Reklama

Kościół

Katecheta uratowany przez Anioła? Wyjątkowe świadectwo Grzegorza Felsa

W jaki sposób dobrze odczytywać Boże znaki w naszym życiu? Czy Bóg prowadząc nas po naszych ścieżkach, wspomaga się także aniołami? Swoim niezwykłym świadectwem w książce „Życiowy escape room” dzieli się katecheta i autor: Grzegorz Fels.

2026-09-12 19:57

[ TEMATY ]

anioł

katecheta

uratowany

wyjątkowe świadectwo

Grzegorz Fels

Agata Kowalska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dlaczego ja sam wierzę w Boga? Dlaczego w ogóle postanowiłem studiować teologię? Otóż wierzę, że Bóg istnieje, bo widzę Jego wyraźne działanie, Boże znaki w swoim życiu. Akurat mam to szczęście, że są to znaki wręcz bijące w oczy.

Może dlatego tak się dzieje, że jestem facetem z Górnego Śląska, który właśnie takich znaków potrzebuje, bo subtelniejszych by w życiu nie zauważył? Cóż, być może. Bóg jest wszechmogący i wie, co robi.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Powiem więcej, On ma wobec każdego człowieka istotny plan na życie. Plan, którego kolejne etapy ciągle na nowo, z biegiem lat staramy się odczytywać. Z wykształcenia jestem świeckim teologiem i pracuję jako katecheta. Nigdy wcześniej nie myślałem, że będę kiedyś uczył religii!

Co prawda studia teologiczne podjąłem jeszcze w latach 80. XX wieku (jako osoba pracująca w przemyśle). Był to schyłek PRL-u, a nauczanie religii odbywało się wówczas w salkach parafialnych, więc nawet nie brałem pod uwagę tego, że

kiedykolwiek będę katechetą. Jak się wkrótce okazało, Bóg ma plany, które nie zawsze współgrają z planami ludzkimi.

Kiedy kończyłem studia, religia weszła do szkół i brakowało katechetów. Znajomy proboszcz poprosił mnie wówczas, bym katechizował przynajmniej przez rok.

Reklama

Zgodziłem się i początkowo podjąłem pracę w trzech (leżących blisko siebie) rudzkich szkołach podstawowych. Z czasem przeniosłem się do Liceum im. Gustawa Morcinka,

gdzie katechizuję do dnia dzisiejszego.

W moje ślady poszli też żona (dziś już emerytowana katechetka) oraz córka i syn. Synowa również ukończyła studia teologiczne. Ot, rodzina teologów. Nikogo z nich nie namawiałem i nawet mnie to zdziwiło, że taką drogę wówczas wybrali. Czy nie jest to wola Boża i Jego plan na życie naszej rodziny?

Może to dziwnie zabrzmi, ale do podjęcia studiów teologicznych zostałem zmotywowany przez… świadków Jehowy. Bynajmniej mnie do tego kroku nie namawiali. Po prostu miałem pretensje do siebie, że nie potrafię z nimi rozmawiać. Że brakuje mi konkretnych, biblijnych argumentów.

Postanowiłem więc to zmienić i przez studia poszerzyć swoją nikłą teologiczną wiedzę. Pracę magisterską pisałem oczywiście na temat świadków Jehowy. Później na podstawie zebranych wówczas materiałów napisałem swoją pierwszą książkę Świadkowie Jehowy bez retuszu. Myślę, że raczej nie byli z tego

faktu zadowoleni…

Wróćmy jednak do tych mocnych znaków, jakie Bóg dawał i nadal zostawia na drogach mego życia. Otóż latem 1994 roku, kiedy dzieci były jeszcze małe, a ja byłem początkującym katechetą, mocno otarłem się o śmierć, i to dosłownie.

Reklama

Pożegnałem się już nawet z życiem, lecz Bóg miał wobec mnie inne plany. Całą rodziną pojechaliśmy do Władysławowa. W ostatni dzień pobytu musiałem pożegnać się z morzem i mimo bardzo zimnej wody i wysokiej fali postanowiłem się wykąpać.

Nie wchodziłem głęboko i czekałem tylko na fale, które niosły mnie do brzegu. Plaża była pełna, choć niestrzeżona, i tylko ja się kąpałem.

Kiedy już nieźle w wodzie wymarzłem, postanowiłem przed wyjściem ostatni raz skoczyć na fali. Nie zauważyłem, że zmienił się prąd i fala zamiast do brzegu zniosła mnie w głąb morza.

Wyziębiony i osłabiony długą kąpielą, płynąc, nie potrafiłem się przebić przez załamanie fal. Postanowiłem więc nieco odpocząć, płynąc na plecach. Woda znosiła mnie wtedy jeszcze dalej i już nie rozpoznawałem ludzi na brzegu. Czułem, że nadchodzi mój koniec. Znikąd nie było widać pomocy. Któż mógł wiedzieć, że tonę?

Ratowników na plaży nie było. Kilka razy woda mnie przykryła, ale coraz bardziej osłabiony, wciąż jeszcze wypływałem, walcząc z falami. Coraz bardziej bolały mnie ręce. Leżąc na wodzie i patrząc w niebo, zrobiłem rachunek sumienia, myśląc, że jeżeli jeszcze raz mnie woda wciągnie, to już nie walczę. Nie dopłynę do brzegu, a na ratunek nie mam szans.

Wówczas przemknęła mi jeszcze jedna myśl dająca ostatni promyk nadziei: „Panie Boże, jak mnie potrzebujesz, to mnie uratujesz”… Ta myśl sprawiła, że podjąłem ostatnią próbę, by płynąć w kierunku dalekiego brzegu. Kiedy to zrobiłem, zauważyłem płynącego w mym kierunku młodzieńca, który zaoferował mi pomoc.

Reklama

Mimo że „ambitnie” (czytaj: bezsensownie) odpowiedziałem mu, że sobie poradzę, nie dał się zwieść i z uśmiechem stwierdził, że jednak mi pomoże. Objął mnie w pasie i dziwnie szybko dopłynęliśmy wspólnymi siłami do brzegu.

Odpocząłem może z pięć minut, siedząc na plaży, potem wstałem, by podziękować memu wybawcy. Nie znalazłem go jednak. Żona powiedziała mi później, że czuła niepokój, kiedy oddaliłem się tak daleko od brzegu. Posłała znajomego, by pobiegł na sąsiednią plażę po ratowników (przybiegli, gdy ja już wychodziłem z wody). Nie wiedząc, co robić i jak mi pomóc, żona zaczęła się modlić.

Wówczas dostrzegła tego młodzieńca, który spokojnie przyszedł na plażę, zdjął ubranie i przez nikogo niezagadywany wszedł do morza i popłynął w moim kierunku. Można by rzec, że dopłynął do mnie w ostatnim momencie.

Żona dosłownie po chwili (kiedy tylko odeszła ode mnie) chciała mu podziękować i nigdzie go już nie widziała. Jego ubrań też nie było w miejscu, gdzie je zostawił. Nie mógł tak szybko opuścić plaży niezauważony przez nikogo. Czyżby anioł wysłany przez Boga? Czy to jest w ogóle możliwe?

Cóż, jak zauważa św. Paweł: „Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę” (Hbr 3,2). Słowa „nie wiedząc” są tu dla mnie bardzo wymowne.

Ten niespodziewany ratunek odczytałem jako wolę Bożą i zarazem mocny znak od Stwórcy, że jestem Mu do czegoś potrzebny i muszę podwoić swoje starania w dziele ewangelizacji. Postanowiłem więc wówczas ewangelizować nie tylko podczas prowadzonych przez siebie katechez.

(...)

Reklama

Bóg różnie człowieka prowadzi, nieraz przez zawiłe ścieżki życia. Zdarza się nam zabłądzić, ważne jednak, by ciągle starać się wracać na właściwy szlak. Na pewno pomocnym „GPS-em” będzie ciągła praca nad sobą. Pomogą nam w tym regularny rachunek sumienia, spowiedź, rekolekcje, lektura Pisma Świętego czy innych dobrych książek i publikacji.

Bóg zawsze daje nam konkretne znaki, które są pomocne w poznawaniu i wypełnianiu Jego woli. Nauczmy się je odczytywać, a zobaczymy, że będzie się nam lepiej żyło.

Święty Augustyn powiedział kiedyś: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu w twoim życiu, to wszystko jest na właściwym miejscu, ale jeśli Bóg nie jest na pierwszym miejscu w twoim systemie wartości, to w twoim życiu jest bałagan”.

Tego się trzymajmy, a się nie pogubimy. Bóg istnieje i potrzebuje każdego z nas, bo naprawdę ma wspaniały plan na nasze życie.

Książkę "Życiowy Escape Room. Bóg daje się znaleźć" można nabyć w naszej księgarni TUTAJ.


Oceń: +41 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trzeba obronić katechezę

Niedziela Ogólnopolska 37/2020, str. 24-25

[ TEMATY ]

katechezy

katechetka

katecheta

Bożena Sztajner/Niedziela

Katecheza to szansa, aby docierać do młodych ludzi z Ewangelią. Nigdzie poza szkołą nie znajdziemy ku temu lepszej okazji – przekonuje bp Wojciech Osial.

Jolanta Marszałek: Jaką ocenę wystawiłby Ksiądz Biskup katechezie polskiej po 30 latach lekcji religii w szkole? Czy spełniły się nadzieje Kościoła związane z wprowadzeniem do szkół katechezy?
CZYTAJ DALEJ

Unikatowa księga na Jasnej Górze. Tylko do 19 września zobaczysz oryginał Ślubów Narodu!

2026-09-15 20:46

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Jasnogórskie Śluby Narodu

Monika Książek

Kard. Stefan Wyszyński, zdjęcie z wystawy jasnogórskiej w Bastionie św. Rocha

Kard. Stefan Wyszyński, zdjęcie z wystawy jasnogórskiej w Bastionie św. Rocha

Tylko do soboty 19 września, na Jasnej Górze można zobaczyć znaną z archiwalnych ujęć Księgę z tekstem Jasnogórskich Ślubów Narodu, które 26 sierpnia 1956 r. odczytał wobec rzeszy wiernych bp Michał Klepacz w zastępstwie uwięzionego Prymasa Wyszyńskiego. Unikatowy dokument „Odnowienie Ślubów Narodu na Jasnej Górze 1956” ze zbiorów Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie jest udostępniony na wystawie w Bastionie św. Rocha. O historii tej niezwykłej pamiątki oraz o tym, co Śluby mówią nam dzisiaj, w rozmowie z portalem niedziela.pl mówi przeor Jasnej Góry, o. dr Grzegorz Prus OSPPE.

Agata Kowalska: Ojcze, kiedy patrzymy na tę księgę, widzimy przedmiot, ale za tym przedmiotem kryje się konkretna historia, czyli internowany kardynał Wyszyński, biskup Michał Klepacz i setki tysięcy wiernych. Jakie myśli ma Ojciec jako przeor Jasnej Góry, kiedy patrzy na ten dokument?
CZYTAJ DALEJ

Dzisiejsza przypowieść, mimo takich czy innych trudności, jest pełna nadziei

2026-09-16 13:22

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pl.wikipedia.org

"Przypowieść o robotnikach w winnicy"

Przypowieść o robotnikach w winnicy

Dzisiejsza przypowieść, mimo takich czy innych trudności, jest pełna nadziei. Któż z nas, patrząc uczciwie na swoje życie, może powiedzieć, że pracuje dla Pana od pierwszej godziny?

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”. A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję