Reklama

Święte życie Ojca Pio

2018-02-21 10:32

Z o. Marciano Morra OFMCap rozmawia Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 8/2018, str. 12-14

Krzysztof Tadej
O. Pio

Papież Franciszek przyjedzie 17 marca 2018 r. do Pietrelciny i San Giovanni Rotondo – włoskich miejscowości związanych z Ojcem Pio. Jaki był Ojciec Pio? Ile godzin spowiadał? Jakich dokonywał cudów ten jeden z najsłynniejszych świętych? Na te m.in. pytania odpowiada świadek jego życia – o. Marciano Morra OFMCap. Z tym znanym kapucynem, autorem wielu książek i programów telewizyjnych o życiu Ojca Pio, w San Giovanni Rotondo rozmawiał Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – Jaki był Ojciec Pio? Co go charakteryzowało w codziennym życiu?

O. MARCIANO MORRA OFMCap: – Trzeba odróżnić zachowania Ojca Pio, gdy spowiadał i odprawiał w kościele Msze św., od tych, gdy przebywał wewnątrz klasztoru. W kościele był przeniknięty tajemnicą miejsca kultu. Ale nieraz też krzyczał.

– Krzyczał?

– Tak się działo, gdy widział fanatyzm ludzi, np. wychodził z zakrystii i szedł w głąb kościoła, żeby spowiadać. Kościół zawsze był wypełniony ludźmi. Ojciec Pio musiał przejść przez środek nawy, a było to jedyne miejsce, gdzie mogły z nim porozmawiać kobiety. Wówczas wszyscy wstawali z miejsc – jedni chcieli go dotknąć, inni coś powiedzieć, o coś zapytać. Niektórzy się przepychali i powstawało zamieszanie. Ojciec Pio krzyczał: „To pogaństwo! Jesteście poganami!”.

Krzysztof Tadej
O. Marciano Morra OFMCap był świadkiem życia św. Ojca Pio

– Słusznie. Kościół to nie bazar.

– Jezus brał bicz i wypędzał kupców ze świątyni. Podobnie czynił Ojciec Pio, który bronił praw Boga w tym miejscu. Ale niektórzy mówili: „I to ma być święty!? Co to za święty, który w ten sposób wykrzykuje!?”. Uznawali, że takie zachowanie jest niedopuszczalne.

– A jak zachowywał się Ojciec Pio w klasztorze?

– Były chwile, gdy chorował i wtedy bardzo cierpiał w swojej celi. A gdy był zdrowy, to w codziennym życiu wyróżniały go uśmiech, radość i pogoda ducha. Jak ojcowie rozmawiali o czymś przy stole, on wtrącał jakiś żart i nagle wszyscy stawali się radośni. To było po prostu wspaniałe! Jednym żartem czy zdaniem potrafił poprawić atmosferę. A proszę zobaczyć, jak jest we współczesnych rodzinach. Często nikt się nie śmieje, nie potrafi żartować. Wszyscy są podenerwowani i dokądś biegną... Ojciec Pio swoim zachowaniem pokazywał, że trzeba dbać o pogodę ducha. Mimo że miał problemy i wiele cierpiał, to jednak zachowywał radość.

– Czy widział Ojciec jakiś konkretny cud, który wydarzył się dzięki Ojcu Pio?

– O tak, naturalnie. Opowiem o cudzie, który zdarzył się mojemu ojcu. To było w 1953 r., gdy nie byłem jeszcze kapłanem. Studiowałem teologię i jak co roku z klerykami przyjechaliśmy do San Giovanni Rotondo. Spędzaliśmy tu lato i pomagaliśmy w klasztorze. Wówczas dobrze poznałem Ojca Pio. Zobaczyłem, że jest bardzo dobrym, życzliwym człowiekiem. Byłem też pod wrażeniem jego głębokiej duchowości. W tym czasie dostałem z domu list, że mój chory ojciec, Giuseppe, został wypisany ze szpitala i że lekarze nie dają mu żadnej nadziei na przeżycie. Byłem smutny, zmartwiony. Poszedłem do gwardiana klasztoru. Spytałem, czy mogę sprowadzić umierającego ojca, żeby spotkał się z Ojcem Pio. Wyraził zgodę. Kiedy tata przyjechał, poszliśmy na obiad. Pamiętam, że jak wychodziliśmy z refektarza, wychodzili również Ojciec Pio, gwardian i może jeszcze dwóch, trzech innych ojców. Powiedziałem do Ojca Pio: „To mój chory tata. Lekarze w szpitalu powiedzieli, że nie ma już dla niego żadnej nadziei”. Ojciec Pio spojrzał na tatę. Po chwili lewą ręką chwycił go za klapę marynarki, a prawą zaczął uderzać go pięścią w klatkę piersiową.

– Uderzał go pięścią?

– Tak, dokładnie to robił. Po chwili stwierdził: „Kto powiedział, że jesteś chory? Masz się dobrze! Wszystko w porządku”. I dalej uderzał ojca. Wszyscy zaczęli się śmiać, a Ojciec Pio powiedział: „Do widzenia”, i odszedł. Finał był taki, że ojciec nie umarł, żył jeszcze 15 lat! Kiedyś zapytałem tatę, jak zapamiętał to spotkanie. Odpowiedział: „Ojciec Pio naprawdę mnie uderzał. Nie udawał. Ale wyzdrowiałem!”. Obaj wiedzieliśmy, że było to bolesne nie tylko dla mojego taty, ale również dla Ojca Pio, który miał na rękach stygmaty i za każdym razem, gdy kogoś dotykał, ogromnie cierpiał.

– Którą z rozmów z Ojcem Pio zapamiętał Ojciec szczególnie?

– Nie było schematycznych rozmów. Każda była inna, spontaniczna. Tak było, gdy chodziliśmy po ogrodzie w czasie rekreacji, gdy byliśmy na tarasie czy rozmawialiśmy przy stole. Rozmawiało się o wszystkim – np. o polityce, o sporcie.

– Ojciec Pio interesował się sportem?

– Zdarzało się, że do San Giovanni Rotondo przyjeżdżali słynni kolarze albo drużyny piłkarskie, np. Juventus F.C. Wtedy nawiązywaliśmy do tego w czasie naszych spotkań. Kiedyś np. miał przyjechać A.C. Milan i jeden z ojców, który był kibicem tej drużyny, chciał, żeby Ojciec Pio ich przyjął. Ale on nie był zbyt chętny. Podkreślał, że jest związany z Foggią.

– Czyli drużyną piłkarską, która grała w pobliskim mieście o tej samej nazwie...

– Foggia to drużyna, której zawsze kibicowaliśmy! Grała wówczas w Serie A i Milan przyjechał, żeby rozegrać z nią mecz. Przy stole zadaliśmy Ojcu Pio pytanie: „Kto wygra? Milan czy Foggia?”. Odpowiedział: „Wszyscy wygrają. Wygrają te dwie drużyny!”. Nikt z nas nie zrozumiał tego, co mówił. Ale co się okazało? Mecz wygrała Foggia, a Milan zwyciężył w klasyfikacji generalnej i został mistrzem Włoch. Ojciec Pio miał rację!

– Czy Ojciec Pio miał jakieś wady?

– Może tak jak wielu z nas, zakonników, był trochę marudą? (śmiech) Kiedyś powiedział, że jeśli bracia trochę nie ponarzekają, to nie są zakonnikami z prawdziwego zdarzenia!
Jeśli w jakiejś sytuacji wychodziło coś, co można nazwać wadą, to od razu reagował. Do Ojca Pio przychodziło tysiące listów. Były przynoszone w workach do klasztoru. Ojciec Pio osobiście czytał tylko kilka z nich, a my, to znaczy pięciu, a nieraz ośmiu ojców, czytaliśmy je w jego imieniu. Po przeczytaniu przygotowywaliśmy odpowiedzi. Jeśli była jakaś wyjątkowa sprawa, to szliśmy do Ojca Pio i pytaliśmy, co odpowiedzieć. Gdy odpowiedzi były przygotowane, korespondencja trafiała do Ojca Pio i on ją błogosławił. Dopiero po tym listy były wysyłane. Pewnego wieczoru Ojciec Pio wrócił do celi bardzo zmęczony. Towarzyszył mu o. Pellegrino. W tym czasie przyszedł młody zakonnik – o. Gian Battista. Miał jakiś list w ręku i zaczął o nim opowiadać. Ojciec Pio na to: „Jestem zmęczony i nie chcę teraz nikomu odpowiadać”. O. Gian też był zmęczony i zdenerwowany. Odpowiedział w tym samym tonie coś w stylu: „List jest zaadresowany do Ojca i jak Ojciec nie chce, to niech nie odpowiada!”. Zostawił list i sobie poszedł. Ojcu Pio zrobiło się przykro. Po chwili poprosił o. Pellegrina: „Idź, zawołaj o. Giana”. Minęło trochę czasu i obaj się pojawili. Ojciec Pio, gdy zobaczył o. Giana, powiedział: „Popełniłem błąd i proszę cię o wybaczenie”. Taki był. Gdy pojawiało się coś niestosownego, natychmiast reagował. Choć w tej sytuacji... To przecież on był dużo starszy i można się zastanawiać, kto kogo powinien przeprosić.

– Czy gdy żył Ojciec Pio, wszyscy zakonnicy byli nim zachwyceni?

– Z tym bywało różnie. Ojcowie przechodzili pewną ewolucję w stosunku do Ojca Pio. W pierwszych latach zawsze go bronili. Natomiast w latach 1955-68 niektórzy nieco się wobec niego zdystansowali. Dlaczego? Do San Giovanni Rotondo przyjechał ks. Carlo Maccari.

– Wizytator. Miał zbadać plotki i pomówienia związane z Ojcem Pio.

– Kiedy przyjechał, niektórzy nabrali wątpliwości. Zaczęto podważać świętość Ojca Pio. Ale pod koniec tego śledztwa i po jego zakończeniu ci, którzy wyrażali krytyczne zdania, wycofali się ze swoich zeznań. Zaprzeczyli temu, co powiedzieli wcześniej.

– Ile godzin dziennie spowiadał Ojciec Pio?

– Kiedy był młody, to spowiadał nawet 16 godzin! A później, już w starszym wieku, ok. 10 godzin. Jak wychodził z konfesjonału, był wykończony. Stojące wokół kobiety nie dawały mu jednak spokoju – ciągle coś mówiły, o coś pytały, chciały go dotykać. Reagował spontanicznie: „Zostawcie mnie w spokoju!”. To wynikało z ogromnego zmęczenia. Spowiadać przez 16 godzin?! Tak długo! To przecież bardzo trudne!

– Czy Ojciec spowiadał się u Ojca Pio?

– Tak, ale z tym spowiadaniem bywało różnie. Po wojnie, jeszcze zanim poszliśmy z kolegami z seminarium do nowicjatu, przyjechaliśmy do San Giovanni Rotondo. Mieliśmy po 15 lat. Spędziliśmy wspaniałe 2 tygodnie. Któregoś dnia nasz przełożony poprosił Ojca Pio, żeby nas wyspowiadał. Ale Ojciec Pio odpowiedział: „Nie”. W następnych dniach także odpowiadał krótko: „Nie”. W końcu zapytano Ojca Pio, dlaczego nie chce nas wyspowiadać. Odpowiedział: „Przecież to dzieciaki! Jakie grzechy oni mogli popełnić?! Spowiadam ludzi, którzy przyjeżdżają z wielu stron i są wielkimi grzesznikami”.
Później, gdy spowiadałem się u Ojca Pio, było to naprawdę ogromne przeżycie. Na zakończenie spowiedzi kapłan, udzielając rozgrzeszenia, mówi: „I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Widziałem, że Ojciec Pio, jak dawał rozgrzeszenie, to cierpiał. Podnosił drżącą rękę i bardzo wolno wypowiadał słowa: „I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Widziałem wtedy jego cierpienie. Wyglądało, jakby brał na siebie pokutę za nasze grzechy.
Muszę dodać, że Ojciec Pio wstawał bardzo wcześnie. Jak chciałem się u niego wyspowiadać, to szedłem do konfesjonału już o 3 w nocy. On siedział i modlił się. Wstawał godzinę wcześniej. Pamiętajmy, że od rana do wieczora był zajęty spowiadaniem, odprawianiem Mszy św. W swojej celi, po południu, przebywał krótko. Może 15-20 minut. Wracał wieczorem i był ogromnie zmęczony.

– Czy to prawda, że jeśli ludzie zapominali o swoich grzechach podczas spowiedzi lub nie chcieli o nich mówić, to Ojciec Pio im je przypominał? Czy tak było np., gdy Ojciec się spowiadał?

– Często się zdarzało, że ktoś nie mówił jakiegoś grzechu i Ojciec Pio odsyłał go z konfesjonału. „Idź sobie!” – mówił. Kiedyś pojawił się Giovanni di Prato. To był znany grzesznik. Kochał hazard i wiele kobiet. Miał firmę, która znajdowała się na granicy bankructwa. Chciał, żeby Ojciec Pio pomodlił się za jego firmę, bo był przekonany, że wtedy biznes nie upadnie. Przyszedł do konfesjonału, ale Ojciec Pio powiedział: „Idź precz!”. On nie ustępował: „Muszę się wyspowiadać!”. Na to Ojciec Pio: „Albo ty sobie pójdziesz, albo ja”. On nie odchodził, więc Ojciec Pio wstał i opuścił konfesjonał. Później sytuacja się powtarzała. Przyjeżdżał, podchodził do konfesjonału, a Ojciec Pio go wyganiał. Dlaczego tak się działo? Ojciec Pio patrzył na wnętrze tego człowieka i wiedział, że on nie chce zmienić swojego życia, a przyjechał tylko po to, żeby ratować firmę. Przecież celem spowiedzi nie jest ratowanie bankrutujących firm! Te wyrzucania z konfesjonału zmusiły jednak tego człowieka do refleksji nad życiem. Pewnego dnia powiedział: „No, teraz Ojciec musi mnie wreszcie wyspowiadać!”. Ojciec Pio popatrzył na niego i odrzekł: „Jak mogę cię wyspowiadać, jeśli nawet nie chodzisz w niedzielę do kościoła?”. „Dobrze, to już będę chodził na niedzielne Msze św.” – odpowiedział i pojechał. Wrócił po dwóch miesiącach. Powiedział, że ani razu nie opuścił niedzielnej Mszy św. Ale Ojciec Pio dopytywał: „O której godzinie byłeś na Mszy św.?”. Okazało się, że był z samego rana. Ojciec Pio mówił: „Giovanni, ludzie muszą cię zobaczyć, że chodzisz na Msze św.!”. „O nie! To już dla mnie za dużo, Ojcze!” – odpowiedział. Ale Ojciec Pio nie ustąpił. Dopiero gdy nastąpiło całkowite nawrócenie tego człowieka, Ojciec Pio zaczął go inaczej traktować. Mógł nawet wejść do celi Ojca Pio i trzymając pod rękę, sprowadzić go do kościoła. Tak ten dawny grzesznik stał się jedną z najbardziej zaufanych osób Ojca Pio.

– Czy zna Ojciec inne osoby, które nawróciły się pod wpływem rozmów z Ojcem Pio?

– O tak, wiele było takich nawróceń. Niektóre dotyczyły znanych osób. Opowiem o Emanuelu Brunatto.

– To – jak pisali niektórzy – najbardziej kontrowersyjna postać w otoczeniu Ojca Pio.

– Można stwierdzić, że był Rasputinem naszych czasów. Pochodził z rodziny chrześcijańskiej. Jego ojciec był wielkim czcicielem św. Jana Bosko. Jego bracia byli w porządku, ale on... Cóż... Niewiele dobrego można było o nim powiedzieć. W okresie dorastania uciekł z domu, a potem był ścigany przez policję wielu krajów... Miał jednak w kieszeni aż 5 paszportów, z którymi mógł się poruszać po całym świecie. I ten człowiek, poszukiwany przez policje kilku krajów, zorganizował w Neapolu pokaz mody z udziałem miejscowych władz i za zgodą króla Wiktora Emmanuela III! Niebywałe!
Kiedyś w gazecie przeczytał, że na półwyspie Gargano, w miejscowości San Giovanni Rotondo, mieszka zakonnik, który ma stygmaty. Ta informacja go zszokowała. Zdecydował się tutaj przyjechać, żeby porozmawiać z Ojcem Pio. Jechał pociągiem, ale zamiast w Foggii wysiadł w miejscowości San Severo. Tam nie było autobusu do San Giovanni Rotondo i musiał iść 27 km pieszo. Gdy wreszcie dotarł na plac przed kościołem, nie było tam żywej duszy. To były czasy, gdy wokół Ojca Pio nie było takiego szumu jak później. Emanuel Brunatto wszedł do kościoła i zobaczył Ojca Pio, który spowiadał. On też go zauważył, podniósł głowę i spojrzał na przybysza przenikliwie. Spojrzał tak, jakby zobaczył w jednej chwili całe jego wnętrze; wszystko to, co złego zrobił w życiu. Brunatto wyszedł z kościoła i zaczął płakać. Tak zaczęło się jego nawrócenie. Później wynajął pomieszczenie i spał na ziemi, żeby odbyć pokutę. Wkrótce zachorował na zapalenie płuc i Ojciec Pio spytał gwardiana klasztoru, czy można umieścić tego chorego człowieka w jednej z klasztornych cel. Uzyskał zgodę i tak ten nawrócony grzesznik trafił do klasztoru. Ojciec Pio stał się jego opiekunem i pielęgniarzem. Ponieważ Emanuel Brunatto znał dobrze język francuski, przełożony zaproponował, żeby został nauczycielem w seminarium. Tak też się stało, jednak do Stolicy Apostolskiej szybko dotarły plotki, że w klasztorze mieszka przestępca. Po jakimś czasie nadszedł dekret Świętego Oficjum, że musi zostać wyrzucony. Co zrobił wówczas Ojciec Pio? Wysłał Emanuela do swojego rodzinnego miasta, do Pietrelciny, żeby zamieszkał w jego rodzinnym domu. Dlaczego? Bo wiedział, że ten człowiek odbył pokutę, nawrócił się i trzeba mu pomóc. Oto jaki był Ojciec Pio.

Tagi:
O. Pio Pio

Reklama

Święty od zadań trudnych

2019-09-17 14:31

Oprac. ks. Mariusz Frukacz
Niedziela Ogólnopolska 38/2019, str. 20-21

Biuro prasowe OFMCap – krka

Ojciec Pio często powtarzał, że „modlitwa jest najlepszą bronią, jaką mamy, kluczem, który otwiera Serce Boga”.

Wciąż zadziwia świat. Jest świętym niezwykłym i jak się okazuje, bardzo skutecznym. Kiedy człowiekowi dotkniętemu cierpieniem wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna, to Ojciec Pio – święty od zadań trudnych – interweniuje. O cudach za jego wstawiennictwem napisano już wiele. Ci, którzy ich doświadczyli, dzielą się nimi także na łamach „Głosu Ojca Pio” – czasopisma bliskiego Grupom Modlitwy Ojca Pio.

Młode małżeństwo

„Nasze życie wywróciło się do góry nogami” – wspomina Sylwia Kłysz, która podróżowała po Ameryce ze swoim narzeczonym, gdy okazało się, że mężczyzna ma nowotwór. „Podczas jednej z niedzielnych Mszy św. Piotr zasłabł, więc wyszliśmy na zewnątrz. Wówczas podeszła do nas pewna starsza pani. To od niej po raz pierwszy usłyszałam o Ojcu Pio. Powiedziała nam, abyśmy się do niego modlili, i tak zrobiliśmy. Codziennie wspólnie odmawialiśmy Nowennę do Najświętszego Serca Pana Jezusa zalecaną przez Ojca Pio. Piotr czuł się coraz lepiej, operacja się udała, naświetlania odniosły skutek. Niestety, rok później pojawił się drugi, zupełnie inny nowotwór. (...) Podczas długiego, uciążliwego leczenia zawierzyliśmy wszystko Bogu i prosiliśmy Ojca Pio o wstawiennictwo. Do naszej modlitwy przyłączyły się mama Piotra i moja siostra”. Modlitwy zostały wysłuchane. „(...) Wróciliśmy do Polski, wzięliśmy ślub. Ojciec Pio jest patronem naszego małżeństwa” – napisała Sylwia.

Przypadek Urszuli

Urszula Bremer nie należała do praktykujących katolików. Księdza znała z odwiedzin po kolędzie, do kościoła chodziła okazjonalnie. Jej ojciec był niepraktykujący, a mama studiowała Pismo Święte ze świadkami Jehowy. „Wychowywana byłam w oparciu o ich wiarę. Tylko u dziadka w Torzymiu na starym radiu stał obrazek z Ojcem Pio. Nie miałam pojęcia, kim była ta postać trzymająca biały krążek w podniesionych dłoniach, osłoniętych rękawiczkami bez palców. Przypuszczałam, że to ktoś ważny, gdyż inaczej wizerunek nie stałby na tak eksponowanym miejscu. Dopiero od babci się dowiedziałam, kim był ów kapłan, chociaż wtedy niewiele z tego zrozumiałam” – wspomina Urszula. Życie jej nie oszczędzało. Wcześnie owdowiała, została sama z trójką dzieci. „Stale szukałam sensu życia, błądziłam. Najmłodszy syn jeszcze nie umiał chodzić, a na dodatek zachorował na zapalenie opon mózgowych. Tego samego roku, w Wigilię, umarł mój ojciec. W niedługim czasie zmarły też dwie kuzynki, a po nich dwaj wujkowie i ciocia. Pogrzeby następowały jeden po drugim, a ja zaczęłam przejawiać pierwsze oznaki depresji. Pewnego razu sąsiadka mojej mamy przyniosła do przeczytania książeczkę. Na okładce dostrzegłam znajome zdjęcie sprzed lat – człowieka z uniesionymi dłońmi w wytartych rękawiczkach. Lektura miała pomóc mojej mamie powrócić do Kościoła, jednak ja pochwyciłam ową książeczkę, jakby to był skarb, na który tyle lat czekałam. W drodze powrotnej do domu czytałam ją z zapałem” – kontynuuje. Jej życie zdawało się uspokajać, zamieszkała z matką, która pomagała w opiece nad dziećmi. „Spokojne, harmonijne życie skończyło się niecałe pięć miesięcy później. Mama odbierała mojego syna ze szkoły. Kiedy przechodzili przez ulicę na zielonym świetle, zza zakrętu wyjechała ciężarówka. Mama zachowała przytomność umysłu i zdążyła odepchnąć dziecko, sama jednak zginęła pod kołami samochodu. (...)Dziesięć miesięcy po wypadku syn został ponownie potrącony przez samochód. Tego, co przechodziłam, nie da się opisać” – opowiada. Wtedy przypomniała sobie o książeczce. „Miałam ją przez cały ten czas. Zaczęłam czytać – jednym tchem, jakby od tego zależało moje życie, każdą linijkę po kilka razy. Nagle poczułam przedziwny, cudowny zapach, jakiego nie znałam, wprost anielski. Nie wiadomo, skąd pochodził. W domu poza mną i synem nie było nikogo. Zaczęłam się rozglądać, szukając źródła tej woni, gdy w końcu dotarło do mnie: to on, Ojciec Pio! Nie zostawił mnie samej. Wskazał mi drogę” – podkreśla.

Grupy Modlitwy

Szczególnym fenomenem są wciąż powstające w Polsce Grupy Modlitwy Ojca Pio. Pierwsze takie grupy powstały we Włoszech z inicjatywy samego Ojca Pio i w odpowiedzi na wezwanie Piusa XII do modlitwy. Z czasem zaczęto je zakładać także za granicą – w Polsce pierwsza powstała w Krakowie, w 1983 r., potem w Chełmie Lubelskim i Wrocławiu. Powstawaniu kolejnych grup sprzyjał rosnący kult Ojca Pio, zwłaszcza po jego beatyfikacji w 1999 r. i kanonizacji w 2002. W Polsce szczególnym miejscem kultu świętego z San Giovanni Rotondo są sanktuaria, m.in. na Przeprośnej Górce w Siedlcu k. Częstochowy i w Terliczce.

Z Maryją i Ojcem Pio czyścimy czyściec

Pod takim hasłem odbędzie się w jasnogórskim sanktuarium w nocy z 28 na 29 września br. czuwanie modlitewne Grup Modlitwy Ojca Pio.

Sam Ojciec Pio często zachęcał do żarliwej modlitwy za tych, którzy cierpią męki czyśćcowe: „Polecajmy tej drogiej Matce święte dusze w czyśćcu. Któż z nas nie ma tam swoich bliskich i kto wie, jak wielu z nich cierpi tam może – a nawet z pewnością – także przez nas... Prośmy Mamę, aby przyszła im z pomocą, łagodząc ich cierpienia i chłodząc dręczący ich płomień” – przypomina słowa świętego stygmatyka br. Mateusz Magiera, kapucyn.

Wszystkie świadectwa pochodzą z „Głosu Ojca Pio”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Lekarz z "Nieplanowane" jest lekarzem i dokonywał aborcji. Zrezygnował po śmierci córki

2019-11-08 15:04

MK

Byłem płatnym mordercą, aborcjonistą - przyznaje. Dlaczego już nie jest?. Doktor Anthony Levatino, były aborcjonista, który w "Nieplanowane" zagrał role lekarza dziś opowiada o tym dlaczego zrezygnował z zabijania dzieci.

video.foxnews.com
Anthony Levatino

Doktor Anthony Levatino to lekarz ginekolog ze Stanu Nowy York, USA , który regularnie przeprowadzał zabiegi terminacji ciąży, w tym tzw. późne aborcje. Przeprowadził 1200 aborcji w tym ponad 100 tzw, późnych, tj. do 24 tygodnia ciąży. Po śmierci córki i przełomowym zabiegu, podczas którego zrozumiał, że aborcja jest zabiciem czyjegoś dziecka zrezygnował z ich wykonywania.

W filmie "Nieplanowane" gra lekarza pracującego w Planned Parenthood

Dr Levatino jest bohaterem instruktażowych filmików, na których zaprezentowano przebieg aborcji w każdym trymestrze.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polsko, bądź krainą wiary w Boga

2019-11-11 22:29

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Wrocławska sesja III Międzynarodowego Kongresu „Europa Christi – Europa dwóch płuc – Europa Ewangelii, Prawdy i Pokoju” Karta Praw Rodziny z inspiracji św. Jana Pawła II odbyła się dziś (11 listopada) w Auli Papieskiego Wydziału Teologicznego. Sesja odbyła się pod auspicjami Fundacji „Studium Culturae Ecclesiae” i z prowadzeniem ks. Pawła Stypy, jej wiceprezesa.

Otwarcia sesji dokonali bp Andrzej Siemieniewski i ks. Ireneusz Skubiś, wieloletni redaktor naczelny Tygodnika „Niedziela”, inicjator powstania i moderator Ruchu Europa Christi. Spotkanie było podzielone na trzy oddzielne panele tematyczne a każdemu z nich przewodniczył inny prowadzący.

Zobacz zdjęcia: III Międzynarodowy Kongres „Europa Christi

W pierwszej części sesję prowadził ks. Mirosław Sitarz (KUL), kierownik Katedry Kościelnego Prawa Publicznego i Konstytucyjnego KUL, w drugiej bp Andrzej Siemieniewski, a w trzeciej ks. prof. Bogusław Drożdż (PWT). Wśród wykładowców byli mi.in. ks. prof. Józef Krukowski (PAN) – mówił o „Rodzinie w Konstytucji RP wobec współczesnych zagrożeń”, ks. Jacek Marek Nogowski (UKSW) – o „Funkcjach społecznych rodziny i jej zagrożeniach w dobie współczesnej”, ks. prof. Tadeusz Borutka (UPJPII) przedstawił „Wizję zjednoczonej Europy w nauczaniu Jana Pawła II”, ks. prof. Bogusław Drożdż (PWT) mówił o tym jak „Działać w duchu katolickiej nauki społecznej”. W trzecim panelu Ewelina Kondziela (Prezes Fundacji „Studium Culturae Ecclesiae”) omówiła zagadnienie „Samowychowawczej siły rodziny jak niedocenionego warunku rozwoju”, a ks. Kazimierz Kurek SDB przybliżył „Kartę Praw Rodziny jak propozycję dla Polski i Europy”. Wykładom towarzyszyły występy chóru „Borromeo” z parafii pw. św. Karola Boromeusza we Wrocławiu pod dyrekcją Irminy Zakowicz. Chórzyści prezentowali polskie pieśni patriotyczne.

Największym zainteresowaniem cieszył się wykład kard. Gerharda Ludwiga Müllera, byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Tłumaczone symultanicznie wystąpienia adresowane szczególnie do Polaków w dniu Święta Niepodległości zakończyło się spontanicznymi owacjami na stojąco. Niełatwe zadanie miała występująca po kardynale pani Joanna Lubieniecka, która mówiła o „Słudze Bożym ks. Aleksandrze Zienkiewiczu jako orędowniku chrześcijańskiej rodziny”. Obniżona uwaga słuchaczy i runda telewizyjnych wywiadów w kuluarach zagłuszały wykład redaktor Lubienieckiej, świadka życia sługi Bożego.

Niemiecki kardynał mówił o Polsce jako przykładzie chrześcijańskiego humanizmu. Wykład zatytułował „Tożsamość Polski w wierze katolickiej”. Podkreślił znaczenie wiary i rolę Kościoła katolickiego w trudnej sytuacji geopolitycznej i niełatwych dziejach naszego kraju.

- Od czasów trzech rozbiorów i pomimo polityki totalnego wyniszczenia narodowej, kulturowej i religijnej tożsamości Polaków, na podstawie hitlerowsko - stalinowskiego paktu z 23 sierpnia 1939 r., podczas niemieckiej okupacji w czasie II wojny światowej, a potem w czasie zimnej wojny po popadnięciu pod władzę komunistyczną, aż do wyzwolenia się w 1989 r., udało się Polakom zachować swój fizyczny byt i duchową niepowtarzalność jedynie przez wiarę chrześcijańską i Kościół katolicki – mówił.

Podkreślił, że pozostaje zawstydzającym wspomnieniem fakt, że w oświeconej zachodniej Europie przyglądano się bez empatii tragedii sąsiedniego narodu. - W XIX wieku uważano Polaków za rewolucyjnych awanturników zagrażających ustalonemu przez państwa rządzące reakcyjnemu porządkowi Kongresu Wiedeńskiego. W XX wieku natomiast podejrzewano, z powodu ich konserwatyzmu, że przeoczyli włączenie się w zachodnią demokrację i materialistyczny styl życia, ponieważ nie podporządkowali się „postępowym” ideom komunizmu i dzisiejszego neomarksizmu z programem dechrystianizacji Europy – mówił. Opisywaną sytuację porównywał z obecną, gdzie znów w zachodnich elitach władzy i ośrodkach medialnych potępia się – w imię narzuconych „europejskich wartości” - prawo do aborcji, do wspomaganego samobójstwa, małżeństwa osób tej samej płci, transseksualizmu i posthumanizmu – wytrwały opór Polaków przed dobrowolną utratą tożsamości.

- Polacy tymczasem okazali się – i to się potwierdziło – właśnie tym narodem europejskim, który był gotów ponieść największe ofiary dla wolności i demokracji. Europa obejmuje całość swoich narodów, nie tylko zachodniocentryczną perspektywę, w którą wschodnie narody miałyby się włączyć albo całkowicie się jej podporządkować – mówił kard. Müller.

Analizując kondycję społeczeństw uprawiających „humanizm bez Boga” omówił z pełnym uznaniem polską drogę do wolności.

- Polacy wywalczyli wolność w powstaniach przeciwko trzem obcym zaborcom. W samym tylko powstaniu warszawskim w czasie okupacji nazistowskiej 200 tys. Polaków ofiarowało swoje życie za umiłowanie wolności. Ta stara kraina kultury i humanizmu musiała znieść ogromne upokorzenie ze strony Hitlera i jego sług, którzy uczynili ją sceną straszliwej zbrodni holokaustu. W ramach germanizacji naziści porwali niemal 200 tys. polskich dzieci, żeby je wychować w niemieckich rodzinach, których na ogół nie informowano o pochodzeniu tych domniemanych sierot po poległych niemieckich żołnierzach. Wielu spośród nich nigdy nie dowiedziało się o swojej prawdziwej tożsamości lub przeżyło ciężką traumę, odkrywając tę potworną zbrodnię przeciw ludzkości. A ilu deportowanych po powstaniach przeciwko carskiemu reżimowi i komunistycznej dyktaturze nie zobaczyło już swojej ojczyzny i zostało pochowanych w syberyjskiej ziemi? To wszystko należy do tradycji „humanizmu bez Boga” – analizował niemiecki kardynał.

Katolicką Polskę nazwał „latarnią europejskiej tożsamości i chrześcijańskiego humanizmu w najbardziej ścisłym tego słowa znaczeniu”. - Przyszłość jest polem, na którym ma się potwierdzić historyczne dziedzictwo. „Pochodzenie wciąż pozostaje przyszłością” – mówił – a wiara w Boga pięknie współegzystuje w tak przesyconym katolicyzmem kraju jak Polska z autonomiczną suwerennością i wolnością religijną jednostki oraz narodu w państwie z demokratyczną konstytucją.

Niemiecki kardynał nie zapomniał o społeczności Starszych Braci w wierze, którzy od wieków zamieszkiwali nasz kraj. - W tożsamość Polski wchodziła również całkowita niezależność i integracja Żydów, którzy niekiedy stanowili jedną czwartą ludności – podkreślał.

Kard. Müller kilkakrotnie nawiązywał do okresu zaborów i intensyfikacji wysiłków podejmowanych przez Polaków, aby wydobyć się spod panowania trzech sąsiadów – agresorów. Powracał do wiary Polaków i roli Kościoła:

- Polska, żyjąca przez dwa stulecia pod ciężarem cierpień i wykazująca niezłomne umiłowanie wolności udowodniła, że wiara w Boga i przyznanie do katolicyzmu nie tylko da się pogodzić z nowoczesnymi celami, takimi jak autonomia obyczajowa jednostki, demokracja, wolność religijna, suwerenność narodowa i prawo narodów do stanowienia o sobie, ale że również Kościół katolicki – głosząc prawdę objawioną – jednocześnie promuje naturalne prawo obyczajowe i niezbywalne prawa człowieka, które w Bogu mają swojego najważniejszego obrońcę i najpewniejszy fundament – mówił. Na zakończenie, z okazji Święta Niepodległości, życzył Polsce, aby zawsze podąża za swoim powołaniem, by była krainą wiary w Boga i wolności człowieka.

Pierwsza sesja kongresowa III Międzynarodowego Kongresu Ruchu „Europa Christi” pt. „Europa dwóch płuc – Europa Ewangelii, Prawdy i Pokoju” odbyła się w lutym tego roku na Jasnej Górze, druga w maju w czeskim Velehradzie - przypomniały one rolę świętych Cyryla i Metodego, apostołów Słowian i współpatronów Europy w dziele ewangelizacji Europy, a kolejne w Nitrze, w Lublinie i w Warszawie. Wrocławska sesja była przedostatnią z zaplanowanych w tym roku. W listopadzie III Międzynarodowy Kongres Ruchu zagości we Lwowie a prelegenci pochylą się nad zagadnieniem „Wpływu chrześcijaństwa na stabilność narodów Europy”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem