Reklama

To Bóg planuje

2017-06-28 09:33


Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 26-27

„Nie zdarzyło mi się jeszcze mieć pretensji do Pana Boga, a w momencie, kiedy pojawiają się moje własne cierpienia i jest mi z czymś bardzo trudno, dosyć szybko – bo na szczęście mam pogodne usposobienie – przychodzi mi do głowy myśl: Panie Boże, wiem, że jesteś”... Z dr Heleną Pyz – niezwykle dzielną i odważną kobietą, lekarką i misjonarką w ośrodku dla trędowatych Jeevodaya w Indiach – rozmawia Agnieszka Porzezińska

AGNIESZKA PORZEZIŃSKA: – Maryja została wzięta do nieba z duszą i ciałem. Tutaj, na ziemi, ciało może sprawiać nam czasami kłopot, ale później będzie docenione?

DR HELENA PYZ: – Jestem lekarzem i zajmuję się leczeniem ciała, ale wielokrotnie zdarzało mi się ratować także dusze. Na rozpacz nie ma tabletek, pomagają tylko moc Boga i troska Maryi. Przez lata praktyki przekonałam się, że człowiek jest jednością tego, co cielesne, i tego, co duchowe.

– Z cierpieniem, ze śmiercią ma Pani do czynienia praktycznie na co dzień...

– Tak, i to jest wielka łaska. Kiedy ciało już nie chce słuchać, kiedy poddane jest strasznemu cierpieniu, zawsze można dać człowiekowi nadzieję, mówiąc, że istnieje sens jego cierpienia. Dla ludzi niewierzących – takich prawdziwie niewierzących, którzy zaprzeczają istnieniu Pana Boga – zawsze mam jedno stwierdzenie: Nie dałeś sobie życia sam. Życie jest wielkim darem. Nie masz prawa w żaden sposób go zakończyć, zniszczyć, musisz dbać o swoje ciało do końca, bo w nim ukryta jest twoja dusza.

– Współcześnie panuje kult ciała, ale to jest bardzo płytkie spojrzenie na człowieka. Co z ludźmi, których ciała są brzydkie, okaleczone?

– Sama jestem chora i gdy jeszcze chodziłam, to chodziłam brzydko. Moje ciało było powyginane. Trzeba umieć to przyjąć. Uważam, że nie samo ciało jest ważne, ale człowiek. Mimo że ciało jest w jakikolwiek sposób upośledzone lub okaleczone, to nadal jesteśmy w pełni wartościowymi ludźmi. Niczego nam nie brakuje, bo nadal jesteśmy tymi samymi bożymi stworzeniami. Pan Bóg daje nam takie życie, jakie daje, i nawet jeśli ulega ono zmianie czy degradacji, to nadal, aż do samego końca, jesteśmy Jego własnością.

– Kiedy uświadomiła sobie Pani, co to znaczy „wniebowzięcie”?

– Wierzymy, że chrzest św. całkowicie gładzi nasze grzechy, niezależnie od tego, w jakim momencie go przyjmujemy. Kilkakrotnie zdarzało mi się chrzcić człowieka w obliczu śmierci, zarówno dorosłego, jak i niemowlę. Za każdym razem odczuwałam radość i miałam głęboką świadomość, że ten człowiek za chwilę będzie w niebie. Tak, jego ciało pogrzebiemy, włożymy do piachu, ono ulegnie dalszemu zniszczeniu, ale dusza tego człowieka za chwilę będzie w ramionach Ojca. To są niepowtarzalne przeżycia.

– Nie ma Pani wątpliwości, że niebo istnieje naprawdę?

– Nie mam. Tak mnie wychowano. Ale nie mam wątpliwości także dlatego, że ja nieba doświadczam. Niebo to jest radość i szczęście w ramionach Ojca, ale jakiejś cząstki tej radości doświadczamy także tu, na ziemi.

– W przeżywaniu odchodzenia ludzi także doświadcza Pani przedsionków nieba?

– Niedawno odeszła do nieba moja serdeczna przyjaciółka, osoba, która przez kilkanaście lat bardzo mi pomagała. Pięć dni przed śmiercią przyszedł do niej kapłan z sakramentami pojednania, Eucharystii i chorych. Napisała do mnie – ja byłam wtedy w Indiach, a ona w Polsce: „Właśnie wyszedł ksiądz. Jestem szczęśliwa. Czy to nie przedsmak nieba? Absolutny spokój...”. Pięć dni później już jej tutaj, na ziemi, nie było. Wielokrotnie widziałam radość, ulgę i spełnienie u ludzi, którzy prosili o chrzest i go otrzymali. Sama kiedyś miałam łaskę ochrzcić dziecko leżące w inkubatorze, którego życie było zagrożone. Ochrzciłam je i od tego momentu ono zaczęło zdrowieć.

– To niesamowite...

– Jeszcze jeden przypadek. Kiedyś jeden z moich pacjentów był już na krawędzi życia i sam, bez żadnego mojego pytania, poprosił o chrzest. Musiał parę dni czekać na przybycie księdza. A gdy ten w końcu przybył i udzielił mu sakramentu, pacjent po godzinie zmarł. Jemu to było naprawdę potrzebne. Ogromną łaską jest patrzeć, jak działa Pan Bóg. Jestem przekonana, że docieranie do ludzi chorych w momencie, kiedy cierpią, i danie im nadziei jest nieprawdopodobnie ważnym zadaniem. Im więcej będzie katolickich lekarzy i pielęgniarek, którzy zwrócą uwagę na to, kiedy trzeba podejść do człowieka, i im więcej będzie dobrych kapelanów szpitalnych, tym więcej będzie łaski, żeby cierpienie znosić w łączności z Panem Bogiem i mieć szansę na to, by kiedyś, po zmartwychwstaniu ciał, być jak nasza Mama w niebie.

– To byłaby sytuacja idealna i dająca bardzo wiele pokoju, gdybyśmy umieli stale przeżywać cierpienie nasze i innych ludzi w łączności z Bogiem. Jednak trudno mi uwierzyć, że stałe obcowanie z ogromnym cierpieniem nie zasmuca Pani, nie odbiera sił.

– Naprawdę nie. Proszę mi uwierzyć, jestem bardzo szczęśliwa w mojej posłudze. Nie zdarzyło mi się jeszcze mieć pretensji do Pana Boga, a w momencie, kiedy pojawiają się moje własne cierpienia i jest mi z czymś bardzo trudno, dosyć szybko – bo na szczęście mam pogodne usposobienie – przychodzi mi do głowy myśl: Panie Boże, wiem, że jesteś. I często to mi wystarcza.

– Jako członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego jest Pani bardzo mocno związana z Jasną Górą...

– Mój tata wędrował na Jasną Górę od 1945 do 1979 r. Chodził co roku od okupacji do swojej śmierci. W dniach 6-15 sierpnia musiał mieć urlop w swoim zakładzie pracy. Mnie też zdarzyło się iść dwa razy. A tak dosłownie to raz jechałam rowerem, a raz szłam o kulach. Bardzo kocham Jasną Górę. Kiedy jest mi czasem bardzo ciężko, to tam, w Indiach, w ośrodku Jeevodaya, w którym pracuję, w kaplicy albo w moim pokoju przenoszę się w myślach do Kaplicy, do takiego kątka tuż przy drzwiach, który bardzo lubię, i patrzę na Cudowny Obraz. On zawsze jest w moim sercu. Jeżeli potrzebuję pomocy, odpoczynku, pociechy, powrotu do sił, to w myślach siadam właśnie tam. Na jedną chwilę, dłuższą lub krótszą – i siły wracają. Jasna Góra jest moim miejscem, w jakimś sensie moim domem. Tu jest przecież moja Mama.

– Jaką Mamą jest dla Pani Maryja?

– Najlepszą. Moja rodzona mama też była cudowna, bardzo wiele rozumiała. Zgadzała się na wszystko. Mówiła: Ty wiesz lepiej. Ty wiesz, co jest ci potrzebne. Kiedy wybrałam się do Instytutu i zdecydowałam na życie konsekrowane, powiedziała: Ty wiesz, co lepsze. Kiedy wybierałam się do Indii, a wtedy już ciężko chorowałam, powiedziała: Wiem, że nie możesz sama sobie odmówić, sama sobie zaprzeczyć. Czułabyś się nieszczęśliwa, gdybyś nie realizowała tego, co ci Pan Bóg pokazał jako twoją drogę. A nad moją mamą duchową, która mnie wychowywała w Instytucie – niejedna zresztą – jest jeszcze Pani Jasnogórska. Przyciągnęły mnie Jej oczy. Kiedy patrzę w Jej oczy, nie mogę nie ulec Jej miłości. Ona zawsze patrzy z wielką cierpliwością.

– Gdy Pani zachorowała, miała 10 lat. Miała Pani żal do Boga?

– Dzieciak nie ma świadomości, że czegoś nie może. Nie miałam w sobie buntu, ale ogromną chęć dalszego życia. Lekarze wtedy nie bardzo znali chorobę Heinego-Medina – był 1958 r. Nie wiedzieli jeszcze, jak sobie z tą chorobą radzić. Miałam bardzo ciężkie porażenie wszystkich mięśni. Lewą ręką mogłam unieść tylko kubek, jeśli nie był pełen wody. Jak tylko czułam, że mogę ruszać jednym palcem, zaraz to wykorzystywałam. Rodzice i rodzeństwo bardzo mnie wspierali, bym wróciła do jak najlepszej sprawności. Chyba tata zaraził mnie chęcią do nauki. Powiedział: Inni będą zdobywać medale na boiskach, a ty musisz zwojować świat głową. Podsuwał mi ciekawą literaturę. Dużo czytałam. Miałam przecież na to czas. Choroba upośledziła moją sprawność fizyczną, ale na szczęście Pan Bóg zachował mi sprawną głowę. Mogłam skończyć studia medyczne i swoimi umiejętnościami i wiedzą zacząć służyć innym ludziom.

– A dzieci w szkole Pani nie dokuczały? Nie odsuwały się od Pani?

– Nie rozumiem tego, co się dzieje dzisiaj. Tyle się słyszy o przypadkach agresji między dziećmi. Mnie moi rówieśnicy nie dokuczali. Nigdy nie było przezywania, wyśmiewania. Gdy się przewracałam, zawsze ktoś mnie podniósł, wziął pod ramię. Nie miałam złych doświadczeń – a może tylko te dobre pamiętam...

– Wciąż ma Pani dużo sił?

– Myślę, że póki jestem Bogu potrzebna, dostaję siły. Od kilku lat jestem emerytką, ale ciągle jeszcze jestem w stanie pomagać. Staram się pokonywać trudności i iść dalej.

– Umie Pani żyć z dnia na dzień, czy jednak ulega pokusie robienia planów? Marzy Pani o czymś?

– Wystarcza mi to, co mam. Umiem żyć w biedzie, a tam, gdzie pracuję, jest bardzo biednie. Żyję na takim poziomie jak moi współmieszkańcy w ośrodku. Umiem też cieszyć się udogodnieniami, które otrzymuję w Polsce. Chciałabym być potrzebna i umieć się wycofać, kiedy Pan Bóg uzna, że już czas. To On planuje. Od początku to Pan Bóg wytyczał mi drogę, a ja nigdy nie chciałabym powiedzieć Bogu: nie.

* * *

Moja Mama jest Królową

To cykl dziewięciu Jasnogórskich Wieczorów Maryjnych, które od 8 listopada 2016 r. do 8 lipca 2017 r. odbywają się na Jasnej Górze w 8. dniu każdego miesiąca.

Tematami tych spotkań są tajemnice różańcowe.

8 czerwca 2017 r. uczestnicy spotkania rozważali tajemnicę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Gośćmi wieczoru byli: o. Grzegorz Prus – rektor paulińskiego seminarium w Krakowie na Skałce i dr Helena Pyz – misjonarka świecka w Indiach. Publikujemy zapis rozmowy, którą przeprowadziła z dr Heleną Pyz Agnieszka Porzezińska.

Reklama

Kolejny Jasnogórski Wieczór Maryjny – zaplanowany na 8 lipca 2017 r. – będzie dotyczył tajemnicy Królowania Maryi.

* * *

Jeevodaya to Ośrodek Rehabilitacji dla Trędowatych w Indiach, założony przez ks. Adama Wiśniewskiego SAC, a od 1989 r. prowadzony przez dr Helenę Pyz – lekarkę i misjonarkę, członkinię Instytutu Prymasa Wyszyńskiego www.jeevodaya.org

Tagi:
Jasna Góra Wieczory Maryjne

Reklama

Nowenna trwa

2019-08-18 17:18

Beata Pieczykura

Pierwszego dnia nowenny przed uroczystością Matki Bożej Częstochowskiej 17 sierpnia na Jasną Górę Mszy św. na Szczycie Jasnogórskim przewodniczył abp Wacław Depo. Ksiądz Arcybiskup modlił się o światło prawdy w Duchu Świętym.

Beata Pieczykura/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Nowenna trwa

Dziś 18 sierpnia w nowennie uczestniczyć będą częstochowskie parafie: św. Antoniego z Padwy, św. Andrzeja Świerada i Benedykta, św. Jacka, św. Zygmunta, św. Jana z Dukli i Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Różańcu jest nasze zwycięstwo

2019-08-19 08:47

Anna Majowicz

Biorąc różaniec do ręki pamiętajcie proszę, że jest w nim moc, która może zwyciężyć zło –mówił abp Józef Kupny w kościele oo. Cystersów pw. Wniebowzięcia NMP w Henrykowie, podczas II Archidiecezjalnej Pielgrzymki Czcicieli Maryi – Wspólnot Żywego Różańca.

Anna Majowicz
W pielgrzymce udział wzięło ponad 1000 osób.

W homilii pasterz kościoła wrocławskiego wyraził zadowolenie, że spotkanie czcicieli Maryi przeżywamy w bliskości uroczystości Wniebowzięcia NMP. - Zastanawiające jest to, że w tą piękną uroczystość czytane jest Słowo Boże, które nic nie mówi o szczegółach wniebowzięcia. Nie ma opisu tego w jaki sposób Maryja została wzięta do nieba. Nie ma opisu znaków, które temu towarzyszyły –mówił metropolita wrocławski, tłumacząc, że choć chcielibyśmy wiedzieć jak to się odbywało, to Pan Bóg nie chce byśmy naszą uwagę zatrzymywali na cudownym wydarzeniu. – Bóg nie chce abyśmy zachwycali się Jego wszechmocą, ale chce nam pokazać drogę do nieba. Chce, żebyśmy dziś uświadomili sobie, że jest to szlak otwarty dla każdego z nas –zaznaczył abp Kupny.

Hierarcha odwołał się do Apokalipsy św. Jana, która obrazuje walkę dobra ze złem – gdzie zło ukazane jest pod obrazem wielkiego smoka, który ma 7 głów, 10 rogów i 7 diademów. – 7 głów oznacza pełnię mądrości tego świata. 10 rogów to obraz siły, a 7 diamentów to 7 koron, czyli władza – wyjaśnił symbolikę ksiądz arcybiskup, wskazując na stojącą naprzeciw smoka Niewiastę. Niewiasta to symbol Maryi i całego Kościoła, czyli nas. - Każdy z nas stoi naprzeciw zła i każdy z nas musi zebrać w sobie wiele sił, aby tego smoka pokonać. I tak jak Maryja stojąca naprzeciw smoka wydawałaby się bez szans, tak nam wydawać by się mogło, że stojąc wobec tego ogromu zła jesteśmy bezsilni. Tymczasem na tą całą potęgę zła odpowiedzią są środki, jakie daje nam Bóg- podkreślił kapłan, tłumacząc, że bram nieba nie sforsujemy przemocą, pyszałkowatością, przebiegłością ani układami, ale zdobędziemy je wierząc w moc dobra, czyniąc dobro. – Potwierdzają to objawienia Matki Bożej w rożnych miejscach świata. Jako czciciele Maryi doskonale wiecie o co prosiła np. dzieci z Fatimy. Czy kiedykolwiek Matka Najświętsza dawała dzieciom do ręki miecz? Czy kiedykolwiek prosiła, żeby tym mieczem walczyć? Nie. Zamiast miecza dawała różaniec i mówiła, że w tym jest nasze zwycięstwo – mówił, dodając:- W tej modlitwie jest siła. Biorąc różaniec do ręki pamiętajcie proszę, że jest w nim moc, która może zwyciężyć świat. Że jest w nim moc, która może zwyciężyć tego współczesnego smoka, to współczesne zło, które otacza nas zewsząd.

Zobacz zdjęcia: II Archidiecezjalna Pielgrzymka Czcicieli Maryi – Wspólnot Żywego Różańca

Po Mszy św. i wspólnym posiłku licznie przybyli pielgrzymi (ponad 1000 osób, w tym ok. 50 kapłanów) wysłuchali świadectwa Maryjnego o. Leona Barczaka OFM. II Archidiecezjalną Pielgrzymkę Czcicieli Maryi – Wspólnot Żywego Różańca do Henrykowa zakończyło nabożeństwo różańcowe przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Wydarzenie uświetnił zespół Mirtillo Rosso z Wrocławia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trybunał w Strasburgu stanął po stronie ojca, któremu niesłusznie odebrano dzieci

2019-08-19 15:53

Ordo Iuris

Trybunał w Strasburgu stanął po stronie ojca, któremu niesłusznie odebrano dzieci (informacja prasowa)

BOŻENA SZTAJNER

Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że pozbawienie ojca możliwości kontaktów z córką z powodu fałszywego oskarżenia o przemoc domową stanowi pogwałcenie jego prawa do poszanowania życia rodzinnego. W toku sprawy hiszpańskie sądy pominęły wiele istotnych okoliczności. Władze Hiszpanii powinny teraz ponownie rozpatrzeć sprawę tej rodziny.

W 2012 roku W. Haddad, ojciec trójki dzieci, w tym półtorarocznej córki, został oskarżony przez swoją żonę o rzekome stosowanie przemocy w domu. W odpowiedzi na zarzuty sąd karny wydał zarządzenie tymczasowe, na mocy którego odebrał ojcu prawa rodzicielskie oraz zakazał mu kontaktów z żoną oraz dziećmi. Kilka miesięcy później, małoletni zostali wbrew ich woli odseparowani od ojca oraz skierowani do domu opieki społecznej. W 2013 roku sąd oczyścił mężczyznę ze wszystkich zarzutów. Mimo to synowie wrócili do ojca dopiero w 2016 roku, natomiast córka została przekazana przez sąd rodzinny do pieczy zastępczej. Apelacje obojga rodziców od ostatniego rozstrzygnięcia zostały oddalone.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu stwierdził, że działanie sądu rodzinnego było pochopne i stanowiło pogwałcenie prawa ojca do poszanowania jego życia rodzinnego (art. 8 Konwencji). Sąd rodzinny powinien był uwzględnić okoliczność, że zarzuty, które stanowiły podstawę odebrania ojcu prawa kontaktów z córką, okazały się bezzasadne. Trybunał podkreślił, że władze hiszpańskie decydując się na jej umieszczenie w opiece zastępczej ani razu nie rozważyły takich okoliczności jak bardzo młody wiek dziewczynki (półtora roku), istniejąca więź między córką a jej rodzicami, upływ czasu od momentu separacji rodziców, konsekwencje odizolowania dla kontaktów między całą trójką rodzeństwa. Ponadto, sąd oddalający skargę ojca na decyzję o umieszczeniu dziewczynki w rodzinie zastępczej nie zbadał czy występują problemy w relacjach ojca z córką ani też jakie zdolności emocjonalne i edukacyjne reprezentuje mężczyzna. Nie wziął również pod uwagę zdrowia dziecka, sytuacji materialnej, ani warunków w jakich żyje. Trybunał zauważył również, że hiszpańskie władze powinny rozważyć najpierw mniej radykalne środki niż umieszczanie córki w opiece zastępczej.

Trybunał przypomniał, że z art. 8 Konwencji wynika prawo rodzica do ponownego zjednoczenia z dzieckiem, które mu bezprawnie odebrano. Hiszpańskie władze odpowiedzialne za opiekę społeczną nie wywiązały się z obowiązku zagwarantowania mężczyźnie tego prawa. Zdaniem Trybunału urzędnicy są odpowiedzialni za zerwanie kontaktów ojca z córką, co najmniej od momentu kiedy zarzuty o stosowanie przemocy przez ojca okazały się bezzasadne. Ponadto, władze jedynie powielały swoje pierwotne decyzje bez opierania ich na aktualnych okolicznościach sprawy i dostępnych dowodach, ukazując tym samym determinację w umieszczeniu dziewczynki w pieczy zastępczej z możliwością jej późniejszej adopcji przez rodzinę zastępczą. Trybunał przyznał, że najlepszą formą słusznego zadośćuczynienia dla skarżącego ojca będzie ponowne rozpatrzenie tej sprawy przez hiszpańskie organy w oparciu o ustalenia niniejszego wyroku, zagwarantowanie prawa do życia rodzinnego skarżącego oraz zabezpieczenie dobra dziecka.

„Wyrok Trybunału w Strasburgu potwierdza, że rodzicowi, któremu bezprawnie odebrano dziecko, przysługuje prawo do przywrócenia władzy rodzicielskiej w sytuacji, gdy zarzuty mu stawiane okazały się bezpodstawne. Dodatkowo opisywany wyrok podnosi jeszcze jedną istotną kwestię w sprawach, w których odebranie dziecka zostało zarządzone jako tymczasowy środek. Odmowa przywrócenia kontaktów z dzieckiem oraz decyzja o jego umieszczeniu w opiece zastępczej nie może być poparta tłumaczeniem, że kontakty z dzieckiem nie są już utrzymywane od dłuższego czasu. Inaczej, każde odpowiednio długie odseparowanie dziecka od rodzica prowadziłoby do odebrania mu władzy rodzicielskiej” – skomentowała Rozalia Kielmans-Ratyńska Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Instytutu Ordo Iuris.

https://ordoiuris.pl/ochrona-zycia/trybunal-w-strasburgu-stanal-po-stronie-ojca-ktoremu-nieslusznie-odebrano-dzieci

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem