Reklama

Kiedy stajesz się jednym z...

2017-01-04 10:27

Rozmawia Anna Przewoźnik
Niedziela Ogólnopolska 2/2017, str. 26-27

Archiwum o. Dariusza Pabisia

O powołaniu misyjnym i specyfice Kościoła południowoamerykańskiego z o. Dariuszem Pabisiem CSsR, redemptorystą, rozmawia Anna Przewoźnik

Bez wątpienia na każde ludzkie powołanie mają wpływ konkretne osoby, które spotkaliśmy na naszej drodze życia. Ja jednak chciałbym wspomnieć nie tyle kogoś konkretnego, ile świątynię, która miała swój szczególny udział w wyborze mojej życiowej drogi, a przede wszystkim w procesie odkrywania Boga.

Pochodzę z Gliwic. Chrzest, I Komunia, bierzmowanie, katecheza, moja posługa ministrancka, grupa oazowa – całe moje życie religijne jako dziecka i młodzieńca toczyło się w kościele Redemptorystów pw. Świętego Krzyża. Świątynia ta ma dla mnie wielkie znaczenie. Cisza i półmrok, które towarzyszyły mi, kiedy wstępowałem tu na modlitwę, albo gdy, będąc ministrantem, czekałem na nabożeństwa, były czymś wyjątkowym. Jako dziecko fascynowało mnie malutkie okienko, które znajduje się nad amboną. Często widziałem, jak się otwierało i spoglądał z niego na kościół jakiś zakonnik. Po chwili postać znikała i okienko się zamykało, a ja zostawałem z pytaniem o ten inny wymiar życia. Było to dla mnie spojrzenie z „innego świata”, świata, który zdawał się mnie przywoływać. Ten sam wymiar miało dla mnie wielkie okno nad prezbiterium, w którym często widziałem zapalone światło. Jak dowiedziałem się później, była to klasztorna kaplica. Mam tyle wspomnień z tego jednego kościoła, że aż trudno je wszystkie zebrać. Pamiętam starszych ojców, którzy w tej ciszy i półmroku oczekiwali na penitentów w konfesjonałach pod chórem. Zawsze można było bez pośpiechu się wyspowiadać i porozmawiać z kapłanem.

Reklama

Czy świątynia może przemawiać do serca i wzywać do nawrócenia? Zdecydowanie tak. Dzisiaj mam już pewność, że pierwszą ewangelizację i intymny dialog na temat sensu mojego życia Bóg prowadził ze mną za pośrednictwem murów i atmosfery parafialnego kościoła. Dlatego zawsze z wielką radością powracam do tego miejsca w Gliwicach. Jest to powrót do źródeł. W tym kościele Pan Bóg pozwolił mi znaleźć to, co najważniejsze w życiu.

O. Dariusz Pabiś CSsR Obecnie katecheta i kapelan w szpitalu w Warszawie

* * *

ANNA PRZEWOŹNIK: – Czy powołanie misyjne to powołanie w powołaniu?

O. DARIUSZ PABIŚ CSSR: – Myślę, że tak. Podstawowym powołaniem jest powołanie do życia zakonnego, kapłańskiego, i w ramach tego powołania odkrywa się wezwanie do posługi misyjnej poza swoim krajem. Nie musi to być Ameryka Południowa czy Afryka. Ogromne potrzeby pracy misyjnej są również w Europie, np. w Republice Czeskiej, która niedawno została ogłoszona krajem misyjnym. O powołaniu misyjnym myślałem już w Polsce, będąc klerykiem. Pamiętam, kiedy byłem na pierwszym roku teologii, przyjechał do nas przełożony z Argentyny i mówił wiele o pracy misyjnej w tym kraju. Zgłosiłem się wtedy do swojego przełożonego z propozycją wyjazdu na misje. Powiedział mi: „Dobrze, jak będzie coś konkretnego, będziesz pierwszy”.

– I w 2002 r. pojawiła się propozycja wyjazdu do Ameryki Południowej...

– Tak, dopiero po 4 latach mojego kapłaństwa pojawiła się możliwość pracy misyjnej w Argentynie. Byłem w Ameryce Południowej 10 lat. Po pierwszych 6 latach pracy miałem 3-letnią przerwę na Amerykę Północną. Pracowałem wtedy dla imigrantów meksykańskich w parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Cicero w Chicago. W 2008 r. powróciłem do Argentyny. Na początku pracowałem w Misiones, jednej z 23 prowincji Argentyny, która graniczy z Brazylią i Paragwajem. Posługiwałem tam w sumie 3 lata. Następnie 2 lata – w prowincji Beunos Aires w mieście Quilmes i kolejne 2 lata – w La Plata, stolicy prowincji Buenos Aires. Blisko 3 lata spędziłem w Patagonii Argentyńskiej, w Lago Puelo.

– Wspominając swój pobyt w Stanach, mówił Ojciec, że Chicago to zupełnie inna misja i że tęsknił tam za Argentyną. Dlaczego?

– Każda praca ma swoją specyfikę. Parafia w Cicero ma latynoskie klimaty (ok. 90 proc. parafian to emigranci z Meksyku). Jest to duszpasterstwo piękne, wdzięczne i niezwykle ważne. W emigrantach z Meksyku namacalnie odczuwaliśmy, kim jest człowiek ubogi i opuszczony w znaczeniu naszego redemptorystowskiego charyzmatu: dramaty rozdzielonych rodzin, strach przed deportacją, konieczność utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci, przestępczość niszcząca życie młodych ludzi. Problemy niespotykane chyba nigdzie indziej na tak wielką skalę. To, co mnie jednak „ściągnęło” na nowo do Ameryki Południowej, to pewna specyficzna i wyczuwalna tylko tutaj naturalność w sposobie życia i wyrażania tego, co zasadnicze. Nawet śmierć jest czymś zaskakująco zwykłym. Dzieje się tak wtedy, kiedy ludziom jest obce odgrywanie ról narzuconych przez środowiska, które określają się jako cywilizowane. Ameryka Południowa zaczyna nabierać prawdziwych smaków – tych słodkich i gorzkich – kiedy porzucasz rolę turysty, a stajesz się jednym z...

– Czy zgodzi się Ojciec ze stwierdzeniem, że na misjach Pan Bóg pozwala misjonarzom zobaczyć samych siebie z nieco innej strony?

– Myślę, że każdy misjonarz musi się odzierać ze swoich przyzwyczajeń, lęków. To, co w Polsce wydaje się oczywiste, na misjach wcale takie nie jest. Na początku pracy duszpasterskiej pojawia się chęć, by głosić Ewangelię na sposób polski. Tu zadajemy sobie pytanie: co to znaczy? Uświadamiamy sobie, że często mylimy tradycję z Ewangelią. Na misjach dane środowisko wymaga zastanowienia się, co tak naprawdę należy do sedna Ewangelii, a co jest tylko pewnym kontekstem kulturowym.

– Patagonia Argentyńska jest dwa razy większa od Polski. Charakteryzuje się pięknymi terenami, położona jest w południowej Argentynie.

– Argentyna jest kilka razy większa od Polski. Trzeba pamiętać, że tylko prowincja Buenos Aires jest niewiele mniejsza od całego naszego kraju. Samo terytorium prałatury Esquel w prowincji Chubut, w której pracują misjonarze, to 1/3 Polski. Z Lago Puelo do Buenos Aires jest 1800 km. Jeszcze kilka lat temu Benedykt XVI poprosił redemptorystów, aby objęli misję na terytorium Patagonii Argentyńskiej. Polscy redemptoryści z prowincji warszawskiej, jak również polscy i argentyńscy redemptoryści z wiceprowincji Resistencia podjęli się tej misji. Od 2007 r. istnieje możliwość stałego życia wiarą. Wcześniej przyjeżdżali tutaj misjonarze, ale na krótko, głosili słowo Boże i wyjeżdżali.

– Jak kościół i parafia są tam przyjmowane?

– Mieszkańcy dopiero oswajają się z tymi stałymi strukturami Kościoła. W Lago Puelo była wcześniej kaplica, w której Msza św. była odprawiana sporadycznie. Obecnie jest to parafia pw. Matki Bożej Fatimskiej i toczy się w niej normalne życie parafialne. Pracowałem z długoletnim misjonarzem o. Józefem Baraniakiem. Na przestrzeni tych lat obserwowałem, jak ludzie zaczynają przyzwyczajać się do stałej obecności księdza, do tego, że w niedzielę i w dzień powszedni mogą uczestniczyć w Eucharystii, że jest katecheza, duszpasterstwo. To jest pewien proces i praca na wiele lat.

– Jaki teren zajmuje i ilu mieszkańców liczy parafia Matki Bożej Fatimskiej?

– Trudno to precyzyjnie określić, nawet ludzie sprzeczają się co do liczby jej mieszkańców. A parafia to nie tylko Lago Puelo, ale także kilka miejscowości w okolicy. Mamy pod opieką 7 kaplic położonych w odległości 50, 70 km. Msze św. niedzielne odprawiane są w 3 kościołach. W pozostałych Eucharystia odprawiana jest raz w tygodniu, zdarza się, że na wolnym powietrzu czy w prywatnych domach. Czasem docieramy do tych, którzy mieszkają w tzw. siedliskach. To osady, gdzie ludzie zatrzymują się tylko na pewien czas. Wielu mieszkańców przez chrzest staje się katolikami, ale później praktykuje niewielu, często tylko 1 proc.

– Czy próbowaliście ze współbratem przekazywać też jakieś nasze zwyczaje?

– To byłoby z góry skazane na porażkę. Tu jest inna kultura, nawet inny klimat. Podejmowano np. próby odprawiania porannych Mszy św., ale to nie zdało egzaminu. Rano nikt tu nie przyjdzie do kościoła, na więcej ludzi można liczyć tylko na wieczornej Eucharystii. Także polskich zwyczajów, np. związanych z Bożym Narodzeniem, do tych realiów nie da się przenieść. W temperaturze +30°C ludzie bardziej myślą o plaży niż o świętowaniu przy stole.

– A opłatek, Pasterka? Nie próbował Ojciec opowiadać o pięknych polskich zwyczajach?

– Czasami wspominaliśmy o pewnych tradycjach, które mają dużą wartość, jak np. dzielenie się opłatkiem, które służy zacieśnianiu więzi rodzinnych, prowadzi do pojednania, ale nie oczekiwałem, że stanie się to tutejszą tradycją.

– Przeglądając zdjęcia z archiwum parafii, zatrzymałam się szczególnie przy jednym: figura Matki Bożej Fatimskiej na wozie zaprzęgniętym w woły, prowadzona w procesji ulicami miasteczka...

– Uczymy ludzi kultywowania święta patronalnego, stąd przejście procesyjne z figurą Maryi, muzyka. To wszystko dzieje się w maju. W centrum jest, oczywiście, Msza św., ale przy tej okazji organizujemy także święto społeczne – zapraszamy regionalne zespoły folklorystyczne i religijne, chcemy bowiem dać ludziom możliwość radosnego bycia razem. To nie jest takie naturalne dla mieszkańców południowej części kraju.
Trzeba podkreślić, że tutaj Jezus jest obecny w ludzkich sercach, w ich naturalnych, szczerych odruchach. My jesteśmy po to, by tę wiarę oczyszczać z elementów, które nie są Boże. W tym regionie zauważa się wiele praktyk pogańskich, które zostały sprowadzone z innych części świata. Mocno jest tu obecny buddyzm. Blisko parafii, w której pracowałem, jest miejscowość El Bolsón – to centrum ruchu hipisowskiego. Na naszym terenie znajduje się znane jezioro Lago Puelo, które w kontekście religii pogańskich jest bardzo cenione jako rzekomo mające energię, która dotarła z kosmosu. Ludzie często wierzą też w dziwne zjawy – chochliki, mary – popularnie nazywane „duendes”.

– To wszystko może przeszkadzać w pełnym przyjęciu Ewangelii...

– Przeszkadza. Wielu wybiera sobie elementy z różnych religii, które im pasują, by żyć wygodnie, bez nakazów. Tu jest inna dynamika wiary. I potrzeba dużo czasu, by zdobyć zaufanie, serca ludzi. Mieszkańcy często są zdystansowani, mało emocjonalni. To troszkę inny świat.

– Czy misjonarz potrzebuje pomocy osób świeckich?

– Bez misjonarzy świeckich głoszenie słowa Bożego byłoby niemożliwe, także w Ameryce Południowej. Redemptoryści pracujący w Argentynie wdrażają plan pastoralny nazywany SINE, czyli Integralny System Nowej Ewangelizacji, który rozpoczyna się rekolekcjami ewangelizacyjnymi, głoszeniem kerygmatu, spotkaniem osobistym z żywym Jezusem Chrystusem. Świeccy Argentyńczycy, którzy tu przyjeżdżają, mają w sobie naturalną potrzebę głoszenia słowa Bożego od domu do domu. W styczniu, lutym do naszej parafii przyjechała 20-osobowa grupa z Buenos Aires. To ludzie, którzy na co dzień pracują zawodowo i przez cały rok oszczędzają, by móc tu przyjechać i mówić o Bogu. W ciągu roku przyjeżdża też grupa misjonarzy świeckich z Drogi Neokatechumenalnej; przybywają do nas również siostry zakonne. To ogromna pomoc. Świadectwa tych ludzi budzą ducha misyjnego w naszych parafianach, dlatego mamy wielu chętnych, którzy angażują się w radio, głoszą katechezy dla dzieci i młodzieży, i wszystko to czynią bezinteresownie.

– Czy mieszkańcy dbają o misjonarzy?

– Ludzie są bardzo życzliwi, mamy wszystko, co jest potrzebne do przeżycia. Mieszkańcy chyba doceniają nasz wysiłek w głoszeniu słowa Bożego, bo dbają o nas. Zawsze mamy coś do zjedzenia i kilka pesos, by zatankować samochód i dotrzeć z Panem Jezusem do najdalszych zakątków. Doświadczamy tutaj jednej z obietnic Jezusa, która realizuje się w stu procentach. Pan Bóg dba o nas właśnie w taki sposób, żeby nam niczego nie brakowało, ale i nie zbywało!

Tagi:
misje

Nie ustajemy w działaniach dla misji

2019-04-03 10:09

Władysław Burzawa
Edycja kielecka 14/2019, str. IV

To nie do wiary. Jak zwykły papier może zmienić czyjeś życie. Za setki ton przekazanej przez diecezję makulatury powstały już cztery studnie w Afryce. „Są miejsca na świecie, gdzie woda jest na wagę złota i nie jest wcale dobrem oczywistym. Takim właśnie krajem jest Czad i takim miejscem m. in. jest Boudamassa, która liczy na Waszą pomoc” – napisał misjonarz ks. Piotr Skraba z serca Afryki, który wraz z całą społecznością również czeka na studnię. Takie słowa motywują nas do działania, w nadziei że i tym razem uda się realnie pomóc setkom mieszkańców Afryki

ARC
Woda w Afryce jest na wagę złota

Pięć lat temu w diecezji kieleckiej rozpoczęliśmy projekt „Makulatura na Misje”. Pierwsze kontenery ustawiliśmy przed kościołami w Kielcach, później pojawiły się w różnych parafiach naszej diecezji. W ciągu tych kilku lat zebraliśmy ponad 400 ton makulatury. Całość środków uzyskanych ze sprzedaży papieru przekazaliśmy misjonarzom pracującym w Afryce, by tam wybudowali studnie, z których korzystają tysiące osób. Pierwsze studnie, które dofinansowaliśmy, to studnie w Republice Środkowej Afryki w Siboye – Pougol II i Kowone w parafii Ndim. Pracują tam ojcowie franciszkanie. Kolejną studnię wybudowaliśmy w Czadzie w miejscowości Ndjamena, oraz w parafii Bousso, tam opiekę duszpasterską od lat sprawuje ks. Piotr Skraba. W listach przysyłanych do nas wciąż prosi o pomoc w budowie studni, które dla mieszkańców Afryki są synonimem życia. Właśnie otrzymaliśmy kolejną prośbę. „Tak wiele mówi się czasami w superlatywach o dialogu religijnym z muzułmanami. O poszukiwaniu wspólnych wartości i życiu w pokoju i zgodzie... Niestety wspólnota chrześcijan prosząca o budowę studni, o której chciałem Wam napisać, nie doświadcza tego rodzaju dialogu. Chrześcijanie w wiosce Boudamassa, która liczy kilka tysięcy osób, są raczej spychani na margines przez większość muzułmańską, a na pewno w większości przypadków są traktowani kompletnie obojętnie. Nie inaczej ma się sprawa z wodą pitną” – informuje w liście ks. Skraba.

Woda nie dla wszystkich

Wprawdzie w pobliżu są studnie głębinowe, ale należą one do muzułmanów, i ich liczba jest niewystarczająca, ponieważ w okolicy żyje wiele tysięcy osób. „Chrześcijanie nie posiadają swoich studni, dlatego muszą dogadywać się z właścicielami już funkcjonujących studni, co w wielu przypadkach prowadzi do ich dyskryminacji. Woda w większych ilościach jest im odmawiana... albo stosuje się specjalne stawki, wyższe niż te dla pozostałych. Niejednokrotnie trzeba czekać godzinami w kolejce przy takiej liczbie osób po większą ilość wody. Bardzo często to zadanie powierza się dzieciom, kiedy kobiety zajmują się przygotowaniem posiłku w domu”. My, europejczycy, którzy mamy prawie wszystko na wyciągnięcie ręki, nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wielkim cierpieniem jest brak wody. Ks. Piotr pisze: „Za każdym razem, kiedy odprawiam tam Mszę św. chrześcijanie pytają mnie, czy coś wiadomo już odnośnie do budowy nowej studni dla nich, bo cierpią niesamowicie... Jak na razie odpowiadałem im, żeby jeszcze cierpliwie czekali, modlili się i mieli jeszcze trochę sił, ale ich sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Budowa studni w ich wspólnocie ogromnie podniesie ich poziom życia, ale też i poczucie godności, że nie zostali zostawieni sami sobie przez Kościół. Dodatkowo niedaleko tego miejsca, gdzie ma być wybudowana studnia, jest szkoła, gdzie dzieci uczą się obecnie, nie mając nawet wody, którą mogłyby gasić pragnienie w spiekocie czadyjskiego dnia. Woda tuż obok zmieni całkowicie tę nienormalną sytuację”. Tak, studnia zmieni tę sytuację, ponieważ właśnie przelaliśmy kilkanaście tysięcy złotych na konto misji, aby wybudować tam studnię. To wszystko dzięki Wam, drodzy Państwo, którzy do naszych kontenerów wrzuciliście, chociaż jeden kilogram makulatury. W Boudamassa w ciągu kilku miesięcy powstanie nowa studnia.

Używana odzież też pomoże

Czytając takie listy, w których misjonarze rozpaczliwie proszą o pomoc, postanowiliśmy rozszerzyć projekt zbiórki surowców wtórnych. W naszej diecezji do tej pory zbieraliśmy makulaturę i elektrośmieci. Na początku kwietnia przed każdym kościołem w Kielcach ustawiliśmy żółte kontenery na odzież. Można do nich wrzucać niepotrzebną nam odzież, której możemy „dać drugie życie”. Uzyskane ze sprzedaży ubrań pieniądze zostaną przeznaczone na budowę kolejnych studni. Zbiórkę ubrań będziemy prowadzić nie tylko w Kielcach, ale w całej diecezji, w podobny sposób jak to robimy zbierając elektrośmieci. Do każdej parafii, która będzie chciała wziąć udział w naszym projekcie, wyślemy samochód, aby odebrać zgromadzoną odzież. Szczegóły akcji podamy, gdy zostanie opracowany dokładny plan.

Elektrośmieci, zbiórka od 24 kwietnia

Przygotowujemy się do zbiórki elektrośmieci w całej diecezji. Nasz projekt rusza 24 kwietnia. Na początku odbierać będziemy zużyty sprzęt elektryczny w kieleckich parafiach, później w całej naszej diecezji. W tym roku elektrośmieci odbierać będziemy we wtorki, środy i czwartki. Pracownicy firmy, która zaangażowana jest w naszą, akcję zrobią wszystko, by w ciągu tych trzech dni odebrać zgromadzony sprzęt. Jeśli by było go więcej, to odbiór nastąpi najpóźniej w piątek, tak, aby w soboty nie było nigdzie przed żadnym kościołem elektrycznych odpadów. Aby tak się stało, nasza akcja została rozłożona w czasie, co pozwoli na odbiór zużytego sprzętu w wyznaczonym w harmonogramie terminie. Uzyskane ze zbiórki środki zostaną przeznaczone na pomoc naszym misjonarzom na Wybrzeżu Kości Słoniowej. W ubiegłym roku pieniądze ze sprzedaży elektrośmieci przekazaliśmy na budowę kliniki okulistycznej na Jamajce, gdzie pracuje kielecki misjonarz ks. Bzinkowski. Klinika już działa i przyjmuje chorych pacjentów.

Dziękujemy za Państwa pomoc dla naszych misjonarzy i ludzi mieszkających w krajach Trzeciego Świata, którzy czekają na nasze wsparcie. Jak widać możemy im pomóc właśnie w taki prosty sposób, wystarczy przekazać na ten cel rzeczy, które są nam już niepotrzebne, zużyty papier, stary sprzęt elektryczny, a teraz zużyte ubrania. Tysiące ludzi czekają na naszą pomoc.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedziela Bożego Miłosierdzia pod hasłem „Miłosierdzie źródłem pojednania”

2019-04-23 16:33

md / Kraków (KAI)

„Miłosierdzie źródłem pojednania” to hasło tegorocznych obchodów Niedzieli Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. „Poszukujemy nadziei dla współczesnego świata i pragniemy, by Boży pokój zamieszkał w naszych sercach” – mówił o przesłaniu święta kustosz łagiewnickiego sanktuarium, ks. prałat Franciszek Ślusarczyk.

Fot. Janusz Rosikon/Rosikon Press

Hasłem tegorocznego święta są słowa „Miłosierdzie źródłem pojednania”. „Tego pojednania doświadczamy najpierw sami, zwłaszcza w sakramencie Bożego Miłosierdzia, w spotkaniu osobistym, serdecznym z Jezusem miłosiernym. Owocem tego spotkania i pojednania z Bogiem powinno być dzielenie się tym darem z innymi” – wyjaśniał ks. Franciszek Ślusarczyk.

Kapłan przypomniał, że od 75 lat w sanktuaryjnej kaplicy umieszczony jest cudowny obraz Jezusa Miłosiernego. „Przedstawia on Jezusa, który po zmartwychwstaniu objawia się przerażonym uczniom i obdarza ich swoim pokojem” – mówił, dodając, że dar pokoju jest niezwykle potrzebny współczesnemu światu.

Pielgrzymi przybywający do sanktuarium w Łagiewnikach zobaczą nowy element – Drogę Miłosierdzia, która poprowadzi przez pasaż od Domu Duszpasterskiego do bazyliki. Podzielona jest ona na trzy części, każda z nich – na siedem stacji. Wykonane w szkle obrazy uzupełnione są tekstami do rozważań. To fragmenty zaczerpnięte z Ewangelii, Dzienniczka św. Faustyny, nauczania św. Jana Pawła II o Bożym Miłosierdziu oraz teksty rozważań twórcy Drogi Miłosierdzia, ks. prałata Ślusarczyka. Każda plansza dodatkowo będzie wyposażona w kod QR, dzięki któremu można ściągnąć aplikację i obejrzeć filmiki ilustrujące poszczególne stacje nabożeństwa.

Tradycyjnie święto Bożego Miłosierdzia rozpocznie się w Łagiewnikach już w sobotę wieczorem nocnym czuwaniem. Rano Msze św. w bazylice odprawiać będą rektor krakowskiego seminarium duchownego ks. Andrzej Tarasiuk o godz. 6.00 i bp Damian Muskus OFM o godz. 8.00. O godz. 10.00 przy ołtarzu polowym rozpocznie się centralna Msza św. pod przewodnictwem abp. Marka Jędraszewskiego, która będzie transmitowana przez TVP1. O godz. 12.00 w bazylice Mszę św. odprawi bp Jan Szkodoń, o godz. 15.00 Godzinie Miłosierdzia przewodniczyć będzie ks. Franciszek Ślusarczyk. O godz. 16.00 przy ołtarzu polowym Mszę św. odprawi kard. Stanisław Dziwisz, a o godz. 18.00 – honorowy kustosz Łagiewnik, bp Jan Zając.

Od rana do wieczora na wiernych będą czekać spowiednicy, gotowi do udzielenie sakramentu również w językach obcych. Wydarzeniem towarzyszącym obchodom święta będzie Festiwal Miłosierdzia, podczas którego w krakowskim kinie Kijów wyświetlane będą filmy o tematyce religijnej.

W związku ze spodziewanym zwiększonym zainteresowaniem pasażerów transportem zbiorowym oraz w celu ułatwienia dojazdu wiernych do Łagiewnik, zostaną wprowadzone zmiany w funkcjonowaniu komunikacji w Krakowie. Kursować będą dodatkowe linie autobusowe i tramwajowe. Szczegóły znaleźć można stronie internetowej łagiewnickiego sanktuarium.

Co roku do krakowskich Łagiewnik pielgrzymuje ok. 1,5-2 mln wiernych z kraju i zagranicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Program podróży Franciszka do Rumunii

2019-04-24 16:29

pb, st (KAI) / Watykan

W dniach 31 maja - 2 czerwca papież Franciszek przebywać będzie w Rumunii. Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej opublikowało dziś zaktualizowany program tej podróży apostolskiej.

elpapacol/instagram

Piątek, 31 maja

8.10 odlot z lotniska Fiumicino w Rzymie

11.30 (10.30 w Polsce) przylot na lotnisko Otopeni w Bukareszcie,

12.05 (11.05) uroczystość powitania przy wejściu do kompleksu pałacu prezydenckiego Cotroceni

12.20 (11.20) Wizy kurtuazyjna wizyta u prezydenta Rumunii

12.50 (11.50) spotkanie z premierem w pałacu prezydenckim Cotroceni

13.00 (12.00) spotkanie z władzami, społeczeństwem obywatelskim i korpusem dyplomatycznym w pałacu prezydenckim

15.45 (14.45) prywatne spotkanie z prawosławnym patriarchą rumuńskim w pałacu patriarszym,

16.15 (15.15) Spotkanie ze Synodem Stałym Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego w pałacu patriarszym

17.00 (16.00) Modlitwa „Ojcze nasz” w nowej katedrze prawosławnej

18.10 (17.10) Msza św. w katolickiej katedrze św. Józefa

Sobota, 1 czerwca

9.30 (8.30) odlot do Bacău

10.10 (9.30) przylot na lotnisko w Bacău i przelot helikopterem na stadion w Miercurea-Ciuc

Msza św. w sanktuarium w Șumuleu Ciuc

16. 10 (15.10) Przelot helikopterem na lotnisko w Jassach

17.25 (16.25) Wizyta w katedrze Matki Bożej Królowej w Jassach

17. 45 (16.45) Maryjne spotkanie z młodzieżą i rodzinami na placu przed Pałacem Kultury

19.00 (18.00) odlot samolotem do Bukaresztu

20.00 (19.00) przylot na lotnisko Otopeni

Niedziela, 2 czerwca

9.00 (8.00) odlot do Sybinu

9.40 (8.40) przylot na lotnisko w Sybinie i przelot helikopterem do Blaj

11.00 (10.00) Boska Liturgia połączona z beatyfikacją siedmiu greckokatolickich biskupów-męczenników na Polu Wolności w Blaj oraz modlitwa „Regina Caeli”

13.20 (12.20) obiad z orszakiem papieskim

15.45 (14.45) Spotkanie ze wspólnotą Romów

16.35 (15.35) Przejazd samochodem na stadion miejski, przelot helikopterem ma lotnisko w Sybinie,

17.20 (16.20) Ceremonia pożegnalna

17.30 (16.30) odlot do Rzymu

18.45 przylot na lotnisko Ciampino

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem