Hi 42, 1-3. 5-6. 12-17 <- KLIKNIJ
Finał Księgi Hioba jest krótki jak wyrok po długim procesie. Hiob, który przez dziesiątki rozdziałów domagał się rozprawy, po teofanii z wichru mówi: „wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić”. Dodaje zdanie, które jest kapitulacją innego rodzaju niż ta, do której namawiali go przyjaciele: „mówiłem, nie rozumiejąc, o rzeczach zbyt cudownych dla mnie”. Hiob przyznaje się jedynie do granic poznania. To wielka różnica. Bóg zresztą za chwilę oświadczy przyjaciołom, że to oni „nie mówili o Mnie prawdy, jak sługa mój, Hiob”. „Dotąd Cię znałem ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko”. Cała księga zmierza do tego jednego wersetu, od teologii referowanej do spotkania. Hiob otrzymał zamiast odpowiedzi obecność i ona wystarczyła. „Odwołuję i żałuję w prochu i popiele”. Proch i popiół są tu miejscem człowieka, który zobaczył miarę rzeczy. Grzegorz Wielki, którego Moralia in Iob są największym starożytnym komentarzem do tej księgi, widział w tym pokłonie początek prawdziwej mądrości. Więcej wie ten, kto wie, przed Kim stoi, niż ten, kto ma odpowiedzi. Epilog przywraca Hiobowi dobra w dwójnasób. Czternaście tysięcy owiec, sześć tysięcy wielbłądów, siedmiu synów i trzy córki, którym, rzecz w Biblii wyjątkowa, nadano imiona i dano dziedzictwo „pomiędzy ich braćmi”. Ta podwójna restytucja bywa czytana płasko, jakby Bóg wyrównywał rachunek. Tekst mówi ostrożniej. Pan „przywrócił Hioba do dawnego stanu” (dosłownie odwrócił jego los), gdy ten „modlił się za swoich przyjaciół”. Odnowa przychodzi przez wstawiennictwo za tych, którzy zawinili wobec niego. Hiob umiera „stary i pełen dni”, jak brzmi formuła patriarchów. Jego historia pozostaje otwarta ku większej odpowiedzi. Da ją dopiero Ten, który sam przejdzie przez niesprawiedliwy proces i grób aż do restytucji poranka wielkanocnego.
Łk 10, 17-24 <- KLIKNIJ
Siedemdziesięciu dwóch wraca z misji „z radością”: „Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają”. Jezus potwierdza ich doświadczenie wizją o zasięgu kosmicznym: „widziałem Szatana, który spadł z nieba jak błyskawica”. Misja uczniów jest częścią większej wojny, w której przeciwnik już przegrywa. A jednak zaraz przychodzi korekta radości: „nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”. Fundamentem pozostaje wpis do księgi życia. Radość z mocy bywa zwodnicza, radość z przynależności nie zawodzi nigdy. „W tej to chwili rozradował się Jezus w Duchu Świętym”. Łukasz zapisuje jedyne miejsce Ewangelii, gdzie o Jezusie mówi się wprost, że się rozradował, i podaje treść tej radości: „wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Greckie nēpioi to dosłownie niemowlęta, ludzie bez uczonych kwalifikacji. Objawienie wchodzi drzwiami pokory. To ta sama linia, którą Paweł pociągnie w Koryncie (zob. glossę na 1 IX). Werset o wzajemnym poznaniu Ojca i Syna, „nikt nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”, brzmi jak przeniesiony z Ewangelii Janowej i bywa nazywany johannicznym meteorytem u synoptyków. To jedno z najwyższych chrystologicznych zdań tradycji synoptycznej. Poznanie Boga jest wymianą życia między Ojcem a Synem, a człowiek zostaje do niej dopuszczony z łaski. Stąd końcowe błogosławieństwo oczu, które widzą: „wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli”. Uczniowie nie są lepsi od proroków, są tylko późniejsi i obdarowani. Wdzięczność jest właściwą postawą tych, którym dano widzieć.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
