Reklama

20 lat temu

2017-05-25 11:22

Oprac. s. Gaudiosa Dobrska CSDP
Edycja toruńska 22/2017, str. 1, 4-5

Archiwum sióstr pasterek
Matka generalna s. Gracjana niesie relikwiarz bł. Marii Karłowskiej podczas Mszy św. beatyfikacyjnej w Zakopanem

W życiu człowieka wspomnienia odgrywają ważną rolę. Każdy z nas ma w pamięci miejsca, wydarzenia, osoby, słowa, a nawet myśli i uczucia, do których wraca chętnie, często z rozrzewnieniem – zwłaszcza w chwilach, które te fakty wyjątkowo przypominają. Możemy powiedzieć, że umiejętność zapamiętywania jest wyjątkowym darem Bożym. W jednej z rozprawek szkolnych czytamy: „Od tego mamy wspomnienia, aby nie dać przeminąć, nie dać odejść chwili, której nie chcemy utracić”. Zawsze możemy do niej wracać

Stajemy wobec ważnego wydarzenia sprzed dwudziestu lat, kiedy otrzymaliśmy dar pierwszej błogosławionej diecezji toruńskiej Matki Marii Karłowskiej, założycielki Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej, bardzo bliskiej Toruniowi poprzez posługę w Szpitalu Miejskim dla kobiet wenerycznie chorych. Pisano o tym w „Kurierze Warszawskim” z 25 maja 1935 r.: „Rzecz niebywała dotąd w dziejach klasztorów od zarania chrześcijaństwa, by zakonnice – pospolicie tak bardzo dalekie od tego właśnie rodzaju fizycznego brudu – podjęły się pielęgnacji takich ran, byleby tylko tą drogą trafić do serc, co się zabłąkały na fałszywych ścieżkach życia” .

Małe znaki Opatrzności Bożej

Było to czwartkowe popołudnie 5 czerwca 1997 r. Niebo zachmurzone, ale w Zakopanem wyjątkowy ruch. Przybywa wielu pielgrzymów, m.in. nieznane na tym terenie siostry zakonne. „Kim jesteście? – jakie to siostry?” – pytają zainteresowani górale. „Pasterki” – „O, jaka radość! Jak pasterki tu do nas pasują!”.

Pod Wielką Krokwią pracowita krzątanina. Górale ustawiają piękną, rzeźbioną kaplicę góralską, a w niej dwa potężne, spiżowe barany pokornie podtrzymują ołtarz z granitu. Białe owcze skóry wyścielają tron papieski z rzeźbą Dobrego Pasterza, sedilia biskupów i całe podium ołtarzowe. Obok przechodzi młody ojciec z synkiem. Pokazuje dziecku siostry i tłumaczy, kim są. Witamy ich serdecznie, a tata zachęca synka: „No, powiedz siostrzyczkom, co tatuś dał do ołtarza? No powiedz, że dał wszystkie skóry z owieczek!”. I tak Opatrzność Boża wskazała nam ofiarodawcę.

Reklama

Podziwiamy pełną radości gorliwość górali w tych przygotowaniach. Już ustawiono obrazy beatyfikacyjne. Oglądamy je i jedna z sióstr mówi jakby zawiedziona: „Matka Jabłońska na swoim obrazie wygląda taka duża, a nasza taka mała…”. Odwraca się stojący obok góral i tłumaczy z przekonaniem: „Siostra, ty nie mów, że mała. Ona jest mała na obrazie, ale wielka duchem!”. Przyklaskują mu inni górale. A starszy baca z zachwytem woła: „O, jak ona tu do nas pasuje! Cały kierdelek (stadko owiec) prowadzi!”. Wytworzyła się atmosfera serdecznej bliskości. Odczuwamy, że Matka Maria przyszła do swoich. Tłumaczymy, co znaczy pasterka i że to jest Matka Maria od Pana Jezusa Ukrzyżowanego, więc pod krzyżem na Giewoncie jest dla niej odpowiednie miejsce na beatyfikację. Wszyscy jesteśmy co do tego zgodni. I choćby ktoś miał wątpliwości, dlaczego ta beatyfikacja jest właśnie w Zakopanem, teraz już rozumie: Opatrzność Boża ma najlepsze plany.

Młodzież sióstr pasterek rozpoczyna próbę śpiewów do misterium przedbeatyfikacyjnego, opracowanego przez toruńską aktorkę Zofię Melechównę, i słyszy zachęcające słowa: „Pięknie śpiewacie tej waszej Matce!”. To dodaje ducha w zmęczeniu po dalekiej podróży. Wreszcie wszystko gotowe. Teraz tylko wołamy do Nieba o pogodę na jutro, bo w sektorach mokro… Ale pomysłowi górale kładą na ziemię maty ze sztucznej trawy.

Zaświtał ranek 6 czerwca 1997 r., piątek, uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego. Na pochmurnym dotąd zakopiańskim niebie pojawiają się promienie słońca. I nagle w czystym już powietrzu staje się doskonale widoczny 15-metrowy krzyż na Giewoncie, jak też biały 8-metrowy krzyż u szczytu skoczni Wielkiej Krokwi, od którego spływa równie biała wstęga aż pod wysoko usytuowany ołtarz w kaplicy góralskiej, a obok niego krzyż ołtarzowy w kształcie przypominającym krzyż profesyjny sióstr pasterek. W sektorach z radością i gorliwością krzątają się toruńscy seminarzyści, pełniąc służbę porządkową. Już wkrótce usłyszą od zadziwionych pielgrzymów: „Taka młoda diecezja, a już ma swoją błogosławioną!”. Jakże miłe są dla nas, pasterek, te wspomnienia, bo niby drobne, ale każde z nich ma wymowę małego znaku Opatrzności Bożej.

Zespół sióstr pasterek śpiewa hymn misyjny swego zgromadzenia: „Patrzmy więc w Słońce (tzn. w Chrystusa), patrzmy w krzyż!”. I nagle rozbłysło słońce, jakby chciało nasze oczy i serca skierować ku znakowi odkupienia. Radośnie witamy na niebie białego metalowego „ptaka”, wiozącego oczekiwanego gościa. I oto na podium ołtarza ukazuje się upragniona biała ojcowska postać, gestem wyciągniętych rąk witająca zebranych wokoło. Echem odbiły się od gór nabrzmiałe radością słowa papieskie: „Zakopane się doczekało – i ja się doczekałem!”. Tak oto wielki dar Boży staje się naszym udziałem.

Liturgia beatyfikacyjna

Rozpoczyna się uroczysta Liturgia. Bp Andrzej Suski prosi Ojca Świętego Jana Pawła II o zaliczenie Matki Marii Karłowskiej w poczet błogosławionych Kościoła katolickiego. Postulator sprawy beatyfikacyjnej o. Jerzy Mrówczyński CR odczytuje biogram kandydatki do beatyfikacji. Słuchamy uważnie. Tak, taką ją znamy… i taką ją kochamy. W przepięknej górskiej scenerii uroczyście brzmią słowa Namiestnika Chrystusowego: „Naszą władzą apostolską zezwalamy, aby odtąd czcigodnym sługom Bożym: Bernardynie Marii Jabłońskiej oraz Marii Karłowskiej przysługiwał tytuł błogosławionych i aby ich święta obchodzono w miejscach i w sposób określony przez prawo. Dla Marii Karłowskiej będzie to corocznie 6 czerwca”. Święty entuzjazm ogarnia wszystkich pielgrzymów. Od skał Giewontu wzmocnionym echem odbija się huragan oklasków, spotęgowany widokiem odsłanianego obrazu nowej błogosławionej. Klaszczemy wszyscy i ze wzruszeniem śpiewamy – po raz pierwszy oficjalnie – wraz z wielkim chórem, wymowne słowa inwokacji beatyfikacyjnej.

Ze świętą dumą patrzymy na błogosławioną, wskazującą nam Niebo – my, pasterki, i toruńscy diecezjalnie, którzy mówią: „Bo ona jest nasza!”. A matka generalna s. Gracjana podaje papieżowi do uczczenia relikwie nowej błogosławionej i ustawia je przed ołtarzem. Odtąd modlitwa inwokacji powtarza się często przez całe 20-lecie jako błaganie, ale też jako przypomnienie łaski spod Wielkiej Krokwi w Zakopanem.

Testament beatyfikacyjny

O nowych błogosławionych Ojciec Święty mówi: „Te heroiczne zakonnice, prowadząc w skrajnie trudnych warunkach swoje święte dzieła, ujawniły w pełni godność kobiety i wielkość jej powołania. Objawiły ów geniusz kobiety, który przejawia się w głębokiej wrażliwości na ludzkie cierpienie, w delikatności, otwarciu i gotowości do pomocy i w innych zaletach ducha właściwych kobiecemu sercu. Jakże potrzeba go dzisiejszemu światu, naszemu pokoleniu! Jakże potrzeba tej kobiecej wrażliwości na sprawy Boże i ludzkie!”.

Te słowa pozostały w polskich sercach do dziś jako testament beatyfikacyjny. Bo faktycznie, jakże nam wszystkim potrzeba dzisiaj tej wrażliwości! Tego subtelnego wyczucia, które świat chce zabić w człowieku, by już nie miał siły podźwignąć się i iść dalej z ufnością, że jeszcze nie wszystko stracone – jak uczyła nas Matka Karłowska!

Jako dalszy ciąg tego beatyfikacyjnego testamentu, słyszymy z ust papieskich w homilii ważne słowa: „Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa! Brońcie krzyża!” – woła Namiestnik Chrystusa. I dalej: „Chcę, żeby cała Polska, od Bałtyku po Tatry, patrząc w stronę krzyża na Giewoncie, słyszała i powtarzała: Sursum corda! W górę serca!”.

Błogosławiona wraca do Jabłonowa

Skończyła się uroczysta Liturgia beatyfikacyjna. Ojciec Święty serdecznym gestem żegna się z pielgrzymami. Nagle kieruje się w stronę obrazu bł. Marii, zatrzymuje się przed nim i chwilę patrzy na błogosławioną, pochyla się i modli. Wydaje się, że oni się rozumieją. Następnie znów patrzy na obraz i błogosławi go dużym znakiem krzyża. Jaka radość dla nas, pasterek! Pozostaje nam cenna pamiątka beatyfikacji Matki Założycielki! Obraz wykonany farbami olejnymi przez prof. Zbigniewa Kotyłło z Lublina, przeznaczony do sanktuarium błogosławionej, pozostał w Jabłonowie, gdzie 15 czerwca tegoż roku bp Andrzej Suski otworzy i poświęci to sanktuarium. Obraz beatyfikacyjny natomiast – według wymaganej wielkości – został wykonany z oryginału techniką gigantografii, czyli wielkiej fotografii. Przewieziony z Zakopanego do dziś znajduje się w sali spotkań zgromadzenia przy sanktuarium bł. Marii Karłowskiej w Jabłonowie-Zamku jako, rzec można, relikwia beatyfikacyjna – poprzez znak papieskiego błogosławieństwa – i często towarzyszy uroczystościom związanym z błogosławioną.

Symbolika obrazu

Na obrazie beatyfikacyjnym bł. Matka Maria jest otoczona owieczkami, symbolizującymi moralnie zagubione dziewczęta, których nawracaniu poświęciła się od młodości. Ręką wskazuje niebo, dokąd prowadzi powołane przez siebie zgromadzenie i swoje podopieczne. Góry przypominają trud wspinania się ku niebu, a skoro według decyzji papieskiej beatyfikacja odbyła się w Zakopanem, symbolizują także niejako miejsce jej beatyfikacji. Zachmurzone niebo oznacza zagrożenia, z których bł. Maria ratowała swoje podopieczne. W drugiej ręce trzyma księgę Reguły Zgromadzenia. Gdziekolwiek się stanie, ma się wrażenie, że oczy błogosławionej patrzą właśnie na mnie. Zdaje się, że widzi nas wszędzie i przenika do dna duszy. Zupełnie jak wówczas, kiedy natchniona Bożą łaską potrafiła czytać w myślach swych wychowanek. Ten wzrok przykuwa i zarazem rzuca na kolana. Cisną się słowa pieśni o Najświętszej Maryi Pannie: „Matka, która wszystko zrozumie”. Bł. Matka Maria też rozumie wszystko. Zrozumiała człowieka z całą jego słabością, nędzą grzechu, z całym bólem – konsekwencją ulegania słabości... Zrozumiała – i pomogła.

Pod ołtarzem umieszczony jest duży relikwiarz z kośćmi błogosławionej z napisem: „Życie moje oddaję za owce”. Przy tych relikwiach ucisza się wszystko, co w człowieku jest bólem, walką, buntem, trwogą, niepokojem... Jak wtedy, gdy gromadziła wokół siebie swoje odnalezione owieczki i wyciszała je nadzieją, że jeszcze nie wszystko stracone. Niech to będzie dla nas wszystkich sanktuarium wyciszenia i nadziei na duchowne i moralne uzdrowienia ludzkich słabości i zranień, na złagodzenie także cierpień fizycznych. Bo ona ukochała przecież całego człowieka – z duszą i ciałem. Niech się wstawia za nami wszystkimi, niech nam uprosi to, z czym do niej przychodzimy.

Zapraszamy do sanktuarium bł. Marii Karłowskiej w Jabłonowie-Zamku na 20. rocznicę beatyfikacji Matki Marii i 8. rocznicę jej patronatu nad Jabłonowem Pomorskim. Uroczystości rozpoczną się 3 czerwca o godz. 11 Mszą św. pod przewodnictwem bp. Andrzeja Suskiego. O godz. 14 adoracja Najświętszego Sakramentu, nabożeństwo czerwcowe i Koronka do Miłosierdzia Bożego, a o godz. 15.30 koncert muzyki filmowej.

Tagi:
błogosławiona

Reklama

Włochy: 14 września w Forlì beatyfikacja Benedykty Bianchi Porro – świeckiej mistyczki

2019-09-13 20:23

kg (KAI) / Forli

W sobotę 14 września prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Becciu w katedrze w Forlì w północno-wschodnich Włoszech ogłosi błogosławioną pochodzącą z tych stron Benedyktę Bianchi Porro. Żyła ona na przełomie pierwszej i drugiej połowy XX wieku, od dziecka była doświadczona licznymi chorobami, a jednak potrafiła zachować niezachwianą wiarę w Jezusa, stając się dla swych bliskich i przyjaciół żywym wzorem zaufania w miłosierdzie Boże,

FB - użytkownik: Benedetta Bianchi Porro
Benedetta Bianchi Porro

Poniżej podajemy krótki życiorys przyszłej błogosławionej.

Benedykta (Benedetta) Bianchi Porro urodziła się 8 sierpnia 1936 w miasteczku Dovadola. Gdy dziewczynka miała zaledwie 3 miesiące, zapadła na paraliż dziecięcy (chorobę heinemedina), a chociaż po pewnym czasie wyzdrowiała, to jednak do końca życia miała prawą nogę krótszą i nazywano ją „zoppetta” (kulawa w formie zdrobniałej). Był to dopiero początek jej cierpień, gdy z latami dochodziły nowe choroby, coraz bardziej utrudniające jej normalne życie.

Od 1945 musiała nosić ciężki gorset, aby choć trochę wyrównać skrzywienie kręgosłupa. W wieku 13 lat zaczęła się uskarżać na stopniową utratę słuchu, która doprowadziła do całkowitej głuchoty; niedługo potem miała coraz większe trudności z zachowaniem równowagi tak, iż musiała korzystać z laski. Mając 20 lat zaczęła tracić wzrok i na rok przed śmiercią całkowicie zaniewidziała. W 1957 stwierdzono u niej początki choroby Recklinghausena, której zewnętrznym objawem są liczne guzy i wrzody na całym ciele. Od 1959 była prawie całkowicie sparaliżowana z wyjątkiem prawego ramienia.

Mimo wszystkich narastających problemów zdrowotnych i okropności wojennych lat 1939-45 zdołała w wieku 17 lat wstąpić na uniwersytet w Mediolanie, gdzie zaczęła studiować fizykę za namową ojca – inżyniera. Ale już po miesiącu przeszła na medycynę, uważała bowiem, że jej prawdziwym powołaniem jest służenie ludziom jako lekarka. I chociaż była bardzo zdolna i inteligentna, nauka szła jej z wielkim wysiłkiem, była już bowiem prawie całkowicie głucha i miała wielkie trudności z porozumiewaniem się z otoczeniem.

Studia przeplatane były ciągłymi wizytami u lekarzy i operacjami, które miały poprawić jej stan zdrowia, tymczasem nie tylko nie poprawiły, ale raczej pogorszyły go. W maju 1962 udała się z pielgrzymką innych włoskich chorych do Lourdes, a jej marzeniem było odzyskanie zdrowia, aby móc służyć innym. Ale cudu nie było, podobnie jak w rok później, gdy też znalazła się w tym francuskim sanktuarium maryjnym.

Mimo to młoda kobieta ani przez chwilę nie straciła wiary i zaufania do Boga. W miarę, jak słabło jej zdrowie, rozwijała się w niej duchowość i pełne zdanie się na Jego wolę. Gdy głuchota i paraliż niemal zupełnie uniemożliwiły jej rozmowę, wraz z matką i innymi członkami rodziny wypracowała własny „alfabet”, dzięki któremu porozumiewała się z najbliższymi. Często odwiedzali ją koleżanki i koledzy jeszcze z czasów studiów i dzieciństwa, którzy z jednej strony pomagali jej i opiekowali się nią, z drugiej sami otrzymywali „pokarm” duchowy, umocnienie w wierze, napełniał ich pokój i spokój, który z niej promieniował. Jak powiedział później jeden z jej przyjaciół, „uczyliśmy się od Benedykty przyjaźni z Bogiem, odkrywania na nowo kontemplacji, umiłowania przyrody i stworzeń”.

Na początku 1964 stan jej zdrowia gwałtownie się pogorszył. Na krótko przed śmiercią powtórzyła słowa Magnificat: „Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”. Zmarła w opinii świętości, opatrzona sakramentem chorych 23 stycznia 1964 w Sirmione (prow. Brescia) nad jeziorem Garda, dokąd w 1951 przeprowadziła się cała rodzina. Jej ostatnim słowem było: „Dziękuję”.

Proces beatyfikacyjny trwał w latach 1975-77, po czym jego akta przesłano do Watykanu. 7 listopada 2018 Franciszek zatwierdził dekret uznający cudowne uzdrowienie 20-letniego Włocha w 1986 za wstawiennictwem sługi Bożej Benedykty Bianchi Porro. Jutro odbędzie się jej beatyfikacja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: zatroszczmy się o życie wieczne

2019-09-22 13:03

tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI) / Watykan

Do sprytu w zapewnieniu sobie nie tyle sukcesu doczesnego, ile życia wiecznego zachęcił Ojciec Święty w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”. Papież skoncentrował się na fragmencie Ewangelii (Łk 16, 1-13) zawierającym przypowieść o nieuczciwym rządcy.

Grzegorz Gałązka

Oto tekst papieskiego rozważania w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Bohaterem przypowieści zawartej w Ewangelii dzisiejszej niedzieli (por. Łk 16, 1-13) jest sprytny i nieuczciwy rządca, który oskarżony o roztrwonienie majątku swego pana niebawem zostanie zwolniony. W tej trudnej sytuacji nie żali się, nie szuka usprawiedliwienia ani nie zniechęca, ale szuka wyjścia, aby zapewnić sobie spokojną przyszłość. Najpierw reaguje trzeźwo, uznając swoje ograniczenia: „Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę” (w. 3); potem działa przebiegle, po raz ostatni okradając swojego pana. Wzywa dłużników i zmniejsza zadłużenie wobec pana, aby uczynić z nich sobie przyjaciół, a następnie być przez nich wynagrodzonym. Jest to czynienie sobie przyjaciół poprzez korupcję i pozyskiwanie wdzięczności poprzez korupcję, jak to jest dzisiaj w zwyczaju.

Jezus podaje ten przykład z pewnością nie po to, by zachęcać do nieuczciwości, ale do przebiegłości. Istotnie podkreśla: „Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił” (w. 8), to znaczy z tą mieszaniną inteligencji i sprytu, która pozwala przezwyciężyć sytuacje trudne. Kluczem do zrozumienia tej historii jest zachęta Jezusa: „Zyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków” (w. 9). Wydaje się to trochę dezorientujące, ale tak nie jest. „Niegodziwa mamona” to pieniądze - zwane także „diabelskim łajnem” - i ogólnie rzecz biorąc dobra materialne.

Bogactwo może pobudzać do wznoszenia murów, tworzenia podziałów i dyskryminacji. Jezus przeciwnie zachęca swoich uczniów do zmiany kursu: „Zyskujcie sobie przyjaciół za pomocą bogactwa”. Jest to zachęta, by umieć zamieniać dobra i bogactwa w relacje, ponieważ ludzie są ważniejsi niż rzeczy i liczą się bardziej niż posiadane bogactwo. W życiu bowiem przynosi owoce nie ten, kto ma wiele bogactw, ale ten, kto tworzy i utrzymuje wiele więzi, wiele relacji, wiele przyjaźni poprzez różne „bogactwa”, to znaczy różne dary, którymi obdarzył go Bóg. Ale Jezus wskazuje również na ostateczny cel swej zachęty: „Zyskujcie sobie przyjaciół bogactwem, aby was przyjęli do wiecznych przybytków”. Jeśli będziemy umieli przekształcić bogactwa w narzędzia braterstwa i solidarności, to w raju powita nas nie tylko Bóg, ale także ci, z którymi dzieliliśmy się, dobrze zarządzając, tym co Pan umieścił w naszych rękach.

Bracia i siostry. ten fragment Ewangelii sprawia, że rozbrzmiewa w nas pytanie nieuczciwego rządcy, wyrzuconego przez swego pana: „Co ja teraz pocznę” (w. 3). W obliczu naszych niedostatków i porażek Jezus zapewnia nas, że zawsze mamy czas, aby uzdrowić dobrem popełnione zło. Ten kto spowodował łzy, niech kogoś uszczęśliwi; kto zdefraudował, niech da potrzebującym. Jeśli tak będziemy czynili, to pochwali nas Pan „dlatego, że działaliśmy przebiegle”, to znaczy z mądrością tego, kto rozpoznaje siebie jako dziecko Boże i angażuje się na rzecz królestwa niebieskiego.

Niech Najświętsza Dziewica pomoże nam być sprytnymi w zapewnieniu sobie nie tyle sukcesu doczesnego, ile życia wiecznego, aby w chwili sądu ostatecznego osoby potrzebujące, którym pomogliśmy, mogły zaświadczyć, że widzieliśmy w nich Pana i służyliśmy Panu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Świadectwo wiary na ulicy

2019-09-22 21:21

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

- Przeszliśmy przez Rynek naszego miasta, który symbolizuje współczesny świat – mówił w homilii bp Kiciński. - Niech ta procesja, świadectwo naszej wiary, będzie przypomnieniem, że nie samym chlebem żyje człowiek. Niech ta procesja – nie tak liczna, jak te pierwsze, sprzed 20 lat – pokazuje nam i przypomina jak łatwo jest roztrwonić to wszystko, co naprawdę ważne – nauczał.

Zobacz zdjęcia: Procesja z relikwiami św. Doroty i św. Stanisława

Procesja rozpoczęła się o godz. 16.00 w bazylice św. Elżbiety, przeszła przez Rynek, pl. Solny, ul. Gepperta, Kazimierza Wielkiego, pl. Wolności i od pl. Franciszkańskiego dotarła do kościoła p.w. Świętych Stanisława, Doroty i Wacława. Relikwie świętych niesiono na specjalnych platformach, w procesji szli kapłani, klerycy, siostry zakonne i wierni z różnych wrocławskich parafii.

Organizowana od 22 lat procesja jest tradycją, którą zapoczątkował kard. Henryk Gulbinowicz.

- Kiedy w 1997 r. powódź zaczęła zagrażać Ostrowowi Tumskiemu, s. Sylwina – ówczesna zakrystianka, zakonnica ze zgromadzenia sióstr Notre Dame, nawiązując do średniowiecznych tradycji, wydobyła ze skarbca katedralnego relikwiarz z palcem św. Stanisława Biskupa i umieściła go w jednym z okien zakrystii. Powódź nas ominęła - przypomina historię ks. Paweł Cembrowicz, proboszcz katedralnej parafii tłumacząc początki wrocławskiej procesji świętych. Od powodzi minęły lata, ale tradycja dziękczynienia za ocalenie miasta od całkowitego zalania w 1997 r. i przebłaganie za grzechy, które wciąż popełniamy, jest podtrzymywana.

Do wydarzenia sprzed 22 lat nawiązał też w homilii wygłoszonej w czasie Mszy św. sprawowanej w kościele p.w. Świętych Stanisława, Doroty i Wacława o. bp Jacek Kiciński.

- W 1997 r. życie toczyło się spokojnie i nagle przyszła powódź. Wielu straciło wszystko, cały dobytek. Wielu straciło najwięcej, bo własne życie, ale w tamtych dramatycznych dniach wydarzyło się też coś dobrego – odezwała się ludzka solidarność, w wielu ludziach obudziło się człowieczeństwo. Sąsiad pomagał sąsiadowi, wielu nawróciło się do Boga. Mimo zagrożenia i niebezpieczeństwa, które niósł żywioł, ludzie sobie pomagali. Gdy minął czas od tego tragicznego wydarzenia niektóre ze starych, często złych przyzwyczajeń, wróciły – mówił kaznodzieja nawiązując do fragmentu Ewangelii, w której rządca w obliczu pozbawienia go pełnionej funkcji potrafił wykrzesać z siebie miłosierdzie i litość darując część długów wierzycielom. Bp Kiciński porównał jego sytuację z naszą, gay stajemy w obliczu nagłej straty. – Wtedy, gdy wszystko nam się wymyka potrafimy nagle być dobrymi ludźmi – mówił. Przypomniał też, że wielu z tych, którym powierzono urzędy zapomina, że są tylko zarządcami a nie właścicielami. – W życiu człowieka może pojawić się grzech, który nazywa się zapomnieniem Boga. Człowiek staje się nieczuły dla Boga i wtedy jego życiem zaczynają kierować pożądliwości, które powoli go niszczą. Gdy człowiek staje się nieczuły na Boga stawia siebie na pierwszym miejscu – tak było w czasach Noego – przypominał bp Jacek – i za czasów Sodomy i Gomory, kiedy uratował się jedynie Lot z najbliższymi i tak było w czasach Jezusa. Ciągnęły za Nim tłumy, ale na Golgocie pod krzyżem stała jedynie Maryja, Jan i najbliżsi – mówił. Ze smutkiem konkludował, że szliśmy z relikwiami przez miasto, gdzie dla wielu Bóg stał się kimś niepotrzebnym, kimś zbędnym. – Nasza dzisiejsza procesja miała i ma niezwykłą wymowę, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdy wydaje się, że człowiek zapomniał o Bogu – mówił bp Kiciński. – Ale niech ta procesja, świadectwo naszej wiary, będzie przypomnieniem, że nie samym chlebem żyje człowiek. Niech ta procesja – nie tak liczna, jak te pierwsze, sprzed 20 lat – pokazuje nam i przypomina jak łatwo jest roztrwonić to wszystko, co naprawdę ważne – nauczał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem