Reklama

Chcemy tworzyć otwarty dom

2017-11-08 11:46

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 46/2017, str. 4

Karolina Krasowska
Ks. dr Dariusz Mazurkiewicz

Kamil Krasowski: – Wyższe Seminarium Duchowne w Gościkowie-Paradyżu obchodzi w tym roku 70-lecie istnienia. Czy może Ksiądz Rektor przypomnieć naszym Czytelnikom, jak wyglądały początki paradyskiej uczelni?

Ks. Dr Dariusz Mazurkiewicz: – Pierwszy powojenny administrator apostolski lubuski, kamieński i Prałatury Pilskiej ks. dr Edmund Nowicki zdawał sobie sprawę, że odbudowa życia religijnego na tzw. Ziemiach Odzyskanych jest niemożliwa bez formowania nowych kapłanów. W związku z tym w październiku 1947 r. powołał do istnienia Wyższe Seminarium Duchowne. Jego pierwotna siedziba mieściła się w budynkach przy ul. Warszawskiej w Gorzowie Wlkp., a zarząd objęli Księża Misjonarze św. Wincentego a Paulo. W 1952 r. do budynków pocysterskiego klasztoru w Gościkowie-Paradyżu został przeniesiony Wydział Filozoficzny seminarium, a w 1961 r. w wyniku zaboru budynków w Gorzowie Wlkp. przez władze komunistyczne także Wydział Teologiczny. Od tamtego czasu wszyscy alumni studiują w Paradyżu. Kiedy zagląda się do kronik seminaryjnych albo czyta świadectwa pierwszych wykładowców i alumnów, to widzimy, że chociaż mierzyli się z wieloma trudnościami codziennego życia, to jednak byli pełni zapału, świadomi, że stoją u początków czegoś niezwykle ważnego. Dzisiaj, po 70 latach, odczytujemy ich zapał, jako ściśle apostolski.

– Na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat życie w seminarium niewątpliwie zmieniało się. Proszę powiedzieć, jak ono wygląda dzisiaj i jak funkcjonuje seminarium?

– Mogę powiedzieć o tych zmianach, które dostrzegam na przestrzeni ostatnich 25 lat, gdy sam wstępowałem do seminarium w Paradyżu. Z pewnością wcześniej większy nacisk był kładziony na poprawne funkcjonowanie alumna w seminarium poprzez wierne wypełnianie regulaminu. Doświadczenie uczy jednak, że dobry, a nawet wzorowy kleryk nie musi być dobrym księdzem. Dlatego już pod koniec mojego pobytu w seminarium przełożeni stawiali większy nacisk na autoformację, co teraz staramy się jeszcze bardziej podkreślać. Osoba przygotowująca się do kapłaństwa musi mieć świadomość, że bez własnego zaangażowania i wymagań stawianych sobie samemu nie będzie w stanie osiągnąć dojrzałości osobowościowej i właściwego rozwoju życia duchowego. Nie sposób także pominąć faktu, że dzisiaj przygotowanie do kapłaństwa odbywa się w warunkach o wiele lepszych niż jeszcze 20 czy 30 lat temu. Alumni mają do dyspozycji całą infrastrukturę pozwalającą na godne życie i zdobywanie koniecznych umiejętności.

– Ilu kleryków podjęło formację na I roku, a ilu mężczyzn w sumie przygotowuje się do kapłaństwa w naszym diecezjalnym seminarium?

– Pierwszy rok formacji w br. rozpoczęło 5 alumnów, w ubiegłym roku było ich 16, do kapłaństwa przygotowuje się aktualnie 39 alumnów. Jeżeli spojrzymy na dane z poprzednich lat, możemy zauważyć spadek liczby powołań, który wynika zarówno z niżu demograficznego, jak i z trudności, jakie przeżywają młodzi ludzie w podjęciu i realizacji powołania. I nie mówię tu tylko o powołaniu do kapłaństwa. Realizacja życia małżeńskiego oraz podejmowanie służby innym ludziom w ramach różnych zawodów, zwłaszcza tych uważanych za społecznie potrzebne, również napotyka na podobne trudności. Żyjemy w kulturze tymczasowości, która nie sprzyja podejmowaniu trwałych decyzji. Pozostaję jednak optymistą, że modlitwa o powołania, działalność grup Przyjaciół Paradyża oraz intensyfikacja duszpasterstwa powołaniowego będą owocowały kolejnymi licznymi powołaniami.

– Jak wygląda taki typowy dzień kleryka? Co należy do jego codziennych zadań i obowiązków? Jak klerycy spędzają czas wolny?

– Dzień alumna rozpoczyna się pobudką o godz. 6.00. Pół godziny później klerycy rozpoczynają modlitwy poranne i uczestniczą w Eucharystii. Następnie uczestniczą w wykładach, mają czas na prywatne studium i własną modlitwę. Dzień kończą o godz. 23.00. Ale rytm dnia to także czas na pracę, sport, wypoczynek i rozwijanie swoich zainteresowań. Klerycy mają do dyspozycji bibliotekę, czytelnię, salę gimnastyczną, siłownię, boisko do piłki nożnej. Jednym z elementów formacji jest także odkrywanie i tworzenie współczesnej kultury, dlatego alumni wyjeżdżają do filharmonii, teatru, kina, a także sami reżyserują spektakle teatralne. Mają również swoje sukcesy sportowe. W minionym roku zajęli czwarte miejsce w ogólnopolskich mistrzostwach seminariów w piłce nożnej. Możliwości rozwoju jest wiele, zresztą ważną rzeczą jest, by posiadali pasję, którą będą mogli realizować i która może służyć gromadzeniu ludzi, by w konsekwencji przekazać im Dobrą Nowinę.

– W jednej z wypowiedzi powiedział Ksiądz Rektor, że seminarium jest nie tylko miejscem przygotowania do kapłaństwa przez kształtowanie duchowości i osoby ludzkiej, ale jest także formacją intelektualną, przygodą i propozycją. Czy mógłby Ksiądz Rektor rozwinąć tę myśl i powiedzieć, co seminarium proponuje kandydatom do kapłaństwa?

– Seminarium proponuje całościową wizję formacji. Nie można skupiać się tylko na jej wybranym elemencie. Fundamentem przygotowania do kapłaństwa jest troska o rozwój dojrzałej osobowości kapłana. Nie można skutecznie pełnić posługi bez osobistej dojrzałości, co więcej – jeżeli kandydat do kapłaństwa nie przepracuje w trakcie formacji osobistych zranień, to sam może stanowić niebezpieczeństwo dla osób, z którymi przyjdzie mu pracować. W dalszej kolejności na dojrzałym człowieczeństwie buduje się pogłębioną duchowość będącą intymną relacją z Bogiem, wreszcie na samym końcu następuje przygotowywanie do duszpasterstwa, które musi być dalekie od rygoryzmu i zawierać w sobie umiejętność osobistego towarzyszenia oraz zdolność rozeznawania częstokroć zawiłych ludzkich sytuacji. W tym wszystkim nieodzowne są właśnie formacja intelektualna, pięcioletnie studia zarówno z filozofii i teologii, jak i prawa, psychologii, historii oraz tych wszystkich dziedzin, które dają szeroki i spójny obraz świata. Pomocni są w tym wykładowcy naszej uczelni, zwłaszcza ci, którzy zarażają studentów własną pasją.

– W jaki sposób zachęciłby Ksiądz Rektor tych, którzy gdzieś w swoim sercu odczuwają powołanie do kapłaństwa, jednak przeżywają rozterki i nie potrafią zrobić kroku naprzód i podjąć ostatecznej decyzji, do tego, aby odpowiedzieli na Boże wezwanie i zgłosili się do seminarium?

– Jeżeli czują w sobie głos powołania, ale odczuwają niepewność i rozterki, to radziłbym, żeby przyjechali najpierw na rekolekcje powołaniowe. Przeprowadzamy je regularnie w domu rekolekcyjnym znajdującym się na terenie seminarium. A poza tym życzę im odwagi. Wejście do seminarium nie oznacza przecież od razu decyzji o przyjęciu święceń. Rozeznanie ze strony alumna i przełożonych trwa co najmniej pięć lat. Wiele osób spędza tu jakiś czas, by odkryć, że jego miejsce jest gdzie indziej. Ale nawet wtedy to nie są stracone lata.

– Jakie zdaniem Księdza Rektora na przestrzeni tych minionych 70 lat były największe sukcesy i radości naszego seminarium diecezjalnego?

– Żydowski filozof Martin Buber pisał, że „sukces nie jest żadnym z imion Bożych”. Trudno dopatrywać się dobrego funkcjonowania seminarium w ludzkich kategoriach sukcesu. Ale z pewnością wyznacznikiem dobrego funkcjonowania domu formacyjnego jest każdy dobrze posługujący kapłan. Cieszy, gdy ludzie mówią o absolwencie Paradyża: „dobry ksiądz”. Zresztą takich opinii o naszych absolwentach jest bardzo wiele i to przede wszystkim należy uznać za sukces. Gdyby jednak po ludzku spojrzeć na życie seminaryjne, to sukcesem są także postępy naukowe naszych wykładowców oraz inicjatywy religijne i kulturalne, które towarzyszą życiu seminaryjnemu, a jednocześnie gromadzą w naszych murach licznych diecezjan oraz gości z Polski i z zagranicy. Wśród nich można wymienić choćby odbywające się w sierpniu koncerty muzyki dawnej w ramach festiwalu „Muzyka w Raju” oraz sympozja naukowe organizowane wraz z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, do którego jesteśmy afiliowani.

– Co zdaniem Księdza Rektora było i być może wciąż jest największą trudnością w życiu paradyskiej uczelni?

– Było kilka momentów w historii paradyskiego seminarium, które napawały niepokojem, jak choćby próba jego likwidacji. Dzisiaj chyba jednak największą trudnością jest funkcjonowanie seminarium w obliczu zmniejszającej się liczby powołań. Ponadto do codziennych trosk należą utrzymanie i remonty zabytkowego budynku. Chociaż tutaj także staramy się wykazywać troskę. W tym roku mamy nadzieję zakończyć odnawianie barokowego ołtarza w kościele seminaryjnym, ponadto mamy już plany na dalsze prace rewitalizacyjne. Lada dzień zabytkowy kościół i zabudowania klasztorne zostaną także wpisane na listę pomników historii.

– Czego na kolejne lata życzyć WSD w Gościkowie-Paradyżu?

– Przede wszystkim rozwoju w postaci licznych nowych powołań. Ale także tego, by Paradyż stawał się miejscem, do którego ludzie będą przyjeżdżać, wiedząc, że nabiorą tutaj duchowych sił. Zresztą dzieje się to już dzisiaj. Takie wydarzenia jak Akatyst do Matki Bożej czy pielgrzymka ministrantów i lektorów gromadzą wielu ludzi. Chcemy tworzyć otwarty dom, pamiętając oczywiście, że jest to przede wszystkim miejsce formacji.

Tagi:
wywiad

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem... decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odnaleziono miejsce urodzenia św. Piotra Apostoła?

2019-07-20 20:00

ts (KAI) / Nowy Jork

Podczas prac wykopaliskowych w Al-Araj nad Jeziorem Galilejskim na północy Izraela archeolodzy odkryli prawdopodobne miejsce narodzin św. Piotra. Tezę, że Al-Araj to antyczne miasta Betsaida i Julias, a zatem miejsce narodzin apostołów Piotra, Filipa i Andrzeja, potwierdza znalezienie dużego kościoła bizantyjskiego obok pozostałości osiedla z czasów rzymskich. Poinformował o tym nowojorski ośrodek Center for the Study of Ancient Judaism and Christian Origins" (CSAJCO ) uczestniczący w pracach wykopaliskowych.

Israel_photo_gallery / Foter / CC BY-SA

Zdaniem naukowców tego centrum oraz izraelskiego Kinneret Academic College, odkryta świątynia w Al-Araj może być tym samym kościołem, który na swoich rysunkach utrwalił biskup Willibald z Eichstätt, gdy w 725 roku po Chrystusie przybył nad Jezioro Galilejskie. Biskup udający się z Kafarnaum do Kursi zanotował, że był to kościół wzniesiony nad miejscem zamieszkania Piotra i Andrzeja.

"Odsłonięty teraz kościół jest jedyną dotąd odnalezioną świątynią między obiema miejscowościami" - powiedział w rozmowie z izraelską gazetą „Haaretz” szef ekipy archeologów Mordechai Aviam z Kinneret Academic College. Dodał, że kościół został odkryty w pobliżu osiedla z czasów rzymskich, dlatego pasuje do opisu Betsaidy przez historyka Józefa Flawiusza. Nie ma powodów do kwestionowania tego przekazu historycznego - twierdzą archeolodzy.

Do tej pory naukowcy odkopali południowe pomieszczenia kościoła należącego do kompleksu klasztornego. Odkryto m.in. mozaiki podłogowe, szklane kamienie mozaikowe oraz części marmurowego ogrodzenia chóru. Te znaleziska świadczą o wielkości i bogatym wyposażeniu świątyni.

Wykopaliska ukazały ponadto, że antyczna wioska żydowska zajmowała większą powierzchnię niż dotychczas sądzono. Archeolodzy znaleźli też pozostałości rzymskiego domu prywatnego z I-III w. Badania geologiczne wskazują, że liczne domy rozpadły się na skutek erozji spowodowanej przez rzekę Jordan.

Podczas wcześniejszych wykopalisk archeolodzy odkryli m.in. 300-kilogramowy blok bazaltu z trzema wydrążonymi pojemnikami. Zdaniem naukowców, mógł to być relikwiarz świętych apostołów Piotra, Andrzeja i Filipa.

Izraelscy archeolodzy twierdzą, że wykopaliska w Al-Araj to antyczne miasta Betsaida i Julias, a zatem miejsce urodzenia św. Piotra Apostoła, natomiast miasto zidentyfikowane w 1989 r. przez archeologów z uniwersytetu w Hajfie jako biblijna Betsaida, to dzisiejsze Et-Tell położone o dwa kilometry dalej na północ.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polscy parlamentarzyści na uroczystościach odpustowych w sanktuarium w Berdyczowie

2019-07-21 09:05

kg (KAI/Credo) / Berdyczów

Z udziałem przedstawicieli polskiego Sejmu i Senatu oraz dyplomatów z kilku krajów, m.in. z Polski, a także władz Ukrainy, województwa żytomierskiego i Berdyczowa rozpoczął się w tamtejszym Ogólnoukraińskim Sanktuarium Matki Boskiej Szkaplerznej odpust ku Jej czci. W tym roku nawiązuje on do trwającego obecnie w Kościele katolickim na Ukrainie Roku świętości Małżeństwa i Rodziny. Tematyka rodzinna będzie obecna w naukach głoszonych pielgrzymom w drodze do tego miejsca, w homiliach biskupów oraz w rozważaniach podczas nocnego czuwania z soboty 20 na niedzielę 21 lipca. Głównej Mszy św. odpustowej w niedzielę 21 lipca będzie przewodniczył abp Tommaso Caputo z Sanktuarium Maryjnego w Pompejach. Rozpocznie się ona o godz. 11 czasu miejscowego.

Magdalena i Marek Osip-Pokrywka
Klasztor Karmelitów w Berdyczowie

Z Polski na uroczystości do Berdyczowa przybyli m.in. wicemarszałek Sejmu Małgorzata Gosiewska, poseł Jan Dziedziczak i senator Jan Żaryn. Z ramienia korpusu dyplomatycznego, akredytowanego na Ukrainie, przybędą ambasadorzy Polski, Hiszpanii i Chorwacji, a także przedstawiciele władz tego kraju, obwodu żytomierskiego i miasta Berdyczowa.

Do sanktuarium pierwsi pielgrzymi dotarli, jak co roku, w przededniu głównych uroczystości – w sumie są to tysiące ludzi, którzy przybywają tu pieszo i na rowerach (trzy grupy) z różnych stron Ukrainy i z zagranicy, głównie z Polski. Wszystkich ich witali biskup kijowsko-żytomierski Witalij Krywicki i karmelici.

Biskup nie tylko witał każdą grupę pielgrzymów, ale był też obecny wśród nich, np. dołączał do niektórych grup, głosił im Słowo Boże i odprawiał dla nich msze.

Jako pierwsi przybyli do Berdyczowa pątnicy z Bykówki w obwodzie żytomierskim, nad którymi opiekę duchową pełnią ojcowie sercanie. Szli do sanktuarium trzy dni. Jeden z uczestników - Wołodymyr Hryniw ze wsi Marianówka wyruszył w drogę z żoną Natalią. "W Roku Rodziny idę z rodziną i oferuję swoją pracę za rodzinę" — powiedział pątnik.

W tym roku najliczniejsza jest 27. Pielgrzymka Franciszkańska, wędrująca trasą Szepietówka — Połonne — Berdyczów i licząca 686 osób; towarzyszył im biskup-koadiutor diecezji odesko-symferopolskiej i administrator apostolski diecezji charkowsko-zaporoskiej Stanisław Szyrokoradiuk. Wierni z różnych zakątków Ukrainy, Białorusi i Naddniestrza w ciągu 4 dni przemierzali drogi Ukrainy i razem się modlili. Najdłużej do sanktuarium szło 90 pielgrzymów z Kijowa – łącznie 8 dni. Po przybyciu na miejsce przedstawili oni na placu przed sanktuarium prawdziwe widowisko.

Tradycyjnie do Sanktuarium Berdyczowskiego przybyła pielgrzymka rowerowa z Charkowa, po raz pierwszy natomiast dotarli tam pątnicy-kolarze z Chmielnika (31 osób). Najmłodsza uczestniczka Salomea liczyła zaledwie 6 lat. Z Chmielnickiego przybyła, według bp Witalija, najbardziej kapucyńska pielgrzymka: 235 osób szło pieszo 6 dni.

Najstarsza natomiast jest pielgrzymka z Żytomierza. Wierni wyruszyli stamtąd już po raz 41 po Mszy świętej w katedrze św. Zofii 19 lipca.

Tradycyjnie już od wielu lat pątnicy przybywają w sobotę i uczestniczą w wigilijnej odpustowej mszy, a później — w nocnym czuwaniu. Główna odpustowa Msza św. odpustowa sprawowana jest w niedzielę – w tym roku towarzyszy jej hasło: „Matko Boża, przyjmij pod swoją opiekę rodzinę ukraińską!“.

Komentując te słowa, kustosz Sanktuarium o. Rafał (Rafajił) Myszkowski zwrócił uwagę, że tegoroczna uroczystość zbiega się z dniem wyborów do Rady Najwyższej Ukrainy. "Chcemy złożyć nadzieję na lepszą przyszłość rodziny w naszym państwie pod opiekę Najświętszej Maryi Panny. Dlatego, jak co roku zapraszamy wszystkich na pielgrzymkę do Berdyczowa, a modlitewne wezwanie naszego spotkania, aby Bogurodzica przyjęła pod swą opiekę rodzinę ukraińską, jest ucieleśnieniem naszego pragnienia polecenia Jej wszystkich rodzin, żyjących na naszej ziemi" – powiedział o. kustosz.

Podkreślił, że "chcemy prosić szczególnie o wzmocnienie miłości, uratowanie od nieporozumień, uwolnienie od szkodliwych uzależnień" i dodał, że Kościół ma nadzieję na "otrzymanie przed ikoną berdyczowską od dobrego Boga potrzebnych nam łask". Zdaniem zakonnika w tym roku do sanktuarium przybędzie ok. 15 grup pieszych i dwie rowerowe.

Od kilku tygodni na Placu św. Jana Pawła II w Berdyczowie trwa budowa ołtarza polowego, podwyższenia dla przedstawicieli mediów oraz przestrzeni dla muzyków i chórów. Zajmują się tym pracownicy miejscowego klasztoru, parafianie, karmelici i siostry ze Zgromadzenia św. Teresy od Dzieciątka Jezus.

Powitanie pielgrzymów rozpoczęło się 20 bm. od godz. 16. O 18 rozpoczęła się liturgia, której przewodniczył przewodniczący łacińskiego episkopatu Ukrainy, biskup odesko-symferopolski Bronisław Bernacki, a kazanie wygłosił bp Witalij Krywicki. Od 22 w sobotę do 6 rano w niedzielę 21 bm. trwać będzie całonocne czuwanie modlitewne w intencji rodzin ukraińskich. O godz. 9.30 w niedzielę rozpocznie się modlitwa różańcowa na Placu św. Jana Pawła II, a o 11 - uroczysta Eucharystia odpustowa pod przewodnictwem abp. Tommaso Caputo z udziałem wszystkich biskupów ukraińskich z bp. Bernackim na czele. Wezmą w niej udział polscy parlamentarzyści, przedstawiciele władz państwowych i miejscowych oraz korpusu dyplomatycznego i delegacje oficjalne.

Do udziału w tych uroczystościach zaprosił wiernych i wszystkich ludzi dobrej woli biskup kijowsko-żytomierski Witalij Krywicki. "Niech nas będzie coraz więcej - tych, którzy odkryli już w swoim życiu Boga i przyszli podzielić się z innymi zrozumieniem tego ,że Pan naprawdę działa w naszym życiu" – zachęcił biskup.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem