12 lipca 1992 r. Jan Paweł II podczas modlitwy Anioł Pański podzielił się z wiernymi osobistą wiadomością. Tego samego wieczoru miał udać się do Polikliniki Gemelli na badania diagnostyczne.
„Proszę o wasze modlitwy, aby Pan był przy mnie ze swoją pomocą i wsparciem” - mówił. W chwili niepewności ponownie zawierzył się Maryi: „Najświętszej Dziewicy powtarzam moje «Totus Tuus», z pełnym zaufaniem w Jej macierzyńską opiekę”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Łzy bólu i nadziei
Dwa lata później Jan Paweł II ponownie znalazł się w Gemelli. 29 kwietnia 1994 r. trafił do szpitala po złamaniu kości udowej. Z tego powodu nie mógł udać się do Syrakuz na poświęcenie sanktuarium Matki Bożej Płaczącej.
1 maja podczas modlitwy Regina Coeli nazwał szpital innym „sanktuarium”, miejscem, „gdzie każdego dnia wylewane są łzy bólu i nadziei”. Zapewniał, że pozostaje blisko wiernych poprzez modlitwę i ofiarowanie własnego cierpienia.
„Dar konieczny”
Po czterech tygodniach, 29 maja, Papież ponownie stanął w oknie Pałacu Apostolskiego. Dziękował lekarzom, pielęgniarkom i wszystkim, którzy modlili się za niego. Potem zaczął dziękować za samo cierpienie.
„Chcę podziękować za ten dar. Zrozumiałem, że jest to dar konieczny” - powiedział.
Jan Paweł II zestawił pobyt w szpitalu z cierpieniem po zamachu z 13 maja 1981 r. Oba doświadczenia odczytywał jako część swojej misji.
„Trzeba było wprowadzić go cierpieniem”
Reklama
W Gemelli powrócił myślami do kard. Stefana Wyszyńskiego. Prymas Polski na początku pontyfikatu powiedział mu: „Jeśli Pan cię powołał, musisz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie”. Po latach Jan Paweł II zobaczył w tych słowach nowe znaczenie.
„Zrozumiałem, że mam wprowadzić Kościół Chrystusa w to trzecie tysiąclecie modlitwą, różnymi inicjatywami, ale zobaczyłem, że to nie wystarczy: trzeba było wprowadzić go cierpieniem, zamachem sprzed trzynastu lat i tą nową ofiarą”-– mówił.
Cierpienie nie było dla niego jedynie przeszkodą w pełnieniu papieskich obowiązków. Stawało się sposobem realizowania misji także wtedy, gdy nie mógł podróżować czy spotykać się z wiernymi.
Ewangelia cierpienia
Jan Paweł II pytał też, dlaczego kolejne doświadczenie przyszło właśnie w 1994 r., obchodzonym jako Rok Rodziny. Odpowiedź wiązał z zagrożeniami, przed którymi stawała rodzina.
„Musi cierpieć Papież, aby każda rodzina i świat zobaczyły, że istnieje Ewangelia, powiedziałbym, wyższa: Ewangelia cierpienia” - mówił.
Nie była to pochwała bólu. Papież wskazywał, że również wtedy, gdy człowiek traci siły i możliwość działania, jego życie nie traci znaczenia. Cierpienie może stać się modlitwą, ofiarą i służbą.
Gdy Papież prosi o modlitwę
Dziś te słowa powracają w nowym kontekście. Leon XIV przygotowuje się do pobytu w szpitalu i podobnie jak Jan Paweł II przed laty, prosi wiernych o modlitwę.
Zmieniają się papieże, diagnozy i okoliczności. Pozostaje jednak ten sam moment, gdy następca św. Piotra, za którego modlą się miliony, sam zwraca się do Kościoła: módlcie się za mnie.
Jan Paweł II pokazał, że także szpitalne łóżko może stać się miejscem pełnienia papieskiej misji. Dziś, gdy Leon XIV sam staje wobec choroby, tamto świadectwo powraca z nową siłą: Papież także w słabości nie przestaje prowadzić Kościoła – czasem prowadzi go właśnie przez nią.
