Reklama

Widziane z Brukseli

Nie wszystko na sprzedaż

2017-08-09 10:48

Mirosław Piotrowski, Poseł do Parlamentu Europejskiego, www.piotrowski.org.pl
Niedziela Ogólnopolska 33/2017, str. 43

Kto płaci, ten wymaga. Prawda to oczywista.

Przed laty znany reżyser Andrzej Wajda nadał jednemu ze swoich filmów znamienny tytuł „Wszystko na sprzedaż”. Wiem, wiem, licentia poetica, ale warto przy tym tytule postawić duży znak zapytania, odnosząc go do kwestii zasadniczych. A zwłaszcza naszej chrześcijańskiej wiary. Nie aż tak dużym echem odbiła się informacja, że przed kilkoma miesiącami podjęto decyzję o usunięciu krzyża z herbu Realu Madryt. Dotyczyło to gadżetów sprzedawanych w wybranych krajach Bliskiego Wschodu. Arabska firma, która dystrybuowała je m.in. do Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru i innych, zastrzegła to w kontrakcie, powołując się na „względy kulturowe”. Mówiąc wprost, muzułmanie oferują miliony, ale nie będą kupować żadnych emblematów, nawet Realu Madryt, z krzyżem w herbie. Dla lukratywnych kontraktów krzyż musiał więc zniknąć. Notabene nie pierwszy raz. Trzy lata wcześniej arabski sponsor zażyczył sobie usunięcia krzyża z herbu tego znanego klubu na kartach kredytowych.

Kto płaci... Czy jednak podobne praktyki muszą być afirmowane w Europie? Chrześcijańskiej przecież. Chrześcijaństwo, a w nim krzyż, to nasz kod kulturowy. Wielokrotnie wskazywałem, jak wymazuje się go z dokumentów Unii Europejskiej, przestrzeni unijnych budowli, np. niedawno powstałego Domu Historii Europejskiej.

Reklama

Z ogromną przykrością i niedowierzaniem przyjąłem informację, że podobno Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II usuwa ze swego logo krzyż oraz tradycyjne zawołanie „Deo et Patriae” (Bogu i Ojczyźnie), a także polskiego Orła w koronie. Trzydzieści dwa lata temu, jako student, z dumą przypiąłem znaczek z takimi właśnie emblematami do swetra. Miałem go także, gdy prowadziłem zajęcia jako wykładowca KUL.

Nie tylko ja zresztą. Obecnie, z racji sprawowania mandatu posła do Parlamentu Europejskiego, jestem w mojej Uczelni na bezpłatnym urlopie. Bywam więc tylko informowany o różnych zjawiskach zachodzących przy Alejach Racławickich 14 w Lublinie. Nie mogąc do końca ich sprawdzić, otworzyłem stronę internetową KUL i nie dostrzegłem mojego logo. Zniknęło. W zakładce „logo KUL”, jak można było wnioskować, w kontekście przypadającego w przyszłym roku 100-lecia Uniwersytetu powstało nowe logo. „Logo 100-lecia”. A w nim nie ma ani krzyża, ani dewizy, ani polskiego Orła w koronie. Pomyślałem sobie wówczas, że jest to siarczysty policzek wymierzony założycielowi KUL ks. Idziemu Radziszewskiemu, a także ks. Antoniemu Słomkowskiemu, pierwszemu powojennemu rektorowi tej jedynej katolickiej uczelni w bloku socjalistycznym, oraz ogromnej rzeszy profesorów pracujących na KUL, studentów, absolwentów, także mnie osobiście. Czy jednak musimy się z tym godzić i pokornie nadstawiać drugi?

Tagi:
KUL

Reklama

Abp Wojda na KUL: Bóg kocha nas miłością szaloną

2019-06-28 13:13

dab / Lublin (KAI)

Tylko Bóg potrafi tak kochać, że im bardziej człowiek jest słaby, tym większa jest wobec niego miłość. Bóg kocha nas miłością szaloną, bezgraniczną - powiedział abp Tadeusz Wojda. Metropolita białostocki przewodniczył Eucharystii w kościele akademickim KUL z okazji uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa, święta patronalnego uczelni.

Episkopat
abp. Tadeusz Wojda

W kazaniu abp Wojda mówił o potrzebie kultu Serca Jezusa. Zwrócił uwagę, że kluczem do zrozumienia sensu przeżywanego święta jest miłość Boga do Człowieka. - Miłość Boża właśnie w Chrystusie osiągnęła swoje apogeum. Kiedy mówimy o miłości Serca Jezusowego, to nie sposób nie pomyśleć o Jego krzyżu, to narzędzie cierpienia, ale i zbawienia – powiedział hierarcha.

Kaznodzieja zauważył, że Bóg nie kocha ludzi przez wzgląd na czynione dobro, ale z powodu doświadczenia grzechu. – Potrzebujemy miłości uzdrawiającej. Wiemy, że grzech nas zniewala i wywołuje w nas cierpienie duchowe, bo nas upokarza jako dzieci Boże. Im bardziej człowiek jest słaby, tym bardziej Bóg otacza nas swoją miłością – tłumaczył arcybiskup.

Zaznaczył, że sposób, w jaki Stworzyciel kocha swoje stworzenie, przekracza sposób pojmowania ludzi. - Tylko Bóg potrafi tak kochać, że im bardziej człowiek jest słaby, tym większa jest wobec niego miłość. Bóg kocha nas miłością szaloną, bezgraniczną. Nikogo nie odtrąca i nie potępia. Wiedzieli to założyciele tego uniwersytetu i taką myśl zostawili przyszłym pokoleniom – mówił abp Wojda.

Po Mszy odbyło się coroczne zawierzenie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II Sercu Pana Jezusa. Tekst uroczystego aktu odczytał rektor uczelni ks. prof. Antoni Dębiński.

Bezpośrednio po uroczystościach liturgicznych w auli uniwersytetu miała miejsce część oficjalna, podczas której m.in. wręczone zostały Medale Jubileuszowe 100-lecia KUL oraz dyplomy ukończenia studiów licencjackich i magisterskich.

Na dziedzińcu gmachu głównego nastąpiło odsłonięcie tablicy upamiętniającej działalność na KUL organizacji opozycyjnych. W 1976 r. związane z KUL środowisko „Spotkań” jako pierwsze w Polsce rozpoczęło nieocenzurowaną, niezależną od komunistycznych władz działalność poligraficzno-wydawniczą, a w latach 1977-1988 wydawało m.in. kwartalnik „Spotkania. Niezależne pismo Młodych Katolików” oraz serię książek Biblioteki „Spotkań”.

W programie święta znalazły się również: promocja książki „Spotkania. Niezależne Pismo Młodych Katolików”, poświęcenie i otwarcie nowej pasieki, a także pierwszy w historii występ Zespołu Pieśni i Tańca KUL. Zespół został powołany na początku lutego, tworzą go 52 osoby, które należą do 4 sekcji (dwie baletowe, wokalna i orkiestra). Koncert inauguracyjny, zatytułowany „Noc Juna”, nawiązuje do nocy świętojańskiej oraz słowiańskich obrzędów związanych z przesileniem letnim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zapłakała 350 lat temu

2014-08-07 11:28

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 32/2014, str. 4-5

Cud łez, płynących z „dziwnie posmutniałych oczu Maryi”, zaobserwowano 350 lat temu, od 22 do 26 lipca 1664 roku. Trwający kilka dni cud łez, obficie płynących z oczu ikony, wywołał ogromne duchowe poruszenie i rozsławił obraz na całą Polskę

TD

Wizerunek w typie Hodegetrii – Maryi wskazującej nam drogę, czy może Syna Jezusa – jako drogę, przybył do Dzierzgowa po wiktorii beresteckiej za sprawą rodu Myszkowskich. Cud łez zainspirował poetów i historyków do sumiennego odnotowania niezwykłego wydarzenia. Specjalna komisja biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego potwierdziła nadprzyrodzony charakter zjawiska.

Wizerunek wpisany w polską historię

Jest datowany na koniec XVI wieku, a jego losy są związane z niespokojną epoką wojen kozackich w XVII wieku. Do Dzierzgowa trafił spod Beresteczka (1651), skąd wywiózł go któryś z przedstawicieli rodu Myszkowskich (źródła wymienią Stanisława oraz Jana). Przywiezienie ikony zdaje się być więc albo typowym łupem wojennym, albo sposobem na ocalenie jej przed zbezczeszczeniem. Tego nie dowiemy się już nigdy...

Jedno ze źródeł (parafialnych) podaje, że podczas bitwy pod Beresteczkiem od profanacji ocalił obraz Jan (lub Stanisław) Myszkowski, dowódca chorągwi krakowskiej. Myszkowscy herbu Jastrzębiec byli wówczas w posiadaniu niektórych okolicznych dóbr. Ów Myszkowski, obrońca obrazu, podarował go kościołowi w Dzierzgowie, gdyż przebywał wówczas u rodziny w Bieganowie, a więc na terenie tutejszej parafii. Tak czy owak ikona trafiła do Dzierzgowa i od razu odbierała nadzwyczajną cześć.

Obraz został wykonany w typie malarstwa wschodniego, choć nosi w sobie sporo cech renesansowo-barokowej sztuki zachodniej. Nieznany autor namalował wizerunek temperą na desce (pierwotne wymiary 115, 2 cm x 85,6 cm zostały w 1927 r. powiększone u góry o półkole, a na dole o wstęgę z napisem „Matko, nie opuszczaj nas”). Maryja jest wyobrażona z Jezusem, którego trzyma na lewym ramieniu, prawą dłonią wskazując na Syna. Madonna jest ubrana w zieloną suknię i bordowy drapowany płaszcz, okrywający także Jej głowę. Szatę dekorują gwiazdy – symbol dziewictwa. Z kolei Jezus jest przykryty białą tuniką i złocistym płaszczem. W ręku, z godnie ze wschodnią tradycją, trzyma zwój Pisma Świętego (wg kanonów sztuki zachodniej trzymałby raczej księgę). Matka i Syn mają typowe bizantyjskie rysy twarzy, w których dominują skupione i poważne w wyrazie oczy. Mały Jezus wykonuje ręką gest błogosławieństwa. Całości wizerunku dopełniają postaci aniołów i zdobione ornamentem tło.

Nadprzyrodzone zjawisko w źródłach

22 lipca 1664 r. zauważono, jak ujmuje parafialna kronika, „nadprzyrodzony płacz wizerunku”. Szczegółowe informacje o tym wydarzeniu pozostawił Wespazjan Kochowski, historyk i poeta epoki, mieszkający wówczas w oddalonych o 10 km Goleniowach i najprawdopodobniej naoczny świadek zjawiska. Źródłem wiedzy o obrazie stało się dzieło historyczne Kochowskiego „Annalium Poloniae Climaeter III” oraz jego wiersz „O obrazie płaczącym NMP we wsi Dzierzgowie w województwie krakowskim”. O wydarzeniu informują też dokładnie akta wizytacji biskupiej z lat 1731, 1747, 1783. Jest też opis pochodzący z XVIII wieku, znaleziony przez ks. Stanisława Kamińskiego pod koniec XIX wieku. Ów dokument zatytułowany „Wiadomość prawdziwa o płaczącym obrazie NMP w Dzierzgowie dnia 22 VII 1664 r. z dowodów pewnych wypisana” zawiera warstwę historyczną i tradycyjną. Dokument nie posiada daty ani podpisu. Innym źródłem są, a raczej były, bardzo liczne wota, zawieszane od pamiętnego 1664 r., a potem zrabowane przez wojska rosyjskie (po bitwie pod Szczekocinami w powstaniu kościuszkowskim), kościelnych rabusiów i być może podczas II wojny światowej. Obecne wota pochodzą więc z okresu po 1974 r. i także są bardzo liczne.

„Wylewał łzy jak perły...”

Oto, co m.in. zanotował Wespazjan Kochowski: „Obraz ten podczas zgromadzenia wielkiego tłumu ludzi (...) wylewał łzy jak perły. Tego dnia odbywała się narada w Warszawie na temat zniesienia Sejmu. Wówczas wszyscy zgodnie powiadali, że Matka Boska jako Królowa Korony Polskiej opłakuje zamieszanie i zło, jakie się szerzy w Ojczyźnie. Kochowski skrupulatnie odnotował przybycie komisji biskupiej w składzie: ks. Jacek Liberiusz, prepozyt kapituły krakowskiej, ks. Andrzej Grabianowski, wikariusz generalny kurii biskupiej oraz dwaj księża jezuici. Komisja po wzięciu pod uwagę wszystkich okoliczności klimatyzacyjnych orzekła: że zjawisko łez jest wykraczające poza normalny bieg i siły natury, że jest sprawione bezpośrednią interwencją Bożą. Natomiast w 24 strofach wiersza Kochowski – poeta pisał ze wzruszeniem:

Ale to smutne większa gdy Matki bez zmazy/Maryjey płaczą w kościołach obrazy/Twarz onę śliczną, jagody dostojne/Wskroś płacz zalewa i łzy kropią hojne (...).

Więc moja Polsko, moi Sarmatowie/Miej płacz mój w sercu, a komety w głowie/Nigdy te ognie darmo nie pałają,/Ani łzy, chyba, gdy napominają.

Wiersz kilkakrotnie ukazywał się drukiem. Jego szczegółowej analizy dokonał m.in. były proboszcz w Dzierzgowie, ks. Tadeusz Grabek, wielki czciciel Maryi i zamiłowany historyk. W dokumentach parafialnych w Dzierzgowie znajduje się wspomniany szczegółowy opis wydarzeń z 1664 r., którego fragmenty warto przytoczyć: Na ołtarzu (...) rozświecał kościelny sługa świece, gdy się poczoł zaczynać nieszpór, co gdy zobaczył sługa łzy płynące z prawego oka, wnet to oznajmił ks. Tomaszowi Łyczborskiemu (wikariuszowi – przyp. red.) i ks. plebanowi Janowi Dubrawskiemu (...) którzy po nieszporze ten strumień łez obaczywszy, ocierali puryfikatorem, a obawiając się jakiego oszukania, strażą pełną kościół na noc opatrzyli i tak rano wstawszy strumieniem łzy na twarz wytoczone zobaczyli (...). Zjawisko obserwowano przez kilka dni, miejscowi księża zorganizowali więc obsługę duszpasterską dla zbierających się tłumnie pielgrzymów, wśród których byli ludzie wszystkich stanów. Wkrótce przybyła komisja biskupia i potwierdziła nadprzyrodzoność zjawiska. Od tego czasu datuje się wielki kult Dzierzgowskiej Madonny.

Liczne cuda

Za Jej wstawiennictwem posypały się cuda. W źródłach wymieniono wiele osób i okoliczności uzdrowień, aż po czasy nam współczesne. Szczególnie cenne informacje zanotował w opracowanej przez siebie kronice ks. Tadeusz Grabek, skrupulatnie dbający o wiarygodność źródeł („Źródła, materiały do historii Obrazu i kultu Matki Boskiej w Dzierzgowie)”. Do bardziej znanych historii należy uzdrowienie w 1850 r. chorych nóg Małgorzaty Turzyńskiej ze Szczekocin, co upamiętniały kule w ołtarzu głównym. Kolejne to m.in. łaski zdrowia dla: chłopca z Rokitna (1880), Marcjanny Kuźmińskiej z Grabca (1886), ocalenia od śmierci, spełnienie wyczekiwanego macierzyństwa. – Fakt, że na budynku szkoły w czasach PRL uchował się orzeł w koronie, także interpretujemy jako cud naszej Patronki – uzupełnia obecny proboszcz, ks. Krzysztof Szumigraj.

Odpusty dzierzgowskie

15 sierpnia to od stuleci ważne, duchowe wydarzenie w Dzierzgowie. – W tym roku uroczystości odpustowej przewodniczy bp Kazimierz Ryczan – zapowiada Proboszcz. Pełni swe obowiązki w Dzierzgowie od kilku miesięcy, ale już teraz stwierdza, że maryjny kult wymaga ożywienia. Dzierzgów, jak wiele podobnych sanktuariów, z ogólnopolskiego stał się lokalny i trudno byłoby oczekiwać tysięcy wiernych przybywających na odpust. Czczenie w parafii pierwszych sobót miesiąca, modlitwa 10 kołek różańcowych, przywracanie nowenny do Matki Bożej, pieśń na odsłonięcie obrazu, przeżywane niedawno uroczystości w 350-lecie cudu łez – pomagają w ugruntowaniu duchowości maryjnej.

Kronika parafialna podaje, że od niepamiętnych czasów ludzie przybywali na odpust do Dzierzgowa „bez różnicy stanu, wieku i płci”, w liczbie nawet do 30 tys. ludzi. W latach 1880-1990 na odpuście gromadziło się 15-20 tys. osób. Tak olbrzymich tłumów nie mógł pomieścić „ani kościół parafialny, ani cmentarz przykościelny, ani droga idąc przez wieś”. Przyjeżdżali furmankami lub szli pieszo, z sąsiednich parafii „przychodziły kompanie razem z księżmi”. Na odpustach bywało kilkudziesięciu kapłanów. Nawet ojcowie paulini – jak pisze ks. Kamiński – „poczytywali sobie za święty obowiązek w dzień odpustu odwiedzić parafię dzierzgowską”. Pielgrzymi wierzyli, że w dniu 15 sierpnia można sobie uprosić szczególne łaski u Płaczącej Pani Dzierzgowskiej. W latach 60. XX wieku liczba uczestników odpustu wahała się – jak odnotowuje z kolei ks. Tadeusz Grabek – w granicach 4 tys. osób. Było to m.in. spowodowane tym, że w czasach PRL dzień15 sierpnia nie był wolny od pracy. „Mierzy się odpust nie ilością ludzi zebranych na nabożeństwie, lecz jakością ich przeżyć religijnych” – konkluduje ks. Grabek.

Podczas nabożeństwa odpustowego od ok. stu lat jest śpiewana pieśń ku czci Matki Bożej Dzierzgowskiej. Pieśń tę śpiewa się także przy odsłonięciu i zasłonięciu obrazu: Witaj (żegnaj) Dzierzgowska Matko jedyna/, uproś nam łaskę u swego Syna./Witaj (żegnaj) nam witaj (żegnaj) Niepokalna/Witaj (żegnaj) Maryjo, Matko kochana.

W 15. strofach pieśni jest przedstawiona historia cudownego obrazu, cuda i łaski, prośby i zawierzenia.

Do Dzierzgowa

Dzierzgów znajduje się w dekanacie szczekocińskim. Aby doń dotrzeć, należy minąć Moskorzew z rozlewiskami Nidy i wygodną drogą wśród lasów dojechać do górującego nad okolicą kościoła parafialnego. Wieś tak dawniej, jak i teraz jest położona na uboczu, ale gdy uroczyście prowadzono obraz Madonny, drogi musiały być znacznie gorsze lub zgoła nie było ich wcale. Przez pamięć tamtego wydarzenia jedna z polnych dróg nazywa się dotąd „wiodącą”.

Obecny kościół parafialny został zbudowany w latach 1903-11 w miejsce starego drewnianego, obrabowanego przez wojska carskie w czasie bitwy pod Szczekocinami w powstaniu kościuszkowskim. Wówczas zginęły setki wotów i wartościowe dokumenty parafialne, ale najcenniejszy pod względem religijnym i artystycznym – obraz Matki Bożej Płaczącej – ocalał. Wciąż znajduje się on w głównym ołtarzu, który zbudowano w latach 1920-30. Świątynia była konsekrowana w 1938 r. przez bp. Franciszka Sonika. Staraniem ks. T. Grabka obraz Matki Bożej Dzierzgowskiej został poddany gruntownej konserwacji na Wawelu (przeprowadzono wówczas kapitalny remont wież, założono nowe tynki, odnowiono baptysterium, ornaty, szaty liturgiczne). Kolejni proboszczowie także podejmowali niezbędne prace remontowe, ale czas na następne – parafia, licząca niecałe 2 tys. osób, szykuje się do malowania kościoła. Obok cudownego obrazu do zabytków sztuki sakralnej w obecnym kościele należy zaliczyć: 2 boczne ołtarze, ambonę, ławy kolatorskie, krucyfiks, zabytkowe ornaty z XVII i XVIII wieku, feretrony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Porto: po śmierci zakonnicy biskup krytykuje wymiar sprawiedliwości i feministki

2019-09-19 20:29

mz (KAI/JS/P) / Porto

Biskup diecezji Porto Manuel Linda skrytykował portugalską klasę polityczną za stworzenie źle funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości w Portugalii. Krytyka ze strony hierarchy ma związek z zamordowaniem 8 września siostry Antonii Pinho. Zakonnica zginęła w miejscowości São João da Madeira podczas próby gwałtu ze strony uzależnionego od narkotyków kryminalisty.

Adam Bujak/Biały Kruk

Siostra Antonia opiekowała matką agresora. Portugalski biskup nazwał zabójcę popularnej w diecezji Porto 61-letniej zakonnicy “prawdziwym potworem”, zaznaczając, że agresor pozostawał na wolności z powodu źle funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości. - W tym przypadku zawiódł on w dotkliwy sposób. Żadna instytucja, twierdząca, że stoi na straży praw człowieka, też nie zareagowała w przypadku morderstwa siostry Antonii – napisał w komunikacie bp Manuel Linda, przypominając, że 44-letni morderca wielokrotnie był oskarżany o gwałty.

Hierarcha skrytykował też działanie systemu więziennictwa w Portugalii. Stwierdził, że jest on nieskuteczny i nie resocjalizuje osadzonych. Wyraził wątpliwość czy zakłady karne są w “Portugalii ośrodkami poprawiania ludzi, czy raczej szkołami nauki wysublimowanej przestępczości”.

Biskup Linda skrytykował też organizacje feministyczne, które “nie zabrały głosu” po bestialskim mordzie na zakonnicy. Stwierdził, że zrobiły to prawdopodobnie w związku z tym, że siostra Antonia była osobą konsekrowaną.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem