Reklama

Pierwszy po królu

2018-04-30 11:29

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 18/2018, str. 16-18

Artur Stelmasiak
W Gnieźnie w 2016 r., podczas obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski

Takiej władzy jak prymasi Polski nie mieli żadni inni biskupi w Europie. Przewodniczyli obradom Sejmu, byli pierwsi po królach i zastępowali ich w czasach bezkrólewia. I właśnie ta duchowa, a także świecka władza wiele razy uchroniły państwo i naród od zguby

Choć obecnie tytuł prymasa Polski jest tylko honorowy, to jest on nośnikiem wielkiej, 600-letniej służby Kościołowi i Polsce. Ta tradycja jest jednak o wiele starsza, bo sięga 1000 r., gdy powstała pierwsza polska archidiecezja w Gnieźnie. To miejsce stało się ostoją polskości silniejszą niż państwo.

– Faktem jest, że żaden z biskupów w Europie nie miał podobnych prerogatyw do tych, które miał prymas Polski. U ich genezy leży pierwszeństwo metropolii gnieźnieńskiej wśród polskich diecezji – podkreśla abp Wojciech Polak, prymas Polski.

Najważniejsza inwestycja w historii

Każdy naród jest przywiązany do symboli, które z czasem stają się państwowymi skarbami, insygniami władzy i przywiązania do tradycji. Takimi symbolami są np. Włócznia św. Maurycego oraz Szczerbiec, czyli miecz koronacyjny polskich monarchów. Jednak bez wątpienia najważniejszym religijno-państwowym skarbem są relikwie św. Wojciecha. Historia dobitnie pokazała, że na nich zbudowana jest suwerenność narodu, która jest o wiele bardziej trwała niż polska państwowość.

Reklama

Bolesław Chrobry wykupił ciało męczennika za równowartość jego wagi w srebrze. Choć zdawał sobie sprawę, że jest to ważne dla raczkującego wówczas chrześcijaństwa, to jednak nie wiedział, że relikwie św. Wojciecha będą najlepszą inwestycją w całej historii Polski. – Dzięki temu otrzymaliśmy na zjeździe gnieźnieńskim arcybiskupstwo, czyli niezależną od Świętego Cesarstwa Rzymskiego prowincję kościelną. W ten sposób młode państwo miało zagwarantowaną suwerenność zarówno hierarchiczną, jak i duchową – mówi ks. Robert Nurski, historyk z archidiecezji gnieźnieńskiej.

Polska jest jedynym krajem w Europie, gdzie państwo i Kościół mają wspólny historyczny początek. Relikwie św. Wojciecha w Gnieźnie stały się fundamentem założonej w 1000 r. archidiecezji. Polacy byli pierwszymi Słowianami z niezależną strukturą kościelną i arcybiskupem, który mógł samodzielnie koronować króla. Dla przykładu, Czechy uzyskały taką samodzielność dopiero 350 lat później.

Nic więc dziwnego, że relikwie św. Wojciecha były tak samo cenne z punktu widzenia zarówno Kościoła, jak i państwa. Najlepszym przykładem może być patriotyczna postawa abp. Mikołaja Kurowskiego podczas sporów i walk z Zakonem Krzyżackim. Jego następca – abp Mikołaj Trąba bronił polskiej racji stanu na soborze w Konstancji. Delegacja arcybiskupa nie tylko odparła krzyżackie oszczerstwa, ale również przekonała znaczną część zgromadzonych dostojników do polskiej argumentacji. – Całkiem możliwe, że ta dyskusja na soborze poskutkowała tym, iż w 1417 r. abp Trąba wrócił do Gniezna jako prymas Polski – podkreśla ks. Nurski.

Gdy papież Marcin V ofiarował mu godność kardynalską, abp Trąba odmówił, gdyż uważał, że podporządkowałby się w ten sposób władzy papieży. Z tego powodu prymasi otrzymali później przywilej noszenia purpury, nawet gdy nie byli kardynałami.

Prawie król

Tylko w Polsce funkcja prymasa miała tak wielkie znaczenie kościelne i jednocześnie państwowe. Początkowo arcybiskup gnieźnieński uzyskał tylko prawo koronacji królewskiej i zwierzchności jurysdykcyjnej w Kościele w Polsce nad metropolią zarówno gnieźnieńską, jak i w pewnych wymiarach lwowską. Przy spornych sprawach między duchownymi z innych diecezji a ich biskupami odwoływano się właśnie do prymasa.

Na początku XVI wieku uprawnienia prymasów Polski zostały wzbogacone o tytuł i uprawnienia „legata urodzonego” Stolicy Apostolskiej. Arcybiskup gnieźnieński otrzymał przywileje takie, jakie przysługiwały arcybiskupowi Canterbury w Anglii. Prymas reprezentował też cały Kościół z Polski na zewnątrz, a w precedencji nie ustępował nawet kardynałom.

Jeszcze więcej uprawnień prymasi uzyskali od państwa polskiego oraz kolejnych sejmów. Przede wszystkim byli koronatorami królów polskich, udzielali królewskich ślubów oraz prowadzili pogrzeby członków ich rodzin. Na tym nie koniec, bo najwyższa władza duchowna miała także prerogatywy królewskie. Władysław Jagiełło nazwał arcybiskupa Gniezna „generalnym zastępcą naszego Królestwa Polskiego”. Prymas był w Polsce najważniejszą osobą po królu. Jako senator zajmował pierwsze miejsce po władcy.

Na sejmie w 1573 r. przyznano prymasom oficjalnie urząd interreksa. Odtąd do obowiązków prymasa należały: objęcie władzy w państwie po śmierci króla, załatwianie bieżących spraw państwa, przyjmowanie przedstawicieli zagranicznych poselstw, zwoływanie sejmu konwokacyjnego i elekcyjnego oraz nominowanie nowego króla i koronowanie go. W czasach saskich namiestnictwo prymasowskie stało się instytucją niemal stałą, a więc de facto prymasi byli prawie królami.

Bracia Poniatowscy

W pierwszych wiekach istnienia metropolii gnieźnieńskiej arcybiskupi byli często jedynymi łącznikami ziem Polski. W czasach rozbicia dzielnicowego przypominali, że Polakom należy się korona. Przykładem może być synod w Łęczycy, na którym to właśnie abp Jakub Świnka zabiegał o jedność państwa i obronę przed niemieckimi wpływami.

Rola arcybiskupów jako prymasów Polski była bardzo ważna także w czasach świetności I Rzeczypospolitej. Osiedlili się oni w Łowiczu, aby być bliżej Warszawy i spraw królewskich. – W tym okresie prymasi tylko bywali w Gnieźnie, a zdarzały się nawet takie przypadki, gdy na ingres wysyłali swojego przedstawiciela – mówi ks. Stanisław Majkut, dyrektor Muzeum Diecezjalnego w Łowiczu.

Niestety, XVIII wiek nie był najlepszy ani dla Polski, ani dla Kościoła, co doprowadziło do utraty niepodległości oraz rozerwania starej metropolii gnieźnieńskiej. – Wiek XVIII jest przykładem tego, jak na kryzys państwa nałożył się jednocześnie kryzys władzy w Kościele. Upadek Rzeczypospolitej był przykładem kryzysu dwóch oddzielnych struktur: świeckiej i duchowej – uważa prof. Wiesław Wysocki, historyk UKSW.

Pewnym symbolem mogą być bracia Poniatowscy, z których jeden – August – był ostatnim królem Polski, a Michał – ostatnim prymasem I Rzeczypospolitej. Kiedy wiosną 1794 r. Warszawą zawładnęła insurekcja kościuszkowska, obaj Poniatowscy stali się celem ataków, a przed stołecznym Pałacem Prymasowskim postawiono szubienicę, na której urządzano pokazowe egzekucje. I choć prymasa nie powieszono, to jednak jego śmierć wywołała wiele plotek i spekulacji. Do tej pory okoliczności śmierci prymasa Poniatowskiego są tak samo niejasne jak śmierć ostatniego króla Polski.

XIX wiek był czasem prześladowań, ale także narodowego i moralnego odrodzenia. Kościół musiał zastępować instytucje nieistniejącego państwa, aby zachować jedność narodu. Konsekwencje rozbiorów musiały uderzyć także w urząd prymasa Polski, który był wówczas jedynym symbolem jedności Kościoła i rozerwanej Polski. Dlatego król pruski Fryderyk Wilhelm II zakazał metropolicie gnieźnieńskiemu abp. Ignacemu Krasickiemu używać tytułu prymasa Polski i Litwy.

Trzech prymasów

Rząd pruski chciał całkowicie znieść prymasostwo i skasować archidiecezję gnieźnieńską. Nie powiodło się to jednak dzięki zdecydowanemu sprzeciwowi Stolicy Apostolskiej. Papież zgodził się jedynie na wyniesienie Poznania do godności arcybiskupstwa i połączył go unią personalną z Gnieznem. – Pierwszym działaniem władz zaborczych było uderzenie w prymasostwo, które jest jednym z fundamentów narodu polskiego – mówi ks. Nurski.

W XIX wieku tylko abp Leon Przyłuski i abp Mieczysław Ledóchowski przypomnieli narodowi swoją prymasowską godność, co wywołało gwałtowną reakcję władz pruskich. Prymas Ledóchowski był więziony przez władze pruskie za obronę języka polskiego w nauczaniu religii.

O ile władze pruskie za wszelką cenę zwalczały urząd prymasa, to w zaborze rosyjskim i austriackim było odwrotnie. Rosjanie chcieli być koronowani na królów Polski przez prymasa. Udało się to carowi Aleksandrowi I, który uzyskał od papieża tytuł prymasa Królestwa Polskiego dla nowo utworzonej metropolii warszawskiej. Z podobnych względów powołaniem prymasa zainteresowana była Austria. Franciszek I wydał patent ustanawiający tytuł „prymasa Galicji i Lodomerii”, ale Stolica Apostolska nigdy nie zaakceptowała cesarskiego pomysłu.

Gdy Polska odzyskała niepodległość, mieliśmy dwóch prymasów – z Polski (z Gniezna) i Królestwa Polskiego (z Warszawy). Do tej godności poczuwali się zarówno warszawski arcybiskup Aleksander Kakowski, jak i metropolita gnieźnieńsko-poznański Edmund Dalbor. Papież Benedykt XV obydwu hierarchów uhonorował kardynalskimi kapeluszami, jednak sprawa pierwszeństwa w Episkopacie Polski nie ustała. Prymas Dalbor zwrócił się do papieża Piusa XI (byłego nuncjusza apostolskiego w Polsce) z prośbą o ostateczną decyzję w spornej kwestii. Wówczas Święta Kongregacja Nadzwyczajnych Spraw Kościoła znalazła salomonowe rozwiązanie: zatwierdziła arcybiskupowi Gniezna tytuł prymasa Polski, a kard. Kakowskiemu, dożywotnio – prymasa Królestwa Polskiego. Przy okazji jednak zniosła jurysdykcję prymasowską wobec innych polskich diecezji.

Na skutek presji opinii publicznej kard. Kakowski nie używał później tytułu prymasa Królestwa Polskiego, a następca kard. Dalbora, salezjanin kard. August Hlond – dzięki wyjątkowym osobistym zdolnościom i talentom dyplomatycznym – odgrywał rolę lidera w całym polskim Kościele. Jakby tego było mało, pod koniec życia, po II wojnie światowej, kard. Hlond został mianowany arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim – i tak tytuł prymasa Polski trafił do powojennej Warszawy.

Prymas Tysiąclecia

Sytuacja w komunistycznej Polsce wymagała nadzwyczajnych środków także ze strony Kościoła. Kard. Hlond miał uprawnienia legata w zakresie jurysdykcji, dzięki którym mógł samodzielnie mianować biskupów i tworzyć na ziemiach zachodnich nowy podział administracyjny Kościoła. Po śmierci kard. Hlonda w 1948 r. papież mianował nowym prymasem Polski oraz arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim bp. Stefana Wyszyńskiego, który przeszedł do historii jako Prymas Tysiąclecia.

W czasach komunistycznej dyktatury okazał się on mężem stanu i prawdziwym duchowym interreksem. Prymas Wyszyński przeprowadził Kościół przez największe mroki komunistycznego totalitaryzmu. Przez władze PRL był więziony, szykanowany oraz konfliktowany z innymi biskupami, jednak po każdym z tych ciosów wychodził zwycięsko, a pozycja prymasa jako przywódcy Kościoła i narodu była coraz większa.

Osobisty autorytet, wzmocniony internowaniem, wyjątkowe cechy osobowości kard. Stefana Wyszyńskiego oraz szczególna sytuacja Kościoła za żelazną kurtyną pozwoliły mu stworzyć model posługi prymasowskiej na skalę dotąd nieznaną. Konsekwentnie bronił praw człowieka i narodu i stworzył – mimo prześladowań – dla Kościoła przestrzeń wolności, jaką nie cieszył się on w żadnym z krajów bloku sowieckiego.

Również kard. Józef Glemp posługę prymasa rozpoczął w trudnym dla Polski okresie, kilka miesięcy po jego ingresie wybuchł bowiem stan wojenny. Czasy były niespokojne. Pojawiły się represje wobec Kościoła, liczne szykany, a nawet morderstwa księży. Rola prymasa jako interreksa, czyli narodowego przywódcy w czasach bezkrólewia, wyczerpała się po 1989 r., kiedy to w kraju rozpoczęły się demokratyczne przemiany. Liczne prerogatywy prymasa jako głowy Kościoła w Polsce stopniowo wycofywano, a Kościół powoli zaczynał funkcjonować na wzór zachodni, w którym wszystkie decyzje podejmuje wspólnie cały Episkopat. Prymas został pierwszym pośród równych. Jego przywództwo stało się jedynie duchowe i honorowe, a nie tak jak wcześniej – jurydyczne.

Powrót do Gniezna

Na skutek bulli papieskiej „Totus Tuus Poloniae populus” z 1992 r. kard. Glemp przestał pełnić funkcję arcybiskupa gnieźnieńskiego, co było związane z likwidacją unii personalnej Warszawy i Gniezna. Aby w ten sposób nie pozbawić go tytułu prymasa Polski, postanowiono, że kard. Glemp ma prawo do zachowania tytułu prymasa Polski jako „kustosz relikwii św. Wojciecha, czczonych w katedrze gnieźnieńskiej”. Nowy metropolita gnieźnieński w osobie abp. Henryka Muszyńskiego nie uzyskał natomiast tytułu prymasa.

Tytuł prymasa Polski powrócił do Gniezna w 2009 r., gdy kard. Glemp ukończył 80 lat. Benedykt XVI zdecydował, że tytuł prymasa Polski zostaje przywrócony kolejnym metropolitom gnieźnieńskim.

Obecnie tytuł prymasa Polski jest tytułem honorowym przysługującym metropolitom gnieźnieńskim. Nie wiąże się z nim jurysdykcja w sensie sprawowania jakiejkolwiek władzy wobec innych biskupów i diecezji. Przywilejami wynikającymi z funkcji prymasa są honorowe miejsce podczas uroczystości liturgicznych oraz miejsce w Radzie Stałej Konferencji Episkopatu Polski.

– Gniezno jest widomym znakiem ciągłości dziejów, historii i życia Kościoła w Polsce oraz duchowej jedności Polski z Europą – podkreśla obecny prymas Polski abp Wojciech Polak. – Misja św. Wojciecha jest wciąż aktualna. Ważna szczególnie w obliczu „pękającej” i coraz bardziej narażonej na wewnętrzne napięcia i kryzysy Europy.

Tagi:
prymas Polski

Reklama

Prymas Polski: nawet najbardziej luksusowe dobra nie zastąpią człowieka

2019-12-06 19:20

bgk / Łubowo (KAI)

„Święty Mikołaj staje przed nami jako świadek ludzkiej dobroci i miłosierdzia. Uczy jej w świecie, który pragnąc zaspokoić wszystkie nasze potrzeby, jakby ciągle nie rozumiał, że nawet najbardziej luksusowe dobra nie zastąpią człowieka i jego serca” – mówił dziś w Łubowie Prymas Polski abp Wojciech Polak.

Episkopat.pl

Metropolita gnieźnieński przewodniczył w miejscowym, zabytkowym kościele pw. św. Mikołaja uroczystościom odpustowym ku czci patrona. Przypominając w homilii najbardziej znany obraz skromnego biskupa Miry – zapożyczony i zniekształcony przez popkulturę – podkreślił, że historyczny biskup Mikołaj „nie potrzebował reklamy dla uczynków miłości”.

„Nie tylko się z nimi nie obnosił, ale wręcz je ukrywał, by nie czynić niczego na pokaz – mówił abp Polak dodając za papieżem Franciszkiem, że choć miłosierdzie ma oczy, by widzieć, uszy, by słyszeć i ręce, by konkretnie pomagać, samo często pozostaje w ukryciu.

„Pragnie bowiem uszanować człowieka i jego godność” – podkreślił Prymas wskazując dalej, że uczynki miłosierdzia to nie tylko te mające materialny wymiar. Uczynkiem miłosierdzia jest modlitwa za żywych i umarłych. Jest nim niesienie pokoju tam, gdzie go brakuje, co w naszych czasach jest coraz pilniejszych wezwaniem. Uczynkiem miłosierdzia – i to tym najbardziej czytelnym – jest także troska o chorych i cierpiących.

„Uśmiech, trochę czułości, uścisk dłoni, to proste gesty, ale bardzo ważne dla ludzi chorych, którzy tak często czują się pozostawieni samymi sobie” – mówił za papieżem Franciszkiem abp Polak dodając, że świadkiem takiej właśnie ludzkiej dobroci i chrześcijańskiej miłości jest właśnie św. Mikołaj.

„Uczy jej w świecie, który pragnąc zaspokoić wszystkie nasze potrzeby, jakby ciągle nie rozumiał, że nawet najbardziej luksusowe rzeczy i dobra nie zastąpią samego człowieka. Nie zastąpią jego serca, jego dłoni, jego oczu. Wśród kolorowych prezentów, które rozdają dziś przydrożni mikołaje nie spotkasz bowiem prezentu z napisem człowiek. Bo człowiek może prawdziwie tylko sam siebie darować drugiemu: może dać swój czas, swoje słowo, zwykły gest ludzkiej solidarności, dobroci, uśmiechu, nawet przez łzy” – mówił na koniec Prymas Polski.

Odpustowa Msza św. w zabytkowym kościele w Łubowie była także dziękczynieniem za zakończenie remontu i renowacji tej XVII-wiecznej świątyni parafialnej – jednego z najstarszych kościołów drewnianych w Wielkopolsce. Prace rozpoczęły się w 2017 roku i zostały przeprowadzone w ramach projektu „Renowacja i konserwacja drewnianych zabytków archidiecezji gnieźnieńskiej celem stworzenia nowej oferty edukacyjno-kulturalnej”. 

Podobnie jak kościół, także parafia w Łubowie jest jedną z najstarszych w regionie. Erygowano ją już w XII wieku. Wtedy też stanęła pierwsza drewniana świątynia, spalona doszczętnie podczas wojen szwedzkich. Po odbudowie kościół (służący wspólnocie do dziś) został poświęcony przez biskupa Stanisława Dzianotta, sufragana kijowskiego, kanonika gnieźnieńskiego i przełożonego Zakonu Maltańskiego – stąd na wieży umieszczono zachowany do dziś krzyż maltański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Symbole i zwyczaje Adwentu

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 49/2002

Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

Bożena Sztajner

Wieniec adwentowy

W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot - duszę, a płomień - światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa - Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański..." (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

Roraty

W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper... (Niebiosa spuśćcie rosę...). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus - Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Adwentowe zwyczaje

Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali "otrembywaniem Adwentu". Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: papież rozpocznie filipińską nowennę przed Bożym Narodzeniem

2019-12-10 20:49

pb (KAI/cnnphilippines.com) / Watykan

Papież Franciszek odprawi 15 grudnia Mszę św. rozpoczynającą Simbang Gabi - nowennę adwentowych Eucharystii, przygotowujących do świąt Bożego Narodzenia. Tradycja ta jest żywa na Filipinach od XVII wieku.

Grzegorz Gałązka

Ówcześni rolnicy z powodu prac w polu nie mogli przyjść do kościoła w ciągu dnia, więc zaczęto odprawiać dla nich Msze przed świtem. Do dziś liturgie te sprawowane są między 3.00 a 5.00 nad ranem.

Adwentowe Msze dla Filipińczyków były już w przeszłości odprawiane w bazylice św. Piotra w Watykanie, ale w tym roku po raz pierwszy tej tradycyjnej liturgii będzie przewodniczył papież, wyjaśnił o. Ricky Gente, skalabrynianin, duszpasterz Filipińczyków w Rzymie.

Na Mszy, która rozpocznie się o 16.30 (22.30 na Filipinach) spodziewanych jest 7,5 tys. osób. Koncelebrować ją będzie 150 księży. Obecni będą ambasadorowie Filipin przy Stolicy Apostolskiej Grace Relucio-Princesa i we Włoszech - Domingo Nolasco.

Dziewięć Mszy Simbang Gabi, odprawianych od 16 do 24 grudnia, kończy się w Wigilię Bożego Narodzenia Mszą, zwaną Misa de Gallo (Mszą Koguta) lub Misa de los Pastores (Mszą Pasterzy).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem