Reklama

Bóg jest kimś niesamowitym

2017-05-04 13:31

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska (Aspekty) 19/2017, str. 4-5

Archiwum Gabrieli i Grzegorza
Pierwszy i ostatni dzień drogi

Z Gabrielą Babiarz i Grzegorzem Huszczą o radościach, trudach i doświadczeniach pielgrzymki do Santiago de Compostela rozmawia Kamil Krasowski

KAMIL KRASOWSKI: – 10 maja minie dokładnie rok, odkąd wyruszyliście z Żagania w pieszą pielgrzymkę do grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela w Hiszpanii. Jak z perspektywy czasu wspominacie pielgrzymkę i związane z nią wydarzenia? Czy po powrocie do domu, do Polski, ciężko Wam było odnaleźć się w sprawach i obowiązkach, nazwijmy to, szarej rzeczywistości?

GRZEGORZ HUSZCZA: – Odkąd wróciłem do Wrocławia, to codziennie idąc odcinek drogi dłuższy niż 200 metrów, przypominam albo wyobrażam sobie, że wciąż jestem w drodze. Po powrocie bardzo ciężko było nam się odnaleźć, bo generalnie przygotowując się do pielgrzymki, przewidzieliśmy bardzo wiele rzeczy, które mogą nas spotkać, ale tego, że tak ciężko będzie nam wrócić do rzeczywistości, nie przewidzieliśmy. Nie spodziewałem się, że powrót do mojego miasta Żagania czy do Wrocławia na uczelnię i do pracy będzie aż tak trudny w takim sensie, że spotyka się tych samych ludzi, widzi się te same twarze, ma się mniej więcej te same obowiązki, gdy podczas drogi codzienność wyglądała zupełnie inaczej – byliśmy przede wszystkim skupieni na Panu Bogu i na modlitwie. Po powrocie najbardziej brakowało nam takiego buforowego tygodnia albo dwóch, żeby na nowo oswoić się z rzeczywistością – od razu zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę, musieliśmy rozpocząć studia i pracę i na nowo nauczyć się prawidłowo funkcjonować, wprowadzając w życie dobre nawyki, takie jak częsta modlitwa i rozmowa z Bogiem, które wypracowaliśmy w drodze. Teraz, po pewnym czasie, jest trochę łatwiej, jednak już teraz śmiało mogę powiedzieć, że najtrudniejszą częścią całej naszej pielgrzymki był właśnie powrót do rzeczywistości.

– Co – biorąc pod uwagę całe cztery miesiące pielgrzymowania – przyniosło Wam najbardziej intensywne uczucia szczęścia i radości?

GABRIELA BABIARZ: – Najwięcej radości dawały nam spotkania z Bogiem, ludźmi i pięknem natury. Pamiętam, jak po dwóch tygodniach deszczu w Niemczech szliśmy przez las znów w ulewie, przemoknięci i zmarznięci. Modliłam się wtedy i nagle poczułam ogromną chęć krzyknięcia z całych sił: „Jezu, ufam Tobie!”. Mimo zmęczenia poczułam wtedy ogromną jedność z otaczającym mnie światem. Później poznaliśmy fantastyczną kobietę Marie Luisę i jej rodzinę – tego spotkania nie da się opisać w kilku słowach.

– Mając już doświadczenie liczącej 119 dni i ponad 4 tys. km drogi, powiedzcie, jak do dalekiej pielgrzymki najlepiej się przygotować. Chodzi mi tutaj zarówno o sprawy czysto techniczne, jak i te duchowe? Co poradzilibyście tym, którzy tak jak Wy rok temu chcą wyruszyć w drogę, np. właśnie do Santiago?

G. H.: – Mnóstwo materiałów na temat przygotowania fizycznego, jak i przygotowania technicznego można znaleźć bez problemu w internecie, gdzie wielu ludzi, wybierając się na jakąś konkretną wyprawę, opisuje chociażby na blogach swoje wyposażenie, a trzeba powiedzieć, że ekwipunek pielgrzyma właściwie niczym nie odbiega od takiego standardowego wyposażenia niezbędnego podczas takiej wyprawy. Generalnie jedyną taką uwagą, którą chciałbym w tym miejscu przypomnieć, jest to, aby maksymalnie zredukować liczbę rzeczy, bo tak naprawdę do przeżycia nie jest nam potrzebne nic więcej oprócz jednej koszulki, pary spodni, wygodnych butów, kijków, plecaka i wody – resztę dostaje się od drogi. Ponieważ kiedy potrzebowaliśmy np. wyprać swoje ubrania, to prosiliśmy Pana Boga, żeby nam to umożliwił, i jeszcze tego samego dnia albo następnego spotykaliśmy kogoś, kto wyprał nam te rzeczy. Chcę przez to powiedzieć, że naprawdę o nic się nie trzeba martwić, że wszystko potrzebne do życia dostaje się w drodze. Natomiast jeśli chodzi o przygotowanie duchowe, to zależy ono od indywidualnego stanu relacji człowieka z Bogiem. Mogę tutaj na swoim przykładzie powiedzieć, że przed pielgrzymką Bóg, owszem, był w moim życiu, jednak gdzieś z boku, a nie na głównym torze, że zwracałem się do Niego wtedy, kiedy mi było wygodnie. Pielgrzymka uświadomiła mi, że kiedy Pan Bóg będzie na tym właściwym, głównym torze, to wtedy wszystko układa się niesamowicie dobrze. Trzeba po prostu nauczyć się, albo przynajmniej próbować, ufać w czasie drogi Panu Bogu – to jest najważniejsze według mnie.

– Czy podczas pielgrzymki zdarzały Wam się chwile zwątpienia, rezygnacji i słabości, a jeśli tak, to czy w jakiś szczególny sposób doświadczaliście wtedy działania i obecności Boga?

G. B.: – Prawdziwą trudnością była dla nas rozłąka z rodziną. Po dwóch miesiącach mieliśmy pewnego rodzaju kryzys. Podczas naszej pielgrzymki w naszych rodzinach działo się wiele radosnych i trudnych spraw. Było nam ciężko, ponieważ nie mogliśmy w nich uczestniczyć. Zwykle w te dni spotykaliśmy ludzi, którzy sprawiali, że czuliśmy się przy nich jak bliscy znajomi, mimo że dopiero właśnie nas poznali. Bożą Opatrzność odczuwaliśmy właściwie cały czas – to jest w pielgrzymowaniu najpiękniejsze, że można się w Niego niesamowicie wsłuchać. Bardzo mi tego brakuje w codziennym zabieganiu na budowie, gdzie obecnie pracuję.

– Na pewno dużo o pielgrzymce rozmawialiście, próbujecie przepracować to, czego dokonaliście, i często wracacie wspomnieniami do tych niezwykłych chwil w Waszym życiu. No właśnie, czym tak naprawdę była dla Was pielgrzymka do Santiago de Compostela? Co Wam pokazała, czy coś odsłoniła bądź uświadomiła?

G. H.: – To pytanie było pierwsze, które sobie zadałem po powrocie, uznałem, że jest jednak jeszcze trochę za wcześnie, żeby sobie na nie wówczas odpowiedzieć. Szczerze mówiąc, nie jestem w stanie pojąć do końca tego, co się działo podczas drogi – do dzisiaj to we mnie fermentuje. Na pewno wiem, że Bóg jest kimś tak niesamowitym, że potrafi mnie wyciągnąć choćby z największego dołu, jeśli znalazłbym się w takim kiedykolwiek w życiu, co – mam nadzieję – nigdy nie nastąpi. Bóg jest tak wspaniały i tak nieograniczone są Jego miłosierdzie i dobroć, że nie jestem w stanie pojąć, ile dobra dostaliśmy podczas pielgrzymki i ile dobra dostaje w swoim codziennym życiu. Jestem pewien, że w życiu będę miał różne upadki, ale też nigdy nie byłem tak pewny jak teraz istnienia Boga, Jego potęgi i możliwości działania. To jest takie najważniejsze doświadczenie, które po tej pielgrzymce się we mnie utrwaliło. Pielgrzymka nauczyła mnie również pokory, co jest bardzo ważne w życiu, bo dzięki temu możemy naprawdę bardzo dużo od Pana Boga otrzymać.

– Co będzie celem Waszej kolejnej wyprawy? Czy macie już jakieś nowe wizje, plany i marzenia?

G. B.: – Marzyliśmy o Ziemi Świętej, najlepiej od razu. Etapy życia, na których jesteśmy, i sytuacja polityczna w tamtejszym rejonie sprawiły jednak, że postanowiliśmy spróbować wrócić do codzienności. Obydwoje pracujemy, nabieramy doświadczenia w zawodach, Grzesiek kończy studia i powoli planujemy wymarzoną pielgrzymkę. Liczymy, że w najbliższych dwóch latach uda nam się tam dotrzeć.

Tagi:
wywiad pielgrzymka Santiago de Compostela szlak pielgrzymkowy

Nowy europejski szlak pielgrzymkowy: od Bałtyku do Rzymu

2019-06-24 17:58

vaticannews / Akwilea (KAI)

Do Rzymu będzie można dojść pieszo również przez Alpy Wschodnie. Trwają starania o odtworzenie dawnego szlaku pielgrzymkowego, po którym do grobów apostołów zmierzali pątnicy z krajów bałtyckich, Polski, Czech i Austrii.

pixabay.com

Dziś w Akwilei spotkali się założyciele stowarzyszenia "Romea Strata", które stawia sobie za cel reaktywacje ruchu pątniczego po tej właśnie drodze. Są to przedstawiciele pięciu włoskich regionów, przez które wiedzie szlak, zanim w Toskanii połączy się z główną trasą pielgrzymkową do Rzymu Via Francigena. Obecne są także delegacje z Austrii, Czech i Polski, a także przedstawiciel Stolicy Apostolskiej, ks. Eugenio Bruno z Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji.

Zapewnia on, że Watykan popiera odnowę starych tras pielgrzymkowych. Doświadczenie drogi do świętego miejsca jest bowiem sprawdzonym sposobem na ewangelizację. W ten sposób Kościół wychodzi na zewnątrz, może spotkać tych, którzy poszukują sensu życia i zbawienia – mówi ks. Eugenio Bruno.

"Odwieczne prawdy o człowieku nie przemijają, są wciąż te same. Okazuje się, że pod pewnymi względami pielgrzymi średniowieczni i współcześni pątnicy są do siebie podobni. Zmienił się sposób pielgrzymowania, aspekty organizacyjne, ale nie zmienia się to, co skłania człowieka do wyruszenia w drogę. Patrząc powierzchownie, można by sądzić, że dla wielu pielgrzymka to doświadczenie czysto turystyczne, bo nie ujawniają na zewnątrz zainteresowania sprawami duchowymi. Jeśli jednak przebijemy się przez te pozory, jeśli dotrzemy do prawdziwych pytań, jakie stawiają sobie ci ludzie, okazuje się, że jest to wciąż ten sam człowiek, taki sam, jak w średniowieczu. Również we współczesnych pielgrzymach jest poszukiwanie sensu, pragnienie zakorzenienia w historii, kulturze. I to właśnie ci piesi pielgrzymi pokazują nam, że sama turystyka już nie wystarcza. Widzimy, że turyści chcą być pielgrzymami, dążą do jakiegoś sensu, kultury integralnej. A Europa jest matką takiego pielgrzymowania” - powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Eugenio Bruno.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oslo: uroczystość wręczenie Pokojowej Nagrody Nobla

2019-12-10 15:29

ts (KAI) / Oslo

Dzisiaj, gdy w Sztokholmie Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury będzie odbierała polska pisarka Olga Tokarczuk, w Oslo Pokojową Nagrodę Nobla odbierze premier Etiopii Abiy Ahmed. Norweski Komitet Noblowski przyznał nagrodę za „zdecydowane” zaangażowanie 43-letniego polityka w rozwiązanie konfliktu granicznego między Erytreą i Etiopią. W lipcu 2018 oba kraje podpisały układ pokojowy, oficjalnie kończący trwający od kilkudziesięciu lat spór.

fill/pixabay.com

Gotowość szefa rządu Etiopii do kompromisu odegrała decydującą rolę na drodze przełomu. stwierdza uzasadnienie przyznania nagrody. W ścisłej współpracy z prezydentem Erytrei Isaiasem Afwerk dzisiejszy laureat szybko opracował wytyczne dla porozumienia pokojowego. Ponadto premier Abiy także w innych regionach Afryki opowiadał się za pokojem i pojednaniem, uzasadniał Komitet Noblowski.

Do tegorocznego „pokojowego Nobla” były nominowane 223 osoby i 78 organizacji. Nagroda jest dotowana, jej wysokość wynosi milion szwedzkich koron (ok. 832. 000 euro). Spośród pięciu nagród Nobla jest to jedyna wręczana w Oslo, a nie w Sztokholmie. 10 grudnia jest datą śmierci fundatora Nagrody Alfreda Nobla (1833-1896).

Premier Etiopii jest synem muzułmanina z plemienia Oromo. Matka, prawosławna chrześcijanka, jako młoda dziewczyna wstąpiła do Kościoła luterańskiego. Według różnych mediów Abiy należy do Kościoła ewangelikalnego. Od pierwszych miesięcy rządów polityk ten ma opinię zdecydowanego reformatora. W Etiopii jest m.in. gorącym zwolennikiem szerokiej demokratyzacji życia oraz większego udziału kobiet w polityce.

W lutym 2018 r. mianował przewodniczącego Konferencji Biskupów Katolickich Etiopii, kardynała Berhaneyesusa Demerewa Souraphiela, szefem krajowej Komisji Pokoju i Pojednania. Celem komisji jest opracowanie wewnątrzpolitycznych konsekwencji wieloletniego konfliktu z sąsiedzką Erytreą. W styczniu premiera Abiya przyjął w Watykanie papież Franciszek. Tematami rozmowy, jak informowało biuro prasowe Stolicy Apostolskiej, były wkład Etiopii w stabilizację w Rogu Afryki oraz powrót do stosunków dyplomatycznych z Erytreą. Natomiast w etiopskim Kościele prawosławnym w 2018 r. Abiy okazał się wielką pomocą dla zakończenia trwającej przez ponad 25 lat schizmy.

Zdaniem kard. Souraphiela premier jest „człowiekiem jedności”. Już od pierwszych miesięcy rządów Abiy zawsze przypomina, że „ludzie muszą sobie nawzajem wybaczać, prowadzić do pojednania i pokojowo rozwiązywać konflikty”.

Szacuje się, że ok. 65 proc. mieszkańców Etiopii stanowią chrześcijanie, a ok. 34 proc muzułmanie. Większość chrześcijan to wyznawcy Etiopskiego Kościoła Prawosławnego (koptyjskiego). Kościół katolicki jest niewielką mniejszością, a należy do niego niecały 1 proc. spośród 92 mln mieszkańców kraju. Ostatnio w wielonarodowej Etiopii coraz częściej dochodziło do konfliktów między różnymi grupami etnicznymi. Obrońcy praw człowieka krytykują tez ograniczenia dla dziennikarzy, brak zasad państwa prawa oraz złe traktowanie ok. trzech milionów przebywających w kraju uchodźców.

Według przewodniczącego „missio Monachium”, Wolfganga Hubera, Pokojowy Nobel jest zapłatą za mozolną pracę szefa rządu Etiopii. Jego pracę należy w dalszym ciągu wspierać, gdyż sytuacja w regionie granicznym z Erytreą jest wciąż trudna. „Decydującym czynnikiem będzie tu Kościół katolicki Etiopii. Choć liczbowo niewielki, od początku towarzyszył procesowi pokojowemu”, zauważył szef monachijskiej „missio”.

Pokojowa Nagroda Nobla należy do najbardziej renomowanych wyróżnień na świecie. Pierwszymi jej laureatami byli w 1901 r. Szwajcar Henri Dunant, założyciel Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża oraz francuski pacyfista Frédéric Passy.

Nagroda nosi imię szwedzkiego chemika i wynalazcy Alfreda Nobla (1833-1896), który w swoim testamencie zapisał, że jego spadek ma tworzyć podstawę dla pięciu międzynarodowych nagród w dziedzinie fizyki, chemii, literatury, medycyny i pokoju. W 1968 r. została jeszcze dołączona nagroda w dziedzinie ekonomii. Zgodnie z życzeniem Nobla Nagroda Pokojowa powinna być przyznawana osobie, która najbardziej się zasłużyła w rozwijaniu braterstwa między narodami, lub organizowała kongresy pokojowe. Ponadto fundator zadecydował, że nagrody w czterech dziedzinach ma przyznawać szwedzki Komitet Noblowski, natomiast kandydata do Pokojowego Nobla ma wyszukiwać pięciu członków parlamentu norweskiego. Wysokość nagrody zależna jest od aktualnego stanu posiadania fundacji noblowskiej. Podczas pierwszej edycji nagrody było to 150 800 koron szwedzkich, w tym roku nagroda wynosi dziewięć milionów koron (ok. 3,8 mln zł).

Wśród najbardziej znanych laureatów Pokojowej Nagrody Nobla są: Nelson Mandela (1993), Barack Obama (2009), św. Matka Teresa z Kalkuty (1979), Albert Schweitzer (1952) i Lech Wałęsa (1983). W 2018 r. laureatami byli: iracka jazydka Nadia Murad i lekarz z Konga Denis Mukwege za ich wkład w działania przeciw przemocy seksualnej jako broni w wojnach i konfliktach zbrojnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Olga Tokarczuk odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Szwecji

2019-12-10 20:13

wpolityce.pl

Laureatka Literackiej Nagrody Nobla za rok 2018, Olga Tokarczuk, odebrała dyplom i medal noblowski z rąk króla Karola XVI Gustawa. Ceremonia noblowska odbywa się we wtorek w filharmonii sztokholmskiej.

wikipedia.org

Laureaci Nagrody Nobla dostają złote medale z wygrawerowanym wizerunkiem fundatora Alfreda Nobla oraz łacińską inskrypcją „Inventas vitam iuvat excoluisse per artes”. Są one wykonane ręcznie z 18-karatowego złota i ważą 175 gramów. Dyplomy są wykonane ręcznie przez artystów, jest na nich zdjęcie, imię i nazwisko laureata oraz cytat z uzasadnienia przyznania Nagrody Nobla.

Olga Tokarczuk została poproszona o odebranie wyróżnienia przez Pera Waesterberga z Akademii Szwedzkiej, który wcześniej wygłosił laudację na cześć noblistki.

Pani Tokarczuk, Akademia Szwedzka gratuluje wam. Proszę o odebranie Literackiej Nagrody Nobla z rąk jego królewskiej mości króla Szwecji — powiedział Waesterberg po polsku.

Polska pisarka - ubrana w czarną, aksamitną suknię do ziemi - wyszła na scenę sztokholmskiej filharmonii jako dziesiąty noblista. Ceremoniał ma związek z kolejnością dziedzin nagrody zapisanych w testamencie Nobla.

Podczas odbierania przez polską noblistkę medalu i dyplomu wszystko przebiegło zgodnie z planem, także zapisany w protokole trzykrotny ukłon, który nie udał się w 1996 r. Wisławie Szymborskiej. Poetka w tym właśnie momencie ceremonii pomyliła się. Olga Tokarczuk swoje trzy ukłony wykonała bez pomyłek.

Polska literatura błyszczy w Europie – ma w swoim dorobku już kilka Nagród Nobla, a teraz przyszła pora na kolejną, tym razem dla pisarki o światowej renomie i niezwykle rozległym wachlarzu zainteresowań, łączącej w swej twórczości elementy poezji i humoru. Polska, rozdroże Europy, być może nawet jej serce – Olga Tokarczuk odkrywa historię Polski jako kraju będącego ofiarą spustoszenia dokonanego przez wielkie siły, lecz również posiadającego swoją własną historię kolonializmu i antysemityzmu. Olga Tokarczuk nie ucieka od niewygodnej prawdy, nawet pod groźbą śmierci — mówił Per Waesterberg z Akademii Szwedzkiej w laudacji na cześć Olgi Tokarczuk.

Jego zdaniem twórczość Tokarczuk cechuje „połączenie twardej rzeczywistości z ulotną nierealnością, wnikliwa obserwacja i zafascynowanie mitologią”. Cechy te „czynią z niej jednego z najbardziej oryginalnych prozaików naszych czasów, postrzegających rzeczywistość na nowe sposoby”.

Olga Tokarczuk jest wirtuozem w kreowaniu postaci, potrafi uchwycić je w momencie ich ucieczki od codziennego życia. Pisze o tym, o czym nie pisze nikt inny: „o nieznośnej i ogromnej osobliwości tego świata” — wyjaśnił Waesterberg.

Jej powieść „Bieguni” to niezwykle różnorodny opis podróży, poruszania się po pasażerskich poczekalniach i hotelach, to spotkanie z bohaterami, o których wiemy bardzo niewiele, a także zbiór pojęć ze słowników, baśni i dokumentów. Tokarczuk wzajemnie przeciwstawia naturę i kulturę, rozum i szaleństwo, męskość i kobiecość, z prędkością sprintera przekracza społecznie i kulturowo wytworzone granice — podkreślił.

Jej mocna i bogata w idee proza to nomadyczna wędrówka przez około 15 książek. Wioski będące w nich miejscem akcji stają się centrum wszechświata, miejscem, w którym losy poszczególnych bohaterów wplatane są w wątki baśniowe i mitologiczne. Żyjemy i umieramy w opowieściach innych osób, gdzie na przykład Katyń raz może być zwykłym lasem, a raz miejscem masakry — ocenił Waesterberg.

„Księgi Jakubowe” laudator nazwał „największym dziełem” pisarki. Dodał, że „z podtekstu utworu przebija się żydowskie pochodzenie Tokarczuk oraz jej nadzieja na Europę bez granic”.

Przyszłe pokolenia będą sięgać po owe tysiącstronicowe arcydzieło autorstwa Tokarczuk i odkrywać w nim nowe bogactwo, którego dziś jeszcze wystarczająco nie dostrzegamy. Widzę, jak Alfred Nobel kiwa z uznaniem głową w swoim niebie — podsumował Per Waesterberg.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem