Reklama

W rocznicę śmierci ks. prof. Zbigniewa Rogali

Pamięć o Mistrzu

2017-05-10 14:19

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 20/2017, str. 3

T. D.

27 kwietnia w Kielcach miały miejsce uroczystości upamiętniające ks. prof. Zbigniewa Rogalę, który jak nikt potrafił wielbić Boga muzyką. Był twórcą Diecezjalnego Studium Organistowskiego, wieloletnim profesorem muzyki i śpiewu kościelnego w kieleckim Seminarium, wychowawcą, proboszczem. Kapłanem. W pierwszą rocznicę śmierci poświęcono dedykowaną mu tablicę, nadano imię założonemu przez niego Studium, odbyła się promocja książki oraz Msza św. za spokój duszy Księdza Profesora

Dla chrześcijan śpiew jest antycypacją, uprzedzeniem wiecznego życia we wspólnocie z Bogiem w niebie. Jest wyrazem miłości i, tak jak miłość, nigdy nie przemija. Śpiewanie jest oznaką kochającego – pisał św. Augustyn (…). Muzyka powinna tu i teraz, w tym czasie i w tym miejscu, wprowadzać ludzi modlących się w obcowanie z Chrystusem” – te i inne słowa ks. Rogali, zamieszczone w dedykowanej mu publikacji „Pamięć i wdzięczność” pokazują, jak widział zadania i siłę muzyki w perspektywie wiary.

– Był wspaniałym, bardzo dobrym kapłanem, wrażliwym, czułym na piękno śpiewu kościelnego. Owoce jego pracy są ogromne, wykształcił muzycznie rzeszę księży – absolwentów kieleckiego seminarium i co najmniej stu organistów. W Studium Organistowskim kształci się obecnie 38 osób – mówi ks. Michał Olejarczyk, jego uczeń i następca.

Obchody rocznicowe rozpoczęły się w Diecezjalnym Studium Organistowskim w Kielcach, które śp. ks. Rogala założył. Ks. Dariusz Gącik, wikariusz generalny poświęcił tam pamiątkową tablicę ufundowaną przez wdzięcznych studentów i przyjaciół. Studium specjalnym dekretem, odczytanym podczas Mszy św., otrzymało także dzisiaj imię Księdza Profesora Zbigniewa Rogali.

Reklama

Odbyła się krótka promocja książki „Pamięć i wdzięczność”, wydanej z tej okazji w Wydawnictwie „Jedność”. Książkę, przygotowaną z inicjatywy i pod redakcją kilku zaangażowanych w sprawę księży – złożoną z pięciu rozdziałów, tworzy m.in. 36 osobistych wspomnień księży, osób świeckich, uczniów i przyjaciół, jest w niej także życiorys ks. Rogali, fragmenty jego homilii i okolicznościowych wypowiedzi, relacja z uroczystości pogrzebowych oraz zdjęcia.

Recital organowy w seminaryjnym kościele Trójcy Świętej w wykonaniu Karola Wieczorka – organisty i studenta ks. Rogali, poprzedził Eucharystię za spokój jego duszy, sprawowaną tam pod przewodnictwem bp. Jana Piotrowskiego.

Biskup kielecki wspomniał, że przed rokiem wychowankowie, rodzina, przyjaciele spotkali się na uroczystościach pogrzebowych, ale podkreślił także „głęboki sens dzisiejszej uroczystości w perspektywie wiary” oraz „serdecznej pamięci wyrażanej w naszej modlitwie”. – Każdy z nas i wszyscy razem dalecy jesteśmy od rozpaczliwych wspomnień – podkreślał Ksiądz Biskup nazywając spotkanie w rocznicę śmierci „czasem serdecznej wdzięczności i przyjaźni”. Porównał życie ks. Rogali do „harmonijnie zapisanej nutami pięciolinii”.

– Jako muzykolog wiedział, że tylko zapis właściwej wartości nut i odpowiednich znaków muzycznych na pięciolinii, tworzą piękną harmonię i brzmienie. Wszystko inne będzie tylko muzycznym bełkotem dysonansów raniących słuchaczy i odbierających piękno melodii – mówił biskup kielecki. – Księże Profesorze, nie jesteś już z nami, ale żyjesz w naszych sercach pełnych wdzięczności i pamięci – podkreślał bp Piotrowski.

Spotkanie było kontynuowane w Studium Organistowskim, gdzie była możliwość nabycia pamiątkowej publikacji oraz okazja do wspomnień charyzmatycznego Księdza Profesora.

Zbigniew Rogala urodził się w 1936 r. w Biskupicach w parafii Zborówek w rodzinie Władysławy i Daniela. W latach 1953-1959 studiował w kieleckim Seminarium. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk bp. Czesława Kaczmarka w 1959 roku. Po ukończeniu studiów specjalistycznych z zakresu muzykologii (1965 r., KUL) rozpoczął wieloletnią pracę w WSD, jako profesor muzyki i śpiewu kościelnego. Odpowiadał również za remonty i budowę organów w kościołach diecezji. W historii diecezji kieleckiej zapisał się jako twórca, pierwszy dyrektor i wieloletni wykładowca Diecezjalnego Studium Organistowskiego, które było reaktywowane w 1989 r. Na początku lat 80. został także mianowany proboszczem parafii św. Izydora w Kielcach – Posłowicach. W 2010 r. otrzymał Nagrodę Miasta Kielce.

Od 2011 r. przebywał w Domu Księży Emerytów, zmagając się z chorobą nowotworową. Zmarł 7 kwietnia 2016 r. w wieku 80 lat. Został pochowany w rodzinnym Zborówku. Jego grób wieńczy prospekt organowy z figurą Jezusa Zmartwychwstałego na tle krzyża.

Tagi:
pamięć

Reklama

Pamiętamy o Katyniu

2019-04-16 18:56

Beata Bielecka
Edycja częstochowska 16/2019, str. II

krzepice.pl
W krzepickich uroczystościach wzięli udział przedstawiciele Stowarzyszenia Rodzina Katyńska z Częstochowy

Na Panteonie Ziemi Krzepickiej znów zapłonęły katyńskie znicze. W kościele św. Jakuba Apostoła została odprawiona Msza św. w intencji ofiar zbrodni katyńskiej. Mszę św. celebrowali ks. Sławomir Masłowski, proboszcz parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Krzepicach i ks. Szymon Szymocha, proboszcz senior tej parafii. Po Eucharystii uczestnicy udali się na miejscowy cmentarz, gdzie delegacje stowarzyszeń i organizacji złożyły kwiaty.

Inicjatorami Mszy świętych „katyńskich” w Krzepicach byli Teresa Jackiewicz i nieżyjący już ks. Wacław Chmielarski. Wśród tegorocznych uczestników uroczystości byli przedstawiciele władz Krzepic z burmistrzem Krystianem Kotynią, delegacja Stowarzyszenia Rodzina Katyńska, przeor Konfraterni Staropolskiej Orderu św. Stanisława Biskupa i Męczennika z Częstochowy. Poczty sztandarowe wystawili: Stowarzyszenie Rodzina Katyńska z Częstochowy, Krzepickie Towarzystwo Regionalne, strażacy i młodzież szkolna.

Również społeczność Katolickiego Gimnazjum i Liceum SPSK im. Matki Bożej Jasnogórskiej upamiętniła ofiary zbrodni katyńskiej oraz ofiary katastrofy pod Smoleńskiem. Spotkanie rozpoczęła Msza św. odprawiona przez ks. Norberta Tomczyka w kościele pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie. Po Eucharystii młodzież wykonała montaż słowno-muzyczny, którego tematem była zbrodnia katyńska i katastrofa smoleńska. Następnie uczestnicy uroczystości przeszli pod Dąb Pamięci Mieczysława Andrzeja Grotta zasadzony na placu szkolnym, pod którym zapłonęły znicze i złożono kwiaty. Wśród zaproszonych gości byli: Barbara Furs – krewna Mieczysława Andrzeja Grotta, Andrzej Konowalski i Beata Bielecka ze Stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Częstochowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sutanna utkana przez mamę

2019-05-21 13:10

Wysłuchała Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 21/2019, str. 24-25

Do kapłaństwa Bóg wybiera, kogo chce. Ale wybrany nie jest znikąd, ma swoją historię: mamę, tatę i dom. Korzenie i źródło. Jeśli korzeń był mocny – byle wiatr go nie wyrwie. Jeśli źródło czyste – łatwo napoi innych.
O rodzinnych domach oraz swoich mamach Agnieszce Bugale opowiadają bp Antoni Długosz i ks. Marek Dziewiecki

Bożena Sztajner

Janina Długosz
O swojej mamie Janinie mówi bp Antoni Długosz

– Mamusia miała na imię Janina, ale mówili do niej Janeczka. Miała zaledwie dwa lata, gdy zmarł jej tato. Owdowiała wcześnie babcia Frania nigdy nie wyszła powtórnie za mąż i sama wychowała pięcioro dzieci. Mama, najmłodsza z rodzeństwa, wybrała zawód fryzjerki. Czesała pięknie, pracowała chętnie i dużo nie tylko w domu, ale kilka razy w tygodniu odwiedzała domy żon właścicieli fabryk na terenie Częstochowy – otrzymywała duże wynagrodzenie za pracę. W 1940 r. poślubiła Józefa, mojego ojca. Podjęła obowiązki żony i nadal pracowała zawodowo, pomagała mężowi w utrzymaniu rodziny. Tak było do moich urodzin. Dziadek Jan Długosz odwiedził kiedyś rodzinę syna, chcąc się zorientować, jak spełnia swoje nowe zadania. Mamusia czesała znajomą, a ja wyrywałem się z rąk babci z płaczem, upominając się o... mamusię. Wtedy dziadek odwołał tatusia „na stronę” i oświadczył, że Janeczka nie powinna pracować zawodowo, bo to ojciec ma obowiązek zapracować na utrzymanie rodziny. Dziadek Jan cieszył się dużym autorytetem, dlatego tatuś, bez dyskusji, zabronił mamusi pracować. Od tej pory z pomocą babci Frani, która do końca życia mieszkała z nami, mama uczyła się sztuki gotowania. Pierwszą zupę grochową przesoliła, ale potem było już coraz lepiej. Każdego dnia czekały na nas rano śniadanie i po szkole smaczny obiad.

Więź z Panem Bogiem odczytywałem przez całe jej życie. Wyrazem postawy wiary była częsta modlitwa, a szczególnie świętowanie niedzieli. W sobotę kierowała kąpielą dzieci, przygotowywała produkty na niedzielny obiad, pomagała w czyszczeniu obuwia. W niedzielę po modlitwie całą rodziną jedliśmy śniadanie, a po nim szliśmy na Mszę św.

Od mamy uczyłem się przebaczania ludziom oraz pamięci o nieobecnych podczas wspólnego posiłku. Zawsze pamiętała, by sprawiedliwą ilość jedzenia odłożyć dla osoby nieobecnej, która nie mogła zasiąść do stołu z całą rodziną.

Ważnym miejscem dla niej była Jasna Góra. Zazwyczaj szła pieszo, pokonując 5 km, by odprawić nowenny, modlić się z racji różnych zdarzeń rodzinnego życia. Kiedy w trzeciej klasie zostałem ministrantem, budziła mnie wcześniej, gdy miałem dyżury służenia do Mszy św., bym mógł z jej pomocą jak najlepiej wywiązać się z tego zadania. Nie pozwalała na krytykowanie księży, zawsze stawała w ich obronie. Gdy powiedziałem, że chcę zostać księdzem, ucieszyła się i z pomocą swych starszych sióstr przygotowywała mi tzw. wyprawkę do seminarium. Głęboko przeżyła moje kapłańskie święcenia i prymicje... Na drugiej placówce, w której pracowałem z poważnie chorym proboszczem, bardzo często mnie odwiedzała, przywoziła smakołyki, a także wspierała mnie finansowo. Z ojcem kupili gry planszowe i piłkę dla moich ministrantów. Modliła się dużo, zwykle na różańcu. Nie uwierzyła, gdy otrzymałem nominację na biskupa. W rodzinie uchodziłem za pogodnego człowieka, dlatego gdy zadzwoniłem po ogłoszeniu nominacji, odpowiedziała: „Nie wygłupiaj się!”.

Archiwum rodzinne
Sabina Dziewiecka, Janina Długosz

Odkąd zmarła, ciągle czuję jej obecność. Widzę ją jak dawniej: siedzi w fotelu, a ja klękam przy niej, układam głowę na jej piersi, słyszę bicie serca, a ona obejmuje mnie swoimi ramionami...

* * *

Sabina Dziewiecka
O swojej mamie Sabinie mówi ks. Marek Dziewiecki

– Mama wstawała o piątej rano, by pójść pieszo na Mszę św. do kościoła oddalonego o 2 km od domu. Gdy się budziłem, zdążyła już zrobić zakupy i przygotować śniadanie dla mnie i dla młodszego brata. Pewnego ranka zobaczyłem, że wróciła z kościoła zmoknięta i zziębnięta. Zrobiło mi się jej tak żal, że nie mogłem powstrzymać łez. Poprosiłem, by odtąd nie chodziła codziennie na Mszę św., ale by dłużej spała, bo wtedy będzie bardziej wypoczęta. Mama mnie przytuliła, uśmiechnęła się i wyjaśniła, że właśnie wtedy ma siły, gdy zaczyna dzień od spotkania z Jezusem. Promieniowała przy tym taką mocą i pewnością siebie, że odtąd już nigdy nie zaproponowałem jej postu od Eucharystii.

Nauczyła mnie tego, co decyduje o dojrzałości mężczyzny: zaufania do Boga i szacunku do kobiet. Przy rodzicach czułem się nieskończenie ważny i całkowicie bezpieczny. Wiedziałem, że mogli mnie z jakiegoś powodu upomnieć, a nawet skrzyczeć, nie mogli tylko jednego: przestać mnie kochać. Tuż przed siódmymi urodzinami chciałem przekonać rodziców, że do szczęścia jest mi koniecznie potrzebna pewna zabawka. Mama cierpliwie tłumaczyła, że nie stać nas na zakup elektrycznego autka, a miał takie jeden z kolegów w mojej klasie. W wieku siedmiu lat byłem jednak całkiem podobny do niektórych dorosłych, tzn. zupełnie nie reagowałem na rozsądne argumenty. Oznajmiłem mamie, że nie podniosę się z chodnika, dopóki nie dostanę upragnionej zabawki. Po kilku minutach mama uległa... i kupiła. Wieczorem w czasie kolacji zauważyłem, że mama je suchy chleb i pije herbatę bez cukru. Gdy zapytałem o powód takiego zachowania, odpowiedziała: „Tłumaczyłam ci dzisiaj przed sklepem, że nie stać nas na kupno takiej zabawki, jednak nie chciałeś mnie posłuchać i dlatego przez tydzień będę musiała jeść suchy chleb, żeby zaoszczędzić pieniądze wydane na samochodzik dla ciebie”. W oczach stanęły mi łzy. Przez chwilę patrzyłem to na zabawkę, to na mamusię, to na suchą kromkę chleba w jej dłoniach. Uświadomiłem sobie, że żadne zabawki świata nie mogą mi dać takiej radości, jak jeden uśmiech mamusi czy jedno radosne spojrzenie tatusia. Rzuciłem się mamie w ramiona i zacząłem płakać. Powiedziałem, że też chcę przez tydzień jeść tylko suchy chleb i popijać herbatą bez cukru. Mama szepnęła mi do ucha, że mnie bardzo kocha, i mocno przytuliła. To była dla mnie lekcja panowania nad sobą i odróżniania tego, co jest mi potrzebne do szczęścia, od tego, co jest tylko chwilowym pragnieniem.

Od wczesnego dzieciństwa mama pomagała mi żyć w obecności Boga, ufać Mu nad życie i rozmawiać z Nim o wszystkim, co było dla mnie ważne. Wcześnie nauczyła mnie znaku krzyża i pacierza. Wieczorami czytała mi Biblię i z radością opowiadała o największej historii miłości w dziejach wszechświata: o miłości Boga do ludzi. I do mnie! Moja mama żyła w obecności Boga. Na dziesiątki sposobów zapewniała mnie codziennie o tym, że warto słuchać Boga bardziej niż samego siebie. Może czuła, że przyjdą takie miesiące, w których będę musiał podjąć decyzję o tym, czy pójść za moimi marzeniami, czy też za głosem powołującego mnie Boga? Umiała mnie kochać. Była w tym naprawdę genialna! Potrafiła być czuła i jednocześnie wymagająca, gdy tylko tego potrzebowałem. Jednym spojrzeniem, gestem czy słowem potrafiła mnie mobilizować do rozwoju i do pracy nad sobą. Kształtowała moje sumienie. Fascynowała mnie świętością, którą sama promieniowała na co dzień.

Na wieczną stronę istnienia obydwoje rodzice odchodzili spokojnie. Najpierw – w wieku 88 lat – odszedł tata. Pięć tygodni po jego śmierci mama zaczęła być coraz bardziej zamyślona. I zaczęła słabnąć w oczach. Po sześciu dniach zamyślenia dała mi znak, bym ją przytulił mocniej. I usnęła, po raz ostatni w doczesności. Najwyraźniej uznała, że z tamtej strony istnienia tata nie powinien tęsknić za nią dłużej niż sześć tygodni...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pierwsza Komunia Święta i Biały Tydzień w Parafii św. Barbary w Wieluniu

2019-05-25 20:33

Zofia Białas

Miesiąc maj jest miesiącem Pierwszych Komunii Świętych. W całej Polsce w kościołach grupy dzieci – mniejsze lub większe- przystępują do swoich kolejnych sakramentów. Klękają przy kratkach konfesjonałów i odbywają swoją pierwszą spowiedź, potem w sposób uroczysty przyjmują po raz pierwszy do serca Chrystusa Eucharystycznego.

Zofia Bialas/Niedziela

Potem był „biały tydzień” - czas utrwalenia wszystkich zdobytych wiadomości o przyjętych dotychczas przez dzieci sakramentach, o Dekalogu, o Matce Bożej z Jasnej Góry oraz o świętej Ricie, której nabożeństwo przypadło w dniu 22 maja. Wspólnie z dziećmi modlił się ks. Andrzej Kornacki.

W ostatnim dniu ks. Jarosław Boral poświęcił pamiątkowe obrazki i krzyżyki przywiezione prosto z Rzymu. Ostatnim akordem „białego tygodnia” było poświęcenie jeżdżących prezentów i zapowiedź pielgrzymki.

Zofia Białas

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem