Reklama

Jasna Góra

Propozycja nie do odrzucenia

Pierwsze „tak” było trudniejsze od kolejnych. Pierwsze „tak” stało się dla mnie przełomowe. Kolejne były już po części konsekwencją tego pierwszego „tak”.
Z Dominiką Figurską – aktorką, szczęśliwą żoną i mamą pięciorga dzieci – rozmawia Agnieszka Porzezińska

Niedziela Ogólnopolska 48/2016, str. 20-22

[ TEMATY ]

wywiad

Jasna Góra

rozmowa

Żywa Korona Maryi

Wieczory Maryjne

Marek Kępiński/BPJG

„Moja Mama jest Królową” to cykl Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych, które organizują ojcowie paulini w Roku Jubileuszu 300-lecia Koronacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Spotkania rozpoczęły się 8 listopada 2016 r. i w nawiązaniu do daty koronacji – 8 września 1717 r. – odbywają się ósmego dnia każdego miesiąca, aż do 8 lipca 2017 r. Jasnogórskie Wieczory Maryjne rozpoczynają się Mszą św. o godz. 18.30 w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. W każdym miesiącu będą rozpatrywane poszczególne etapy życia Maryi, oparte na tajemnicach różańcowych: od Zwiastowania, przez Współcierpienie, do Wniebowzięcia i Ukoronowania. Spotkania, które o godz. 19.30 rozpoczynają się w Kaplicy Różańcowej na Jasnej Górze, prowadzi Agnieszka Porzezińska. Gośćmi pierwszego spotkania byli o. Stanisław Jarosz, paulin, i Dominika Figurska, aktorka. Mszy św. przewodniczył o. Jacek Toborowicz, przeor klasztoru Paulinów w Leśniowie, a kazanie wygłosił o. Samuel Karwacki.

Pierwsze spotkanie było poświęcone tajemnicy Zwiastowania. Obok drukujemy zapis rozmowy, którą Agnieszka Porzezińska przeprowadziła z Dominiką Figurską. Kolejny Jasnogórski Wieczór Maryjny został zaplanowany na 8 grudnia 2016 r. Jego tematem będzie tajemnica Nawiedzenia.

Więcej informacji na stronie: www.koronamaryi.pl .

* * *

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Czy można być szczęśliwą kobietą, mając pięcioro dzieci? Kto patrzy na Ciebie, ten widzi, że jest to możliwe. Czy w dresie, czy w szpilkach – zawsze pięknie wyglądasz. Jesteś żoną, mamą, aktorką. Najważniejsze, że jesteś kobietą szczęśliwą! Szczęśliwą zawsze czy czasami?

DOMINIKA FIGURSKA: – Prawie zawsze! To nie znaczy, że zawsze jestem w wyśmienitym nastroju. Chodzi o szczęście doświadczane w głębi siebie, w sercu. Ja też doświadczam, że życie niesie czasem trudne sytuacje. Na szczęście radość dominuje...

– To w naszych czasach odważna deklaracja. Niejedna osoba postawi pytanie: Czy aby na pewno jesteś szczęśliwa? Czy to możliwe, gdy w domu od świtu do nocy czeka na miłość piątka dzieci? Niektórzy ludzie woleliby, byś nie była zbyt szczęśliwa. Łatwiej mogliby się z Tobą utożsamiać...

Reklama

– Paradoksalnie matki, które mają kilkoro dzieci, łatwiej uwierzą w moje szczęście niż te kobiety czy ci mężczyźni, którzy nie stali się jeszcze rodzicami lub mają tylko jedno dziecko. Kto ma wiele dzieci, ten twardo stąpa po ziemi i zdaje sobie sprawę, że nie ze wszystkim nadąża, bo tu nieposprzątane, tam nieuprane czy nieugotowane. Jednak radość jest większa niż trud włożony w macierzyństwo. Nie zrozumieją tego ci, którzy postrzegają dzieci jako przykry obowiązek czy ciężar.

– Czy Ty czasem tłumaczysz się przed Maryją z tego, że nie jesteś doskonałą żoną i mamą? Gdy przyjeżdżasz do Niej, to schylasz zawstydzona głowę i mówisz, że coś Ci nie wyszło? Czy może raczej opowiadasz Jej o tym, co dobrego robisz, zrobiłaś?

– Różnie bywa. Zwykle zaczynam od dziękowania Maryi za wszystko, w czym mi pomaga i do czego mnie mobilizuje. Na tym jednak się nie kończy. Nie jestem całkiem spolegliwa. Czasem niemal się z Nią kłócę właśnie dlatego, że bardzo Ją kocham i bardzo Jej ufam. To dlatego zdarza się, że Maryja słyszy ode mnie coś w rodzaju buntu: to nie tak miało być. Czasem stawiam Jej twarde pytania: dlaczego?!

– A słyszysz Jej odpowiedzi?

– Tak! I Jezus, i Jego Matka odpowiadają mi cierpliwie, tłumaczą, pomagają zrozumieć. Czuję, że obydwoje nie tylko mnie kochają, ale też rozumieją i potrafią z odpowiedziami trafiać do mojego serca, przekonać mnie i wyciszyć. Gdy staję przed obliczem Maryi, to przychodzi mi na myśl moja własna mama. To ona uczyła mnie kobiecości i miłości. Maryja uczy mnie tego, czego się wcześniej nie nauczyłam.

– W swoim sercu nazywasz Maryję Mamą czy Matką?

– Używam obydwu tych słów. Lubię nazywać Ją Matką. To mnie od Niej nie oddala. Przeciwnie, ja sama czuję się wtedy bardziej dorosła i zdolna do podjęcia odpowiedzialności za życie. Moje dzieci mówią do mnie: mama, bo są jeszcze małe. A ja już jestem mamą, więc nazywam Maryję Matką, bym mogła być dla dzieci mamą. Mówię do Niej: moja Matko Boża... Moja Matko kochana!

– A czy do Ciebie też przychodził w życiu Anioł Boga? Czy składał Ci jakieś propozycje?

– Tak! Gdy zaczął przychodzić i sugerować mi małżeństwo, macierzyństwo, rodzinę, to mówiłam: nie! Nie chcę dzieci! To nie mój plan na dorosłość! Ja chcę koniecznie być aktorką. Sorry, Aniele, ale macierzyństwo to nie dla mnie!

– Jednak Boży wysłannik swoje osiągnął?

– Tak, lecz musiał przychodzić do mnie wiele razy. Nie byłam w tym podobna do Maryi. Ona jest od dziewczęcych lat taka piękna również duchowo, cudowna, mądra. Umiała podjąć z Aniołem poważną rozmowę. Nie reagowała emocjonalnie. Miała odwagę zapytać: Jak to się stanie, skoro nie znam męża? Ja nie byłam tak dojrzała. Nie umiałam zadawać pytań, wejść w dialog. Mówiłam jedynie: nie i już! Później przyszedł taki moment, gdy powiedziałam: no dobrze, zgadzam się! Jednak i zgoda nie była oparta na refleksji czy na postawieniu pytań, które ułatwiają podjęcie przemyślanej decyzji. W moim przypadku refleksja przyszła dużo później. Teraz, gdy mam pięcioro dzieci, czasem wołam do Boga: coś Ty narobił w moim życiu? Czy na pewno to moja droga? Czy podołam?

– Czasem sama się dziwisz, że Bóg zdołał przekonać Cię do swoich pomysłów na Twoje życie?

– Rzeczywiście, sama jestem tym zaskoczona. Od dziecka marzyłam o tym, by być aktorką. Wszystko inne było mało ważne. W dodatku realizacja pragnień przychodziła mi wyjątkowo łatwo. Za pierwszym razem dostałam się na studia w Krakowie. Stałam się ulubioną studentką znanych profesorów – Stuhra, Wajdy. Na czwartym roku studiów dostałam rolę, która dla wielu aktorek byłaby rolą życia – zagrałam Ofelię w „Hamlecie” Szekspira. W dodatku w wersji, jakiej nie było dotąd w żadnym teatrze świata, gdyż w czasie spektaklu jako Ofelia na oczach widzów miałam się utopić. W tym celu na scenie został wbudowany basen. Po studiach natychmiast dostałam ważną rolę we włoskim filmie, grałam w superpopularnym serialu...

– Otrzymałaś od razu to, na co inni aktorzy czekają nieraz przez całe życie...

– To prawda! Jestem spełnioną aktorką. Moja kariera rozwijała się niemal jak w pięknym śnie. I wtedy właśnie niespodziewanie zaczął przychodzić do mnie Anioł i szeptać w moim sercu: Bóg ma dla Ciebie inne plany. Za którymś razem się zgodziłam.

– Pierwsze „tak” było najtrudniejsze? Czy może każde kolejne było jednakowo trudne?

– Pierwsze „tak” było trudniejsze od kolejnych. Pierwsze „tak” stało się dla mnie przełomowe. Kolejne były już po części konsekwencją tego pierwszego „tak”.

– Powiedz coś o Twoich chwilach samotności. Co się dzieje w Tobie, gdy odchodzi od Ciebie Anioł? Na ile trudno jest Ci być samą w sytuacjach, które wiele kosztują?

– Samotność czasem doskwiera, ale nauczyłam się i tego. Początkowo bałam się samotności. Stopniowo zaczęłam odkrywać, że ona ma też swoje dobre strony. Pomaga usłyszeć Boga. Pozwala stawiać ważne pytania i uważnie nasłuchiwać jeszcze ważniejszych odpowiedzi. To w samotności łatwiej otworzyć się na łaskę Boga i doświadczyć, że to przy Bogu nie jestem nigdy sama. Takie doświadczenia nie gwarantują jednak, że zawsze będę z łaską Boga współpracować. To wymaga za każdym razem wysiłku i otwierania się na nowo na pomoc Boga.

– Jak pielęgnujesz łaskę, czyli miłość, z jaką Bóg Ciebie nawiedza?

– Przez to, że uczestniczę w Eucharystii, korzystam z sakramentów, czytam Pismo Święte. Robię to po to, by stawać się lepszym człowiekiem, czyli by owocnie korzystać z łaski. Chcę być lepsza zwłaszcza w kontakcie z bliskimi. Wcześniej bywałam wobec nich zbyt twarda, za mało wrażliwa na ich potrzeby. Teraz chcę coraz mocniej kochać. Moja współpraca z łaską ma wzloty i upadki. Moje małżeństwo i macierzyństwo zaczęły się od wzlotów. Razem z mężem przyjęłam z radością pierwsze, później drugie dziecko...

– Czyli domowa sielanka?

– Tak to się zaczęło. Później jednak przyszło doświadczenie słabości, kryzys i samotność. Dzisiaj rozumiem, że kryzys nie wziął się znikąd. Nadchodził niepostrzeżenie, małymi krokami. Diabeł działa przebiegle. Nie gasi od razu wszystkich żarówek, bo byśmy się zorientowali, że jest ciemno i że trzeba czuwać, zastanowić się, coś zmienić. Diabeł wykręca żarówkę po żarówce z żyrandola wartości, więzi, norm moralnych. Chce, byśmy się oswajali z inną niż Boża drogą życia. Chce, żeby już nawet ciemność nam nie przeszkadzała. Samotność w kryzysie, w bólu zbliżyła mnie znowu do Boga i do Maryi. Już nie mam wątpliwości co do tego, że chcę żyć tak, jak Bóg mi mówi. I że chcę coraz mocniej przylgnąć do Maryi.

– Wracasz do trudnej przeszłości, czy raczej żyjesz tu i teraz – radością z dobrej teraźniejszości?

– To byłoby piękne umieć żyć wyłącznie dobrą teraźniejszością. Wzrusza mnie przypowieść o synu marnotrawnym, gdyż ojciec nie wypomina mu nawet jednym słowem złej przeszłości. My, ludzie, nie jesteśmy aż tak miłosierni dla bliźnich i dla samych siebie. Czasem wracam do przeszłości, rozpamiętuję, wypominam coś sobie i innym. Już wiem, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Ważne jest przebaczyć zranienia, by iść dalej. Rany z przeszłości najlepiej goi dobra teraźniejszość.

– A kim jest dla Ciebie Elżbieta, do której Maryja idzie z Jezusem w swoim łonie? Czy masz jakąś „swoją” Elżbietę, do której chętnie się udajesz?

– Zupełnie zaskoczyłaś mnie tym pytaniem! I uświadomiłaś mi teraz, że Maryja poszła się po kobiecemu zwierzyć, opowiedzieć o czymś wyjątkowym, co Ją spotkało. Pierwsze miesiące ciąży dla każdej matki są trudne. Zwłaszcza przy pierwszym dziecku. Maryja jest niezwykła, bo mimo swojej trudnej, nowej sytuacji nie skupia się na sobie. Wie, że czeka ją trudna rozmowa z Józefem, że grozi Jej śmierć, jeśli Józef nie uwierzy w Jej czystość i prawdomówność. Mimo to idzie do krewnej, w daleką podróż. Idzie piechotą w góry. Chce służyć. „Moje” Elżbiety to ludzie, do których idę z pomocą, mimo że ja też pomocy potrzebuję.

– Tak postąpiłaś i dzisiaj. Opuściłaś swoich bliskich, by przyjechać na Jasną Górę i tu rozmawiać z nami o swojej więzi z Maryją. Bóg poprosił Maryję o to, co po ludzku wydawało się niemożliwe. Czy w Twoim życiu też o coś podobnego Bóg Ciebie prosił? Wiem, że doświadczyłaś dramatycznego lęku o zdrowie dziecka...

Reklama

– Tak, to było przy trzeciej ciąży. Urodziłam dwie zdrowe córki, przy trzeciej ciąży nie chciałam nawet iść do lekarza. Wydawało mi się, że istnieją tylko zdrowe dzieci. O innych nie myślałam. Niemal przez przypadek zrobiłam badania w dwunastym tygodniu ciąży. Wtedy przeżyłam szok. Wyniki były fatalne. Kolejne badania potwierdziły, że dziecko ma wadę genetyczną. Spytałam lekarza: czy to oznacza, że urodzi się z zespołem Downa? Lekarz wyjaśnił, że niekoniecznie. Może być czterysta innych chorób. Ten cios spotkał mnie we Wrocławiu. Zadzwoniłam do męża przerażona. W dodatku za chwilę miałam wejść do teatru i grać rolę w jakiejś komedii. Przed spektaklem płakałam w garderobie. Koleżanka zwierzyła mi się, że ktoś ukradł jej dwa tysiące złotych. Chętnie zgodziłabym się na to, by mi ukradli dwadzieścia tysięcy, byle tylko moje dziecko było zdrowe. Podróż do domu to wewnętrzna walka. Na szczęście oboje z mężem zgodziliśmy się, że przyjmiemy dziecko z każdą chorobą. Ja zrezygnuję z pracy. Mąż będzie musiał utrzymać całą rodzinę. Nie śmiałam nawet prosić Boga o zdrowie dziecka. Prosiłam o siłę dla mnie i męża. Bóg znowu nas zaskoczył – Józef urodził się zdrowy. Jest żywiołowy i radosny.

– Na koniec chciałam spytać, co dla Ciebie znaczy hasło jasnogórskich konferencji: „Moja Mama jest Królową”.

– Dla mnie to znaczy, że Maryja jest wyjątkowo ważna, gdyż jest bardzo mądra. Mogę oddać się pod Jej opiekę. Chcę, żeby Ona zarządzała moim życiem. Ona jest cała piękna. Najpiękniejsza pod każdym względem. Mogę ze wszystkim się do Niej zwrócić.

– Dzisiaj Maryja dostała tyle pochwał, że jako kobieta czuje się tu, przy nas, bardzo szczęśliwa. Dojrzała mama chce być ceniona i chce, by jej dzieci wiedziały, że jest Boża, szczęśliwa i silna. Najszczęśliwsze są przecież te dzieci, które czują się kochane przez mamę, która jest spełniona i radosna w swojej kobiecości i swoim macierzyństwie...

– Kocham Maryję, bo Ona pomaga mi być szczęśliwą i spełnioną żoną i mamą. Cieszę się, że urodziłam się w Polsce, bo kult maryjny nas wyróżnia. Potwierdziły to Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Potwierdzają to dary, które otrzymujemy od Boga za Jej przyczyną: kard. Wyszyński, św. Jan Paweł II, św. Siostra Faustyna z jej iskrą miłosierdzia, której potrzebuje świat – małżonkowie, rodzice, dzieci...

Więcej na stronie: www.koronamaryi.pl

2016-11-23 09:53

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

To Bóg planuje

„Nie zdarzyło mi się jeszcze mieć pretensji do Pana Boga, a w momencie, kiedy pojawiają się moje własne cierpienia i jest mi z czymś bardzo trudno, dosyć szybko – bo na szczęście mam pogodne usposobienie – przychodzi mi do głowy myśl: Panie Boże, wiem, że jesteś”... Z dr Heleną Pyz – niezwykle dzielną i odważną kobietą, lekarką i misjonarką w ośrodku dla trędowatych Jeevodaya w Indiach – rozmawia Agnieszka Porzezińska

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Maryja została wzięta do nieba z duszą i ciałem. Tutaj, na ziemi, ciało może sprawiać nam czasami kłopot, ale później będzie docenione?

CZYTAJ DALEJ

Dziewczyna z nieba

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

wywiad

pasja

Krzysztof Tadej

Skromna, życzliwa i odważna. W 2019 r. zdobyła mistrzostwo świata w akrobacji szybowcowej. Pokonała zawodników z 13 państw. Jest pierwszą kobietą w historii, która zdobyła ten tytuł.

Krzysztof Tadej: Szybowce kojarzą się ze spokojnymi, cichymi i wolnymi lotami. Czy tak jest również, gdy wykonujesz akrobacje szybowcowe?

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: Maryjo, pomóż nam ratować świat od przemocy – „Hołd z kwiatów” dla Niepokalanej

2022-12-08 20:04

[ TEMATY ]

Jasna Góra

hołd kwiatów

Karol Porwich/Niedziela

Hołd kwiatów

Hołd kwiatów

- Maryjo, gdy za naszą granicą toczy się brutalna wojna, pomóż nam ratować siebie i świat od wszelkiej przemocy - modlił się abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, na Jasnej Górze podczas „Hołdu z kwiatów” w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Wzięły w nim udział setki częstochowian i pielgrzymów. To zwyczaj praktykowany na Jasnej Górze od 2009 r., kiedy to poświęcona została nowa figura Niepokalanej na placu przed Szczytem.

- Wpatrując się w Maryję i Jej zjednoczenie z Bogiem odkrywamy, co to znaczy wierzyć w miłość, delikatność i czułość miłości, w jej moc na co dzień - mówił abp Depo i podkreślił, że pokora i służba, których wzorem jest Maryja, nie jest słabością, lecz prawdą o sobie wobec Boga i ludzi na miarę otrzymanej łaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję