólne, szkalowanie i znieważanie wiary katolickiej, polskiej tradycji narodowej i tego wszystkiego, co stanowi naszą Ojczyznę.

Ksiądz Biskup podkreślił dalej, że mamy obecnie do czynienia ze zmasowanym atakiem na Kościół. A Polska ze względu na fakt, że jeszcze jest w Europie krajem najbardziej katolickim, jest pod tym względem na szczególnym celowniku. Są międzynarodowe instytucje, które chcą po prostu zmienić Polskę z katolickiej na ateistyczną, islamską czy masońską. Dlatego jego zdaniem, musimy czuwać i pilnować tego skarbu, który przejęliśmy od naszych poprzedników, od bohaterów narodowych.

– Zobaczcie, jakie jest skłócenie w naszym Parlamencie, w różnych gremiach politycznych. Nie przebierają w słowach. A atak na Kościół nie jest przypadkiem, Chce się Kościołowi zamknąć usta – stwierdził Ksiądz Biskup. I apelował w tym kontekście: – Żyjmy w prawdzie, prawdę odkrywajmy, nie dajmy się po prostu otumanić przez liberalne media.

W czasie Eucharystii Ksiądz Biskup poświęcił okolicznościową tablicę upamiętniającą 30-letnią działalność Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, a wieloletniego proboszcza tej parafii ks. inf. Kazimierza Jandziszaka udekorowano Medalem 30-lecia tego Towarzystwa.

CZYTAJ DALEJ

Niedziela Palmowa w tradycji Kościoła

Szósta niedziela Wielkiego Postu nazywana jest Niedzielą Palmową, inaczej Niedzielą Męki Pańskiej. Rozpoczyna ona najważniejszy i najbardziej uroczysty okres w roku liturgicznym - Wielki Tydzień.

Początki obchodów

Liturgia Kościoła wspomina tego dnia uroczysty wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, o którym mówią wszyscy czterej Ewangeliści. Uroczyste Msze św. rozpoczynają się od obrzędu poświęcenia palm i procesji do kościoła. Zwyczaj święcenia palm pojawił się ok. VII w. na terenach dzisiejszej Francji. Z kolei procesja wzięła swój początek z Ziemi Świętej. To właśnie Kościół w Jerozolimie starał się bardzo dokładnie powtarzać wydarzenia z życia Pana Jezusa. W IV w. istniała już procesja z Betanii do Jerozolimy, co poświadcza Egeria (chrześcijańska pątniczka pochodzenia galijskiego lub hiszpańskiego). Autorka tekstu znanego jako Itinerarium Egeriae lub Peregrinatio Aetheriae ad loca sancta. Według jej wspomnień w Niedzielę Palmową patriarcha otoczony tłumem ludzi wsiadał na osiołka i wjeżdżał na nim do Świętego Miasta, zaś zgromadzeni wierni, witając go z radością, ścielili przed nim swoje płaszcze i palmy. Następnie wszyscy udawali się do bazyliki Zmartwychwstania (Anastasis), gdzie sprawowano uroczystą liturgię. Procesja ta rozpowszechniła się w całym Kościele. W Rzymie szósta niedziela Przygotowania Paschalnego początkowo była obchodzona wyłącznie jako Niedziela Męki Pańskiej, podczas której uroczyście śpiewano Pasję. Dopiero w IX w. do liturgii rzymskiej wszedł jerozolimski zwyczaj urządzenia procesji upamiętniającej wjazd Pana Jezusa do Jeruzalem. Z czasem jednak obie te tradycje połączyły się, dając liturgii Niedzieli Palmowej podwójny charakter (wjazd i pasja). Jednak w różnych Kościołach lokalnych procesje te przybierały rozmaite formy, np. biskup szedł pieszo lub jechał na oślęciu, niesiono ozdobiony palmami krzyż, księgę Ewangelii, a nawet i Najświętszy Sakrament. Pierwszą udokumentowaną wzmiankę o procesji w Niedzielę Palmową przekazuje nam Teodulf z Orleanu (+ 821). Niektóre przekazy podają też, że tego dnia biskupom przysługiwało prawo uwalniania więźniów.

Polskie zwyczaje

Dzisiaj odnowiona liturgia zaleca, aby wierni w Niedzielę Męki Pańskiej zgromadzili się przed kościołem, gdzie powinno odbyć się poświęcenie palm, odczytanie perykopy ewangelicznej o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i uroczysta procesja do kościoła. Podczas każdej Mszy św., zgodnie z wielowiekową tradycją, czyta się opis Męki Pańskiej (według relacji Mateusza, Marka lub Łukasza - Ewangelię św. Jana odczytuje się w Wielki Piątek). Obecnie kapłan w Niedzielę Palmową nie przywdziewa szat pokutnych, fioletowych, jak to było w zwyczaju dawniej, ale czerwone. Procesja zaś ma charakter triumfalny. Chrystus wkracza do świętego miasta jako Król i Pan. W Polsce istniał kiedyś zwyczaj, iż kapłan idący na czele procesji wychodził przed kościół i trzykrotnie pukał do zamkniętych drzwi kościoła, wtedy drzwi się otwierały i kapłan z wiernymi wchodził do wnętrza kościoła, aby odprawić uroczystą liturgię. Miało to symbolizować, iż Męka Zbawiciela na krzyżu otwarła nam bramy nieba. Inne źródła przekazują, że celebrans uderzał poświęconą palmą leżący na ziemi w kościele krzyż, po czym unosił go do góry i śpiewał: „Witaj, krzyżu, nadziejo nasza!”.

W polskiej tradycji ludowej Niedzielę Palmową nazywano również Kwietną bądź Wierzbną. W tym dniu święcono palmy, które w tradycji chrześcijańskiej symbolizują odradzające się życie. Wykonywanie palm wielkanocnych ma bogatą tradycję. Tradycyjne palmy wielkanocne przygotowuje się z gałązek wierzby, która w symbolice Kościoła jest znakiem zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy. Obok wierzby używano także gałązek malin i porzeczek. Ścinano je w Środę Popielcową i przechowywano w naczyniu z wodą, aby puściły pąki na Niedzielę Palmową. W trzpień palmy wplatano również bukszpan, barwinek, borówkę i cis. Tradycja wykonywania palm szczególnie zachowała się na Kurpiach oraz na Podkarpaciu, gdzie corocznie odbywają się konkursy na najdłuższą i najpiękniejszą palmę.

W zależności od regionu, palmy różnią się wyglądem i techniką wykonania. Palma góralska wykonana jest z pęku witek wierzbowych, wiklinowych lub leszczynowych. Zakończona jest czubem z bazi, jedliny, bibułkowych kolorowych kwiatów i wstążek. Palma kurpiowska powstaje z pnia ściętego drzewka (jodły lub świerka) oplecionego widłakiem, wrzosem, borówką, zdobionego kwiatami z bibuły i wstążkami. Czub drzewa pozostawia się zielony. Palemka wileńska jest obecnie najczęściej świeconą palmą wielkanocną. Jest niewielkich rozmiarów, upleciona z suszonych kwiatów, mchów i traw.

Z palmami wielkanocnymi wiąże się wiele ludowych zwyczajów i wierzeń: poświęcona palma chroni ludzi, zwierzęta, domy. Od dawna istniał także zwyczaj połykania bazi, które to zapobiegają bólom gardła i głowy. Wierzono, że sproszkowane kotki dodawane do naparów z ziół mają moc uzdrawiającą, bazie z poświęconej palmy zmieszane z ziarnem siewnym podłożone pod pierwszą zaoraną skibę zapewnią urodzaj, krzyżyki z palmowych gałązek zatknięte w ziemię bronią pola przed gradobiciem i burzami, poświęcone palmy wystawiane podczas burzy w oknie chronią dom przed piorunem. Poświęconą palmą należy pokropić rodzinę, co zabezpieczy ją przed chorobami i głodem, uderzenie dzieci witką z palmy zapewnia zdrowie, wysoka palma przyniesie jej twórcy długie i szczęśliwe życie, piękna palma sprawi, że dzieci będą dorodne. Poświęconą palmę zatykano za świętymi obrazami, gdzie pozostawała do następnego roku. Palmy wielkanocnej nie można było wyrzucić. Najczęściej była ona palona, popiół zaś z tych palm wykorzystywano w następnym roku w obrzędzie Środy Popielcowej. Znany też był zwyczaj „palmowania”, który polegał na uderzaniu się palmami. Tu jednak tradycja była różna w różnych częściach Polski. W niektórych regionach zwyczaj ten jest związany dopiero z poniedziałkiem wielkanocnym. W większości regionów jest to jednak zwyczaj Niedzieli Palmowej, gdzie „palmowaniu” towarzyszyły słowa: Palma bije nie zabije - wielki dzień za tydzień, malowane jajko zjem, za sześć noc - Wielkanoc.

Dzisiaj, choć wiele dawnych obyczajów odeszło już w zapomnienie - tworzą się nowe. W wielu kościołach można nadal podziwiać kilkumetrowe plamy. Dzieci w szkołach, schole i grupy parafialne prześcigają się w przygotowaniu najładniejszych palm. Często pracom tym towarzyszą konkursy lub konkretne intencje.

CZYTAJ DALEJ

Małopolskie: Brak podejrzenia przestępstwa ws. śmierci księdza chorego na Covid-19

2020-04-08 08:22

[ TEMATY ]

kapłan

zmarły

kapłan

Radio Em

Ks. Roman Kopacz

Prokuratura Rejonowa w Bochni, która bada sprawę śmierci proboszcza Drwini (Małopolskie) Romana Kopacza, zakażonego koronawirusem, wciąż nie ma uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa.

Zgodnie z informacjami przekazanymi PAP przez zastępcę prokuratora rejonowego Barbarę Grądzką, śledztwo wciąż się nie rozpoczęło w powodu braku podejrzenia przestępstwa w sprawie śmierci proboszcza Drwini. Nie prowadzono też przesłuchań osób.

„Dalsze czynności zostaną podjęte po analizie dokumentów uzyskanych z Państwowego Powiatowego Inspektora Nadzoru Sanitarnego w Bochni” – zapowiedziała zastępca prokuratora rejonowego w Bochni.

W toku dotychczasowych czynności prokuratura próbowała ustalić m.in. prawidłowość postępowania dotyczącego umieszczenia księdza w izolacji domowej.

Zgodnie z informacjami biura wojewody małopolskiego, podanymi za małopolskim sanepidem, przyczyną śmierci księdza Romana Kopacza nie był Covid-19. Mężczyzna przebywał w izolacji domowej, ponieważ lekarz nie stwierdził konieczności hospitalizacji.

Jak informowała policja, 59-letni ksiądz zmarł 24 marca podczas próby przetransportowania go do szpitala. Wcześniej służby medyczne wezwane przez policjantów bezskutecznie reanimowały kapłana.

Dzień wcześniej, w poniedziałek, policja poinformowana o przebywającym w izolacji księdzu dwukrotnie była z wizytą na plebanii. "Ksiądz się pokazał, nie zgłaszał problemów" – powiedział PAP rzecznik prasowy bocheńskiej policji Łukasz Ostręga.

We wtorek sanepid zadzwonił na policję z informacją, że nie może się skontaktować z proboszczem i poprosił funkcjonariuszy o sprawdzenie, czy z chorym wszystko w porządku.

Wysłanemu na plebanię patrolowi nikt nie otwierał drzwi. Funkcjonariusze ustalili, kto może mieć klucze do budynku. Odpowiednio zabezpieczony policjant wszedł do środka i zastał księdza leżącego w łóżku. "Jego stan był ciężki, był tak osłabiony, że nie mógł mówić. Wezwano pogotowie" – relacjonował rzecznik prasowy policji w Bochni.

Medykom nie udało się uratować życia proboszcza – zmarł w trakcie próby przetransportowania do szpitala, po bezskutecznych reanimacjach.

Roman Kopacz był proboszczem parafii Matki Bożej Królowej Polski w Drwini od 2007 r., był także kapelanem strażaków gminy Drwinia. Pogrzeb duchownego odbył się 26 marca w Trzcinicy koło Jasła – w ograniczonym (by zapobiegać szerzeniu się epidemii) gronie rodzinnym.(PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję