Reklama

Wiem, że to Bóg mnie uratował

2018-03-14 11:03

Z Arturem Dreifingerem rozmawia ks. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 11/2018, str. 14-15

Mateusz Banaszkiewicz
Arturo Dreifinger z ks. Ireneuszem Skubisiem na dziedzińcu redakcji „Niedzieli”, 2006 r.

W 2006 r. redakcję „Niedzieli” odwiedził Arturo Dreifinger, Żyd mieszkający w Argentynie. Jak się okazało, w czasie II wojny światowej życie uratował mu m.in. ks. Antoni Marchewka, późniejszy redaktor naczelny „Niedzieli”. Po latach przybył z Argentyny do Polski, aby przejść śladami swego dzieciństwa. Zbierał też materiały do książki na ten temat. Ks. Ireneusz Skubiś przeprowadził z nim wywiad na temat jego wojennej przeszłości. Zapis tej rozmowy ukazał się w „Niedzieli” nr 46/2006 . Dziś, gdy zaistniała potrzeba, aby pokazywać światu fakty świadczące o tym, jak podczas II wojny światowej Polacy ratowali Żydów, przypominamy w „Niedzieli” wywiad z Arturem Dreifingerem.

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – Co z czasów wojny najbardziej utkwiło Panu w pamięci?

ARTURO DREIFINGER: – Gdy miałem siedem lat, wybuchło Powstanie Warszawskie. Po jego upadku, po zbombardowaniu Warszawy przez dwadzieścia dni ukrywałem się z mamą w piwnicy. Nagle zjawili się Niemcy i wygnali nas wszystkich na ulicę. Dzieci do lat 10 miały stać na zewnątrz, a dzieci powyżej 10 lat miały odwrócić się do ściany. Ich ojcowie również. Po sekundzie wszyscy ci mężczyźni i chłopcy zostali rozstrzelani.

– Czy miał Pan rodzeństwo?

– Nie. Byłem tylko z mamą, od której mnie oddzielono. Tego dnia zostałem na świecie sam. Z miejsca rozstrzelania ludzie zaprowadzili mnie do Czerwonego Krzyża, którego siedziba mieściła się dwieście metrów dalej. Stamtąd ktoś wsadził mnie do samochodu i wywiózł do podwarszawskich Włoch. Tam zostałem sam. Nie wiedziałem, dokąd iść, nie miałem co jeść. Była noc. Siedziałem na ulicy i płakałem. Minęła mnie jedna osoba, druga, trzecia i pytały, co mi jest, dlaczego płaczę. Nie wiedziałem, co powiedzieć, mówiłem, że nie mam matki, że ją zgubiłem, że jestem sam i nie mam gdzie iść. Jacyś ludzie wzięli mnie do swojego domu. Miałem pyzatą twarz i to było dla mnie zbawienne, bo ludzie często bali się brać wychudzone dzieci do domu ze strachu przed chorobami. W tym domu byłem może jeden dzień, a na drugi wzięto mnie do innego. Mówiono po prostu: „Tadzik, musisz już iść”. Pytałem: Dlaczego?, niczego nie rozumiejąc.

– Co ludzie odpowiadali?

– „Ty wiesz dlaczego” – mówili. Bali się mówić wprost: „Bo jesteś Żydem”. I tak szedłem od domu do domu. Słyszałem różne rzeczy, np.: „Jak stąd nie pójdziesz, to nas zabiją, mnie, moją żonę, dzieci – i ciebie. Musisz iść. I nie mów nikomu, że tu byłeś. Masz bieliznę, trochę jedzenia i idź”. I tak co noc, co dzień.
Pewnego razu ktoś zabrał mnie do Pruszkowa. Było mi tam bardzo dobrze, traktowano mnie jak syna. Stamtąd zabrano mnie do Częstochowy.

– I właśnie wtedy zetknął się Pan z ks. Marchewką?

– Tak, ale nie od razu. Gdy przyjechałem, czekali na mnie: pewien mężczyzna, ok. 30-letni, kobieta oraz dziewczynka, może w moim wieku. Kobieta, z którą przyjechałem, oddała mnie temu mężczyźnie i odeszła bez słowa. A my pojechaliśmy do domu. Zastałem tam jeszcze jednego chłopca w moim wieku. Następnego dnia rano przyszedł do tego domu ksiądz, jak się później okazało, był to ks. Antoni Marchewka. „To ty jesteś Tadzik?” – zapytał.

– ...Tadzik?

– Tak. Miałem zmienione imię. W czasie okupacji mama zdecydowała, że będę się nazywać Tadeusz Stenawka.
Ksiądz zaprowadził mnie wtedy do maleńkiego pokoju, w którym mieszkał. Były tam jedno łóżko, ubikacja, drabina i stół. Ksiądz powiedział, żebym nie wychodził na ulicę i nie podchodził do balkonu. Przez cały dzień siedziałem więc w środku i czekałem na niego.
Ksiądz wychodził rano i przychodził wieczorem. Któregoś dnia wziął mnie ze sobą do kościoła. Odtąd chodziłem tam z nim codziennie. Kiedyś dał mi białą suknię – komżę, która była potrzebna, gdy trzeba było używać kadzidła.

– Ale nie został Pan u ks. Marchewki dłużej...

– Nie. Przyszedł dzień, kiedy ksiądz powiedział: „Tadzik, musimy iść”. Pamiętam ten poranek do dziś. Było jeszcze ciemno, padał deszcz i na ulicy nie było ludzi. Pojechaliśmy do Krakowa. Ksiądz przyprowadził mnie do wielkiego domu, w którym były drabinki i było bardzo dużo dzieci w wieku od 4 do 15 lat. Dano mi jeść, ale przyszły starsze dzieci i zabrały mi jedzenie. Bardzo się wtedy bałem... W bramie ksiądz powiedział, żebym codziennie modlił się do Pana Boga. Ja wiem, że to Bóg mnie uratował. Ksiądz wziął moją rękę i pocałował ją. Płakał. Zostawił mnie z tymi dziećmi i poszedł. Nigdy go już więcej nie widziałem.

– Pobyt w Krakowie okazał się zbawienny, odnalazła tam Pana matka...

– Tak. W tym domu mieszkałem ok. 10-15 dni, nie pamiętam dokładnie. Pewnego dnia usłyszałem moje nazwisko: „Stenawka, Stenawka”. Zabrano mnie i jeszcze trzech chłopców, moich rówieśników, do innego sierocińca pod Krakowem. Przebywałem w nim aż do zakończenia wojny. Pracowałem właśnie przy sadzeniu kartofli, kiedy usłyszałem, jak ktoś krzyczał, że skończyła się wojna. Myślałem: co to znaczy, że wojna się skończyła? Co teraz ze mną będzie, co zrobię, dokąd pójdę?
Przyjechały wielkie rosyjskie czołgi i codziennie któryś z rosyjskich oficerów przychodził do sierocińca, by adoptować jakieś dziecko. Zapisywał tylko na niewielkiej kartce, gdzie mieszka i jak się nazywa, i odchodził z dzieckiem. Mnie dwa czy trzy razy też chciano adoptować, ale ja nie chciałem. Powiedziałem, że chcę mieszkać w sierocińcu, choć nie było nam lekko, jedliśmy tylko czarny chleb i czasem trochę białego sera.
Wreszcie nadszedł pamiętny dzień. Dziewczyna, która nas pilnowała, zawołała: „Tadzik, chodź, ktoś pyta o ciebie”. Kto może o mnie pytać? – zdziwiłem się. Przecież jestem sam, nie mam ojca, matki... Bałem się iść, myślałem, że ktoś chce mnie adoptować. Ale ona jeszcze raz przyszła po mnie: „Tadzik, ktoś chce cię widzieć”. Poszedłem za nią i zobaczyłem młodą kobietę. Patrzyłem na nią i pytałem siebie, kim jest ta kobieta. Kiedy podeszła, chciałem uciekać. Ale ta kobieta zawołała: „Artuś!”. Zrobiło mi się dziwnie, ale w głowie dźwięczało, że nazywam się Tadzik. Ona wzięła mnie za rękę, wycałowała i mówi: „Pamiętasz? To ja jestem!”. Nie pamiętałem i nie chciałem sobie przypominać. Bałem się. Dopiero kiedy dotknąłem twarzą jej głowy, włosów, poczułem zapach domu rodzinnego... To była moja matka! Przeżyłem szok.

– Dokąd udaliście się wtedy z matką?

– Do Pragi. Mama pisała co noc listy do Rosji, bo w armii rosyjskiej był mój ojciec. Wysłała chyba ze 100 listów do różnych miast. Po jakimś czasie dotarł do nas ojciec, który uciekł z Rosji. Nie pamiętam, jak długo byliśmy w Pradze. Potem wyjechaliśmy do Paryża. Mama miała brata w Argentynie, który przebywał tam od 1927 r. Zaprosił nas, kupił bilety na statek. Z Bordeaux popłynęliśmy do Brazylii. Tam chciano, byśmy zostali. Ale mama pragnęła jechać dalej, do brata. Polecieliśmy samolotem z Brazylii do Argentyny, a następnie pociągiem pojechaliśmy do Mendozy, gdzie mieszkam do dziś.

– Dlaczego teraz przyjechał Pan do Polski?

– Aby lepiej poznać historię ks. Antoniego Marchewki, a także swoją. Nie jestem już najmłodszy, pamięć się zaciera, a ja chciałbym te wydarzenia ocalić od zapomnienia. Przygotowuję książkę na ten temat. Myślę, że będzie ona ważnym świadectwem i że przyczyni się do przełamania pewnych historycznych stereotypów. Wielu Polaków narażało przecież swoje życie, by ocalić Żydów...

Tagi:
Żydzi

Polska Rada Chrześcijan i Żydów sprzeciwia się atakom na Żydów

2019-05-15 19:56

Magdalena Czyż,PRChiŻ, maj / Warszawa (KAI)

Niepokój z powodu pojawiających się w ostatnich tygodniach w Polsce wypowiedzi atakujących Żydów, postaw agresywnych oraz napięć na tle wzajemnych relacji wyraża Polska Rada Chrześcijan i Żydów. W przesłanym KAI Oświadczeniu Rada odnosi się m.in. do kontrowersji wokół amerykańskiej ustawy 477 wyrażając przekonanie, że rozwiązanie trudnego problemu własności utraconej przez Żydów w Europie w związku z Zagładą wymaga dobrej woli wszystkich zainteresowanych stron. Apeluje też do wszystkich osób kształtujących opinię publiczną o przeciwstawianie się postawom nienawiści wobec Żydów.

hurk/pixabay

Publikujemy treść oświadczenia:

Oświadczenie Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów

W ostatnich tygodniach wzmagają się w Polsce napięcia, które budzą nasz głęboki niepokój. W życiu publicznym – i to nie na jego marginesie – pojawiły się wypowiedzi atakujące Żydów. Do najbardziej bulwersujących należy kazanie bpa Andrzeja Jeża, który cytował oskarżenia sprzed 100 lat, sugerując, że Żydzi mają plan zwalczania Kościoła i że to może tłumaczyć kłopoty, które ma obecnie Kościół. Ponieważ te oskarżenia zostały wypowiedziane w obecności wielu księży, można się obawiać, że są one świadectwem przyzwolenia na antysemickie postawy znane z czasów przedwojennych. Budzi to zrozumiałe obawy Żydów a także wszystkich tych, którzy nie godzą się na to, żeby życie społeczne budować na nienawiści.

Wydarzeniem, które odbiło się szerokim echem w Polsce i na świecie, jest powrót do ludowego zwyczaju chłostania podobizny Judasza w Pruchniku. Niezależnie od faktu, że zachęcanie dzieci do walenia kijami w postać ludzką jest wątpliwe wychowawczo, problem polega na tym, że podobizna ta była ucharakteryzowana na stereotypowego Żyda, a zatem faktycznie chodziło o zachęcanie do bicia Żydów. Miało ono charakter symboliczny, ale nie można uniknąć pytania, czy nie jest to kształtowanie mentalności, która ułatwi agresję realną.

Istnieje pewien realny problem, który bywa wykorzystywany jak pretekst. Mianowicie część z obecnych napięć wynika z protestów przeciwko amerykańskiej ustawie 447, JUST Act, nakazującej rządowi USA zrobienie raportu o własności utraconej przez Żydów w Europie z powodu wojennej Zagłady. Budzi to wielkie emocje w Polsce. Problem restytucji jest znacznie szerszy, dotyczy nie tylko Żydów: śmierć milionów obywateli w czasie wojny i transfery kolejnych milionów ludzi po wojnie stworzyły gigantyczne trudności prawne, których władze Polski nie podjęły w sposób należyty ani od razu po wojnie, ani po 1989 roku. Rozumiemy obawy Polaków mieszkających w domach, które należały kiedyś do innych właścicieli, bo wyobrażają sobie ich utratę w wyniku restytucji. Wiadomo poza tym, że ma miejsce wiele oszukańczych prób przejęcia nieruchomości przez rzekomych pełnomocników rzekomych żydowskich spadkobierców. Szczególne kontrowersje budzi zagadnienie mienia bezspadkowego. Uważamy też, że pełne rekompensaty byłyby zbytnim obciążeniem dla Polski. Jednakże uważamy zarazem, że nieuwzględnianie faktu utraty własności z powodu wymordowania całych rodzin w ramach wojennej Zagłady jest sprzeczne z poczuciem sprawiedliwości. Upłynęło już wiele dziesięcioleci i wydaje się, że nie ma idealnego rozwiązania. Niemniej jednak jakieś rozwiązanie powinno zostać wypracowane przez wszystkie zainteresowane strony. Wyobrażalne są rozstrzygnięcia kompromisowe, np. rekompensata symboliczna. Wymaga to dobrej woli obu stron. Nasze przygnębienie budzi fakt, że obecne reakcje w Polsce przekraczają granicę między protestowaniem we własnym interesie a całościową postawą antyżydowską. Uważamy, że jest to nie do przyjęcia i przywodzi na myśl najmniej chwalebne okresy relacji polsko-żydowskich.

Jako polscy chrześcijanie i Żydzi wierzymy we wspólnotę, która wynika i ze wspólnych korzeni biblijnych i ze wspólnego życia w naszym kraju. Zwracamy się z apelem do polityków, duchownych, dziennikarzy i innych osób, które kształtują opinię publiczną, o przeciwstawianie się zachowaniom, które zatruwają atmosferę, promują postawy nienawistne, obwiniają Żydów o wszelkie zło. Jeśli napięcia i złe emocje będą rosnąć nadal, grozi to nam wszystkim nieobliczalnymi konsekwencjami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Poczta Polska honoruje znaczkiem Annę Walentynowicz

2019-06-24 12:56

Justyna Siwek

Portret Anny Walentynowicz widnieje na najnowszym znaczku Poczty Polskiej, który trafia do obiegu 24 czerwca br. Uroczysta prezentacja znaczka odbędzie się w Stoczni Gdańskiej w historycznej Sali BHP z udziałem rodziny dawnej opozycjonistki oraz przedstawicieli rządu, IPN-u i Poczty Polskiej. Rok 2019 – zgodnie z decyzją Sejmu – to rok Anny Walentynowicz.

media.poczta-polska.pl

Znaczek obiegowy z wizerunkiem Anny Walentynowicz przedstawionej na tle stoczniowych dźwigów zostaje wprowadzony do obiegu w nakładzie 1 mln sztuk. Jego autorem jest Maciej Jędrysik.

– Dzisiaj Poczta Polska wprowadza do obiegu znaczek z wizerunkiem Anny Walentynowicz. To wyraz uznania dla tej wybitnej postaci. Nazwisko Anny Walentynowicz ma swoje godne miejsce w historii polskiego ruchu robotniczego i w historii Polski. Emitując ten znaczek Poczta Polska wypełnia niezwykle ważną misję edukacyjną – mówi minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.

media.poczta-polska.pl

We wrześniu 1980 r. Anna Walentynowicz została członkiem Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego w Gdańsku. Była jedną z najpopularniejszych postaci „Solidarności”. Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. została internowana w Fordonie, a następnie w Gołdapi. W 1981 r. Służba Bezpieczeństwa próbowała ją otruć. Po wypuszczeniu na wolność współorganizowała głodówki, uczestniczyła w licznych spotkaniach w kościołach, pisała osobiste protesty i oświadczenia skierowane do władzy. W okresie PRL była wielokrotnie nękana przez komunistów.

– Nie ulega wątpliwości, że to jedna z najważniejszych postaci w najnowszej historii Polski. Odegrała kluczową rolę w latach 80 i 90. Kiedy na początku sierpnia 1980 r., na pięć miesięcy przed odejściem na emeryturę, rozwiązano z nią umowę o pracę, robotnicy Stoczni Gdańskiej zażądali natychmiastowego przywrócenia jej do grona zatrudnionych. Właśnie to żądanie stało się pierwszym postulatem strajku, który rozpoczął się 14 sierpnia w Stoczni Gdańskiej – mówi Przemysław Sypniewski, prezes zarządu Poczty Polskiej.

Za swoją działalność Anna Walentynowicz została odznaczona w maju 2006 r. przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Orderem Orła Białego. Zginęła w katastrofie samolotu prezydenckiego 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

– Poczta Polska upamiętnia na znaczkach i kartkach pocztowych najważniejszych Polaków. Anna Walentynowicz należy do tego grona. Ta skromna, ale też niezwykle silna kobieta powinna być wzorem do naśladowania dla współczesnych. Bez niej nie byłoby wolnej i niepodległej Rzeczpospolitej. Winni jesteśmy oddawać jej należny hołd – podkreśla Przemysław Sypniewski.

Oprócz okolicznościowego znaczka Poczta Polska wydała, w limitowanej wersji, kopertę FDC, czyli kopertę wydawaną w pierwszym dniu obiegu znaczków. Widnieje na niej wizerunek Anny Walentynowicz oraz grafika przedstawiająca jeden z numerów „Robotnika Wybrzeża”, pisma Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża z ułożoną na wierzchu kromką chleba. Periodyk wydawany był nieregularnie od sierpnia 1978 do maja 1980 roku. Walentynowicz wchodziła w skład redakcyjny tej gazety.



O znaczku:

autor projektu: Maciej Jędrysik

liczba znaczków: 1

wartość: 8,70 zł

nakład: 1 000 000 szt.

technika druku: rotograwiura

format znaczka: 25,5 x 31,25 mm

papier: fluorescencyjny

arkusz sprzedażny: 100 znaczków

data wprowadzenia do obiegu: 24 czerwca 2019 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wręczono medale zasłużonym dla Archidiecezji Warszawskiej

2019-06-24 22:37

Łukasz Krzysztofka

40 osób świeckich i jedna siostra zakonna zostało nagrodzonych medalami "Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej", które w archikatedrze warszawskiej, w jej święto patronalne św. Jana Chrzciciela, wręczył metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.

Łukasz Krzysztofka
Odznaczeni medalem "Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej" z kard. Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim

Uhonorowanie medalami odbyło się przed uroczystą Mszą św. odpustową, którą z metropolitą warszawskim koncelebrowali proboszczowie parafii nagrodzonych osób.

- Najbardziej cenię sobie to, że wszyscy odznaczeni w sposób szczególny potrafią praktykować swoje powołanie na mocy powołania chrzcielnego, które jest u podstaw wszystkich powołań – powiedział w homilii podczas Mszy św. metropolita warszawski. Kard. Nycz przywołał słowa papieża Franciszka, który uczy, że u podstaw wszystkich szczegółowych powołań stoi miłość. - Jeśli nie ma miłości u podstaw, będzie się tylko krążyć wokół spraw własnych – nawiązywał do słów Ojca św. metropolita warszawski.

Pasterz Kościoła warszawskiego podkreślił również, że przyznane dzisiaj odznaczenia, do których kandydatów zgłaszali proboszczowie ich parafii, są dowodem na mocną współpracę duchownych ze świeckimi i ich odpowiedzialność za Kościół lokalny. – Za tę współpracę bardzo wam dziękuję i proszę Boga, żeby nigdy nie zabrakło takich katolików świeckich, przez których Słowo Chrystusa jest obecne wszędzie tam, gdzie są posłani ludzie – powiedział na zakończenie homilii kard. Nycz.

Wśród uhonorowanych medalem „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej” znalazł się m.in. prof. Włodzimierz Kluciński – wieloletni rektor Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, należący od lat do Komitetu Promocyjnego Budowy Świątyni Opatrzności Bożej oraz jego małżonka Jadwiga Klucińska, z zawodu ekonomistka, zaangażowana m.in. w budowę kościoła oraz wolontariat Caritas w parafii Wniebowstąpienia Pańskiego na Ursynowie.

Jedyna w gronie odznaczonych siostra zakonna – s. Leonia Maria Kalandyk ze Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej od 20 lat pracuje w parafii Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. Była katechetką w szkole podstawowej i gimnazjum. Założyła wspólnotę Kręgu Biblijnego RUAH, ponadto pracuje jako kancelistka, przygotowuje młodzież i dorosłych do przyjęcia sakramentów.

Z sylwetkami wszystkich nagrodzonych osób można zapoznać się na stronie archidiecezji warszawskiej:

http://archidiecezja.warszawa.pl/aktualnosci/zaangazowani-swieccy-z-medalami-za-zaslugi-dla-archidiecezji-warszawskiej/

Medale „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej” przyznawane są dwa razy w roku: w uroczystość Objawienia Pańskiego – 6 stycznia i uroczystość patronalną stołecznej archikatedry św. Jana Chrzciciela – 24 czerwca. Otrzymują je przede wszystkim świeccy zaangażowani w prace na rzecz diecezji lub parafii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem