Reklama

Każdy może pomóc!

2016-11-30 10:25

Rozmawia Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 49/2016, str. 16-17

Klaudia Zielińska

Hubert Pleskot ma 22 lata. Uwielbia podróże, zobaczył już 43 kraje. W ubiegłym roku był w Kenii, w Laare, gdzie poznał polską misjonarkę – s. Alicję Kaszczuk ze Zgromadzenia Sióstr Małych Misjonarek Miłosierdzia (wywiad z s. Alicją został opublikowany w „Niedzieli” nr 19/2016). W tym roku Hubert ponownie odwiedził Kenię, by przywieźć wiele darów dla najuboższych dzieci.
O wrażeniach z pobytu w Kenii i pomocy najbiedniejszym opowiedział w rozmowie z Krzysztofem Tadejem, dziennikarzem TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – Po raz pierwszy do Kenii wyjechałeś w 2015 r.

HUBERT PLESKOT: – Razem z moim kolegą Michałem Dudkiem, byłym bramkarzem klubu Polonia Warszawa, wyruszyliśmy do Kenii, aby poznać ten kraj i zobaczyć dzieci, którym pomagamy. Kiedyś przeczytaliśmy o Fundacji Księdza Orione „Czyńmy Dobro” i akcji „Adopcja na odległość”. Jej celem jest pomaganie najbiedniejszym. Wpłacając co miesiąc 70 zł, zapewnia się konkretnemu dziecku naukę w szkole, jeden posiłek dziennie, wyjazdy na wycieczki. Postanowiliśmy zaangażować się w tę akcję, a potem zrodził się pomysł, żeby odwiedzić te dzieci.

– Pojechaliście do Laare, małej miejscowości w centralnej części Kenii, w której działa s. Alicja Kaszczuk. Co rok temu zobaczyliście na miejscu?

– S. Alicja powiedziała, że na początku pojedziemy do domu Califa, czyli chłopca, któremu pomagam. Gdy przyjechaliśmy, zobaczyłem, że miejsce, w którym mieszka jego rodzina, nie ma nic wspólnego z domem z naszych wyobrażeń. Zobaczyłem kilka skleconych nierównych desek. Do tego kuchnia, czyli kilka kamieni w okręgu. Tam rozpalane jest ognisko i przygotowywane jedzenie. Najcenniejszym sprzętem było łóżko, zresztą bez materaca. Na takim łóżku w takich domkach śpi z reguły kilka osób.
Inny widok, który na zawsze zapamiętam, to stopy dzieci. W Kenii żyją jiggers, czyli pchły piaskowe. To małe robaczki, pasożyty, które atakują skórę i ją wyjadają. Wielu ludzi sobie z nimi nie radzi. Nie mają pieniędzy, więc chodzą bez butów. I nie dbają o higienę. Tam z wielkim trudem zdobywa się wodę, więc ludzie szanują każdą kroplę. Kiedy przyjechaliśmy, trwała pora sucha, od marca nie było deszczu. Dla ludzi woda jest bezcenna, przechowują ją po to, by się napić, a nie myć ciało. W takich warunkach trudno pozbyć się tych robaków. Widok np. nogi dziecka zjadanej przez takie robaki jest okropny.
Po tym pobycie postanowiliśmy z Michałem pojechać tam jeszcze raz.

– Do Kenii zabraliście ubrania, buty, przybory szkolne – piórniki, zeszyty, kredki dla dzieci.

– Poinformowaliśmy znajomych na Facebooku o naszym wyjeździe. I byliśmy zaskoczeni reakcją. Znajomi poinformowali znajomych, zaczęto przysyłać paczki. Na nasz lot mieliśmy wykupione ponad 120 kg bagażu, by zabrać to, co potrzebne dla dzieci, ale okazało się, że przysłano w sumie 500 kg, czyli aż pół tony różnych rzeczy! Później to, czego nie mogliśmy zabrać, przesłaliśmy w paczkach do s. Alicji.
Kiedy zamieściliśmy informacje na Facebooku, ludzie zaczęli nas wychwalać. Pisali, że jesteśmy wspaniali. A to przecież oni są wspaniali, bo zaangażowali się w pomoc. My jesteśmy zwykłymi, wyluzowanymi, spontanicznymi chłopakami z Polski, którzy zdecydowali, że zamiast na wakacje do Grecji czy Egiptu polecą do Kenii i zawiozą pomoc. Chcieliśmy pokazać, że nie trzeba być celebrytą, osobą znaną, aby pomagać. Każdy może pomóc. Te 70 zł przeznaczane raz w miesiącu na dziecko w Kenii oznacza radykalną zmianę jego życia, nieraz to jedyna szansa na jakiś rozwój. Gdyby nie było akcji „Adopcja na odległość”, dzieci trafiłyby na ulice. A tam wiadomo – przestępczość, narkotyki. Poza tym bardzo ważne jest to, że dzieci mają zapewniony posiłek. Rano, gdy wychodzą do szkoły, nic nie jedzą – dopiero w szkole, w której są od godz. 7 do 18. Jak wracają do domu, to może dostaną trochę ryżu, ale często już nic nie jedzą.

– Projektem „Adopcja na odległość” objętych jest 1300 dzieci z Kenii.

– To bardzo duża grupa, ale zauważyłem, że oprócz nich jest bardzo dużo biednych potrzebujących pomocy. Ale, niestety, siostra nie ma tylu pieniędzy, by rozszerzyć tę akcję. Potrzebni są następni darczyńcy.
Dla mnie ważne było, że wpłacane pieniądze trafiają w całości na pomoc dla dzieci. Kiedy czytamy o różnych fundacjach, to każdy jest ostrożny. Zastanawia się, czy te pieniądze nie pójdą na konto prezesa fundacji, jego żony czy jeszcze kogoś innego. A Fundacja Księdza Orione „Czyńmy Dobro”, co potwierdza s. Alicja, 100 proc. wpłat przekazuje na pomoc dla dzieci. Do pomocy siostrze przyjeżdża pracująca w fundacji Klaudia Zielińska.

– Jak postrzegana jest s. Alicja w Kenii?

– Kiedyś jechaliśmy przez jakąś wioskę samochodem. Idący ludzie pozdrawiali siostrę, a ona odwzajemniała się im, machając ręką z samochodu. Przypominał mi się widok Papieża, który też tak pozdrawiał wiernych. Piękny obraz. Polka – jak sama określa: na końcu świata – wśród ludzi, którzy ją tak szanują i cieszą się z jej działalności.
Kiedy s. Alicja przyjechała do Laare 8 lat temu, żyła w warunkach, w których nie wiem, czy ktokolwiek z nas wytrzymałby choć 7 dni. Ona z niczego dokonała cudu. Ciągle coś tam się dzieje. Obok klasztoru jest pole kukurydzy, dalej są krowy i kozy, a jeszcze dalej siostra przygotowuje boisko dla młodzieży. Sam klasztor to kilka pomieszczeń – pokoje, w których mieszkają siostry, mała kaplica, kuchnia i tyle. Bardzo skromne warunki.

– Co najlepiej wspominasz z pobytu w Kenii?

– Wdzięczność ludzi. Ich uśmiech. Wyciągnięta dłoń i radosne oczy. Tego nigdy nie zapomnę.

Tagi:
misje

Reklama

Nie ustajemy w działaniach dla misji

2019-04-03 10:09

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 14/2019, str. IV

To nie do wiary. Jak zwykły papier może zmienić czyjeś życie. Za setki ton przekazanej przez diecezję makulatury powstały już cztery studnie w Afryce. „Są miejsca na świecie, gdzie woda jest na wagę złota i nie jest wcale dobrem oczywistym. Takim właśnie krajem jest Czad i takim miejscem m. in. jest Boudamassa, która liczy na Waszą pomoc” – napisał misjonarz ks. Piotr Skraba z serca Afryki, który wraz z całą społecznością również czeka na studnię. Takie słowa motywują nas do działania, w nadziei że i tym razem uda się realnie pomóc setkom mieszkańców Afryki

ARC
Woda w Afryce jest na wagę złota

Pięć lat temu w diecezji kieleckiej rozpoczęliśmy projekt „Makulatura na Misje”. Pierwsze kontenery ustawiliśmy przed kościołami w Kielcach, później pojawiły się w różnych parafiach naszej diecezji. W ciągu tych kilku lat zebraliśmy ponad 400 ton makulatury. Całość środków uzyskanych ze sprzedaży papieru przekazaliśmy misjonarzom pracującym w Afryce, by tam wybudowali studnie, z których korzystają tysiące osób. Pierwsze studnie, które dofinansowaliśmy, to studnie w Republice Środkowej Afryki w Siboye – Pougol II i Kowone w parafii Ndim. Pracują tam ojcowie franciszkanie. Kolejną studnię wybudowaliśmy w Czadzie w miejscowości Ndjamena, oraz w parafii Bousso, tam opiekę duszpasterską od lat sprawuje ks. Piotr Skraba. W listach przysyłanych do nas wciąż prosi o pomoc w budowie studni, które dla mieszkańców Afryki są synonimem życia. Właśnie otrzymaliśmy kolejną prośbę. „Tak wiele mówi się czasami w superlatywach o dialogu religijnym z muzułmanami. O poszukiwaniu wspólnych wartości i życiu w pokoju i zgodzie... Niestety wspólnota chrześcijan prosząca o budowę studni, o której chciałem Wam napisać, nie doświadcza tego rodzaju dialogu. Chrześcijanie w wiosce Boudamassa, która liczy kilka tysięcy osób, są raczej spychani na margines przez większość muzułmańską, a na pewno w większości przypadków są traktowani kompletnie obojętnie. Nie inaczej ma się sprawa z wodą pitną” – informuje w liście ks. Skraba.

Woda nie dla wszystkich

Wprawdzie w pobliżu są studnie głębinowe, ale należą one do muzułmanów, i ich liczba jest niewystarczająca, ponieważ w okolicy żyje wiele tysięcy osób. „Chrześcijanie nie posiadają swoich studni, dlatego muszą dogadywać się z właścicielami już funkcjonujących studni, co w wielu przypadkach prowadzi do ich dyskryminacji. Woda w większych ilościach jest im odmawiana... albo stosuje się specjalne stawki, wyższe niż te dla pozostałych. Niejednokrotnie trzeba czekać godzinami w kolejce przy takiej liczbie osób po większą ilość wody. Bardzo często to zadanie powierza się dzieciom, kiedy kobiety zajmują się przygotowaniem posiłku w domu”. My, europejczycy, którzy mamy prawie wszystko na wyciągnięcie ręki, nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wielkim cierpieniem jest brak wody. Ks. Piotr pisze: „Za każdym razem, kiedy odprawiam tam Mszę św. chrześcijanie pytają mnie, czy coś wiadomo już odnośnie do budowy nowej studni dla nich, bo cierpią niesamowicie... Jak na razie odpowiadałem im, żeby jeszcze cierpliwie czekali, modlili się i mieli jeszcze trochę sił, ale ich sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Budowa studni w ich wspólnocie ogromnie podniesie ich poziom życia, ale też i poczucie godności, że nie zostali zostawieni sami sobie przez Kościół. Dodatkowo niedaleko tego miejsca, gdzie ma być wybudowana studnia, jest szkoła, gdzie dzieci uczą się obecnie, nie mając nawet wody, którą mogłyby gasić pragnienie w spiekocie czadyjskiego dnia. Woda tuż obok zmieni całkowicie tę nienormalną sytuację”. Tak, studnia zmieni tę sytuację, ponieważ właśnie przelaliśmy kilkanaście tysięcy złotych na konto misji, aby wybudować tam studnię. To wszystko dzięki Wam, drodzy Państwo, którzy do naszych kontenerów wrzuciliście, chociaż jeden kilogram makulatury. W Boudamassa w ciągu kilku miesięcy powstanie nowa studnia.

Używana odzież też pomoże

Czytając takie listy, w których misjonarze rozpaczliwie proszą o pomoc, postanowiliśmy rozszerzyć projekt zbiórki surowców wtórnych. W naszej diecezji do tej pory zbieraliśmy makulaturę i elektrośmieci. Na początku kwietnia przed każdym kościołem w Kielcach ustawiliśmy żółte kontenery na odzież. Można do nich wrzucać niepotrzebną nam odzież, której możemy „dać drugie życie”. Uzyskane ze sprzedaży ubrań pieniądze zostaną przeznaczone na budowę kolejnych studni. Zbiórkę ubrań będziemy prowadzić nie tylko w Kielcach, ale w całej diecezji, w podobny sposób jak to robimy zbierając elektrośmieci. Do każdej parafii, która będzie chciała wziąć udział w naszym projekcie, wyślemy samochód, aby odebrać zgromadzoną odzież. Szczegóły akcji podamy, gdy zostanie opracowany dokładny plan.

Elektrośmieci, zbiórka od 24 kwietnia

Przygotowujemy się do zbiórki elektrośmieci w całej diecezji. Nasz projekt rusza 24 kwietnia. Na początku odbierać będziemy zużyty sprzęt elektryczny w kieleckich parafiach, później w całej naszej diecezji. W tym roku elektrośmieci odbierać będziemy we wtorki, środy i czwartki. Pracownicy firmy, która zaangażowana jest w naszą, akcję zrobią wszystko, by w ciągu tych trzech dni odebrać zgromadzony sprzęt. Jeśli by było go więcej, to odbiór nastąpi najpóźniej w piątek, tak, aby w soboty nie było nigdzie przed żadnym kościołem elektrycznych odpadów. Aby tak się stało, nasza akcja została rozłożona w czasie, co pozwoli na odbiór zużytego sprzętu w wyznaczonym w harmonogramie terminie. Uzyskane ze zbiórki środki zostaną przeznaczone na pomoc naszym misjonarzom na Wybrzeżu Kości Słoniowej. W ubiegłym roku pieniądze ze sprzedaży elektrośmieci przekazaliśmy na budowę kliniki okulistycznej na Jamajce, gdzie pracuje kielecki misjonarz ks. Bzinkowski. Klinika już działa i przyjmuje chorych pacjentów.

Dziękujemy za Państwa pomoc dla naszych misjonarzy i ludzi mieszkających w krajach Trzeciego Świata, którzy czekają na nasze wsparcie. Jak widać możemy im pomóc właśnie w taki prosty sposób, wystarczy przekazać na ten cel rzeczy, które są nam już niepotrzebne, zużyty papier, stary sprzęt elektryczny, a teraz zużyte ubrania. Tysiące ludzi czekają na naszą pomoc.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Dzięga: Szatan nie da nam odpocząć

2019-04-22 14:20

pk / Szczecin (KAI)

Wojna ideologiczna zaczęła się w raju, a szatan ma jeden cel. Chce walczyć z człowiekiem - mówił abp Andrzej Dzięga. Metropolita szczecińsko-kamieński był gościem audycji katolickiej "Religia na fali" w Radiu Szczecin.

M. Paszun

Hierarcha odpowiedziała na pytanie o to, czy Europa i Polska staje dziś na skraju wojny ideologicznej i czy mamy do czynienia z frontalnym atakiem na Kościół. - Szatan nie chce walczyć z Bogiem, bo wie, że nie jest w stanie z nim walczyć. Jest zainteresowany pozyskaniem każdej ludzkiej duszy - dodał arcybiskup.

Metropolita szczecińsko-kamieński przyznał, że "doświadczamy kolejnego etapu zmagania duchowego w dziejach świata".

- Jest to zmaganie o każdą ludzką duszę. Szatan nie ustanie w tym zmaganiu. On nam nie da odpocząć. Co najwyżej będzie szukał innych metod. Zmieni metody i nam się będzie wydawało, że mamy więcej odpoczynku, a to już jest atak prowadzony z innej strony, subtelnie, ale często skutecznie. I żebyśmy wiedzieli, że nie jesteśmy w stanie z nim po ludzku wygrać i dlatego modlimy się przez przyczynę Michała Archanioła, żeby pomógł nam, byśmy mocą Bożą w tej walce mogli być zwycięzcami - mówi abp Dzięga.

Metropolita dodaje, że "zawołanie Michała Archanioła „Któż jak Bóg” w dzisiejszych kontekstach językowych znaczyłoby tylko Bóg, tylko po Bożemu, tylko z Bogiem".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sri Lanka: pogrzeby ofiar, prezydent obiecuje odbudowę kościołów

2019-04-24 13:56

vaticannews / Kolombo (KAI)

Na Sri Lance odbywają się pogrzeby kolejnych ofiar krwawych zamachów, do których doszło w Niedzielę Wielkanocną. Tymczasem aż do 359 wzrosła liczba śmiertelnych ofiar serii ataków na kościoły i hotele. 45 z nich to dzieci. Prezydent Maithripala Sirisena odwiedził pogrążone w żałobie rodziny katolików i zapowiedział odbudowę zniszczonych kościołów.

Graziako

„Nasi zamordowani bracia już są męczennikami” – mówił arcybiskup Kolombo w czasie pogrzebu pierwszych ofiar, które zginęły w czasie wielkanocnej Eucharystii w kościele św. Sebastiana. Kard. Malcom Ranjith podkreślił, że nikt nie ma prawa decydować o czyimś życiu. „Nad trumnami tych niewinnych ludzi apeluję o zaprzestanie przelewu krwi i położenie kresu przemocy. Tym, którzy stoją za zamachami chcemy zdecydowanie powiedzieć, że nie godzimy się na nieludzkie akty terroru” - mówił kard. Ranjith podkreślając, że Bóg ukarze sprawców zamachów za ich czyny.

Liturgia pogrzebowa w Negombo odbyła się przy wzmożonych środkach bezpieczeństwa. Z obawy przed kolejnymi zamachami wzięły w niej udział tylko rodziny zamordowanych. Zrujnowany kościół św. Sebastiana odwiedził prezydent Sri Lanki. Zapewnił, że w jego odbudowie pomoże wojsko. Spotkał się także z katolickimi rodzinami, które w zamachu straciły najbliższych. Była wśród nich m.in. Indunil Jayanthi, która przyszła na wielkanocną liturgię w ostatniej chwili i znalazła miejsce już tylko z tyłu kościoła. W centrum siedział jej mąż i pięcioro dzieci. Wszyscy zginęli. W sumie w zamachu na tę świątynię śmierć poniosło 102 katolików, w tym 27 dzieci. 62 wiernych zostało rannych i wciąż przebywa w szpitalach.

W czasie pogrzebu przypomniano, że miasteczko Negombo, w którym znajduje się kościół św. Sebastiana nie było przypadkowym celem zamachowców. Aż 65 proc. jego mieszkańców stanowią katolicy, podczas gdy w całym kraju jest ich ok. 6 proc. Negombo nazywane jest „małym Rzymem” ze względu na dużą, jak na Sri Lankę, liczbę kościołów i kaplic, a także figur świętych stojących wzdłuż ulic.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem