Reklama

Współczesne galernictwo

2018-04-25 11:30

Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 17/2018, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Złote Tarasy w Warszawie

Wprowadzenie ograniczenia handlu w niedzielę pokazało, że włóczenie się po galeriach handlowych nie musi być najchętniej wybieranym przez Polaków sposobem spędzania wolnego czasu. Okazało się, że bez niedzielnych zakupów da się żyć

Prawdopodobnie już od jakiegoś czasu można mówić o przesyceniu polskiego rynku galeriami handlowymi, a mimo to wciąż ich przybywa. Od tego przybytku głowa zaczyna już boleć, jako że nowe obiekty powstają dość bezrozumnie, np. w lokalizacjach niezapowiadających godziwego zysku tym, którzy kuszeni często kłamliwymi obietnicami decydują się na otwarcie swoich firm w tych przybytkach handlu. Coraz częściej okazuje się, że potencjał konsumpcyjny w okolicy nowo otwartej galerii, nawet mimo 500+, nie jest odpowiednio wielki. Trudno powiedzieć, na co liczą deweloperzy, którzy budują te coraz to nowe pałace handlu w różnych dziwnych miejscach. Na pewno nie na swój zdrowy rozsądek.

Galerie powstają nie tylko w wielkich miastach, ale także w tych mniejszych, według prognoz demograficznych – niestety, skazanych na postępujące wyludnianie się. Tam już dziś najemcy sklepów bankrutują, bo czynsze są wygórowane, a obiecane przez właścicieli galerii kokosy pozostały tylko handlowym kłamstwem lub mrzonką.

Mimo to Polska galeriami stoi. Ich właściciele wciąż – nawet mimo ustawowego ograniczenia handlu w niedzielę – liczą na bajońskie zarobki. Bo Polska od czasów szlaku bursztynowego to przecież znakomity, nienasycony rynek. Tak dziś myślą zagraniczni właściciele galerii handlowych, bo to głównie kapitał zagraniczny zainwestował i nadal chętnie inwestuje w dziesiątki nowych centrów handlowych. Zapewne także dlatego, że w macierzystych krajach wyczerpał już swoje możliwości.

Reklama

Zachodni analitycy mówią, że galeryjny interes toczy się tam coraz wolniej, zacina się; obroty galerii handlowych od 2008 r. systematycznie spadają, a pustostany po poszczególnych sklepach w niektórych przypadkach stanowią do 50 proc. powierzchni całej galerii. W kolebce galeryjnego biznesu, w USA, przepowiada się już nawet ich koniec – przede wszystkim z powodu przestawiania się społeczeństwa na zakupy internetowe, ale też chyba z powodu znużenia galeryjnym stylem życia; faktem staje się, że Amerykanie poza tym, iż kupują przez Internet, jednak coraz chętniej wybierają zakupy w małych sklepach. Niezwykle symptomatyczne jest to, że dzisiejsza amerykańska młodzież – jak wynika z badań Uniwersytetu Michigan – nie lubi już tak jak jeszcze kilka lat temu spędzać czasu w galeriach handlowych, uważa nawet, że przebywanie w nich jest „obciachowe”.

Zamiast trzepaka

Jedno, co rzuca się w oczy przy choćby pobieżnej obserwacji galerii handlowych w polskich miastach, to ciągnące do nich o każdej porze dnia tabuny młodzieży w wieku szkolnym. Ze specjalnych badań przeprowadzonych w Zakładzie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie wynika, że przebywanie w galeriach jest sposobem na „zaspokajanie naturalnych w tej grupie wiekowej potrzeb psychologicznych i społecznych”. Bo naturalną koleją rzeczy jest, że młodzież zawsze ciągnie do miejsca i środowiska uznawanego za atrakcyjne. Psychologowie wyrażają jednak niepokój, czy zaspokajanie potrzeb psychologicznych w ten właśnie sposób jest konstruktywne. Można mieć obawy, że wręcz przeciwnie – prowadzi raczej na manowce życia i zamiast dobrych roznieca jednak złe emocje.

Dla młodzieży, która nie może sobie pozwolić na zbyt wiele zakupów, galerie są substytutem miejsc, których już nie ma lub których młodzi ludzie nie chcą z jakichś powodów dostrzegać. A galeria przynajmniej daje jakieś złudzenia.

Polska młodzież tak masowo odwiedza galerie nie dla zakupów – choć je lubi, a może nawet bywa już od nich uzależniona – raczej dla zabicia czasu i dobrej zabawy we własnym gronie. A ponadto, jak twierdzą sami nastolatkowie, częste wizyty w centrum handlowym oraz zakupy podwyższają atrakcyjność w oczach rówieśników. Głównie chodzi im jednak nie o to, żeby kupować, leczy by się spotkać, porozmawiać. Włóczą się więc po galeriach, coś przymierzają, coś oglądają, czasem robią głupie dowcipy ochroniarzom, czasem, przeważnie „dla sportu”, kradną.

Socjologowie twierdzą, że galerie po prostu zaczęły przejmować funkcję dawnych podwórek, na których młodzież gromadziła się najchętniej przy trzepakach. Wśród wielkomiejskiej młodzieży jeszcze nie wywołują znudzenia, a dla tej małomiasteczkowej są wciąż ogromną atrakcją i celem wielokilometrowych pielgrzymek, mimo że przecież nie zachwycają swoją dość zgrzebną – w porównaniu ze swoimi zachodnimi i azjatyckimi odpowiednikami – ofertą.

Totalna rozrywka

Dzisiejsze galerie starają się mieścić niemal wszystko – sklepy stały się marginesem ich egzystencji. Nierzadko można odnieść wrażenie, że czynione są wszelkie możliwe działania, aby człowiek – klient mógł spędzać pod ich dachem dosłownie całą dobę. I tak nieustannie powstają coraz większe i coraz bardziej dziwne twory handlowe.

Pierwsza współczesna – podobna do dzisiejszych, lecz nieporównanie mniejsza – galeria handlowa powstała w 1956 r. w Edinie w Minnesocie. Była naprawdę mała – po prostu duży sklep spożywczy plus kilka sklepów innych branż – lecz szybko stała się wzorem do naśladowania. To było pierwsze, odmienne od popularnych domów towarowych, zamknięte centrum handlowe. Z biegiem lat te nowe centra obok różnorodnych towarów zaczęły oferować także rozrywkę, co w zamyśle ich właścicieli miało przyciągnąć klientów.

Jednakże era lawinowego rozwoju wielkomiejskiego galernictwa rozpoczęła się dopiero w latach 80. XX wieku, kiedy to zaczęto specjalnie projektować duże powierzchnie handlowe i tworzyć coś na kształt bliskowschodnich ogromnych zadaszonych bazarów, których historia liczy sobie kilkaset lat (Grand Bazaar w Stambule powstał już w 1461 r.).

Te współczesne „bazary” mają coś z kolorytu swych praszczurów, starają się je naśladować, dostosowując do potrzeb współczesnego człowieka, a może raczej kształtować i zwielokrotniać te potrzeby, zamykać je w okowach XXI-wiecznego konsumpcyjnego blichtru. Mimo to te coraz bardziej monstrualne świątynie handlu i rozrywki zaczynają wyraźnie przegrywać z podobnie już działającymi gigantycznymi galeriami internetowymi.

Aby zapobiec totalnemu bankructwu i wizji olbrzymich pustych murów straszących podobnie jak rudery starych fabryk – a taką przyszłość wieszczą galeriom niektórzy ekonomiści i socjologowie – właściciele galerii od kilku już lat dosłownie stają na głowach, aby przyciągnąć ludzi rozlicznymi atrakcjami. W latach 90. minionego wieku w wielkie centra handlowe zaczęli inwestować giganci biznesu rozrywkowego, m.in. Disney, Universal, Warner i inni; w amerykańskich galeriach handlowych powstawały wtedy pierwsze tzw. parki tematyczne.

W polskich galeriach nikogo już nie dziwią różnego rodzaju salony usługowe, kawiarnie czy „wydarzenia artystyczne”. Daleko im wszakże do tego, co oferują zagraniczni giganci, i zapewne w Polsce chciano jeszcze tę ogromną lukę zagospodarować, jednak Polska to przecież nie USA czy Emiraty Arabskie.

W łódzkiej Manufakturze – jednym z największych polskich centrów handlowych – stworzonej w 2006 r. na bazie odrestaurowanych wnętrz po fabrykach włókienniczych, na 110 tys. m2 powierzchni znajdują się muzea, kina, dyskoteki, ponad 250 butików i sklepów, kilkadziesiąt restauracji, a także ponad 3-hektarowy rynek pełniący funkcję otwartej przestrzeni publicznej.

W wielu polskich galeriach znajdziemy dziś kina i kluby fitness, kręgielnie, szkoły tańca, salony kosmetyczne i SPA, usługi stomatologiczne, a nawet punkty medyczne (głównie medycyny estetycznej). Taka szeroka oferta, jak twierdzą właściciele galerii, bardzo podoba się Polakom. Ponoć cieszą się zwłaszcza z pojawiających się w galeriach usług medycznych... A aż 40 proc. klientów deklaruje, że odwiedza galerię handlową po to, by skorzystać z oferty rozrywkowej centrum, bo jak wynika z badań własnych galerii, 89 proc. osób, które odwiedziło kino, wybrało to, które znajdowało się właśnie w centrum handlowym. Czyżby rzeczywiście galerie stały się dla coraz większej liczby Polaków miejscem spotkań numer 1, jak entuzjastycznie zapewniają ich menedżerowie, którzy deklarują jednocześnie gotowość do rozszerzania oferty stosownie do miejscowych potrzeb? Miejmy nadzieję, że tak nie jest.

Kościoły i lwy morskie

Trudno jednak sobie wyobrazić – przynajmniej na razie – by w którejś z galerii zbudowano osiedle mieszkaniowe, szkołę czy nawet przedszkole (co najwyżej są specjalne kąciki i gadżety dla dzieci, aby nie przeszkadzały rodzicom w robieniu zakupów) albo kościół, choć już wtedy, kiedy galerie dopiero zaczęły się pojawiać i zagospodarowywać wszystkie niedziele Polaków, takie pomysły też się pojawiały. Obecnie w centrach handlowych na świecie znajduje się ok. 20 kaplic i kościołów różnych wyznań chrześcijańskich.

Polskie galerie starają się wzbudzać emocje konsumenckie na wszelkie możliwe sposoby, jednakże na szczęście nie będą chyba w stanie konkurować z takimi gigantami, jak np. jedno z tokijskich centrów handlowych, w którym mieszczą się Szpital Johna Hopkinsa, hotel Ritz-Carlton, galerie sztuki, lub z Mall of the Emirates w Dubaju, które szczyci się... obiektem narciarskim (jak przystało na kraj pustynny). Aczkolwiek wszystko przed nami i być może jakiś inwestor wymyśli kolejną galerię ze skocznią narciarską, by zagrać na sentymentach i pasjach Polaków.

W największym na świecie centrum handlowym – West Edmonton Mall (rok powstania: 1981) w Edmonton, w kanadyjskiej Albercie, znalazły się tzw. rejony tematyczne (np. Europa Boulevard i Chinatown), park rozrywki Galaxyland oraz jezioro, w którym żyją lwy morskie. Największe w Europie centrum handlowe – Istanbul Cevahir pyszni się szklanym dachem i drugim co do wielkości zegarem na świecie. Z ciekawej konstrukcji szklanego dachu znane są także warszawskie Złote Tarasy...

Trwa światowy wyścig wielkich galerii handlowych na łowienie konsumentów; wciąż powstają nowe – coraz większe, z coraz to bardziej wymyślnymi pułapkami. Jeden z pierwszych architektów tego typu budowli zakładał, że będą one w coraz większym stopniu służyły życiu społecznemu oraz obywatelskiej aktywności. Czy jednak rzeczywiście centra handlowe są w stanie odgrywać taką rolę, jak przez wieki poczciwy miejski rynek, który był przecież nie tylko centrum biznesowym, ale przede wszystkim miejscem spotkań integrujących i socjalizujących miejską społeczność? Czy galerie handlowe naprawdę zapewniają możliwość nieprzelotnych międzyludzkich kontaktów? Czy pomysł tworzenia placów wiecowych na terenie galerii rzeczywiście pomoże społeczeństwu obywatelskiemu czy raczej wynaturzy obywatelskie wiecowanie?

Nad Wisłą wielkie galerie handlowe z całą pewnością cieszą się od chwili swego zaistnienia wielkim prestiżem, dowartościowują miejscowości, w których powstały, są – od początku były tak przedstawiane – wyznacznikiem ogólnonarodowego dobrobytu, bo Polacy wciąż kupują jak szaleni i wszyscy się z tego cieszą. Jednakowoż daje się już zauważyć także pewne trendy odwrotu od mody na galerie. W Warszawie np. znane i drogie marki wolą odrębną lokalizację w centrum miasta niż w tutejszych galeriach, a galerniane kawiarenki nie są już ulubionym miejscem spotkań tych, którzy chcą być „trendy”. To całkiem dobry znak na przyszłość.

Tagi:
zakupy sklep

Zakaz handlu w niedzielę staje się faktem. Dziś weszła w życie nowa ustawa

2018-03-01 12:55

wpolityce.pl

Weszła w życie ustawa ograniczająca handel w niedziele. Zgodnie z nią handel w niedziele będzie ograniczany - do dwóch niedziel w miesiącu w tym roku i jednej niedzieli w miesiącu w 2019 r. Od 2020 r. będzie obowiązywał zakaz handlu w niedziele z pewnymi odstępstwami.

pixabay.com

Zgodnie z nowym prawem w każdym miesiącu będą dwie niedziele handlowe - pierwsza i ostatnia. Od 1 stycznia 2019 roku będzie to tylko jedna niedziela w miesiącu - ostatnia, a od 1 stycznia 2020 roku będzie obowiązywał zakaz handlu we wszystkie niedziele z wyjątkiem siedmiu w roku.

Od 2020 roku wolne od handlu będą tylko: dwie niedziele handlowe przed świętami Bożego Narodzenia, jedna przed Wielkanocą i cztery dodatkowo - ostatnie niedziele: stycznia, kwietnia, czerwca oraz sierpnia.

Ponadto - jak zapisano w ustawie - w Wigilię Bożego Narodzenia oraz w sobotę bezpośrednio poprzedzającą Wielkanoc handel będzie możliwy tylko do godz. 14.

Oznacza to, że w 2018 roku Polacy będą mogli zrobić zakupy w 21 niedziel.

W marcu zakupy zrobimy w dwie niedziele - 4 i 25 marca. W kwietniu, w związku ze świętami Wielkanocnymi, tylko jedna niedziele będzie handlowa - 29 kwietnia.

Z kolei w maju, czerwcu, lipcu, sierpniu, wrześniu, październiku i listopadzie Polacy będą mogli udać się na zakupy w pierwsze i ostatnie niedziele tych miesięcy - 6 i 27 maja, 3 i 24 czerwca, 1 i 29 lipca, 5 i 26 sierpnia, 2 i 30 września, 7 i 28 października oraz 4 i 25 listopada.

W grudniu zakaz handlu będzie obowiązywał tylko w jedną niedzielę - 9 grudnia. W pozostałe będzie można zrobić zakupy.

Zakaz handlu w niedziele nie będzie obowiązywał: w piekarniach, cukierniach, lodziarniach, na stacjach paliw płynnych, w kwiaciarniach, w handlu kwiatami, wiązankami, wieńcami i zniczami przy cmentarzach, w zakładach pogrzebowych, w sklepach z pamiątkami, w sklepach z prasą, biletami komunikacji miejskiej, wyrobami tytoniowymi, kuponami gier losowych i zakładów wzajemnych, placówkach pocztowych.

Aby pod szyldem np. kwiaciarni nie sprzedawać innych towarów niż wynika to z nazwy placówki, ustawa precyzuje, że handel w niedziele w kwiaciarniach będzie dozwolony, ale tylko wówczas, gdy przeważająca działalność będzie polegać na handlu kwiatami; w piekarniach, cukierniach oraz lodziarniach - na sprzedaży wyrobów piekarniczych i cukierniczych.

Z zakazu wyłączono także placówki handlowe w zakładach hotelarskich oraz prowadzące działalność w zakresie kultury, sportu, oświaty, turystyki i wypoczynku oraz placówki organizowane wyłącznie na potrzeby festynów, jarmarków i innych imprez okolicznościowych.

W niedziele zrobimy także zakupy w placówkach handlowych na dworcach, w portach i przystaniach morskich, w portach lotniczych, w strefach wolnocłowych, w środkach komunikacji miejskiej, autobusowej, kolejowej, rzecznej, morskiej i lotniczej, a także na morskich statkach handlowych, statkach powietrznych, platformach wiertniczych i innych budowlach morskich.

Spod zakazu wyłączono także sprzedaż ryb zarówno „z burty” oraz z punktów pierwszej sprzedaży.

Handel w niedziele będzie także funkcjonował na terenie jednostek więziennych, jednostek wojskowych, w aptekach i punktach aptecznych, w zakładach leczniczych dla zwierząt, w hurtowniach farmaceutycznych, a także w zakładach leczniczych przeznaczonych dla osób wymagających całodobowego monitoringu.

Jeśli chodzi o sklepy działające na zasadzie franczyzy - właściciel będzie mógł otworzyć w niedziele placówkę tylko wtedy, gdy sprzedaż będzie prowadził „we własnym imieniu i na własny rachunek”. Taka sama reguła będzie dotyczyła pozostałych właścicieli innych sklepów.

Od 1 czerwca do 30 września każdego roku kalendarzowego handel będzie mógł się odbywać we wszystkie niedziele w placówkach prowadzących handel częściami zamiennymi i maszynami rolniczymi. Zakaz handlu w niedziele nie będzie także obowiązywał na terenach rolno-spożywczych rynków hurtowych oraz w placówkach prowadzących skup zbóż, buraków cukrowych, owoców, warzyw lub mleka surowego.

Za złamanie zakazu handlu w niedziele grozi kara w wysokości od 1 tys. zł do 100 tys. zł., a przy uporczywym łamaniu ustawy - kara ograniczenia wolności.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Żywy Bóg na Dworcu Głównym

2019-11-13 11:47

Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 46/2019, str. 1

Delikatna, szklana monstrancja z wizerunkiem Maryi tulącej i całującej Syna – w otwartych ramionach Matki kustodium z białą Hostią: Jezus eucharystyczny – to będzie centrum kaplicy na Dworcu Głównym we Wrocławiu, której otwarcie zaplanowano na koniec roku

Archiwum
Projekt kaplicy na wrocławskim Dworcu Głównym

Kaplica zostanie wpisana do prowadzonej przez Stowarzyszenie „Communita Regina della Pace” modlitwy o pokój na świecie.

Autorem projektu kaplicy św. Katarzyny Aleksandryjskiej jest biuro projektowe inż. Andrzeja Gacka. Monstrancję wymyślił i wykona gdański artysta Mariusz Drapikowski – znany na całym świecie autor „12 Gwiazd w Koronie Maryi Królowej Pokoju”.

Dworcowa kaplica funkcjonowała do stycznia 2010 r., wtedy odprawiono w niej ostatnią Mszę św. Po rewitalizacji dworca, w miejscu po niej urządzono komisariat policji. Starania o powrót kaplicy na dworzec trwały od 2012 r. Ks. Jan Kleszcz, proboszcz parafii pw. św. Jerzego Męczennika i Podwyższenia Krzyża Świętego we Wrocławiu-Brochowie i duszpasterz kolejarzy archidiecezji wrocławskiej, od siedmiu lat, krok po kroku, nie ustaje w zbudowaniu na dworcu miejsca modlitwy – dla kolejarzy i podróżnych. Dzięki porozumieniu zawartemu w 2016 r. między PKP SA a Kurią Metropolitalną Wrocławską prace na dworcu wreszcie mogły się rozpocząć. – Pomysł jest prosty: wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu w nowej kaplicy i konfesjonał z dyżurującymi kapłanami – mówi ks. Jan Kleszcz.

Prace w miejscu przeznaczonym na kaplicę już trwają, a w pozyskiwanie środków na realizację przedsięwzięcia włączyło się wiele osób. Aktywnie kwestują młodzi z brochowskiej parafii pod opieką ks. Arkadiusza Krzeszowca.

Chętni do włączenia się w budowę kaplicy mogą kupić cegiełki albo dokonywać wpłat na konto. Inicjatywa jest tak ważna, że warto mieć w niej swój udział, nawet, gdybyśmy swoją wpłatą przyczynili się do sfinansowania choćby kawałka podłogi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Boliwia: wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka

2019-11-17 20:18

Ks. Szymon Zurek (Vaticanews) / Santa Cruz del Sierra (KAI)

W Boliwii kontekst Światowego Dnia Ubogich w tym roku jest zupełnie wyjątkowy. Trwający trzy tygodnie kryzys rządowy, spowodował zwiększenie niepokoju w społeczeństwie i masowe protesty. W kraju rośnie bieda i wiele rodzin nie ma co jeść. W pomoc potrzebującym aktywnie włączają się Caritas i inne organizacje kościelne.

Galyna Andrushko/pl.fotolia.com

Pokojowy, ale jednak protest, blokady, niemożność realizowania codziennych obowiązków, podjęcia pracy: wszystko to przyczyniło się do tego, że w peryferyjnych dzielnicach np. dwumilionowego miasta Santa Cruz de la Sierra, wiele rodzin nie ma co włożyć do garnka. Należałoby właściwie wskazać, że Dzień Ubogich trwa w tutejszych parafiach od ponad dwóch tygodni. Sąsiedzi organizują między sobą tzw. „olla común” czyli wspólne gotowanie, mając na względzie przede wszystkim te rodziny, którym nie starcza pieniędzy na zakup żywności. "Jest to piękne świadectwo solidarności między sąsiadami, bez względu na wyznanie wiary czy przekonania polityczne" – uważa pracujący tam polski kapłan ks. Szymon Zurek.

W parafiach grupy Caritas rozeznawały w tych dniach konkretne potrzeby najbardziej potrzebujących rodzin, by móc przygotować na Niedzielę Ubogich obiady i zanieść je do dzielnic. Np. w parafii św. Franciszka z Asyżu przygotowano ponad 450 porcji obiadów. W całe to dzieło byli zaangażowani członkowie wszystkich grup parafialnych: katechiści, grupa młodzieżowa, grupy muzyczne, lektorzy, animatorzy Kościelnych Wspólnot Podstawowych, Legion Maryi.

Ks. Zurek podkreślił, że w tym szczególnie trudnym czasie dla Boliwijczyków, możliwość podzielenia się z najbardziej potrzebującymi braćmi i siostrami, jest piękną okazją do praktykowania przykazania miłości, przelania wiary, którą żyją, która im dała tyle siły w trudnych dniach kryzysu, w konkretny czyn miłosierdzia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem