Reklama

Wiadomości

Zabawa zapałkami

O możliwej odpowiedzi na zagrożenie bezpieczeństwa Polski z prof. Romualdem Szeremietiewem rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 21/2017, str. 36-37

[ TEMATY ]

bezpieczeństwo

Grzegorz Boguszewski

Prof. Romuald Szeremietiew

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Przez całe lata po zakończeniu zimnej wojny w Polsce panował błogostan w kwestii bezpieczeństwa narodowego – zwłaszcza po wstąpieniu do NATO i UE – i dopiero od kilku lat, zwłaszcza od wybuchu wojny na Ukrainie, pojawia się pewien niepokój. Przed nami kolejne wielkie manewry rosyjskiej armii na Białorusi, tuż za granicą Polski. Czy to tylko rutynowa „gra wojenna” – jak chcą to widzieć niektórzy eksperci – czy też Rosja, która prowadzi już od dawna tzw. wojnę hybrydową, informacyjną, zmierza do realnej agresji?

PROF. ROMUALD SZEREMIETIEW: – Niestety, to wszystko, co się dzieje, jest jak najbardziej realne, nie jest ułudą i może doprowadzić do wybuchu wojny w Europie. Musimy stawiać pytania: Jakie mogą być konsekwencje tak, a nie inaczej realizowanej polityki? O co naprawdę chodzi w polityce uprawianej dziś przez Rosję? Odpowiedź wydaje się oczywista – Rosja chciałaby znowu być supermocarstwem decydującym o losach świata.

– I ma na to realne szanse?

– To zależy przede wszystkim od tego, na ile umocni się pozycja Rosji w wymiarze globalnym. Na Kremlu bardzo zazdrości się Stanom Zjednoczonym, że mają one strefy silnych wpływów w różnych częściach świata i nawet przy użyciu siły zbrojnej mogą rozstrzygać różne konflikty zgodnie z własnymi interesami. Kreml też chciałby mieć jakąś część obszaru ziemskiego w swoim władaniu, aby móc z pozycji mocarstwowej układać relacje ze Stanami Zjednoczonymi.

– Władimir Putin mógł się już przekonać, że samo rosyjskie „chciejstwo” nie wystarczy, choć może być niebezpieczne dla różnych narodów...

– W Moskwie pewnie zdają sobie sprawę z tego, że wszystkiego, co należało do Związku Sowieckiego, nie da się odzyskać. Aktywa, którymi dysponuje Rosja do przeprowadzenia ekspansji, dziś są marne, ale jak mówią Rosjanie: „stremitsia nada” – trzeba się starać. Tradycyjnie Kreml ma w zanadrzu „atomowe piguły”, a poza tym obecnie jego jedynym elementem siły, którym gra w relacjach międzynarodowych, są zasoby gazu i ropy. Rosja próbuje także odbudowywać potęgę wojskową, a ostatnio zaczęła nawet straszyć świat, że siła jej armii jest już porównywalna z tym, co miał Stalin.

– A rzeczywiście jest? W Związku Radzieckim wydatki na armię stanowiły 70 proc. budżetu państwa.

– Obciążenia zbrojeniowe w czasach ZSRR były ogromne i w ten sposób zarżnięto gospodarkę. Teraz Rosja nie przeznacza aż tyle na wojsko. Eksperci uważają, że Rosja wydaje na siły zbrojne może 5 proc. PKB, czyli procentowo mniej niż za Stalina, ale dużo więcej niż np. Polska, z jej 2 proc. PKB. Rosja zwiększyła wydatnie nakłady na zbrojenia, ale do pozycji militarnej ZSRR jest jej daleko. Tak więc rosyjskie przechwałki o potędze armii to w gruncie rzeczy propaganda.

– A więc szykuje się do militarnej ekspansji, czy jednak tylko straszy?

– Niebezpieczeństwo polega na tym, że uprawiając politykę zagraniczną przy użyciu siły – a tak właśnie od pewnego czasu Rosja postępuje – wprowadzając czynnik militarny jako główny argument tej polityki, Rosja sprawia, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko ze straszeniem...

– Mamy wojnę we wschodniej Ukrainie...

– Nie tylko. Mam na myśli także ustawicznie rozgrywane wielkie manewry wojskowe, na które nie zaprasza się obserwatorów z zewnątrz. Rosja, manipulując siłą zbrojną, zapewne liczy się z tym, że może, nawet niechcący, wywołać konflikt zbrojny w większym wymiarze. Kreml zachowuje się niczym chłopiec z zapałkami, którego bawi ich zapalanie, a w końcu może podpalić dom...

– Ten „dom” już płonie właśnie na Ukrainie... A następny?

– Ten „dom” to pokój w Europie. Na Ukrainie, jak dotąd, „płonie kilka zapałek”, ale to nie spowodowało jeszcze pożaru Europy. Ten pożar jest, niestety, przed nami. Teraz mamy pytanie o przyszłość Białorusi. Sytuacja staje się bardzo poważna w związku z mającymi się tam odbyć ćwiczeniami rosyjskich wojsk „Zapad 2017”.

– Można się obawiać, że Rosjanie zostaną tam na dłużej?

– Rzeczywiście, pojawiają się podejrzenia, że rosyjskie manewry mogą być okazją do zmiany władzy na Białorusi. Prezydent Łukaszenka, niedostatecznie spolegliwy wobec Putina, zostanie przy asyście rosyjskich wojsk zamieniony wprost na jakiegoś rosyjskiego gubernatora. Jeżeli Białoruś stanie się czymś w rodzaju guberni Federacji Rosyjskiej, to następnie pojawi się kwestia niezależności państw bałtyckich.

– Obecność NATO w tym rejonie może nie mieć dostatecznej mocy odstraszającej?

– Ciągle zadajemy sobie pytanie, czy i na ile NATO zachowa wewnętrzną spoistość i będzie zdeterminowane w powstrzymywaniu zakusów Rosji w rejonie „pribałtyki”. Po stronie zachodniej pojawiają się opinie, że państw bałtyckich nie da się obronić.

– A więc to „niegroźne” straszenie z jednej strony i „skuteczne” – jak się pocieszamy – odstraszanie z drugiej – może jednak doprowadzić do wojny?

– Nie tyle może doprowadzić do wojny, ile raczej nie może jej zapobiec. W dzisiejszej globalnej rzeczywistości mamy całe mnóstwo sprzeczności, których rozwiązywanie może doprowadzić do wybuchu wielkiej wojny. Nie twierdzę, że Rosja chce taką wojnę wywołać w Europie, ale tu właśnie zaczęła swoją „zabawę zapałkami”...

– „Zapad 2017” na Białorusi może być jedną z tych niebezpiecznych zabaw?

– Białoruś z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski jest ważnym kierunkiem operacyjnym. Właśnie stąd Rosja zawsze atakowała nasze terytorium – uderzenie na Warszawę z tego kierunku było przerabiane wiele razy, chociażby począwszy od powstania listopadowego 1830 r., a skończywszy na wojnie 1920 r. Teraz pojawiają się podejrzenia, że Rosja, chcąc zająć państwa bałtyckie, będzie się starała wcześniej odciąć te kraje od Polski (graniczymy z Litwą).

– W jaki sposób może to zrobić?

– Mówi się, że w planach Rosjan jest opanowanie tzw. przesmyku suwalskiego, czyli stworzenie korytarza między podporządkowaną Rosji Białorusią a obwodem kaliningradzkim, w rezultacie czego Polska, przy braku bezpośredniego kontaktu operacyjnego z państwami bałtyckimi, nie miałaby możliwości ich wojskowego wsparcia, Rosjanie mogliby je spokojnie zająć. Polska jednak musiałaby być bierna. Aby ją do tego skłonić, Rosja może zagrozić użyciem siły.

– Jakiej konkretnie?

– W moim przekonaniu, ma temu służyć rozlokowanie potężnych sił wojskowych w rejonie Kaliningradu; Rosjanie wystawili tam komplet systemów rakietowych służących do atakowania celów na lądzie, morzu i w powietrzu – celów, które znajdują się na obszarze Polski. Z takim zagrożeniem Polska, przy obecnym stanie jej obrony powietrznej, by sobie nie poradziła i nasza interwencja w obronie państw bałtyckich byłaby trudna do wyobrażenia.

– A zatem może rzeczywiście rację mają ci, którzy zakładają, że w dłuższej perspektywie krajów bałtyckich nie da się obronić przed Rosją?

– Wspomniałem, że takie opinie pojawiają się na Zachodzie. To rzeczywiście mogłoby się zdarzyć, gdyby NATO zrezygnowało z obrony Litwy, Łotwy i Estonii. Dopóki NATO zachowuje swoją spoistość, dopóty Rosja nie odważy się zagarnąć tych krajów.

– Rosja jednak nie traci nadziei i chyba bardzo liczy na niespoistość Zachodu. Już w manewrach „Zapad 2009” ćwiczono scenariusz zajęcia terytorium Polski, której nie pomagają zachodni sojusznicy... A teraz mamy wreszcie realną obecność NATO w Polsce; czy na tyle znaczącą, że nie musimy się już niczego bać?

– Ta obecność dziś powstrzymuje Rosję, ale nie wpływa przecież na zmianę długofalowych planów Kremla. Możemy być pewni swego bezpieczeństwa dopóty, dopóki Sojusz Atlantycki zachowuje swoją spoistość, co ostatnio – po wyborach prezydenta w USA – nie było wcale takie pewne. Obawy co do kierunku polityki Donalda Trumpa się nie potwierdziły. Nie wydaje się, aby chciał on ustępować Rosji. Nie zapominajmy jednak, że kwestia bezpieczeństwa w naszym regionie jest ciągle w dużym stopniu uzależniona od tego, jaką politykę będą prowadziły Stany Zjednoczone. Co prezydent USA uzna za zgodne z amerykańskim interesem, a czego nie, i jakie z tego wynikną konsekwencje dla naszego bezpieczeństwa.

– Ale teraz już sama obecność nawet kilkudziesięciu amerykańskich żołnierzy dodaje nam ducha, czujemy się bezpieczni... Jak zwykle zbyt naiwni?

– Morale społeczeństwa, które nie obawia się zagrożeń, jest rzeczą bardzo ważną. Z pewnością natomiast czym innym są reakcje ludzi, którzy się cieszą, że wreszcie wojska natowskie znalazły się na naszym terytorium, a czym innym powinna być trzeźwa ocena sytuacji polityków odpowiadających za bezpieczeństwo narodowe. Oni mają nie tylko radośnie witać amerykańskich żołnierzy, ale również brać pod uwagę to, że ich obecność w Polsce może być stanem przejściowym. We wrześniu prezydent USA będzie musiał podjąć decyzję o dalszym finansowaniu pobytu wojsk amerykańskich w naszym regionie. Na to trzeba przeznaczyć jakieś 4 mld dolarów. Prezydent Obama taką kwotę wyasygnował, teraz prezydent Trump ma zrobić to samo.

– A jeśli nie wyasygnuje?

– Wówczas wojsk amerykańskich w Polsce nie będzie, a Polska znajdzie się w bardzo trudnym położeniu.

– Czy tylko Polska powinna bać się Rosji? Kraje Zachodu nie muszą?

– Zachód słabiutko zdaje sobie sprawę z rosyjskiego zagrożenia. Jeśli prześledzi się historię stosunków Rosji z krajami Europy Zachodniej, to widać, że historia się powtarza; niezmienne są nadzieje po stronie Zachodu, że Rosja będzie partnerem przydatnym, gdy pojawi się jakiś wróg. Tak było ostatnio w latach II wojny światowej. Teraz Europejczykom wydaje się, że Rosja może być sojusznikiem w walce z islamistami. Tymczasem nie chodzi o to, że rosyjskie wojska tak jak w czasach Napoleona dotrą do Paryża, ale niebezpieczeństwo polega na tym, że za sprawą Rosji wybuchnie wojna obejmująca kraje europejskie, zwłaszcza Polskę.

– Tak czy inaczej – Pan Profesor od dawna to powtarza – powinniśmy bardziej sami zadbać o własne bezpieczeństwo, czyli przede wszystkim dobrze rozeznać stan zagrożenia i tworzyć stosowne rozwiązania militarne. Mamy już przynajmniej to dobre rozeznanie zagrożenia?

– Moim zdaniem, samo rozeznanie – bardziej intuicyjne niż zbadane dogłębnie, które mamy w Polsce od dawna – to już za mało. Teraz powinniśmy mieć gotową odpowiedź na pytanie, co konkretnie zrobimy, jeżeli coś niedobrego się stanie... Od dawna podnoszę kwestię, która zawsze wydawała mi się oczywista, że powinniśmy mieć nasz polski sposób na obronę kraju, ale nie w tym sensie, że będziemy mieli jakieś rakietowe „kły”, z którymi rzucimy się na nieprzyjaciela.

– W jaki sposób moglibyśmy się skutecznie obronić sami?

– Chodzi o taki sposób obrony naszego kraju, który przekona potencjalnego nieprzyjaciela, że nie da on sobie rady, gdy nas napadnie, że nie będzie w stanie sobie nas podporządkować, okupować itd. To jest możliwe! W Polsce doszło do zmiany władzy; odszedł obóz polityczny, który przez długie lata lekceważył sprawy obronności. Pojawiła się szansa na daleko idącą, pilną i konieczną zmianę polskiej doktryny i strategii obronnej, na stosowną do potrzeb zmianę sił zbrojnych. Powstaje tylko pytanie: Czy ta zmiana dokonuje się nie tylko szybko, ale też czy najlepiej, jak to możliwe, odpowiada na kwestie obronności i zapewni bezpieczeństwo Polsce?

– Jak Pan Profesor ocenia to obecne dążenie do zapewnienia bezpieczeństwa kraju – także tej szczególnie potrzebnej „samowystarczalności obronnej” – przed ewentualną agresją wroga?

– To z pewnością najtrudniejsza do przeprowadzenia w państwie „dobra zmiana” z zapowiadanych przez panią premier. Dlatego nie chciałbym teraz oceniać konkretnych posunięć MON. Martwi mnie tylko pewna chaotyczność działań. Z reformowaniem tej akurat dziedziny jest jak z budową domu na zarośniętej chaszczami działce, na której tkwią jeszcze jakieś stare zabudowania, fundamenty... Potrzeba dobrego architekta, sprawnego inżyniera budowlanego, ale najpierw właściciel powinien wiedzieć, czego chce i na co może sobie pozwolić, budując nowy dom. Jeśli ma on być zbudowany szybko, to nie można zbyt długo zajmować się usuwaniem chaszczy. W kwestii budowania systemu obronnego Polski mamy chyba taką sytuację, że bardziej zajmuje uwagę usuwanie chaszczy, a mniej koncepcja, jak ma być budowany dom.

* * *

Prof. Romuald Szeremietiew
Specjalista w zakresie obronności (habilitacja „O bezpieczeństwie Polski w XX wieku”), więzień polityczny PRL, poseł na Sejm III kadencji, były wiceminister i p.o. minister obrony narodowej (w rządach Jana Olszewskiego i Jerzego Buzka), wykładowca akademicki

2017-05-17 09:43

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bezpieczne wakacje

2020-08-05 07:21

Niedziela sosnowiecka 32/2020, str. IV

[ TEMATY ]

szkolenie

bezpieczeństwo

policja

wakacje

Sonia Kepper

Dzieci chętnie słuchają wskazówek policjantów

Poluzowane obostrzeń epidemicznych, czas wakacji, urlopów i stopniowego odchodzenia od rygorów sanitarnych usypiają naszą uwagę. Nie dziwi więc, że dochodzą do nas coraz częściej informacje o utonięciach, wypadkach na górskich szlakach czy kraksach samochodowych.

Dlatego też sosnowieccy policjanci pomimo pandemii przez całe wakacje prowadzą spotkania z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi w ramach akcji „Bezpieczne wakacje”. Z zachowaniem wszelkich zasad dystansu społecznego, najczęściej na świeżym powietrzu spotykają się z dziećmi, nie unikają także od rozmów z pełnoletnimi mieszkańcami miasta. Tematem spotkań oczywiście jest bezpieczny wypoczynek.

CZYTAJ DALEJ

Moc wiary...

Pan Bóg w różny sposób przemawia do człowieka. Inaczej objawił się Eliaszowi, inaczej całemu Izraelowi, a jeszcze inaczej przez swojego Syna, Jezusa Chrystusa, który według ciała był Izraelitą, a który „jest ponad wszystkim, Bogiem błogosławionym na wieki” (por. Rz 9, 5). Każdy z tych sposobów objawienia bardzo wyraźnie podkreśla prawdę, że Bóg pragnie zbawić wszystkich ludzi. Najpełniej objawiło się ono w przyjściu Syna Bożego, który wszedł w sam środek dramatu niewiary i nieposłuszeństwa człowieka wobec planu Bożego. To przyjście miało jeden podstawowy cel: „aby rozproszone przez grzech dzieci Boże zgromadzić w jedno” (por. J 11, 52) i aby „wszystkich przyciągnąć do siebie” (por. J 12, 32). Nie wolno nam jednak zapominać, że działanie Boże jest zawsze „siłą przekonującą miłości” i nigdy nie niszczy wolności człowieka. Jest to moc miłości oczekującej. „Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!” – słyszymy w wołaniu Boga do Eliasza (1 Krl 19, 11), nim da on swoją odpowiedź przez wiarę. Jest to moc miłości pozyskującej przez doświadczenia życia, którymi były dla Izraelitów: wybranie, tablice Dziesięciu przykazań, Przymierze i pełnienie służby Bożej. Jest to moc miłości pouczającej i przebaczającej, jak w przypadku tonącego i zapierającego się Szymona Piotra.

Widzimy więc, że Pan Bóg za każdym razem działa inaczej. Dlatego zawsze ze strony konkretnego człowieka potrzebne jest dobrowolne współdziałanie. Trudno nam to zrozumieć do końca, ale od stopnia naszej współpracy i naszego zaangażowania w wierze zależą również stan wiary lub niewiary naszych bliźnich i stopień przybliżenia im prawdziwego obrazu Boga. Powiedzmy sobie wprost, że boimy się takiej odpowiedzialności w wierze za ludzi naszej drogi życia, o której mówi św. Paweł Apostoł: „Wolałbym bowiem sam być (...) odłączonym od Chrystusa dla zbawienia braci moich” (Rz 9, 3). Jest w tej wypowiedzi Apostoła tak ogromny ładunek „bólu wiary i niewiary”, miłości braterskiej i odpowiedzialności, że aż sprzeczny z logiką wiary i rozumu.

Chciałbym w tym miejscu rozważań odwołać się do „rozmowy ewangelizacyjnej” przeprowadzonej z ks. prof. Edwardem Stańkiem z Krakowa, który podkreślił: Kto zna logikę Chrystusowego Krzyża, ten doskonale wie, że Ewangelia jest mocna przez to, iż odnosi zwycięstwo przez dobrowolne przyjęcie klęski. Tego wymiaru Ewangelii, a więc również wiary lub niewiary w Chrystusa, nie są w stanie uwzględnić żadne socjologiczno-polityczne oceny czy sondaże. Jeśli ktoś dostrzega ludzi odchodzących od Kościoła, a nie widzi nawracających się, jak w przypadku bohaterów dzisiejszej Liturgii Słowa: Szawła z Tarsu czy Piotra – ten nie jest w stanie obiektywnie ocenić wspólnoty ludzi ochrzczonych i nie powinien zabierać głosu na temat Kościoła i wiary.

Zakończmy nasze zamyślenie słowami modlitwy św. Augustyna: „Panie i Boże nasz! Wierzymy w Ciebie – Ojca i Syna, i Ducha Świętego... Ty, który jesteś moją nadzieją, wysłuchaj mnie i spraw, abym nie upadł w zmęczeniu i nie zaprzestał Cię szukać, lecz przeciwnie: bym zawsze płonął, szukając Twego Oblicza. Daj siły do szukania, Ty, który pozwalasz, by Cię znaleziono, i który pomnażasz nadzieję, że Cię coraz bardziej znajdywać będę... Moja siła i moja słabość stoją przed Twoim Obliczem... Moja wiedza i moja niewiara. Podtrzymuj pierwszą, a uzdrów drugą...” („De Trinitate”).

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Abp Głódź: nie ustawajmy w trwaniu przy prawdzie

Nie ustawajmy w trwaniu przy prawdzie, służbie pamięci, modlitwie o opamiętanie, o zejście z drogi nienawiści, oskarżeń i pomówień - powiedział metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź w czasie Mszy św. w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.

Liturgia zainaugurowała uroczystości związane z otwarciem Parku Pamięci Narodowej "Zachowali się jak trzeba". Miejsce ma upamiętnić tysiące Polaków, którzy w okresie II wojny światowej ratowali Żydów, narażając własne życie.

Mszę św. koncelebrował ordynariusz toruński bp Wiesław Śmigiel, biskup pomocniczy diecezji łomżyńskiej Tadeusz Bronakowski oraz przełożony Prowincji Warszawskiej Redemptorystów Janusz Sok.

W homilii abp Głódź powiedział za św. Janem Pawłem II, że "naród, który nie zna swojej przeszłości, umiera i nie buduje przyszłości". "Wciąż trzeba nadrabiać wielkie zaległości minionych lat, kiedy wielkie segmenty narodowej historii, wśród nich te, które były niezabliźnioną raną tysięcy polskich serc, były usuwane z pola społecznego widzenia, zakłamywane, fałszowane" - powiedział metropolita gdański. Jako przykład przywołał zbrodnię katyńską. Zaznaczył, że "trzeba upamiętniać je w przestrzeni ojczyzny, aby przypominały, edukowały, czasem ostrzegały.

Abp Gódź podkreślił, że Park Pamięci Narodowej "to wyraz hołdu, jaki winniśmy naszym przodkom, którzy przekazali nam nadzwyczaj cenną lekcję człowieczeństwa będzie się nazywał: +Zachowali się jak trzeba+". Zwrócił uwagę, że słowa 18-letniej Danuty Siedzikówny "Inki" urastają do rangi symbolu tamtego pokolenia żołnierzy Polski Podziemnej. "Tych, którzy po zakończeniu wojny kontynuowali zbrojną walkę. Nie chcieli Polski spod znaku sierpa i młota. Chcieli Ojczyzny spod znalu Białego Orła. Dziś tym określeniem +zachowali się jak trzeba+ ujmujemy czyny ludzi honoru, gotowych do ofiar w imię dobra, w imię prawdy, w imię miłości bliźniego i Ojczyzny" - powiedział metropolita gdański.

Zaznaczył, że "misterium nieprawości nie odniosło zwycięstwa". "Autorami takich zwycięstw wiary nad misterium nieprawości byli ci, których nazwiska znalazły się na postumentach w Parku Pamięci Narodowej. Żołnierze tej nigdy nie zorganizowanej armii skupionej pod sztandarem dobra, uporządkowanego sumienia, imperatywu +zachowania się jak trzeba+ w chwilach trudnych, niekiedy granicznych" - powiedział hierarcha.

Metropolita gdański podkreślił, że "w części Polski okupowanej przez Niemców przeciwstawili się oni zbrodniczemu planowi powziętemu w stosunku do wspólnoty żydowskiej, planowi całkowitej zagłady tego narodu wybranego przez Boga, z którego wyrastają korzenie wiary chrześcijańskiej".

"Symbolem martyrologii Polaków udzielającej pomocy Żydom jest los rodziny Ulmów z Markowej na Podkarpaciu" - dodał abp Gódź.

Podkreślił, że "mimo represji, mimo wyroków śmierci, pomoc niesiona Żydom nie ustawała". Zwrócił uwagę, że w miastach, miasteczkach, wsiach angażowało się w nią również duchowieństwo. "Księżą wydawali metryki chrzcielne, które ratowały życie. Domy zakonne przechowywały żydowskie dzieci" - powiedział duchowny.

Metropolita gdański zwrócił uwagę, że "każdego roku, mimo upływającego czasu, przybywa nowych świadectw takich postaw. Przybywa także nowych drzew w Jerozolimie sadzonych dla Polaków – Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Jest ich tam ponad 25 procent" - zauważył abp Głódź.

W ocenie arcybiskupa "wielu zamyka się na ten głos prawdy i nie chce go usłyszeć, przejąć się nim".

"Nie ustawajmy w trwaniu przy prawdzie, służbie pamięci, modlitwie o opamiętanie, o zejście z drogi nienawiści, oskarżeń, pomówień" - zaapelował abp Głódź.

Podziękował także wspólnocie ojców redemptorystów za "zebranie informacji o czynach naszych rodaków w służbie dobra, miłości, człowieczeństwa". "W tym dziele wielkie zasługi ma Radio Maryja. To w odpowiedzi na jego apel, ogłoszony jeszcze w 1997 roku, tysiące rodaków przekazało informacje o ludziach, którzy ratowali Żydów, +godnych córkach i synach naszej ojczyzny+" - zwrócił uwagę metropolita gdański.

Po Liturgii został uroczyście otwarty Park Pamięci Narodowej "Zachowali się jak trzeba". Miejsce upamiętnia tysiące Polaków, którzy w okresie II wojny światowej ratowali Żydów, narażając własne życie.

W Liturgii brali dział przedstawiciele najwyższych władz państwowych m.in. premier Mateusz Morawiecki, wiceprezes Rady Ministrów minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński oraz minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, a także prezes PiS Jarosław Kaczyński. (PAP)

Autor: Magdalena Gronek

mgw/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję