Reklama

Duszpasterstwo małżeństw w kryzysie

2018-04-04 10:33

Ks. Marek Dziewiecki
Niedziela Ogólnopolska 14/2018, str. 46-47

aytuncoylum/fotolia.com

Gdy odchodzi mąż albo żona, to pierwszym zadaniem kapłanów jest pomaganie opuszczonemu małżonkowi, by pozostał wierny przysiędze małżeńskiej. Wierność jest błogosławieństwem dla tego, kto respektuje złożoną przez siebie sakramentalną przysięgę. Jest też błogosławieństwem dla dzieci, które widzą, że przynajmniej jeden z rodziców potrafi wiernie kochać, a także dla niewiernego małżonka, gdyż – jeśli się nawróci – ma szansę na powrót i uratowanie rodziny. Z pomocą Boga każde małżeństwo sakramentalne można ocalić

Co roku rozpada się w Polsce ponad sześćdziesiąt tysięcy małżeństw. Rośnie też liczba małżeństw, które okazały się nieważne. Bywa i tak, że ktoś świadomie dopuszcza się świętokradztwa, gdyż przyjmuje od drugiej osoby przysięgę, której sam nie chce albo nie jest w stanie dochować.

Kryzys małżeństwa czy małżonków?

Rozpad małżeństw czy nieważne małżeństwa to nie tylko dramat małżonków. To także bolesna porażka kapłanów, którzy przygotowywali narzeczonych do ślubu i mieli moralny obowiązek weryfikować ich dojrzałość. Powinni też wyjaśniać, że małżeństwo katolickie to nie jedno z praw obywatelskich, lecz sakrament, który jest przywilejem osób trwających w przyjaźni z Chrystusem i kierujących się Jego nauczaniem. W związkach osób niedojrzałych dochodzi do dramatycznych krzywd i przemocy. Cierpienie w małżeństwie zaczyna się już wtedy, gdy ktoś przestaje okazywać miłość, a nie dopiero wtedy, gdy dręczy czy zdradza. Małżonkowie nie przysięgają sobie zaledwie tego, że nie będą krzywdzić, lecz że w dobrej i złej doli będą kochać.

Chronić przed najgorszym

Duszpasterstwo trudnych małżeństw powinno chronić przed najbardziej skrajnymi i trudno odwracalnymi formami kryzysu, którymi są nie tylko rozpad małżeństwa i rodziny, lecz także wikłanie się w grzechy nieczyste czy wchodzenie w związki cudzołożne. Zadaniem kapłana jest wyjaśnianie, że istnieje radykalna różnica między sytuacją małżonków, którzy z uzasadnionych powodów żyją w separacji i mogą przystępować do Komunii św., a sytuacją małżonków, którzy uwikłali siebie oraz inne osoby w związki cudzołożne, z dramatycznymi tego konsekwencjami dla ludzi dorosłych i dla dzieci. Od kilku dziesięcioleci niektórzy kapłani uwikłani są w rodzaj politycznej poprawności, gdy chodzi o duszpasterstwo małżonków w kryzysie. Na pierwszym bowiem miejscu postawili organizowanie duszpasterstwa dla tych, którzy weszli w tzw. związki niesakramentalne i uwikłali w ten sposób siebie oraz inne osoby w grzechy nieczyste. Za kryzys małżeński oraz rozpad małżeństwa odpowiedzialność – chociaż zwykle w różnym stopniu – ponoszą zarówno mąż, jak i żona. Obydwoje w jakimś zakresie okazali się niedojrzali. Jeśli jednak jedno z małżonków pozostaje wierne sakramentalnej przysiędze i nie wchodzi w związki cudzołożne, to nie łamie własnego sumienia, respektuje swoje małżeńskie i rodzicielskie obowiązki oraz trwa w przyjaźni z Bogiem.

Reklama

Zasady pomagania

Jeśli kapłan zaczyna troskę o małżonków w kryzysie od tego, że zakłada grupy wsparcia dla tych, którzy weszli w nowe związki, to – świadomie czy nie – sugeruje, iż w każdym przypadku kryzys małżeński prowadzi do tego, że mąż i żona wchodzą w związki pozamałżeńskie i że w tej sytuacji nie pozostaje nic innego jak duszpasterstwo związków niesakramentalnych. Na szczęście wielu opuszczonych małżonków zachowuje wierność wobec niewiernego męża czy wobec niewiernej żony. Wspieranie takich małżonków stwarza szansę na uratowanie ich małżeństwa i na scalenie rozbitej rodziny. Pomaga też w czytelny sposób pokazywać zgodny z Ewangelią cel duszpasterstwa związków niesakramentalnych. Celem tym jest powrót obojga małżonków do życia zgodnego ze złożoną przez nich przysięgą. Duszpasterstwo małżonków w kryzysie nie może być zorganizowane w sposób, który daje choćby pozory stwarzania komuś komfortu trwania w cudzołóstwie. Ksiądz to urzędowy świadek przysięgi małżeńskiej. Jeśli stanowczo nie przypomina błądzącym o podjętych przez nich zobowiązaniach, to staje się świadkiem wiarołomnym.

Konkretny przykład

Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Oto w jednej z parafii w niedzielnej Mszy św. uczestniczy kobieta z trójką nastoletnich dzieci. Kilka lat temu mąż opuścił ją i potomstwo. Stwierdził, że jego uczucie do żony wygasło. Wyprowadził się i zamieszkał z kochanką.

Pod koniec Eucharystii celebrans ogłasza, że chce zapoczątkować w parafii duszpasterstwo małżeństw w kryzysie i w związku z tym prosi, aby zapisywały się osoby żyjące w związkach niesakramentalnych. Łatwo sobie wyobrazić, co w takiej sytuacji będzie przeżywać opuszczona żona, która podejmuje heroiczny nieraz wysiłek, żeby trwać w wierności małżeńskiej i chronić dzieci przed błędnym przekonaniem, iż łamanie przysięgi małżeńskiej przez męża czy żonę daje drugiemu małżonkowi prawo do tego samego. Łatwo też wyobrazić sobie ból trójki nastolatków opuszczonych przez tatę. Mają przecież powody, by myśleć, że ksiądz nie interesuje się losem ich matki ani ich losem, lecz jedynie – a w każdym razie na pierwszym miejscu – okazuje troskę o tego, kto złamał swoją przysięgę, zlekceważył Boga i bliskich oraz uwikłał trzecią osobę w związek cudzołożny.

I że cię nie opuszczę...

Pierwszym celem duszpasterstwa małżonków w kryzysie jest pomaganie im, by nie szukali rozwiązań, które wydają się łatwe, lecz by szukali wyłącznie takich rozwiązań, które są zgodne ze złożoną przed Bogiem sakramentalną przysięgą małżeńską. To jedyna Boża droga rozwiązywania trudności. Jeśli doszło już do tego, że ktoś z małżonków wszedł w nowy związek, a opuszczony małżonek trwa w wierności i czeka na jego powrót, to zadaniem kapłanów jest wyjaśnianie, iż warunkiem przystępowania do Komunii św. jest powrót do opuszczonego małżonka. Inaczej ten, kto odszedł, ma na sumieniu ciężki grzech zaniedbania przysięgi miłości i trwania przy małżonku aż do śmierci. Niezgodne z Ewangelią jest przekonanie, że wystarczy nie współżyć w nowym związku, by móc przystępować do Komunii św.

Ten warunek jest wystarczający wyłącznie wtedy, gdy opuszczony małżonek nie chce powrotu tego, który odszedł. Usprawiedliwieniem dla pozostania w nowym związku nie może być troska o nieślubne dzieci, gdyż miłość małżeńska ma pierwszeństwo przed miłością rodzicielską. Istnieje sakrament małżeństwa, ale nie istnieje sakrament rodzicielstwa. O los nieślubnych dzieci uczciwie troszczy się ten, kto nie dopuszcza się cudzołóstwa. Wie bowiem, że jeśli przekaże życie dzieciom poza małżeństwem, a zatem wbrew zobowiązaniom podjętym wobec małżonka i wobec ślubnych dzieci, to będzie krzywdził wszystkich: swoich bliskich, osobę, którą uwikła w cudzołóstwo, i dzieci, które się zrodzą z nowego związku.

Kościół poważnie traktuje człowieka

W obliczu kryzysu małżonków kapłani powinni przypominać, że Kościół nigdy nie zaakceptuje rozwodów, gdyż respektuje wolę Jezusa (por. Mt 19, 3-12) i poważnie traktuje człowieka, który składa przysięgę miłości aż do śmierci. Z drugiej strony duszpasterze powinni równie stanowczo wyjaśniać, że Kościół daje małżonkowi prawo do skutecznej obrony – do separacji włącznie – gdyż równie poważnie jak przysięgę małżeńską traktuje cierpienia krzywdzonego małżonka i krzywdzonych dzieci. Separacja to nie odwołanie miłości, lecz to miłość na odległość. Po zawarciu małżeństwa żona czy mąż nie stają się własnością tej drugiej osoby. Również w małżeństwie obowiązuje zasada: to, że cię kocham, nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził. Im więcej narzeczeni wiedzą o prawie do obrony przed krzywdą, do separacji włącznie, tym wcześniej i tym bardziej stanowczo mają szansę reagować na pierwsze przejawy kryzysu małżeńskiego. Wiedzą bowiem, że miłość to bycie dobrowolnym darem, a nie naiwną ofiarą. Z kolei dla małżonka, który wchodzi w kryzys, świadomość, że ta druga strona nie jest naiwna, stanowi najlepszą motywację do tego, by czuwać nad sobą i by przezwyciężać swoje słabości. Gdy ktoś z ludzi szukających u kapłana porady i wsparcia nie przyjmuje rozwiązań zgodnych z Ewangelią, to pozostaje nam ufna modlitwa w jego intencji i nadzieja, że któregoś dnia zrozumie, iż nie istnieją lepsze sposoby przezwyciężania trudności niż te, które proponuje Chrystus.

Ks. dr Marek Dziewiecki, duszpasterz rodzin i popularny rekolekcjonista, psycholog, terapeuta uzależnień

Tagi:
rodzina

Reklama

Przybywa dzieci bez doświadczenia życia rodzinnego – rozmowa z Rzecznikiem Praw Dziecka

2019-12-11 12:45

Rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Będę bronić rodzin, bo to najlepszy sposób na obronę praw dzieci – stwierdza w rozmowie z KAI Rzecznik Praw Dziecka. Zdaniem Mikołaja Pawlaka za 10 lat będziemy mieć około 40 proc. dzieci bez faktycznego doświadczenia rodziny. Rzecznik opowiada się za wprowadzeniem w Polsce blokowania treści pedofilskich i pornograficznych, tak, jak zrobiono to w Wielkiej Brytanii. 14 grudnia mija rok od objęcia przez Mikołaja Pawlaka funkcji Rzecznika Praw Dziecka.

youtube.com

Tomasz Królak (KAI): Czy Pańskim zdaniem istnieje szansa na zbudowanie szerokiej koalicji społecznej na rzecz ochrony dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym? Ten temat żyje praktycznie wyłącznie w odniesieniu do Kościoła.

Mikołaj Pawlak: - Niektórzy posłowie zarzucili mi niedawno w Sejmie, że nie zajmuję się tym problemem. Mają albo wyjątkowo złą wolę, albo krótką pamięć, bowiem przez ostatnie pół roku, od czasu pamiętnej konferencji prasowej biskupów i filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, to właśnie ja działałem bardzo aktywnie przy tworzeniu ustawy o komisji badającej nadużycia seksualne. Zgłaszałem wiele merytorycznych, krytycznych uwag do ustawy, tak aby uczynić z niej realne, skuteczne narzędzie do wyjaśnienia wszystkich przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci. Nie słyszałem jednak w trakcie procedowania ustawy opinii Sądu Najwyższego czy Rzecznika Praw Obywatelskich w tej sprawie. Rozumiem więc, że ci strażnicy prawa nie mają uwag, choć nie będę zdziwiony, jak po rozpoczęciu prac przez komisję usłyszę falę krytyki z ich strony.
Zawsze podkreślałem, że kwestia ochrony dzieci wymaga ścisłej współpracy nas wszystkich, bowiem są to istoty najsłabsze i niezależnie od naszych poglądów musimy strzec ich praw. W walce z wykorzystywaniem dzieci musimy rozpoznać wszystkie zagrożenia, w świecie wirtualnym i realnym, a nie skupiać się jedynie na jednej grupie społecznej czy jednej instytucji, gdzie odkryto takie haniebne praktyki.
Episkopat podał, że od 1 stycznia 1990 roku do 30 czerwca 2018 roku zgłoszenia wykorzystywania seksualnego małoletnich dotyczyły 382 duchownych. A samych skazań za przestępstwa seksualne wobec dzieci w ciągu jednego roku jest w Polsce kilkaset, bywa że prawie tysiąc. W skali 25 lat daje to kilkadziesiąt tysięcy wyroków. To nie jest problem jakiegoś konkretnego środowiska, tylko niestety powszechny.

- Jakie kroki zamierza Pan podjąć, żeby dzieci były lepiej chronione?

- – Ogromnym zagrożeniem jest internet. Niedawno spotkałem się na Sycylii z ekspertami ze stowarzyszenia „Meter” założonego przez ojca Fortunato di Noto. Oni od lat ściśle współpracują z włoską policją przy wykrywaniu siatek pedofilskich. Z ich ustaleń wynika, że w internecie są trzy miliony zdjęć pedofilskich i milion filmów, działają setki stron i ponad 200 czatów. Część z nich to „inicjatywy” polskie. Gdy Włosi mają już potwierdzone informacje, że coś podejrzanego dzieje się w naszym kraju, alarmują polskie służby. Ten system monitoringu działa dosyć sprawnie. Ale problemem wciąż pozostaje edukacja i niestety kwestia wyciągania konsekwencji prawnych. Jeśli jest przestępstwo, cyberprzemoc, powinna być kara. Odpowiednie paragrafy Kodeksu karnego są. Odnoszę jednak wrażenie, że nie wszystkim zależy, aby wszystkie takie przypadki ścigać z równą surowością i zaangażowaniem.

- Komu nie zależy?

- – Tym, którzy na tym zarabiają. I mam na myśli nie tylko sprawców cyberprzemocy, ale także różnego rodzaju pośredników, platformy internetowe, serwisy, które nie kwapią się, by blokować patotreści. Bez ich aktywnego zaangażowania w obronę dzieci nie da się powstrzymać cyberprzemocy, bo w miejsce jednego zamkniętego źródła cyberprzemocy powstanie pięć nowych, bo wciąż będą mieli gdzie rozpowszechniać swoje brudne materiały i na nich zarabiać.

- Widzi Pan szansę takiej szerokiej koalicji w obronie dzieci?

- – Kluczowe są działania finansowe. Całe zło bierze się bowiem ze szlamu internetu. To tam skupia się pedofilia i zły przekaz. Przestępcy zarabiają na reklamach, na oglądalności, klikalności. Musimy odciąć ich od pieniędzy. Musimy zebrać wszystkie instytucje - od NASK, przez operatorów internetu, po prawodawców - żeby wspólnie opracować sposób na powstrzymanie tego szlamu. Może na wzór brytyjski da się tego dokonać, wprowadzając odpowiednie algorytmy czy blokady. Skoro można było zablokować na kilka dni moje konto na Twitterze jedynie za użycie pewnych określeń, które algorytm uznał za podejrzane, a były to tylko cytaty z artykułów prasowych, to tym bardziej można zablokować treści wprost mówiące o pornografii albo wprowadzić metodę weryfikacji dostępu do takich treści, np. poprzez kartę kredytową, której nie mogą używać dzieci. To na pewno ten proceder ograniczy.

- Czy jednak nie powinno się dążyć do tego, by wytyczne obowiązujące już teraz w Kościele wypracowały także inne środowiska, grupy zawodowe, instytucje, tak aby mocniejsza ochrona dzieci obowiązywała w całym społeczeństwie?

- – Kościół wprowadził takie regulacje, wewnętrzne komisje koordynują działania i nie ma już w Kościele akceptacji dla takiego zachowania. Czy da się je wprowadzić w każdym innym środowisku? Wątpię. Czy np. środowisko artystów byłoby w stanie przeprowadzić taką skoordynowaną akcję, odpowiednie dochodzenie? A potem pilnować przestrzegania regulacji? Nie sądzę, bo to zbyt różnorodna grupa.
Musimy skupić się na przestrzeganiu obowiązującego prawa, bo to wciąż kuleje. Trzeba np. pilnować zasady, że każdy pracodawca sprawdza kandydatów do pracy z dziećmi w rejestrze pedofilów. Tak stanowi prawo, ale z praktyką jest już różnie, a to przecież podstawy prewencji. Całemu złu nie zapobiegniemy, ale musimy tworzyć narzędzia do walki ze złem i ich konsekwentnie używać.

- Problem polega chyba i na tym, że znacząca część przestępstw seksualnych wobec nieletnich dokonuje się w rodzinach, gdzie sprawcą okazuje się ojciec, wujek, dziadek, ojczym, konkubent, więc wprowadzenie norm do poszczególnych grup zawodowych niewiele by dało...

- – Dlatego musimy głośno mówić o każdym przypadku molestowania dziecka i surowo karać sprawców. Musimy edukować, tłumaczyć nie tylko to, co jest przestępstwem, lecz także jakie zachowania grożą deprawacją czy demoralizacją, niezależnie od tego, czy sprawcą jest muzyk, ksiądz, edukator, wujek, ojczym czy ciocia. Być może pod moimi auspicjami powinien powstać – skonsultuję to z naukowcami i specjalistami – leksykon wyjaśniający podstawowe pojęcia, takie jak rodzina, małżeństwo, deprawacja, demoralizacja... Jaka jest etymologia danego słowa, co ono oznacza oraz co niektórzy chcieliby, żeby oznaczało.

- Sądzę, że kulturowo jesteśmy w Polsce w takim punkcie, że opublikowanie wspomnianego leksykonu wznieciłoby ogromną wrzawę. Trudno byłoby dziś o porozumienie wobec tych podstawowych pojęć.

- – Niestety to prawda, bo tak już było z opublikowanym przeze mnie 24 października listem otwartym o prawach dziecka do życia i wychowania w rodzinie. Czy zawarłem w nim cokolwiek sprzecznego z naturą? Napisałem tylko, że życie bierze się z mężczyzny i kobiety. Słowo rodzina pochodzi od „rodzić”. Cóż, nie będzie rodzenia z dwóch panów, to się po prostu nie uda.
Odnoszę się z pełnym szacunkiem i prawidłowo rozumianą tolerancją do wszelkich odmienności. Musimy jednak pamiętać o właściwej hierarchii praw. Ich utrwalenie byłoby jednym z celów wspomnianego leksykonu. Czasami podnoszą się bowiem głosy w obronie aborcji i wydłużania czasu, do którego zabicie dziecka miałoby być dopuszczalne. Są prawa kobiet, ale jest prawo do życia i musimy rozstrzygnąć, które jest pierwsze, ważniejsze. Chodzi o hierarchię.
Słynne krakowskie sześcioraczki, które niedawno odwiedziłem, urodziły się w 22. tygodniu życia. Najmłodsza dziewczynka miała około 800 gramów. W Holandii mogłoby się zdarzyć, że takie dzieci byłyby zabite w majestacie prawa, bo tam aborcja jest dopuszczalna do 22. tygodnia. Rzecznik Praw Dziecka ma stać na straży prawa do życia, zdrowia, wychowania w rodzinie, edukacji, spraw społecznych i socjalnych. Taka jest hierarchia praw.

- Czy myśli Pan, że pornografię w internecie udałoby się jednak jakoś prawnie okiełznać, kontrolować, ograniczyć, skoro powszechnie wiadomo, że sieje ona spustoszenie w dziecięcej psychice i może skutkować bardzo niedobrze w realnym życiu? Jak w tym aspekcie wygląda polskie ustawodawstwo?

- Słabo wygląda. Złe treści są powszechnie dostępne, także dla dziecka. Nie ma żadnych realnych przeszkód, żeby np. 9-latek mógł obejrzeć sobie w internecie dowolny film pornograficzny czy dowolny materiał z patotreściami najgorszego typu. To choroba cywilizacyjna, zaraza, której nie było 20 czy 30 lat temu. W tamtych czasach były „świerszczyki” i kasety sprzedawane na bazarach. Dostęp do pornografii był mocno ograniczony. Internet zło upowszechnił. Czy można to zmienić? Nie mam wątpliwości, że tak, bo technologia pozwala na wprowadzenie daleko idących ograniczeń. Dzięki technologiom stosowanym np. na lotniskach potrafimy identyfikować ludzi po siatkówce oka, mamy już samochody bez kierowców, rozwiniętą sztuczną inteligencję... Nie jest, moim zdaniem, żadnym problemem, aby skutecznie blokować treści pedofilskie i pornograficzne. Bardzo dobrze rozwiązują to już Brytyjczycy, którzy po wielkiej rewolucji obyczajowej dostrzegli problemy, jakie z niej wyniknęły, i próbują to naprawić.

- Będzie się Pan starał, żeby pójść tym tropem?

- – Kontaktuję się z rzecznikami z Wielkiej Brytanii, tam własnych rzeczników ma Anglia, Szkocja, Walia, Irlandia Północna, a nawet wyspa Jersey. Poznaję ich metody działania. Być może ich pomysły da się wprowadzić w Polsce, np. ograniczenie dostępu do pornografii poprzez konieczność autoryzacji kartą kredytową. Nie chodzi o wprowadzenie odpłatności, tylko weryfikację, że dana osoba skończyła 18 lat. Przecież w świecie realnym takie ograniczenia funkcjonują od lat, np. przy zakupie alkoholu czy papierosów. Dlaczego nie mielibyśmy wprowadzić realnych ograniczeń dla dzieci w dostępie do pornografii w internecie, która także uzależnia i przynosi złe skutki?

- Kiedy patrzy Pan na wszelkie problemy występujące wśród dzieci, kwestia samobójstw musi być szczególnie niepokojąca?

- – Co roku znika w ten sposób kilka klas w Polsce. To jest bardzo poważny problem.

- Pojawia się pytanie o stan psychiatrii dziecięcej, który, jak zewsząd słychać, jest alarmistyczny.

- – Zaniedbania dotykają nie tylko psychiatrii, ale w ogóle medycyny dziecięcej. Począwszy od neonatologii po pediatrię. I nie jest to tylko kwestia brakujących finansów, ale przede wszystkim wielu lat zaniedbań kadrowych i braku perspektywicznego myślenia. Jeżeli chcemy mieć zdrowe społeczeństwo za lat 15, to musimy pracować nad tym już dzisiaj. Jest taki projekt Ministerstwa Zdrowia, który mocno wspieram i chciałbym, by jak najszybciej wszedł w życie.

- Jakie sprawy trafiają do Pana najczęściej?

- – Konflikty rodzinne, zwłaszcza spory rodziców o dzieci. Przystępuję do takich spraw i chciałbym, żeby w ciągu najbliższych kilku lat sądy, Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie, ale także całe społeczeństwo miało świadomość, że dzieci mają swojego niezależnego obrońcę - że nie będą już tak łatwo traktowane jak piłeczka pingpongowa w rozgrywce rodziców. Często pouczam rodziców, ostrzegam ich, powstrzymuję przed eskalacją żądań. To zazwyczaj działa. Niestety, to najczęściej z problemów rodzinnych biorą się też patologiczne zachowania dzieci. Dochodzi nawet do tragedii, jak zabójstwo w szkole na warszawskim Wawrze, atak bombowy na Kujawach, zabójstwo dziewczynki we Wrocławiu, znana sprawa Dawidka zabitego przez ojca – wszystko było efektem degrengolady relacji rodzinnych.

- Degrengolada postępuje, więc pracy będzie Panu raczej przybywało.

- – Gdy jako adwokat chodziłem do sądu okręgowego, było tam 12 sal, z czego w ośmiu od rana do wieczora były same rozwody. Statystyki mówią same za siebie: w 2018 roku na 192 tysiące zawartych małżeństw było 63 tysiące rozwodów. Każdy rozwód to dramat, zwłaszcza dla dziecka. Dlatego tak bardzo zależy mi na uchwaleniu ustawy dotyczącej rodzinnego postępowania informacyjnego. Szacunki mówią, że dzięki temu rozwiązaniu liczba rozwodów może zmaleć o 20 procent, bo rodzicom uda się porozumieć. Obecny stan powoduje, że za 10 lat będziemy mieć już nie 20, ale 40 proc. dzieci bez faktycznego doświadczenia rodziny. Te dzieci będą dorastać bez prawidłowych wzorców rodzinnego życia.

- Społeczeństwo budowane przez ludzi, którzy nie mają doświadczenia rodzinnego będzie z pewnością innym społeczeństwem.

- – Rodzina w rozumieniu klasycznym, naturalnym, w pełni ukształtowana „produkuje” znacznie mniej patologii. I żadna inżynieria społeczna, żadna antyrodzinna propaganda tego nie zmieni. Przestępczość rodzi się ze zła, a zło rozwija się łatwiej w toksycznym środowisku. Zdrowo funkcjonująca rodzina przeciwdziała złu – dlatego trzeba wspierać, i zawsze to będę robił, wszelkie inicjatywy, które promują prawidłowe postawy rodzinne jako sposób na przeciwdziałanie złu, patologiom, a w efekcie przestępczości. Dlatego musimy pomagać rodzinom, a nie z nimi walczyć. I ja, dopóki będę Rzecznikiem Praw Dziecka, będę bronić rodzin, bo to najlepszy sposób na obronę praw dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zwyczaje ważniejsze od Boga

2019-11-19 12:16

Bp Andrzej Przybylski
Niedziela Ogólnopolska 47/2019, str. 20

Przyjęliśmy pobożne tradycje i zwyczaje, a zgubiliśmy w nich żywego Boga

Agnieszka Bugała
To Bóg wymyślił małżeństwo i tylko On może je naprawić

Mamy dużo kościelnych zwyczajów. Największe rzesze przychodzą do kościoła wtedy, gdy coś się dzieje, i to takiego, z czym wzrastaliśmy niemal od dziecka. Jeszcze lepiej, kiedy to pobożne wydarzenie przedłużone jest biesiadowaniem. Bo jak tu nie iść do kościoła w Wielką Sobotę, kiedy święcą pokarmy? Jak nie pojawić się na Pasterce, kiedy tak nostalgicznie brzmią kolędy, i jak nie podzielić się opłatkiem, bez którego trudno sobie wyobrazić Wigilię? Lubimy, kiedy na Mszy św. sypią popiół na głowę, święcą palmy albo przykładają dwie świece do szyi, żeby leczyć choroby gardła. Podobnie jest z I Komunią św., chrztem czy sakramentem małżeństwa. Pierwszeństwo w przygotowaniu do tych najważniejszych spotkań z Bogiem mają rzeczy, które... z Bogiem niewiele mają wspólnego. Chyba każdy duszpasterz marzy dziś o tym, żeby zamiast o sukienkach i garniturach móc poważnie i wyczerpująco porozmawiać z rodzicami i dziećmi o prawdziwej obecności Boga w Eucharystii; żeby zamiast ustalać kwestię dekoracji kościoła móc z młodymi szczerze porozmawiać o małżeństwie i o tym, jak żyć, żeby działanie tego sakramentu nie skończyło się po kilku miesiącach. Nawet nie zauważyliśmy, jak zaczęło nam być wszystko jedno, czy mówimy o chrzcie czy o chrzcinach – a może nawet to drugie stało się ważniejsze niż sam sakrament? I pomyśleć, że wszystkie te zwyczaje powstały dzięki Bogu, dla Boga i ze względu na Niego. W Bogu są ich moc, skuteczność działania i całe piękno. Bóg był potrzebny, żeby zaistniały i nabrały rangi – a teraz można już Panu Bogu podziękować, bo my postanowiliśmy je sobie przywłaszczyć i zorganizować po swojemu. Przyjęliśmy pobożne tradycje i zwyczaje, a zgubiliśmy w nich żywego Boga.

W pewnej parafii podczas całodziennego wystawienia Najświętszego Sakramentu ktoś wykradł monstrancję z Panem Jezusem. Kiedy proboszcz z ogromnym bólem w sercu i ze łzami w oczach wzywał swoich parafian do modlitwy przebłagalnej za tę profanację, usłyszał dziwne pocieszenie jednej z parafianek: „Niech ksiądz tak nie rozpacza, wprawdzie monstrancja była ładna i bardzo droga, ale szybko złożymy się na nową!”. Zwyczaje stają się ważniejsze od samego Boga, a przecież one mają znaczenie tylko wtedy, kiedy dzięki nim spotykamy się z żywym Bogiem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Modlitwa o rychłą beatyfikacje Sługi Bożego ks. Wincentego Granata

2019-12-12 19:54

ks. Wojciech Kania

W kościele seminaryjnym świętego Michała Archanioła odbyła się Msza św. w 40. rocznicę śmierci Sługi Bożego Wincentego Granata, której przewodniczył bp Krzysztof Nitkiewicz.

ks. Wojciech Kania

Czas mija nieuchronnie, ktoś powiedział, że bezszelestnie, zacierając ślady po ludziach, instytucjach, cywilizacjach. Żyje dalej tylko to, co przez Boże działanie stało się ponadczasowe i wieczne. Myśli i czyny Księdza Wincentego Granata – owoc jego głębokiej relacji z Bogiem, przetrwały próbę 40. lat, jakie minęły od śmierci Sługi Bożego. Proces kanonizacyjny na poziomie diecezjalnym, którego ważność stwierdziła Stolica Apostolska, uwidocznił jeszcze bardziej piękno tej postaci, jakże ważnej dla Kościoła w Polsce. Dzisiaj rano, Ojciec św. Franciszek, na prośbę postulatora ks. kan. Krzysztofa Ciska, pobłogosławił wszystkim, którzy są zaangażowani w starania o wyniesienie na ołtarze ks. Granata oraz ks. Stanisława Sudoła. Niech obaj dalej nas inspirują, wypraszając u Boga potrzebne łaski – powiedział bp Krzysztof Nitkiewicz rozpoczynając Msze św. z okazji 40. rocznicy śmierci Sługi Bożego ks. prof. Wincentego Granata. Eucharystię koncelebrowali: bp pomocniczy senior Edward Frankowski, księża pracujący w kurii diecezjalnej i profesorowie seminarium. We wspólnej modlitwie udział wzięły siostry zakonne oraz wierni z Ćmielowa, miejsca urodzenia Sługi Bożego.

Homilię wygłosił ks. dr Adam Kopeć. – Chrystus nazywa Jana największym pośród narodzonych z niewiasty. Możemy się zapytać, jakie kryterium tak wysokiej oceny przyjął Pan Jezus? Co takiego sprawiło, że Jan był wielki? To stopień otwarcia na łaskę Bożą. Nie liczył na własne możliwości i siły. Wszystko podporządkował Jezusowi i Jego dziełu. Wielkość człowieka, to stopień otwarcia się na łaskę. To Bóg w nas i przez nas dokonuje rzeczy niezwykłych. To Bóg dokonał rzeczy niezwykłych w życiu ks. Granata. To Sługa Boży pozwolił Mu działać w swoim życiu. Oddał Mu swój czas, intelekt i możliwości – mówił kaznodzieja. Na zakończenie Mszy św. modlono się o rychłą beatyfikację Sługi Bożego.

Po Eucharystii w auli seminaryjnej wszyscy przybyli mogli wysłuchać referatu s. dr Haliny Ireny Szumił pt. „Oddany Ojczyźnie”.

Siostra w swoim referacie ukazała postać Sługi Bożego ks. Wincentego Granata jako osobę bezgranicznie oddaną Ojczyźnie. Przywołała wiele świadectw i przykładów takiej postawy, jak choćby dwukrotną odmowę przyjęcia odznaczeń państwowych. – Miłość do Ojczyzny przejawiała się u Sługi Bożego w pracy charytatywnej w okresie radomskim. W pracy apostolstwa trzeźwości. Umiłowanie Ojczyzny w okresie okupacji przejawiało się w udziale w tajnym nauczaniu oraz w przynależności do Narodowej Służby Wojskowej. Jak mówiła dalej s. Szumił, w trudnych czasach komunizmu miłość do Ojczyzny przejawiała się w wieloraki sposób w trakcie pracy na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Najpierw jako profesora, a później jako Rektora Uniwersytetu. – Warto zauważyć, że państwo ks. prof. Wincentemu Granatowi przyznawało odznaczenie i dwa razy je nie przyjął – zaznaczyła siostra prelegent.

Ks. prof. Wincenty Granat zmarł 11 grudnia 1979 r.  w Sandomierzu. Był wybitnym polskim teologiem i rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Jego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym został uroczyście zamknięty pod koniec października 2018 r. Obecnie wszystkie dokumenty są w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie.

Zobacz zdjęcia: Modlitwa o beatyfikację Sługi Bożego ks. Wincentego Granata
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem