Reklama

Polityka

Odbijanie historii

O roli polityki w pokazywaniu historycznej prawdy i procesie odzyskiwania historii dla społeczeństwa z dr. Andrzejem Anuszem rozmawia Wiesława Lewandowska

2017-01-11 10:15

Niedziela Ogólnopolska 3/2017, str. 36-37

[ TEMATY ]

polityka

Grzegorz Boguszewski

Andrzej Anusz

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Czym jest pamięć historyczna dla narodu – pytam Pana jako historyka, socjologa i politologa – czym jest dziś dla nowego pokolenia, które wyrosło w czasie, gdy historia była lekceważona, uznana za niepotrzebną?

DR ANDRZEJ ANUSZ: – Zawsze i dla wszystkich pokoleń jest tym samym – nieodzownym warunkiem istnienia narodu. Wielcy Polacy – od Józefa Piłsudskiego po kard. Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II – upominali nas, że naród bez pamięci nie ma prawa bytu. Gdy Polacy byli zniewoleni przez zaborców, a później przez rządy komunistyczne, to właśnie pamięć historyczna niejako zastępowała funkcje własnego państwa.

– I ta „prywatna ucieczka w historię” była zawsze ważniejsza od każdego oficjalnego przekazu historycznego?

– Czas pokazał, że tak było. W latach 1944-89 cała przedsolidarnościowa opozycja polityczna wyłoniła się przede wszystkim właśnie z walki o prawdziwą historię Polski. Pojawiły się wydawnictwa tzw. drugiego obiegu odkłamujące i przywracające tę prawdziwą historię. Niezwykle ważną rolę odegrała tu polska emigracja – działalność rządu londyńskiego i paryskiej „Kultury”, które to instytucje dbały, by polski przekaz historyczny był w narodzie zawsze obecny. To dzięki temu „drugiemu obiegowi” ruch „Solidarności” mógł bazować na pamięci historycznej i dlatego w dużym stopniu był ruchem o charakterze moralnym.

– Jednak po roku 1989 Polacy chyba po raz pierwszy w historii z własnej woli odłożyli na bok historię…?

– Niestety, tak się stało. Duża część środowisk opozycyjnych i społeczeństwa uznała, że w momencie odzyskania przez Polskę suwerenności już nie trzeba się tak bardzo interesować historią, że można ją już zostawić specjalistom – „niech ją sobie odkłamują”.

– A naród zaczynał tracić swój instynkt historyczny?

– Można tak powiedzieć. Bardzo bolało to Jana Pawła II, czemu dał wyraz w swym przesłaniu do rodaków podczas pielgrzymki do Polski w 1991 r. Niestety, Polacy nie rozumieli – nie potrafili lub nie chcieli zrozumieć – tego przesłania.

– Właściwie dlaczego?

– Zapewne dlatego, że spora część społeczeństwa po 1989 r. zachłysnęła się już szczęściem z powodu zbliżenia się do „idealnego” zachodniego świata z jego opowieścią o „końcu historii”. Polacy szybko ulegli przekonaniu, że należy już zostawić swoją starą historię, swoje obciążenia, swoją tożsamość, bo demokracja liberalna załatwia wszystkie problemy i nie będzie już w historii ludzkości lepszego systemu politycznego i ekonomicznego.

– To dziwne, że Polacy, zaprawieni we wcześniejszych bojach o historię, tak łatwo ją przekreślili i ulegli nowym, nieznanym mrzonkom…

– Może ulegli dlatego, że tak bardzo potrzebowali już jakiejś konkretnej wizji przyszłości ostatecznie przełamującej złą przeszłość... Faktem jest, że w oczach Polaków z kretesem przegrała komunistyczna narracja historyczna. Przegrała opowieść o martyrologii II wojny światowej, podkreślająca, że z racji wielkiej ofiary krwi Armii Czerwonej Polska musi pozostawać w nierozerwalnym związku ze Związkiem Radzieckim. Przegrało też straszenie rewizjonizmem niemieckim – przede wszystkim dzięki Listowi biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r., który zapoczątkował całkiem nowy proces historyczny, a przyniósł owoce dopiero w 1989 r. To, że u schyłku XX wieku powstała „Solidarność”, że w 1989 r. doszło do odrzucenia systemu komunistycznego, w dużym stopniu bierze się z postępującego powoli procesu, w którym świadome historycznie społeczeństwo odrzuca interpretację historii narzucaną przez komunistów.

– W III RP to świadome historycznie społeczeństwo zdaje się jednak odrzucać swoją historię...

– Zwłaszcza w pierwszych latach po 1989 r.można było zaobserwować pewien kryzys; oprócz zauroczenia demokracją liberalną dało się zauważyć również poczucie pewnego zmęczenia społeczeństwa tym wcześniejszym podejściem do historii, nastrojonym na wysokie C... Pouczające głosy środowisk intelektualnych, że pewne sprawy z naszej historii, z naszej tożsamości mogą być teraz przeszkodą do dobrego funkcjonowania w nowoczesnym świecie, padają więc na podatny grunt.

– To wtedy pojawia się pojęcie zaściankowości katolickiej Polski?

– Tak. W dodatku na to przekłada się bardzo istotny spór polityczny. Dość nagle kończy się sojusz z Kościołem części dotychczasowej opozycji demokratycznej. Szeroko pojęty obóz „Solidarności” dzieli się wewnętrznie m.in. także na podstawie relacji do historii. środowiska, które są dalej wierne idei ważności historii i opowiadają się za rozliczeniem systemu komunistycznego, są zakrzyczane i wyśmiane przez te, które mówią, że „gospodarka jest najważniejsza”, że umowy Okrągłego Stołu należy traktować niemal jak konstytucję nowego państwa polskiego. Ten nurt „chowania polskiej historii” zaczął dominować już na początku lat 90. ubiegłego wieku i dominował przez wiele lat, zanim doszło do próby odbicia historii...

– Czy można określić dokładniej moment i bezpośrednie przyczyny tego „odbicia historii”?

– Wydaje się, że proces odzyskiwania historii dla społeczeństwa wiąże się z powstaniem w 2000 r. – po dużej walce i politycznych oporach – Instytutu Pamięci Narodowej. Jednakże wkrótce po dojściu do władzy postkomunistycznego SLD mamy znów próbę kontrrewolucji – postulat likwidacji IPN, wymazywanie narracji historycznej. Około połowy pierwszej dekady XXI wieku w Europie i na świecie zmienia się już klimat intelektualny – analitycy i politolodzy zaczynają twierdzić, że to koniec „końca historii” Fukuyamy, że mamy raczej „zderzenie cywilizacji” opisywane w tym czasie przez Huntingtona. A i Polacy zatęsknili już do podkreślania swojej tożsamości, co zostało wzmocnione przez politykę historyczną, podjętą przez rząd PiS w latach 2005-07. Wtedy pojęcie polityki historycznej pojawiło się w polskiej debacie publicznej. Następnie przez osiem lat pozostawało w zawieszeniu – w czasie rządów PO-PSL doszło nawet do ograniczenia nauki historii w szkołach. Teraz wróciło z całą mocą, rząd PiS znów nadrabia straty.

– Przyglądając się „historii historii” w III RP, możemy się przekonać – na przykładzie Lecha Kaczyńskiego – jak wielkie znaczenie dla historii mogą mieć działania jednego tylko człowieka.

– Dokładnie tak. I to wielki wstyd, że w III RP – jak nigdy wcześniej! – tych, którzy walczyli o historię, zaczęto nazywać oszołomami! Gdy stworzone dzięki uporowi Lecha Kaczyńskiego – wbrew naprawdę potężnym oporom lewicowo-liberalnych środowisk – Muzeum Powstania Warszawskiego okazało się ogromnym sukcesem, nastąpił „historyczny” przełom. Zaskakujące przebudzenie młodego pokolenia III RP dało znać o sobie także w związku z obchodami 60. rocznicy Powstania Warszawskiego zorganizowanymi właśnie przez ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego...

– ...bo okrągła – 50. rocznica, gdy prezydentem Polski był Lech Wałęsa, przeszła bez echa...

– To, niestety, prawda. A przecież już wtedy miało i mogło powstać to muzeum!

– Widać tępiciele polskiej historii wiedzieli, że to dla nich groźna instytucja!

– Rzeczywiście, Muzeum Powstania Warszawskiego zdecydowanie pomogło przełamywać tę zaszczepianą młodym Polakom niechęć do historii. Jego sukces miał charakter wzorcotwórczy dla innych tego typu instytucji. Można też mówić, że to właśnie wtedy zaczęła się nowa narracja w kulturze, czego dowodem jest choćby serial „Czas honoru”.

– Inny od innych filmów o wojnie?

– Można o nim mówić jako o fenomenie społecznym, choć profesjonalni analitycy tego nie dostrzegli... Ten serial przez kilka lat cieszył się ogromną popularnością, odkłamywał wojenną historię, naprawiał to, co w swoim czasie niszczyły równie popularne – bo jedyne w jednej telewizji – komunistyczne hity: „Stawka większa niż życie”, „Czterej pancerni i pies”. Ten ostatni serial był tak chętnie oglądany przez młodzież, ponieważ pokazywał losy jej rówieśników. Jako koproducent filmu „Kamienie na szaniec” mogę zaświadczyć, że dzisiejsza młodzież lubi takie wojenno-historyczne kino – szuka w nim siebie.

– Można chyba nawet powiedzieć, że to właśnie polska młodzież pierwsza zatęskniła do historii...

– Jak najbardziej. Nagle okazało się, że młode pokolenie wolnej Polski jednak łaknie patriotycznych treści, że zaczyna ich szukać, co było szokiem dla wszystkich tych, którzy dążyli do wykreślenia historii z edukacji.

– A wtedy oni po prostu zaostrzyli swoją kampanię dezawuowania historii i patriotyzmu...

– Ta „druga strona” nie mogła sobie odpuścić wpływu na młode pokolenie, musiała się jakoś odnieść do tych nowych, niepokojących ją zjawisk społeczno-kulturowych. Próbowała więc nadawać im swoje interpretacje, zasiewać wątpliwości, nawet podważać fakty historyczne. W „Gazecie Wyborczej” przeciwstawiano Powstanie Warszawskie Powstaniu w Getcie Warszawskim, rozjątrzono dyskusję wokół Żołnierzy Wyklętych itp., itd. Nie było to już jednak, jak wcześniej, totalne przeciwstawianie się narracji historycznej, nie było już prób wymazywania pewnych faktów z najnowszej historii Polski, co najwyżej pomniejszano ich znaczenie, pokazywano od ciemnej strony.

– Tak naprawdę dopiero od roku nadrabiamy w pośpiechu zaległości w dziedzinie polityki historycznej, chcielibyśmy też pokazać światu historyczne zasługi Polski. Jak to zrobić najskuteczniej?

– Do ludzi współczesnych najlepiej przemawiają obrazy. Prezes Jarosław Kaczyński mówił o potrzebie nakręcenia polskich filmów historycznych w stylu wręcz hollywoodzkim. Ministerstwo Kultury rozpisało już konkurs na scenariusze. Mam nadzieję, że za kilka lat powstanie także kilka filmów o fenomenie „Solidarności”, o stanie wojennym i o tym, co działo się w Polsce w 1989 r.

– Przed nami 100. rocznica odzyskania niepodległości w 1918 r.

– Zawsze boję się tego myślenia wyłącznie rocznicowego... Nie znamy jeszcze szczegółów uroczystości planowanych przez rząd. Wiadomo, że powołano specjalnego pełnomocnika ds. obchodów stulecia niepodległości, że będzie otwarte Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Wiadomo, że są też rozmaite obywatelskie, prywatne inicjatywy. W wydawnictwie „Akces” wydaliśmy niedawno reprint „Pism zbiorowych” Józefa Piłsudskiego, które po 1989 r. nigdy nie były wznowione; wydano je w PRL, oczywiście z tendencyjnymi i złośliwymi komentarzami. Teraz można mieć nadzieję, że naszym reprintem zainteresują się instytucje kulturalne, szkoły.

– Wkrótce także 100-lecie, ważnej nie tylko dla samej Polski, Bitwy Warszawskiej. Czy to nie najlepsza okazja, aby wreszcie pokazać światu znaczenie polskiego wysiłku zbrojnego?

– Zrealizowany kilka lat temu film „Bitwa warszawska” był już jakąś jaskółką, ale przed nami – mam nadzieję – filmy związane z tą rocznicą, z fenomenem Józefa Piłsudskiego, z fenomenem II Rzeczypospolitej, która jako 20-letnie państwo, odrodzone po 123-letniej niewoli, była w stanie w czasie II wojny światowej stworzyć Armię Krajową i państwo podziemne przeciwko dwóm totalitaryzmom, których etos pozwolił nam później przetrwać lata komunizmu. Widzę jasną kontynuację, ciągłość między AK i „Solidarnością”. Tak, to wszystko trzeba wreszcie pokazać.

– Co dzisiejszej Polsce jeszcze stoi na przeszkodzie, by całą historię pokazywać w prawdzie?

– Największym problemem są trudności w rozliczaniu najnowszej historii. Gdy mówimy o potrzebie pokazania szczególnej roli „Solidarności” w upadku komunizmu, trzeba powiedzieć wprost, że dużym historycznym kłopotem staje się sprawa Lecha Wałęsy. Trudno jest pokazywać rolę „Solidarności” w całej prawdzie, nie odnosząc się do niejednoznacznej przeszłości jej przywódcy, ale też trudno o tym mówić, zwłaszcza poza Polską... To najlepszy przykład na to, jak bardzo zaangażowanie polityków i polityki w proces historyczny może utrudniać pokazanie historycznej prawdy. Niewątpliwie trzeba jednak rozliczyć nawet te najtrudniejsze sprawy z historii. Dopiero wtedy można będzie je dumnie pokazywać całemu światu.

* * *

Andrzej Anusz
Doktor nauk humanistycznych (UKSW), działacz opozycji antykomunistycznej, były poseł, autor kilkunastu książek z dziedziny politologii i historii najnowszej. Współproducent filmu „Kamienie na szaniec” w reżyserii Roberta Glińskiego (2014), wydawca reprintu „Pism zbiorowych” Józefa Piłsudskiego (2016).

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sejm: Magdalena Biejat odwołana z przewodniczenia komisji polityki społ. i rodziny

2020-01-16 13:10

[ TEMATY ]

polityka

Robert Sobkowicz / Nasz Dziennik

Biejat Magdalena

Posłanka Lewicy Magdalena Biejat została w czwartek odwołana z funkcji przewodniczącej sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny. Na nową przewodniczącą wybrano Urszulę Rusecką (PiS). Głosowanie poprzedziła burzliwa debata i polemiki między parlamentarzystami PiS i Lewicy.

Magdalena Biejat została wybrana na przewodniczącą sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny 14 listopada, na pierwszym posiedzeniu. Zagłosowało za nią 25 posłów, w tym członkowie Prawa i Sprawiedliwości.

Po wyborze Biejat przekonywała, że dla wszystkich członków komisji "w centrum jest człowiek, od prawa do lewa". - Możemy w różny sposób definiować najważniejsze potrzeby i sposób ich rozwiązywania, ale jestem przekonana, że będziemy potrafili ze sobą konstruktywnie współpracować, a rozwiązania, które będą wychodziły z tej komisji będą jak najlepsze dla Polek i Polaków - dodała.

Wkrótce po głosowaniu posłanka PiS Anna Siarkowska poinformowała, że tylko trzy członkinie tego ugrupowania były przeciwne wyborowi Biejat, inni albo zagłosowali "za", albo byli na posiedzeniu nieobecni. Nie przeszkodziło to PiS w złożeniu w grudniu wniosku o odwołanie lewicowej przewodniczącej.

Według Jana Kanthaka (PiS), Biejat nie może sprawować funkcji przewodniczącej komisji polityki społecznej i rodziny, bo jest osobą, która "niszczy polskie rodziny, chce zabijać poczęte dzieci, która zagraża naszej przyszłości". Odwołania Magdaleny Biejat domagała się również Konfederacja.

Sprawozdawczyni wniosku o odwołanie, posłanka Teresa Wargocka (PiS) argumentowała, że Magdalena Biejat jest jedynym przewodniczącym spośród 29 przewodniczących sejmowych komisji bez doświadczenia parlamentarnego, jest bowiem posłanką pierwszą kadencję. Biejat wytknięto też "absolutny brak aktywności" w czterech tygodniach, które nastąpiły po jej wyborze.

Zdaniem posłów PiS, przewodniczenie tej komisji powinno natomiast przypaść bardziej doświadczonej osobie. Nie bez znaczenia miał być przy tym także fakt, że jest to jedna z najbardziej obciążonych pracami komisji w Sejmie.

Jednak powodem odwołania stały się jednak także poglądy Magdaleny Biejat, które w uzasadnieniu uznano za kontrowersyjne. - Poglądy polityczne, jakie pani poseł reprezentuje w licznych wywiadach, m.in. w sprawie modelu rodziny, nie są podzielane przez większość naszego społeczeństwa. Wypowiedzi te rezonują w opinii społecznej i wywołują niezadowolenie wielu obywateli, że głosi je przewodnicząca komisji, w której zapadają decyzje o polityce państwa wobec rodzin - mówiła Wargocka.

Poseł Wargocka złożyła następnie trzy wnioski; o odwołanie Biejat z funkcji przewodniczącej komisji, o powołanie na przewodniczącą poseł Urszuli Ruseckiej (PiS) oraz o powołanie Roberta Warwasa (PiS) na zwolnione przez Rusecką stanowisko wiceprzewodniczącego.

W obronie Magdaleny Biejat stanęli posłowie Lewicy i Koalicji Obywatelskiej.

Marzena Okła-Drewnowicz (KO) poinformowała, że wytykanie braku doświadczenia parlamentarnego jest hipokryzją, gdyż przewodniczącą komisji rodziny w poprzedniej kadencji była Bożena Borys-Szopa, także po raz pierwszy zasiadająca w parlamencie. - Wtedy to państwu nie przeszkadzało? - pytała posłów PiS.

Inni parlamentarzyści argumentowali, że partia rządząca nie ma monopolu na sprawy społeczne w parlamencie. Sprzeciwiali się też temu, aby sprawy światopoglądowe czy polityczne decydowały o tym, kto ma być przewodniczącym komisji.

Sławomir Piechota (KO), przewodniczący komisji rodziny przez dwie kadencje, ubolewał, że łamany jest parlamentarny obyczaj przyznawania parytetu przewodniczenia komisjom według liczebności klubów parlamentarnych. - To bardzo niebezpieczny precedens. Sami kiedyś możecie paść ofiarą łamania tego obyczaju - mówił.

Głos zabrał też Grzegorz Braun z Konfederacji, ale zamiast uzasadniać swoją przychylność wobec wniosku PiS, skupił się głównie na krytyce postępowania tej partii. - Jedzcie tę żabę, koleżanki i koledzy, skoro umówiliście się na taki parytet - mówił, odnosząc się do podziału stanowisk w komisji.

Debata nie zmieniła jednak decyzji PiS, które mając większość w komisji, przy wsparciu Konfederacji, odwołało Magdalenę Biejat z funkcji przewodniczącej. Głosowało za tym 19 członków komisji, 12 było przeciw, nikt się nie wstrzymał.

Za wyborem Urszuli Ruseckiej opowiedziało się 18 posłów, wstrzymał się Grzegorz Braun. Na wiceprzewodniczącego wybrano też Roberta Warwasa. Po odwołaniu Biejat kluby opozycyjne KO i Lewicy opuściły posiedzenie, nie biorąc tym samym udziału w głosowaniu.

Do sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny trafił w poprzedniej kadencji obywatelski projekt "Zatrzymaj aborcję", jednak prace nad nim nigdy się nie odbyły. Powołana w celu jego rozpatrzenia specjalna podkomisja nie zebrała się ani razu.

Projekt "Zatrzymaj aborcję" jest inicjatywą ustawodawczą zgłoszoną przez komitet inicjatywy ustawodawczej o tej samej nazwie. Został złożony w Sejmie 30 listopada 2017 przez działaczy pro-life z Fundacji Życie i Rodzina. Jego celem jest wykreślenie z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tzw. przesłanki eugenicznej, pozwalającej na aborcję dzieci, u których stwierdzono podejrzenie nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Pod projektem podpisało się 850 tys. Polaków.

CZYTAJ DALEJ

Wstaw się za prof. Ewą Budzyńską, której grozi kara za obronę małżeństwa i rodziny

2020-01-15 09:13

[ TEMATY ]

pomoc

CŻiR

Prof. Ewa Budzyńska podczas zajęć o rodzinie przywołała badania naukowe mówiące o negatywnych skutkach wychowywania dzieci przez pary jednopłciowe. Między innymi za tę wypowiedź grozi jej kara dyscyplinarnej nagany. Centrum Życia i Rodziny przygotowało petycję do władz uczelni w obronie wieloletniej pracownik naukowej Uniwersytetu Śląskiego. Można ją podpisać na stronie internetowej Zobacz

Podczas zajęć prowadzonych dla studentów Uniwersytetu Śląskiego, prof. Ewa Budzyńska przywołała badania naukowe na temat negatywnych skutków wychowywania dzieci przez pary homoseksualne. Miała również wyrazić swój krytyczny stosunek do eutanazji. Na skutek skargi grupy studentów, Rzecznik Dyscyplinarny Uniwersytetu Śląskiego wszczął postępowanie wyjaśniające. Pomimo złożenia przez prof. Ewę Budzyńską obszernych wyjaśnień, zażądał od Komisji Dyscyplinarnej dla nauczycieli akademickich ukarania prof. Budzyńskiej karą dyscyplinarnej nagany.

W jej obronie stanęło Centrum Życia i Rodziny, które przygotowało apel do władz Uniwersytetu Śląskiego, aby natychmiast zakończyły postępowanie dyscyplinarne wobec prof. Ewy Budzyńskiej, a także publicznie przeprosiły za potraktowanie jej w sposób niezwykle upokarzający dla naukowca ze znaczącym dorobkiem naukowym. W obronę prof. Ewy Budzyńskiej zaangażowali się również prawnicy Instytutu Ordo Iuris, którzy reprezentują ją w postępowaniu i domagają się jej uniewinnienia.

„Wszystko wskazuje, że oskarżenia wobec prof. Budzyńskiej stanowią część kampanii zastraszania wykładowców uniwersyteckich, którzy ośmielają się stawać w obronie rodziny i podejmują polemikę z postulatami ideologii gender i organizacji LGBTQ”
– czytamy w petycji, którą można podpisać na stronie internetowej Zobacz.

Autorzy apelu do władz Uniwersytetu Śląskiego podkreślają, że prof. Ewa Budzyńska podczas zajęć ze studentami stanęła w obronie małżeństwa i rodziny, a więc wartości chronionych przez konstytucję. Co więcej, jej postawa została określona jako tzw. homofobia, pomimo tego, że posługiwała się definicją małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety – zgodną z tą obowiązującą w polskim systemie prawnym. „Stanowczo nie zgadzam się, by za obronę małżeństwa i rodziny udzielano nagany!” – podkreślają autorzy apelu, którzy zachęcają do wstawienia się za prof. Ewą Budzyńską i złożenia swojego podpisu pod petycją do władz uczelni.

„Uniwersytet Śląski powinien być ostoją wolności słowa i swobody prowadzenia badań naukowych oraz przykładem stosowania jednakowych standardów i wymogów etycznych wobec wszystkich członków społeczności akademickiej, a nie trybuną propagandową agresywnych grup lobbystycznych czy ideologii uderzających w małżeństwo i rodzinę!” – napisano w treści apelu do władz uczelni, znajdującym się na stronie Zobacz.

Centrum Życia i Rodziny zachęca również do poparcia petycji do wicepremiera Gowina o obronę wolności słowa na polskich uniwersytetach poprzez wprowadzenie zmian w przepisach prawa chroniących nauczycieli akademickich przed podobnymi szykanami. Apel do ministra nauki i szkolnictwa wyższego jest dostępny bezpośrednio po podpisaniu petycji w obronie prof. Ewy Budzyńskiej.

Źródło: Centrum Życia i Rodziny, bronmyprofesor.pl

CZYTAJ DALEJ

Indie: profanacja Najświętszego Sakramentu

2020-01-22 20:42

[ TEMATY ]

profanacja

Najświętszy Sakrement

Indie

davideucaristia/pixabay.com

W kościele św. Franciszka z Asyżu w Bengaluru – stolicy stanu Karnataka w południowo-zachodnich Indich, doszło do profanacji Najświętszego Sakramentu. Konsekrowane hostie zostały rozrzucone po posadzce. „Jestem zaszokowany i przepełniony bólem” – powiedział metropolita tamtejszej archidiecezji abp Peter Machado na wieść o tym wydarzeniu.

Sprawcy tego czynu nie ukradli nic z kościoła, stąd przypuszcza się, że chodziło im o zniszczenie świątyni i jej profanację. Arcybiskup wezwał wszystkich wiernych do zadośćuczynienia i najbliższy piątek 24 stycznia wyznaczył w archidiecezji dniem szczególnej adoracji, uwielbienia i przepraszania Jezusa eucharystycznego za popełniony czyn.

„Proszę wszystkich proboszczów i kapelanów, aby przez cały dzień w kościołach był wystawiony Najświętszy Sakrament, aby wszyscy wierni mogli się przed Nim pomodlić” – zaapelował hierarcha.

Zachęcił także do modlitwy w intencji sprawców tego haniebnego czynu, który obraża uczucia religijne wszystkich katolików.

Jedna z organizacji indyjskich zajmujących się obroną praw chrześcijan w tym kraju (United Christian Forum Human Rights – UCFHR) podała przy okazji, że w pierwszych dziewiętnastu dniach stycznia tego roku doszło już do 17 przypadków przemocy wobec chrześcijan. M.in. aresztowano jednego pastora, doszło do kilku aktów przemocy fizycznej oraz w kilku przypadkach zabroniono chrześcijanom spełniania funkcji religijnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję