Reklama

Pełne atrakcji zimowisko w Ochotnicy

2018-02-14 11:09

Brygida Gucwa
Edycja legnicka 7/2018, str. V

ks. Piotr Olszówka

Parafia w Lubomierzu zorganizowała po raz kolejny zimowisko dla dzieci i młodzieży. Odbyło się ono w dniach 20-27 stycznia i wzięły w nim udział 43 osoby – uczniowie klas IV-VI Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II i Gimnazjum w Lubomierzu

W tym roku był to wyjazd do Ochotnicy Dolnej k. Krościenka nad Dunajcem. Sprawami organizacyjnymi zajął się wikariusz ks. Piotr Olszówka, który był też kierownikiem zimowiska. W opiece nad dziećmi pomagały panie: Hania Lange i Agata Kostek oraz panowie: Łukasz Laszczyński i Marek Ciereszko, którzy poświęcali wiele uwagi, serca, troski i cierpliwości, aby dzieci czuły się komfortowo i bezpiecznie. Program zimowiska był bardzo bogaty i urozmaicony, wypełniony różnymi atrakcjami dla ciała i dla ducha.

Wśród odwiedzanych miejsc znalazły się: Niegowić, pierwsza parafia ks. Karola Wojtyły, której historię przybliżył miejscowy proboszcz.Na zakończenie pobytu w tym miejscu, uświęconym obecnością św. Jana Pawła II, grupa z Lubomierza zaśpiewała hymn swojej szkoły.

Natomiast Kopalnia soli w Bochni stała się miejscem zwiedzania, zabawy i noclegu 250 m pod ziemią oraz udziału we Mszy św. w kaplicy św. Kingi.

Reklama

Zabawa k. Tarnowa – to miejsce związane z bł. Karoliną Kózkówną. Dopełnieniem udziału we Mszy św. była modlitwa przy jej sarkofagu z ucałowaniem relikwii, zobaczenie Pomnika Ofiar Wypadków i Przemocy. Ponadto nawiedzenie jej domu rodzinnego w Wał-Rudzie i droga krzyżowa uświęcona jej męczeństwem.

Po dwóch bogatych i pełnych wrażeń dniach grupa dotarła na miejsce zakwaterowania w Ośrodku Wypoczynkowym „Kudowianka” w Ochotnicy Dolnej. W następnych dniach zimowiska miały miejsce kolejne wycieczki, podczas których młodzi poznawali walory historyczne, religijne, kulturowe i turystyczne bliższej i dalszej okolicy oraz podziwiali piękne, górskie krajobrazy. I tak: w Łopusznej zobaczyli „Tischnerówkę”, czyli góralską chatę, poświęconą pamięci ks. prof. Józefa Tischnera. W Chabówce zwiedzili skansen Taboru Kolejowego. Był wyjazd do Rabki-Zdroju, gdzie ze względu na korzystny mikroklimat znajdują się uzdrowiska dla dzieci i dorosłych. Bywał tu także Karol Wojtyła oraz św. Siostra Faustyna – o czym wspomina w „Dzienniczku” (nr 1201).

W Ludźmierzu młodzi nawiedzili XIII-wieczne Sanktuarium Matki Bożej Królowej Podhala i modlili się przed łaskami słynącą figurą Gaździny Podhala. Zobaczyli też m.in.: Ogród Różańcowy z Papieskim Ołtarzem, krzyże wykonane z łusek naboi, które są podziękowaniem za szczęśliwą misję żołnierzy 21. Brygady Strzelców Podhalańskich w Iraku i w Afganistanie. Była wyprawa na Kasprowy Wierch, nawiedziny Sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik na Olczy, spacer po Krupówkach i zakup regionalnych pamiątek. Kolejnym miejscem był Stary Sącz i zwiedzanie sanktuarium św. Kingi, a także nawiedziny klasztoru klarysek, kościoła Świętej Trójcy i św. Klary czy też zobaczenie ołtarza, przy którym w 1999 r.

Papież Jan Paweł II sprawował Eucharystię i kanonizował bł. Kingę. Nie sposób było też ominąć Nowego Sącza, w którym młodzi nawiedzili bazylikę Przemienienia Pańskiego, a w przedostatnim dniu pobytu Krościenka nad Dunajcem, gdzie zwiedzili Centrum Ruchu „Światło-Życie” i poznali życie i dzieła sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

W bogatym i urozmaiconym planie zimowiska był również czas relaksu i rozrywki. Dzieci dwukrotnie były na lodowisku i na basenie w Nowym Sączu, wzięły udział w przejażdżce konnymi wozami, połączonej z ogniskiem i pieczeniem kiełbasek. Codziennie odbywały się „pogodne wieczory” z tańcami i zabawami integracyjnymi. Wykorzystywały każdą okazję, aby poszaleć na śniegu.

Podsumowując zimowisko ks. Piotr podziękował osobom zaangażowanym w sprawowanie opieki nad dziećmi oraz Józefowi Milczowi z Jawora, który podczas całego zimowiska zapewnił bezpieczne przejazdy autokarem, zwanym przez dzieci „Józobusem”. W drodze powrotnej grupa zatrzymała się jeszcze w Wadowicach, aby zobaczyć rodzinny dom św. Jana Pawła II i bazylikę.

Ten kolejny z parafii wyjazd na zimowisko był możliwy dzięki osobistemu zaangażowaniu ks. Piotra oraz wsparciu różnych osób i instytucji. Przede wszystkim jest to proboszcz Lubomierza ks. Erwin Jaworski. Dobrodziejami zimowiska są również Urząd Gminy i Miasta Lubomierz, Gminna Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Narkomanii, Ośrodek Kultury i Sportu, ZUOK „Izery”, sponsor anonimowy oraz parafianie i goście, którzy wsparli wyjazd składając w uroczystość Trzech Króli ofiary w kościele. W imieniu uczestników ks. Piotr składa wszystkim serdeczne Bóg zapłać!

Pełna relacja z wyjazdu z wypowiedziami uczestników, na stronie edycji: www.niedziela.diecezja.legnica.pl

Tagi:
ferie zimowisko

Reklama

Dzieci i młodzież z parafii pw. św. Jadwigi Królowej w Częstochowie na zimowisku

2018-02-06 16:29

Karolina Cicha

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną jej stronę”. Właśnie dlatego, grupa dzieci i młodzieży z parafii pw. św. Jadwigi Królowej w Częstochowie udała się wraz z opiekunami na zimowisko do Willi Jędruś w Murzasichlu (31.01-05.02 br.)

Ks. Stanisław Śleziak

W przeddzień wyjazdu otrzymaliśmy dar pasterskiego błogosławieństwa, na bezpieczny i szczęśliwy pobyt z rąk Ojca naszej archidiecezji - arcybiskupa Wacława Depo. Celem wyjazdu był nie tylko odpoczynek, ale również zapoznanie się z najciekawszymi atrakcjami Podhala. Nie zabrakło też sportowego szaleństwa na stokach narciarskich. Każdego poranka, uczestnicy zimowiska brali czynny udział we Mszy świętej, której przewodniczyli: kierownik zimowiska – ks. Szymon Stępniak, oraz duszpasterze z parafii: ks. Stanisław Śleziak, ks. Adam Dzieszkowski, ks. Zygmunt Filipczyk i ks. Kazimierz Gajda.

Przez pierwsze trzy dni dzieci, które chciały nauczyć się jeździć na nartach, mogły korzystać z pomocy instruktorów w stacji narciarskiej „Hajduk” w Murzasichlu. Natomiast zaawansowani uczestnicy, pod opieką księży i wychowawców, korzystali z zimowej aury na stoku „Kotelnica” w Białce Tatrzańskiej. Największymi atrakcjami jednak okazały się bitwa na śnieżki na terenie pensjonatu oraz wyprawa do Doliny Kościeliskiej. Mimo mokrych ubrań i zmęczenia po całodziennych wyprawach, uśmiech nikogo nie opuszczał. Każdy był dla siebie życzliwy, a starsza młodzież bardzo chętnie pomagała młodszym koleżankom i kolegom zaaklimatyzować się w nowym miejscu. Wieczory spędzali na zabawach, tańcach oraz grach zespołowych.

Ks. Stanisław Śleziak

W nagrodę za dobre sprawowanie, uczestnicy zimowiska w Murzasichlu, udali się na baseny termalne znajdujące się w Bukowinie Tatrzańskiej. Po tygodniowym wypoczynku, wszyscy wróciliśmy uśmiechnięci i bez kontuzji do domów oraz gotowi do nauki w nowym semestrze szkolnym. W sercach i pamięci pozostały niesamowite wspomnienia, nowe przyjaźnie, życzliwość opiekunów i rodzinna atmosfera Gazdów z Willi Jędruś. Ufamy, że kolejne zimowiska i wspólne wyjazdy z różnych parafii naszej archidiecezji, pozwolą dzieciom i młodzieży poprzez piękno stworzonego świata, jeszcze bardziej uwielbiać Stwórcę za dar życia, wiary, nadziei i miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oczy Maryi żyją

2014-07-08 13:29

Bernadeta Grabowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2014, str. 14-15

Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, obecny na indiańskim płaszczu uplecionym z włókien agawy, od prawie pięciu wieków spędza sen z powiek zatwardziałym agnostykom i wielu naukowcom. O jego tajemnicy z Ewą Kowalewską rozmawia Bernadeta Grabowska.

Graziako/Niedziela

BERNADETA GRABOWSKA: - Czym jest acheiropoietos?

EWA KOWALEWSKA: - Wolę sformułowanie „nerukotvornyj”, a więc dzieło niewykonane ręką ludzką. Na świecie istnieją trzy takie wizerunki, ukazujące Zbawiciela i Niepokalaną: Całun Turyński, Chusta z Manoppello oraz Tilma św. Juana Diego, na której jest cudownie „zapisany” obraz Maryi Panny. Mówi się błędnie o tych dziełach, że nie mają one autora. Tymczasem ich pochodzenie jest niezwykłe, ponadnaturalne. Wpatrując się w nie, kontemplujemy oblicze samego Boga i jego Matki. To wielka, święta tajemnica. Obcujemy bowiem z czymś, co przekracza nasze ludzkie granice pojmowania. Obraz Matki Bożej z Guadalupe został namalowany ręką Matki Bożej na słabym jakościowo płótnie - z włókien agawy - niemal pięć wieków temu i trwa nienaruszony po dziś dzień...

- Jak doszło do jego powstania?

- 9 grudnia 1531 r. Matka Boża ukazała się prostemu człowiekowi, Indianinowi Juanowi Diego. Zwróciła się do niego w jego ojczystym języku nahuatl z prośbą o wybudowanie na wzgórzu Tepeyac świątyni ku Jej czci. Juan Diego udał się z tą prośbą do biskupa Juana de Zumárragi. Ten jednak - trudno się dziwić - nie uwierzył mu, ale poprosił Juana o jakiś znak. Podczas kolejnego objawienia Madonna kazała Indianinowi wejść na szczyt wzgórza Tepeyac. Jakież było jego zdziwienie, kiedy spostrzegł morze kwiatów - róż kastylijskich, niespotykanych o tej porze roku i w tym rejonie. Przepiękna Pani poleciła Juanowi nazbierać całe ich naręcze i schować do tilmy. Ten natychmiast udał się do biskupa i w jego obecności rozwiązał swój płaszcz. Na podłogę wysypały się kastylijskie róże, a biskup i otaczający go ludzie uklękli w zachwycie. Jednak to nie kwiaty zrobiły na nich takie wrażenie.

- Na tilmie ukazał się wizerunek Maryi...

- Tak, na rozwiniętym płaszczu uwidoczniona była jakby fotografia Madonny. Wszystkim zebranym ukazał się przepiękny wizerunek Matki Bożej ubranej w różową szatę. Jej głowę przykrywał błękitny płaszcz ze złotą lamówką i gwiazdami. Maryja miała złożone ręce, a pod Jej stopami był półksiężyc. Zebrani oniemieli, oniemiał również sam Juan Diego, który nie spodziewał się, że Matka Boża wykorzyta jego stary płaszcz, aby namalować na nim samą siebie...

- Czy naprawdę możemy wierzyć w to, że historia o cudownej Tilmie z Meksyku to nie ciekawa legenda, ale rzeczywistość sprzed prawie pięciu wieków?

- Jest wiele argumentów, które wskazują na to, że wizerunek Matki Bożej to obraz nieuczyniony ludzką ręką. Jednym z nich jest ten, że pomimo licznych naukowych badań nie można określić, jaką techniką obraz został wykonany, jakich barwników użyto przy jego powstaniu. Co więcej, zdjęcie w podczerwieni wykazało brak śladów pędzla, a sam wizerunek wskazuje bardziej na technikę wykonania zdjęcia polaroidem... Potwierdził to m.in. laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii - Richard Kuhn, który ustalił, że nie ma na obrazie śladu ani farb organicznych, ani mineralnych. Na uwagę zasługuje również niebywała trwałość materiału. Płaszcz utkany z liści agawy wytrzymuje nie więcej niż 20-30 lat. Tymczasem niemalże w 500 lat po „różanym cudzie” tkanina z wizerunkiem Madonny pozostaje tak mocna, jak tamtego grudniowego dnia.

- To nie jedyne cudowne znaki ukryte w wizerunku Matki Bożej z Guadalupe...

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe zawiera znacznie więcej ukrytych symboli i znaków, które przybliżają nas do Bożej Tajemnicy. Jesteśmy niczym Jan, który nawiedził grób po zmartwychwstaniu Chrystusa - „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8). Podobnie i my, kontemplując ikonę Madonny z Meksyku, przyjmujemy wiarą, ale i rozumem prawdę o Boskim pochodzeniu obrazu.

- Trudno się oprzeć wrażeniu, że Bóg przychodzi z pomocą naszej wierze, która często potrzebuje wzmocnienia...

- Bóg zawsze wychodzi naprzeciw człowiekowi. Daje wiele możliwości „spotkania”. W wizerunku Morenity z Guadalupe jednym z bardziej fascynujących elementów są oczy Matki Bożej. Otóż przy pomocy silnie powiększającego szkła możemy zauważyć w źrenicach Madonny rzecz niebywałą - wizerunek brodatego mężczyzny, podobnego do tego z najstarszych wizerunków Juana Diego. Podobny obraz odnaleziono w drugiej źrenicy Matki Bożej. Podczas badania oftalmoskopem okazało się, że światło skierowane na źrenicę Madonny reaguje refleksem, dając wrażenie wklęsłej rzeźby. Takie zjawisko nie zostało zaobserwowane na żadnym innym obrazie świata. Oznacza to, że oczy Matki Bożej z Guadalupe załamują światło dokładnie tak, jak ludzkie, żywe oczy. Co więcej, dr José Aste Tönsmann, który poświęcił badaniu oczu Matki Bożej z Guadalupe połowę swojego życia, odkrył zadziwiające zjawisko. Otóż przy powiększeniu na źrenicach Madonny widoczna jest dokładnie scena z 12 grudnia 1531 r., kiedy na tilmie pojawił się wizerunek. Widać 13 osób, jak gdyby zastygłych w bezruchu - Indianina siedzącego ze skrzyżowanymi nogami, biskupa Zumárragę, jego tłumacza Gonzaleza, Juana Diego z otwartą tilmą, czarnoskórą dziewczynę i indiańską rodzinę. Oczy Maryi żyją.

- Jak my, katolicy, powinniśmy traktować ten obraz?

- Wizerunek Matki Bożej z Guadalupe jest jednym z najbardziej znanych na całym świecie. Bez wątpienia nie jest on zwykłym wizerunkiem religijnym. Jest ikoną, niosącą ze sobą konkretny przekaz ewangelicznych treści. Maryja ukazana jest jako „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). Świetliste promienie widoczne na ikonie to typowy krąg spotykany w ikonach, zwany mandorlą. Wiele mówi również symbolika kolorów - niebieski oznacza nieśmiertelność i wieczność mieszkańców nieba, różowy oznacza Bożą miłość i męczeństwo za wiarę. Królewskość Niewiasty wyraża się w pięknym, złotym oblamowaniu płaszcza. Wizerunek Madonny z Guadalupe to otwarta księga, pełna znaków i symboli... Im bardziej się w nie zagłębiamy, tym większe zdziwienie wobec dzieł Bożych pojawia się w naszym sercu.

- Dlaczego Maryja wybrała na miejsce swoich objawień w tamtym czasie Meksyk?

- Kiedy Maryja objawiła się Juanowi Diego, był to trudny czas ewangelizacji Meksyku. Do momentu inwazji konkwistadorów Aztekowie oddawali cześć różnym pogańskim bóstwom, pośród nich Quetzalcoatlowi w postaci węża. Ich przekonanie o potrzebie oddawania czci bożkom było wyjątkowo silne. Wierzono, że trzeba ich karmić krwią i sercami ludzkich ofiar. Oblicza się, że rocznie Aztekowie składali ok. 50 tys. ofiar z ludzi. Święta Panienka z Guadalupe miała prosić Juana Diego, aby nadał Jej wizerunkowi tytuł „Guadalupe”. Tymczasem „Guadalupe” jest przekręconym przez Hiszpanów słowem „Coatlallope”, które w nahuatl znaczy „Ta, która depcze głowę węża”. Indianie spostrzegli, że Maryja nie jest jakąś „zwykłą boginią”. Zrozumieli, że jest silniejsza od czczonych przez nich bóstw. Odczytując symbolikę obrazu z Guadalupe zgodnie z azteckim kodeksem, a więc dokumentem, który za pomocą obrazków miał przekazać najważniejsze prawdy Azteków, możemy być zaskoczeni ogromem indiańskich symboli zawartych w wizerunku. Dzięki temu Indianie rozpoznali w Maryi swoją największą Królową. W ciągu zaledwie 6 lat po objawieniach aż 8 mln Indian przyjęło chrzest. Dało to początek ewangelizacji całej Ameryki Łacińskiej. to był prawdziwy cud Matki Bożej, Jej wielkie zwycięstwo. Jan Paweł II nazywał Maryję z Guadalupe Gwiazdą Ewangelizacji.

- Dlaczego Morenitę z Guadalupe nazywa się patronką życia poczętego?

- Obraz Matki Bożej z Guadalupe jest szczególnie bliski wszystkim broniącym ludzkiego życia. Na swoim cudownym autoportrecie Matka Boża przedstawiła się w stanie błogosławionym. W samym centrum wizerunku, na łonie Maryi jest widoczny czteropłatkowy kwiat, przez Meksykanów nazywany Nahui Olin - Kwiatem Słońca. To symbol pełni i nowego życia. Ten niezwykły kwiat, umieszczony na łonie Maryi, z całą pewnością oznacza, że była Ona brzemienna. Dodatkowo Niepokalana ma czarną szarfę na talii, która symbolizuje stan odmienny.

- Jakie było przesłanie Matki Bożej z Guadalupe, co Maryja chce nam powiedzieć dzisiaj?

- Maryja na przestrzeni wieków ukazywała się zawsze najbiedniejszym, odrzuconym. W Lourdes - biednej, niewykształconej Bernadetcie Soubirous, w Fatimie - trojgu portugalskim pastuszkom: Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi, w Gietrzwałdzie - dwóm dziewczynkom: Justynce i Barbarze z warmińskiej wsi. Również w Meksyku przychodzi do prostego człowieka - Juana Diego, który sercem ufa Bogu jak dziecko. Przesłanie Matki Bożej zazwyczaj jest podobne. Maryja prosi o modlitwę, o nawrócenie.

- O co dzisiaj prosi Matka Boża z Guadalupe?

- Matka Boża tak jak kiedyś, również i dziś przychodzi bronić tych najbardziej wykluczonych, bezbronnych - nienarodzonych. Maryja prosi nas o poszanowanie każdego ludzkiego życia, które jest najcenniejszym darem Boga - jest ono święte i nienaruszalne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Brat Marek z Taizé: Wątpliwości są znakiem, że nasza wiara jest żywa

2019-12-15 09:07

mp / Warszawa (KAI)

- Wątpliwości w wierze są zaproszeniem do szukania Boga oraz do dalszego rozwoju - odpowiedział brat Marek z Taizé wczoraj podczas spotkania u jezuitów w Warszawie. Prowadził je Piotr Żyłka, redaktor naczelny portalu Deon.pl. Było ono poświęcone promocji książki: „Bóg. Cisza. Prostota”, która jest wywiadem-rzeką z bratem Markiem, przeprowadzonym właśnie przez Piotra Żyłkę. Ukazała się ona w tych dniach nakładem Wydawnictwa WAM.

www.spotkaniegrebocin.pl

- Młodych ludzi w Kościele powinno się przede wszystkim słuchać – powiedział brat Marek pytany jaka jest tajemnica sprawiająca, że do Taizé, tej skromnej burgundzkiej wioski, przyjeżdżają od lat setki tysięcy młodych z całego świata. Przypomniał, że brat Roger (założyciel wspólnoty) uczył braci, że w kontakcie z młodymi ludźmi nie należy stawiać się w roli mistrzów mających gotową odpowiedź na każde pytanie. Twierdził, że bracia powinni być ludźmi, którzy będą cierpliwie i życzliwie wysłuchiwać wszystkich, a w pierwszym rzędzie tych, którzy mają wątpliwości w wierze.

Zdaniem brata Marka, wątpliwości w wierze to sprawa, której nie powinniśmy się obawiać. Oznaczają one, że żyjemy i że szukamy. - A jeśli jesteśmy ludźmi, którzy zmierzają do Boga, to jest o co pytać do końca życia - podkreślił. - Wątpliwości są więc znakiem, że nasza wiara jest żywa. Ostrzegł, że jeśli w wierze operować będziemy tylko pewnikami, to nikt taką wiarą nie będzie zainteresowany. Wątpliwości są bowiem zaproszeniem do szukania.

Spotkania z młodymi – przyznał brat Marek – są też przynagleniem do zmiany czegoś w dzisiejszym świecie, do budowania pojednania i budowania więzi zaufania. „Dla mnie spotykanie się z młodymi jest nieustannym obdarowaniem świeżością powołania” - skonstatował.

Brat Marek wyjaśnił, że współczesny człowiek, w tym wielu młodych, jest głęboko zranionych i obarczonych często poważnym cierpieniem duchowym. Musimy więc starać się coraz lepiej rozumieć to wewnętrzne cierpienie. A tym, co najbardziej pomaga ludziom cierpiącym jest wysłuchanie i zaufanie.

Brat Marek mówił wczoraj nie tylko o relacjach ekumenicznych, które są codziennością wspólnoty z Taizé, ale także o nowym wyzwaniu, jakim jest obecność muzułmanów. Zapytany o weekend przyjaźni chrześcijańsko-muzułmańskiej, jaki odbył się przed dwoma miesiącami w Taizé, powiedział, że bracia mają kontakt z muzułmanami już od dawna, gdyż ich fraternie istnieją w niektórych krajach muzułmańskich np. w Bangladeszu. Tam kontakt z muzułmanami jest codzienny.

- Ze strachów przed wyznawcami islamu już się uleczyliśmy, gdyż poznaliśmy, że muzułmanie są to często prości, zwyczajni i Boży ludzie, głęboko traktujący swą wiarę – oświadczył. Opowiedział, że bracia doznają tam bardzo wiele życzliwości. Ostrzegł przed tendencją do odgradzania się od muzułmanów – jaka często nas charakteryzuje - gdyż znacznie lepszym wyjściem jest zacząć się nawzajem poznawać, spotykać i rozmawiać. - A wtedy odkryjemy, że ten kto swe życie opiera na wierze, ten nie szuka wojny. Natomiast wojny szuka ten, kto wiarą manipuluje, ale dotyczyć to może zarówno muzułmanów jak i chrześcijan – wyjaśniał.

Na pytanie jak rozumieć prostotę w naszym życiu, brat Marek odpowiedział, że prostota nie oznacza ucieczki od nowych wynalazków technicznych ale jest poszukiwaniem tego, co naprawdę jest mi potrzebne. - Prostota nie jest to więc odrzucanie tego, co człowiek wynalazł, ale korzystanie w taki sposób aby to służyło innym - wyjaśnił. Dodał, że powinna temu towarzyszyć podstawa samoograniczenia, ale nie może być ona przeżywana w smutku lecz w radości.

Brat Marek opowiadał też o swojej drodze do Taizé. Kiedy był studentem ekonomii w Poznaniu w latach 60-tych ubiegłego wieku, wielką rolę w jego życiu odegrało duszpasterstwo akademickie. Przeżył tam szczególną fascynację rozwijającym się wówczas ruchem ekumenicznym. Swego rodzaju objawieniem dlań była książka „Taizé i Kościół jutra”, która zawierała też regułę wspólnoty z Taizé. Reguła ta stała się wyznacznikiem dalszych jego poszukiwań duchowych, do tego stopnia, że wraz z przyjaciółmi z duszpasterstwa chciał w Polsce założyć wspólnotę na niej opartą. W końcu – po spotkaniu z bratem Clementem, który przybył do Polski - udało mu się uzyskać zaproszenie do Taizé.

W 1972 r. po raz pierwszy mógł udać się do Taizé. A kiedy jechał tam po raz drugi w 1975 r., miał już wewnętrzne przekonanie, że chce wstąpić na stale do wspólnoty. Bracia zgodzili się na to, ale postanowił jeszcze wrócić do Polski, aby załatwić niezbędne formalności. Przez kolejne 3 lata nie dostawał paszportu. W końcu, w 1977 r. po długich perypetiach go otrzymał. Zaraz po przybyciu został przyjęty jako brat do wspólnoty. A w drugiej połowie lat 90-tych – za namową brata Rogera oraz ks. Stanisława Dziwisza, wówczas sekretarza Jana Pawła II – przyjął święcenia kapłańskie.

Przez wiele lat brat Marek zajmował się Polakami przyjeżdżającymi do Taizé i był jednym z głównych organizatorów Europejskich Spotkań Młodych. Obecnie opiekuje się uchodźcami i migrantami przyjętymi przez wspólnotę.

Spotkanie u oo. jezuitów było organizowane przez warszawskie środowisko związane ze wspólnotą Taizé. Przy jezuickim duszpasterstwie DĄB co środa odbywają się modlitwy w duchu Taizé, a w ostatnią środę miesiąca tego typu spotkanie modlitewne ma miejsce w kościele św. Marcina na Piwnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem