Reklama

Pokochaj Miłość!

2016-12-20 10:11

Z ks. dr. Markiem Dziewieckim – psychologiem i rekolekcjonistą – rozmawia Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 52/2016, str. 8-9

Bożena Sztajner/Niedziela

Narodzenie Boga w ludzkiej naturze zupełnie przekracza nasze wyobrażenia na temat miłości Boga do człowieka. Nikt z ludzi nie wymyśliłby Boga, który staje się człowiekiem po to, byśmy dosłownie zobaczyli Jego miłość. Nikt z nas nie wymyśliłby Boga, który przychodzi do nas osobiście, chociaż z góry wie, że zostanie najbardziej drastycznie skrzywdzony w całej historii ludzkości – z ks. dr. Markiem Dziewieckim – psychologiem i rekolekcjonistą – rozmawia Agnieszka Porzezińska

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Jezus urodził się ponad dwa tysiące lat temu, a my co roku świętujemy Boże Narodzenie. Czy da się te święta przeżyć głęboko, mając świadomość, że to pamiątka, a nie rzeczywistość, która dzieje się tu i teraz?

KS. DR MAREK DZIEWIECKI: – Święta Bożego Narodzenia to pamiątka rzeczywistości, która nieprzerwanie trwa od tamtego czasu. Dwa tysiące lat temu Syn Boży przyszedł do nas osobiście w ludzkiej naturze po to, byśmy odtąd już wiedzieli, że kocha nas z bliska, a nie z dalekiego nieba. Bóg wie, że im bliżej jest nas ten, kto kocha, tym bardziej nas umacnia. Ta zasada dotyczy także relacji międzyludzkich. Jeśli mąż i ojciec ogromnie kocha żonę i dzieci, lecz z jakiegoś powodu jest daleko od nich, to umacnia ich, gdy dzwoni, gdy na odległość wczuwa się w ich potrzeby, gdy zapewnia o swojej tęsknocie i trosce o nich. Gdy jednak wróci, gdy przytuli żonę i weźmie w ramiona dzieci, to umacnia swoich bliskich nieskończenie bardziej. W widzialnej naturze Syn Boży przyszedł do nas dwa tysiące lat temu, jednak fizycznie obecny pozostaje z nami w Eucharystii także tu i teraz – aż do skończenia świata. Święta Bożego Narodzenia przeżywamy głęboko wtedy, gdy dojrzalej niż dotąd uświadamiamy sobie, że także mnie Bóg kocha z bardzo bliska. Mogę żyć w Jego fizycznej obecności. Cud Wcielenia nigdy się nie kończy!

– Trudno pojąć i przyjąć, że wszechmogący Bóg zrezygnował ze swojej siły i dał się zamknąć w człowieku, w bezbronnym dziecku...

– Tak niezwykły znak miłości mógł wymyśleć tylko Bóg! W najpiękniejszych nawet snach i pragnieniach nikt z nas nie wpadłby na pomysł, by prosić Boga o to, żeby z miłości do nas i z troski o nas stał się człowiekiem. Narodzenie Boga w ludzkiej naturze zupełnie przekracza nasze wyobrażenia na temat miłości Boga do człowieka. Nikt z ludzi nie wymyśliłby Boga, który staje się człowiekiem po to, byśmy dosłownie zobaczyli Jego miłość. Nikt z nas nie wymyśliłby Boga, który przychodzi do nas osobiście, chociaż z góry wie, że zostanie najbardziej drastycznie skrzywdzony w całej historii ludzkości. Żadna inna religia świata nie głosi, że Bóg do tego stopnia kocha człowieka, iż staje się jednym z nas i oddaje za nas własne życie! Tylko chrześcijaństwo głosi światu niesłychanie Dobrą Nowinę o tym, że los każdego z ludzi jest dla Boga ważniejszy niż Jego własny los! Chrześcijanie, którzy zdają sobie z tego sprawę, są błogosławieni. Nikt nie złamie człowieka, który wie, że jest nieodwołalnie kochany przez Boga i że Bóg za tę miłość zapłaci dosłownie każdą cenę.

– Boże Narodzenie przekracza nasze najśmielsze oczekiwania, lecz nie przekracza granic Bożej miłości. Jak jednak mają w taką miłość uwierzyć ci, którzy nie czują, że są kochani przez kogokolwiek?

– Gdy chodzi o dzieci, to warunkiem uwierzenia w miłość Boga jest doświadczenie miłości ze strony ludzi, a zwłaszcza ze strony rodziców. Dziecko nie jest w stanie spotkać się z Bogiem inaczej niż za pośrednictwem dorosłych, którzy kochają i którzy mu wyjaśniają, że jest Ktoś, kto kocha jeszcze nieskończenie bardziej niż oni. To właśnie dlatego dzieci żyjące w rodzinach, w których jest za mało miłości, nie są na razie w stanie uwierzyć w miłość Boga. Dla nich Boże Narodzenie to spotkanie z prezentami i tradycją, a nie spotkanie z Kimś, kto kocha mnie bardziej od wszystkich ludzi razem wziętych. Gdy mamy naście lat lub gdy jesteśmy dorośli, wtedy potrafimy już doświadczać miłości Boga niemal bezpośrednio: w sercu, w sumieniu, w okolicznościach życia, przez które Bóg daje nam znaki swojej obecności i miłości. W pewnym jednak stopniu do końca życia doczesnego pozostajemy zależni w doświadczaniu miłości Bożej od naszych relacji międzyludzkich. Im bardziej ofiarnie – a zarazem mądrze – ktoś z bliskich czy przyjaciół nas kocha, tym bardziej oczywiste staje się dla nas to, że Bóg kocha nas naprawdę i nieskończenie bardziej niż ludzie.

– Dlaczego Bóg kocha człowieka?

– A dlaczego rodzice kochają swoje dzieci, jeśli naprawdę kochają? Czynią to bez powodu, bez zasługi ze strony dzieci. Kochają za nic, bo miłość jest darem, a nie zapłatą. Kocham wtedy, gdy traktuję drugiego człowieka jak bezcenny skarb, który od świtu do nocy chronię i za który oddam życie, gdy zajdzie taka potrzeba. Bóg nas kocha, gdyż jest miłością, a nas traktuje jak swoje bezcenne dzieci. I nigdy kochać nie przestanie, gdyż Jego miłość jest bezwarunkowa, a przez to nieodwołalna. Człowiek to ktoś kochany przez Boga – oto najprostsza i najważniejsza definicja człowieka!

– Dlaczego Bóg wybrał Maryję na Matkę Boga?

– Boże Macierzyństwo Maryi to kolejny niesłychany przejaw miłości Boga do człowieka. Stwórca mógłby przyjść do nas w ludzkiej naturze bez pomocy człowieka. Mógłby sobie tę ludzką naturę po prostu stworzyć! Wszechmocny Pan wszechświata pragnął jednak okazać nam widzialnie swoją miłość z naszą pomocą. Znalazł niezwykłą, świętą Dziewczynę, która zaufała Bogu w obliczu niewiarygodnej po ludzku propozycji. Zawierzyła Stwórcy, że to ma sens, ryzykując wszystko: więź z mężem, a nawet życie. Gdyby Józef Jej nie uwierzył, mogła zostać ukamienowana razem z poczętym w Niej Dzieckiem. Bóg traktuje ludzi poważnie i dlatego pragnie, byśmy świadomie przyjmowali od Niego miłość oraz byśmy współpracowali z Nim w dziele naszego zbawienia – każdy z nas na swój niepowtarzalny sposób.

– Czy Maryja mogła się nie zgodzić? Co by się stało, gdyby powiedziała „nie”?

– Oczywiście, że miała taką możliwość. Maryja była przy zwiastowaniu dopiero nastolatką, a mimo to już wybrała sobie szlachetnego męża i miała własne, jasne plany na swoje dorosłe życie. Postawiła Aniołowi twarde, konkretne pytania. Wyraziła swoje obawy i wątpliwości. Jej historia jest zupełnie wyjątkowa. To jedyny w historii przypadek, w którym to Bóg przychodzi i prosi o coś człowieka, a nie człowiek zwraca się z prośbą do Boga. Nie wiem, jak potoczyłaby się historia zbawienia, gdyby Maryja powiedziała „nie”. Wiem natomiast, jak bardzo ta nastolatka z Nazaretu stała mi się bliska przez to, że zaufała Bogu aż tak, że uwierzyła w niewiarygodne. Chcę Jej postawę naśladować na co dzień w moim życiu.

– Bóg nigdy nie daje daru temu, kto nie jest zdolny do przyjęcia go. Jeśli ofiarowuje nam Boże Narodzenie, a my nie będziemy w stanie go przyjąć, czy wtedy będziemy nieszczęśliwi?

– Bóg posyła swojego Syna do wszystkich, gdyż Bóg nie stwarza ludzi drugiej kategorii. Wszyscy jesteśmy w stanie przyjąć dar Jego miłości i obecności. Możemy odrzucić wszystko, co nam w tym przeszkadza. Niektórzy czynią to dopiero pod koniec życia doczesnego. Inni – przynajmniej patrząc z zewnątrz – nie przyjmują Boga do końca doczesności. Jesteśmy na tyle szczęśliwi, na ile przyjmujemy miłość od Boga i na ile tę miłość naśladujemy. Jedynie małym dzieciom wystarczy do szczęścia – na razie! – to, że są kochane, chociaż same jeszcze kochać nie potrafią. Los nastolatków i dorosłych zależy od tego, czy zaczynają kochać. Radość jest owocem miłości, nie doświadczy jej ten, kto nie kocha, czyli nie odpowiada miłością na miłość.

– Dlaczego Bóg przyszedł do nas jako dziecko?

– Najpierw dlatego, by zakomunikować, że okazuje nam miłość w sposób najbardziej wzruszający, czyli poprzez oddanie się w nasze ręce. Gdy ktoś ufa mi do tego stopnia, że staje przede mną w całkowitej bezradności i zaufaniu, to już nie mam wątpliwości, że mnie kocha. Jednocześnie upewnia mnie o tym, że jestem w stanie go nie zawieść i odpowiedzieć miłością na okazane mi zaufanie. Z drugiej strony Bóg chciał nas zapewnić, że jeśli dziecko chronione jest miłością kochających się małżonków, to będzie wzrastało w łasce i mądrości u Boga i u ludzi. I żaden Herod mu w tym nie przeszkodzi. To dlatego Bóg poczekał ze zwiastowaniem do czasu, gdy Maryja poślubiła Józefa. Wszystko, co błogosławione i radosne, zaczyna się na tej ziemi od miłości kochających się małżonków. O tym też przypomina nam Boże Narodzenie.

– Czy bez Boga człowiek może być szczęśliwy?

– Nie jest to możliwe, gdyż Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo. Bez Boga człowiek oddala się od samego siebie. Nie rozumie samego siebie. Wmawia sobie, że jest dzieckiem przypadku czy nieświadomej siebie materii. Zdarza się, że jakieś dziecko wyrośnie na szczęśliwego człowieka, mimo że nie jest kochane przez rodziców. Nie zdarza się natomiast, by człowiek wyrósł na kogoś dojrzałego i szczęśliwego bez więzi z Bogiem. Po grzechu pierworodnym nikt z nas nie jest w stanie nauczyć miłości i błogosławionej sztuki życia po omacku albo metodą prób i błędów.

– Czy Jezus oczekuje ode mnie jakichś prezentów na swoje urodziny?

– Oczywiście! Oczekuje miejsca w moim sercu dla siebie. Pragnie być środkiem mojego serca. Czyni to z miłości do mnie, a nie z zazdrości. Wie, że jeśli moja więź z Nim będzie silniejsza od mojej więzi z człowiekiem, którego najbardziej kocham, to będę umiał kochać każdego i w każdej sytuacji. Samego siebie też!

– Co zrobić, żeby poczuć w te święta miłość w rodzinie, przemianę serc, żeby nie czuć lęku? Czy jedyną drogą do tego jest przyjęcie Jezusa?

– Nie znam innego sposobu na miłość w rodzinie, nawrócenie i uwolnienie od lęku niż przyjęcie Jezusa jako jedynego Pana mojego życia. Tylko On mnie we wszystkim rozumie. Tylko On oddał za mnie życie. Tylko On daje mi gwarancję, że nigdy mnie kochać nie przestanie. Szczęśliwe rodziny to takie, w których każdy kocha każdego. Dzieje się tak w tych rodzinach, w których każdy kocha Jezusa bardziej niż bliskich i bardziej niż samego siebie. I w których każdy słucha Jezusa we wszystkim, a nie tylko w wybranych sferach życia. Bóg się rodzi w naszej naturze i w naszych realiach życia po to, by nasze rodziny rodziły się do takiego właśnie błogosławionego sposobu istnienia!

* * *

Ks. dr Marek Dziewiecki
Duszpasterz rodzin i rozchwytywany rekolekcjonista, psycholog, terapeuta uzależnień

Agnieszka Porzezińska
Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

Tagi:
wiara miłość

Reklama

ISKK: spędzanie czasu w niedzielę ulega powolnej sekularyzacji

2019-10-10 14:41

lk / Warszawa (KAI)

Niedziela jest czasem aktywności o charakterze nie tylko religijnym, ale również prospołecznym oraz praktyk wolnego czasu. Oznaki osłabienia religijności wskazują również na swoistą sekularyzację czasu wolnego i niedzieli w Polsce - wynika z badań dotyczących sposobów spędzania przez Polaków czasu wolnego w kontekście świętowania niedzieli. Badania opracował Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego SAC im. ks. Witolda Zdaniewicza.

flash.pro / Foter / CC BY

Opracowanie, zaprezentowanie w czwartek w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski, zawiera wyniki dostępnych badań statystycznych w ostatnich latach i zostało przygotowane jako wtórna analiza danych zastanych, m.in. badań GUS na temat budżetu czasu czy badań CBOS na temat postrzegania sensu życia.

Badania przypominają, że do najważniejszych wartości w życiu Polaków należy rodzina. W 2019 r. najistotniejsze aż dla 80 proc. było "szczęście rodzinne", dalej zachowanie dobrego zdrowia (55 proc.), spokój (48 proc.) oraz grono przyjaciół (45 proc.), szacunek innych ludzi i uczciwe życie (po 42 proc.). Praca zawodowa jako wartość ważna była dla 36 proc. Polaków, a wiara religijna - dla 28 proc., z kolei pomyślność ojczyzny dla 23 proc. a wolność głoszenia własnych poglądów jedynie dla 18 proc.

W raporcie ISKK podkreślono, że dzisiejsi Polacy przeżywają wartości bardziej w kontekście życia codziennego niż rozważań o sensie życia. Wiara religijna – często uznawana w socjologicznym obrazie Polski za element kluczowy – należy do najważniejszych rzeczy w życiu codziennym dla 28 proc., lecz o sensie życia stanowi ponad pięć razy rzadziej (5 proc.), w dużo mniejszym wymiarze niż np. rodzina (54 proc.) czy zdrowie (38 proc.).

Aż 19 proc. Polaków deklaruje całkowity brak czasu wolnego w tygodniu. Z kolei aż 67 proc. uważa, że przynajmniej czasami czuje się przeciążona obowiązkami zawodowymi.

Jak spędzamy niedzielę?

Niedziela na tle pozostałych dni tygodnia wyróżnia się pod względem czasu przeznaczanego przede wszystkim na pracę zawodową oraz działalność prospołeczną i religijną. W niedzielę pracę zawodową wykonuje niemal cztery razy mniej mieszkańców Polski niż od poniedziałku do piątku.

Jak Polakom mija czas w niedzielę? Tego dnia dłużej śpią, więcej czasu przeznaczają na posiłki oraz korzystanie ze środków masowego przekazu, mniej natomiast na prace domowe oraz naukę. Oglądanie telewizji zajmuje średnio 3 godziny i tyle samo zajęcia domowe. Osoby aktywne zawodowo w niedzielę przeznaczają na pracę średnio 5,5 godziny. Niedzielne praktyki religijne pochłaniają średnio 1 godzinę i 13 minut, a np. wolontariat 1 godzinę i 21 minut.

Socjologowie ISKK zwracają uwagę na ogólniejsze trendy dotyczące spędzania czasu w tygodniu, w tym podziału na czas wolny i poświęcony pracy. Od czasu transformacji ustrojowej rośnie udział wolnych zawodów oraz działalności na podstawie umów zlecenia i agencyjnych w sumie nakładów pracy w gospodarce Polski. Prowadzi to do większej indywidualnej elastyczności przeznaczania czasu na pracę, sprawy domowe, odpoczynek (można np. poświęcić dzień w tygodniu na załatwienie jakiejś sprawy osobistej i "odrobić" go pracą w niedzielę). To z kolei osłabia ostrość podziału tygodnia na dnie pracy i niedzielę jako dzień bez pracy, a w konsekwencji redukuje społeczno-kulturowy sens niedzieli jako dnia świątecznego.

Z jednej strony są więc kategorie osób pracujących i na przemian odpoczywających zarówno w dni powszednie jak i w niedziele, z drugiej zaś tych, dla których dni bez pracy („niedziela”) zaczynają się w tygodniu już w piątek wieczór, z sobotą jako apogeum odpoczynku i rozrywki, niedzielą zaś jako dniem w coraz większym stopniu poświęconym na przygotowanie do kolejnego tygodnia pracy.

Skalę tych przemian potęguje fakt, że organizacja czasu ma niestety konsekwencje nie tylko dla osoby pracującej, lecz wpływa na organizację czasu pozostałych członków rodziny czy gospodarstwa domowego. W rodzinie, której rytm życia wyznacza elastyczny czas pracy rodziców, niedziela ma mniejsze szanse zachować w odbiorze dzieci swój odświętny charakter.

Życie religijne Polaków a czas wolny

W ostatnich latach zmniejsza się częstość przekonania o tym, że otaczający nas ludzie poświęcają się najgorliwiej życiu religijnemu. Tylko niespełna 5 proc. badanych w wieku od 15. roku życia deklaruje, że mając więcej wolnego czasu, chciałoby go przeznaczyć na praktyki religijne.

Według deklaracji respondentów CBOS w 2018 roku, 49 proc. z nich regularnie uczestniczy w praktykach, 38 proc. praktykuje nieregularnie, zaś 13 proc. zupełnie nie praktykuje. Bez wątpienia pierwszy odsetek dotyczy przede wszystkim uczestniczenia w niedzielnej Mszy św. Poziom świętowania niedzieli poprzez uczestnictwo w niedzielnej Mszy św. jest mocno zróżnicowany przestrzennie.

Zgodnie z danymi ISKK w niektórych regionach odsetek osób uczestniczących w niedzielnej Mszy św. względem tzw. osób zobowiązanych (dominicantes) wynosi około 70 proc., w innych zaś nie przekracza 30 proc.

Po okresie względnej stabilności, od 2005 r. zmniejsza się w Polsce poziom uczestnictwa w niedzielnych Mszach św. Ustabilizował się natomiast poziom przyjmowania Komunii św. w trakcie niedzielnych Mszy św. i wynosi obecnie 17 proc.

Niedziela jest czasem aktywności o charakterze nie tylko religijnym, ale również prospołecznym oraz praktyk wolnego czasu. Oznaki osłabienia religijności wskazują również na swoistą sekularyzację czasu wolnego i niedzieli w Polsce. Czas wolny w niedzielę w dzisiejszej Polsce niekoniecznie oznacza czas świąteczny (czyli religijny).

Z perspektywy pastoralnej można dostrzec wyraźną tendencję do traktowania niedzieli bardziej jako czasu wolnego, oderwanego od – w sposób katolicki rozumianej – transcendencji.

Rodzina w niedzielę - celem programu duszpasterskiego

Komentując wyniki badań, socjologowie ISKK podkreślali, że społeczeństwo polskie przestaje być "ludem pracującym miast i wsi". - Była to, przypomnijmy, idea traktowania przez władze komunistyczne społeczeństwa przede wszystkim jako siły roboczej. Treść życia Polaków zasadniczo się zmienia, a praca przestaje być wyłącznym elementem, wokół którego wszystko się organizuje - zaznaczył Sławomir Nowotny z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego.

- Dzisiaj osoby pracujące doceniają też to, że mają czas wolny; że mogą go poświęcić rodzinie. Zanika zjawisko "zabijania się" dla pracy - dodał Nowotny.

Zaznaczył jednak, że dominująca wartość spędzania czasu wolnego z rodziną wymaga jednak pogłębionych badań dotyczących tego, jak ten czas z bliskimi jest spędzany - aktywnie czy pasywnie, np. przed telewizorem.

W tym kontekście ważne jest, aby rozumieć, że w badaniach przedstawione zostały deklaracje respondentów, wymagające dalszej analizy. - Jeśli ktoś mówi, że najważniejsza w jego życiu i kształtująca sens tego życia jest rodzina, to nie znaczy, że jej model jest taki, jaki w Kościele chcielibyśmy widzieć, oparta na trwałym, nierozerwalnym związku małżeńskim i z dziećmi. Ale sam fakt, że ta rodzinność jest przez Polaków nadal bardzo wysoko akcentowana, wydaje się istotnym składnikiem swoistej gleby antropologicznej, na której można budować program duszpasterski - wyjaśnił socjolog.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kenia: zamordowano katolickiego księdza

2019-10-16 17:53

tom (KAI) / Nairobi

Tydzień po zaginięciu katolickiego księdza w Kenii znaleziono jego ciało. Sprawcy zabójstwa pochowali ks. Michaela Maingi Kyengo w pobliżu rzeki w mieście Makima, 100 km na północ od stolicy Nairobi. Jak informują kenijskie media policja prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa.

Unsplash/pixabay.com

„Ekshumujemy ciało w celu przeprowadzenia śledztwa, abyśmy mogli rzucić więcej światła na okoliczności zbrodni” - słowa rzecznika miejscowych władz cytuje gazeta "Daily Nation". Zabójstwo kapłana nazwał „nikczemnym aktem”.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że ks. Kyengo był ostatnio widziany tydzień temu, kiedy odwiedził swoich rodziców. Po tym, jak podrzucił do domu swego współpracownika, późno w nocy, udał się do swojej parafii. Tam nieznany człowiek porwał ks. Kyengo, a później obrabował jego konto bankowe. Jak dotychczas dwóch podejrzanych zostało aresztowanych i to wskazali śledczym miejsce, gdzie zostało pochowane ciało kapłana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Czuwanie u Urszulanek

2019-10-17 20:24

Agata Pieszko

W urszulańskim Liceum Ogólnokształcącym, mimo późnych godzin, uczniowie adorują i czuwają przed wspomnieniem św. Urszuli, patronki szkoły.

Agata Pieszko

– To czuwanie jest tradycją szkoły, ponieważ 21 października wspominamy świętą Urszulę, patronkę liceum i chcemy się do tego święta jak najlepiej przygotować przez wspólną modlitwę. Dbamy, by nie była to tylko uroczystość z tradycji, ale żeby także duch na tym skorzystał – mówi s. Klara Pyza.

Pierwszym punktem spotkania jest zazwyczaj konferencja, prowadzona przez kogoś, kto pracuje z młodzieżą. W tym roku był to ks. Piotr Rozpędowski, który po wspólnej kolacji wraz młodzieżowym zespołem Kompania Jonatana poprowadził modlitwę uwielbienia przy Najświętszym Sakramencie.

– Staramy się proponować taką formę modlitwy, którą młodzież lubi. W tym roku zaprosiliśmy młodzieżową Kompanię Jonatana, kierując się ideą, żeby młodzi mówili do młodych. Chcemy, żeby Pan Bóg stał im się przez to bliższy – dodaje s. Klara, Urszulanka.

Podczas modlitwy ks. Piotr pytał młodych, kto jest królem ich serca i czy przypadkiem nie panuje tam bezkrólewie. Zachęcał uczniów, by oddali swoje serce Jezusowi i dali mu zasiąść na Jego zasłużonym tronie. Młodzież najpierw nieśmiało adorowała w ławkach, jednak gdy poczuli Bożą obecność, wiele rąk pojawiło się w górze, a języki rozwiązały się, wielbiąc Boga radosnymi pieśniami oraz tańcem.

– To nie jest obowiązkowe wydarzenie, dlatego tym bardziej cieszy nas to, że tylu uczniów chce przyjść po lekcjach i spotkać się z Jezusem późną porą. W tym czasie zapraszamy także dodatkowo kapłanów, aby posługiwali sakramentem pokuty i pojednania –  mówi s. Zuzanna Filipczak, dyrektorka Liceum Ogólnokształcące Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej we Wrocławiu.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem