Reklama

Wiadomości

Nie będzie, jak było

O przeszkodach w reformowaniu polskiego sądownictwa z posłem na Sejm RP Stanisławem Piotrowiczem rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 48/2017, str. 36-37

[ TEMATY ]

sąd

sądownictwo

Wikipedia

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Opozycja zarzuca reformie wymiaru sprawiedliwości proponowanej przez rząd Zjednoczonej Prawicy, że nie chodzi w niej o naprawę i zmianę standardów w systemie sądownictwa, ale przeciwnie – o upolitycznienie, wręcz upartyjnienie jego instytucji. Co Pan o tym sądzi?

STANISŁAW PIOTROWICZ: – Pytam: czy dziś wymiar sprawiedliwości nie jest upolityczniony? W moim przekonaniu – jest. Znaczna część środowiska sędziowskiego, tego najbardziej wpływowego, prezentuje bardzo mocne zaangażowanie polityczne, występuje przeciwko demokratycznie wybranemu rządowi, organizuje akcje protestacyjne, a przedstawiciele KRS uskarżają się w niemieckiej ambasadzie. Niektórzy sędziowie dają temu wyraz nawet w konkretnych orzeczeniach. W tych kategoriach należy również postrzegać ostatni sprzeciw KRS wobec nominacji 265 asesorów. Pretekstem miały być rzekome braki formalne, a tak naprawdę chodziło o to, że o nominacji (zgodnie z obowiązującym prawem) zdecydował minister sprawiedliwości, a nie sędziowie w KRS. Środowiska sędziowskie, by bronić swej uprzywilejowanej pozycji przy wsparciu totalnej opozycji, zasłaniają się niby-troską o prawa obywatela, o niezawisłość sędziowską itd. Czy ktoś z tych środowisk oburzał się, gdy prezes dużego sądu okręgowego, myśląc, że rozmawia z przedstawicielem ówczesnego premiera Donalda Tuska, zapewniał, że dobrał „właściwy” skład sędziowski i że czeka na stosowne dyspozycje co do przebiegu procesu? Ten sędzia, chociaż nie jest już prezesem, nadal orzeka. Dla nieuczciwych sędziów, a także tych wchodzących w rolę polityków nie może być miejsca w wymiarze sprawiedliwości. Jest takie stare przysłowie: „Sądzę ciebie według siebie”. Być może tym powodowane są zarzuty dzisiejszej opozycji. Szczególnie kuriozalnie brzmią zarzuty o rzekomej próbie upolitycznienia KRS, a tym samym o zamachu na niezawisłą władzę sądowniczą lub na samorząd sędziowski. Muszę tu przypomnieć, że KRS – której reforma jest warunkiem koniecznym całej dobrej zmiany w wymiarze sprawiedliwości – nie jest, jak często się sądzi, organem samorządu sędziowskiego, nie jest także organem wymiaru sprawiedliwości.

– Czym zatem jest?

– W założeniach konstytucyjnych jest instytucją skupiającą przedstawicieli wszystkich trzech władz, a więc władzy ustawodawczej, sądowniczej i wykonawczej. A zatem gdy ktoś stawia zarzut upolitycznienia Rady, to tak naprawdę nie wie, o czym mówi, albo cechuje się złą wolą. W tej sprawie opozycja wprowadza w błąd nie tylko polską ulicę, ale także zagranicę. Komisja Wenecka się oburzała, a Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w swoim raporcie napisała, że niedopuszczalna jest „ingerencja władzy ustawodawczej w organ samorządu sędziowskiego, jakim jest KRS”! Z mównicy sejmowej przypominałem wtedy, że KRS nie jest ani organem samorządu sędziowskiego, ani organem wymiaru sprawiedliwości. Smutne jest to, że te szacowne międzynarodowe ciała formułują opinię o stanie praworządności w Polsce, opierając się na nieprawdziwych danych. Zwrócili na to uwagę również eksperci powołani przez marszałka Sejmu.

– Dlaczego cała reforma wymiaru sprawiedliwości wywołuje tak wielki, niemalże globalny strach, dlaczego jest tak ostro zwalczana?

– Bo to dobry pretekst, by uderzyć w polski rząd. Nie łudźmy się, że ci, którzy to czynią, troszczą się o nasze dobro. Ten wielki krzyk i protest przeciwko polskiej reformie sądownictwa nie tylko w Polsce, ale także za granicą podnoszą kręgi zainteresowane Polską jako krajem, w którym można było dotąd prowadzić wielkie, często nieuczciwe interesy. Świadczą o tym liczne afery, które miały miejsce w Polsce za poprzednich rządów, a także to, że z nieszczelności VAT-u największe zyski czerpali Niemcy i Holendrzy i to właśnie oni są teraz najbardziej zaniepokojeni rzekomym „nieprzestrzeganiem praworządności” w Polsce. Po prostu przeszkadza im obcy ideologicznie rząd prawicowy, który przemawia własnym głosem na arenie międzynarodowej, skutecznie zabiega o interesy własnego państwa i narodu i nie przyzwala na okradanie. Wykorzystują do tego totalną opozycję, bo jest w tej walce użyteczna, ale myślę, że w duchu źle oceniają tych, którzy im donoszą na własny kraj...

– Czy ma Pan na to jakieś dowody?

– Prowadziłem niedawno rozmowę z przedstawicielem ONZ, uczestniczyłem też w kolejnym spotkaniu z Komisją Wenecką i tym razem odniosłem wrażenie, że rozmówcy patrzą już z niejakim niesmakiem i politowaniem na skargi polskiej opozycji, choć zapewne nie odbije się to jeszcze na ich raportach na temat Polski. Sądzę jednak, że polska polityka już odnosi sukces, a nawet ma coraz wyraźniejszy wpływ na kształtowanie nastrojów w pozostałych krajach unijnych.

– Co, Pańskim zdaniem, najbardziej niepokoi krytyków reformy polskiego sądownictwa?

– Prawdopodobnie to, że zapowiadamy nie tylko istotne zmiany strukturalne w wymiarze sprawiedliwości, przybliżające nas do rozwiązań europejskich, ale także wymianę personalną. A to najbardziej godzi w rozliczne interesy. Dla ochrony interesów państwa polskiego ważne jest, by doszło do zasadniczej przemiany mentalnościowej polskiej klasy sędziowskiej, aby dotarło do niej to, że nie jest nadzwyczajną kastą, lecz jej działanie ma być służbą.

– To praca u podstaw i chyba na pokolenia…

– Problem polega na tym, że ta stara „panująca” kadra wciąż kształci młodą kadrę. Młodzi polscy sędziowie wyrastają w poczuciu panowania, a nie służby. Trzeba więc zmieniać polskie sądownictwo od samych podstaw.

– Dlaczego tak istotne znaczenie reformatorzy przypisują wymianie składu Sądu Najwyższego?

– Ryba psuje się od głowy. Sąd Najwyższy odgrywa istotną rolę w dziedzinie zarówno wykładni prawa, jak również praktyki jego stosowania, a jego sędziowie powinni świecić przykładem. Każdy z początkujących sędziów, nawet jeśli jest pełen szlachetnych ideałów, w dzisiejszej praktyce jest „korygowany”, sprowadzany na ziemię przez starszych kolegów, którzy rozpatrują odwołania od jego orzeczeń, od których zależy jego zawodowa kariera. Naturalną rzeczą jest, że każdy młody sędzia chce być dobrze postrzegany przez zwierzchników, dostosowuje się więc do ich oczekiwań, bo chce awansować. Dostosowuje się do nacisków i zasad poprawności obowiązujących w hermetycznej grupie.

– Opozycja twierdzi, że wcale nie chodzi o podwyższenie standardów Sądu Najwyższego, lecz o czystkę, a potem o upolitycznienie tego organu, o obsadzenie go sędziami PiS-owskimi. Prezydent Andrzej Duda, wetując przyjęte już przez Sejm ustawy o KRS i SN, niejako podzielił powyższe obawy.

– Absurdalne zarzuty. Nam chodzi właśnie o odpolitycznienie Sądu Najwyższego, gdyż obecnie jest on wyrazicielem bardzo określonych poglądów politycznych. Nasze pierwotne zamierzenia były takie, aby z SN odeszli w stan spoczynku wszyscy sędziowie. Warto podkreślić, że takie rozwiązanie pozostaje w zgodzie z art. 180 ust. 5 konstytucji, który stanowi, że „w razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z zapewnieniem mu pełnego uposażenia”. Gdy w lipcu br. prace nad ustawą zmierzały ku końcowi, prezydent wypowiedział się publicznie, że ustawy nie podpisze, jeżeli nie upoważni go ona do opracowania i wydania regulaminu SN i nie wyposaży go w prawo zdecydowania o tym, którzy sędziowie pozostaną w SN. Te stanowcze oczekiwania prezydenta zostały zapisane w uchwalonej przez Sejm lipcowej ustawie, tej, która ostatecznie i tak została zawetowana... Obecnie obowiązuje regulamin opracowany przez środowisko sędziowskie.

– Dlaczego Prezydent Duda nie zgadza się na rozwiązanie zaproponowane przez rząd?

– Nie czuję się upoważniony do wypowiadania się za prezydenta.

– Projekt ustawy zaproponowany przez Andrzeja Dudę nie przewiduje całkowitej wymiany składu Sądu Najwyższego. Nie będzie więc istotnej przemiany tego organu?

– Rzeczywiście, całkowita wymiana składu Sądu Najwyższego okazuje się w obecnej sytuacji niemożliwa. Według prezydenckiego projektu, z SN w stan spoczynku przejdą ci sędziowie, którzy uzyskali wiek emerytalny, a takich, według mojego rozeznania, jest 38. Gdyby tak się stało, to na stanowiskach sędziowskich pozostałoby 48 dotychczasowych sędziów. Prezydent Duda w swoim projekcie ustawy o SN wprowadza zapis, aby ci, którzy osiągnęli wiek emerytalny, mieli prawo ubiegać się u prezydenta o pozostawienie ich na stanowisku. Z tego też względu dziś nie można powiedzieć, ilu sędziów ostatecznie odejdzie, a ilu pozostanie.

– Wielki sprzeciw wywołuje zamiar powołania odrębnej instytucji dyscyplinującej pracę sędziów. To przejaw uzasadnionego strachu?

– Zapewne, bo można się domyślać, że najgłośniej protestują ci, którzy mają wiele na sumieniu. Brak skutecznej kontroli doprowadził do licznych wynaturzeń wymiaru sprawiedliwości, dlatego chcemy, aby w ramach Sądu Najwyższego powstała całkiem nowa izba – Izba Dyscyplinarna, niezależna od układów koleżeńskich i towarzyskich; proponowana przez nas wcześniej Izba Dyscyplinarna znalazła się również w projekcie prezydenckim. Będziemy zabiegać o to, aby miała dużą autonomię w ramach SN, a jej prezes, podobnie jak prezes SN, otrzymywał nominację z rąk prezydenta RP. Zmierzamy do tego, aby postępowania dyscyplinarne stały się bardziej obiektywne i skuteczne. Uważamy też, że oskarżycielami w postępowaniach przeciwko sędziom powinni być prokuratorzy, tak jak w niektórych krajach unijnych, a nie koledzy sędziowie, jak to jest teraz.

– Największy kłopot dla reformatorów wymiaru sprawiedliwości stanowi chyba jednak warunek postawiony przez prezydenta Dudę w sprawie KRS, że wybór jej członków ma być dokonywany przez Sejm niemożliwą dziś do osiągnięcia większością 3/5 głosów. Czy nie czas przestać wierzyć w możliwość naprawdę realnej zmiany?

– Mimo różnych przeciwności nadal jestem przekonany, że uda nam się przeprowadzić rzeczywistą reformę, taką, jakiej oczekuje społeczeństwo. Nas nie interesuje pozorna reforma, tzw. pudrowanie. To prawda, że prezydent postawił trudny, wręcz niemożliwy do spełnienia warunek, nie ma dziś bowiem takiej większości w Sejmie. Stąd próby wyjścia ze spodziewanego klinczu parlamentarnego, czyli poszukiwania tzw. drugiego kroku. Kilka naszych dotychczasowych propozycji nie spotkało się z akceptacją. Podczas naszej ostatniej rozmowy min. Paweł Mucha z Kancelarii Prezydenta RP zaproponował rozwiązanie będące modyfikacją jednej z naszych poprawek i myślę, że będzie ono przedłożone na etapie prac legislacyjnych.

– Zatem co dalej?

– Myślę, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu rozpocznie się proces legislacyjny. Mam nadzieję, że uda się uchwalić obie ustawy do końca tego roku.

– Podziela Pan rozgoryczenie elektoratu PiS, że Andrzej Duda skutecznie podciął skrzydła tej najważniejszej dobrej zmianie, którą miała być reforma wymiaru sprawiedliwości?

– Proszę mnie zwolnić z dokonywania takich ocen. Ale chcę podkreślić, że obarczanie Prawa i Sprawiedliwości brakiem tych reform mimo upływu dwóch lat od objęcia rządów jest nieuprawnione. Nie da się wszystkiego naraz reformować, ważna jest też kolejność, a wszyscy chyba dobrze pamiętają kluczową dla wielu reform – w tym wymiaru sprawiedliwości – reformę Trybunału Konstytucyjnego. Warto też podkreślić, że w lipcu br. parlament uchwalił ustawy o KRS i SN. Podejmiemy ten wysiłek na nowo, bo obiecaliśmy to Polakom i słowa dotrzymamy.

– Jak długo jeszcze przyjdzie nam czekać na urzeczywistnienie tej kluczowej zmiany, którą jest rzeczywista i głęboka reforma sądownictwa?

– Trzeba na to patrzeć w kategoriach procesów, które teraz staramy się zapoczątkować. Wiele też może się zmienić w ciągu krótkiego okresu. Już zmieniają się prezesi sądów w oparciu o ustawę o ustroju sądów powszechnych, zmienił się sposób przydzielania spraw – tak, że prezesi nie mają wpływu na to, który sędzia będzie rozpatrywał daną sprawę – będzie też bardziej równomierne obciążenie sędziów pracą. Dalsze zmiany będą mogły następować po reformie Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa.

Pierwsza część wywiadu została wydrukowana w poprzednim numerze „Niedzieli” – 47/2017.

***

Stanisław Piotrowicz, polityk, prokurator, senator VI i VII kadencji, poseł na Sejm VII i VIII kadencji, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (2007), członek Krajowej Rady Prokuratorów (2011-15), członek Krajowej Rady Sądownictwa, przewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

2017-11-22 12:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pakistan: Sąd Najwyższy prowincji Sindh uznał za zgodne z prawem poślubianie dziewczynek

2020-02-06 20:46

[ TEMATY ]

ślub

sąd

Pakistan

dziewczynki

Wikipedia/Kashif Mardani

Jeśli dziewczynka przeszła już pierwsze w życiu miesiączkowanie, może wyjść za mąż i można ją zmusić do przejścia na islam – takie zaskakujące orzeczenie, z powołaniem się na prawo islamskie, wydał 3 lutego Sąd Najwyższy pakistańskiej prowincji Sindh.

Była to odpowiedź na skargę złożoną w październiku ub.r. przez Tabassuma Yousafa, adwokata rodziny 14-letniej chrześcijanki Humy Younus, uprowadzonej kilka dni wcześniej i zmuszonej do poślubienia muzułmanina.

„Taki wyrok to wstyd” – powiedział włoskiej agencji misyjnej AsiaNews prawnik. Zwrócił uwagę, że sędziowie obradowali zaledwie pięć minut i ani na sekundę nie pozwolili jemu i rodzinie dziewczynki wziąć udziału w rozprawie. Zapewnił, że on i jego klienci nie pogodzili się z wyrokiem i będą nadal dochodzić sprawiedliwości, „gdy będzie trzeba, nawet w Sądzie Najwyższym Pakistanu”.

10 października ub.r. 14-letnia Huma Younus, chrześcijanka, mieszkająca w Kolonii Zia na przedmieściach Karaczi, została porwana z domu, gdy nie było w nim rodziców, i wywieziona 600 km dalej do stanu Pendżab. Jej porywaczem był miejscowy muzułmanin Deri Gazi Khan, który zmusił dziewczynkę do poślubienia go i jednocześnie do przejścia na islam (muzułmanin nie może żenić się z wyznawczynią innej religii, chyba że przyjmie ona islam). Tabassum zaznaczył, że rodzice Humy „nie przestają płakać”, gdy sąd, powołując się na szariat (prawo koraniczne), w istocie usprawiedliwia gwałt dokonany na ich córce, „jako że miała ona już pierwszą miesiączkę”.

Walka prawna o odzyskanie nastolatki trwa już od kilku miesięcy z ciągłym odkładaniem terminów rozpraw i stosowaniem przez sąd różnych pretekstów, byleby tylko poszkodowana nie mogła pojawić się w sali rozpraw. Według adwokata również tym razem Huma miała złożyć zeznania, ale nie stawiła się, chociaż w gmachu sądu było wiele innych dziewcząt, jednakże sędzia powiedział, że ona nie przyszła, gdyż bała się o własne bezpieczeństwo. Zezwolił jedynie, aby złożyła tzw. „affidavit” – dodał Tabassum.

Jest to pisemne oświadczenie pod przysięgą, złożone dobrowolnie przez daną osobę (lub przez osobę upoważnioną do tego przez prawo). W tym wypadku Huma potwierdziła, że wyszła za mąż z wyboru, ale brakuje jej numeru dowodu osobistego, wydawanego po osiągnięciu 18 lat. Z prawnego punktu widzenia jej małżonek utrzymywał, że jego żona jest już pełnoletnia, podczas gdy jej rodzina powtarza, że dziewczynka urodziła się 22 maja 2005, brakuj je więc kilku lat do pełnoletniości.

I właśnie data urodzin jest punktem odniesienia dla całej sprawy i źródłem nadziei dla rodziny, jako że w Pakistanie przymusowe nawrócenia (na islam) nie są zakazane. W prowincji Sindh obowiązuje ustawa zakazująca małżeństw osób nieletnich, ale nigdy nie stosowana. W prawie istnieje przy tym ważne zastrzeżenie, iż małżeństwa nie można unieważnić, jeśli była zgody osoby nieletniej. Prawnik zaznaczył jednak, iż w wymiarach ogólnokrajowych „przepis przeciw małżeństwom dzieci jest potwierdzony przez parlament” i dodał, że rozlega się coraz więcej głosów chroniących małoletnich nawet jeśli małżeństwa z ich udziałem „zostały już skonsumowane”.

„Najbliższe przesłuchanie wyznaczono na 4 marca. Sędzia przeznaczył więcej czasu dla policji, aby przeprowadzić analizy lekarskie, dotyczące wieku” – zapowiedział Tabassum. Zaznaczył, że rodzina dziewczynki przedstawiła już wszystkie niezbędne dokumenty: wystawione przez rząd, władze miasta i Kościół, pytając jednocześnie: „Dlaczego nie poproszono o analizy wcześniej?”.

Mecenas zwrócił ponadto uwagę, że Huma nie jest jedyną dziewczynką, którą zmuszono do przejścia na islam przed powrotem do domu. Poza tym upłynęło już sporo czasu „a my ciągle nie wiemy, jaki jest jej los” – tłumaczył rozmówca agencji. Dodał, że ze statystyk wynika, iż jeśli nie ma nacisku na porywacza, to los takiej dziewczynki jest zawsze taki sam: staje się ona prostytutką lub trafia na rynek handlu narządami ludzkimi. „Skoro nie wygraliśmy przed Sądem Najwyższym [prowincji], to pójdziemy wyżej. To niesprawiedliwe, że chrześcijanie nie są uznawani we własnym kraju. Wnosimy jednak wielki wkład do rozwoju tego narodu” – zakończył swą wypowiedź Tabassum Yousaf.

CZYTAJ DALEJ

Ten wybór jest oczywisty!

2020-02-11 08:56

Niedziela Ogólnopolska 7/2020, str. IV

[ TEMATY ]

homilia

adobe.stock.pl

Pobożność i bezbożność – za tymi słowami ukrywają się fundamentalny wybór i przepastnie różne postrzeganie rzeczywistości. Człowiek pobożny łatwo znajduje Boga we wszystkim i Jemu chce służyć, bezbożny zaś z pasją szuka głównie samorealizacji... Pobożny szerokim łukiem omija wszystko, co uchybia ufnej i serdecznej relacji z Bogiem. Bezbożni zaś – „wyzwoleni” od więzi z Bogiem – siebie czynią miarą wszystkich rzeczy, butnie stanowią prawa, które urągają Dekalogowi – Prawu Bożemu. A może to na jedno wychodzi? Tylko do czasu można wszystko relatywizować, a zepsucie moralne stawiać na równi z wiernością sumieniu. Po Auschwitz przychodzi czas Norymbergi...

Słowo Boże wzywa nas dziś do postawienia sobie weryfikujących pytań: jestem pobożny czy bezbożny? W czym się chętnie ćwiczę i co doskonalę: pobożność czy bezbożność? Czy we wszystkim szukam Boga i Nim się rozkoszuję, czy raczej zadowalam się nadętym ego i doczesnością? To powinno być jasne, że o przepis na życie udane i szczęśliwe trzeba pytać Stwórcę. (Byle gadżet opatrzony jest instrukcją, a człowiek, arcydzieło Boga – nie?) On mówi ci, człowiecze, jasno, że „położył przed tobą ogień i wodę, po co zechcesz, wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się spodoba, to będzie ci dane”. Co za wybór! I jaka przepastna różnica! Jest się nad czym zadumać.

W Ewangelii intrygują zdania: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić”. I: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Jak i czym Jezus wypełnia Prawo i Proroków? Co rozstrzyga o „większej sprawiedliwości”? Otóż bez jasnego światła słońca nie dałoby się żyć. Ono wydobywa piękno i dobroć wszystkich stworzeń. Bez niego wszystko byłoby ciemnością, czarną nocą. Gdy brak światła, przestajemy widzieć i wiedzieć, jakie coś jest i czemu służy...

Podobnie rzecz się ma z Prawem, Dekalogiem. Jego zasadność, dobroć i piękno jawią się nam, gdy czytamy je w „kluczu” Bożej miłości. To miłość Ojca i Syna najpełniej objawiona w Jezusie sprawia, że wszystko jest w niej skąpane, także Dziesięć przykazań. Jezus nie przyszedł, by cokolwiek w nich znieść, osłabić. Przeciwnie – za sprawą wypełniającej je miłości przykazania zobowiązują jeszcze mocniej i bardziej subtelnie. I tak wchodzimy już w przestrzeń „większej sprawiedliwości” i do „królestwa niebieskiego”. Tu są miłość, zaufanie, pokój i radość. Jak w raju. W miłości przykazania nie uwierają. Kosztują, ale nie kłócą się z rozumem i sercem.

CZYTAJ DALEJ

Kasa Stefczyka wspiera Fundację Marcina Gortata

2020-02-17 14:29

[ TEMATY ]

pomoc

Kasa Stefczyka

Kasa Stefczyka i Fundacja MG13 „Mierz Wysoko” grają w jednej drużynie! Fundację polskiej gwiazdy oraz Kasę Stefczyka połączyły troska o młodych ludzi i wspieranie uzdolnionej młodzieży. Wspólne cele zdecydowały o rozpoczęciu współpracy, bo razem możemy więcej. Kasa została sponsorem głównym Fundacji MG13 „Mierz Wysoko”.

Marcin Gortat to ikona sportu i wielki patriota. Wybitny polski koszykarz, wielokrotny reprezentant kraju. Jest jedynym Polakiem w historii najlepszej koszykarskiej ligi NBA, który awansował do jej finału. W USA organizuje również „Polską Noc”, wielkie wydarzenie promujące polską kulturę i koszykówkę. W specjalnym filmie na Facebooku Marcin wyraził szczególne podziękowania dla Kasy Stefczyka:

Zobacz

Marcin doskonale rozumie, że pomocna dłoń życzliwych osób potrafi właściwie pokierować czyimś życiem i karierą zawodową. Sam doświadczył wiele dobrego od innych. Dlatego w 2009 otworzył swoją fundację MG13 „Mierz Wysoko”, która wspiera uzdolnioną młodzież, a później stworzył cztery szkoły mistrzostwa sportowego (Łódź, Kraków, Poznań, Gdańsk), w których nauka jest bezpłatna.

− Mam dług do spłacenia, bo ktoś, kiedyś wyciągnął do mnie pomocną dłoń – mówi gwiazda koszykówki.

Chęć pomocy potrzebującym przyświeca także Kasie Stefczyka. Od wielu lat prowadzi ona akcje charytatywne i organizuje, tak potrzebne dziś, wsparcie społecznościom lokalnym.

− Jesteśmy szczęśliwi i dumni, że razem z fundacją Marcina Gortata rozwijamy, kształtujemy i aktywizujemy kolejne pokolenia Polaków. Silna Polska to silna i uzdolniona młodzież, która rozumie czym jest patriotyzm i dobre serce, Marcin to doskonały ambasador naszego kraju i wzór dla najmłodszych. Uczy, że codzienny trening i praca się opłaca. Daje nadzieję, że nie ma rzeczy niemożliwych – mówi Andrzej Sosnowski, prezes Kasy Stefczyka.

Kasa Stefczyka nie tylko dołącza do szeregu sponsorów Fundacji MG13, ale też wnosi istotną wartość w postaci doświadczenia w zakresie edukacji finansowej młodych Polaków. Misją Kasy Stefczyka jest walka z wykluczeniem finansowym. To idea, która przyświecała już w XIX wieku pierwszym Kasom Spółdzielczym zakładanym przez dr. Franciszka Stefczyka. Dzisiaj zadanie to realizowane jest m.in. przez różnorodne projekty edukacji finansowej, skierowane do dzieci, młodzieży i dorosłych.

Kasa Stefczyka otrzymała tytuł sponsora głównego Fundacji MG13. Otrzymała także tytuł sponsora głównego Gortat Camp 2020 oraz Gortat Camp 2021.

Kasa Stefczyka będzie aktywnie wspierała Fundację największej polskiej gwiazdy NBA w działaniach na rzecz rozwoju dzieci i młodzieży oraz będzie obecna – wizerunkowo i merytorycznie – podczas kolejnych spotkań z młodzieżą organizowanych przez Fundację Marcina Gortata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję