Reklama

Motocykliści chcą być razem

2018-04-25 11:32

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 17/2018, str. VI

Karolina Krasowska
W tym roku motocykliści po raz 7. przejadą ze Świebodzina do Ro kitna

Z ks. Jarosławem Zagozdą, proboszczem z podgorzowskiej Baczyny, rozmawia Kamil Krasowski

KAMIL KRASOWSKI: – 29 kwietnia odbędzie się 7. Diecezjalna Pielgrzymka Motocyklowa spod figury Chrystusa Króla w Świebodzinie do sanktuarium w Rokitnie. Jak narodziło się to dzieło?

KS. JAROSŁAW ZAGOZDA: – Pierwsza oficjalna pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej odbyła się w 2012 r. To było działanie oddolne. Ludzie sami chcieli taką pielgrzymkę zorganizować. Chcieli pojechać do świętego miejsca. Wybór padł na Rokitno, bo nie ma lepszego miejsca w diecezji. Pielgrzymka zawsze wygląda podobnie. Jest Koronka do Bożego Miłosierdzia, bardzo dobrze odbierana przez motocyklistów. Wielu z nich mówiło, że pierwszy raz w życiu modliło się Koronką właśnie na pielgrzymce. I to jest ważny element. Później jest sprawowana Msza św., poświęcenie motocykli i wspólne spotkanie przy stole. Od samego początku w pomoc przy organizacji pielgrzymki – w organizację przejazdu, ustawienie motocykli – zaangażowanych było wielu ludzi. I tak do tej pory współpracujemy. Taką grupą są motocykliści z Gorzowa skupieni w grupie MIŚ, którzy pomagają nam każdego roku.

– Jak wyglądały początki? Ile osób jeździło wówczas do Rokitna?

– W pierwszej pielgrzymce wzięło udział ok. 100 osób. Później ta liczba wzrastała. Najwięcej to było ok. 500 motocykli. Nie chodzi jednak o ilość, a przede wszystkim o duchowe przeżycie – modlitwę, spokojny czas wspólnie przeżywany w sanktuarium, co zawsze akcentujemy. Ilość nie ma znaczenia, chociaż wszystkie zloty i spotkania motocyklistów taki ranking prowadzą, my nie przywiązujemy do tego wagi.

– Skąd najczęściej przyjeżdżają uczestnicy pielgrzymki?

– Jak jest dobra pogoda, bo to jest bardzo ważne, to przyjeżdżają nawet spoza diecezji, z województw zachodniopomorskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego. Przyjeżdżają ludzie z Poznania, Piły, Połczyna Zdroju, Wrocławia, a także zaprzyjaźnieni motocykliści z Niemiec. Mówimy, że jest to pielgrzymka motocyklistów z naszej diecezji, ale każdy znajdzie tu swoje miejsce.

– Jakie intencje towarzyszą pielgrzymom?

– Uczestnicy przywożą swoje konkretne intencje modlitewne, które składają na ołtarzu w czasie Mszy św. sprawowanej za nich. Modlimy się, żeby Pan Bóg bezpiecznie nas prowadził, ale także polecamy zmarłych motocyklistów. Bardzo wielu ludzi prosi o Boże błogosławieństwo dla swoich rodzin. To też jest ciekawy rys – przyjeżdżają ludzie na motocyklach, ale wielu przybywa samochodami. Mąż przyjeżdża motocyklem, a żona z dziećmi samochodem. Albo dziadek z babcią przyjeżdżają za wnukiem właśnie samochodem, żeby z nim być. Dlatego wydaje mi się, że nasza pielgrzymka jest takim rodzinnym świętem.

– Czy w naszej diecezji istnieje duszpasterstwo motocyklistów?

– Kiedyś słyszałem takie powiedzenie, że każdy motocyklista ma duszpasterza w swoim proboszczu, ponieważ każdy należy do jakiejś parafii. Oficjalnie nie ma takiego duszpasterstwa, ale księża od zawsze są tam, gdzie się gromadzą ludzie. Biskup nie mianował takiego duszpasterza, ale są księża, którzy z tym środowiskiem się spotykają i duszpastersko troszczą się o nie.

– Wspominał Ksiądz, że w organizację pielgrzymki zaangażowani są członkowie Grupy Motocyklowej MIŚ. Z tego, co wiem, w pielgrzymkę zaangażowany jest także Klub Motocyklowy God’s Guards. Co to za klub?

– To klub, który zrzesza księży zajmujących się duszpasterstwem motocyklistów w całej Polsce, ale nie tylko, bo do wspólnoty należą też księża z Niemiec albo ci, którzy wyjechali na studia np. do Hiszpanii i tam też się spotykają. Mówi się, że jest to wspólnota kapłańska. W naszej diecezji jest kilku księży, którzy należą do tego klubu. Wspólnie przeżywamy rekolekcje, raz w roku bierzemy udział w pielgrzymce od Bałtyku do Tatr.

– W tym roku takie ogólnopolskie spotkanie Klubu God’s Guards odbędzie się w naszej diecezji w Kęszycy Leśnej.

– Rekolekcje odbywają się w różnych miejscach. Pierwsze były w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, później była Częstochowa, Warszawa, Tarnów, zaś w tym roku będzie to nasza diecezja. Spodziewamy się, że przyjadą do nas księża, którzy zajmują się duszpasterstwem motocyklistów w całej Polsce.

– Jakie są główne cele Diecezjalnej Pielgrzymki Motocyklowej ze Świebodzina do Rokitna?

– Religijny cel to przede wszystkim modlitwa. Motocykliści to ludzie, którzy lubią wejść do kościoła. Jak zwiedzają jakieś miejsca, to bardzo często jest tak, że zatrzymują się właśnie pod kościołem, żeby zobaczyć, wejść, przeżegnać się. Bardzo ciekawy i ważny jest też cel wspólnototwórczy. Motocykliści chcą być razem. Jak jedziemy na motocyklach, to nie ma okazji, żeby porozmawiać, bo każdy jedzie sam. Jak się spotkamy w większej albo mniejszej grupie – to dobrze jest opowiedzieć swoje wrażenia. Dzielimy się doświadczeniem – kto gdzie był, gdzie warto pojechać. Kolejny cel to promocja bezpiecznej jazdy. Jedziemy w zwartym szyku, w takiej procesji, w pielgrzymce, żeby pokazać, że na drodze trzeba bardzo mocno uważać.

– Jak Ksiądz jako organizator przeżywa pielgrzymkę?

– Bardzo się z niej cieszę. Zawsze też z niepokojem obserwuję pogodę z myślą, czy uda się przejechać. Był taki jeden rok, gdy padał grad. Myśleliśmy, że nikt nie przyjedzie, ale wręcz przeciwnie – przyjechało bardzo dużo ludzi. W takiej grupie modlitwa w Rokitnie ma dla mnie bardzo duże znaczenie. To pokazuje, że motocykliści to nie ludzie, którzy myślą tylko o tym, żeby jechać i pokonywać kilometry, ale że lubią się zatrzymać. Doświadczam też jedności, tutaj nie ma znaczenia, kto skąd jest i jakim motocyklem przyjeżdża.

– Kiedy odkrył Ksiądz swoje zamiłowanie do motocykli?

– Jako nastoletni chłopak dojeżdżałem do szkoły motorowerem. Jednak przyszedł czas, że zacząłem dużo jeździć na rowerze. Gdy byłem na jednej z parafii w Lubsku, spotkałem fajną grupę motocyklistów i właśnie tam powróciły do mnie dawne zamiłowania, spotkałem się też z dużą życzliwością ówczesnego proboszcza. Także zaczęło się to dawno, a odrodziło kilkanaście lat temu. Z motocyklami łączy mnie nić sympatii. Nie jest to żadna wielka miłość, ponieważ zdaję sobie sprawę, że nie zawsze będę jeździł, że przyjdzie taki wiek, kiedy stanie się to niebezpieczne. Nie jeżdżę daleko, ale zawsze jest to okazja do spotkania się z kimś i zobaczenia pięknych miejsc. Z motocykla wygląda to zupełnie inaczej. Można wjechać tam, gdzie nie wjedzie się samochodem, a prawo pozwala. Na mecze żużlowe też jeżdżę z kolegami księżmi na motocyklach. Wtedy zawsze można szybciej dojechać pod stadion, szybciej wydostać się spod stadionu po meczu. Na zakupy do miasta też jeżdżę na motocyklu, bo jest łatwiej i szybciej.

– Jaką maszyną Ksiądz jeździ?

– Jeżdżę miejsko-turystycznym motocyklem BMW o niedużej pojemności. Takim, żeby czuć się bezpiecznie i żeby za dużo zapasu mocy nie było (śmiech).

Tagi:
wywiad pielgrzymka sezon motocyklowy motocykliści

Reklama

Na Bożym gazie

2019-07-10 09:41

Monika Kanabrodzka
Edycja podlaska 28/2019, str. IV

Archiwum ks. J. Szymańskiego
Zakończenie sezonu motocyklowego w Brańsku

Na co dzień wykonują różne zawody. Mieszkają w różnym miejscowościach. To, co ich łączy, to wspólne zamiłowanie do motocykli. „Godboys” – grupa pasjonatów jazdy na dwóch kółkach od 2007 r. z sercem i duszą realizuje swoją pasję. Na czele z ks. Januszem Szymańskim, diecezjalnym duszpasterzem motocyklistów, kierowcy jedno- i trzyśladów biorą udział w różnych inicjatywach, wyjazdach, spotkaniach. A to wszystko w duchu modlitwy. Słynne zloty członków Stowarzyszenia Motocyklistów „Godboys” najczęściej odbywają się przy sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Bielsku Podlaskim. Na początku liczba uczestników otwarcia sezonu wynosiła ok. 70 osób, teraz to już ponad 700 pasjonatów. Fani jedno- i trzyśladów mają ułatwiony kontakt oraz dostęp do informacji, dzięki portalom internetowym założonym przez ks. Janusza: www.godboys.pl oraz www.ostrabrama.pl. O początkach pasji, wielkiej radości z jazdy oraz Bożej nawigacji dowiemy się ze świadectwa ks. Janusza Szymańskiego i Sławomira Suszko.

3 M – modlitwa, muzyka i motocykle

Moja przygoda z motocyklem rozpoczęła się bardzo wcześnie. Już w wieku 9 lat próbowałem jeździć na motorowerze mamy. Później w miarę dorastania tata pozwalał mi kierować słynną WSK-ą. Gdy miałem 12 lat, dziadek dofinansował mi zakup popularnej na tamte czasy wśród młodzieży Delty. I tak się zaczęło. Potem była własna Gazela, Cezeta i dwa Junaki, Suzuki Savage, Yamaha Dragstar, Honda i BMW. Jednego Junaka podarował mi mój starszy kolega, widząc motocyklowy zapał.

Nauka w technikum mechanicznym pozwoliła mi rozwijać pasję. Na każdej przerwie międzylekcyjnej dyskutowaliśmy wraz z kolegami o naszych maszynach i podróżach na nich. Zawzięcie analizowaliśmy każdy numer „Świata Motocykli”.

A potem przyszło powołanie kapłańskie. Podczas studiów w drohiczyńskim seminarium korzystałem z motocykla tylko na wakacjach. Realizując swoją posługę kapłańską wpadłem na pomysł, aby przyprowadzić motocyklistów do kościoła. W 2007 r. zorganizowaliśmy w Bielsku Podlaskim pierwszą Mszę św. dla środowiska miejscowych motocyklistów. Potem były następne organizowane na rozpoczęcie i zakończenie motocyklowego sezonu. Liczba motocyklistów na tych Eucharystiach dochodziła do 1000. Dbamy o to, aby na naszych spotkaniach oprócz koncertu było coś dla ciała, ale i dla ducha. W kazaniach, które głoszę, moi koledzy pasjonaci mogą usłyszeć słowo o wierze, o miłości Boga do człowieka, o przebaczeniu oraz o bezpiecznej jeździe. Bóg czeka na nawrócenie nas wszystkich, także motocyklistów. Odpowiedzialna i bezpieczna jazda niezależnie od tego, czy to będzie samochód, motocykl czy rower jest owocem przemiany kierowcy. Motocykl w domu nie może być także źródłem kłótni, podziałów i cichych dni, ale ma być ciekawą formą spędzania wolnego czasu. Wielu motocyklistów jeździ na wycieczki z żonami. Wtedy na pewno motocykl nie jest źródłem kłótni, lecz wspólnej pasji.

W tym roku po raz 12. zorganizowaliśmy motocyklową pielgrzymkę do Wilna, do Ostrej Bramy, w której wzięło udział 160 osób z całej Polski. Wielu moto-pielgrzymów uczestniczyło w tej pielgrzymce kolejny raz. Twierdzą, że nie mogą wyobrazić sobie czerwca bez tej pielgrzymki. Dwa razy uczestniczyliśmy w Rajdzie Motocyklowym „Jan Paweł II do Rzymu.” Mam także za sobą motocyklową pielgrzymkę do Fatimy w 2009 r. Przejechałem wtedy za jednym wyjazdem 12 tys. km.

Na początku września krucjata moto-różańcowa spotyka się także w Kodniu. Proszę sobie wyobrazić facetów w skórach i kombinezonach motocyklowych wspólnie odmawiających Różaniec.

Dla mnie, jako kapłana, jest to najpiękniejszy widok. I cieszę się, bo każdy z nich ma jakąś intencje, w jednym przypadku to będzie prośba o zdrowie dla współmałżonka, w innym modlitwa o dobre wychowanie dorastających dzieci i zgodę w rodzinie. Osobiście podczas tegorocznej pielgrzymki do Wilna dziękowałem Panu Bogu za dar kapłaństwa i motocyklową pasję. Dla mnie jako kapłana motocykl stał się pomostem, po którym z Dobrą Nowiną mogę dotrzeć do licznej grupy ludzi kochających 3 M – modlitwę, muzykę i motocykle.

Ks. Janusz Szymański, diecezjalny duszpasterz motocyklistów

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Pius X

2016-08-18 14:21

Bp Ignacy Dec
Edycja świdnicka 34/2016, str. 5

Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych/pl.wikipedia.org

Święty Pius X nazywał się wcześniej Józef Sarto. Urodził się 2 czerwca 1835 r. we wsi Riese, położonej między Vicenzą a Trewirem, jako syn krawcowej i listonosza. Studia filozoficzno-teologiczne odbył w Padwie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1858 r. Odtąd przechodził kolejno przez prawie wszystkie stanowiska kościelne. Był wikariuszem, potem proboszczem, następnie kanonikiem i kanclerzem kurii, prefektem i ojcem duchownym w seminarium. W 1884 r. papież Leon XIII powołał go na stolicę biskupią w Mantui. Tu okazał się dobrym pasterzem i wspaniałym organizatorem życia kościelnego. W dowód uznania w 1893 r. został mianowany patriarchą Wenecji i kardynałem. W 1903 r. po śmierci Leona XIII kardynałowie wybrali go papieżem. Obrał sobie imię Pius X. W odróżnieniu od swego poprzednika Leona XIII, wielkiego dyplomaty i polityka, Pius X poświęcił swój pontyfikat sprawom czysto kościelnym. Zatroszczył się przede wszystkim o pogłębienie życia religijnego duchowieństwa i wiernych świeckich. Ożywił w Kościele życie eucharystyczne, zachęcając do wczesnej i częstej Komunii św., oraz zreformował brewiarz i kalendarz liturgiczny. Wzmagał się także z nasilającym się ruchem modernistycznym. Przestrzegał wiernych Kościoła przed błędami głoszonymi przez modernistów. Radykalne i jednoznaczne stanowisko wobec tego kierunku zjednało mu wielu wrogów i posądzenie o konserwatyzm. Koniec pontyfikatu Piusa X zaciemniły chmury nadciągającej nawałnicy. Papież przewidywał wybuch wojny i gorąco pragnął jej odwrócenia. Zmarł wkrótce po jej wybuchu, 20 sierpnia 1914 r. W testamencie napisał: „Ubogim urodziłem się, ubogim żyłem, ubogim chcę umrzeć”.

W liturgiczne wspomnienie św. Piusa X czytamy teksty biblijne wskazujące na postawę, w jakiej należy głosić naukę Chrystusa. Można je uszeregować w następujących punktach:

a) Pośród utrapienia
Faktycznie, Ewangelia była najczęściej głoszona wśród przeciwności. Jej głosiciele bywali za nią prześladowani i doświadczali z jej powodu wielu utrapień.

b) Aby podobać się nie ludziom, ale Bogu
Ważną częścią Ewangelii są upomnienia. Zwykle nie podobają się one adresatom. Także upominający bywają ostrożni, by nie stracić uznania u ludzi. Apostoł jednak przypomina, że w głoszeniu Ewangelii nie należy zabiegać o to, by podobać się ludziom, ale Bogu.

c) Unikanie pochlebstw i chciwości
Głosicielom Ewangelii grozi pokusa schlebiania słuchaczom, a także chciwość na pochwały. Apostoł wyznaje, że obce mu były takie postawy w głoszeniu nauki Chrystusa.

d) Postawa skromności i życzliwości
Siewcom Bożego słowa winna towarzyszyć postawa skromności i wielkiej życzliwości wobec h ludzi. Apostoł wyznaje: „Będąc tak pełni życzliwości dla was, chcieliśmy wam dać nie tylko naukę Bożą, lecz nadto dusze nasze, tak bowiem staliście się nam drodzy” (1 Tes 2,8).

W stylu św. Pawła głosił Ewangelię na początku XX wieku papież Pius X. Nie brakowało mu w życiu utrapień, w dużej mierze z tego powodu, że nie głosił tego, czego niektórzy oczekiwali. Nie chciał się podobać ludziom, ale Bogu. Wszystko, co czynił, czynił z miłości do Pana Boga i człowieka. Zdał dobrze egzamin z miłości przed Chrystusem. Dlatego został wyniesiony na ołtarze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kto zajmuje się tolerancją?

2019-08-22 09:01

Artur Stelmasiak

Internauci rozpoznali niebezpieczną współpracowniczkę komunistycznej służby, która stoi na czele stowarzyszenia współpracującego z warszawskim ratuszem.

Chodzi o TW ps. "Panna", czyli Jolantę Gontarczyk, która na poczatku lat 80. rozpracowywała Solidarność, a później środowisko Polonii w RFN. Wraz z mężem inwigilowała Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, który po wprowadzeniu stanu wojennego osiadł w Carlsbergu w Niemczech Zachodnich. - Wtedy Gontarczyk grała najbardziej katolicką i najbardziej patriotyczną kobietę w tym polonijnym środowisku - mówi "Niedzieli" Agnieszka Wolska z Kolonii, która od lat przypatruje się działalności TW "Panny".  

W latach 90. Jolanta Gontarczyk stała sie aktywistką feministyczną i ważnym członkiem warszawskiego SLD, gdzie pełniła wiele funkcji rządowych i samorządowych. Została odsunięta, gdy w 2005 roku ujawniono jej mroczną przeszłość, a IPN wszczął śledztwo ws. tajemniczej śmierci ks. Blachnickiego.

Internauci rozpoznali Jolantę Gontarczyk pod zmienionym nazwiskiem, jako Jolantę Lange. Przez kilka lat była ona w prezydium Komisji Dialogu Społecznego ds. Równego Traktowania, gdzie lobbowane są m. in. postulaty aktywistów LGBT. Obecnie jest także prezesem stowarzyszenia zajmującego się programami antydyskryminacyjnymi m. in. na zlecenie warszawskiego ratusza. Zmianę nazwiska z Gontarczyk na Lange potwierdza odpis z Krajowego Rejestru Sądowego. W zarządzie stowarzyszenia w 2008 r. zmieniło się nazwisko Jolanty, ale numer PESEL kobiety pozostał ten sam.

Jolantę Lange, jako Jolantę Gontarczyk rozpoznaje wiele osób z niemieckiej Polonii. - Mój mąż, jako członek Solidarności wyemigrował do RFN jeszcze przed stanem wojennym. W Carlsbergu poznał ks. Franciszka Blachnickiego i małżeństwo Gontarczyków. Wiele osób doskonale pamięta i rozpoznaje panią Gontarczyk, która znalazła sobie nową niszę dla swojej działalności - mówi Agnieszka Wolska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem