Reklama

Zbrojny Dolny Śląsk

2017-08-10 09:34

Rozmawiają ks. Cezary Chwilczyński i Krzysztof Kunert
Edycja wrocławska 33/2017, str. 6-7

MON
Selfie z Ministrem Obrony Narodowej

Z okazji Święta Wojska Polskiego, przypadającego w 97. rocznicę Bitwy pod Warszawą – Cudu nad Wisłą, z Ministrem Obrony Narodowej Antonim Macierewiczem rozmawiają ks. Cezary Chwilczyński i Krzysztof Kunert

KS. CEZARY CHWILCZYŃSKI, KRZYSZTOF KUNERT: – Dolny Śląsk to obszar południowo-zachodniej Polski. Jakie jest obecnie, z punktu widzenia obronności kraju, znaczenie militarne tego regionu, który zdaje się być poza militarnie znaczącymi miejscami typu przesmyk suwalski?

ANTONI MACIEREWICZ: – Traktujemy terytorium Polski całościowo. Nie ma regionów mniej lub bardziej zabezpieczonych przed agresją. Na Dolnym Śląsku, podobnie jak na wschodzie kraju stacjonują wojska amerykańskie, na wschodzie obecna jest też natowska grupa bojowa. Jednak ci wszyscy żołnierze operują w całej Polsce, czego najlepszym przykładem będą nadchodzące ćwiczenia DRAGON-17. Wsparcie sojusznicze pozwala nam na przeprowadzenie procesu reorganizacji polskiego systemu obrony, którego ramy wytyczył zakończony niedawno Strategiczny Przegląd Obronny. Skończyły się czasy, gdzie nie tylko w Polsce, ale i w całym NATO były obszary bardziej i mniej bezpieczne. Jednym z efektów decyzji podjętych rok temu w Warszawie była równa dystrybucja bezpieczeństwa. Założenie to realizujemy z żelazną konsekwencją, dlatego m.in. przenieśliśmy część sił na wschodni brzeg Wisły, gdzie jest większe poczucie zagrożenia.

– Na Dolnym Śląsku stacjonują wojska amerykańskie. Jakie to oddziały i jakie jest ich znaczenie strategiczne w naszym regionie?

– To przede wszystkim żołnierze Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej, czyli podstawowej jednostki wysłanej do Polski zgodnie z decyzją ogłoszoną w czasie Szczytu NATO w Warszawie. Trzeba bowiem pamiętać, że zeszłoroczny szczyt był ważny nie tylko z powodu kluczowych decyzji NATO, ale również w związku z ustaleniami poczynionymi bezpośrednio między poszczególnymi krajami. Wojska amerykańskie w Polsce i na całej wschodniej flance NATO to wyraz determinacji, solidarności i szczególnej więzi transatlantyckiej, jaka nas łączy. Łącznie ze stacjonującymi na wschodzie żołnierzami natowskiej grupy bojowej, tego roku przewidywana jest obecność w Polsce prawie 7 tys. żołnierzy amerykańskich. Łącznie z wojskami w pozostałych krajach NATO w regionie, ta liczba jest jeszcze większa. Pod względem strategicznym obecność Amerykanów to jasny sygnał: „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” – atakując jedno państwo członkowskie NATO, atakuje się cały Sojusz. Sojusz gotowy do adekwatnej reakcji.

– Amerykanie powoli wpisują się w pejzaż dolnośląskich miejscowości. Możemy powiedzieć, że ich aklimatyzacja już za nami. Na początku żołnierze mieli problemy np. z poruszaniem się po wąskich lokalnych drogach. Czym zajmują się na co dzień amerykańscy żołnierze na Dolnym Śląsku?

– Żołnierze przede wszystkim się szkolą, gdyż muszą wypełnić wyśrubowane normy utrzymywanej gotowości bojowej. Treningi i ćwiczenia, w których uczestniczą na co dzień, zorganizowano tak, aby w całym okresie przebywania w Polsce, czy to pododdziały Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej, czy śmigłowce z Brygady Lotnictwa Bojowego, mogły zostać użyte w operacji obronnej, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Sam przerzut wojsk do Polski był już pierwszym sprawdzianem i dla nich samych i dla nas jako państwa-gospodarza. Po osiągnięciu celu część żołnierzy amerykańskich rozpoczęło szkolenie w Polsce, a cześć w pozostałych lokalizacjach na wschodniej flance NATO. Przy takiej skali ruchu wojsk niezbędne jest odpowiednie przygotowanie personelu do nowych warunków. Aklimatyzacja to złożony proces i pierwsza rotacja wojsk amerykańskich w Polsce praktycznie go zakończyła. Niedługo przyjdzie czas na przekazanie tej wiedzy drugiej rotacji.

– Czy wojska amerykańskie integrują się z lokalną społecznością np. w Żaganiu?

– Oczywiście i cieszy mnie, że integracja działa w obie strony. Z jednej strony żołnierze amerykańscy starają się poznać lokalną kulturę i zwyczaje, a z drugiej mieszkańcy starają się dopasować do nowej sytuacji. To bardzo ważne, by zacieśniać więzy między sojusznikami. Amerykanie większość czasu spędzają na szkoleniu, ćwiczeniach i innego typu przygotowaniach, swoje zadania wykonują z ogromnym zaangażowaniem i na pewno po ludzku cieszy ich tak gorące przyjęcie ze strony Polaków.

– Kilka miesięcy temu nastąpiła dyslokacja jednostek pancernych. Z Dolnego Śląska pod Warszawę wyjechała część Leopardów, a w ich miejsce pojawiły się już pierwsze T 72. Skąd taka decyzja?

– Potencjał obronny zgromadzony przez moich poprzedników we wschodniej części Polski, w obliczu wydarzeń chociażby na Ukrainie jest niewystarczający. Można powiedzieć, że ta część kraju była zwyczajnie zaniedbana. Decyzja o przesunięciu części czołgów Leopard 2 do 1 Brygady Kawalerii Pancernej stacjonującej w Wesołej wynika z faktu, że wystąpiła konieczność znaczącego podniesienia wartości bojowej jednostki w stosunkowo krótkim czasie. Należy pamiętać, że czołgi T-72 będą zgodnie z naszymi planami stopniowo zastępowane sprzętem nowszej generacji. Dodatkowo warto wspomnieć, że w odróżnieniu od poprzedników testujemy i weryfikujemy swoje plany także w zakresie uzbrojenia, a trafność naszej decyzji potwierdziły m.in. przeprowadzone w lutym ćwiczenia ZIMA-17.

– Rozwijają się Wojska Obrony Terytorialnej. Czy na Dolnym Śląsku ta formacja cieszy się dużym zainteresowaniem? Kto może zostać żołnierzem WOT?

– Zainteresowanie służbą w Wojskach Obrony Terytorialnej nie słabnie w całej Polsce. Jednak jest zbyt wcześnie, aby mówić o kandydatach na Dolnym Śląsku, gdyż nasze plany przewidują rozpoczęcie formowania tam brygady OT w 2019 r. Prognozy oparte na wstępnym rozeznaniu są obiecujące – już teraz mamy ponad 20 000 ochotników. Aby zostać żołnierzem WOT, trzeba przede wszystkim chcieć służyć Polsce i bronić swojej lokalnej ojczyzny, bo w tej formacji chodzi przede wszystkim o silny związek z otoczeniem i swoim miejscem zamieszkania. Zapraszamy ludzi posiadających już przeszkolenie wojskowe, byłych żołnierzy zawodowych, ale również tych nowych, młodych, gotowych do wstąpienia do służby.

– W czerwcu br. witając na wrocławskim lotnisku grupę polskich komandosów z 5. zmiany polskiej misji szkoleniowej w Afganistanie, powiedział Pan, że „polscy komandosi to najlepsi z najlepszych. Ci ludzie są najdzielniejszymi z naszych żołnierzy”. Jak ocenia Pan minister tę elitę polskiego wojska na tle takich jednostek w innych krajach Europy czy USA i jak inne armie postrzegają naszych komandosów?

– To są fantastyczni ludzie i najlepsze formacje. Kiedyś miano w zwyczaju mówić o naszych żołnierzach, że nie mają się czego wstydzić na tle podobnych formacji w Europie czy Stanach Zjednoczonych. Teraz, zwłaszcza w przypadku komandosów, to my wytyczamy wysokie standardy. Polskie siły zbrojne dysponują w tym momencie nie tylko wyspecjalizowanymi i wszechstronnie wyszkolonymi jednostkami bojowymi, ale również dowództwem, które ma certyfikację do prowadzenia operacji NATO w obszarze sił specjalnych. Polscy komandosi w czasie misji w Afganistanie wykazali się szczególnym poświęceniem i zaangażowaniem, a wśród swoich odpowiedników w innych państwach Sojuszu dawno już zyskali głęboki szacunek.

– Lotnicze Zakładu Naukowe we Wrocławiu kształcą specjalistów w zakresie obsługi samolotów już ponad 70 lat. LZN to znana instytucja nie tylko na Dolnym Śląsku. Jakie Pan widzi perspektywy wykorzystania absolwentów takiej placówki w polskim wojsku? Czy obecny system kształcenia jest adekwatny do potrzeb naszego lotnictw?

– Zawsze ważne dla nas było i jest to, by do armii trafiali ludzie nie tylko zmotywowani do służby, ale także posiadający już pewne przygotowanie merytoryczne. Takim przykładem są właśnie absolwenci LZN. Wydaje się, że dziś szczególnie cenni są fachowcy. Co ważne, mimo 70 lat, a może właśnie dlatego że to już 70 lat, LZN udowadniają, że polska myśl techniczna w zakresie lotnictwa to nadal uznana marka. Dlatego chętnie widzimy w szeregach wojska osoby związane z tą instytucją. Bogatsi o doświadczenie i otwarci na nowoczesne rozwiązania i wiedzę – takich właśnie fachowców potrzebujemy. Pamiętajmy bowiem, że o skuteczności działania lotnictwa w równie wysokim stopniu, co kunszt pilotów, decydują obsługi naziemne, których personel stanowi prawdziwą elitę. Wydaje się, że LZN to naturalne zaplecze dla sił zbrojnych i robimy dużo, by takie placówki miały stały kontakt z najlepszymi ośrodkami akademickimi i przemysłowymi. W ten sposób chcemy dać szansę na utrzymanie wysokiego poziomu kształcenia i zapewniamy sobie wysoko wykwalifikowany personel techniczny.

Tagi:
wojsko

Reklama

Ogromne zainteresowanie defiladą Wojska Polskiego

2019-08-15 21:56

wpolityce.pl

Około 200 tys. osób obserwowało czwartkową defiladę „Wierni Polsce” w Katowicach – szacuje policja. W centralnych uroczystościach z okazji Święta Wojska Polskiego uczestniczyli m.in. prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki.

Mariusz Książek

Tegoroczne obchody Święta Wojska Polskiego, których głównym punktem była defilada wojskowa, odbywały się w Katowicach w związku z setną rocznicą wybuchu I powstania śląskiego – jednego z trzech powstańczych zrywów, które doprowadziły w 1922 r. do włączenia do Polski części Górnego Śląska.

Wzdłuż trasy przejazdu defilady zgromadziły się tysiące ludzi, aby obserwować przemarsz 2,6 tys. żołnierzy. Poza kolumnami pieszymi goście zobaczyli ponad 180 pojazdów, w tym czołgi i transportery, a także kilkadziesiąt maszyn latających.

Ponad 200 tys. osób oglądało na żywo defiladę „Wierni Polsce” w Katowicach. Dziękuję wszystkim, którzy spędzili ten wyjątkowy czas razem z Wojskiem Polskim. Chylę czoła przed żołnierzami. Mając takie siły zbrojne, możemy być spokojni o nasze bezpieczeństwo! — napisał na Twitterze szef MON Mariusz Błaszczak.

We wcześniejszej rozmowie z dziennikarzami ocenił, że czwartkowe obchody to „fantastyczne wydarzenie” i jest pod wrażeniem tego, jak mieszkańcy odbierali defiladę.

Uczciliśmy pamięć bohaterów powstań śląskich – ludzi, którzy zdecydowali o tym, że Śląsk jest związany nierozerwalnymi więzami z Polską — powiedział szef MON.

Przypomniał, że w uroczystościach wzięli udział żołnierze wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a także sojusznicy z zagranicy.

To historyczny dzień dla całego regionu. Obecność najwyższych władz państwowych i defilada z okazji Święta Wojska Polskiego pokazują ogromny szacunek dla poświęcenia i bohaterskiej postawy powstańców śląskich. To dzięki nim możemy kultywować nasze tradycje, obyczaje i historię, a Śląsk jest integralną częścią Polski — powiedział marszałek woj. śląskiego Jakub Chełstowski.

Przedstawiciele władz województwa przyznawali w rozmowach z PAP, że frekwencja znacząco przekroczyła ich przewidywania – zakładano, że w uroczystościach weźmie udział ok. 100 tys. gości. Koleje Śląskie, które w dniu defilady przewoziły gości za darmo, do chwili rozpoczęcia przemarszu przewiozły na swoich liniach łącznie 60 tys. pasażerów – tyle, ile w ciągu całej doby w normalnym dniu roboczym. Uruchomiono 14 dodatkowych pociągów, a na powrót przygotowano 19 dodatkowych składów – na trasy wyjechały wszystkie dostępne pociągi tego przewoźnika.

Jak poinformował Adam Korkiewicz z biura prasowego KŚ, wzmożony ruch był widoczny na wszystkich liniach, zwłaszcza od strony Tychów, Rybnika i Gliwic, ale także z odleglejszych części regionu – Częstochowy i Bielska-Białej. Po zakończeniu defilady na odjazd z katowickiego dworca PKP oczekiwał tłum podróżnych, którzy mogli wejść do zatłoczonych pociągów. Części z nich była opóźniona, a wszystkie perony i hala dworca – zapełnione podróżnymi. Jak podał Korkiewicz, uruchomiono dodatkowe składy, m.in. w kierunku Gliwic i Tarnowskich Gór. Pasażerowie mogli też korzystać za darmo z niektórych pociągów dalekobieżnych.

W tłumie oczekujących na defiladę można było usłyszeć utyskiwania na niewystarczającą informację o możliwościach przemieszczania się w okolicach katowickiego ronda im. gen. Ziętka i wokół Strefy Kultury oraz na zbyt wąskie przejścia. Tłoczno było także przy wejściu na teren pikniku militarnego, gdzie prezentowano m.in. sprzęt wojskowy.

Na wejście do strefy trzeba było czekać w długich kolejkach.

Wiele osób długo czekało też na zdjęcie z premierem Mateuszem Morawieckim, który w pobliżu Międzynarodowego Centrum Kongresowego, w drodze na piknik, przez blisko trzy godziny pozował do wspólnych fotografii i rozmawiał z mieszkańcami.

Ci, którzy już weszli na piknik, na ogół byli zadowoleni. „Rzadko kiedy jest okazja, żeby z bliska zobaczyć broń czy pojazdy wojskowe. Mój syn jest wyjątkowo szczęśliwy, mnie też się podoba. Na defiladzie staliśmy trochę daleko od trasy przejazdu i fajnie, że dotarliśmy na ten piknik” – powiedział PAP Jacek ze Świętochłowic, który przyjechał do Katowic z dziewięcioletnim synem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Lech Dokowicz podczas spotkania „Polska pod Krzyżem”: Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!

2019-09-14 14:43

ks. an / Włocławek (KAI)

"Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – zaapelował dziś Lech Dokowicz, jeden z organizatorów odbywającego się we Włocławku spotkania ewangelizacyjnego „Polska pod Krzyżem”. Wygłosił on konferencję pt. „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa w współczesnym świecie”.

Archiwum Lecha Dokowicza
Żyjemy w czasach, w których większość ludzi rodzi się dla piekła, a nie dla nieba – mówi Lech Dokowicz

Dokowicz przytoczył świadectwo swojego życia wspominając, że przez 20 lat pędził los emigranta. „Przebywałem w Stanach Zjednoczonych w środowisku filmowców. Poddany byłem inicjacji satanistycznej, zły duch dawał mi obietnice, co mogę zyskać, jeśli opowiem się za nim. Ale moja matka modliła się 17 lat o moje nawrócenie i w jeden dzień przeżyłem nawrócenie, przyjęła mnie wspólnota Kościoła katolickiego, poczułem moc modlitwy, bo modlili się za mnie nieznani ludzie” – rozpoczął swoją konferencję Dokowicz.

Wskazywał, że nie ma ważniejszego pytania niż to, gdzie trafimy po śmierci: do życia wiecznego czy do wiecznego potępienia. Opowiadając o pracy nad poszczególnymi filmami, mówił o wezwaniu, jakie Bóg stawia wobec człowieka. „Nakręciłem pierwszy film o prześladowaniu chrześcijan w krajach muzułmańskich. Jaką łaską jest, że każdego dnia możemy pójść do kościoła, każdego dnia możemy poprosić kapłana o spowiedź, każdego dnia karmić się Ciałem Pańskim. Wielu z nas tego nie docenia, bo ta ziemia utkana jest krzyżami, kapliczkami, świątyniami” – mówił współorganizator wydarzenia.

Lech Dokowicz nawiązał też do kryzysu, jaki przeżywa Kościół w związku z czynami pedofilskimi, jakich dopuścili się niektórzy duchowni. „Trzeba to wypalić, ale trzeba też zrozumieć, ze zły duch chce oddzielić ludzi od kapłanów, to jest wojna przeciw kapłanom, bo jak ludzie odwrócą się od kapłanów, to nie ma sakramentów. Dlatego musimy otoczyć modlitwą kapłanów, stanąć przy nich. To jest zadanie dla nas świeckich” – apelował Dokowicz.

Organizator "Polski pod Krzyżem" mówił też o ochronie życia. „Pojechaliśmy do Holandii i chcieliśmy rozmawiać z lekarzami, którzy zabijają ludzi starszych. Naszym celem był tzw. ojciec chrzestny eutanazji. Pracował na oddziale noworodków, jak rodziło się chore dziecko, sam podejmował decyzję o jego życiu lub śmierci. Okazało się, że w domu tego człowieka odbywały się satanistyczne rytuały, cały dom pełen był satanistycznych obrazów. On do końca nie zrozumiał, kim jesteśmy, wypowiedział zdania, dzięki którym wielu zrozumiało czym jest eutanazja. To jest ciemność, to jest coś, co sprawia, że w momencie odchodzenia ze świata, gdy człowiek mógłby odjąć decyzję o powrocie do Boga, nie daje się na to szansy” – wyjaśniał prelegent.

Jako receptę na walkę ze złem Dokowicz podał modlitwę. „Dlaczego się nie modlisz, dlaczego modlitwa nie jest na pierwszym miejscu?” - pytał prelegent wskazując, że obrońcy życia w Ameryce całą dobę modlą się. "Po 10 latach pracy przed klinikami w USA, w stanie Nowy Jork zamknięto połowę klinik aborcyjnych i uratowano życie wieczne wielu osób - wskazywał.

„Co mówi nam Pan Bóg? Nasze działania muszą wypływać z doświadczenia modlitwy, z kolan, musimy pełnić Jego wolę, a nie realizować swoją” – mówił Dokowicz. „Wielu myśli o grzechach przeciwko życiu. Zabijanie nienarodzonych jest w oczach Boga tak potworne, że woła o pomstę do nieba, a to znaczy, że nie będzie pokoju w żadnym narodzie, dopóki będą trwały takie czyny. Jeśli znajdą się ludzie, którzy zniosą te przepisy o aborcji, Bóg pobłogosławi tak, że będziemy płakać ze szczęścia. Ustanawiający prawa aborcyjne mają krew na rękach i stoją nad przepaścią piekła” – podkreślił prelegent.

„Po 1989 r. wielu Polaków porzuciło życie duchowe, przestali modlić się z dziećmi przy ich łóżeczkach, wybrali materializm. Jeżeli dzieci nie są tak wychowywane, nie ma przekazu wiary w domach, żeby ochronić ich przed pokusami, to dzieje się to, co widzimy. Ludzie zaczęli traktować grzech jako zabawę, przyjemność, nic groźnego. Potrzeba więc nawrócenia. Polacy, nawróćcie się, póki jest czas!” – apelował Dokowicz. Zachęcał do zawierzenia się Maryi i stanięcia pod krzyżem. „Będziemy patrzeć w stronę krzyża Pana przez pryzmat życia, by zanieść to, co trudne, ale też i prosić, żeby móc zmartwychwstać”.

Organizator spotkania podziękował Panu Bogu za to, że po „wielkiej pokucie” i „różańcu do granic”, pomimo trudności doszło do spotkania we Włocławku. Za decyzję wsparcia i organizacji wydarzenia podziękował też biskupowi włocławskiemu Wiesławowi Meringowi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież: współczucie jest językiem Boga

2019-09-17 13:19

st (KAI) / Watykan

Współczucie jest jak „soczewka serca”, która pozwala nam zrozumieć wymiary rzeczywistości. Jest ono także językiem Boga, podczas gdy wiele razy językiem ludzi jest obojętność – powiedział Franciszek podczas porannej Mszy św. odprawianej w Domu Świętej Marty. Ojciec Święty nawiązując do czytanego dzisiaj fragmentu Ewangelii (Łk 7,11-17), mówiącego o wskrzeszeniu młodzieńca z Nain, zachęcił do otwarcia serc na współczucie i nie zamykania się w obojętności.

screenshot/TV Vaticana

Papież zauważył, że Ewangelista nie mówi, iż Jezus miał współczucie, ale że „Pan został ogarnięty wielkim współczuciem”, jakby chciał powiedzieć, że padł On „ofiarą współczucia”. Był tłum, który za Nim podążał, byli ludzie, którzy towarzyszyli tej wdowie, ale Pan Jezus widział, że pozostała sama i utraciła swoje jedyne dziecko. Franciszek wskazał, że to właśnie współczucie sprawia, iż możemy dogłębnie zrozumieć rzeczywistość.

„W Ewangeliach dostrzegamy, że Jezusa często ogarnia współczucie. Współczucie jest także językiem Boga: w Biblii nie zaczyna się ono pojawiać z Jezusem, ale to Bóg powiedział Mojżeszowi: «Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego» (Wj 3, 7); to współczucie Boga posyła Mojżesza, aby zbawił lud. Nasz Bóg jest Bogiem współczucia, a współczucie jest - można powiedzieć - słabością Boga, ale także Jego siłą. Jest tym najlepszym, co nam daje: ponieważ to współczucie sprawiło, że posłał do nas swego Syna. Współczucie jest językiem Boga” – powiedział Ojciec Święty.

Papież dodał, że współczucie nie jest uczuciem litości, jak w sytuacji, gdy widzimy zdychające zwierzę, ale angażowaniem się w problemy innych, tam gdzie stawką jest ludzkie życie.

Nawiązując natomiast do ewangelicznej sceny rozmnożenia chlebów Franciszek podkreślił, że wskazuje ona na obojętność uczniów, która sprawiła, że Pan Jezus, być może ogarnięty wewnętrznym gniewem, powiedział do nich: „Wy dajcie im jeść”. Zachęcił ich, by zatroszczyli się o ludzi, aby nie myśleli, że po takim dniu mogliby pójść do wiosek, żeby kupić sobie chleb. Także w tym fragmencie Ewangelia powiada, że Pan „Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza” (Mk 6, 34). Papież zauważył, że z jednej strony mamy zatem gest Jezusa, współczucie, z drugiej strony egoistyczne podejście uczniów, którzy „szukają rozwiązania, ale bez angażowania się”, którzy nie chcą pobrudzić sobie rąk, jakby chcieli powiedzieć, żeby ci ludzie radzili sobie sami:

„I tutaj, o ile współczucie jest językiem Boga, to tak często językiem człowieka jest obojętność. Podjąć odpowiedzialność tylko do tego punktu, i dalej się nie przejmować. Obojętność. Jeden z naszych fotografów, z „L'Osservatore Romano”, zrobił zdjęcie, które jest teraz w Urzędzie Jałmużnika Papieskiego, nazwane „obojętność”. Już kiedyś o tym mówiłem. Pewnej zimowej nocy przed luksusową restauracją kobieta mieszkająca na ulicy wyciąga rękę do innej kobiety wychodzącej z restauracji, dobrze okrytej, a ta odwraca wzrok. To jest obojętność. Idźcie i spójrzcie na to zdjęcie: to obojętność. Nasza obojętność. Ileż razy odwracam spojrzenie ... I w ten sposób zamykamy drzwi współczuciu. Możemy zrobić rachunek sumienia: czy zazwyczaj odwracam wzrok? Czy też pozwalam Duchowi Świętemu poprowadzić mnie drogą współczucia? Które jest cnotą Boga ...” – powiedział Ojciec Święty.

Papież wyznał, że w dzisiejszej Ewangelii poruszyły go słowa Pana Jezusa mówiącego do wdowy: „Nie płacz”. Następnie dotykającego mar, każącego chłopcu wstać, a kiedy młody człowiek usiadł i zaczął mówić, ewangelista podkreślił:: „I oddał go jego matce”.

„Oddał to: akt sprawiedliwości. Słowo to jest używane w sprawiedliwości: zwrócił. Współczucie prowadzi nas na drogę prawdziwej sprawiedliwości. Zawsze musimy zwracać własność tym, którzy mają określone prawo, a to nas zawsze ratuje przed egoizmem, obojętnością, zamknięciem się w sobie. Kontynuujemy dzisiejszą Eucharystię słowami: „Pan napełnił się wielkim współczuciem”. Niech ogarnie Go również współczucie każdego z nas: tego potrzebujemy” – stwierdził Franciszek na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem