„Ja także chciałabym zostać uzdrowiona”
„Ojcze Święty, szczerze mówiąc, ja także chciałabym zostać uzdrowiona” - od tych słów Margherite rozpoczęła swoje świadectwo przed Leonem XIV w Accueil Notre-Dame.
Po raz pierwszy przyjechała tu jako dwudziestolatka, aby pomagać chorym i osobom z niepełnosprawnościami podczas pielgrzymek diecezji Metz. Później robiła to przez ponad 14 lat. Na co dzień pracowała w fabryce ceramiki, a urlop przeznaczała na służbę chorym w Lourdes.
Były radość i braterstwo, ale też zmęczenie, codzienna opieka nad chorymi, a czasami doświadczenie śmierci któregoś z pielgrzymów.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Jedna chwila zmieniła wszystko
15 sierpnia 2016 r. życie Margherite radykalnie się zmieniło. Podczas jazdy rowerem spadła do wąwozu. W wyniku wypadku została sparaliżowana od pasa w dół.
Rozpoczęła się długa droga bólu, rozpaczy, walki i rehabilitacji. Rok później wróciła do Lourdes. Do tego samego miejsca, w którym przez lata pomagała innym, ale tym razem sama jako osoba z niepełnosprawnością.
„Nie rozumiałam. Moja wiara się zachwiała. Byłam zła na Mamę Maryję” - mówiła Papieżowi.
Chodziła do Groty Massabielskiej, aby jak sama przyznała, wykrzyczeć swoją rozpacz i gniew: „I właśnie w Grocie, przy Niej [przy Maryi], odnalazłam pocieszenie”.
Łaska, która nie zabrała cierpienia
Po powrocie do domu zaczęła walczyć o samodzielność: ponownie prowadzić samochód, mieć własne mieszkanie, zdobyć nowy zawód i znaleźć pracę. Wysłała dziesiątki CV. Bez rezultatu.
Reklama
W końcu, sama nie wierząc, że może się udać, zgłosiła się do pracy przy przyjmowaniu pielgrzymów w sanktuarium w Lourdes. „I oto łaska, którą otrzymałam: pracować w miejscu, które kocham” - powiedziała.
Ta łaska nie oznacza jednak końca cierpienia. Margherite każdego dnia zmaga się z ciałem, które jak mówi „nie funkcjonuje dobrze”. Dzięki rehabilitacji zaczyna ponownie chodzić przy pomocy balkonika. „Kiedy jest zbyt trudno, powierzam się Mamie Maryi. Ona bardzo mi pomaga”.
Chorzy pokazują nam naszą kruchość
Historia Margherite niezwykle współbrzmiała ze świadectwem lekarza, który od 40 lat pracuje w Laval. Przywołał on słowa Ambroise’a Paré, ojca współczesnej chirurgii: „Ja go opatrzyłem, Bóg go uzdrowił”.
Jak mówił przed Leonem XIV, troska o chorego oznacza dawanie siebie i dzielenie wspólnego człowieczeństwa. Lourdes zaś pozwala odbyć „najpiękniejszą z podróży”, tzn. wyjść na spotkanie drugiego człowieka, szczególnie najbardziej kruchego.
To właśnie najsłabsi - podkreślił - dają innym niezwykły dar: pozwalają im odkryć ich własną kruchość.
Lekarz przyznał, że Lourdes głęboko zmieniło również jego sposób wykonywania zawodu. Nauczyło go, że troska o chorego oznacza także dzielenie z nim „odrobiny serdecznego człowieczeństwa” i trzymanie za rękę człowieka, który cierpi.
„Nie troszczy się o życie, zadając śmierć”
Lekarz odniósł się również do cierpienia i kresu życia. Przypomniał słowa Maryi skierowane do św. Bernadety 18 lutego 1858 r.: „Nie obiecuję uczynić cię szczęśliwą na tym świecie, lecz w przyszłym”.
„Nie troszczy się o życie, zadając śmierć!” - powiedział.
Reklama
Na zakończenie przytoczył słowa przysięgi lekarskiej, którą złożył w styczniu 1987 r.: „Uczynię wszystko, aby łagodzić cierpienie. Nie będę uporczywie przedłużał agonii. Nigdy świadomie nie spowoduję śmierci”.
Mała Bernadeta przed Papieżem
Wzruszającym momentem spotkania Leona XIV w Accueil Notre-Dame była także obecność 13-letniej Evy Molenmaker. Dziewczynka wcieliła się w postać św. Bernadety w spektaklu poświęconym wizjonerce z Lourdes.
Jej obecność nabrała szczególnego znaczenia właśnie w miejscu, w którym chorzy i osoby z niepełnosprawnościami dzielili się z Papieżem swoim cierpieniem, wiarą i nadzieją. Historia Bernadety, która w Lourdes usłyszała wezwanie Maryi do modlitwy i nawrócenia, spotkała się w ten sposób ze świadectwami ludzi, którzy również dziś przybywają tutaj, szukając uzdrowienia, pocieszenia i siły.
