Reklama

Z Wrocławia do nieba czyli święci stąd

2018-06-20 08:09

Anna Buchar, Agata Iwanek, Agnieszka Bugała
Edycja wrocławska 25/2018, str. VI

©Sergii Figurnyi - stock.adobe.com

W święto patrona miasta, Jana Chrzciciela, nie będziemy mówić o św. Janie, bo on nigdy nie odwiedził Wrocławia. Opowiemy o tych świętych, błogosławionych i sługach Bożych, którzy zostawili ślady stóp na miejskim bruku i serdeczne wspomnienia mieszkańców

Pięciu mężczyzn i patronka Europy

Najstarszy z nich to bł. Czesław. Nie wiadomo dokładnie gdzie i kiedy się urodził, ale historycy przyjmują rok 1180. Następny to bł. Edmund Bojanowski, student Uniwersytetu Wrocławskiego, urodzony 1814 r. w Grabongu. Potem dwaj słudzy Boży i wikarzy kościoła NMP na Piasku ks. Robert Spiske, urodzony w 1821 r. w Leśnicy i młodszy od niego o trzy lata ks. Jan Schneider z Mieszkowic k. Prudnika. Wreszcie kobieta, święta Kościoła i patronka Europy: Edyta Stein, rocznik 1891, rodowita wrocławianka i najmłodszy z nich ks. Aleksander Zienkiewicz, nazywany „Wujkiem”, urodzony w 1910 r. na Wileńszczyźnie.

Święta Żydówka Edyta

Edyta była jedynym dzieckiem Steinów, które urodziło się we Wrocławiu. Steinowie przybyli tu z Górnego Śląska, z Gliwic i Lublińca i zamieszkali przy ul. Dubois, wtedy Węglowej. I tam właśnie urodziła się Edyta. Tego domu dziś nie ma, na jego miejscu stoi tzw. plomba. Kiedy zmarł ojciec, status rodziny się obniżył i nie było ich stać na takie mieszkanie. Rodzina przeniosła się na ul. Kurkową. Augusta, matka Edyty dbała o rodzinny interes, była energiczna i zdecydowana. Dziś powiedzielibyśmy, że rozkręciła biznes. Sprawiła, że rodzina szybko odrobiła finansowe zaległości. Dlatego znów przeprowadzka, tym razem na ul. Myśliwską. Edyta wtedy miała ok. pięciu lat. Potem było jeszcze kilka adresów: ul. Henryka Pobożnego – ten budynek stoi do dziś, ul. Roosvelta i dopiero stamtąd na ul. Nowowiejską. Maturę zdała w 1911 r. i rozpoczęła studia na Uniwersytecie Wrocławskim, potem przeniosła się do Getyngi do znanego filozofa Edmunda Husserla.

Zanim wstąpiła do karmelu Edyta powiedziała Bogu „nie” i matka na to przystała, chociaż sama była osobą bardzo wierzącą. Wyobraźmy sobie dziś taką sytuację: dziecko nagle nie chce chodzić do kościoła. Co robią rodzice? Augusta na pewno przeżywała w sercu wielki dramat, ale pozwoliła Edycie dokonywać wyborów. Kolejny wstrząs zafundowała matce w 1922 r., gdy przyjęła chrzest. Gdy przyjeżdżała do domu po przejściu na katolicyzm, chodziła do kościoła św. Michała, tam się modliła. Aresztowano ją w klasztorze w Echt w Holandii. Stamtąd wywieziono do Oświęcimia i zagazowano 9 sierpnia 1942 r.

Reklama

Na rogu Nowowiejskiej i Wyszyńskiego wciąż jest przystanek, na którym w 1933 r. wsiadła do tramwaju i pojechała na dworzec a stamtąd do Kolonii, gdzie wstąpiła do klasztoru.

Błogosławiony business manager

Mężczyzna, którego wizerunek został uwieczniony na pamiątkowej figurze w ogrodzie Rektoratu Papieskiego Wydziału Teologicznego to chudzina z czarną bródką, Edmund Bojanowski. Pojawił się we Wrocławiu 186 lat temu. Przyjechał po to, po co przyjeżdża tu dziś przeciętny 18-latek – chciał się uczyć, chciał rozpocząć samodzielne życie. Znajomi opisywali go jako wysokiego i chudego młodzieńca z ciemnym zarostem, zawsze schludnie ubranego i zamyślonego. To miasto obfitowało w nowe dla niego doświadczenia, nieznane dotąd emocje. Przeżył tu zarówno pierwsze zauroczenie, jak i śmierć rodziców. Był słabego zdrowia, chorował na gruźlicę, jednak nie przeszkadzało mu to śpiewać, ile sił w płucach. Na całe szczęście serce miał zdrowe i silne. Wrażliwy na ludzką biedę, szukał sposobów, jak ulżyć w nędzy wiejskim dzieciom. Założył tzw. ochronki — bezpieczne miejsca wzrostu dla poranionych życiowo dzieciaków, które stały się dla wielu z nich substytutem rodziny. Był business manager XIX w. Uczynił starsze dziewczyny z wiejskiego środowiska „ochraniarkami”, które miały się troszczyć o najmłodszych znajdujących się w „ochronkach”. Czy to nie genialne? W końcu kto jak nie one najlepiej rozumiał te biedne dzieciaki. To naprawdę świetny ruch z dziedziny zarządzania zasobami ludzkimi. Ta XIX-wieczna kadra wychowawczyń stała się później podstawą zakonnego Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny, które liczy dziś trzy tysiące powołań! Ich Dom Generalny znajduje się właśnie we Wrocławiu.

Nie rządził ludźmi, po prostu wiedział, jak nimi zarządzać. Dzisiaj kluczem do sukcesu każdej firmy jest konsekwencja w działaniu. Edmund był świadomy, że żeby założone przez niego domy przetrwały, musi konsekwentnie wprowadzać i egzekwować ustalone, równe dla wszystkich zasady. Co go jeszcze łączyło z dzisiejszymi zarządcami wielkich biznesów? Też nie wyobrażał sobie dnia bez kawy.

Edmund wstąpił do seminarium dopiero wtedy, gdy miał 55 lat (niestety choroba wykluczyła go z dalszej drogi kapłańskiej),tak więc zakon zakładał jeszcze jako świecki. To dobra nauka dla wszystkich, którzy myślą, że świętość jest luksusem przeznaczonym tylko dla duchownych. Co by było, gdyby ten wykształcony literat myślał tak samo i pozostał tylko przy swoim pisaniu? Kiedy będziesz spacerować, możesz skryć się w cieniu pomnika na Katedralnej i pomyśleć o tym.

Gotowy do walki

Całkiem niedaleko ulicy Katedralnej znajduje się plac Dominikański, a tam klasztor św. Wojciecha z relikwiami błogosławionego Czesława — patrona Wrocławia. Spacerując przez Ostrów Tumski, warto wejść także do kościoła św. Marcina, podobno tamtejsze mury pamiętają jeszcze nauczanie dominikanina. Czesław nie na darmo podróżował od pierwszych lat zakonnych. W każdym miejscu głosił Ewangelię, skromny, pogodny i gotowy do posługi. Dziś dzięki anatomicznej rekonstrukcji czaszki, można go sobie wyobrazić jako mężczyznę o łagodnej twarzy z jasnymi włosami i niebieskimi oczami. Podobno zwykł mawiać: „Walcz dzielnie i pokonuj nieczyste chuci, Czesławie, z małej bowiem iskry łatwo może powstać pożar wielki”. Według tej myśli, przez igranie ze złem możemy łatwo się sparzyć. Właśnie z takiej niepozornej iskry w 1241 r. powstał wielki pożar, kiedy to kule ognia trawiły Wrocław podczas najazdu Tatarów. Wydawać by się mogło, że do mężczyzny, który nie odznaczał się nigdy cechami ekscentryka pasuje raczej cicha i pokorna modlitwa w zaciszu klasztoru, jednak iskra Boża, którą miał w sercu, zapaliła go do działania. Zdobył się na coś nieoczekiwanego – opuścił klasztor i śmiało poprowadził procesję niosąc Najświętszy Sakrament. Mieszkańcy Wrocławia dziękują mu do dziś za uratowanie miasta i w dominikańskim kościele zanoszą intencje przez jego wstawiennictwo.

Leśnica może być dumna

Robert był biedny. Bez pomocy nie mógłby się uczyć. Z pomocą przyszli kapłani z katedry św. Jana. Ufny w pomoc Bożą odbył później studia filozoficzno-teologiczne na Uniwersytecie Wrocławskim, które łączył z pracą wychowawczą wśród młodzieży gimnazjalnej.

18 czerwca 1847 r. otrzymał święcenia kapłańskie i przez rok pracował we Wrocławskim Seminarium Duchownym, jako wykładowca ceremonii liturgicznych i modlitwy brewiarzowej. Cała Jego praca duszpasterska związana była z Wrocławiem. W 1848 r. został wikariuszem przy kościele NMP na Piasku. To tutaj młody ks. Spiske powołał do życia Stowarzyszenie św. Jadwigi, które 14 czerwca 1859 r. przekształciło się w zakonne Zgromadzenie Sióstr św. Jadwigi. Uchodził za świętego już za życia, mówiono o nim „apostoł miłości”.

Jan, który kochał Maryję

A mały Janek Schneider chodził do szkoły w Rudziczce. Był tak zdolny i pilny, że zwrócił uwagę nauczyciela i proboszcza. Gorliwy ministrant, z wielkim szacunkiem odnosił się do kapłanów. Już wtedy zaczął odczytywać zamiary Boga względem siebie. Ks. Antoni Herman postanowił mu pomóc i skierował go do gimnazjum w Nysie. Janek codziennie rano służył do Mszy św. w kościele seminaryjnym. Po celującym zdaniu matury i ukończeniu studiów został księdzem. Najpierw biskup skierował go do pracy w Wiązowie, a po dwóch latach został przeniesiony do wrocławskiego kościoła NMP na Piasku.

Odznaczał się wielką pobożnością. Otaczał opieką duszpasterską ludzi chorych i kalekich, nie oszczędzał się w trosce o parafię. Priorytetem była dla niego ochrona przed zagrożeniem moralnym młodych dziewcząt przyjeżdzających za pracą do Wrocławia. Udało mu się. Założył w mieście Fundację NMP, pod patronatem Maryi, w której dziewczęta mogły się schronić na czas poszukiwania pracy, a odpowiednio kierowane nie ulegały złym wpływom. Na legitymacjach dziewcząt widniał napis: „Maryja ucieczką naszą” i „Maryjo, pomóż”.

Założył także Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej zwane mariankami. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją religijną mieszkańców Wrocławia. Najpierw został pochowany na Cmentarzu Osobowickim, a po ekshumacji spoczął w bocznej kaplicy kościoła NMP na Piasku.

„Wujek” spod Czwórki

Ks. Aleksander Zienkiewicz nie założył żadnego zgromadzenia zakonnego, ale i tak całe życie poświęcił ludziom młodym, studentom. Jako duszpasterz akademicki, a wcześniej rektor seminarium duchownego, przekazywał tajemnicę obcowania z Bogiem i nieustanną konieczność formowania sumienia i postaw. Do Wrocławia przyjechał z Nowogródka. To tam oddały za niego życie w męczeńskiej śmierci siostry Nazaretanki. Dług tej ofiary spłacał do końca życia. Autor książek, konferencji, modlitw, „Rachunku sumienia człowieka dojrzałego” i „Rachunku sumienia małżonków chrześcijańskich”, wielki orędownik modlitwy różańcowej, zawierzony Maryi i Jej prowadzeniu. Jest najmłodszym sługą Bożym związanym z Wrocławiem. Wciąż żyje wielu jego przyjaciół, wychowanków, świadków jego świętego życia. Kościół jeszcze nie ogłosił go świętym, ale ci, co go znali, wiedzą, że jest świętym z Wrocławia, świętym stąd.

Tagi:
Wrocław święci

Reklama

6 grudnia: wspomnienie biskupa Mikołaja - świętego Zachodu i Wschodu

2018-12-05 15:58

ts (KAI) / Warszawa

Przez wiele lat św. Mikołaj należał do najbardziej znanych i czczonych świętych. Jest otaczany wielką czcią przez wiernych zarówno Kościoła katolickiego, jak i prawosławnego. To przy jego grobie odbył się w 1098 r. zwołany przez papieża Urbana II synod, na którym szukano dróg zniesienia podziałów w chrześcijaństwie. Do dziś Mikołaj jest ukochanym świętym dzieci, kojarzonym z wymarzonymi prezentami pod choinką. Jego wspomnienie przypada według kalendarza gregoriańskiego 6 grudnia, natomiast według kalendarza juliańskiego - 19 grudnia.

Łukasz Kot
Obraz św. Mikołaja

Greckie imię Mikołaj oznacza "zwycięzca ludu". Ma ono wiele odmian: Nikolas, Niklas, Nicolo, Klaus, Mikulasz, Miklos, Nichol, Noel Baba, a dzień 6 grudnia - "Natalis S. Nicolai": Nicolai hiemals, Niclastag, Nielsdag, Clawsdach.

Mikołaj urodził się prawdopodobnie ok. 270 r. w Licji w miejscowości Patras jako jedyne dziecko zamożnego małżeństwa chrześcijańskiego. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale był też bardzo wrażliwy na ludzkie nieszczęścia. Po śmierci rodziców dzielił się chętnie swoim majątkiem z biednymi. Gdy dowiedział się, że trzy córki ubogiego mieszkańca miasta nie mogą wyjść za mąż, gdyż ich ojca nie stać na posag, podrzucił im ukradkiem większą sumę pieniędzy. Tę przypowieść wykorzystał Dante w "Boskiej komedii". Wybrany biskupem Myry (Demre w dzisiejszej Turcji), Mikołaj podbił serca wiernych nie tylko gorliwością pasterską, ale i troską o potrzeby materialne wiernych.

Zmarł, jak mówi tradycja, 6 grudnia między rokiem 345 i 352 w wieku prawie 70 lat. Podobno w chwili jego śmierci ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie. Relikwie z portowego miasta Myra przywieźli 9 maja w 1087 r. do włoskiego Bari tamtejsi marynarze, chroniąc je przed muzułmanami. Pamiątkę tego dnia odnotowano także w kalendarzach jako wspomnienie świętego. Wkrótce św. Mikołaj stał się patronem tego miasta, największego nad Adriatykiem.

W 1089 r. papież Urban II poświęcił grobowiec świętego w bazylice jego imienia. Przy jego grobie odbył się w 1098 r. synod, którego celem było połączenie Kościoła prawosławnego z rzymskim. Wśród 184 biskupów był także prymas Anglii, abp św. Anzelm z Canterbury. W 1197 r. bazylikę w Bari, zbudowaną nad szczątkami świętego, konsekrował kanclerz cesarza Henryka VI, biskup Hildesheimu. Przy bazylice św. Mikołaja w Bari przechowywany jest dokument z XII w., opisujący dzieje sprowadzenie relikwii świętego. Do dziś też zachowały się w Myrze ruiny kościoła św. Mikołaja.

W Bari co roku, 9 maja, w rocznicę przywiezienia tam relikwii św. Mikołaja, obchodzone są okolicznościowe uroczystości. Największe obchody odbywają się na pełnym morzu. Rankiem 8 maja wypływa z portu najokazalszy statek z dwumetrowej wielkości figurą świętego, któremu towarzyszą wierni w procesji na bogato przyozdobionych łodziach, stateczkach i kutrach. Gdy statek przywozi figurę na brzeg, obwozi się ją po odświętnie przybranym mieście na specjalnie przygotowanym powozie. Ta procesja morska kończy się ogólnym świętowaniem i fajerwerkami. Natomiast następnego dnia w kościołach odbywają się nabożeństwa, a centralna uroczystość - przy grobie świętego w bazylice w Bari. W bazylice tej jest również pochowana królowa Bona, żona Zygmunta Starego i matka Zygmunta Augusta, która pochodziła z Bari. Mauzoleum za głównym ołtarzem ufundowała jej córka, Anna Jagiellonka. Na sarkofagu umieszczone są rzeźby klęczącej królowej Bony, a po jej bokach - patronów Polski i Bari: św. Stanisława i św. Mikołaja.

Hołd relikwiom świętego oddał w 1984 r. papież Jan Paweł II, który na pamiątkę swej wizyty przekazał bazylice pastorał.

Wokół postaci św. Mikołaja narosło wiele legend. Najstarszy pisemny dowód na oddawanie czci biskupowi z Myry to tzw. praxis de stratelatis, legenda o cudownym uratowaniu trzech namiestników, niesłusznie skazanych na karę śmierci przez cesarza Konstantyna Wielkiego (306-337). Prawdopodobnie to zachowane opisanie legendy powstało ok. 460-580 roku, choć nie wyklucza się istnienia jeszcze starszych pism. Legenda ta była w średniowieczu tak popularna na całym świecie, że do dziś zachowało się jeszcze ponad 50 jej różnych rękopisów. Bardzo popularna była też inna legenda, mówiąca o tym, że Mikołaj swoją modlitwą uratował od niechybnego utonięcia rybaków w czasie gwałtownej burzy. Dlatego czczony jest także jako patron marynarzy i rybaków. Niedawno przedstawiciele prawosławnych patriarchatów, konferencji episkopatów katolickich i Kościołów ewangelickich z 16 krajów basenu Morze Śródziemnego zaproponowali, by św. Mikołaja ogłosić patronem Morza Śródziemnego.

Najstarsza znana biografia św. Mikołaja, "Vita per Michaelem", powstała prawdopodobnie ok. 750-850 r. w Konstantynopolu. Wyprzedziła ona nieco później spisaną biografię "Methodius et Theodorum" datowaną na początek IX wieku.

Św. Mikołaj jest patronem Grecji, Rosji i Lotaryngii. W Szwajcarii jest patronem diecezji Lozanna-Genewa-Fryburg. Przede wszystkim jednak obrały go za swego patrona miasta hanzeatyckie oraz Amsterdam, Ankona, Bari, Fryburg Meran i Nowy Jork. Imię świętego noszą też liczne miasta na wszystkich kontynentach. Liczbę kościołów i ołtarzy jemu poświęconych tylko w średniowiecznych Niemczech obliczano na 4-5 tysięcy.

W wielu miastach istniały też bractwa św. Mikołaja zakładane przez kupców, marynarzy i różne cechy rzemieślnicze. Jednym z najstarszych jest bractwo św. Mikołaja w Kolonii, które prawdopodobnie powstało w 1201 r. W późniejszym okresie działały jeszcze w Kolonii trzy inne bractwa im. Św. Mikołaja.

Mikołaj jest patronem dziewcząt pragnących wyjść za mąż, kobiet chcących urodzić dziecko, noworodków, ludzi morza, flisaków, dokerów, kupców, młynarzy, piekarzy, rzeźników, krawców, tkaczy, podróżnych i pielgrzymów, więźniów, adwokatów, notariuszy, handlarzy winem i zbożem, właścicieli i żebraków. Zaliczany był do Czternastu Świętych Wspomożycieli.

W Polsce św. Mikołaj był kiedyś bardzo popularny. Jeszcze dzisiaj pod jego wezwaniem jest 327 kościołów. Jego wezwanie noszą trzy kościoły katedralne: w Elblągu, Kaliszu i w Bielsku-Białej. Najokazalsze kościoły św. Mikołaja znajdują się w Gdańsku i Elblągu. Natomiast największe polskie sanktuarium św. Mikołaja jest w Pierśćcu koło Skoczowa na Śląsku Cieszyńskim. Pierwszą kaplicę jemu poświęconą zbudowano tam już w XIV wieku. Szczególną czcią otaczana jest cudowna figura św. Mikołaja, przy której wierni od lat wypraszają łaski zdrowia dla siebie i swoich bliskich.

Zwyczaj wręczania dzieciom prezentów powstał w średniowieczu. Jego początki, to udzielanie stypendiów i zapomóg przez szkoły mające za patrona św. Mikołaja. Z upływem lat przekształcił się w obdarowywanie prezentami dzieci, a także wszystkich członków rodzin.

Co najmniej od XV w. istniał zwyczaj budowania "łódeczek św. Mikołaja", w które święty miał składać prezenty. Z czasem łódeczki zastąpiły buty i skarpety, lub - w regionach protestanckich - adwentowe talerze z darami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Narodzenie św. Jana Chrzciciela

Ks. Dariusz Gronowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 25/2004

Bożena Sztajner
Miejsce narodzenia św. Jana Chrzciciela w Ain Karem

Św. Jan Chrzciciel to jeden z najbardziej znanych świętych. Nowy Testament poświęca mu niemal tyle miejsca, co samej Najświętszej Maryi Pannie. Wspomnienie jego narodzin obchodzimy w liturgii w randze uroczystości 24 czerwca, a oprócz tego 29 sierpnia wspominamy jego śmierć męczeńską.

Imię Jan znaczy „Bóg jest łaskawy”. Narodzenie Jana, syna kapłana Zachariasza i Elżbiety, archanioł Gabriel zwiastował Zachariaszowi; powołał się również na nie podczas zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. W istocie poprzez swoją matkę Elżbietę Jan był krewnym Pana Jezusa. To jego Bóg powołał, by przygotował drogę na przyjście Mesjasza.

Św. Jan Chrzciciel czczony jest m.in. w Łagowie Lubuskim, który bierze swój początek od rycerskiego Zakonu św. Jana Chrzciciela, czyli joannitów. Oni to wznieśli zamek, stojący tam po dziś dzień, wokół niego zaś rozwinęła się osada. Obecnie stojący tam kościół parafialny pw. św. Jana Chrzciciela został wzniesiony na miejscu kaplicy przyzamkowej w 1726 r., a przebudowany i rozbudowany o wieżę i transept w 1867 r. Ponieważ przez wieki świątynia była użytkowana przez ewangelików, została poświęcona po wojnie, po osiedleniu się ludności polskiej 28 października 1945 r. Od 1951 r. jest to kościół parafialny. Św. Jana Chrzciciela zobaczymy w nim na witrażu po prawej stronie prezbiterium. Natomiast stary ołtarz z tego kościoła obecnie znajduje się w osiemnastowiecznym kościele filialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Jemiołowie. Na obrazie w centrum ołtarza widzimy młodego Jana z barankiem. Jest to ilustracja ewangelicznego zdania św. Łukasza: „Dziecię rosło i umacniało się w duchu i przebywało na miejscach pustynnych aż do czasu ukazania się swego w Izraelu” (por. Łk 1, 80).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Skworc: Maksymilian Kolbe to święty, który łączy narody i społeczeństwa

2019-06-24 13:54

lk / Warszawa (KAI)

O. Maksymilian Kolbe to święty, który łączy narody i społeczeństwa – powiedział abp Wiktor Skworc podczas prezentacji książki „Życie jako dojrzenie do świętości” poświęconej świętemu franciszkaninowi, która odbyła się w poniedziałek w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski.

KEP

Autor książki o. Zdzisław Kijas OFMConv. podjął pracę nad opisaniem życia św. Maksymiliana Kolbego z innej perspektywy niż autorzy dotychczasowych publikacji na temat świętego franciszkanina.

„Skupię się zatem na wewnętrznym życiu Maksymiliana, na jego potencjalnych napięciach, tęsknotach czy pragnieniach. Nie będę natomiast pisał o jego podróżach apostolskich i misyjnych, mniej interesować mnie będzie jego wzniosła pobożność maryjna, o której napisano już tysiące stron” – wyjaśnił o. Kijas we wprowadzeniu do książki.

Co skłoniło autora do skupieniu się na duchowej stronie życia św. Maksymiliana? „Fascynacja osobą. To był jeden z nas, żył w czasach trudnych, na przełomie wieków, miał bardzo mało spokoju, by żyć normalnie, a przecież potrafił tworzyć pokój w sytuacjach, które na pozór pokojowe nie były” – powiedział podczas prezentacji w Sekretariacie Episkopatu Polski.

Jak stwierdził, określenia świętości są różne, a jednym z nich jest umiejętność podejmowania mądrych decyzji w trudnych sytuacjach, sytuacjach granicznych. - To nie przychodzi łatwo, do świętości trzeba dojrzewać – powiedział, dodając, że właśnie taki wymiar miała świętość w życiu o. Maksymiliana. Ową decyzją graniczną, która doprowadziła go do świętości, była decyzja ważąca na jego losie: oddanie życia za Franciszka Gajowniczka w obozie Auschwitz-Birkenau.

O. Kijas podkreślił, że praca nad książką była swoistym „mocowaniem się z Maksymilianem”, odkrywaniem sytuacji w których się znajdował. A były to sytuacje niełatwe, pełne lęku i niepokojów, jak życie na misji, później konieczność powrotu do kraju, opuszczenie klasztoru, aresztowanie. – Ale on nie popadał w depresję, widział cały czas nowe okazje do działania, które podejmował, aby wzrastać duchowo – zauważył autor.

„Maksymilian odkrył, że jego najważniejszym miejscem dojrzewania do świętości stał się paradoksalnie właśnie obóz koncentracyjny, który dla innych był miejscem śmierci” – dodał o. Kijas OFMConv.

Obecny na prezentacji abp Wiktor Skworc, przewodniczący Komisji Duszpasterstwa KEP powiedział, że zawsze interesowała go asceza życia o. Maksymiliana Kolbego, właściwa dla życia zakonnego. Sam jednak późniejszy święty o swojej ascezie niewiele mówił. Opierał się na fundamencie modlitwy, postu i osobistych wyrzeczeń.

Zdaniem abp. Skworca, o. Maksymilian Kolbe to święty, który łączy narody i społeczeństwa. Przewodniczący Komisji Duszpasterstwa KEP przypomniał, że po beatyfikacji i kanonizacji o. Kolbego nastąpiła m.in. szczególna łączność między osobą świętego a społeczeństwem i Kościołem w Niemczech.

Powstało wiele parafii pod jego wezwaniem, ale również dwa wielkie dzieła: Maximilian-Kolbe-Werk, które w imieniu Episkopatu Niemiec udzielało pomocy w Polsce ofiarom obozów koncentracyjnych. Drugie dzieło, powstałe nieco później, to wspólna Fundacja Maksymiliana Kolbe, której celem jest propagowanie idei pojednania narodów polskiego i niemieckiego - i temu procesowi pojednania niewątpliwie o. M. Kolbe patronuje – ale też szerzenie tej myśli w odniesieniu do innych narodów niepojednanych w Europie, jak choćby na Bałkanach.

Prezes Wydawnictwa „Bratni Zew” o. Andrzej Zając OFMConv. podkreślił, że „Życie jako dojrzenie do świętości” to książka szczególna dla oficyny franciszkańskiej. Autor wprawdzie nie odwołuje się wprost do duchowości św. Franciszka, ale niewątpliwie wskazuje na łączność między polskim świętym a postacią „Biedaczyny z Asyżu”. Książka o. Zdzisława Kijasa może posłużyć jako swoisty przewodnik duchowy, a na pewno będzie fascynującą lekturą dla każdego, kto szuka świętości.

O. Zdzisław Józef Kijas OFMConv., "Życie jako dojrzewanie do świętości. Maksymilian Maria Kolbe", Wydawnictwo "Bratni Zew", Kraków 2019.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem