Reklama

Helena – misja, która trwa

2018-03-21 09:42

Wanda Mokrzycka
Edycja wrocławska 12/2018, str. V

Wanda Mokrzycka
Podczas promocji książki w Trzebnicy

24 stycznia 2017 r. media podały informację o śmierci Heleny Kmieć, wolontariuszki Salwatoriańskiego Wolontariatu Misyjnego, której życie zostaje odebrane w czasie misji w Cochabambie, w Boliwii

Ewelina Gładysz i Przemysław Radzyński, autorzy książki pt. „Helena. Misja możliwa”, wydanej nakładem wydawnictwa Salwator, spotkali się z czytelnikami 8 marca 2018 r. w Gminnym Centrum Kultury w Trzebnicy, by przybliżyć proces pracy nad książką, o której mówią, że została „wysłuchana”. Jej treść tworzą rozmowy przeprowadzone z bliskimi sercu Helenki osobami.

Światła gasną i naszym oczom ukazują się dwie dziewczyny. Ciepłe spojrzenia, prostoduszność – jedna z nich to Helena Kmieć, wolontariuszka Salwatoriańskiego Wolontariatu Misyjnego. Dziewczęta pokazują swoje pokoje. Każdy mebel jest podpisany po hiszpańsku. Chcą się uczyć tego języka, by móc zrozumieć dzieci, dla których, wraz z siostrami Służebniczkami Dębickimi, przygotowują ochronkę. Z radością otwierają kolejne pomieszczenia, opowiadając o tym, dla kogo są przeznaczone i co namalowały na ścianach, by dzieciom było tu dobrze. Kamera zatrzymuje się na widocznym z okna pomniku Cristo de la Concordia. Jest plan, żeby tam pójść. Ale 24 stycznia 2017 r. tragedia niweczy plany.

„Helena przyszła do nas przez pomyłkę, a właściwie razem z dziennikarską nierzetelnością” – tak Ewelina Gładysz i Przemysław Radzyński rozpoczynają swoją opowieść o Helenie. Obydwoje pochodzą z Trzebnicy, związani z Salwatorianami, obydwoje zawodowo związani ze słowem pisanym. Zainteresowali się młodą misjonarką, bo media plątały się w gąszczu informacji, myląc Trzebinię (siedziba Salwatoriańskiego Wolontariatu Misyjnego) z Trzebnicą (rodzinnym miastem autorów), Salwatorianów z Salezjanami, itd. Z każdą, samodzielnie zdobytą informacją odkrywali dobro, które było treścią życia Heleny Kmieć. Poznawali „niezwyczajnie zwyczajną dziewczynę”, o której zapragnęli opowiedzieć światu.

Reklama

„Zależało nam, żeby ukazać Helenę na każdym etapie jej życia. Dlatego wśród 29 rozmówców można znaleźć zarówno członków rodziny, jak i przyjaciół z ośrodka misyjnego, z pracy, ze studiów, czy ze szkoły muzycznej” – tłumaczy Ewelina.

Jednym z trudniejszych do przeprowadzenia spotkań zdawało się być to z rodzicami po stracie córki. Ku wielkiej uldze dziennikarzy wizyta w domu rodzinnym Helenki okazała się być bardzo przyjazną, pełną ciepła, otwartości i troski. Na pożegnanie Ewelina z Przemkiem wspomnieli, że idą jeszcze „przywitać się z Helenką” [na cmentarz, przyp. red.] , na co pani Kmieć odpowiedziała: „Ale do nieba się państwo jeszcze nie wybieracie?” i przytuliła ich serdecznie.

Równie emocjonującym momentem pracy nad książką był wywiad z Michałem, chłopakiem Helenki. Autorzy starali się dowiedzieć, kim jest człowiek, w którym misjonarka czuła oparcie i z którym, po powrocie z Boliwii, planowała założyć rodzinę. Strata ukochanej uświadomiła Michałowi, że „da się żyć po świętemu”, zwyczajnie, rozwijając pasje i talenty a potem dzieląc się nimi z drugim człowiekiem. Ofiarowując mu swój czas. A wszystko z miłości do Boga.

Autorzy opowiedzieli także o okładce książki, na której znajduje się zdjęcie legitymacyjne z linii lotniczych, w których pracowała Helena, a także krzyżyk misyjny.

Wolontariuszka Salvatora miała cztery takie krzyże, bowiem posługiwała na placówkach w Rumunii, na Węgrzech, w Zambii, a ostatni dostała 6 stycznia 2017 r., w czasie Mszy, na której została posłana do Boliwii.

W czasie pogrzebu misjonarki jeden z krzyżyków został włożony do trumny, drugi trafił do rodziców, trzeci podarowany został ks. Mirosławowi Stankowi SDS dla wolontariuszy Ośrodka Misyjnego, czwarty oddany na ręce bp. Jana Zająca, wujka Helenki, który jako emerytowany kustosz Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach miał go tam przekazać z prośbą o modlitwę za mordercę dziewczyny.

Jednak z rozmowy zamieszczonej na łamach książki „Helena. Misja możliwa”, dowiadujemy się, że biskup używa tego krzyża także „na wynos”. By pokazać go młodzieży w trakcie ich bierzmowania i przybliżyć im sens tego sakramentu, sens dojrzałej wiary.

W czasie trzebnickiego spotkania z książką Ewelina Gładysz i Przemysław Radzyński zaprosili do rozmowy obecnych na sali Teresę Kmieć, siostrę Helenki, ks. Piotra Filasa – prowincjała Salwatorianów, ks. Mirosława Stanka SDS odpowiedzialnego za Wolontariat Misyjny Salvator, a także Martę Trawińską, która reprezentuje Fundację im. Heleny Kmieć.

Tagi:
Helena Kmieć

Śląsk: Spotkania z siostrą zamordowanej w Boliwii Heleny Kmieć

2019-10-13 18:40

ks. SK / Katowice (KAI)

W Wyższym Śląskim Seminarium Duchownym w Katowicach, w Pszczynie oraz Tychach gościła Teresa Kmieć, siostra zamordowanej w Boliwii misjonarki Heleny. Podczas spotkań dzieliła się swoim odkrywaniem relacji z Chrystusem.

facebook/Helena Kmieć

– To nie jest tak, że ja chcę kontynuować misję Helenki – mówiła Teresa Kmieć podczas spotkań. – Każda z nas ma swoją „misję”. Helenki była inna, moja jest inna – stwierdziła.

Podczas spotkań Teresa podzieliła się swoją drogą chrześcijańską, która jest mocno związana z Ruchem Światło-Życie. – Owszem, myślałam już wcześniej o misjach, ale zawsze było coś do zrobienia – powiedziała.

Podzieliła się również tym, że poznała misje przez swoją siostrę Helenę, która mocno angażowała się w salezjański wolontariat misyjny. – W końcu kiedyś mnie tam zaprosiła i tak zaczęła się moja przygoda z misjami – stwierdziła.

Pytana o swoją relację z siostrą stwierdziła, że nikt nie spodziewał się tego, że Helenka nie wróci z półrocznego wyjazdu na wolontariat. – Już wcześniej była w Afryce, czy na Węgrzech i zawsze wszystko szczęśliwie się kończyło. Nikt nie spodziewał się takiej sytuacji – mówiła.

Podczas spotkania miała również miejsce projekcja filmu „Helenka” ukazującego zaangażowanie młodej misjonarki, jak również pokazującego to, jak najbliżsi oraz inne osoby posługujące na misjach przeżyły tragiczne wydarzenia. – Przebaczyliśmy mordercy, odbywa teraz sprawiedliwą karę – stwierdza na filmie ojciec sióstr misjonarek. – Ludzie też mówią o łaskach, jakie się dzieją przez wstawiennictwo Helenki – dodaje mama Teresy i Heleny.

Spotkania z Teresą Kmieć zostały zorganizowane przez alumnów śląskiego seminarium oraz członków Ruchu Światło-Życie. Wpisują się one w wydarzenia związane z nadzwyczajnym miesiącem misyjnym ogłoszonym przez papieża Franciszka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obraz Matki Bożej Częstochowskiej w S. Giovanni Rotondo

2019-11-14 11:15

Jasna Góra

W poniedziałek 11 listopada rozpoczęła się peregrynacja kopii Jasnogórskiej Ikony we włoskim Sanktuarium św. Ojca Pio w San Giovanni Rotondo.

youtube.com

Na lotnisku Matka Boża została uroczyście powitana nie tylko przez gospodarzy Sanktuarium, ale także przez władze miejskie, o czym dowiadujemy się z relacji Beaty Grzyb, Polki pracującej w Sektorze Biura Pielgrzyma przy Sanktuarium św. Ojca Pio.

„Dzisiaj mamy trzeci dzień obecności Matki Bożej w San Giovanni Rotondo – opowiada Beata Grzyb - Kiedy 11 listopada na naszym lotnisku wylądował helikopter byliśmy z delegacją: burmistrz miasta, bracia kapucyni, prowincjał, nasz ojciec rektor i inna znacząca grupa braci. Czekaliśmy wzruszeni, ja z bukietem biało-czerwonych róż, z kokarda i polską flagą”.

Obecnie jak przyznaje pani Beata trwają modlitewne spotkania mieszkańców miejscowości i pielgrzymów z wizerunkiem 'Madonna Nera' - jak nazywają Ją Włosi. I choć znają Ją przede wszystkim dzięki postaci papieża Polaka - św. Jana Pawła II, relacje Włochów z Częstochowską Madonną mają charakter bardzo indywidualny i intymny.

„Spoglądałam na włoskich ludzi, byli wzruszeni, płakali. Spojrzałam na matkę z dzieckiem, która tam bardzo długo siedziała jeszcze po różańcu. Obraz był już zasłonięty, wszyscy mieli wychodzić a ona pozostała, by kontynuować modlitwę” – mówi Beata Grzyb.

Obraz Matki Bożej do S. Giovanni Rotondo dotarł dzięki kapucynowi o. Romanowi Ruskowi. W czwartek 7 listopada Moderator Grup Modlitwy św. Ojca Pio w Polsce zabrał go z Jasnej Góry, by przewieźć na włoską ziemię. Peregrynacja zakończy się 25 listopada.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Boliwia: wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka

2019-11-17 20:18

Ks. Szymon Zurek (Vaticanews) / Santa Cruz del Sierra (KAI)

W Boliwii kontekst Światowego Dnia Ubogich w tym roku jest zupełnie wyjątkowy. Trwający trzy tygodnie kryzys rządowy, spowodował zwiększenie niepokoju w społeczeństwie i masowe protesty. W kraju rośnie bieda i wiele rodzin nie ma co jeść. W pomoc potrzebującym aktywnie włączają się Caritas i inne organizacje kościelne.

Galyna Andrushko/pl.fotolia.com

Pokojowy, ale jednak protest, blokady, niemożność realizowania codziennych obowiązków, podjęcia pracy: wszystko to przyczyniło się do tego, że w peryferyjnych dzielnicach np. dwumilionowego miasta Santa Cruz de la Sierra, wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka. Należałoby właściwie wskazać, że Dzień Ubogich trwa w tutejszych parafiach od ponad dwóch tygodni. Sąsiedzi organizują między sobą tzw. „olla común” czyli wspólne gotowanie, mając na względzie przede wszystkim te rodziny, którym nie starcza pieniędzy na zakup żywności. "Jest to piękne świadectwo solidarności między sąsiadami, bez względu na wyznanie wiary czy przekonania polityczne" – uważa pracujący tam polski kapłan ks. Szymon Zurek.

W parafiach grupy Caritas rozeznawały w tych dniach konkretne potrzeby najbardziej potrzebujących rodzin, by móc przygotować na Niedzielę Ubogich obiady i zanieść je do dzielnic. Np. w parafii św. Franciszka z Asyżu przygotowano ponad 450 porcji obiadów. W całe to dzieło byli zaangażowani członkowie wszystkich grup parafialnych: katechiści, grupa młodzieżowa, grupy muzyczne, lektorzy, animatorzy Kościelnych Wspólnot Podstawowych, Legion Maryi.

Ks. Zurek podkreślił, że w tym szczególnie trudnym czasie dla Boliwijczyków, możliwość podzielenia się z najbardziej potrzebującymi braćmi i siostrami, jest piękną okazją do praktykowania przykazania miłości, przelania wiary, którą żyją, która im dała tyle siły w trudnych dniach kryzysu, w konkretny czyn miłosierdzia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem