Reklama

Święci i błogosławieni

Święte życie Ojca Pio

Papież Franciszek przyjedzie 17 marca 2018 r. do Pietrelciny i San Giovanni Rotondo – włoskich miejscowości związanych z Ojcem Pio. Jaki był Ojciec Pio? Ile godzin spowiadał? Jakich dokonywał cudów ten jeden z najsłynniejszych świętych? Na te m.in. pytania odpowiada świadek jego życia – o. Marciano Morra OFMCap. Z tym znanym kapucynem, autorem wielu książek i programów telewizyjnych o życiu Ojca Pio, w San Giovanni Rotondo rozmawiał Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

Niedziela Ogólnopolska 8/2018, str. 12-14

[ TEMATY ]

O. Pio

Pio

Krzysztof Tadej

O. Pio

KRZYSZTOF TADEJ: – Jaki był Ojciec Pio? Co go charakteryzowało w codziennym życiu?

O. MARCIANO MORRA OFMCap: – Trzeba odróżnić zachowania Ojca Pio, gdy spowiadał i odprawiał w kościele Msze św., od tych, gdy przebywał wewnątrz klasztoru. W kościele był przeniknięty tajemnicą miejsca kultu. Ale nieraz też krzyczał.

– Krzyczał?

– Tak się działo, gdy widział fanatyzm ludzi, np. wychodził z zakrystii i szedł w głąb kościoła, żeby spowiadać. Kościół zawsze był wypełniony ludźmi. Ojciec Pio musiał przejść przez środek nawy, a było to jedyne miejsce, gdzie mogły z nim porozmawiać kobiety. Wówczas wszyscy wstawali z miejsc – jedni chcieli go dotknąć, inni coś powiedzieć, o coś zapytać. Niektórzy się przepychali i powstawało zamieszanie. Ojciec Pio krzyczał: „To pogaństwo! Jesteście poganami!”.

Krzysztof Tadej

O. Marciano Morra OFMCap był świadkiem życia św. Ojca Pio

– Słusznie. Kościół to nie bazar.

– Jezus brał bicz i wypędzał kupców ze świątyni. Podobnie czynił Ojciec Pio, który bronił praw Boga w tym miejscu. Ale niektórzy mówili: „I to ma być święty!? Co to za święty, który w ten sposób wykrzykuje!?”. Uznawali, że takie zachowanie jest niedopuszczalne.

– A jak zachowywał się Ojciec Pio w klasztorze?

– Były chwile, gdy chorował i wtedy bardzo cierpiał w swojej celi. A gdy był zdrowy, to w codziennym życiu wyróżniały go uśmiech, radość i pogoda ducha. Jak ojcowie rozmawiali o czymś przy stole, on wtrącał jakiś żart i nagle wszyscy stawali się radośni. To było po prostu wspaniałe! Jednym żartem czy zdaniem potrafił poprawić atmosferę. A proszę zobaczyć, jak jest we współczesnych rodzinach. Często nikt się nie śmieje, nie potrafi żartować. Wszyscy są podenerwowani i dokądś biegną... Ojciec Pio swoim zachowaniem pokazywał, że trzeba dbać o pogodę ducha. Mimo że miał problemy i wiele cierpiał, to jednak zachowywał radość.

– Czy widział Ojciec jakiś konkretny cud, który wydarzył się dzięki Ojcu Pio?

– O tak, naturalnie. Opowiem o cudzie, który zdarzył się mojemu ojcu. To było w 1953 r., gdy nie byłem jeszcze kapłanem. Studiowałem teologię i jak co roku z klerykami przyjechaliśmy do San Giovanni Rotondo. Spędzaliśmy tu lato i pomagaliśmy w klasztorze. Wówczas dobrze poznałem Ojca Pio. Zobaczyłem, że jest bardzo dobrym, życzliwym człowiekiem. Byłem też pod wrażeniem jego głębokiej duchowości. W tym czasie dostałem z domu list, że mój chory ojciec, Giuseppe, został wypisany ze szpitala i że lekarze nie dają mu żadnej nadziei na przeżycie. Byłem smutny, zmartwiony. Poszedłem do gwardiana klasztoru. Spytałem, czy mogę sprowadzić umierającego ojca, żeby spotkał się z Ojcem Pio. Wyraził zgodę. Kiedy tata przyjechał, poszliśmy na obiad. Pamiętam, że jak wychodziliśmy z refektarza, wychodzili również Ojciec Pio, gwardian i może jeszcze dwóch, trzech innych ojców. Powiedziałem do Ojca Pio: „To mój chory tata. Lekarze w szpitalu powiedzieli, że nie ma już dla niego żadnej nadziei”. Ojciec Pio spojrzał na tatę. Po chwili lewą ręką chwycił go za klapę marynarki, a prawą zaczął uderzać go pięścią w klatkę piersiową.

– Uderzał go pięścią?

– Tak, dokładnie to robił. Po chwili stwierdził: „Kto powiedział, że jesteś chory? Masz się dobrze! Wszystko w porządku”. I dalej uderzał ojca. Wszyscy zaczęli się śmiać, a Ojciec Pio powiedział: „Do widzenia”, i odszedł. Finał był taki, że ojciec nie umarł, żył jeszcze 15 lat! Kiedyś zapytałem tatę, jak zapamiętał to spotkanie. Odpowiedział: „Ojciec Pio naprawdę mnie uderzał. Nie udawał. Ale wyzdrowiałem!”. Obaj wiedzieliśmy, że było to bolesne nie tylko dla mojego taty, ale również dla Ojca Pio, który miał na rękach stygmaty i za każdym razem, gdy kogoś dotykał, ogromnie cierpiał.

– Którą z rozmów z Ojcem Pio zapamiętał Ojciec szczególnie?

– Nie było schematycznych rozmów. Każda była inna, spontaniczna. Tak było, gdy chodziliśmy po ogrodzie w czasie rekreacji, gdy byliśmy na tarasie czy rozmawialiśmy przy stole. Rozmawiało się o wszystkim – np. o polityce, o sporcie.

– Ojciec Pio interesował się sportem?

– Zdarzało się, że do San Giovanni Rotondo przyjeżdżali słynni kolarze albo drużyny piłkarskie, np. Juventus F.C. Wtedy nawiązywaliśmy do tego w czasie naszych spotkań. Kiedyś np. miał przyjechać A.C. Milan i jeden z ojców, który był kibicem tej drużyny, chciał, żeby Ojciec Pio ich przyjął. Ale on nie był zbyt chętny. Podkreślał, że jest związany z Foggią.

– Czyli drużyną piłkarską, która grała w pobliskim mieście o tej samej nazwie...

– Foggia to drużyna, której zawsze kibicowaliśmy! Grała wówczas w Serie A i Milan przyjechał, żeby rozegrać z nią mecz. Przy stole zadaliśmy Ojcu Pio pytanie: „Kto wygra? Milan czy Foggia?”. Odpowiedział: „Wszyscy wygrają. Wygrają te dwie drużyny!”. Nikt z nas nie zrozumiał tego, co mówił. Ale co się okazało? Mecz wygrała Foggia, a Milan zwyciężył w klasyfikacji generalnej i został mistrzem Włoch. Ojciec Pio miał rację!

– Czy Ojciec Pio miał jakieś wady?

– Może tak jak wielu z nas, zakonników, był trochę marudą? (śmiech) Kiedyś powiedział, że jeśli bracia trochę nie ponarzekają, to nie są zakonnikami z prawdziwego zdarzenia!
Jeśli w jakiejś sytuacji wychodziło coś, co można nazwać wadą, to od razu reagował. Do Ojca Pio przychodziło tysiące listów. Były przynoszone w workach do klasztoru. Ojciec Pio osobiście czytał tylko kilka z nich, a my, to znaczy pięciu, a nieraz ośmiu ojców, czytaliśmy je w jego imieniu. Po przeczytaniu przygotowywaliśmy odpowiedzi. Jeśli była jakaś wyjątkowa sprawa, to szliśmy do Ojca Pio i pytaliśmy, co odpowiedzieć. Gdy odpowiedzi były przygotowane, korespondencja trafiała do Ojca Pio i on ją błogosławił. Dopiero po tym listy były wysyłane. Pewnego wieczoru Ojciec Pio wrócił do celi bardzo zmęczony. Towarzyszył mu o. Pellegrino. W tym czasie przyszedł młody zakonnik – o. Gian Battista. Miał jakiś list w ręku i zaczął o nim opowiadać. Ojciec Pio na to: „Jestem zmęczony i nie chcę teraz nikomu odpowiadać”. O. Gian też był zmęczony i zdenerwowany. Odpowiedział w tym samym tonie coś w stylu: „List jest zaadresowany do Ojca i jak Ojciec nie chce, to niech nie odpowiada!”. Zostawił list i sobie poszedł. Ojcu Pio zrobiło się przykro. Po chwili poprosił o. Pellegrina: „Idź, zawołaj o. Giana”. Minęło trochę czasu i obaj się pojawili. Ojciec Pio, gdy zobaczył o. Giana, powiedział: „Popełniłem błąd i proszę cię o wybaczenie”. Taki był. Gdy pojawiało się coś niestosownego, natychmiast reagował. Choć w tej sytuacji... To przecież on był dużo starszy i można się zastanawiać, kto kogo powinien przeprosić.

– Czy gdy żył Ojciec Pio, wszyscy zakonnicy byli nim zachwyceni?

– Z tym bywało różnie. Ojcowie przechodzili pewną ewolucję w stosunku do Ojca Pio. W pierwszych latach zawsze go bronili. Natomiast w latach 1955-68 niektórzy nieco się wobec niego zdystansowali. Dlaczego? Do San Giovanni Rotondo przyjechał ks. Carlo Maccari.

– Wizytator. Miał zbadać plotki i pomówienia związane z Ojcem Pio.

– Kiedy przyjechał, niektórzy nabrali wątpliwości. Zaczęto podważać świętość Ojca Pio. Ale pod koniec tego śledztwa i po jego zakończeniu ci, którzy wyrażali krytyczne zdania, wycofali się ze swoich zeznań. Zaprzeczyli temu, co powiedzieli wcześniej.

– Ile godzin dziennie spowiadał Ojciec Pio?

– Kiedy był młody, to spowiadał nawet 16 godzin! A później, już w starszym wieku, ok. 10 godzin. Jak wychodził z konfesjonału, był wykończony. Stojące wokół kobiety nie dawały mu jednak spokoju – ciągle coś mówiły, o coś pytały, chciały go dotykać. Reagował spontanicznie: „Zostawcie mnie w spokoju!”. To wynikało z ogromnego zmęczenia. Spowiadać przez 16 godzin?! Tak długo! To przecież bardzo trudne!

– Czy Ojciec spowiadał się u Ojca Pio?

– Tak, ale z tym spowiadaniem bywało różnie. Po wojnie, jeszcze zanim poszliśmy z kolegami z seminarium do nowicjatu, przyjechaliśmy do San Giovanni Rotondo. Mieliśmy po 15 lat. Spędziliśmy wspaniałe 2 tygodnie. Któregoś dnia nasz przełożony poprosił Ojca Pio, żeby nas wyspowiadał. Ale Ojciec Pio odpowiedział: „Nie”. W następnych dniach także odpowiadał krótko: „Nie”. W końcu zapytano Ojca Pio, dlaczego nie chce nas wyspowiadać. Odpowiedział: „Przecież to dzieciaki! Jakie grzechy oni mogli popełnić?! Spowiadam ludzi, którzy przyjeżdżają z wielu stron i są wielkimi grzesznikami”.
Później, gdy spowiadałem się u Ojca Pio, było to naprawdę ogromne przeżycie. Na zakończenie spowiedzi kapłan, udzielając rozgrzeszenia, mówi: „I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Widziałem, że Ojciec Pio, jak dawał rozgrzeszenie, to cierpiał. Podnosił drżącą rękę i bardzo wolno wypowiadał słowa: „I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Widziałem wtedy jego cierpienie. Wyglądało, jakby brał na siebie pokutę za nasze grzechy.
Muszę dodać, że Ojciec Pio wstawał bardzo wcześnie. Jak chciałem się u niego wyspowiadać, to szedłem do konfesjonału już o 3 w nocy. On siedział i modlił się. Wstawał godzinę wcześniej. Pamiętajmy, że od rana do wieczora był zajęty spowiadaniem, odprawianiem Mszy św. W swojej celi, po południu, przebywał krótko. Może 15-20 minut. Wracał wieczorem i był ogromnie zmęczony.

– Czy to prawda, że jeśli ludzie zapominali o swoich grzechach podczas spowiedzi lub nie chcieli o nich mówić, to Ojciec Pio im je przypominał? Czy tak było np., gdy Ojciec się spowiadał?

– Często się zdarzało, że ktoś nie mówił jakiegoś grzechu i Ojciec Pio odsyłał go z konfesjonału. „Idź sobie!” – mówił. Kiedyś pojawił się Giovanni di Prato. To był znany grzesznik. Kochał hazard i wiele kobiet. Miał firmę, która znajdowała się na granicy bankructwa. Chciał, żeby Ojciec Pio pomodlił się za jego firmę, bo był przekonany, że wtedy biznes nie upadnie. Przyszedł do konfesjonału, ale Ojciec Pio powiedział: „Idź precz!”. On nie ustępował: „Muszę się wyspowiadać!”. Na to Ojciec Pio: „Albo ty sobie pójdziesz, albo ja”. On nie odchodził, więc Ojciec Pio wstał i opuścił konfesjonał. Później sytuacja się powtarzała. Przyjeżdżał, podchodził do konfesjonału, a Ojciec Pio go wyganiał. Dlaczego tak się działo? Ojciec Pio patrzył na wnętrze tego człowieka i wiedział, że on nie chce zmienić swojego życia, a przyjechał tylko po to, żeby ratować firmę. Przecież celem spowiedzi nie jest ratowanie bankrutujących firm! Te wyrzucania z konfesjonału zmusiły jednak tego człowieka do refleksji nad życiem. Pewnego dnia powiedział: „No, teraz Ojciec musi mnie wreszcie wyspowiadać!”. Ojciec Pio popatrzył na niego i odrzekł: „Jak mogę cię wyspowiadać, jeśli nawet nie chodzisz w niedzielę do kościoła?”. „Dobrze, to już będę chodził na niedzielne Msze św.” – odpowiedział i pojechał. Wrócił po dwóch miesiącach. Powiedział, że ani razu nie opuścił niedzielnej Mszy św. Ale Ojciec Pio dopytywał: „O której godzinie byłeś na Mszy św.?”. Okazało się, że był z samego rana. Ojciec Pio mówił: „Giovanni, ludzie muszą cię zobaczyć, że chodzisz na Msze św.!”. „O nie! To już dla mnie za dużo, Ojcze!” – odpowiedział. Ale Ojciec Pio nie ustąpił. Dopiero gdy nastąpiło całkowite nawrócenie tego człowieka, Ojciec Pio zaczął go inaczej traktować. Mógł nawet wejść do celi Ojca Pio i trzymając pod rękę, sprowadzić go do kościoła. Tak ten dawny grzesznik stał się jedną z najbardziej zaufanych osób Ojca Pio.

– Czy zna Ojciec inne osoby, które nawróciły się pod wpływem rozmów z Ojcem Pio?

– O tak, wiele było takich nawróceń. Niektóre dotyczyły znanych osób. Opowiem o Emanuelu Brunatto.

– To – jak pisali niektórzy – najbardziej kontrowersyjna postać w otoczeniu Ojca Pio.

– Można stwierdzić, że był Rasputinem naszych czasów. Pochodził z rodziny chrześcijańskiej. Jego ojciec był wielkim czcicielem św. Jana Bosko. Jego bracia byli w porządku, ale on... Cóż... Niewiele dobrego można było o nim powiedzieć. W okresie dorastania uciekł z domu, a potem był ścigany przez policję wielu krajów... Miał jednak w kieszeni aż 5 paszportów, z którymi mógł się poruszać po całym świecie. I ten człowiek, poszukiwany przez policje kilku krajów, zorganizował w Neapolu pokaz mody z udziałem miejscowych władz i za zgodą króla Wiktora Emmanuela III! Niebywałe!
Kiedyś w gazecie przeczytał, że na półwyspie Gargano, w miejscowości San Giovanni Rotondo, mieszka zakonnik, który ma stygmaty. Ta informacja go zszokowała. Zdecydował się tutaj przyjechać, żeby porozmawiać z Ojcem Pio. Jechał pociągiem, ale zamiast w Foggii wysiadł w miejscowości San Severo. Tam nie było autobusu do San Giovanni Rotondo i musiał iść 27 km pieszo. Gdy wreszcie dotarł na plac przed kościołem, nie było tam żywej duszy. To były czasy, gdy wokół Ojca Pio nie było takiego szumu jak później. Emanuel Brunatto wszedł do kościoła i zobaczył Ojca Pio, który spowiadał. On też go zauważył, podniósł głowę i spojrzał na przybysza przenikliwie. Spojrzał tak, jakby zobaczył w jednej chwili całe jego wnętrze; wszystko to, co złego zrobił w życiu. Brunatto wyszedł z kościoła i zaczął płakać. Tak zaczęło się jego nawrócenie. Później wynajął pomieszczenie i spał na ziemi, żeby odbyć pokutę. Wkrótce zachorował na zapalenie płuc i Ojciec Pio spytał gwardiana klasztoru, czy można umieścić tego chorego człowieka w jednej z klasztornych cel. Uzyskał zgodę i tak ten nawrócony grzesznik trafił do klasztoru. Ojciec Pio stał się jego opiekunem i pielęgniarzem. Ponieważ Emanuel Brunatto znał dobrze język francuski, przełożony zaproponował, żeby został nauczycielem w seminarium. Tak też się stało, jednak do Stolicy Apostolskiej szybko dotarły plotki, że w klasztorze mieszka przestępca. Po jakimś czasie nadszedł dekret Świętego Oficjum, że musi zostać wyrzucony. Co zrobił wówczas Ojciec Pio? Wysłał Emanuela do swojego rodzinnego miasta, do Pietrelciny, żeby zamieszkał w jego rodzinnym domu. Dlaczego? Bo wiedział, że ten człowiek odbył pokutę, nawrócił się i trzeba mu pomóc. Oto jaki był Ojciec Pio.

2018-02-21 10:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bóg przemawia do mnie w ciszy - rozmowa z reżyserem filmu "Usłyszeć Boga" [premiera 07.04 w TVP2]

2020-04-06 08:52

[ TEMATY ]

O. Pio

spowiedź

Medjugorie

Archiwum Jacka Tarasiuka.

Z Jackiem Tarasiukiem, reżyserem i producentem filmowym o Medjugorje, św. o. Pio i tym, jak Bóg może działać przez Facebooka rozmawia Łukasz Krzysztofka

Łukasz Krzysztofka: Już we wtorek w TVP2 premiera Twojego najnowszego filmu pt. „Usłyszeć Boga”, który opowiada o niezwykłej mocy sakramentu spowiedzi. Skąd pomysł na film?

Jacek Tarasiuk: W 2018 r. wybrałem się z rodziną do San Giovanni Rotondo. Gdy stanąłem przed konfesjonałem o. Pio poczułem, że zrobię ten film. Po prostu wiedziałem. To był także czas, kiedy modliłem się o kierownika duchowego. I nagle dowiedziałem się, że kiedy będę przed grobem o. Pio, mogę go poprosić o to, żeby nim został. Poprosiłem.

Więc to św. o. Pio Cię zainspirował?

Tak, wiedziałem, że on "duchowo" będzie grał główną rolę w tym filmie.

Jak wyglądały przygotowania?

Trwały pół roku. Na początku, mając cały czas przed oczami konfesjonał o. Pio, w którym działy się niesamowite cuda myślałem o filmie, o wartości spowiedzi świętej. Dzisiaj wielu ludzi pomija ten sakrament. Co chwilę słyszę: jeśli Bóg jest, to On mnie przecież kocha i nie dopuści do mojej zguby... A przecież to my często sami skazujemy się na zgubę. On cały czas na nas czeka, tak jak ojciec czekał na syna marnotrawnego. Pozwolił mu iść przez życie swoją drogą, ale czekał na jego powrót. Wiem, że Bóg nas bardzo kocha. Pozwala na wiele rzeczy - dobrych i złych, jakie czynimy na świecie - bo dał nam nieograniczoną wolność, ale nadal jeszcze cierpliwie czeka...

Czyli na początku była wizja….

Tak – od tego się zaczęło. Właściwie poprzez o. Pio powierzyłem prace nad całym filmem Duchowi Świętemu. Niejeden z branży, słysząc to, oburzyłby się, że niby co - nie miałem planu? A ja zwyczajnie – po prostu zacząłem słuchać.

Czego doświadczyłeś, pracując nad filmem?

Dawno temu pewien mądry kapłan powiedział mi, że są trzy rodzaje myśli: nasze, te „z góry" i te fałszywe, zdradzieckie, których powinniśmy się wystrzegać. One pochodzą od złego ducha. Na każdym etapie naszego życia, by nie dopuszczać do swego umysłu ostatniego rodzaju myśli, należy pamiętać o sakramentach: spowiedzi świętej i Eucharystii. Ważne jest, by uczyć się rozpoznawać rodzaje myśli, które w sobie mamy. Dalszy etap to kontrola tych myśli. To jest trochę tak, jak na przejściu granicznym, chroniącym kraj przed zarazą. Pewnych myśli się nie dopuszcza. Dalej, gdy wołasz do Niego - w sercu zaczynasz słyszeć. Ja cały czas pytałem i czekałem na odpowiedź. Co mam robić? Kto ma wystąpić w filmie? Gdzie mam pojechać? Odpowiedzi zawsze przychodziły. Jestem przekonany, że od Ducha Świętego.

W filmie zobaczymy m.in. klasztor kapucynów w małopolskim Tenczynie, sanktuarium w Medjugorje i miejsce szczególnie związane ze św. o. Pio – San Giovanni Rotondo. Przypadkowe zestawienie?

Ja nie wybrałem o. Pio, to on wybrał mnie. W końcu to mój kierownik duchowy. Trudno sobie to wyobrazić, ale tak jest. O. Pio wybrał Tenczyn, dokładnie wskazał kapucyna, który ma wystąpić w tym filmie - o . Romana Ruska. Przyznam, że są nawet podobni do siebie. O. Pio wybrał też siostrę Bartłomieję. Pomimo moich wątpliwości, czy wątki poruszane przez bohaterów będą się dobrze uzupełniały, o. Pio wskazał mi właśnie ją.

W jaki sposób?

Gdy kontaktowałem się z s. Bartłomieją przez Facebooka, zobaczyłem na jej profilu zdjęcie o. Pio, wstawione niecałą godzinę wcześniej. To była godzina mojej niewiary, mojego zastanawiania się. Zatem kiedy o niej pomyślałem, ona jakimś dziwnym trafem wstawiała właśnie zdjęcie o. Pio. Takich widzialnych wskazówek dostałem wiele.

A dlaczego Medjugorie?

To kolejna zagadka dla mnie. Zastanawiałem się, czemu mam tam jechać. Wiedziałem, że powinienem, ale nie wiedziałem, co mam w tamtym miejscu nagrać. Bóg miał swój scenariusz. Po kilku miesiącach pracy nad nakręconym materiałem okazało się, że On zaplanował z tego dwa filmy. Prace nad drugim właśnie zamykam. Niebawem będziemy go mogli zobaczyć także na antenie TVP. Film "Grzech", bo o nim mowa, doskonale uzupełnia ten pierwszy film "Usłyszeć Boga".

W jaki sposób człowiek może usłyszeć w sobie to, co mówi do niego Bóg?

W filmie siostra Bartłomieja mówi: "Każdy z nas ma w swoim sercu miejsce, w którym mieszka Bóg". Pytanie: co ty z tym zrobisz – pokochasz Go, czy zaczniesz z Nim walczyć? Możesz próbować Go zagłuszyć. Albo pokładać w Nim nadzieję. Wtedy On wypróbuje twoją miłość. Masz wiele możliwości. Ale pamiętaj - jesteś jego najukochańszym dzieckiem i cokolwiek by ci świat nie mówił, On mieszka w twoim sercu. A gdy Go wyprosisz... zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie: kim jesteś. On ci zada to samo pytanie przed twoją śmiercią.

Wielu powie, że w dzisiejszym świecie trudno usłyszeć Boga.

Myślę, że do niedawna było to wręcz niemożliwe. By usłyszeć Boga, musimy wyjść na pustynię. Kiedyś miałem możliwość przebywać na pustyni Wadi Rum w Jordanii, miejscu, które jest uznane za jedno z najcichszych miejsc na świecie. Cisza rzeczywiście przenikała cały umysł i ciało. Po jakimś czasie człowiek czuł się nieswojo.

Żyjemy w czasach, gdzie smakowanie prawdziwej ciszy graniczy z cudem…

To prawda. Gdy tylko zatrzymamy się, świat zewnętrzny natychmiast się o nas upomina. Radio w samochodzie, tłumy na ulicach, telewizor w domu, internet w komórce. A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na rozmowę z Bogiem? Ale tak było do niedawna. Teraz przez pandemię świat nagle się zatrzymał i wszyscy doświadczamy tej ciszy. Co z nią zrobimy? Jak ją wykorzystamy? To od nas zależy, czy usłyszymy w niej Boga.

Premiera filmu dokumentalny „Usłyszeć Boga” we wtorek 7.04.2020 r. w TVP2 o godz. 22:55.

Prezentujemy zwiastun filmu:

CZYTAJ DALEJ

Małopolskie: Brak podejrzenia przestępstwa ws. śmierci księdza chorego na Covid-19

2020-04-08 08:22

[ TEMATY ]

kapłan

zmarły

kapłan

Radio Em

Ks. Roman Kopacz

Prokuratura Rejonowa w Bochni, która bada sprawę śmierci proboszcza Drwini (Małopolskie) Romana Kopacza, zakażonego koronawirusem, wciąż nie ma uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa.

Zgodnie z informacjami przekazanymi PAP przez zastępcę prokuratora rejonowego Barbarę Grądzką, śledztwo wciąż się nie rozpoczęło w powodu braku podejrzenia przestępstwa w sprawie śmierci proboszcza Drwini. Nie prowadzono też przesłuchań osób.

„Dalsze czynności zostaną podjęte po analizie dokumentów uzyskanych z Państwowego Powiatowego Inspektora Nadzoru Sanitarnego w Bochni” – zapowiedziała zastępca prokuratora rejonowego w Bochni.

W toku dotychczasowych czynności prokuratura próbowała ustalić m.in. prawidłowość postępowania dotyczącego umieszczenia księdza w izolacji domowej.

Zgodnie z informacjami biura wojewody małopolskiego, podanymi za małopolskim sanepidem, przyczyną śmierci księdza Romana Kopacza nie był Covid-19. Mężczyzna przebywał w izolacji domowej, ponieważ lekarz nie stwierdził konieczności hospitalizacji.

Jak informowała policja, 59-letni ksiądz zmarł 24 marca podczas próby przetransportowania go do szpitala. Wcześniej służby medyczne wezwane przez policjantów bezskutecznie reanimowały kapłana.

Dzień wcześniej, w poniedziałek, policja poinformowana o przebywającym w izolacji księdzu dwukrotnie była z wizytą na plebanii. "Ksiądz się pokazał, nie zgłaszał problemów" – powiedział PAP rzecznik prasowy bocheńskiej policji Łukasz Ostręga.

We wtorek sanepid zadzwonił na policję z informacją, że nie może się skontaktować z proboszczem i poprosił funkcjonariuszy o sprawdzenie, czy z chorym wszystko w porządku.

Wysłanemu na plebanię patrolowi nikt nie otwierał drzwi. Funkcjonariusze ustalili, kto może mieć klucze do budynku. Odpowiednio zabezpieczony policjant wszedł do środka i zastał księdza leżącego w łóżku. "Jego stan był ciężki, był tak osłabiony, że nie mógł mówić. Wezwano pogotowie" – relacjonował rzecznik prasowy policji w Bochni.

Medykom nie udało się uratować życia proboszcza – zmarł w trakcie próby przetransportowania do szpitala, po bezskutecznych reanimacjach.

Roman Kopacz był proboszczem parafii Matki Bożej Królowej Polski w Drwini od 2007 r., był także kapelanem strażaków gminy Drwinia. Pogrzeb duchownego odbył się 26 marca w Trzcinicy koło Jasła – w ograniczonym (by zapobiegać szerzeniu się epidemii) gronie rodzinnym.(PAP)

CZYTAJ DALEJ

Kapłani też tęsknią!

2020-04-09 21:55

fb ks. A. Krzeszowca

Na koncie fb ks. Arkadiusza Krzeszowca pojawiła się dziś wyjątkowa fotografia.

Kapłani z parafii p.w. św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża na wrocławskim Brochowie zaskoczyli dziś swoich parafian. Zachowując wszystkie wymogi epidemiczne zakomunikowali swoją tęsknotę przygotowując wymowny transparent.

„Kochamy Was!” – mogli przeczytać na trzymanej przez brochowski księży dużej płachcie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję