Reklama

Bóg był niezwyczajny w nim

2018-06-20 08:09

Anna Skopińska
Edycja łódzka 25/2018, str. IV

Archiwum
O. Józef Kozłowski

O. Józef miał wystawiony radar na Ducha Świętego i całym sobą był oddany Bogu. Nie było w tym fałszu, bo był przy tym zwyczajnym człowiekiem. Bóg był bardzo mocno obecny w jego osobie

Anna Skopińska: – Mówi się o was „dzieci o. Józefa”. Czy to jest tak, jak z pokoleniem JP II?

Inga Pozorska: – To może być widziane podobnie. O. Józef Kozłowski miał niezwykły charyzmat. Niepowtarzalny i bardzo pociągający. Wiele darów składało się na niego. Za życia pociągnął wiele osób do Chrystusa i teraz, choć już 15 lat go nie ma z nami na ziemi, dalej pociąga do życia w wierze.
Są osoby, które znają go tylko z książek lub z odsłuchiwanych konferencji. Mam takie koleżanki, które po prostu tutaj przyszły, mówiąc, że mają wrażenie, że o. Kozłowski im pomaga. Przychodzi im z pomocą w sensie duchowym – dodaje odwagi, umacnia. Jest nawet tak, że choć ci nowi ludzie go nie szukają, to on sam daje im się znaleźć.

– To on rozpoczął to dzieło u jezuitów. Obecnie jest tu dużo osób z tej jego pierwszej szkoły?

– Sporo. Jest też tak, że niektóre osoby, które tu były, a potem odeszły, teraz wracają. Ostatnio spotkałam dwie kobiety, które były nawet wcześniej niż ja tutaj, potem jakby zazębiły się ze mną w czasie, ale już za mojej bytności odeszły do innych miejsc. I teraz wracają. Jest tu taka moc duchowa, że ludzie tęsknią.

– Powiedziałaś, że on sam daje się teraz znaleźć. Co miał takiego w sobie, że był takim magnesem przyciągającym tu ludzi?


– Był po prostu świętym człowiekiem. I to się wyrażało w jego kapłaństwie, które było niezwykłe. To po prostu był człowiek, który był księdzem wszędzie tam, gdzie Bóg go postawił.
Był bardzo dobrym sportowcem, świetnie pływał, grał w ping-ponga, najlepiej z nas w siatkówkę. I we wszystkich miejscach, nawet tych nieoficjalnych, był bardzo czujny duchowo. Zdarzało się, że bardzo ważne rozmowy duchowe odbywały się w miejscach zupełnie zaskakujących i w sytuacjach, których myśmy się nie spodziewali. Ale to dlatego, że Duch Boży miał szansę poruszyć go wszędzie. I to było wspaniałe. O. Józef miał wystawiony radar na Ducha Świętego i całym sobą był oddany Bogu. Nie było w tym fałszu, bo był przy tym zwyczajnym człowiekiem. Bóg, bardzo mocno obecny w jego osobie, był niezwyczajny w nim.

– Wszystko, co zapoczątkował, trwa?

– I rozwija się. Nawet na ogromną skalę. Trudno mi porównywać Łódź do innych ośrodków, ale wydaje mi się, że jesteśmy największym ośrodkiem Odnowy w Duchu Świętym nawet przez liczbę osób uczestniczących we wspólnotach modlitewnych. Jest pięć wspólnot w jednym miejscu, a to się nie zdarza gdzie indziej.

– Pamiętasz sytuacje, które, teraz przypominane, wzruszają, wywołują uśmiech?


– Dużo mam takich wspomnień. Na pewno żywo mam w pamięci jego poczucie humoru. Było niespotykane. Bardzo lubił opowiadać dowcipy, takie naprawdę fajne, śmieszne i proste, a przy tym sam się śmiał do łez, więc nawet gdybyśmy nie zrozumieli, co powiedział, to wszyscy do bólu brzucha śmiali się razem z nim. I to było tak wspaniałe, rozluźniające, taki był śmieszny też w tym swoim śmiechu.
Miał sporą przerwę między jedynkami, więc jego śmiech podwójnie nas rozbawiał. W stresujących momentach potrafił przez humor rozładować bardzo trudne sytuacje. Gdy jechaliśmy do jakiejś parafii i tam atmosfera była trudna, spięta, to mówił jak św. Ignacy, by wchodzić ich drzwiami, a wychodzić swoimi, o. Józef wchodził drzwiami humoru i potrafił wszystko wspaniale rozładować. Pamiętam to i często z tego korzystam – staram się podchodzić do trudnych sytuacji z humorem. To bardzo pomaga.
Pamiętam też jego ogromną dbałość o równowagę – czyli gdy było dużo modlitwy, to prawie że przymuszał nas do długiego spaceru. Pragnął, by nie tylko duch się rozwijał, ale też ciało. Był pomiędzy nami takim motorem do zdrowej równowagi. Nie raz, kiedy byliśmy naprawdę zmęczeni, mówił: „Idziemy, ubierajcie się, wychodzimy”. I potem zawsze okazywało się, że ten spacer ściągnął z nas stres i zmęczenie, i że był nam potrzebny. Cudowne było w nim to, że takie proste rozwiązania znajdował w codzienności. A życie składa się przecież z wydarzeń codzienności.

– Możesz powiedzieć, że był – jest niezastąpiony?


– Nie. On wypychał ludzi. Dodawał odwagi i brał odpowiedzialność za naszą działalność. Byliśmy bardzo niedoświadczeni, a on nas stawiał w różnych sytuacjach, np. powiedzenia świadectwa w trudnym gronie.
Kiedyś mieliśmy koncert w kinoteatrze w Bydgoszczy dla żołnierzy. Dla nas, młodych dziewczyn, było to bardzo trudne i krępujące, nie wiedziałyśmy, co mamy mówić tym wojskowym o Jezusie. A on odważnie nas wypychał i miał taki charakterystyczny sposób, że stawał za osobą mówiącą świadectwo. I się modlił.
Kiedyś zdarzyło się, że chłopak wyszedł do świadectwa, ojciec za nim stanął jak zwykle i chłopak się zaciął. Nie wiedział, co powiedzieć, cały kościół ludzi, więc ojciec od tyłu mu podpowiedział: „Powiedz o...” – znał przecież nasze świadectwa, ale chłopak znowu przerwał i tak kilka razy. W końcu ojciec wyszedł i poprowadził z nim dialog. Potrafił być czujny zawsze i ratować sytuacje. Kiedy nam nie wychodziło – on się pojawiał.

– Teraz też jest ktoś taki, kto za wami stoi. Czy jesteście może gotowi już na te trudne sytuacje?

– Jest wśród nas kilka takich osób. Tych, które najdłużej z ojcem były i które chcą się tak formować, jak on uczył. I trochę ten dar przejęliśmy. Kiedy młodsi od nas wychodzą, my też za nimi stoimy. Więc rozłożyło się to na więcej osób, bo nas wszystkich jest teraz więcej. Bóg nas obdarza tak pięknie i hojnie, że mamy bardzo dobrych ojców jezuitów, którzy nas prowadzą. Każdy z nich jest inny, ale każdy z nich na swój własny sposób staje murem za nami.

– To wymodlone tam na górze przez o. Józefa?

– Powiedziałabym, że to dzieło Bóg bardzo kocha. Tutaj jest tyle znaków, chociażby wspólnota 80 młodych ludzi z gimnazjum i liceum. W innych miejscach w Polsce to niemożliwe, by tylu młodych zebrać w grupie modlitewnej.

– A jak młodych przyciągnąć? I czym?


– Zaczęło się od mocnej troski i niepokoju serca, że jest luka. Robimy warsztaty dla dzieci, spotkania dla dorosłych, a młodzież? To był Boży niepokój, bo potem zobaczyliśmy, że mamy potężne narzędzia, którymi są muzyka, taniec i światła. Czyli coś, na co ludzie w świecie chodzą – na koncerty. Więc zróbmy im u nas coś takiego, przy Jezusie.
Tak powstały warsztaty muzyczne dla młodzieży, które zatytułowaliśmy: „Młodość. Lubię to!”.
Po tych warsztatach zawiązała się wspólnota. Najpierw było to kilka osób, którym na pierwszych spotkaniach towarzyszyliśmy. Teraz sami sobie świetnie radzą. I tak naprawdę przy ich pomocy ewangelizujemy ich kolegów. Bo najsilniejszym i pierwszym zapalnikiem teraz są oni – w swoich środowiskach są świadectwem, tymi, którzy docierają tam, gdzie ja nie dotrę, bo nie znam tych dzieciaków w klasach, a oni ich znają. My tylko staramy się tu na miejscu dać najlepszą muzykę, światła, modlitwę i troskę.

– I to działa?

– Widać, że tak.

– Wyobrażasz sobie Pani swoje życie bez Mocnych w Duchu, bez tego miejsca?

– Nie wyobrażam sobie. Jeszcze za życia ojca, gdy zupełnie dobrze się miewał, miałam kiedyś taką myśl, że to jest mój dom. I bardzo mocno tego doświadczałam, i dalej coraz bardziej doświadczam. Na pewno jest to miejsce na ziemi, które na dotychczasowe lata Bóg dla mnie wybrał. Nie wiem, jak będzie dalej – gdzie i czy da mi tu do końca spędzić życie, ale na pewno wspaniale się tutaj czuję, kocham to miejsce i to dzieło.

Tagi:
wywiad

Wotum wdzięczności za 50-lecie istnienia archidiecezji

2019-06-20 10:11

pk / Szczecin (KAI)

Archidiecezja Szczecińsko-Kamieńska chce zbudować kościół i szkołę na Madagaskarze. Ma to być wotum wdzięczności na zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Zbiórka funduszy na ten cel już trwa, a konsekracja kościoła ma nastąpić w 2022 r. W Szczecinie w ostatnich dniach przebywał misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak z Madagaskaru, który opowiadał o całym projekcie. O szczegółach pomysłu i o chrześcijaństwie na Madagaskarze mówi KAI ks. dr. Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej.

Archiwum
Ks. dr Paweł Płaczek

KAI: – Skąd pomysł na kościół na Madagaskarze?

Ks. dr Paweł Płaczek, dyrektor Papieskich Dzieł Misyjnych Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej: – Wybudujemy szkołę i kościół na Madagaskarze jako wotum wdzięczności za zbliżające się 50-lecie istnienia archidiecezji. Wspomożemy tym projektem ojców oblatów, którzy już od 30 lat posługują wśród ubogich w Afryce. Będzie to dar naszego serca, a jednocześnie przywrócenie godności dzieciom, które żyją w Kościele pierwszej ewangelizacji. Tytuł kościoła będzie związany z główną patronką naszej Archidiecezji – Matką Kościoła i Jej ten dar dedykujemy. Konsekracja kościoła i otwarcie budynku szkoły planowane są w 2022 r.
Projekt kościoła i szkoły oraz kosztorys przedstawił misjonarz oblat Maryi Niepokalanej o. Marek Ochlak posługujący 24 lata na Madagaskarze. Budynek kościoła ma mieć wymiary 20 na 10 metrów. Będzie pełnił również funkcję szkoły. Poza tym budynkiem chcemy też wybudować przynajmniej dwie dodatkowe klasy, żeby grupa dziecięca, podstawowa i starsze dzieci mogły się uczyć. Kościół i szkoła kosztowałyby około 15 tys. euro. Taki kościół czy szkołę można wybudować w 4 miesiące, jeśli wszystko idzie według planów. Gdybyśmy wybudowali nowy kościół, który byłby też szkołą, to byłby to prawdziwy cud dla wioski. Budowa takich budynków jest bardzo droga, gdyż wszystko trzeba przywieźć z dużego miasta, którego odległość wynosi od 60 do 100 kilometrów i do tego trzeba przebyć wyschniętą rzekę. W porze suchej jest piaszczysta, a w porze deszczowej ma 7 m głębokości. Oczywiście nie ma mostu. Czasem nawet do 4 miesięcy miejscowi są odcięci od świata. Transporty mogą być tylko od czerwca do grudnia. Te warunki podrażają budowę. Na Madagaskarze są półpustynne warunki.

– Skąd Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej znalazło się na Madagaskarze?

– Przed 1980 r. biskup z Tamatave - największego miasta portowego na Madagaskarze - pojechał do Rzymu szukać misjonarzy, ponieważ przebywający tam monfortani się starzeli i była potrzeba poszukiwania nowych misjonarzy. Pierwsza piątka oblatów na wniosek Generała Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, który jest w Rzymie wyjechała z Polski 3 grudnia 1980 r. Na początku tylko do diecezji Tamatave, potem trafili również do stolicy Antananarywy, dziś są w 4 na 18 diecezji. W sumie jest 90 misjonarzy Zgromadzenia (miejscowych i polskich). Oblaci rozpoczęli misję na Madagaskarze właściwie od zera. Trzydzieści lat temu był mały kościół, który właściwie był ruiną. Najpierw zaadoptowali zdewastowany budynek, aby mieć gdzie mieszkać, na początku spali na workach po cemencie. Do misji przynależy 5 wiosek, w tym 3 duże wioski, czyli z 200 chat. Jedna z wiosek, której chcemy pomóc to Misokitsy. W tym roku zakonnicy rozpoczęli nauczać dzieci w baraku. Jest prawie 70 dzieci. W całej wiosce jest prawie 300 dzieci.
Gdybyśmy jednak chcieli podsumować liczbę misjonarzy na całym Madagaskarze, to jak podaje o. Marek Ochlak, jest około 70 misjonarzy z Polski. To księża, siostry i bracia zakonni. Jest też kilku Polaków misjonarzy świeckich. Ważną rolę w historii Madagaskaru odgrywają jezuici i tu szczególnie należy podkreślić rolę o. Jana Beyzyma, który posługiwał wśród trędowatych. Zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Vincentego a Paolo, franciszkanie, kapucyni i salezjanie też zostawili swój ślad na Madagaskarze.
W sumie, patrząc na religijny przekrój społeczeństwa, 40 proc. to chrześcijanie, w tym 20 proc. to katolicy. Potem luteranie, kalwiniści i anglikanie, którzy, jak dodaje o. Marek Ochlak, stworzyli pierwszy przekład Biblii tłumaczony na oficjalny język malgaski. Najmniej wśród chrześcijan jest prawosławnych. 50 proc. społeczeństwa jednak stanowią animiści, dla których podstawa to oparcie się na wierzeniach plemiennych. Chrześcijaństwo na Madagaskarze to około 150 lat historii i Malgasi są otwarci na wiarę w Jezusa Chrystusa. Przy chorobach i pogrzebie jednak wciąż jeszcze udają się do miejscowych czarowników, by złożyć ofiary.
Na początku września z wizytą do stolicy Madagaskaru udaje się papież Franciszek i jak podkreśla o. Marek, to ma być okazja dla miejscowych, aby ludzie na świecie odkryli, że Madagaskar liczy się w Kościele Katolickim.
KAIŁ Jakie inne inicjatywy podejmują Papieskie Dzieła Misyjne Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej?

– To wsparcie duchowe – modlitwa za misje i o powołania misyjne, budzenie i pogłębianie świadomości odpowiedzialności za misje katolickie w świecie wśród katechetów, a poprzez nich wśród dzieci, młodzieży i rodziców.

– Inne formy pomocy to trzy wyjazdy do Kenii katechetów zaangażowanych w działalność misyjną w parafiach i szkołach posługi (2017, 2018 i 2019), warsztaty metodyczne dla katechetów Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej poświęcone zagadnieniom misyjnym, włączenie się w „Program adopcji ucznia” w Kenii. Obecnie pomocą stypendialną objętych jest 447 dzieci z przedszkoli, szkół podstawowych, średnich i z Niższego Seminarium Duchownego w Isiolo w Kenii, dwie animacje misyjne w szkołach i parafiach przeprowadzone przez ks. Jeremy Kabuga Murithi – proboszcza parafii w Kipsing i s. Mary Casty Kanyaki Kiraithe ze zgromadzenia sióstr felicjanek. Przeprowadziliśmy także akcję pt. „Piórnik i lizak dla ucznia z Kipsing”. W trakcie trwania akcji zebrano około sześciu tysięcy piórników wraz z lizakami. Finansowo wspieramy przedszkole w Kipsing w wysokości 2 tys. dol. rocznie, w ramach akcji „Okulary dla Kenii” zebraliśmy już ok. 28 tys. par okularów.
Kupiliśmy 25 materacy dla internatu przy szkole podstawowej w Kipsing, pompę wodną dla Kipsing oraz sfinansowaliśmy przeszkolenie miejscowego pracownika do jej obsługi. Dzięki funduszom jest też 40 ławek w szkole podstawowej w Kipsing, 15 stołów i 30 ławek do jadalni szkoły podstawowej w Kipsing. Kupiliśmy ok. 1500 kg kukurydzy i 1500 kg fasoli (podczas każdego z 3 wyjazdów do Kenii - dla dzieci ze szkoły w Kipsing), a także wózek inwalidzki. Wspieramy działalność misyjną placówek prowadzonych przez siostry felicjanki (Zgromadzenie Sióstr Św. Feliksa z Kantalicjo), szczególnie misję w Kipsing - najbardziej ubogi z ośrodków. Wsparliśmy misję Missiones w Argentynie – o. Bernardynów; wspieramy obecnie projektem ojców Oblatów z Madagaskaru. Wszystkie dzieła są owocem zbiórek w zachodniopomorskich szkołach, ale także hojności przedsiębiorców i indywidualnych darczyńców.

– To wszystko wpisuje się szczególnie w miesiąc misyjny...

– Niebawem rozpocznie się ogłoszony przez Ojca Świętego Nadzwyczajny Miesiąc Misyjny w całym Kościele. Będzie to październik. Ufam, że ten czas pozwoli nam wszystkim zrozumieć, że misje są dla nas wszystkich zadaniem. Kościół ze swojej natury jest misyjny. Jednym z sześciu zadań katechezy jest wprowadzenie do misji. Misje są sprawą całego Ludu Bożego. Każdy kapłan musi mieć w sobie choć małą cząstkę zapału misyjnego. To jest również wyznacznik jego codziennego powołania. Jestem przekonany, że to nasze wotum na Madagaskarze będzie z jednej strony potwierdzeniem serca, że rozumiemy naturę Kościoła, a z drugiem strony pokazaniem wdzięczności, bo przecież i my 50 lat temu dostaliśmy finansowe wsparcie na budowę struktur pastoralnych w naszej Archidiecezji. I nie było to przecież z Polski. Dlatego czas i teraz na nas, by w ten symboliczny sposób uruchomić pomost materialnej pomocy dla Kościoła na misjach.

– Skąd ta pasja i miłość do misji?

– Z jednej strony z usłyszanego słowa, a z drugiej z doświadczenia Kościoła pierwszej ewangelizacji. Pamiętam jak św. Matka Teresa z Kalkuty apelowała do ludzi: „Jeśli nie potrafisz nakarmić głodnych całego świata, nakarm choć jedno dziecko”. Słowo plus nasze doświadczenie mobilizują nas do działania na rzecz misji. Wszystkie nasze spotkania, zarówno w Kenii, jak i tutaj – to wzajemne ubogacanie się poprzez poznawanie innej kultury, innego sposobu życia, wyznawania wiary i chwalenia Pana Boga. To działa w obie strony: my poznajemy ich, a oni nas. My im dajemy coś materialnego, a oni modlą się za nas. Siostra Casty, felicjanka posługująca w Kipsing powiedziała, żegnając w Kipsing szczecińskich katechetów: „Chociaż Rok Miłosierdzia już się skończył, jesteście dla nas jednym z jego owoców. Dziękujemy za wiarę i nadzieję, którą się z nami podzieliliście. Dziękujemy za wszystko, co przywieźliście, ale jeszcze bardziej dziękujemy za waszą obecność wśród nas”. Grono ludzi zainteresowanych projektami misyjnymi w naszej Archidiecezji stale rośnie. Widać wyraźne ożywienie w tej dziedzinie. Katecheci promują Papieskie Dzieła Misyjne, biorą czynny udział w Orszaku Trzech Króli, uczniowie naszych szkół uczestniczą w konkursach misyjnych i olimpiadzie misyjnej. Zawsze brali udział w akcjach misyjnych, ale były to zadania wyznaczane odgórnie, a więc nie wzbudzały takiego entuzjazmu. Może nie do końca katecheci rozumieli te inicjatywy misyjne. W tej chwili wszelkie inicjatywy dotyczące misji przyjmowane są z pełnym zrozumieniem, wielkim entuzjazmem i chęcią działania.

– Dziękuję za rozmowę.

– Rozmawiał Piotr Kołodziejski
Część pieniędzy jest już zebrane podczas zbiórek szkolnych, parafialnych. Każdy może wesprzeć nowe dzieło ofiarą na specjalne konto misyjne diecezjalnej Fundacji “Szczecińska”:

18 1750 0012 0000 0000 2691 4078 z dopiskiem: budowa szkoły i kościoła na Madagaskarze Bank BGŻ BNP Paribas S.A. Fundacja SZCZECIŃSKA ul. Królowej Korony Polskiej 28E, 70-485 Szczecin

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek: czasownikiem Jezusa nie jest mieć, lecz dawać

2019-06-23 20:37

tłum. st (KAI) / Rzym

„Pan przychodzi na nasze ulice, aby dobrze powiedzieć o nas i aby dać nam odwagę. Chce także od nas, abyśmy byli błogosławieństwem i darem” – powiedział papież podczas Mszy św. sprawowanej na dziedzińcu kościoła Santa Maria Consolatrice, w rzymskiej dzielnicy Casal Bertone.

Grzegorz Gałązka

Oto tekst papieskiej homilii w tłumaczeniu na język polski:

Słowo Boże pomaga nam dzisiaj odkryć na nowo dwa proste i istotne dla codziennego życia czasowniki: mówić i dawać.

Mówić. W pierwszym czytaniu Melchizedek mówi: „Niech będzie błogosławiony Abram przez Boga Najwyższego… Niech będzie błogosławiony Bóg Najwyższy” (Rdz 14,19-20). Mówienie Melchizedeka jest błogosławieniem. Błogosławi Abrahama, przez którego błogosławione będą wszystkie rodziny ziemi (por. Rdz 12, 3; Ga 3, 8). Wszystko zaczyna się od błogosławieństwa: słowa dobra rodzą dzieje dobra. To samo ma miejsce w Ewangelii: przed rozmnożeniem chlebów Jezus je pobłogosławił: „wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy nad nimi błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom” (Łk 9,16). Błogosławieństwo czyni z pięciu chlebów pożywienie dla wielu: sprawia, że wypływa wodospad dobra.

Dlaczego błogosławienie sprawia dobro? Ponieważ zamienia słowo w dar. Kiedy błogosławisz, nie czynisz czegoś dla siebie, ale dla innych. Błogosławienie to nie jest wypowiadanie pięknych słów, to nie używanie słów okolicznościowych. To wypowiedzenie dobra, powiedzenie z miłością. Tak uczynił Melchizedek, mówiąc spontanicznie dobrze o Abrahamie, chociaż nie powiedział on, ani nic dla niego nie zrobił. Tak uczynił Jezus, ukazując znaczenie błogosławieństwa poprzez darmowe rozdzielenie chleba. Ileż razy my także zostaliśmy pobłogosławieni, w kościele lub w naszych domach, ileż razy otrzymaliśmy słowa, które uczyniły nam dobro, lub znak krzyża na naszych czołach ... Zostaliśmy pobłogosławieni w dniu chrztu, i jesteśmy pobłogosławieni pod koniec każdej Mszy św.. Eucharystia jest szkołą błogosławieństwa. Bóg dobrze o nas mówi, swoich umiłowanych dzieciach, i zachęca nas w ten sposób do pójścia naprzód. I błogosławimy Boga w naszych zgromadzeniach (por. Ps 68, 27), odnajdując smak uwielbienia, które wyzwala i uzdrawia serce. Przychodzimy na Mszę św. będąc pewnymi, że jesteśmy pobłogosławieni przez Pana i wychodzimy, aby z kolei błogosławić, aby być kanałami dobra w świecie.

Ważne jest, abyśmy my, pasterze, pamiętali, by błogosławić lud Boży. Drodzy kapłani, nie bójcie się błogosławić lud Boży. Drodzy kapłani idźcie naprzód błogosławiąc. Pan pragnie dobrze mówić o swoim ludzie, jest szczęśliwy, kiedy odczuwamy, że nas miłuje. I tylko jako błogosławieni możemy błogosławić innych tym samym namaszczeniem miłości. Smutno natomiast, gdy widzimy, z jaką łatwością czyni się dzisiaj coś przeciwnego: złorzeczy, pogardza, wyzywa. Ogarnięci zbytnim pospiechem nie powstrzymujemy się i dajemy upust gniewowi na wszystko i na wszystkich. Niestety często ten, kto bardziej krzyczy jest silniejszy, a ten który jest bardziej rozzłoszczony zdaje się mieć rację i uzyskuje poparcie. Nie dajmy się zarazić arogancją, nie dajmy się ogarnąć goryczą, my, pożywający Chleb, wszelką słodycz mający w sobie. Lud Boży kocha uwielbienie, nie żyje narzekaniami; jest stworzony dla błogosławieństw, a nie dla narzekań. W obliczu Eucharystii, Jezusa który stał się Chlebem, z tego skromnego Chleba, który ogrania cały Kościół, uczymy się błogosławić to, co mamy, chwalić Boga, błogosławić, a nie przeklinać naszą przeszłość, dawać dobre słowa innym.

Drugi czasownik to dawać. Po „mówieniu” następuje „dawanie”, jak w przypadku Abrahama, który pobłogosławiony przez Melchizedeka „dał mu dziesiątą część ze wszystkiego” (Rdz 14,20). Podobnie jak dla Jezusa, który po odmówieniu błogosławieństwa dał chleb, aby został rozdany, odsłaniając w ten sposób jego najpiękniejsze znaczenie: chleb nie jest jedynie produktem konsumpcyjnym, ale środkiem dzielenia się. Istotnie, co zaskakujące, w opisie rozmnożenia chlebów nigdy nie ma mowy o pomnażaniu. Przeciwnie, użyte czasowniki to „łamać, dawać, rozdzielać” (por. Łk 9,16). Innymi słowy nie podkreśla się rozmnożenia, lecz rozdzielanie. Ważne jest to, że Jezus nie czyni magii, nie przekształca pięciu chlebów w pięć tysięcy, by potem powiedzieć: „A teraz je rozprowadzajcie”. Nie. Jezus modli się, błogosławi te pięć chlebów i zaczyna je łamać, ufając Ojcu. A te pięć chlebów nigdy się nie kończy. To nie jest magia, to zaufanie do Boga i do Jego opatrzności.

W świecie stale staramy się zwiększać zyski, powiększać obroty ... Tak, ale jaki jest cel? Czy dawanie czy też posiadanie? Dzielenie się czy też gromadzenie? „Ekonomia” Ewangelii rozmnaża dzieląc się, karmi, rozdając, nie zaspokaja zachłanności nielicznych, lecz daje życie światu (por. J 6, 33). Czasownikiem Jezusa nie jest mieć, lecz dawać.

Kieruje On do uczniów stanowcze żądanie: „Wy dajcie im jeść” (Łk 9, 13). Spróbujmy wyobrazić sobie ich rozumowanie: „Nie mamy chleba dla nas, a musimy myśleć o innych? – trochę poirytowani. Dlaczego mielibyśmy ich karmić, skoro przyszli, aby słuchać naszego Mistrza? Jeśli nie przynieśli jedzenia, niech wracają do domu – to ich problem, lub dadzą nam pieniądze, a my kupimy”. Nie są to rozumowania błędne, ale nie są to argumenty Jezusa, który ich nie słyszy: wy dajcie im jeść. Jezus chce nam powiedzieć, że to, co posiadamy przynosi owoce, o ile to dajemy. I nie ma znaczenia, czy jest to mało, czy też dużo. Pan czyni wielkie rzeczy z naszą małością, tak jak z pięcioma chlebami. Nie dokonuje cudów za pomocą spektakularnych działań, nie ma magicznej pałeczki, lecz czyni za pomocą rzeczy pokornych. Wszechmoc Boga jest wszechmocą pokorną, składającą się wyłącznie z miłości. A miłość czyni wielkie rzeczy za pomocą małych rzeczy. Tego nas uczy Eucharystia: jest w niej Bóg zawarty w okruszynie chleba. Prosty i istotny, Chleb łamany i dzielony, Eucharystia, którą przyjmujemy przekazuje nam mentalność Boga i prowadzi nas do dawania siebie innym. Eucharystia jest antidotum na „przepraszam, ale mnie to nie dotyczy”, „nie mam czasu, nie mogę, to nie moja sprawa”, przeciw odwracaniu wzroku w inną stronę.

W naszym mieście spragnionym miłości i troski, cierpiącym z powodu degradacji i opuszczenia, w obliczu tak wielu samotnych osób starszych, rodzin w trudnej sytuacji, młodych ludzi którzy z trudem zarabiają na chleb i posilają swe marzenia, Pan mówi: „Ty sam daj im jeść”. I możesz odpowiedzieć: „Mam mało, nie jestem w stanie tego uczynić”. To nieprawda, twoje mało, to wiele w oczach Jezusa, jeśli nie będziesz tego trzymał dla siebie, jeśli to zaangażujesz. Również zaangażuj siebie samego. I nie jesteś sam: masz Eucharystię, Chleb pielgrzymowania, Chleb Jezusa. Również dziś wieczorem będziemy karmieni Jego ciałem, które dało siebie. Jeśli przyjmiemy je sercem, ten Chleb wyzwoli w nas moc miłości: poczujemy się błogosławieni i miłowani, i będziemy chcieli błogosławić i kochać, poczynając stąd, od naszego miasta, od ulic, które przemierzymy dziś wieczorem. Pan przychodzi na nasze ulice, aby dobrze powiedzieć o nas i aby dać nam odwagę. Chce także od nas, abyśmy byli błogosławieństwem i darem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XXI Piknik Arstystyczny „Święto Śląska”

2019-06-24 13:16

Wojtek Korpusik

28 czerwca – 30 czerwca 2019 roku

Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” zaprasza do swojej siedziby w Koszęcinie na XXI edycję Pikniku Artystycznego „Święto <<Śląska>>”. Przez trzy dni – od 28 do 30 czerwca – Zespół będzie świętował 66. urodziny i zakończenie sezonu artystycznego. Na publiczność czeka program, który gwarantują dobrą zabawę całym rodzinom. Nie zabraknie muzycznych gości oraz koncertu gospodarzy – Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Wstęp wolny.

Na dobry początek w piątek (28 czerwca) od godz. 18:00 na parkowej scenie wystąpią młodzi artyści z zespołów: „Rekonesans”, „Baboki” oraz duet Paulina Szendera&Iga Reszko z zespołem. O godz. 20:45 rozpocznie się występ wrocławskiego zespołu SEN. Pierwszy dzień „Święta Śląska” zakończy, cieszące się co roku dużą popularnością, nocne zwiedzanie pałacu.

Sobotni program (29 czerwca) rozpocznie o godz. 11:00 czwarta edycja turnieju streetball. O godz. 15:00 w Kameralnej Sali Koncertowej – dawnej kaplicy pałacowej odbędzie się koncert organowy inspirowany twórczością Stanisława Hadyny oraz utworami patriotycznymi w rocznicę 100-lecia odzyskania niepodległości i wybuchu Powstań Śląskich. Na godz. 16:00 organizatorzy zaplanowali występ folkowej grupy Sharena. Po koncercie będzie czas na sporą dawkę humoru w wykonaniu śląskiego kabaretu „Masztalscy”.

Wieczorny program rozpocznie Kraków Street Band (godz. 18:30). Muzycy promują swój najnowszy album "Going Away", który był w tym roku nominowany do nagrody Fryderyka w kategorii Album Roku Blues/Country. O 19:45 scenę podbiją – „Flying Georgians” czyli zespół „Latający Gruzini”, działający przy Państwowym Uniwersytecie im. Iwana Jawakiszwiliego w Tbilisi. Dzień zakończy się w klimacie gorącej muzyki latynoskiej, cygańskiej i przebojów Gipsy Kings w wykonaniu Rico Sancheza z zespołem.

Trzeci dzień „Święta Śląska” (30 czerwca) rozpocznie Turniej Skata o Puchar Dyrektora Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Blok koncertowy rozpocznie o 15:00 muzyka organowa (Kameralna Sala Koncertowa). O 16:00 na scenie plenerowej pojawią się „Słoneczni” – istniejący od 1963 roku Harcerski Zespół Artystyczny, a po nich z folkowym show wystąpi zespół „Redlin”. O 18:45 do wspólnej zabawy zaprosi gwiazdorski duet Kola i Jula. Ukoronowaniem wieczoru będzie koncert galowy Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”.

W ciągu trzech dni wielkiego pikniku artystycznego nie zabraknie atrakcji dodatkowych. Ze swoją prezentacją pojawi się 13. Śląska Brygada Obrony Terytorialnej. Żołnierze przygotują m.in. pokaz sprzętu wojskowego, strzelnicę i tor przeszkód dla dzieci. Atrakcje dla uczestników Święta zapewni także Śląski Oddział Straży Granicznej.

Dla najmłodszych przygotowano m.in. stoisko edukacyjne Zespołu „Śląsk”, warsztaty haftowania i samodzielnego robienia maskotek oraz wesołe miasteczko. Wszyscy będą mogli podziwiać i kupić regionalne produkty oraz skorzystać z licznych stoisk gastronomicznych.

Na odwiedzających w tych dniach siedzibę Zespołu „Śląsk” czekają także wystawy. Będzie można zobaczyć ekspozycje poświęcone założycielowi Zespołu: „Stanisław Hadyna – w 100 lecie urodzin” oraz „Ogrody sztuki Stanisława Hadyny” – wystawa malarstwa pracowników Katedry Malarstwa, Uniwersytetu Humanistyczno–Przyrodniczego im. Jana Długosza w Częstochowie Wydziału Sztuki/Instytut Sztuk Pięknych. Muzeum Powstań Śląskich przygotowało z kolei wystawę z okazji 100-lecia wybuchu powstań śląskich pt. „Śląsk – Droga do Niepodległej”. W pałacu jest wystawa pt. „W aromacie kawy”, na której można zobaczyć kolekcję ręcznych młynków do kawy oraz obrazy malowane kawą i herbatą.

ŚWIĘTO „ŚLĄSKA” 2019 – PROGRAM

Piątek 28 czerwca 2019 r.

18:00 Rekonesans

19:00 Paulina Szendera & Iga Reszko z zespołem

19:30 Baboki

20:45 Sen

21:45 – 00:00 Nocne zwiedzanie z duchami

Sobota 29 czerwca 2019 r.

11:00 Turniej Streetball (park pałacowy – w razie niepogody Hala sportowa w Koszęcinie) do 16:00

15:00 Koncert organowy inspirowany muzyką Stanisława Hadyny oraz 100-leciem Niepodległości Polski i Powstań Śląskich – Hubert Maron i Luca Muratori – kaplica w Zespole Pałacowo-Parkowym

16:00 Sharena

17:15 Masztalscy

18:30 Kraków Street Band

19:45 Flying Georgians

21:00 Rico Sanchez&Gypsy Kings Party

Niedziela 30 czerwca 2019 r.

15:00 Koncert organowy inspirowany muzyką Stanisława Hadyny oraz 100-leciem Niepodległości Polski i Powstań Śląskich – Hubert Maron i Luca Muratori – kaplica w Zespole Pałacowo-Parkowym

16:00 Słoneczni

17:15 Redlin

18:45 Kola i Jula

20:00 Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” – koncert galowy

Dodatkowe atrakcje/imprezy towarzyszące:

Sobota, godz.11:00 IV Turniej Streetball – boisko w Zespole Pałacowo – Parkowym

Niedziela, godz.10:00 Turniej skata o Puchar Dyrektora Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” - Dom Pracy Twórczej

Aleja Rękodzielników – park

Pokazy, stanowiska oraz tor przeszkód Wojsk Obrony Terytorialnej – przy Pawilonie Elwiry Kamińskiej

Stanowisko Śląskiego Oddziału Straży Granicznej – przy Pawilonie Elwiry Kamińskiej

Atrakcje dla dzieci: m.in. warsztaty haftowania, „Zrób maskotkę”, stanowisko edukacyjne Zespołu „Śląsk”, wesołe miasteczko.

Wystawy:

– „Stanisław Hadyna – w 100 lecie urodzin”

– Wystawa ”W aromacie kawy”: Natalia Jankowska – Urant – obrazy malowane kawą i herbatą oraz Zbigniew Niedbała – kolekcja ręcznych młynków do kawy z całego świata.

– „Ogrody sztuki Stanisława Hadyny” wystawa malarstwa pracowników Katedry Malarstwa, Uniwersytetu Humanistyczno–Przyrodniczego im. Jana Długosza w Częstochowie Wydziału Sztuki/Instytut Sztuk Pięknych.

– „Śląsk – Droga do Niepodległej” – wystawa przygotowana przez Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach.

Wstęp wolny

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem