Reklama

Niedziela Podlaska

Błogosławiony Mieczysław Bohatkiewicz

W Drohiczynie, gdzie tyle osób duchownych, znajdziemy wiele brewiarzy, ale jeden jest wyjątkowy – zawiera duchowy testament bł. Mieczysława Bohatkiewicza

2017-02-01 13:31

Niedziela podlaska 6/2017, str. 7

[ TEMATY ]

bł. Mieczysław Bohatkiewicz

Oprac. kl. Bartosz Ojdana

Bł. Mieczysław Bohatkiewicz

Gdy w 1999 r. bp Antoni Dydycz witał w pierwszej stolicy Podlasia św. Jana Pawła II, ukazując lokalne dziedzictwo duchowe, przywołał kilka postaci spośród polskich męczenników II wojny światowej, związanych z diecezją drohiczyńską. Wśród nich znalazł się bł. Mieczysław Bohatkiewicz.

Mozolna droga

Bł. Mieczysław urodził się 1 stycznia 1904 r. w Krykałach na Wileńszczyźnie. Był synem Stanisława i Józefy z Zienkiewiczów. Ojciec – rządca majątków – często zmieniał pracę i przeprowadzał się z rodziną. Ostatecznie osiedli w Sitce. Kościół znajdował się w pobliskim Parafianowie. Początki edukacji zdobywał błogosławiony w domu rodzinnym. Później kształcił się w różnych szkołach. Po nagłej śmierci ojca w 1920 r., jako najstarszy z rodzeństwa, przerwał naukę i podjął pracę. Za radą właścicielki majątku kontynuował edukację w Gimnazjum Biskupim w Nowogródku. Po jego ukończeniu w 1923 r. wstąpił do miejscowego Wyższego Seminarium diecezji mińskiej, w 1925 r. przeniesionego do Pińska. Na skutek utrudnień w edukacji wszyscy alumni rok akademicki 1924/1925 powtarzali. Obciążające fałszywe zarzuty zatruły Bohatkiewczowi ostatnie lata seminaryjne. W efekcie na święcenia czekał długo. Kapłanem został 23 lipca 1933 r.

Pracowita nowenna

Jako neoprezbiter został prefektem Niższego Seminarium – jego dawnej szkoły, przeniesionej z Nowogródka do Drohiczyna. Tu zaskarbił sobie wdzięczność wychowanków. Zachęcał do aktywności w różnych dziedzinach. Zaangażowanie odpowiednio wynagradzał. Przez trzy lata pobytu w nadbużańskim grodzie zasłużył się nie tylko biskupiej szkole, ale i miastu – organizował różne uroczystości oraz propagował ruch harcerski, krzewiący wiarę i patriotyzm. Niestrudzony okazał się też w Łunińcu na Polesiu, gdzie przeszedł w 1936 r. i pozostał tam do wojny. Po wejściu Sowietów w 1939 r. musiał uciekać, gdyż naraził się miejscowym komunistom i nieuczciwym handlarzom. Najpierw zatrzymał się u brata Stanisława (również księdza), by wkrótce objąć parafię Pelikany na północnym krańcu przedwojennej Polski. Jesienią 1941 r. przeniósł się do białoruskiej Dryssy, gdzie od dwudziestu lat nie widziano kapłana. Wszędzie słynął z pasterskiej gorliwości i troski o ubogich, ale 16 stycznia 1942 r. – w dziewiątym roku kapłaństwa – został aresztowany przez niemieckie gestapo.

Reklama

Nasz błogosławiony

W więzieniu ks. Bohatkiewicz załamał się; bał się cierpienia i śmierci. To był jego Ogrójec. Po przewiezieniu 1 lutego z Brasławia do Głębokiego dołączył do ks. Stanisława Pyrtka i ks. Władysława Maćkowiaka (rodem z parafii drohiczyńskiej). Tu otrzymał duchową pociechę. Komunię św. mógł przyjmować niemal codziennie. W Mieczysławie nastąpiła przemiana. Biły z niego siła i radość, że odda życie za Chrystusa. W nocy z 3 na 4 marca 1942 r. wszyscy napisali pożegnalne listy, a o świcie w lesie pod Berezweczem – z okrzykiem: „Niech żyje Chrystus Król!” – zginęli rozstrzelani. W 1999 r. zostali wyniesieni na ołtarze w gronie 108 Polskich Męczenników II wojny światowej (wspomnienie 12 czerwca).

Brewiarz z listem pożegnalnym ks. Bohatkiewicza trafił do Drohiczyna – jedynego miejsca w powojennej Polsce, uświęconego jego posługą kapłańską. Tę wyjątkową pamiątkę można zobaczyć w Muzeum Diecezjalnym. Z kolei Dom Biskupi i stare mury seminaryjne są niemymi świadkami, jak przez trzy lata życiem uczył Ewangelii Chrystusowej ten, o którym przede wszystkim tutejsi mieszkańcy – biskupi, kapłani, siostry zakonne i klerycy – mogą powiedzieć: nasz błogosławiony.

* * *

Czerwony Towarzysz
Bł. Mieczysław Bohatkiewicz odznaczał się gorliwością kapłańską, ale znany był też z odwagi i „ciętego” języka (jednak zawsze z zachowaniem kultury i z humorem). Podczas okupacji sowieckiej, jako duszpasterz w Pelikanach na Wileńszczyźnie, miał tam szczególnego towarzysza wojennej niedoli – ciemnorudego jamnika. Gdy pewnego dnia – ubrany w sutannę – przechodził drogą, a pies biegł obok niego, minął dwóch czerwonoarmistów. Jeden z przedstawicieli komunistycznej władzy odezwał się wówczas głośno do kompana: „Popatrz, jaki czarny pies poszedł!”, nawiązując do koloru kapłańskiej szaty. Ks. Bohatkiewicz, usłyszawszy te słowa, zatrzymał się, odwrócił do Sowietów i – wskazując na jamnika – odpowiedział: „Mylisz się, towarzyszu. Pies jest nie czarny, lecz czerwony”.

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dosyć obrażania papieża Franciszka przez katolików

2020-01-22 07:41

[ TEMATY ]

apel

Franciszek

Grzegorz Gałązka

„Dosyć obrażania papieża Franciszka ze strony katolików” – zaapelował w swoim wpisie internetowym ks. dr Przemysław Sawa, ewangelizator i przełożony Szkoły Ewangelizacji Cyryl i Metody w Bielsku-Białej. Misjonarz miłosierdzia wezwał jednocześnie krytyków Ojca Świętego, „aby się nawrócili i przestali czynić zamęt”.

Jak zaznaczył w swoim facebookowym tekście wykładowca na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego, papież Franciszek jest człowiekiem Jezusa, modlitwy, Bożego Słowa i rozeznawania.

„Nie boi się stawiać trudnych spraw. Widzę w nim ewangelizatora, który szuka sposobu, aby zanieść Ewangelię współczesnemu człowiekowi. Widzę pasterza, który chce, aby wielu ludzi wróciło do sakramentów, do Pana, do Kościoła. Ojciec Święty Franciszek - skromny, naturalny, odważny” – zauważył duszpasterz i wskazał, że papież ten jest dla niego „wzorem człowieka kochającego Jezusa, bliźniego i Kościół”.

Wykładowca akademicki podkreślił, że nauczanie Franciszka wyrasta z niezgody na „ziemską wielkość Kościoła, butę wierzących, konserwowanie przestarzałych form, które już dziś życia nie dają”. „Jest natomiast zgoda na Jezusa, Ewangelię i prawdziwą miłość. Nie ma to nic wspólnego z liberalizmem, ale jest naśladowaniem gestu Chrystusa.

Nie rozumieją tego w Kościele ci, którzy widzą Ewangelię tylko przez pryzmat Tradycji i przeszłości. Oczywiście, Tradycja Kościoła jest ważna, ale tradycje, dotychczasowe rozwiązania, a nawet poglądy, niejednokrotnie także w zakresie teologii, mogą się zmieniać, a często muszą się zmieniać” – stwierdził kapłan diecezji bielsko-żywieckiej.

W opinii rekolekcjonisty, papież denerwuje tych, którzy marzą o wielkości Kościoła, żyją resentymentem przeszłości i iluzją. „Oni nie czytali Biblii, wiarę znali tylko z kazań, a mszy słuchali, choć nie rozumieli, zamiast uczestniczyć aktywnie, jak to było w starożytności i do czego na szczęście wrócił Sobór Watykański II oraz reforma liturgiczna za św. Pawła VI” – dodał i zwrócił uwagę, że drogą do odrodzenia wiary nie jest powrót do „starego Kościoła”, ale „przyjęcie Jezusa jako Pana, codzienne karmienie się Słowem Bożym, radość z celebracji Eucharystii, która nie tylko jest ofiarą, ale także ucztą, radość z ewangelizowania, doświadczenie żywej wspólnoty chrześcijan oraz wychodzenie na peryferie”.

„To jest Ewangelia. I tylko taki Kościół, widzący Piotra w biskupie Rzymu i apostoła w biskupie diecezjalnym może dać świadectwo tego, że Jezus żyje i warto z Nim być. Przy jednoczesnym otwarciu na współpracę z chrześcijanami niekatolikami, którzy też żyją z Jezusem” – wezwał, podając przykłady osób dopatrujących się zamętu w Kościele, oskarżających papieża o herezję.Ks. Sawa zachęcił do podjęcia modlitwy do Ducha Świętego za papieża oraz ofiarowania za Franciszka jednego wyrzeczenia w tygodniu.

„Dosyć obrażania papieża ze strony katolików. Wzywam tych wszystkich występujących przeciwko papieżowi, aby się nawrócili i przestali czynić zamęt” – powtórzył. Zarazem zaprosił, także chrześcijan z innych denominacji, do dania „wspólnego świadectwa miłości do Jezusa i Kościoła”.„A czytając różne teksty i oglądając nagrania, w których znieważa się Ojca Świętego oraz dokonuje się apoteozy przeszłości, dawajmy jasne świadectwo naszego przywiązania do Ewangelii, Kościoła i Franciszka. Tego Kościół potrzebuje” – zakończył ewangelizator.

CZYTAJ DALEJ

Arabistka o Dniu Islamu w Kościele: to inicjatywa bardziej dla katolików niż muzułmanów

2020-01-24 09:05

[ TEMATY ]

Dzień Islamu

islamistablog.pl

"Moim zdaniem Dzień Islamu jest inicjatywą skierowaną przede wszystkim do członków wspólnot katolickich, nie do muzułmanów. Muzułmanie są gośćmi tych obchodów, ale to katolicy mają się w tych dniach zmierzyć ze swoimi uprzedzeniami, zdobyć doświadczenie spotkania i wiedzę" - mówi w rozmowie z KAI Anna Wilczyńska, arabistka i dziennikarka, autorka bloga IslamistaBlog.pl.

Anna Wilczyńska: Nie mamy dokładnych danych o tym, jak wielu muzułmanów mieszka w Polsce. Szacuje się, że jest to około 30 tysięcy osób - mniej niż 0,1% populacji Polski - rozsianych po całym kraju, ale nie mamy narzędzi, które pozwoliłyby dokładnie ustalić liczbę. W spisach powszechnych nie ma obowiązku podawania wyznania, gdyż tak samo jak w przypadku przynależności etnicznej czy poglądów politycznych, są to tak zwane dane wrażliwe, których przetwarzanie bez wyraźnej zgody jest zakazane.

KAI: Czy wiadomo, jakie rodzaje islamu wyznają?

- Z oficjalnych statystyk mamy tylko te dane, które do publicznej wiadomości przekazują związki wyznaniowe, wśród których największe w naszym kraju są związki sunnickie: Liga Muzułmańska w RP i Muzułmański Związek Religijny w RP, tradycyjnie utożsamiany z Tatarami. Ale muzułmanie nie mają obowiązku bycia zarejestrowanymi członkami związku religijnego, więc w statystykach organizacji religijnych uwzględnia się tylko część wyznawców islamu. Nie działa to tak, jak w Kościele, gdzie przy obrzędzie przyjęcia dziecka do wspólnoty religijnej, automatycznie rejestruje się nazwisko w księgach parafialnych.

- Zdecydowana większość muzułmanów w Polsce to sunnici, ale na terenie naszego kraju mieszkają także szyici zrzeszeni między innymi w Islamskim Zgromadzeniu Ahl-ul-Bayt oraz reprezentanci różnych szkół sufickich. Przez wieki wśród muzułmanów w Polsce przeważali Tatarzy - również sunnici - i w związku z tym największą organizacją religijną skupiającą muzułmanów był Muzułmański Związek Religijny w RP, oficjalnie zatwierdzony przez ustawę z 21 kwietnia 1936 roku.

- Dziś to się zmieniło?

- Tak, dziś proporcje wyglądają inaczej. Największą grupą wyznawców islamu w Polsce są muzułmanie o pochodzeniu migranckim. Ciężko coś więcej powiedzieć o tej grupie, gdyż składa się ona z osób pochodzących z różnych kultur i tradycji - od muzułmanów z Rosji i Ukrainy, przez Arabów, Afrykańczyków, aż po osoby pochodzące z subkontynentu indyjskiego i Azji Południowo-Wschodniej. Największe skupiska muzułmanów spotykamy w dużych miastach oraz tam, gdzie w Polsce znajdują się meczety: w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, w okolicach Kruszynian i Bohonik, ale także w Krakowie, Lublinie, Białymstoku, Wrocławiu.

- Jakie są relacje między wyznawcami tych różnych rodzajów islamu?

- Na poziomie instytucjonalnym relacje pomiędzy poszczególnymi związkami wyznaniowymi są poprawne, choć jak w każdej wspólnocie religijnej zdarzały i czasem wciąż zdarzają się konflikty. Bywało, że wszczynano spory także wewnątrz poszczególnych środowisk, czemu wiele osób się dziwi. Tymczasem jest to do pewnego stopnia naturalna sytuacja w każdej wspólnocie religijnej. Wystarczy, że spojrzymy na to, jaka niezgoda panuje między środowiskami związanymi z Kościołem katolickim. Ale jeśli chodzi o wymiar indywidualny, ludzki, wielokrotnie spotykałam się z tym, że członkowie różnych grup wyznawców islamu odnosili się do siebie bardzo serdecznie.

- Muftim Rzeczypospolitej Polskiej jest Tomasz Miśkiewicz, jednak z tym związane są pewne wewnętrzne kontrowersje. Możesz wyjaśnić, o co chodzi?

- Jest to jeden z najgłośniejszych sporów wewnątrz społeczności muzułmańskiej w Polsce. Kilka lat temu część muzułmanów związanych z Muzułmańskim Związkiem Religijnym w RP wypowiedziała się otwarcie, że powinna nastąpić zmiana na stanowisku muftiego, czyli najwyższego zwierzchnika tej organizacji. Wśród zarzutów wobec ówczesnego muftiego Tomasza Miśkiewicza wymieniano brak transparencji finansowej związanej z dochodami z wystawiania certyfikatów na żywność halal, wchodzenie w ugody z krajami muzułmańskimi - przede wszystkim z Turcją - które miały wspierać finansowo muzułmanów w Polsce oraz obsadzanie stanowisk Turkami przyjeżdżającymi do Polski zamiast lokalnymi członkami społeczności. Do tego doszły spory o przywództwo w meczecie w Warszawie oraz fakt, iż wyszło na jaw, że podczas wyborów na muftiego, w których zwyciężył Miśkiewicz, nie przestrzegano przepisów opisanych w ustawie o Muzułmańskim Związku Religijnym. Miśkiewicz nie spełniał kryteriów wykształcenia i wieku wymaganych do zostania muftim, a więc wybór był nieważny.
Dlatego w 2016 r. zgodnie z zapisami ustawy z 1936 r. zwołano w Kruszynianach Wszechpolski Elekcyjny Kongres Muzułmański, a na nowego muftiego wybrano Janusza Aleksandrowicza - imama z Kruszynian, osobę spełniającą kryteria wymienione w ustawie i pochodzącą z zasłużonej dla kraju rodziny tatarskiej z wielowiekowymi tradycjami. Za Miśkiewiczem jednak stanęło MSWiA, które do teraz ignoruje pełnoprawne wybory w gminie muzułmańskiej oraz nie odpowiada na pisma wystosowane przez członków społeczności. Polskie państwo, które na bazie ustawy z 1936 roku rości sobie prawo do ingerowania w sprawy związku religijnego, preferuje Miśkiewicza jako swojego człowieka na stanowisku muftiego. Na ile mi wiadomo, do tej pory sytuacja nie została rozwiązana. Pod koniec grudnia ubiegłego roku do prezydenta Andrzeja Dudy, Sejmu, Senatu i MSWiA wpłynęła kolejna petycja w sprawie odwołania Tomasza Miśkiewicza ze stanowiska muftiego, którą podpisali m.in. przewodniczący Gminy Wyznaniowej w Kruszynianach Bronisław Talkowski, imam tej gminy Janusz Aleksandrowicz, imamowie z Warszawy Nezar Charif i Bohoników Aleksander Ali Bazarewicz oraz prezeska Tatarskiego Towarzystwa Kulturalnego Róża Chazbijewicz. Wygląda na to, że Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zamiast prowadzić do zgody, woli zaogniać spory wewnątrz społeczności muzułmańskiej za cenę utrzymywania swoich interesów i wspierania “swojego” muftiego, który nie reprezentuje polskich muzułmanów.

- Co mogłabyś powiedzieć o relacjach Polaków i muzułmanów?

- Przede wszystkim nie zapominajmy, że część muzułmanów w Polsce jest Polakami i mówimy tu nie tylko o Tatarach, ale także o polskich konwertytach na islam, których każdego roku przybywa. W tych przypadkach nie ma sensu rozmawiać o żadnej integracji - to są nasi obywatele. Bardzo podobnie ma się sprawa z dużą ilością muzułmanów, którzy choć mają pochodzenie migranckie, mieszkają w Polsce czasem nawet od dziesiątków lat. Mowa tu o osobach, które w Polsce żyją, pracują, płacą podatki, mówią po polsku, zakładają wielokulturowe rodziny, mają dzieci, które są obywatelami polskimi, mają tu całe swoje życie i przyjaciół. To są osoby doskonale zintegrowane.

- A kiedy możemy mówić o integracji?

- O integracji możemy mówić w kontekście osób, które przyjechały do Polski w ostatnich kilku latach. Natomiast musimy pamiętać, że prawdziwa integracja po pierwsze jest procesem dwustronnym, w którym muszą aktywnie uczestniczyć i gospodarze i goście. A po drugie, nie zachodzi między społecznościami - np. między chrześcijanami i muzułmanami czy Żydami - czy między narodem polskim, a pojedynczym cudzoziemcem muzułmaninem. Integracja zachodzi między konkretnymi osobami: między Ahmadem i Dawidem, między Kasią i Hedą. Dlatego przykładów takiej postępującej integracji między muzułmanami a chrześcijanami jest tyle, ilu ludzi, którzy wychodzą z inicjatywą, są dobrymi pracodawcami, współpracownikami, współmieszkańcami miasta, sąsiadami, znajomymi. Jest ich mnóstwo. Integracja muzułmanów i chrześcijan na poziomie instytucjonalnym jest miłym dodatkiem, który może być inspirujący dla nieprzekonanych, ale kluczowa jest integracja indywidualna i to od niej zależy to, jak będzie wyglądało nasze społeczeństwo.

- Jesteś w stanie wymienić jakieś owoce Dnia Islamu w Kościele? Jak on jest traktowany przez muzułmanów?

- Muzułmanie bardzo przychylnie odnoszą się do inicjatywy Dnia Islamu w Kościele katolickim w Polsce. Odwzajemniają się nie tylko tym, że przyjmują zaproszenie, przychodzą na modlitwy do kościołów, biorą udział w spotkaniach i innych podejmowanych przy tej okazji inicjatywach. Poza tym organizują Dni Chrześcijaństwa już w dwóch wspólnotach w Polsce, a także Dni Judaizmu. Moim zdaniem jednak Dzień Islamu jest inicjatywą skierowaną przede wszystkim do członków wspólnot katolickich, nie do muzułmanów. Muzułmanie są gośćmi tych obchodów, ale to katolicy mają się w tych dniach zmierzyć ze swoimi uprzedzeniami, zdobyć doświadczenie spotkania i wiedzę. Dlatego najlepszymi owocami Dnia Islamu w kościele w Polsce jest to, że z roku na rok na te obchody przychodzi coraz więcej katolików sceptycznie nastawionych do islamu czy idei dialogu w ogóle, którzy mogą się na własne oczy przekonać jak muzułmanin w Polsce wygląda i jakie może mieć poglądy.

- Czy to prawda, że wśród wyznawców islamu występuje powszechnie antysemityzm? Czy możemy się spodziewać takich niepokojących obrazków jak np. we Francji?

- Trend antysemicki wśród muzułmanów oczywiście występuje i jest to trend globalny, wynikający nie tylko z zaszłości związanych historią współczesnych krajów muzułmańskich - przede wszystkim z kolonializmem, neokolonializmem i pozycją terenów dzisiejszych krajów muzułmańskich podczas II wojny światowej. Głównymi przyczynami jest oczywiście konflikt palestyńsko-izraelski i leżące u jego podstaw osadnictwo Żydów na terytoriach Palestyny, ale także, co bardzo istotne, kompletny brak edukacji na temat Holokaustu w niektórych krajach z większością muzułmańską. W systemach edukacji Egiptu czy Libanu nie ma wzmianki o tym, co spotkało Żydów w czasie II wojny światowej oraz o prześladowaniach, które nastąpiły po wojnie, a które zmusiły Żydów, którzy przetrwali Zagładę, do opuszczenia Europy. Dopóki systemy edukacji w krajach muzułmańskich nie uwzględnią tej tematyki w podstawie programowej, nie ma co liczyć na drastyczną zmianę nastrojów antyżydowskich w tych krajach.
Jednak wbrew incydentom antysemickim, które mają miejsce we Francji, migracje są nadzieją na to, że antysemityzm muzułmański zmniejszy swój zasięg. Migranci i uchodźcy mieszkający w Europie, a także ich dzieci, uczestniczą w systemie edukacji kraju goszczącego. Dzięki temu migranci z krajów muzułmańskich, w których obecny jest antysemityzm, mają szansę zdobyć edukację na temat obecności i historii Żydów w Europie oraz skonfrontować swoje poglądy z realnym obrazem społeczności żydowskich mieszkających w tych samych miastach co oni. Na przykład w Niemczech dzieci migranckie uczestniczą w wycieczkach do byłych obozów zagłady, a szkoły przywiązują wagę do tego, aby ten ważny historycznie temat z nimi wnikliwie przeanalizować.

- A jak wygląda kwestia tych antysemickich tendencji w Polsce?

- Nie martwię się o występowanie antysemityzmu wśród muzułmanów mieszkających w Polsce. O historii Polski nie sposób mówić bez wspomnienia judaizmu. Migranci z krajów muzułmańskich, żyjąc w polskich miastach, mają szansę nie tylko usłyszeć o historii pokojowego współżycia z wyznawcami judaizmu, ale też spotkać otwarte na dialog wspólnoty żydowskie. Wśród niektórych polskich muzułmanów obecna jest niechęć do politycznych posunięć władz Izraela, ale nie ma nienawiści do Żydów. Żydzi i muzułmanie w Polsce żyją w zgodzie. Owocną współpracę pod tym względem obserwujemy np. w Krakowie, gdzie Centrum Społeczności Żydowskiej JCC Kraków i lokalne centrum muzułmańskie organizowały wspólnie już niejedną inicjatywę. Niestety jedną z przyczyn tej zgody jest to, że mniejszości w Polsce doświadczają podobnych trudności: Żydzi przejawów antysemityzmu, a muzułmanie - islamofobii. Według badań przeprowadzonych w naszym kraju, przedstawiciele obu tych religii są negatywnie postrzegani przez społeczność większościową. Ta niechęć ze strony większości sprawia, że widzą w sobie nawzajem sprzymierzeńców, a nie wrogów.

- Opowiedz proszę o swoim blogu i działalności…

- Islamista (www.islamistablog.pl) jest inicjatywą edukacyjną i integracyjną. Przez nią przekazujemy rzetelne informacje na temat islamu i życia muzułmanów w różnych częściach świata, uczymy o integracji w teorii i sprawdzamy tę teorię w praktyce organizując wydarzenia i spotkania, prowadzimy warsztaty antydyskryminacyjne w szkołach i instytucjach, szkolimy straż graniczną, policję, aktywistów i pracowników organizacji pozarządowych. Tworzymy zarówno w internecie (www.facebook.com/islamistablog), jak i poza nim przestrzeń to merytorycznej i kulturalnej rozmowy na temat islamu oraz wyzwań związanych z migracjami, różnorodnością religijną i kulturową. Odpowiadamy na pytania, polecamy źródła wiedzy oraz pomagamy ofiarom aktów dyskryminacji i przestępstw z nienawiści w Polsce.

- Takie przejawy dyskryminacji czy przemocy wobec muzułmanów są u nas częstym zjawiskiem?

- Tym co mnie niepokoi w tej działalności od jakiegoś czasu, to obserwacja ciągłego wzrostu skrajnych postaw w stosunku do społeczności mniejszościowych w Polsce. Ciągle otrzymujemy zawiadomienia o przemocy słownej, fizycznej, a także systemowej wobec mniejszości. Polakom wciąż brakuje edukacji na temat mniejszości, a wszelkie próby promowania wiedzy i pokoju są odbierane jako atak na polskość, szczególnie wśród katolików.

- Jakie widzisz wyzwania dla dialogu z muzułmanami w Polsce?

- W mojej ostatniej rozmowie z jednym najwyższych przedstawicieli środowisk muzułmańskich w Polsce, muftim Ligii Muzułmańskiej w RP, Nedalem Abu Tabakiem (link do wypowiedzi: https://www.tygodnikpowszechny.pl/szlachetny-pan-161763), mufti ujął to w ten sposób: „Jako wyznawcy różnych religii powinniśmy pokazywać, jak Bóg zmienia nasze życie, a nie – jak możemy siłą zmienić życie innym”. Ja się z tym w pełni zgadzam. Moim zdaniem największym wyzwaniem w dialogu międzyreligijnym w Polsce jest to, że po każdej ze stron wciąż znajdują się osoby, które za wszelką cenę chcą mieć rację. W tych polskich debatach o wiele częściej chodzi o rację, o przewagę, o próbę udowodnienia czegoś komuś, o wygranie sporu niż o Boga, wiarę czy wspólne dobro. Czeka nas jeszcze długa droga w dialogu międzyreligijnym, ale jeśli zauważymy, że w dialogu chodzi o remis, a nie o zwycięstwo, to będzie już wielki sukces.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję