Reklama

Świadectwo

Zobaczyłem sens życia

2017-11-29 10:28

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 49/2017, str. V

Paulina Krzyżak SDU/archidiecezja krakowska
Marek Kamiński ze wspólnoty Betlejem podzielił się swoim świadectwem w czasie rekolekcji w kościele Mariackim

Nazywa się tak samo jak słynny polarnik i podróżnik. Ale zamiast zdobywać bieguny, 9 z 45 lat swojego życia przesiedział w różnych więzieniach, a wcześniej zaliczył dom dziecka i poprawczak

Od małego miał kontakt z alkoholem – mama piła, podczas gdy tato jeździł po Polsce z „wesołym miasteczkiem”. Od dwóch lat Marek Kamiński mieszka w Jaworznie, w domu wspólnoty „Betlejem”, która z okazji Światowego Dnia Ubogich głosiła rekolekcje w krakowskiej bazylice Mariackiej. Obok nauk ks. Mirosława Toszy, pojawiły się i świadectwa. Jedno z nich wygłosił właśnie imiennik sławnego polarnika.

W rozmowie z „Niedzielą” dzieli się: – Gdy przyjechałem do Jaworzna, byłem po terapiach, na miejscu otrzymałem pomoc od wolontariuszy. Dziś we wspólnocie odpowiadam za zamykanie i otwieranie bram, przygotowywanie posiłków, prowadzę też magazynek żywnościowy. Cieszę się, że w Krakowie mogłem powiedzieć kilka słów. Świadectwa oddają to, że można po dramatach, nałogach, stanąć na nogi. Przebywając w zakładach karnych, myślałem, że więzienie już na zawsze będzie moim domem i nie wyobrażałem sobie życia w społeczeństwie. Alkohol w głowie mi mieszał.

Reklama

W więzieniu, w miejscowości Czarne ksiądz kapelan wziął mnie do pomocy w sprzątaniu kaplicy, potem zostałem ministrantem. Przygotował mnie też do bierzmowania. Tak zaczęło się moje nawrócenie. Pomogły mi również siostry klaryski, które listownie poprosiłem o paczkę i obiecałem, że kiedyś się odwdzięczę. Po wyjściu z więzienia pojechałem w okolice Niepokalanowa, by spełnić obietnicę – kosiłem trawę, zrzucałem węgiel. Do dziś modlę się z klaryskami Różańcem, zdzwaniamy się codzienne wieczorem. Dzięki Bożej pomocy, zobaczyłem sens życia – podsumowuje pan Marek.

Na koniec zdradza, że ma jednak coś wspólnego ze słynnym podróżnikiem: – Rok temu wyruszyłem z pielgrzymką, wraz z kilkoma innymi mieszkańcami „Betlejem” i ks. Pawłem, do patronki naszej wspólnoty, św. Teresy z Lisieux. Pieszo!

Tagi:
świadectwo

Reklama

Chrześcijanie wśród muzułmanów

2019-06-25 14:10

Z Katarzyną i Hakanem Kanerami ze Stambułu rozmawia Anna Przewoźnik
Niedziela Ogólnopolska 26/2019, str. 24-25

Ona – Polka, biblistka. On – Turek, 18 lat temu przeszedł z islamu na chrześcijaństwo i porzucił pracę wykładowcy akademickiego, by założyć chrześcijańskie biuro pielgrzymkowe. Dziś jako małżeństwo wspólnie kontynuują pracę w obszarze turystyki biblijnej.

Marian Sztajner/Niedziela
Katarzyna i Hakan Kanerowie z dwuletnią córeczką Lidią

ANNA PRZEWOŹNIK: – Jak długo jesteście małżeństwem?

KATARZYNA KANER: – Trzy lata. Mój pobyt w Turcji pokrywa się z podjęciem decyzji o małżeństwie, czyli od trzech lat mieszkam tam na stałe.

– To życie zawodowe sprawiło, że znalazłaś się w Turcji?

K. K.: – Tak. Przez kilkanaście lat pracowałam na Dalekim Wschodzie, na Filipinach, ewangelizując osoby nawrócone na chrześcijaństwo z religii dalekowschodnich. Postanowiłam jednak zamknąć ten rozdział życia i rozpoczęłam pracę na Bliskim Wschodzie, skoncentrowałam się głównie na Izraelu, gdzie 10 lat pracowałam w charakterze przewodnika po Ziemi Świętej. Interesuje mnie turystyka biblijna, przede wszystkim chrześcijaństwo w kontekście historii religii. Naturalną konsekwencją mojej pracy w Izraelu stało się zainteresowanie Gruzją, Armenią i Turcją. Moja praca polega na świadomym szukaniu śladów chrześcijaństwa. Wcześniej to było jakby docieranie do ludzi z tym, co chrześcijaństwo ma do zaoferowania, zwłaszcza jeśli chodzi o zrozumienie człowieka i jego drogi do zbawienia.

– Jak poznałaś męża?

K. K.: – Mąż był i jest jedynym człowiekiem, który tak odważnie prowadzi w Turcji chrześcijańskie biuro pielgrzymkowe. Byłam przewodnikiem grupy turystycznej zorganizowanej przez jego biuro. Spotkaliśmy się więc na ścieżce zawodowej.

– Hakan, od urodzenia wzrastałeś w kulturze muzułmańskiej – jak odkryłeś chrześcijaństwo?

HAKAN KANER: – Moja rodzina to, tak jak większość obywateli Turcji, przedstawiciele kultury muzułmańskiej. Jakieś 20 lat temu zaczęły się w moim życiu pojawiać poważne pytania, głównie w kontekście osobistych doświadczeń – wtedy zaczęły się też moje poszukiwania. Zawsze miałem szacunek dla każdego wyznania. Chrześcijaństwo przemówiło do mnie najbardziej od strony intelektualnej. W tej religii mocno podkreślona jest miłość. Miłość, która wyraża się przez ofiarę. Świadomość, że Jezus poświęcił swoje życie po to, by nas uwolnić od grzechu, spowodowała, że postanowiłem za Nim pójść. Dopiero później odkryłem, że zręby chrześcijaństwa są właśnie na ziemi, z której pochodzę. Ten fakt mnie zmobilizował i uznałem, że chcę się temu poświęcić.
K. K.: – Chrześcijaństwo dla męża jest czymś ważnym. Gdy mówi o miłości, widzi to przez pryzmat ofiary życia Chrystusa. W tym jest też element transcendentny, bo tu chodzi o życie wieczne. On nie miał żadnej katechezy, kiedy był dzieckiem czy młodzieńcem. My od dziecka jesteśmy uczeni religii, nawet swoistego żargonu, sposobu formułowania prawd wiary.

– Byłeś wykładowcą akademickim. Czy to wiara spowodowała, że całkowicie oddałeś się czemuś innemu?

H. K.: – Wcześniej zajmowałem się sztuką. Zrobiłem doktorat w Wiedniu, byłem wykładowcą na Akademii Sztuk Pięknych w Stambule. Zostawiłem pracę naukową, by założyć biuro turystyki biblijnej. To konsekwencja drogi chrześcijanina...
K. K.: – Dla mnie też jest to bardzo budujące, bo on to zrobił u siebie. Każdy ze znajomych Hakana z uczelni wie, że przestał pracować naukowo i rozpoczął „dziwną” działalność. Myślę, że dla męża to jest pewne świadectwo jako chrześcijanina. Odpowiedzialność wynikająca z tego, że chrześcijaństwo formowało się na tej ziemi i teraz on może je promować. Nie jest pastorem, nie wykłada teologii, więc promuje chrześcijaństwo, zapraszając tych, którzy przyjeżdżają do Turcji wypoczynkowo.
Hakan dużo studiował. Potrzebował ok. 4 lat, zanim przyjął chrzest. Nie miał zakorzenienia w żadnej wspólnocie, która dawałaby możliwość dalszego wzrostu w wierze, wprowadzenia w sakramenty. I dalej trwa na chrześcijańskiej drodze. Nie za moją przyczyną na nią wkroczył, ale dziś mogę być dla niego wsparciem i pomocą.
Hakan jest pierwszym i jak dotąd jedynym człowiekiem spośród tych, których znam w Turcji, który świadomie przyjął chrześcijaństwo. Chociaż wciąż nie ma odwagi nazwać siebie katolikiem, prawosławnym czy chrześcijaninem Kościoła ortodoksyjnego. Myślę, że to dlatego, iż wchodził w chrześcijaństwo trochę „na własną rękę”. Później docierali do niego różni „misjonarze” z USA. Mąż potrzebuje dalszych konkretnych kroków, żeby się utożsamić z wybraną wspólnotą Kościoła. Wciąż jeszcze patrzy na Kościół tylko jako na wspólnotę wierzących. Myślę, że dziś najważniejsza jest dla niego nauka Jezusa. On bardzo się trzyma Pisma Świętego i studiów historii chrześcijaństwa, czyli poznaje historię Kościoła. Ponieważ nie wychował się w żadnej tradycji, nie została mu ona przekazana, najczęściej mówi: „jestem, chciałbym być naśladowcą Chrystusa”.
To jest bardzo duże przejście. Trzeba było zrobić ogromny krok, żeby wyjść z islamu samemu i świadomie przyjąć chrzest.

– Jak rodzina Hakana przyjęła jego decyzję o przejściu na chrześcijaństwo?

K. K.: – Turcja jest krajem muzułmańskim, ale świeckim. Religia, którą wyznaje Hakan, nikogo nie obchodzi, również jego rodziny. Oni są muzułmanami z grupy Bektaszytów. Mama może jeszcze przestrzega jakichś modlitw, ale ani ona, ani siostra Hakana nie noszą nakrycia głowy, ich muzułmańska religijność nie jest radykalna. Droga, którą poszedł Hakan, nie jest dla nich czymś istotnym. Może większym problemem jest to, że ma żonę Polkę. To wynika jednak z pewnego rodzaju poczucia patriotyzmu: „To nasz syn, brat. On stąd, a tu jakaś Polka”.

– Co jest najtrudniejsze dla Polki katoliczki mieszkającej w Turcji?

K. K.: – Największa dolegliwość to brak kościołów i ograniczona dostępność do Eucharystii. Na Msze św. jeździmy na drugą stronę Bosforu, raz w tygodniu. Trudne jest to, że chrześcijaństwa jest tutaj tak niewiele, a nie fakt, że żyjemy w środowisku muzułmańskim.

– Wychowywanie córki katoliczki w kraju, w którym panuje kultura muzułmańska, to też z pewnością wyzwanie...

K. K.: – Tak, wychowywanie córki jest dla mnie i męża najważniejsze. Teraz jest mała, ale kiedy będzie w wieku szkolnym, różnice kulturowe i religijne będą bardziej widoczne. Będzie się częściej spotykać z muzułmańską kulturą. Do tej pory pracowałam wśród osób, które się nawracały z religii dalekowschodnich. Pomagałam, dzieliłam się swoją wiedzą. W przypadku córki to coś zupełnie innego. To jest odpowiedzialność za nowe życie, które będzie wsiąkać w kulturę muzułmańską i, obawiam się, w kulturę wciąż bardziej radykalizującej się Turcji. Dojrzewanie w niej wiary jest wielką moją i męża troską. Wiara rodzi się też ze słyszenia. Lidia słyszy pięć razy dziennie nawoływanie z minaretu, a to jest nam obce nie tylko kulturowo, ale też duchowo. W Turcji nie słyszymy dzwonów, nie mamy doświadczenia katolickich obrzędów, uroczystości, procesji. Dostęp do symboliki, obrzędów religijnych jest w tym kraju bardzo skromny.
W domu staramy się przekazywać córce wartości chrześcijańskie. W Stambule łączę się z Polską przez słuchanie rozgłośni katolickich czy oglądanie Apelu Jasnogórskiego. Zaskoczyłam nawet abp. Wacława Depo, którego spotkałam podczas pielgrzymki w Ziemi Świętej. Był bardzo zdziwiony, kiedy przywitałam go z imienia i nazwiska.

– Córka jest jeszcze mała, ale podkreślasz, że od początku jest przywiązana do Maryi. W jaki sposób się to przejawia?

K. K.: – Poczytuję to sobie za wielki dar, że u Lidii widać taką miłość do Maryi. Od dwóch kapłanów z Polski dostała ikonę Matki Bożej Częstochowskiej. Jedną podarowano jej na pierwsze urodziny. Lidia rozkochała się w Maryi i gdy widzi Jej wizerunek, ciągle powtarza – „Ave Maryja”.

– Przez biuro pomagacie ludziom powracać do korzeni chrześcijańskich...

K. K.: – Turcja po Palestynie jest drugą ojczyzną chrześcijaństwa. Ta ziemia to wiele miejsc biblijnych. Wielki charyzmat i duchowość św. Pawła, św. Filipa, św. Jana. Otwieramy się, współpracujemy z biurami i czekamy na Polaków. Z polskimi grupami spotykamy się na obszarach i Turcji, i Izraela, bo jest to ciąg dalszy turystyki biblijnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ruszyły zapisy na modlitewne wydarzenie „Polska pod Krzyżem”

2019-07-17 14:24

Magdalena Kowalewska-Wojtak

Organizatorzy Wielkiej Pokuty i Różańca do Granic 14 września zapraszają na górę Świętego Krzyża w diecezji sandomierskiej wszystkich, którzy chcą postawić krzyż w centrum swojego życia i Polski.

materiały prasowe

- Pragniemy zaprosić Polaków w kraju i za granicą do tego, aby wyznali wiarę w Jezusa Chrystusa, nawrócili się i postawili krzyż w centrum swojego życia. Zapraszamy do budowania społeczeństwa miłości w Polsce i Europie - mówi jeden z współorganizatorów modlitewnego czuwania Maciej Bodasiński z Fundacji Solo Dios Basta. Tłumaczy, że celem wydarzenia jest zatrzymanie tego wszystkiego, co nas frustruje i męczy, co staje się tematami pierwszych stron gazet. - Do odnowy w naszym społeczeństwie potrzeba Jezusa Chrystusa i Jego Krzyża. Chcemy przypomnieć, że początkiem naszej współczesnej cywilizacji i państwa polskiego jest Chrystus, który umarł za nas krzyżu - dodaje Maciej Bodasiński.

- Mimo osób żyjących głęboką wiarę, wśród większości katolików prawdziwy krzyż jest odrzucany. Na całym świecie atak na Kościół nabiera na sile, tracimy młodzież, coraz częściej rozpadają się związki małżeńskie, a na ulicach naszych miast dokonują się publicznie grzechy - mówi „Niedzieli” Lech Dokowicz z Fundacji Solo Dias Basta.  Organizatorzy wskazują, że duchowe zwycięstwo może przyjść tylko przez Chrystusowy krzyż. 

- Celem tego wydarzenia jest to, aby rany, które pojawiają się w Kościele leczyć przez modlitwę. Chcemy, aby jak najwięcej świeckich i kapłanów stanęło razem pod krzyżem. Przez modlitwę chcemy ożywiać życie sakramentalne w Polsce i przywracać szacunek do stanu kapłańskiego - podkreśla Maciej Bodasiński.

Wydarzenie odbędzie się w najstarszym polskim sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego w Nowej Słupi. Gospodarzami modlitewnego spotkania „Polska pod Krzyżem” będą Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Organizatorzy modlitewnego czuwania chcą, aby w sanktuarium, w którym modlił się przed wyruszeniem pod Grunwald król Władysław Jagiełło, przybyło jak najwięcej Polaków .

Ze względu na ograniczoną ilość miejsc w sanktuarium na stronie internetowej www.polskapodkrzyzem.pl rozpoczęły się zapisy. Każda z zarejestrowanych osób otrzyma bezpłatną wejściówkę i indywidualny kod QR. - Jeśli okaże się, że frekwencja dopisuje, będziemy otwierać kolejne punkty modlitewne wokół Góry Świętego Krzyża - tłumaczy Maciej Bodasiński. Zaznacza, że wydarzenie ma być zachętą dla innych, aby w różnych miejscach Polski tego dnia organizowali się na modlitwie i adoracji krzyża.

Na stronie internetowej wydarzenia znajduje się mapa, gdzie poszczególne grupy, zakony czy parafie mogą zgłaszać swoją duchową łączność.- To wydarzenie ma prowadzić nas ku pokojowi i jedności oraz otwierać na działanie łaski Bożej - dodaje Bodasiński.

Teren wokół sanktuarium należy do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. - Chcemy z wielkim jego poszanowaniem i we współpracy z władzami parku przeprowadzić to spotkanie - mówi Maciej Bodasiński. Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie nie zagrozi przyrodzie. Posługujący wolontariusze zobowiązali się, że posprzątają teren na Łysej Górze, najpóźniej do następnego dnia. Ponadto planowana jest kampania informacyjna na temat ekologicznego charakteru świętokrzyskiego wydarzenia.

Modlitwa rozpocznie się w południe w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, 14 września. Zaplanowano liczne konferencje i świadectwa, a także procesyjne przejście pod Krzyż. W sanktuarium będzie można wyspowiadać się. Centralnym punktem będzie Msza św., której będzie przewodniczył ordynariusz sandomierski bp Krzysztof Nitkiewicz. Spotkanie zakończy się nocnym czuwaniem modlitewnym, które potrwa do następnego dnia, kiedy to przypada  wspomnienie Matki Boskiej Bolesnej.

Wydarzenie organizuje Fundacja Solo Dias i Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Patronat medialny nad modlitewnym spotkaniem „Polska pod Krzyżem” objął Tygodnik Katolicki „Niedziela”.

W 2016 roku Wielka Pokuta na Jasnej Górze zgromadziło ok. 150 tys. wiernych. Z kolei w organizowanym w "Różańcu do Granic" w ponad 20 przygranicznych diecezjach, gdzie znajdowało się kilkaset punktów modlitwy uczestniczyło, około miliona osób.

Magdalena Kowalewska-Wojtak

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Sarah sprzeciwia się przeciwstawianiu go papieżowi

2019-07-19 21:00

pb (KAI/romereports.com) / Watykan

Jestem wierny papieżowi, choć niektórzy próbują nas sobie przeciwstawić - mówi kard. Robert Sarah. Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów 20 lipca obchodzi 50. rocznicę przyjęcia święceń kapłańskich.

Bożena Sztajner/Niedziela

W rozmowie z portalem Rome Reports pochodzący z Gwinei hierarcha wspomina, że jego powołanie zaczęło się, gdy zobaczył misjonarzy modlących się jeszcze przed świtem.

- Gdy byłem małym chłopcem pytałem sam siebie: „Co ci ludzie robią w ciszy, w ciemnościach?”, bo w mojej wiosce nie było elektryczności. Myślałem: „Na pewno mówią do kogoś, kogo widzą i znają”. A kiedy jeden z nich zapytał mnie: „Czy chcesz pójść do seminarium”, nie wiedziałem, co to jest. Zapytałem: „Co tam robicie?”. Powiedział: „Idziesz tam, żeby stać się taki, jak my”. Zgodziłem się. Chciałem spotkać tę Osobę, którą widzieli w ciszy i ciemnościach kaplicy - opowiada kard. Sarah.

Choć minęło tyle lat, wciąż pamięta oddanie tych misjonarzy, którzy przyjechali do Afryki. - Przyjechali nie po to, żeby coś zyskać, ale żeby nam służyć, żeby nas zbawić, tak jak Chrystus nie przyszedł, żeby zyskać, ale żeby oddać swe życie. Oddali swoje życie, a niektórzy umarli bardzo młodo. Dla mnie bycie księdzem jest naśladowaniem tych misjonarzy, którzy przekazali mi swą wiarę. Chcę być taki, jak oni - podkreśla prefekt watykańskiej kongregacji, zajmującej się kwestiami liturgicznymi.

W Watykanie pracuje on od 2001 r. u boku Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Smutkiem napawa go to, że bywa przedstawiany jako oponent obecnego papieża. - Zachowuję spokój, bo jestem lojalny wobec papieża. Nie mogą zacytować słowa, zdania, gestu, którym sprzeciwiam się papieżowi. To niedorzeczne. Służę Kościołowi, Ojcu Świętemu, Bogu. To wystarczy - zapewnia afrykański purpurat.

Przestrzega, że są ludzie, którzy „piszą takie rzeczy, żeby wykreować opozycję przeciwko Ojcu Świętemu wśród biskupów albo kardynałów”. - Nie możemy wpaść w tę pułapkę - mówi kard. Sarah.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem