Reklama

Kościół

Śląski Katyń

Wojna nie skończyła się dla nich w 1945 r. Walczyli o Polskę. Wolną, niepodległą, wierzącą w Boga i oddaną Maryi. Mieli przeważnie po dwadzieścia parę lat. Zginęli z rąk sowieckich i ubeckich katów. Choć od momentu tej okrutnej zbrodni minęło już ponad 70 lat, nadal nie wiemy, gdzie spoczywają ich szczątki

Niedziela Ogólnopolska 8/2018, str. 42-44

[ TEMATY ]

Katyń

żołnierze wyklęci

zbrodnia katyńska

Łukasz Krzysztofka

Każdego dnia powinniśmy starać się budować taką Polskę, o jakiej marzyli żołnierze antykomunistycznego podziemia: silną, suwerenną, niezależną, dumną

Żołnierze walczący u boku Henryka Flamego ps. Bartek, którym nieobojętny był los niszczonej przez komunizm Polski, stanowili najliczniejszą i najaktywniejszą zbrojną formację antykomunistyczną na Podbeskidziu. 350 ludzi ukrywających się wokół Baraniej Góry stanowiło znaczącą siłę. Nie chcieli się podporządkować Sowietom. Uciekli do lasów, aby walczyć z agenturą UB. Dla komunistów byli praktycznie nieuchwytni.

Uciekł komunistom

Ich dowódca – Henryk Flame, urodzony we Frysztacie na Zaolziu, wychowany w katolickim i patriotycznym duchu, jako 18-latek na ochotnika wstąpił do Wojska Polskiego w Krakowie. Został pilotem. W kampanii wrześniowej bronił nieba nad Warszawą i został zestrzelony. Później zasilił szeregi Armii Krajowej. W 1945 r. wstąpił do Milicji Obywatelskiej w Czechowicach. Dostał broń. Nie przeszedł jednak na stronę komunistów. Uciekł i organizował w okolicznych lasach antykomunistyczną partyzantkę. Nawiązał kontakt z Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Najgłośniejszą akcją oddziału „Bartka” było zajęcie 3 maja 1946 r. Wisły i zorganizowanie uroczystej defilady ulicami miasta. Takiego widoku nie mogła znieść władza ludowa.

Nadchodzi „Lawina”

Trzy miesiące później do „Bartka” trafia Henryk Wendrowski ps. Lawina, wysłannik VII Okręgu Narodowych Sił Zbrojnych w Gliwicach. W rzeczywistości był to pracownik UB, były żołnierz AK z Podlasia, który przeszedł na stronę komunistów i „wsławił się” likwidacją agenturalną oddziałów podziemia antykomunistycznego na Lubelszczyźnie. Obiecywał pomoc w przerzucie całego zgrupowania na Zachód, gdzie pod okiem Amerykanów partyzanci mieli przejść odpowiednie szkolenie i wrócić do kraju, aby prowadzić dalszą walkę z komuną. Na początku na jakiś czas mieli się zatrzymać na Ziemiach Odzyskanych. Flame przystał na tę propozycję.

Reklama

Ostatnia droga

Do skutku doszły trzy transporty. Pierwszy ruszył najprawdopodobniej z okolic Szczyrku ok. 6 września, drugi w połowie miesiąca. Miejscem docelowym okazały się okolice Starego Grodkowa na Opolszczyźnie. Tam zamordowano co najmniej kilkudziesięciu żołnierzy z oddziału „Bartka”.

Trzeci transport wyruszył ok. 25 września. Od strony Strzelec Opolskich wjechał do wsi Barut – leżącej dzisiaj na granicy województw opolskiego i śląskiego. Amerykańskie ciężarówki przykryte plandekami przejechały przez wioskę w stronę pobliskiego lasu. Koło miejscowej szkoły silnik jednej zgasł. – Wyszliśmy zobaczyć, co się stało, ale wyskoczyła ochrona z karabinami i nas przegoniła – wspomina Alfred Blimer, który dobrze pamięta tamten dzień. Na kilka sekund wskutek powiewu wiatru plandeka uniosła się w górę. Blimer zobaczył wówczas, że ciężarówka była załadowana ludźmi. Byli nieogoleni, ubrani w angielskie mundury – takie, jakie na Zachodzie nosili żołnierze gen. Andersa, tzw. battle-dress. Na rękach mieli naszywki „Poland”, a na głowach wojskowe czapki. Po chwili ciężarówki ruszyły w stronę polany Hubertus.

Zbrodnia

Następnego dnia rano okolicą wstrząsnął potężny wybuch. – Zaraz po wybuchu w lesie zaczęto strzelać z pepeszek, całymi seriami. Były też pojedyncze strzały – opowiada Alfred Blimer. Strzelali bardzo długo. Nikt z mieszkańców Barutu nie wiedział wtedy, co się stało w lesie. Teren wokoło był ogrodzony drutem kolczastym i pilnowany przez uzbrojonych mężczyzn. Kilkanaście godzin po wybuchu kilku osobom z okolicy udało się znaleźć w zaroślach w pobliżu polany Hubertus, gdzie znajdowała się wysadzona w powietrze stodoła. – Widzieliśmy mężczyzn ubranych w krótkie, brązowe bluzy wojskowe, takie, jakie nosili wówczas funkcjonariusze UB. Wrzucali do ogniska jakieś strzępy odzieży i fragmenty ciał – wspomina Stanisław Fariaszewski. Pamięta, że z ogniska unosił się mdły, charakterystyczny dla palonego ciała zapach.

Bali się mówić

Jeszcze kilka miesięcy po wybuchu mieszkańcy Barutu odnajdywali tam kawałki ciał, ludzkie kości, porozrywane ubrania. W latach 60. ubiegłego wieku na polanie Hubertus widywano szczątki butów. Wszystkie te dowody zbrodni zostały jednak skrzętnie pochowane, rozpadły się przez lata albo zaginęły. Kilka dni przed wybuchem do pobliskiego nadleśnictwa zadzwonił wojewoda śląski Aleksander Zawadzki, który nalegał, aby wydać okólnik zakazujący leśnikom wstępu do lasu, pod groźbą zastrzelenia bez ostrzeżeń. Wśród mieszkańców Barutu panowała już wtedy atmosfera strachu. Ludzie bali się mówić o tym, czego byli świadkami. Trwało to przez cały okres PRL i w latach 90. Jeszcze dzisiaj okoliczni mieszkańcy opowiadają o tym bardzo niechętnie.

Zacieranie śladów zbrodni

Co wydarzyło się w ostatnią niedzielę września 1946 r. w lesie w pobliżu Barutu? Zmęczonych podróżą spod Baraniej Góry ok. sześćdziesięciu partyzantów z oddziału „Bartka” zostało na noc w przygotowanej przez „łączników NSZ” kwaterze na polanie Hubertus – była to murowana stodoła. Poczęstowano ich obfitą kolacją, zakrapianą alkoholem wymieszanym ze środkami nasennymi, i rozbrojono. Nad ranem do dobrze zaminowanego pomieszczenia, w którym spali partyzanci, wrzucono wiązki granatów. Nastąpiła potężna eksplozja. Tych, którym udało się przeżyć, wyciągano z ruin i kazano im się rozebrać do naga, po czym prowadzono nad przygotowane doły śmierci. Tam zabijano strzałem w tył głowy. Wszystkie ciała wrzucono do masowej mogiły i spalono wraz ze wszelkimi ich rzeczami w taki sposób, aby po partyzantach nie został żaden ślad. Do dzisiaj – choć minęło już ponad 70 lat – nie udało się znaleźć mogiły zamordowanych w Barucie żołnierzy.

„Bartek”

Henryk Flame miał jechać kolejnym, czwartym transportem. Nie doszło do niego jednak, ponieważ dowódca dowiedział się o tym, co się stało z jego żołnierzami. Po pewnym czasie ujawnił się i wrócił w rodzinne strony. W 1947 r. został zastrzelony w restauracji w Zabrzegu pod Czechowicami przez miejscowego milicjanta Rudolfa Dadaka. Gdy wiadomość o śmierci „Bartka” dotarła do jego matki, powiedziała: „Przeczuwałam, że coś się stanie, bo Heniu zapomniał ryngrafu z Matką Boską, z którym nie rozstawał się przez cały okres walki z komuną”.

A jakie były losy Henryka Wendrowskiego? Po akcji „Lawina” szybko piął się po szczeblach kariery, pełnił wysokie funkcje w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. W 1968 r. przeszedł do dyplomacji. Był ambasadorem PRL w Kopenhadze. Zmarł w 1997 r.

Poszukiwania

– Ci, którzy mordowali, bardzo skutecznie zacierali ślady po tym, co uczynili. Porozrywane szczątki naszych bohaterów zostały z polany Hubertus dokądś zabrane. Po działaniach, które wykonaliśmy na terenie tej polany, jak również w jej pobliżu, gdy przekopaliśmy obszar do głębokości niekiedy dwóch metrów, możemy powiedzieć, że z pewnością nie ma tam tych ludzi – mówi „Niedzieli” prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN, kierujący poszukiwaniami. Oprawcy najprawdopodobniej załadowali te szczątki na samochód i wywieźli gdzieś w okoliczne lasy. Wspomnienia ludzi, którzy pamiętają tamte czasy, ograniczają się do samego wybuchu oraz do tego, że jeszcze długo po nim odnajdywano fragmenty mundurów, ludzkich szczątków, które spoczywały gdzieś na drzewach, niezauważone przez ubeków. Nikt jednak z mieszkańców Barutu nie był świadkiem, w którym miejscu ubecy grzebali ludzkie szczątki.

Zdaniem prof. Szwagrzyka, akcja „Lawina” była inspirowana z Moskwy, ponieważ w realiach 1946 r. ubecy w Polsce byli bez doświadczeń, które pozwalałyby im na przeprowadzenie tak skomplikowanej pod względem logistycznym akcji. – Mogli to zrobić tylko tacy ludzie, którzy doświadczenia w masowych mordach już mieli. Takimi osobami w Polsce byli sowieccy doradcy i inni Sowieci z sowieckich służb specjalnych. Ubecy byli wykonawcami lub wspomagali te działania – zauważa historyk.

Pamięć przetrwała

Mimo atmosfery strachu i gróźb okoliczni mieszkańcy nie zapomnieli przez dziesiątki lat o okrutnej zbrodni dokonanej na baruckiej polanie. W miejscu, gdzie stała stodoła, postawili metalowy krzyż. Przychodzili tam i palili znicze. – W latach 50. i 60. tym, co się wydarzyło w Barucie, zainteresowali się kombatanci, którzy walczyli w czasie II wojny światowej. Zaczęli zbierać materiały na ten temat. Nie bali się – mówi Wojciech Radomski, prezes Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej. Jednak to dzięki pamięci mieszkańców okolicznych miejscowości wiedza o „śląskim Katyniu”, jak nazwano polanę śmierci, przetrwała i przekazywana była kolejnym pokoleniom. Dzisiaj do tego uświęconego krwią polskich żołnierzy miejsca przybywa coraz więcej osób. 27 września 2016 r. hołd Żołnierzom Niezłomnym z oddziału „Bartka” oddał w Barucie prezydent RP Andrzej Duda. Co roku w ostatnią sobotę września na polanie śmierci odprawiana jest Msza św. w intencji zamordowanych polskich bohaterów.

Potrzebna wskazówka

Czy jednak kiedyś się dowiemy, gdzie spoczywają żołnierze „Bartka” zamordowani w Barucie? – Liczę na to, że stanie się coś, być może przypadkowego, co spowoduje, że będziemy mogli wejść w obszar poszukiwań, chociażby przez wskazanie kierunku. Może będzie to jakaś prosta sytuacja, jakaś wichura, która pociągnie drzewo, a to z korzeniami odkryje nam ludzkie szczątki – mówi prof. Szwagrzyk.

Prace poszukiwawcze zostały wznowione w rejonie Starego Grodkowa. Na terenie dawnego niemieckiego majątku Scharfenberg w gminie Łambinowice odnaleziono ryngraf. To element żołnierskiego munduru ewidentnie wykorzystywany po wojnie przez antykomunistyczne oddziały partyzanckie. W czasie sprawdzania wykrywaczami metalu fundamentów starego dworu poszukiwacze z opolskiego stowarzyszenia Kryptonim T-IV, które pomaga IPN w poszukiwaniach, natknęli się na ludzką czaszkę. Wydobyto ją z zalanego wodą obetonowanego dołu. Czaszka jest uszkodzona w sposób, który wskazuje, że człowiek ten zginął od strzału w kark.

W starej pałacowej studni, która po wojnie została wysadzona w powietrze, a dół zasypany piaskiem, na głębokości ok. 10 m odnaleziono ludzką kość piszczelową. Prawdopodobnie funkcjonariusze UB ukryli ciała zamordowanych, wrzucając je do głębokiej studni, którą potem wysadzili w powietrze. Prace poszukiwawcze trwają.

Identyfikacja

Dzięki zaangażowaniu zespołu naukowców pod przewodnictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka, a także licznych wolontariuszy, tożsamość odzyskało kolejnych 22 polskich bohaterów, wśród których byli zamordowani w Starym Grodkowie żołnierze „Bartka”. 1 lutego br. w Pałacu Prezydenckim wręczono noty identyfikacyjne ich rodzinom. – Jakie mamy wobec nich zobowiązanie? Każdego dnia starać się budować taką Polskę, o jakiej oni marzyli: silną, suwerenną, niezależną, dumną – powiedział w czasie uroczystości prezydent Andrzej Duda. Wśród zidentyfikowanych ofiar zamordowanych w Starym Grodkowie są: Franciszek Konior ps. Rekin, bracia Józef Maślanka ps. Borsuk lub Karol Maślanka ps. Tygrys (na podstawie badań genetycznych nie można określić, do którego z braci Maślanków należą zidentyfikowane szczątki) i Michał Pajestka ps. Leszczyna.

Mimo wielu apeli ze strony IPN, także przez miejscowych księży, o jakąkolwiek informację miejsce masowej mogiły żołnierzy „Bartka” zamordowanych w Barucie pozostaje nieznane. Bez uzyskania pewnej konkretnej wskazówki nie jest możliwa praca na przestrzeni wielu hektarów lasu. Nikt z mieszkańców Barutu do tej pory nie wskazał jednak kierunku, w którym mogłyby być prowadzone poszukiwania.

2018-02-21 10:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Powstała Mapa Pamięci Zbrodni Katyńskiej

[ TEMATY ]

Katyń

zbrodnia katyńska

Powstał nowy portal poświęcony pamięci o Zbrodni Katyńskiej. Katyn.PolskiSwiat.online koncentruje uwagę na miejscach upamiętnienia Zbrodni Katyńskiej i jest pierwszym portalem prezentującym tablice i pomniki katyńskie w oparciu o lokalizację. Dzięki temu powstała pierwsza „Mapa Pamięci Zbrodni Katyńskiej na Świecie”.

Do dziś zilustrowano przeszło 300 miejsc na całym świecie: pomników, tablic pamięci, witraży, malowideł. – Wyszukanie miejsc pamięci Zbrodni Katyńskiej na świecie – poza najbardziej znanymi – okazało się dużym wyzwaniem. Dotarcie do informacji było niezwykle trudne. Z pewnością nie udało nam się znaleźć wszystkich miejsc, dlatego gorąco prosimy o zgłaszanie tych, których na mapach brakuje – mówi Mirosław Banach, prezes fundacji.

Oprócz popularyzowania wiedzy o Zbrodni Katyńskiej celem projektu jest docenienie wysiłku tysięcy Polaków, dzięki którym pamięć o Zbrodni Katyńskiej przetrwała i trafia dziś do nowych pokoleń na całym świecie. Galeria jest też drogowskazem dla Polaków podróżujących po świecie. Projekt wspiera turystykę „z nutą patriotyzmu”. Jesteś w nowym miejscu? – zobacz, może niedaleko jest miejsce pamięci, które warto odwiedzić.

Naszym marzeniem jest też, by ta mapa pamięci pozwoliła zidentyfikować rejony, gdzie takich miejsc wciąż brakuje, a gdzie mamy prężnie działającą Polonię. Chcielibyśmy inspirować, by tak ważnych dla Polaków – i ludzkości – miejsc powstawało więcej – dodaje Mirosław Banach.

Mapa Pamięci Zbrodni Katyńskiej to tematyczne uzupełnienie portalu – PolskiSwiat.online – w ramach którego Fundacja „Polskie Maki” tworzy mapy „tego co polskie za granicą”.

Do dziś na 9 mapach umieszczono już przeszło 8 tysięcy miejsc na całym świecie: pomników, miejsc pamięci, dzieł sztuki polskich artystów, polskich bibliotek, teatrów, klubów sportowych, stowarzyszeń polonijnych, polskich sklepów i restauracji. – Polski Świat online to „żywa” bazy danych. Każdy, kto zna miejsca, których na mapach brakuje, powinien je zgłosić. Dzięki temu wspólnie osiągniemy cel, jakim jest kompletna baza „tego co polskie za granicą”. Zapraszamy także chętnych do współpracy w ramach wolontariatu w charakterze lokalnych redaktorów portalu – dodaje Mirosław Banach.

CZYTAJ DALEJ

Wołanie o głębię serc

Wolność ludzkiego serca nie jest pojęciem iluzorycznym, lecz prawdą i rzeczywistością. Już w opisie grzechu pierworodnego pierwszych ludzi występuje ona jako możliwość wyboru pomiędzy dobrem i złem. Księgi Pisma Świętego nieustannie przypominają człowiekowi o ciążącej na nim odpowiedzialności z racji podejmowanych decyzji.

Bóg, który udzielił człowiekowi daru wolności, nie pozostawił go jednak pod władzą jakiegoś fatum, ale wyznaczył drogę ku prawdziwej mądrości, „którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej” (1 Kor 2, 7). Tę drogę wyznaczają Boże Przykazania, które są „zaproszeniem” skierowanym przez Boga do każdego człowieka. Księga Mądrości Syracha przypomina: „Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania (...). Położył przed tobą ogień i wodę, po co zechcesz, wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się spodoba, to będzie ci dane” (15, 15-17). Prawo Starego Przymierza uzależniało całą pobożność i przyszłość człowieka od zewnętrznej poprawności. Mniej akcentowano głębię ludzkich serc. Prorok Izajasz ujmie tę prawdę następująco: „Lud ten sławi Mnie tylko wargami, podczas gdy serce jego jest z dala ode Mnie” (por. 29, 13).

Dlatego też w ekonomii Bożej Prawo Starego Przymierza miało odgrywać rolę pedagoga i wychowawcy, podprowadzającego do Chrystusa. U podstaw bowiem Nowego Przymierza leży prawda o miłości Bożej, objawionej w Jezusie Chrystusie. On jest Tym, który przyniósł pełnię Objawienia mocą Ducha Świętego, który „przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego” (1 Kor 2, 10).

Dzięki „prawdzie i łasce, które przyszły przez Chrystusa”, doświadczamy, że Boże Przykazania – w ich pogłębionym przez Jezusa wymiarze – służą dowartościowaniu i rozwojowi każdego człowieka. Kto tego nie rozumie, nie zrozumie chrześcijaństwa, które jest religią – więzią miłości i spotkania Boga z człowiekiem w Chrystusie. „Wymaganie głębi serc” – postawione przez Chrystusa – nie może być do końca zrozumiałe i spełnione inaczej jak przez wiarę i miłość. Człowiek, wierząc Chrystusowi i wierząc w Chrystusa jako Syna Bożego, doświadcza zwycięskiej mocy miłości objawionej w Krzyżu. To ona jest dla człowieka źródłem i siłą wprowadzenia w życie pogłębionych przykazań i zobowiązań, wynikających z Przymierza z Jezusem. Albowiem od momentu śmierci Chrystusa cała przyszłość człowieka: „wielkie rzeczy, które Bóg przygotował tym, którzy Go miłują”, zależeć będzie od osobistego kontaktu i postawy wobec Jezusa. Od swoich uczniów i wyznawców Chrystus domaga się nie tylko zewnętrznego przestrzegania przykazań i tradycji religijnych, lecz także głębszego – „ciałem i duszą” – do nich przylgnięcia. Miłość ku Niemu przejawia się m.in. w sposobie traktowania drugiego człowieka. Św. Paweł ujmie to następująco: „Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego! Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13, 8-10).

Obdarowani miłością i godnością dzieci Bożych, świadomi granic „poszerzonych przykazań”, stajemy się ludźmi na miarę Chrystusową...

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Na świecie rośnie liczba nadużyć względem dzieci

2020-02-16 21:07

[ TEMATY ]

dzieci

nadużycia

PKWP

Od 2010 r. nadużycia wobec dzieci wzrosły o 170 procent. Dziś szacuje się, że 415 mln maluchów żyje w strefach dotkniętych konflikatami, z tego 149 mln na obszarach, gdzie toczą się poważne wojny. Tę alarmującą statystykę podała międzynarodowa organizacja Save the Children, od 100 lat zajmująca się pomocą dzieciom znajdującym się w niebezpieczeństwie.

Wśród państw, w których dochodzi do najczęstszych nadużyć względem dzieci przoduje Afganistan, Irak, Mali i Nigeria. Wśród kontynentów, które wiodą tu niechlubny prym znajduje się Afryka.

Rzecznik prasowy włoskiego oddziału Save the Children, w wywiadzie dla Radia Watykańskiego, tłumaczy, co zdaniem tej organizacji rozumie się pod pojęciem: nadużycia względem dzieci.

„Dzieci są zawsze wśród najsłabszych, najbardziej cierpią z powodu konfliktów i wojen. Kiedy mówimy o nadużyciach wobec nich, to mówimy o zabójstwach i o okaleczeniach, o zaciąganiu ich do wojska, o porywaniu dzieci, ale także o atakach na szkoły i szpitale, jak również o nieuwzględnianiu ich przy rozdawaniu pomocy humanitarnej."

"Pod tym sformułowaniem rozumiemy także nadużycia seksualne – powiedział papieskiej rozgłośni Filippo Ungaro. - Widzimy ciągły wzrost takich przypadków, ciągłe pogarszanie się sytuacji także w krajach, gdzie teoretycznie wojny już nie ma. Takim krajem jest np. Afganistan, gdzie odnotowujemy dużą liczbą zabójstw i okaleczeń dzieci“.

Filippo Ungaro zaznaczył, że wojna nie czyni żadnych rozróżnień, między dziewczynkami a chłopcami. Jest jednak prawdą, ze chłopcy są bardziej narażeni na bombardowania i zabójstwa. Dziewczynki natomiast częściej są porywane, padają ofiarami gwałtów lub wykorzystywane są jako tarcze wojenne. Jako przykład takich okropnych działań podał Birmę oraz Nigerię, gdzie islamscy terroryści z Boko Haram gwałcą małe dziewczynki, aby nie mogły cieszyć się swym dzieciństwem i świadomie niszczą im przyszłość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję