Reklama

Zaprzyjaźnić się z wodą

2017-07-05 09:47

Ewa Oset
Niedziela Ogólnopolska 28/2017, str. 46-47

Microgen/fotolia.com

Tonący walczy o życie cicho, przez 20-60 sekund, po czym opada na dno. Po 5 minutach traci przytomność, po 7 – przestaje bić jego serce... Krótka chwila wystarczy, aby przyjemność wypoczynku nad wodą zamieniła się w dramat

W 2016 r. w Polsce, od maja do września, utopiło się 313 osób – podają statystyki Komendy Głównej Policji. Choć to o 313 utonięć za dużo, zauważa się tendencję spadkową w tym względzie. Policja odnotowuje, że w 2015 r. życie w wodzie straciło 367 osób, a w 2014 r. – aż 646. Za tymi liczbami kryją się dramatyczne historie rodzinne. Te zdarzenia nie miałyby miejsca, gdyby ludzie zaprzyjaźnili się z wodą, tzn. posiedli umiejętność pływania, znali zasady bezpieczeństwa przebywania nad wodą i w wodzie oraz umieli rozpoznać tonącego człowieka.

Przyjemnie, ale niebezpiecznie nad wodą

Wypoczynek nad morzem, jeziorem, rzeką i innymi odkrytymi zbiornikami wodnymi to ulubiony sposób spędzania urlopów i wolnego czasu. Można się schłodzić w upalny dzień, uprawiać sporty wodne, popływać albo zwyczajnie poszaleć w wodzie. Plaża, słońce, przyjemny plusk wody sprawiają, że człowiek wypoczywa psychicznie i fizycznie. I „ładuje akumulatory” do następnych wakacji. Beztroski stan i swoboda nie mogą jednak odebrać roztropności podczas wypoczynku, ponieważ woda, choć czasami z pozoru spokojna, jest groźnym żywiołem. Dlatego nie wolno lekceważyć zasad przypominanych przez policjantów i ratowników. Podkreślają oni, że pływać, kąpać się i bawić w wodzie można wyłącznie w miejscach dozwolonych. Pod okiem ratownika, a najlepiej służb ratowniczych Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Należy zwracać uwagę na wywieszone flagi: biała oznacza kąpielisko strzeżone, natomiast czerwona – zakaz kąpieli ze względu na niesprzyjające ku temu warunki. Miejsce do pływania wyznaczone jest bojami: koloru czerwonego dla nieumiejących pływać i początkujących pływaków – do głębokości 120 cm i koloru żółtego dla dobrych pływaków – do głębokości 4 m. Między nimi znajduje się strefa przejściowa, tzw. pas bezpieczeństwa o szerokości 5 m i głębokości 130 cm – o czym możemy przeczytać w informatorze „Bezpieczna Woda”, który jest jednym z elementów akcji realizowanych przez Ministerstwo Sportu i Turystyki we współpracy z Ministerstwem Edukacji Narodowej i Polską Organizacją Turystyczną, przy wsparciu Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Komendy Głównej Policji i Centrum Turystyki Wodnej PTTK. – Bez względu na umiejętności pływackie nie należy oddalać się od wyznaczonego przez boje kąpieliska, a gdy jest fala, zawsze starać się kąpać na środku kąpieliska, gdzie są ratownicy i gdzie plaża jest strzeżona – tłumaczy Piotr Trzcionka, ratownik i instruktor pływania. – Aby móc odpłynąć z dala od brzegu, trzeba mieć bardzo dobre umiejętności pływania na zbiornikach otwartych, jak np. zawodnicy trenujący pływanie bądź ludzie bardzo dobrze oswojeni z wodą i niebojący się jej. Wypływanie na dalsze odległości jest naprawdę bardzo ryzykowne, więc polecam je tylko profesjonalistom – dodaje Trzcionka, który przez kilka lat był mistrzem Polski w kategorii młodzieżowej i zdobywcą kilku rekordów w pływaniu.

Woda może zaskoczyć

Woda ogólnie jest niebezpieczna – w morzu, jeziorze czy rzece mogą nas spotkać zaskakujące sytuacje. Panika w takich momentach potrafi odebrać zdolność racjonalnego myślenia i nawet doświadczeni w pływaniu ludzie mogą utonąć. Co może się zdarzyć? Piotr Trzcionka wyjaśnia: – Nad morzem możemy natknąć się na uskok, czyli dół wyrzeźbiony przez fale, nurty ciągnące w głąb morza, zimne prądy. Trzeba również uważać na kąpiel przy falochronach, ponieważ znajdują się tu duże doły powstające w wyniku ciągłego odbijania się wody o falochrony oraz w wyniku prądów wstecznych, które zabierają piasek z dna – tłumaczy. Zdarza się, że podczas pływania zaskakuje nas skurcz. Co wtedy? – Najlepiej położyć się w pozycji ratowniczej, czyli na plecach, i spokojnie dryfować, aż skurcz przejdzie. Gorzej, jeśli jest to rzeka z ostrym nurtem czy też morze. W rzece z nurtem trzeba starać się dopłynąć do brzegu i w miarę możliwości rozluźnić skurczony mięsień. W morzu należy próbować dopłynąć kraulem do miejsca, w którym będzie można stanąć swobodnie. Wszystko zależy od stanu morza. Jeśli nie ma fal, można również odwrócić się na plecy i poczekać, aż skurcz przejdzie. Najlepiej jednak, gdy wypływamy na głębszą wodę, zaopatrzyć się w małą bojkę ratunkową zaczepioną paskiem i linką do ciała, w której można schować ręcznik, picie czy też ubranie, jeśli nie ma komu zostawić tych rzeczy na plaży – proponuje Trzcionka.

Reklama

Przyczyny utonięć

Najczęstsze przyczyny utonięć, jak podaje portal policja.pl , to brak umiejętności pływania, brawura lub przecenianie swoich sił i umiejętności pływackich. To także pływanie w stanie nietrzeźwym i niedocenianie niebezpieczeństwa w wodzie. Tragicznie kończą się pływanie w miejscach zabronionych, skoki „na główkę” do wody w nieznanym miejscu czy pływanie obok statków, barek i łodzi motorowych, w pobliżu śluz i zapór wodnych. Niebezpieczne jest siadanie na rufie kajaka lub na burcie łodzi i nieumiejętność postępowania w przypadku ich wywrócenia się. Jedną z przyczyn utonięć jest lekkomyślna zabawa polegająca na wrzucaniu innych do wody oraz zanurzaniu osób pływających. Nie wolno też pływać w miejscach zarośniętych wodorostami, w które możemy się zaplątać.

Jak pokazuje życie, przyczyny utonięć są bardzo różne, a wielu z nas było z pewnością świadkami mrożących krew w żyłach sytuacji skrajnej nieodpowiedzialności, lekkomyślności czy braku świadomości ludzi wypoczywających nad wodą, w tym często opiekunów dzieci. Spacer nad rzeką może skończyć się tragicznie, jeśli np. pozwolimy dzieciom na skakanie po śliskich kamieniach przy brzegu czy zgodzimy się na pływanie dzieci bez kapoków w łodziach i kajakach. Nierzadki jest też nad morzem widok rodziców robiących fotki swoim dzieciom chodzącym po falochronach czy pomostach.

Jak rozpoznać tonącego?

Jeśli ktoś widział osobę tonącą lub sam miał „okazję” tonąć, wie, że nie wygląda to jak w filmach. Tonie się cicho, bez krzyków, wymachiwania rękami i zamieszania. Czasami walka o życie tonącego rozgrywa się na oczach tłumu. Dzieci często toną kilka metrów od rodziców. Świadkowie zazwyczaj nie potrafią odróżnić zabawy od sytuacji zagrożenia życia. Amerykański naukowiec i ratownik wodny Francesco A. Pia sformułował charakterystyczne dla tonącego człowieka zachowania, które nazwał Zespołem Instynktownego Zachowania Tonącego. Jeśli widzimy w swoim otoczeniu osobę, która: przechyla głowę do tyłu, a ustami na poziomie lustra wody nabiera powietrze, ręce ma rozłożone na boki, jakby chciała odepchnąć się od wody i podciągnąć do góry, jej pozycja ciała jest pionowa, jakby kroczyła w wodzie, ma szklane, puste spojrzenie, włosy opadają jej na twarz i oczy czy próbuje płynąć w określonym kierunku bądź wywrócić się na plecy, powinniśmy natychmiast zareagować. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy ktoś potrzebuje pomocy, najlepiej zapytać. Brak odpowiedzi oznacza, że musimy podjąć akcję ratunkową. Sami możemy to czynić tylko wtedy, kiedy jesteśmy świetnymi pływakami. Czasami przed Zespołem Instynktownego Zachowania Tonącego występuje tzw. panika wywołana poczuciem zagrożenia. – Człowiek w tarapatach jest w stanie jeszcze krzyknąć o pomoc, złapać sprzęt ratowniczy czy przytrzymać się falochronów nad morzem – mówi Piotr Trzcionka. Trzeba jednak pamiętać, że niektóre osoby są tak zaskoczone i przerażone sytuacją, w której się znalazły, że ta faza może nie mieć miejsca. Miejmy zatem oczy szeroko otwarte i reagujmy na każdą niepokojącą nas sytuację. Warto również mieć w swojej komórce zapisany numer alarmowy Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego – 601 100 100 i kontakt ICE, czyli numer telefonu osoby, którą należy powiadomić w razie wypadku. Skrót ICE jest ogólnoświatowym symbolem ratującym życie. W razie potrzeby pozwala ratownikom na zadzwonienie pod wskazany numer i uzyskanie ważnych informacji o poszkodowanym.

Warto potrenować przed sezonem

– Nie walcz z wodą. Rozluźnij ciało i poczuj, jak woda cię unosi – radzi osobom uczącym się pływać na basenie Piotr Trzcionka. Wiele osób przygotowuje się do sezonu – jedni się uczą, drudzy trenują. Choć pływanie w basenie to nie to samo co w zbiornikach naturalnych, „przerobione” kilometry na basenie są nieocenione. Nabywamy niezbędnej do pływania kondycji i doświadczenia, przez co łatwiej radzić sobie w sytuacjach, z którymi zetkniemy się w otwartych akwenach. – Polecam zaprzyjaźnić się z pływaniem – zapisać do klubu bądź na indywidualne lekcje do instruktora, aby ocenił, ewentualnie dał rady i rozpisał treningi, co robić, by móc pływać swobodnie na zbiornikach otwartych – zachęca Piotr Trzcionka. – Na wszystkich zbiornikach poza basenem najlepiej sprawdza się kraul, w szczególności nad morzem, jeśli chcemy popływać na falach. Do tego jednak trzeba być przygotowanym i kąpać się przy plaży strzeżonej, gdzie są ratownicy, i zawsze stosować się do zasady trzymania się środka kąpieliska podczas fali. Na spokojnych jeziorach czy też sztucznych zbiornikach jak najbardziej można pływać żabką (styl klasyczny) oraz grzbietem i delfinem (styl motylkowy). Każde miejsce jest dobre na rekreację bądź na trening sportowy – dodaje ratownik. A umiejętność pływania nie tylko daje ogromną przyjemność i utrzymuje nasze ciało w dobrej kondycji, ale często też ratuje życie.

Tagi:
woda

Kiedy zabraknie nam wody?

2019-10-01 13:55

Tomasz Chojnacki
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 44-45

Wydaje się, że woda jest zasobem, który nieprzerwanie się odnawia. Padają deszcze, płyną rzeki, falują jeziora, zdarzają się nawet zalania i powodzie, czasem wręcz katastrofalne. Jednak zmiany klimatu, a przede wszystkim nasza ludzka działalność tak dalece uszczuplają ilość dostępnej wody, że nie powinniśmy się zastanawiać, czy nie pobieramy jej za dużo, bo na takie pytania jest zwyczajnie za późno – pomyślmy raczej, co zrobić, aby w ogóle była

Paulina Nita

Na początku należy sobie jasno powiedzieć, że ilość wody na Ziemi jest stała. Paruje ona z lądów, oceanów, spada z deszczem, śniegiem, mgłą, rosą, pojawia się i znika, ale ciągle jest na naszej planecie. Nie ulatuje w kosmos, bo przed wywiewaniem wody znajdującej się w atmosferze chroni nas ziemskie pole magnetyczne, a jednak co jakiś czas, głównie latem, słyszymy o deficytach wody w rolnictwie, a nawet w wodociągach miejskich. W tym roku wszyscy słyszeliśmy o suchych kranach w Skierniewicach. Aby sobie uświadomić, jak to jest możliwe, warto sobie przypomnieć wiedzę ze szkoły podstawowej o obiegu wody w przyrodzie.

Woda krąży w przyrodzie...

Pierwszym etapem obiegu wody jest jej parowanie, głównie z mórz i oceanów, które stanowią 71 proc. powierzchni Ziemi. Oczywiście, parują także lądy, ale ok. 40 proc. z nich to pustynie, półpustynie, stepy i obszary górskie, z których parowanie jest minimalne. Z odparowanej wody w atmosferze tworzą się chmury, które w sprzyjających okolicznościach są źródłem opadów deszczu lub śniegu. Przyjmuje się, że ok. 80 proc. deszczu spada na powierzchnię oceanu. Reszta spada na lądy i w większości spływa do mórz. To, co nie spłynie, przesiąka przez warstwę gleby i porowate skały i tworzy zbiorniki wody podziemnej, które mogą znajdować się płytko – są to wody gruntowe, a możemy się do nich dostać, kopiąc np. studnie – lub głębiej, nawet kilkaset metrów pod ziemią – i wtedy są to wody głębinowe. Wody gruntowe zasilane są głównie bezpośrednio przez deszcze, natomiast wody głębinowe to wynik bardzo powolnego przesiąkania przez wiele warstw skał i osadów. Taki proces trwa setki tysięcy, a nawet miliony lat. Woda głębinowa jest stara, ale i bardzo czysta, gdyż warstwy, przez które przesiąka, działają jak filtr usuwający zanieczyszczenia.

Woda płynąca w rzekach to ta, która spadła z deszczem, oraz ta, która wydobywa się spod powierzchni ziemi w postaci źródeł. Jeśli przez jakiś czas deszcze nie padają – a tak dzieje się coraz częściej w Polsce, w dodatku jest bardzo ciepło, co przyspiesza parowanie – to cała woda znajdująca się w rzekach pochodzi z podziemnych zbiorników, płytszych i głębszych, i redukuje dostępne zasoby. Czasem wód podziemnych jest tak mało, że źródła stają się mało wydajne lub całkowicie zanikają.

...niestety, coraz szybciej...

Sami przyczyniamy się do tego, że coraz mniej wody znajduje się w zbiornikach naziemnych i podziemnych. Ważne jest jej oszczędzanie, ale równie ważne jest spowodowanie, żeby jak najwięcej wody, która płynie do morza, wsiąkało w ziemię. Można tego dokonać przez spowalnianie przepływu oraz przez zatrzymywanie wody w lasach, bagnach, torfowiskach, ale także stosowanie melioracji nawadniającej. Kilkadziesiąt lat temu, kiedy Polska gwałtownie inwestowała w rozwój przemysłu oraz wielkopowierzchniowego rolnictwa, ważne było, aby pola nie były podtapiane i aby szybko usuwać z nich nadmiar wody. Gwałtownie rozrastały się miasta, dlatego osuszano m.in. wielkie połacie terenów leżących blisko rzek. Starano się zminimalizować ryzyko powodzi, dlatego prostowano koryta rzeczne i obudowywano je wysokimi wałami, betonowano często nabrzeża. Dzięki temu woda spływała szybko, nie stała długo, tereny mieszkalne i rolnicze zostały zabezpieczone. Na szczęście nie zabetonowano wszystkiego. Wisła uchodzi za ostatnią dziką wielką rzekę Europy. Oczywiście, jest w tym dużo przesady, ale pokazuje to, w jakim stopniu uregulowane są rzeki na naszym kontynencie.

Warunki geograficzne Polski są specyficzne. Nasz kraj leży w strefie przejściowej między klimatem morskim a kontynentalnym, dlatego suma opadów jest większa na zachodzie. Także tereny wyżynne i górskie oraz nadmorskie otrzymują więcej opadów niż tereny nizinne. Najsuchsze są części Polski najintensywniej wykorzystywane rolniczo. W górach rocznie spada nawet 1800 mm deszczu, a w Wielkopolsce czy na Kujawach – ok. 500. Szybkie pozbywanie się deszczówki zwyczajnie nie leży w naszym interesie, bo oznacza susze, słabe plony, drożyznę i problemy z wodą pitną.

...ale musimy ją spowolnić

Zmiany klimatyczne spowodowały znaczne różnice w obiegu wody na terenie Polski. Przede wszystkim ciepłe i suche zimy nie pozwalają na powolne nasiąkanie gleby wodą roztopową na wiosnę, a długotrwałe okresy suche, z roku na rok coraz cieplejsze, zwiększają parowanie, co powoduje dodatkowe wysuszanie całych regionów. Opady są coraz gwałtowniejsze i nie mają szans w krótkim czasie nawodnić gleby ani zasilić wód gruntowych. Ekstremalne sytuacje hydrologiczne były doskonale widoczne w tym roku, kiedy na początku czerwca woda powodziowa spływająca Wisłą podniosła jej poziom do 6 m w Warszawie, a już w połowie lipca, po kilku upalnych i bezdeszczowych tygodniach, poziom rzeki w stolicy opadł do 50-60 cm. Aby przybrania wód po intensywnych opadach były mniej gwałtowne, należy budować zbiorniki, które mogłyby zatrzymać część wody powodziowej. Można by ją wypuszczać w czasie suszy. Obecnie planuje się budowę kilku takich zbiorników. Bardzo ważne jest jednak zatrzymywanie wody na polach. Należy zrezygnować z wielkich połaci pól uprawnych i rozdzielić je na mniejsze, a między nimi sadzić zagajniki, małe lasy, umieszczać w pobliżu małe oczka wodne oraz zbiorniki zatrzymujące wodę po opadach i mogące rozprowadzać ją po terenach uprawnych w czasach suszy. Teraz nie osusza się już bagien i torfowisk – traktuje się je jako rezerwuary wody, które zatrzymują ją na bardzo długi czas.

Także w miastach trzeba pozwolić wodzie wsiąkać w ziemię. Systemy kanalizacyjne odprowadzają bardzo szybko wodę deszczową z terenów miejskich i pogłębiają wysuszanie gleby spowodowane tym, że miasta są znacznie cieplejsze niż tereny wokół nich. Więcej wody wymaga utrzymanie roślinności nie tylko w przydomowych ogródkach, ale też w parkach, na skwerach itp., nie mówiąc już o tym, że bardzo mało wody trafia do podziemnych, naturalnych zbiorników, z których często pobierana jest woda pitna. Warto zbierać deszczówkę, aby wykorzystać ją do podlewania w czasie suszy. Bardzo dobrym pomysłem, prawie bezkosztowym, jest zastosowanie tzw. chłonnej studni w pobliżu rury spustowej odprowadzającej wodę z dachu do kanalizacji miejskiej. Wystarczy wykopać taką „studnię” głębokości 2-3 m, zasypać ją piaskiem, żwirem i drobnymi kamieniami i skierować tam wodę z dachu. Woda będzie spływać przez żwir, wsiąkać w ziemię i zasilać wody gruntowe. Coraz częściej miasta rezygnują z asfaltowania chodników i wykładają je kostką; na pokrycie parkingów stosuje się kratownicę betonową po to, by woda mogła swobodnie wsiąkać i na dłużej zostawać na miejscu.

Musimy, nawet kosztem własnej wygody, doprowadzić do zatrzymania opadów na miejscu – w miastach, na polach, w lasach, w rzekach, ponieważ o ile można żyć bez benzyny, egzotycznych owoców czy nawet prądu, o tyle bez wody jest to zupełnie niemożliwe. Człowiek bez wody umiera w ciągu tygodnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy

2019-10-22 15:55

BP KEP / Warszawa (KAI)

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, poprosił papieża Franciszka o ustanowienie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy. Dziś, podczas kongresu „Europa Christi”, inicjatywę wsparł kard. Stanisław Dziwisz.

Arturo Mari, Adam Bujak/Biały Kruk

Publikujemy komunikat Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski:

Przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki, w imieniu Konferencji Episkopatu Polski, zwrócił się do Ojca Świętego Franciszka z prośbą o ustanowienie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy. Prośbę tę 22 października 2019 r., podczas kongresu „Europa Christi”, wsparł kard. Stanisław Dziwisz.

W 2020 roku mija 100. rocznica urodzin św. Jana Pawła II i 15. rocznica Jego odejścia do Domu Ojca. W związku z tymi ważnymi dla Kościoła w Polsce i Kościoła Powszechnego rocznicami, abp Stanisław Gądecki podkreślił: „Pontyfikat papieża z Polski wypełniony był przełomowymi decyzjami i doniosłymi wydarzeniami, które zmieniły oblicze papiestwa i wpłynęły na bieg historii Europy i świata”. Przewodniczący Episkopatu skierował prośbę do Ojca Świętego Franciszka o ogłoszenie św. Jana Pawła II doktorem Kościoła i patronem Europy.

„Bogactwo pontyfikatu św. Jana Pawła II – przez licznych historyków i teologów określanym Janem Pawłem II Wielkim – wypływało z bogactwa jego osobowości – poety, filozofa, teologa i mistyka, realizując się w wielu wymiarach, od duszpasterstwa i nauczania, poprzez kierowanie Kościołem powszechnym, aż po osobiste świadectwo świętości życia” – napisał w liście do Ojca Świętego Franciszka abp Gądecki. Zwrócił też uwagę na to, że wielkim osiągnięciem pontyfikatu św. Jana Pawła II był Jego udział w przywróceniu Europie jedności, po ponad pięćdziesięcioletnim podziale, którego symbolem była żelazna kurtyna. Przewodniczący Episkopatu zaznaczył: „Po jednoczącym i kulturotwórczym przepowiadaniu Ewangelii przez świętych Cyryla i Metodego oraz świętego Wojciecha, ponad tysiąc lat później, owoce ich działalności – nie tylko w wymiarze społecznym, ale i religijnym – znalazły swego obrońcę i kontynuatora w osobie papieża Polaka”.

Kard. Stanisław Dziwisz w czasie wystąpienia na kongresie „Europa Christi” wsparł prośbę abp Stanisława Gądeckiego skierowaną do Ojca Świętego Franciszka. Podkreślił, że papież Polak powinien zostać uznany za doktora Kościoła i współpatrona naszego europejskiego domu. Powiedział: „Trzeba stwierdzić, iż papież Wojtyła to nie tylko wielki współczesny doktor Kościoła, ale i wybitny patron dla Europy, który ma ogromnie wiele do powiedzenia wszystkim, zarówno wierzącym, jak i niewierzącym”.

Przeczytaj także: Kard. Dziwisz: Święty Jan Paweł II Wielki patronem Europy i doktorem Kościoła
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pan Bóg dodaje sił

2019-10-23 19:38

Agata Pieszko

Życie to sztuka wyboru. Niejednokrotnie nasze decyzje wiążą się z wielką odpowiedzialnością. Wtedy stajemy w obliczu wyzwania. Zastanawiamy się, co będzie lepsze, co bardziej wymagające, a co słuszne. O podejmowaniu wyborów i owocach ważnych decyzji opowiadają Anna i Leszek Gerste ze wspólnoty Equipes Notre-Dame.

Agata Pieszko

Początki

Oboje studiowali na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, jednak przez 4 lata się nie spotkali. Oboje trafili także do Duszpasterstwa Akademickiego „Stygmatyk”, ale i tam było im nie po drodze. Poznali się na kajakach, a potem, jak mówi Leszek, przyszedł czas „najbardziej drętwej randki stulecia” z regulowaniem płatności za wyjazd w tle. – Byłem bardzo zestresowany, bo tak bardzo mi zależało. Po czasie zauważyłem jednak, że Ania grawituje ku mnie i tak jest też w drugą stronę. Na zakończenie wakacji pojechaliśmy z duszpasterstwem do Białego Dunajca. Wybraliśmy się we dwoje w góry i na Czerwonych Wierchach stwierdziliśmy, że cały świat mógłby się skończyć, a my moglibyśmy tam trwać. Byliśmy wtedy zupełnie sami – wspomina Leszek. Ani świat, ani Czerwone Wierchy nie przestały istnieć, za to Anna i Leszek trwają razem w małżeństwie już od 11 lat, w tym 8 we wspólnocie.

Czas decyzji

Anna i Leszek przyjęli 25 maja 2019 r. posługę odpowiedzialnych za Region III wspólnoty END. Teraz czuwają nad członkami ruchu z całego południa Polski od Łańcuta do Polkowic oraz nad ekipami ze Słowacji i Czech. Stało się to w Sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin podczas dorocznej pielgrzymki ruchu END do Wambierzyc. Jak sami mówią, przed przyjęciem odpowiedzialności mieli przygotowany szereg argumentów, dzięki którym mogliby odmówić. Poczuli jednak, że odmowa będzie nieuczciwa wobec wspólnoty i Pana Boga. Nowym zadaniem Anny i Leszka jest pomoc parom poszczególnych sektorów ruchu duchowości małżeńskiej w wymianie doświadczeń między sobą. – Nie jesteśmy na froncie, tylko bardziej w sztabie. Organizujemy rekolekcje, sesje formacyjne dla małżeństw, które już pełnią posługi. Służymy, pomagając innym służyć. Jesteśmy po to, żeby między sektorami była łączność i relacja – tłumaczą. Anna pracuje w administracji. Zajmuje się budżetowaniem, controllingiem, rozliczeniami i projektami unijnymi, natomiast Leszek jest pracownikiem infolinii bankowej, a zatem doskonale zorganizowana Anna oraz umiejący wysłuchać i doradzić Leszek to kandydaci idealni do pełnienia tej posługi. Małżeństwo stwierdza jednak, że to nie wystarcza, ponieważ podejmując ją, muszą stawiać czoła zadaniom, o których wcześniej nie mieli pojęcia. Spotkania z biskupem, kapłanami, wystąpienia publiczne… Anna podzieliła się tym, że lubi mieć wszystko pod kontrolą i nieraz ciężko jej zawierzyć coś Panu Bogu, ale razem z mężem zrobiła tak podczas pierwszych głoszonych rekolekcji. Okazało się, że były one wspaniałym doświadczeniem zarówno dla nich, jak i dla uczestników. To pokazało Annie i Leszkowi, że „Pan Bóg nie powołuje zdolnych, a uzdalnia powołanych”.

Dlaczego warto być we wspólnocie?

Anna i Leszek zgodnie podkreślają wartość wspólnoty: – Jedną zapałkę łatwo złamać, a wiele już nie. Żyjemy w świecie, który ma różne wartości, a wspólnota to miejsce, w którym możemy się umacniać, dzielić swoimi przeżyciami, owocować. Przygotowując się do kolejnego spotkania, stajemy w prawdzie, czy jesteśmy blisko Pana Boga, czy jesteśmy blisko siebie. We wspólnocie dzielimy się tym, czy udało nam się pomodlić, przeczytać Słowo Boże i jak mamy kolejny raz powiedzieć, że coś nam nie wyszło, tym bardziej dokładamy starań, żeby to się udało.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem