Hi 19, 21-27 <- KLIKNIJ
Hiob woła do przyjaciół o litość, „bo ręka Boga mnie dotknęła”, a zaraz potem wypowiada pragnienie, które dla prawnika brzmi jak żądanie utrwalenia dowodu: „oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone, rylcem żelaznym i ołowiem na skale wyryte na wieki”. Człowiek, któremu współcześni odmówili racji, apeluje do trybunału przyszłości. Skoro proces doczesny jest nie do wygrania (zob. glossę na 30 IX), niech przynajmniej akta przetrwają. Pismo utrwalone na skale to w starożytności forma najtrwalszej publikacji, jak inskrypcja królewska. Hiob chce, by jego sprawa nie umarła razem z nim. Wtedy, z samego dna, wyrywa się zdanie, które przerosło całą księgę: „lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni”. Hebrajskie goel oznacza krewnego-mściciela, wykupiciela, tego, kto z mocy prawa rodowego wykupywał krewnego z niewoli, odzyskiwał jego ziemię i ujmował się o jego krew (por. Kpł 25; Rt 4). Hiob, opuszczony przez wszystkich, wyznaje, że ma jeszcze jednego Krewnego, który wstanie „jako ostatni”, dosłownie jak ten, kto w procesie zabiera głos na końcu i rozstrzyga. Wulgata przełożyła śmiało: Scio enim quod redemptor meus vivit, i tak te słowa weszły do liturgii za zmarłych, gdzie Kościół śpiewa je nad trumnami do dziś. „Ja sam Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”. Tekst hebrajski jest w szczegółach ciemny i tłumacze biedzą się nad nim od wieków, ale kierunek nadziei jest jasny. Hiob spodziewa się zobaczyć Boga po swojej stronie. Chrześcijańska lektura od czasów Ojców słyszała tu przeczucie zmartwychwstania. Dzisiejsza patronka, Teresa z Lisieux, przeszła pod koniec życia własną noc wiary, próbę ciemności, o której mówiła, że siedzi przy stole niedowiarków. Właśnie w tej nocy powtarzała akt ufności. Mała droga i wielka skarga Hioba spotykają się w jednym punkcie. Ufność jest decyzją miłości podjętą w ciemku.
Łk 10, 1-12 <- KLIKNIJ
Pan wyznacza „jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch” i wysyła ich po dwóch przed sobą. Liczba jest mówiąca. Według Rdz 10 w wersji greckiej narody świata liczą siedemdziesiąt dwa ludy. Misja uczniów ma więc od początku horyzont powszechny. Wysłanie „po dwóch” odpowiada zaś biblijnej zasadzie dowodowej. Na ustach dwóch świadków opiera się sprawa (Pwt 19,15; zob. glossę na 6 IX). Ewangelia idzie w świat w formie procesowo wiarygodnej, jako zgodne świadectwo dwóch. „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Pierwszym aktem misji jest modlitwa. Powołanie pozostaje sprawą Pana żniwa. Kościół może tylko prosić. Potem następuje instrukcja drogi, jeszcze surowsza niż dla Dwunastu. Bez trzosa, bez torby, bez sandałów, bez pozdrawiania po drodze. Ostatni zakaz nie uczy nieuprzejmości, bo wschodnie pozdrowienia były ceremonią na godziny, a posłaniec królestwa nie ma czasu na etykietalne obowiązki. Pilność Ewangelii przewyższa konwenanse. „W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co będzie u nich; bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę”. To zdanie Jezusa Paweł zacytuje jako słowo Pana o utrzymaniu głosicieli (por. 1 Tm 5,18; 1 Kor 9,14; glossa na 11 IX), a prawo Kościoła przechowa jego treść w normach o godziwym utrzymaniu duchownych. Wobec miasta, które nie przyjmuje, pozostaje gest prochu strząśniętego z nóg i słowo, które nie przestaje być prawdą: „przybliżyło się do was królestwo Boże”. Odrzucona Ewangelia nie przestaje być Ewangelią. Zmienia się tylko położenie tych, którzy ją odrzucili. Sodomie będzie lżej, mówi Pan, bo miara odpowiedzialności rośnie z miarą otrzymanego światła.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
