Reklama

Innowacyjność na wsi

2017-11-29 09:42

Z ministrem rolnictwa i rozwoju wsi Krzysztofem Jurgielem rozmawia Paweł Serafin
Niedziela Ogólnopolska 49/2017, str. 44-45

Artur Stelmasiak
Dążymy do tego, by obszary wiejskie były miejscem godnego życia, pracy i wypoczynku – mówi min. Krzysztof Jurgiel

PAWEŁ SERAFIN: – Panie Ministrze, minęły dwa lata rządów PiS. Jak Pan ocenia ten czas z perspektywy ministra odpowiedzialnego za rolnictwo?

MIN. KRZYSZTOF JURGIEL: – To dwa lata dobrej służby. Tak traktuję swoje obowiązki. Przede wszystkim to czas wypełniania wyborczych zobowiązań. Do wyborów szliśmy z gotowym programem rolnym. Ludzie go zaakceptowali, dając nam mandat do jego realizacji. Przypomnę, że naszym głównym celem jest poprawa życia rodzin rolniczych i innych mieszkańców obszarów wiejskich z wykorzystaniem ekonomicznego, społecznego i środowiskowego potencjału rozwojowego. Dążymy do tego, by te obszary były miejscem godnego życia, pracy i wypoczynku. Dlatego też po raz pierwszy w naszej historii za sprawy rolnictwa odpowiedzialność bierze cały rząd premier Beaty Szydło. Dwa lata temu przyjęliśmy program działań MRiRW na lata 2015-19. Wiele już udało się zrealizować, a inne plany są w trakcie realizacji.

– Czy może Pan Minister przedstawić konkrety?

– Ogromnym problemem, który zastaliśmy, była kwestia bardzo złej sytuacji na rynkach rolnych, a zwłaszcza na rynku mleka i wieprzowiny. Dziś widać wyraźnie, że poprawiła się opłacalność produkcji rolnej. Gdy obejmowaliśmy rządy, rolnik otrzymywał 70-90 gr za litr mleka, obecnie – ok. 1,40 zł. Podobnie w segmencie wieprzowiny – cena wzrosła z 3,50 zł do ponad 5 zł.

– Jak udało się do tego doprowadzić?

– Niewątpliwie duży wpływ na to miała nasza zwiększona aktywność na forach unijnych i na arenie międzynarodowej. Kwestie opłacalności produkcji rolnej i złej sytuacji na tych dwóch rynkach podnosiliśmy wielokrotnie na posiedzeniach Rady UE ds. Rolnictwa i Rybołówstwa oraz w ramach Grupy Wyszehradzkiej i Trójkąta Weimarskiego. Efektem naszych wysiłków było podpisanie porozumienia warszawskiego, które doprowadziło do przyjęcia specjalnego pakietu, z którego środki zostały przeznaczone na regulacje rynków rolnych. Oprócz przedłużenia możliwości prowadzenia interwencyjnego skupu oraz dopłat wprowadzono pomoc dla producentów, które chronią ich przed spadkiem podaży. Wdrożyliśmy również rozporządzenie Komisji Europejskiej z 2016 r., tzw. pakiet Hogana, który przewiduje nadzwyczajną pomoc dla producentów mleka i rolników w innych sektorach hodowlanych.
Na mocy tego rozporządzenia została udostępniona pomoc finansowa w łącznej kwocie 350 mln euro, z których 22 670 129 euro (98 689 872,6 zł) przeznaczono dla Polski. Kolejnym elementem naszej polityki jest dywersyfikacja rynków zbytu. W ciągu tych dwóch lat otworzyliśmy dla naszych produktów rolno-spożywczych dostęp do 30 rynków. Jesteśmy aktywni w ponad 70 państwach na całym świecie. Oczywiście, najwięcej wysyłamy do krajów UE, ale też na Bliski i Daleki Wschód, do Afryki i na półkulę zachodnią – do Ameryki.

– Powszechnie panuje opinia, że nasza żywność cieszy się uznaniem wśród unijnych konsumentów. Czy tak jest również na rynkach światowych?

– Tak. Polska żywność ma opinię żywności bardzo wysokiej jakości i jest ceniona za swoje walory smakowe. Potwierdzają to dane eksportowe. Według wstępnych szacunków, w tym roku wartość eksportu produktów rolno-spożywczych przekroczy 25 mld euro. A co równie istotne, zachowujemy dodatni bilans handlowy, i to na poziomie ok. 8 mld euro.

– Jakie jeszcze plany zostały zrealizowane z wyborczych obietnic?

– Gdy obejmowaliśmy urząd, mieliśmy ogromnie trudną sytuację w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa do realizacji zaliczek na poczet wypłat płatności bezpośrednich. Podjęte działania naprawcze spowodowały, że rolnicy otrzymali należne im pieniądze w ustawowych terminach. Przypomnę, że w ubiegłym roku po raz pierwszy realizowaliśmy wypłatę zaliczek w najwyższej możliwej wysokości – aż 70 proc. Dziś agencja funkcjonuje dobrze i jest przygotowana do obsługi e-wniosków.

– A co udało się zrobić w sprawie ziemi rolnej? Rolnicy domagali się zmian, bronili ziemi przed wykupem.

– Ten problem musieliśmy również szybko rozwiązać. Wdrożyliśmy niezbędne regulacje prawne, które pozwoliły na wyeliminowanie spekulacji ziemią rolną i długo nierozwiązywanego problemu tzw. słupów. Główne cele wprowadzonych zmian zostały osiągnięte, bo zahamowaliśmy gwałtowny wzrost cen ziemi rolnej. Ziemia jest dobrem nieodnawialnym i dlatego powinna być szczególnie chroniona.

– Proszę powiedzieć, jakie jeszcze nowe, ważne regulacje prawne zostały wprowadzone w życie.

– Przede wszystkim jest to tzw. pakiet pięciu ustaw wzmacniających pozycję rolnika w całym łańcuchu żywnościowym. Oprócz wspomnianego już wcześniej Programu rozwoju głównych rynków rolnych w Polsce wdrożyliśmy Ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi, Ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia sprzedaży żywności przez rolników (tzw. rolniczy handel detaliczny), Ustawę o zmianie ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych („Produkt polski”), Ustawę o funduszach promocji produktów rolno-spożywczych, a obecnie kończą się prace nad Ustawą o spółdzielniach rolników. W ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014-20 przygotowaliśmy pakiet zmian ukierunkowany na działania ograniczające bariery wdrożeniowe – modyfikacje i uproszczenia. Zmiany prawne dotyczyły także rolniczych emerytur. Obniżyliśmy wiek emerytalny, a najniższe świadczenia wypłacane przez KRUS wzrosły do poziomu 1000 zł. Ponadto grupowym ubezpieczeniem od następstw nieszczęśliwych wypadków objęliśmy dzieci rolników do 16. roku życia.

– Pan Minister jest odpowiedzialny za rolnictwo i jednocześnie za rozwój terenów wiejskich. Czy poprawia się poziom życia na wsi?

– Po prostu przywracamy wieś i obszary wiejskie do głównego nurtu rozwoju kraju. Ograniczamy obszary biedy, na co wpływ ma przede wszystkim program „Rodzina 500+”. Na wsi tym prorodzinnym wsparciem zostało objętych 63 proc. wszystkich dzieci. Jest to odsetek wyższy niż w gminach miejskich i miejsko-wiejskich. Ale poziom życia to również infrastruktura i lepsza dostępność usług. Takim przykładem może być powrót poczty na tereny wiejskie. Tylko w 2016 r. Poczta Polska S.A. na terenach wiejskich uruchomiła 60 nowych placówek. Przywracane są też posterunki policji tam, gdzie potrzebują ich mieszkańcy.

– Czyli poczta, policja i 500+. Ale na tym chyba nie koniec, bo przecież powstał Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa...

– Tak, bo naszym głównym zadaniem jest usprawnienie administracji obsługującej rolnictwo. Na bazie Agencji Rynku Rolnego i Agencji Nieruchomości Rolnych powstał KOWR, który rozpoczął pracę 1 września br. Zajmuje się on tworzeniem i poprawą struktury obszarowej gospodarstw rodzinnych oraz rozwojem spółek strategicznych Skarbu Państwa na terenach wiejskich, a także wdrażaniem innowacyjności w rolnictwie i przemyśle rolno-spożywczym. Utworzenie KOWR wynikało z potrzeby uruchomienia nowych instytucji, rozwiązań organizacyjnych oraz instrumentów niezbędnych do prowadzenia aktywnej krajowej polityki rolnej i rozwoju obszarów wiejskich. Wprowadzone zmiany mają na celu także ograniczenie kosztów administracyjnych, poprawę jakości obsługi beneficjentów, kontrahentów i rolników. Zmiany dotyczą również ośrodków doradztwa rolniczego i instytutów, aby stały się bardziej dostępne dla zwykłego rolnika.

– A jakie plany ma Pan Minister na kolejne dwa lata?

– Pierwszym z priorytetów jest wdrażanie i realizacja Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju oraz Paktu dla obszarów wiejskich. Realizacja tych dokumentów będzie wspierać rozwój obszarów wiejskich w oparciu o ich wewnętrzny potencjał. Pozwoli to na poprawę skuteczności i koordynacji stosowanych instrumentów polityki regionalnej na rzecz ograniczenia marginalizacji obszarów wiejskich i małych miast. Obecnie największym wyzwaniem są negocjacje ws. unijnych dopłat dla rolników na lata 2020-26. Będziemy zabiegać o jednolite warunki konkurowania na rynku UE.

– Czy wieś i rolnictwo mogą być innowacyjne?

– Skupimy się na kwestiach związanych z transferem wiedzy i innowacji w rolnictwie. Powinno to przynieść poprawę konkurencyjności polskiego sektora rolno-spożywczego dzięki szybszemu wdrażaniu nowych rozwiązań. To także zwiększone zaangażowanie polskich instytucji naukowych i doradztwa w tym zakresie. Jednym z wyzwań stojących przed nami jest właśnie kwestia szybszego wdrażania postępu technicznego i technologicznego.

– Pan Minister mówi o wielu zmianach i ich dobrych efektach. A czy jest coś, co się nie udało?

– W dalszym ciągu problemem pozostaje sytuacja związana z wirusem ASF. Wprowadziliśmy specustawy, zaostrzony program bioasekuracji oraz pracują specjalne zespoły. Są już pierwsze efekty, bo od ponad pięciu tygodni nie odnotowano ani jednego nowego ogniska choroby wśród świń. Niestety, pozostaje problem z dzikami. Nieustannie trwają prace nad kolejnymi rozwiązaniami, które pomogłyby w walce z wirusem wśród dzików. Musimy pamiętać, że wirus rozprzestrzenia się przez dwa główne wektory: dziki i ludzi. Nie bez wpływu jest też sytuacja za naszą wschodnią granicą. Dziki, wędrując, przenoszą wirusa.

Tagi:
rolnictwo

Reklama

„Bezpieczne Gospodarstwo Rolne”

2019-06-10 21:06

Anna Przewoźnik

Konkurs „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne” to jedno z wielu działań prewencyjnych Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, których celem jest poprawa bezpieczeństwa w gospodarstwach rolnych.

Anna Przewoźnik/Niedziela

Finał wojewódzkiego XVII Ogólnokrajowego Konkursu „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne” skierowanego do Rolników zawodowych oraz IX Ogólnopolskiego Konkursu Plastycznego dla dzieci szkół podstawowych „Bezpiecznie na wsi – maszyna pracuje a dziecko obserwuje” z terenu województwa śląskiego miał miejsc 10 czerwca.

Uroczyste rozdanie nagród wojewódzkich edycji ogólnopolskich konkursów odbyło się w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie. W obecności wiceministra Rolnictwa i Rozwoju wsi, Szymona Giżyńskiego, parlamentarzystów, prezesa KRUS Aleksandry Hadzik, przedstawicieli samorządu i instytucji rolniczych oraz uczestników konkursu, wyróżniono i nagrodzono najlepszych.

Zobacz zdjęcia: „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne”

Za najbezpieczniejsze gospodarstwo rolne w województwie śląskim roku 2019 uznano gospodarstwo pani Renaty Wiesner z Bieńkowic. Zdobywczyni pierwszego miejsca prowadzi fermę z 70 tysiącami kur. Renata Wiesner podkreśliła, że nagroda jest dla niej bardzo ważna, bo ma świadomość tego, jak niebezpieczna jest praca rolnika. Laureatka będzie reprezentowała województwo śląskie w finale ogólnopolskim konkursu. Główną nagrodą finałową jest ciągnik rolniczy URSUS, ufundowany przez prezesa KRUS.

Drugie miejsce przyznano gospodarstwu Aliny i Bogdana Hudaszków, trzecie miejsce - Annie i Piotrowi Mikołajczykom.

Wyróżnienia otrzymali: Barbara i Krzysztof Waleczek, Ewelina i Sebastian Stańczykowie, Emilia i Dariusz Łuszka.

Na konkurs plastyczny nadesłano 990 prac z ponad 100 gmin z terenu woj. śląskiego. Rozdaniu nagród towarzyszył koncert Młodzieżowej Orkiestry Dętej z Dąbrowy Zielonej.

Piotr Dobosz dyrektor oddziału Regionalnego Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego w Częstochowie podkreślił, że konkurs jest jednym z działań prewencyjnych prowadzonym przez KRUS na rzecz zmniejszenia liczby wypadków i chorób zawodowych rolników. Promuje też zasady ochrony zdrowia i życia w gospodarstwie rolnym. Liczba wypadków na terenie województwa śląskiego w gospodarstwach rolnych w ciągu ostatnich 7 lat zdecydowanie się zmniejszyła.

Organizatorem konkursu jest Rolnicze Ubezpieczenie Społeczne, we współpracy z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Państwową Inspekcją Pracy, Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Patronat nad konkursem sprawuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polskie małżeństwo członkami watykańskiej dykasterii

2019-07-18 17:12

Rozmawiała Marta Mastyło / Kraków (KAI)

Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi - mówi dr Aleksandra Brzemia-Bonarek, która wraz ze swoim mężem, dr. Piotrem Bonarkiem, powołani zostali na członków watykańskiej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Ekspertka opowiada o swoim małżeństwie, wychowaniu piątki dzieci i zadaniach, jakie małżonkom stawia w nowej posłudze Ojciec Święty.

Grzegorz Gałązka

Marta Mastyło (UPJPII): Została Pani z mężem powołana do Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Co przyczyniło się do tego, że Ojciec Święty Franciszek właśnie Państwu powierzył tę funkcję?

Dr Aleksandra Brzemia-Bonarek: Razem z mężem otrzymaliśmy informację we wrześniu ubiegłego roku. Zadzwonił telefon z Rzymu, żeby nas przygotować, zanim o fakcie dowiedzielibyśmy się z prasy. Później otrzymaliśmy dokument podpisany przez Sekretarza Stanu.
Ja nawet nie wiedziałam, że jestem wśród osób nominowanych do tej funkcji, cała ta procedura była objęta tajemnicą, nie mam pojęcia skąd taki wybór. Ale co ważne – jako małżeństwo jesteśmy członkiem dwuosobowym. Wśród członków dykasterii są trzy pary małżeńskie i mamy działać jako para, oprócz nas są jeszcze członkowie indywidualni.

- UPJPII: Porozmawiajmy więc o Pani rodzinie, małżeństwie, życiu zawodowym. Wspólnie poszukajmy odpowiedzi, co mogło sprawić, że dokonano w Watykanie takiego a nie innego wyboru?

- Jestem związana z Uniwersytetem Papieskim Jana Pawła II w Krakowie od 2007 roku, czyli od mojego doktoratu, ale etatowo zatrudniona zostałam w 2011 r. Jestem prawnikiem kanonistą, skończyłam Uniwersytet Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie w zakresie dwóch kierunków – prawa i prawa kanonicznego, mam dwa dyplomy. Początkowo pracowałam jako adwokat kościelny przy sądach metropolitalnych w Katowicach i w Krakowie. A od 2010 roku jestem obrońcą węzła małżeńskiego przy Sądzie Metropolitalnym w Krakowie. Tutaj pracuję też w katedrze kanonicznego prawa procesowego na Wydziale Prawa Kanonicznego.
W wieku 25 lat wyszłam za mąż, mój mąż jest biochemikiem fizycznym, pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Osiedliliśmy się tutaj w Krakowie ze względu na naukowy charakter pracy męża na uniwersytecie. W trakcie 19 lat małżeństwa porodziły nam się dzieci: mam 18-letniego Pawła, 16-letniego Filipa, który jest dzieckiem niepełnosprawnym, ma autyzm i niepełnosprawność intelektualną, później urodziły się dziś 10-letnia Krysia, 5-letni Jaś i 10-miesięczny Marcin.
Nie udzielam się w parafii, nie należę do żadnej grupy charyzmatycznej, nigdy nie byłam w oazie. Dlatego nie w naszej aktywności wspólnotowej należy szukać wytłumaczenia.

- UPJPII: Szukamy dalej… Może dla wielu osób, które Państwa znają, stanowicie po prostu jakiś wzór rodziny.

- My na pewno nie jesteśmy rodziną specyficzną, choć mamy dzieci więcej niż statystycznie. Mamy niepełnosprawnego syna, a to bardzo zmienia sposób funkcjonowania naszej rodziny, ponieważ musimy pod niego różne rzeczy ustawiać, on jest taką osią. On potrzebuje naszej opieki, jak również opieki swojego rodzeństwa.
Często jestem pytana o czym z mężem rozmawiamy, co nas łączy, bo prawnik kanonista i biochemik fizyczny to są absolutnie dwa różne światy, dwie metodologie itd. Ja nie do końca rozumiem to, czym zajmuje się mój mąż, w sensie naukowym, mnie to po prostu matematycznie przerasta. Natomiast pochodzimy z podobnych środowisk, obydwoje z Górnego Śląska i wartości charakterystyczne dla tego regionu są nam wspólne.
Myśmy się znali wcześniej z widzenia, ale poznaliśmy się dopiero na studiach, a konkretnie w pociągu. Ja jeździłam z Warszawy, mąż z Krakowa, ale z Katowic do rodzinnej miejscowości podróżowaliśmy już tym samym pociągiem.

- UPJPII: Wsiedliście do tego jednego pociągu i udaliście się we wspólną podróż przez życie. Czy są jakieś reguły, normy niezachwiane, jeżeli chodzi o rodzinę, w kwestiach wychowania dzieci?

- Ja jestem zwolennikiem rodziny różnopłciowej. Mężczyzna i kobieta tworzą rodzinę i inne „konfiguracje” są dla mnie po prostu sprzeczne z biologią, która w sensie ewolucji nas przecież determinuje. Zatem nie zgadzam się na to, aby osoby tej samej płci mogły adoptować dzieci. Drugą kwestią jest trwałość rodziny, w czym pomaga sformalizowanie związku. Myślę, że to publiczne określenie się bycia mężem i żoną daje bardzo solidną podstawę do tego, aby wziąć za rogi te obowiązki i te przyjemności, które się z tym łączą i próbować na tym bazować.
Oczywiście najlepiej, jeśli deklaracja życia wspólnego dla wierzących odbywa się w formie religijnej, ale w przypadku, gdy niektórzy nie mogą, to myślę także o wyłącznie cywilnych związkach. Widzę to na podstawie mojego doświadczenia z sądu kościelnego, że rzeczywiście w tych związkach, które są niesformalizowane, zawsze istnieje ta łatwiejsza możliwość „wyjścia z piaskownicy”, o wiele trudniej to zrobić, gdy się jest zorganizowanym w tej komórce podstawowej jaką jest małżeństwo, także to cywilne. Małżeństwo, czy to cywilne czy to kanoniczne, takie instytucjonalne, daje duże prawdopodobieństwo trwałości, o wiele większe niż związki nieformalne, jak na przykład konkubinaty.

- UPJPII: Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci, zgadzacie się absolutnie we wszystkim? Macie pięcioro dzieci, przy czym każde z nich ma na pewno inny charakter, inną wrażliwość.

- Nie chciałabym jakoś laurkowo naszego małżeństwa pokazywać, ale wychowujemy dzieci w wolności „do”, a nie w wolności „od”. Staramy się traktować je podmiotowo, uwzględniając ich autonomię już od samego początku, już od etapu niemowlęctwa. Jak mały nie chce jeść kaszki, to nie musi, ale musi zjeść coś innego w miejsce kaszki. To funkcjonuje na takiej samej zasadzie odpowiednio w przypadku dzieci starszych. Ale wolność nie znaczy, że dzieci mogą robić wszystko, obowiązki w domu muszą być, ale te obowiązki muszą być naszymi obowiązkami wspólnymi. To nie jest tak, że ja wymagam od moich dzieci, by poszły w niedzielę do kościoła, a ja nie idę, bo wtedy przestaję być dla nich wiarygodna.
Jest jedno dziecko, które praktycznie nie ma żadnych obowiązków, to niepełnosprawny w stopniu znacznym Filip. Obowiązkiem moich dzieci jest w pewnym stopniu dbać o brata, ale równocześnie nie chcę ich obciążać nim na tyle, żeby czuły się przytłoczone faktem, że są w rodzinie z dzieckiem niepełnosprawnym, bo i tak jest im wiele rzeczy odbieranych właśnie przez to, że Filip ma pewne swoje stereotypy, zachowania i ograniczenia w kontaktach ze społeczeństwem. Np. na wakacje jeździmy do spokojnych, znanych mu miejsc, a zwiedzanie miast jest niemożliwe do realizacji.
Nie mam recepty na to, jak należy wychowywać dzieci. Myślę, że każda mama to wie intuicyjnie. Każda rodzina jest inna, nigdy nie podjęłabym się bycia osobą, która miałaby być jakimś wyznacznikiem. Nie czuję się profesjonalistką, chociaż jestem matką wielodzietną. Nasze dzieci też są różne, każde z nich urodziło się na innym etapie małżeństwa, pracy zawodowej; jedne w bloku, inne już w domu. Starsze się bawiły na placu zabaw pomiędzy blokami, a młodsze mają swój ogródek. To wszystko ma wpływ na wychowanie, na to jak się rozwijają.

- UPJPII: A sferę duchową należy pielęgnować razem?

- W zależności od osobistych zdolności i uwarunkowań. Nie ma dla wszystkich tej samej recepty.
Ja jestem człowiekiem ekstrawertycznym, mój mąż jest raczej introwertyczny. Taki człowiek, któremu bliższa jest praca w laboratorium. Nie lubi wielkich wystąpień publicznych, choć lubi wykładać, ale wystąpienia publiczne nie są jego żywiołem. My wszyscy w rodzinie jesteśmy nazbyt różnorodni. Np. 10-letnie dziecko jest głodne w danym momencie, Filip, ten niepełnosprawny, jest głośny, trudno nam byłoby w jednym czasie uklęknąć do wspólnego różańca. Natomiast kwestie wiary rozwiązuje się poprzez liczne rozmowy z dziećmi.
U nas nie ma tak, że „Pan Jezus jest w kościele”, a poza tym toczy się jakieś inne, normalne życie. Dla nas te sfery sacrum i profanum przenikają się ze sobą. Uważamy, że Pan Bóg jest obecny w naszej codzienności i dla nas cały czas ma miejsce ten cud stwarzania świata w postaci chociażby kwitnienia kwiatów, poprzez wszystko co się wokół dzieje.
Naszym dzieciom zwracamy na to uwagę właśnie w kontekście tego Bożego stworzenia. Mój syn najstarszy jest i jakoś nie ma w nim żadnej fazy buntu przeciwko religii. Lubię z dziećmi porozmawiać, na przykład o czym była mowa na kazaniu. Rozmowy teologiczno-religijne powinny być częścią życia każdego inteligenta, ponieważ mamy życie duchowe i powinniśmy je w sobie rozwijać.
Choć pochodzimy z różnych światów, jesteśmy rodziną. Łączymy to, co pojedynczo zdarza się w innych rodzinach. Chyba właśnie to spodobało się w nas papieżowi Franciszkowi. Myśmy się „skompresowali” i może stąd właśnie na nas padł wybór.

- UPJPII: To istotne, by mama i tata mówili jednym głosem?

- Tak. W sprawach kluczowych dzieci muszą mieć fundament solidny, żeby się czuły bezpieczne. Więc musimy w sprawach najważniejszych mówić jednym głosem. Dobrze jest to sobie ustalić wcześniej i oczywiście nie w ich obecności. Nie jest dobrze, gdy dzieci dostają z różnych stron inny przekaz. One do pewnego momentu potrzebują bardzo jasnego stanowiska. Odcienie szarości poznają z czasem, jak są coraz starsze, do tego też ich trzeba przygotować. Świat nie jest czarno-biały, ale warto mieć czarno-białe ideały, bo one pozwalają mieć ten kompas później.

- UPJPII: Dotknęliście już Państwo tego, czego wymaga od was nowa funkcja?

- Byliśmy na pierwszym spotkaniu w dykasterii. Pojechaliśmy z mężem i z dwójką naszych dzieci. Przedstawiliśmy się sobie.
Dykasteria mieści się na Zatybrzu w bardzo dużym czteroskrzydłowym budynku. W kwietniu trwały tam jeszcze takie ostatnie szlify remontowe przed listopadem, kiedy odbędzie się pierwsze zebranie plenarne wszystkich członków dykasterii. Będzie w nich uczestniczyć papież Franciszek. Mają trwać trzy dni. Odbywają raz do roku. To są takie nasze obowiązkowe spotkania, kiedy musimy pojechać do Rzymu.
Oprócz tego odbywają się jeszcze spotkania robocze, ich częstotliwość jest już kwestią bardziej indywidualną. Wiadomo, że te osoby, które mieszkają bliżej, będą na nich częściej. Prefekt dykasterii kard. Kevin Farrell bardzo ceni sobie nowinki technologiczne. Stąd, gdy poszliśmy do tej dykasterii, to mimo remontu, widać było jak nowoczesne jest to miejsce. Każdy z pokoi jest zaopatrzony w ergonomiczne meble i we wszystko co potrzebne do robienia telekonferencji. Pokoje, w których odbywać się będą dyskusje i rozmowy, są już przygotowane dla tłumaczy kabinowych. Wśród świeckich członków dykasterii, pochodzących przecież z różnych krajów, dominuje język angielski.
Członków dykasterii jest kilkudziesięciu. Są to księża, a pośród nich kilku biskupów, są też siostry zakonne, osoby z laikatu, poszczególne osoby świeckie i trzy małżeństwa. Jeżeli chodzi o Polaków, to jesteśmy jedyni w tym gronie. Dwie pary są z Europy, a jedna z Azji.
W ogóle ta dykasteria to bardzo umiędzynarodowiona instytucja. Pracownicy pochodzący z różnych państw w większości mieszkają we Włoszech, ale w pracy wspomagają nas jeszcze konsultorzy, są to osoby wyróżniające się jakąś szczególną wiedzą w danym zakresie. Nie są oni stałymi pracownikami dykasterii, ale są wzywani w sytuacjach, gdy potrzebna jest ich ekspercka opinia. Wśród nich też są zarówno duchowni jak i osoby świeckie, także w małżeństwie, jak i samotne.

- UPJPII: Jak wyglądało to pierwsze spotkanie?

- Pokazano nam zakres spraw, które zostaną nam przekazane do zapoznania się. To są takie jakby programy badawcze, którymi przez najbliższych 5 lat ma zająć się dykasteria.

- UPJPII: Dykasteria jest w jakikolwiek sposób decyzyjna, czy po prostu wydaje opinie, z którymi można, ale i niekoniecznie trzeba się liczyć?

- Dykasterie i kongregacje to są jakby takie ministerstwa przy papieżu. Dykasteria to organ wykonawczy i opiniujący dla papieża, pamiętajmy przecież, że w Kościele nie ma demokracji, tylko hierarchia.
Działalność dykasterii można było niedawno zauważyć w sytuacji starań o ocalenie Vincenta Lamberta, Francuza, który w stanie minimalnej świadomości przeżył 11 lat. O jego życie walczyli jego rodzice, episkopat Francji, a także sam papież Franciszek i właśnie dykasteria.

- UPJPII: Proszeni o opinie musicie robić jakieś badania, czy opieracie się państwo głównie na własnej wiedzy i doświadczeniu? Zastanawia mnie, ile czasu będziecie musieli państwo poświęcić temu zadaniu?

- Dlatego kardynał tak szpikuje te pomieszczenia dykasterii różnymi urządzeniami technicznymi, gdyż jest bardzo praktyczny i chciałby te nasze wyjazdy do Rzymu ograniczyć do minimum, a żebyśmy się przede wszystkim kontaktowali z nim i z jego pracownikami za pomocą telekonferencji. Tak w większości będą wyglądać nasze spotkania. Byliśmy pytani, czy możemy mieć w domu szerokopasmowy internet, abyśmy mogli się porozumiewać nie tylko z nim, ale także z innymi równolegle. Ja byłam pod wrażeniem tej nowoczesności, przy zachowaniu wszystkich wymogów architektonicznych.

- UPJPII: Ucieszyła się Pani otrzymaną nominacją, czy przestraszyła kolejnego obowiązku?

- Gdy powiedział mi o tym zaprzyjaźniony ksiądz profesor, to poprosiłam go, żeby sobie tak nie żartował. Mój mąż nazywa siebie accidental member, przypadkowym członkiem. On się zdziwił najbardziej. Ale dostaliśmy takie sygnały, że Ojcu Świętemu chodziło o to, aby wśród członków znalazły się takie osoby, które prawdziwie żyją, w rzeczywistym świecie, który być może dla części duchowieństwa pozostaje zupełnie nieznany. Nie byliśmy z klucza, z ludzi którzy krążą cały czas po orbicie probostwa i szkółki parafialnej, szczególnie mój mąż żyje w realiach środowiska, które jak przychodzi w niedzielę do kościoła to jest dobrze.

- UPJPII: Macie taką świadomość, że będziecie mieć wpływ na losy świata w tych dziedzinach, którymi zajmuje się dykasteria?

- Jeżeli dostanę jakieś zadanie, to je będę musiała wykonać najlepiej jak potrafię, ponieważ może to być jedyna okazja, żeby przedstawić coś, co może być później tym kamykiem do ogródka zmian.
Obliguje mnie to do bardzo rzetelnej i obiektywnej pracy, bo Ojciec Święty pewnie będzie oczekiwał od nas rzeczywistego pochylenia się nad sprawą. On nie chce, żeby to były komplementy, nie chce pochlebstw, mówienia, że wszystko jest w porządku, wszystko ładnie. Wymaga analizy jakiegoś zagadnienia. Być może dlatego nasza metodologia naukowa była papieżowi potrzebna.

- *** Małżonkowie są pracownikami naukowymi: Aleksandra – Wydziału Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, Piotr – Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Są rodzicami pięciorga dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Grzegorz Wiśniewski krajowym moderatorem Eucharystycznego Ruchu Młodych w Polsce

2019-07-18 18:00

ks.sk / Katowice (KAI)

W liście skierowanym do metropolity katowickiego abp. Wiktora Skworca abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski informuje, że ks. Grzegorz Wiśniewski został nominowany na narodowego dyrektora Eucharystycznego Ruchu Młodych.

ermpolska.pl

- Ufam, że ks. Wiśniewski podejmie powierzoną sobie funkcję z zasłuchaniem w Słowo Boże, dynamizmem apostolskim i śląską pracowitością – pisze abp Gądecki.

Eucharystyczny Ruch Młodych jest częścią Papieskiej Światowej Sieci Modlitwy (Apostolstwa Modlitwy). Opiera się na duchowości czerpiącej z kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa.

– Głębokie życie duchowe wzorowane na Sercu Jezusa, głębokie doświadczenie Eucharystii oraz adoracji oraz służba misji Kościoła to istota Eucharystycznego Ruchu Młodych – napisał do ks. Wiśniewskiego ks. Frederic Fornos SJ, międzynarodowy dyrektor Papieskiej Światowej Sieci Modlitwy oraz ERM.

Eucharystyczny Ruch Młodych jest młodzieżową gałęzią Apostolstwa Modlitwy. Został odnowiony dekadę temu, aby duchowe skarby Kościoła trafiały do jak największej ilości osób, zwłaszcza młodych. Aktualnie Ruch jest obecny w 56 krajach na świecie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem