Reklama

Polak, który oświetlił Amerykę

2018-10-31 08:28

Witold Iwańczak
Niedziela Ogólnopolska 44/2018, str. 12-14

commons.wikimedia.org
Erazm Jerzmanowski

Powstaniec styczniowy, żołnierz, emigrant, wynalazca, przemysłowiec, milioner, działacz społeczny, mecenas polskiej kultury i filantrop – Erazm Józef Jerzmanowski herbu Dołęga. Gorliwy katolik, uhonorowany najwyższym papieskim odznaczeniem; przyjaciel św. Brata Alberta. Uzyskał przynajmniej 22 amerykańskie patenty

Erazm Jerzmanowski urodził się 2 czerwca 1844 r. w Domanikowie (powiat gostyński), którego współdziedziczką była jego matka Kamila z Kossowskich. Był dzieckiem, któremu nie dawano większych szans na przeżycie, o czym może świadczyć pospieszny chrzest, tzw. z wody. Jego akt chrztu został odnaleziony w parafii w Warcie (woj. łódzkie). Kilka dni po narodzinach wraz z matką został przewieziony do rodzinnych Tomisławic w Kaliskiem, których dziedzicem był jego ojciec Franciszek Jerzmanowski herbu Dołęga.

Rodzina z patriotycznymi polskimi tradycjami

Rodzina Jerzmanowskich odznaczała się dużymi tradycjami patriotycznymi. Pielęgnowano w niej polskość i pamiętano o walczących o jej dobro przodkach oraz krewnych. Jednym z nich był Franciszek Jerzmanowski (1737 – 1802), członek rejtanowskiej opozycji podczas Sejmu rozbiorowego w 1773 r., który zasłynął zdecydowaną odmową podpisania traktatu rozbiorowego. Warto też wspomnieć Jana Pawła Jerzmanowskiego (1779 – 1862), który walczył u boku cesarza Napoleona I Bonapartego w wojnie z Rosją w 1812 r.

Młodość i powstanie narodowe

Erazm Jerzmanowski początkowo pobierał naukę w domu rodzinnym, a następnie kontynuował ją w warszawskim Gimnazjum Gubernialnym, które ukończył w 1862 r. W tym samym roku podjął studia na Wydziale Rolniczo-Leśnym Instytutu Politechnicznego i Rolniczo-Leśnego w Puławach. Tam poznał Adama Chmielowskiego, z którym łączyła go przyjaźń przez całe życie. Niestety, nauka Erazma w puławskim instytucie nie trwała długo. Zaledwie trzy miesiące po tym, jak ją rozpoczął, wybuchło powstanie styczniowe, do którego Jerzmanowski przystąpił, by walczyć w oddziale Mariana Langiewicza. Po upadku powstania znalazł się na terenie Galicji, gdzie został internowany przez władze austriackie i osadzony w twierdzy w Ołomuńcu. Zmuszony do opuszczenia monarchii Habsburgów udał się w 1864 r. przez Szwajcarię do Francji.

Reklama

Francja. Nauka i pierwsza praca

W latach 1864-73 przebywał we Francji. W Paryżu kontynuował naukę w szkole polskiej na Montparnasse oraz w cesarskiej Szkole Górniczej. Obracał się w kręgach powstańczych emigrantów, brał aktywny udział w spotkaniach i dyskusjach politycznych. Sława jego niedawno zmarłego krewnego, Jana Pawła Jerzmanowskiego, otwierała przed młodym imigrantem wiele drzwi, co umożliwiło mu uzyskanie zezwolenia na podjęcie w 1866 r. studiów w Szkole Inżynierii Wojskowej w Metz. W 1870 r. jako oficer armii francuskiej wziął udział w wojnie z Prusami, za co został odznaczony krzyżem Legii Honorowej. Po zakończeniu wojny Jerzmanowski opuścił wojsko i rozpoczął pracę w firmie specjalizującej się w produkcji gazu oświetleniowego. Firma ta wysłała go w 1873 r. jako swojego przedstawiciela do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Miał za zadanie budowę w Nowym Jorku miejskiego systemu oświetleniowego opartego na lampach Drummonda, emitujących tzw. światło wapienne, które powstaje w wyniku termoluminescencji tlenku wapnia pod wpływem ogrzania do wysokiej temperatury za pomocą palnika tlenowo-wodorowego. System wymagał dostarczania do lamp dwiema rurami tlenu i bogatego w wodór gazu wodnego, wytwarzanych w oddzielnych generatorach.

Amerykański sen

Wkrótce po przybyciu do Stanów Zjednoczonych Erazm Jerzmanowski ożenił się z Amerykanką Anną Koester (Koster), a w 1879 r. otrzymał amerykańskie obywatelstwo. W USA zajmował się sprawami gazyfikacji i produkcji karbidu. Początkowo pracował przy budowie generatorów w działającej od 1869 r. i kontrolowanej przez Francuzów firmie New York Oxygen Gas Company. Z powodu trudności z uruchomieniem produkcji tlenu zrezygnował z systemu Drummonda i skoncentrował się na udoskonaleniu produkcji gazu wodnego. Usprawnienia dotyczyły również podniesienia efektywności energetycznej całego procesu. Już w 1873 r. Jerzmanowski opatentował zastąpienie kosztownej nafty stosowanej do nawęglania gazu wodnego w karburatorze tańszym węglem bitumicznym. Później opatentował pomysł umieszczenia w ścianach generatora przewodów, które do komory dostarczały powietrze i parę wodną. Oba składniki podawane były do wnętrza naprzemiennie, co eliminowało niebezpieczeństwo wybuchu. Erazm zaobserwował również, że na poprawę funkcjonowania generatora duży wpływ ma precyzyjne regulowanie przedziałów czasowych, w jakich do komory dostarczane są oba składniki. Gazownia Municipal dostarczała gaz z silną domieszką tlenku węgla, sięgającą nawet 27 proc., podczas gdy za bezpieczną granicę uważano poziom 10 proc. W  latach 1882-83 Jerzmanowski opracował i opatentował skuteczny sposób obniżenia koncentracji trującego związku – wyłożył wnętrze komory generatora wapieniem. Usprawnienia były na tyle istotne, że w fachowym piśmiennictwie metoda zyskała miano procesu Jerzmanowskiego.

W 1884 r. wraz z grupą amerykańskich finansistów, na czele z Williamem Rockefellerem, Erazm Jerzmanowski założył kompanię gazową Equitable Gas Light Company. Do przyszłej spółki jako udziałowiec wniósł nie środki finansowe, ale swoje patenty. Kierował tym przedsiębiorstwem niemal 13 lat. Zastosowanie jego metody doprowadziło do spadku kosztów produkcji gazu o przeszło 15 proc., co spowodowało duży sukces kompanii Equitable, która szybko przystąpiła do przejmowania innych spółek gazowych na terenie Stanów Zjednoczonych, m.in. w Chicago, Baltimore, Detroit, Indianapolis, Troy, Albany czy Lafayette. Amerykańska prasa coraz częściej donosiła z uznaniem o niezwykłym „polskim baronie”, który jawił się w niej jako ten, który „oświetlił Amerykę”. W tym samym czasie Jerzmanowski opracował nowy system produkcji gazu wodnego, zaliczany do grupy procesów retortowych – to jest takich, w których para jest podawana do retort zawierających węgiel, a właściwa temperatura reakcji jest utrzymywana w wyniku spalania paliwa w oddzielnej komorze. Metoda zyskała miano procesu „Baby” i pozwalała na uzyskanie gazu o niskiej zawartości tlenku węgla. Gazownie wykorzystujące technologie opracowane przez Jerzmanowskiego działały w wielu miastach USA.

Gdy Erazm Jerzmanowski przybył do Stanów Zjednoczonych, trafił na okres korzystnej koniunktury gospodarczej, która nastała po zakończeniu wojny secesyjnej. Przez 23 lata był jednym z najwybitniejszych kierowników wysoko rozwiniętego przemysłu gazowego w Stanach Zjednoczonych, dorobił się wielkiego majątku i zyskał uznanie sfer przemysłowych i fachowców. Działalność wynalazcza i biznesowa pozwoliła mu zgromadzić fortunę szacowaną na 3 mln dol., co w 1894 r. dawało mu 96. pozycję na liście najbogatszych Amerykanów.

Polak i gorliwy katolik

Erazm Jerzmanowski zawsze podkreślał swoje pochodzenie, mówił, że jest polskim uchodźcą z zaboru rosyjskiego. Był gorliwym katolikiem z bardzo jasnymi poglądami. Wyrażał swój sprzeciw wobec antysemityzmu, co spowodowało ataki na jego osobę podejmowane przez środowiska nacjonalistyczne i narodowo-katolickie amerykańskiej Polonii. W jego obronie stanął przebywający w Rzymie kard. Mieczysław Ledóchowski, który interweniował w sprawie kampanii oszczerstw względem Jerzmanowskiego u papieża Leona XIII. W odpowiedzi papież w specjalnym breve z 26 kwietnia 1889 r. przyznał Jerzmanowskiemu nagrodę za zasługi dla „Kościoła, Ojczyzny i Ludzkości” i nadał mu tytuł Komandora Krzyża św. Sylwestra. Erazm Jerzmanowski był pierwszym człowiekiem na kontynencie amerykańskim, który otrzymał tak wysokie papieskie odznaczenie.

Wsparcie dla rodaków

Jerzmanowski zawsze, jak tylko mógł, wspierał rodaków – zarówno tych przebywających na emigracji, jak i tych pozostałych na znajdujących się pod zaborami ziemiach polskich. Rozwinął akcję mecenatu społecznego i kulturalnego. Stał na czele Komitetu Centralnego Dobroczynności oraz aktywnie działał w Związku Polskim w Stanach Zjednoczonych, utrzymywał Czytelnię Polską, tworzył biura poszukiwania pracy dla polskich imigrantów, wspierał dużymi nakładami finansowymi Towarzystwo Dobroczynności w Nowym Jorku. Pomoc dla polskich imigrantów, której Jerzmanowski poświęcał właściwie cały wolny czas, polegała najczęściej nie na dawaniu im pieniężnych zapomóg, ale na pośrednictwie w znalezieniu pracy, by sami mogli zapracować na utrzymanie swoje i swoich rodzin. Przestrzegał przy tym przed nadmiernym uleganiem amerykanizacji oraz poddawaniem się kulturze masowej. W wywiadzie udzielonym korespondentowi „Gazety Warszawskiej” w Paryżu, 16 września 1888 r., powiedział: „Nie wierzę w przyszłość naszą w Ameryce (...). Ci, co przybywają, ostać się mogą (...). Ale następne pokolenie zginie, bo je wir życia praktycznego zmaterializować i zamerykanizować musi”. Przestrzegał przed bezmyślną i nieprzemyślaną emigracją do Ameryki. W 1887 r. rozpoczął zbiórkę funduszy na Skarb Narodowy, który z własnej kieszeni hojnie wspierał. Wspomagał także Muzeum Narodowe Polskie w Rapperswilu. Kiedy mieszkańców ziem polskich dotykały klęski (powodzie, pożary, nieurodzaj, głód), spieszył z pomocą, zakładał ochronki dla dzieci, fundował i finansował działalność czytelni i szkół.

Państwo Jerzmanowscy często przyjeżdżali do Krakowa. Spotykali się z rodziną i przyjaciółmi, m.in. z Adamem Asnykiem, którego ideę powołania do życia Towarzystwa Szkoły Ludowej w Krakowie wsparli finansowo. Wspierali także polskie przedsięwzięcia, np. Powszechną Wystawę Krajową we Lwowie w 1894 r. czy Krakowskie Towarzystwo Oświaty Ludowej. Sfinansowali wawelskie witraże Józefa Mehoffera.

Powrót na polskie ziemie

Ku zaskoczeniu wielu, w 1895 r., w wieku 52 lat, Erazm Jerzmanowski podjął decyzję o wycofaniu się z życia publicznego i kierowania spółką gazową i w 1896 r. opuścił Stany Zjednoczone. Wraz z żoną Anną osiedlili się w zakupionym wcześniej majątku ziemskim w podkrakowskim Prokocimiu. Państwo Jerzmanowscy nie brali aktywnego udziału w życiu towarzyskim i kulturalnym Krakowa, a spotykali się tylko z wąskim gronem oddanych przyjaciół, najczęściej weteranów powstania styczniowego.

Erazm Jerzmanowski zmarł w niedzielę 7 lutego 1909 r. nad ranem, na skutek komplikacji po zapaleniu płuc, w swoim pałacu w Prokocimiu. Pogrzeb odbył się 3 dni później – 10 lutego i stał się okazją do wielkiej społecznej manifestacji, swoistego hołdu złożonego pamięci zmarłego, którego ciało spoczęło w grobowcu na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Autorem grobowca był znakomity rzeźbiarz Wacław Szymanowski (autor warszawskiego pomnika Fryderyka Chopina).

Fundacja Jerzmanowskich

Potomstwa państwo Jerzmanowscy nie mieli, dlatego Erazm w testamencie zapisał cały majątek bardzo już wtedy chorej żonie, z zastrzeżeniem, że po jej śmierci wszystkie środki będą przekazane na rzecz ustanowionej przez niego „Fundacji nagród imienia śp. Erazma i Anny małżonków Jerzmanowskich”, której działalność miała spoczywać w pieczy krakowskiej Akademii Umiejętności. W statucie fundacji możemy przeczytać: „(...) co roku ma być wypłacona Polakowi, względnie Polce, urodzonemu, względnie urodzonej w granicach Polski 1772 r., religii rzymskokatolickiej, który, względnie która przez swe prace literackie, naukowe lub humanitarne dokonywane z pożytkiem dla ojczystego kraju potrafił lub potrafiła zająć wybitne stanowisko w społeczeństwie polskim”. Po śmierci Erazma Jerzmanowskiego jego żona Anna w 1910 r. sprzedała majątek zakonowi augustianów i wyjechała do Drezna, gdzie zmarła w 1912 r.

W okresie przedwojennym nagroda była nazywana przez prasę polską Nagrodą Nobla. Stanowiła równowartość 12 kg złota. Laureaci byli wybierani przez Polską Akademię Umiejętności. Po przyznaniu nagrody w 1928 r. nastąpił kryzys finansowy i środki fundacji się zdewaluowały, a w konsekwencji wyczerpały. W takiej sytuacji na pewien czas zaprzestano wręczania wyróżnienia. Kolejną nagrodę, ok. 10 tys. zł, przyznano ze środków własnych akademii w 1931 r. i odtąd postanowiono ją przyznawać co 3 lata – tak było do wybuchu II wojny światowej. Wyróżnienie to otrzymali m.in.: kard. Adam Stefan Sapieha, Henryk Sienkiewicz, Napoleon Cybulski, Benedykt Dybowski, Jan Kasprowicz i  Stanisław Zaremba. W 2009 r. PAU wznowiła przyznawanie Nagrody im. Erazma i Anny Jerzmanowskich, ale w regulaminie pominięto zapis z testamentu Jerzmanowskiego o wyznaniu rzymskokatolickim nagradzanego Polaka.

Tagi:
ludzie Polacy

Abby Johnson odpowiada lewicowym mediom: to Planned Parenthood wypowiedziało mi wojnę!

2019-11-05 12:13

Redakcja

Bohaterka filmu „Nieplanowane” stała się obiektem ataków lewicowych mediów w Polsce. Stawiają jej one zarzut o karierowiczostwo i chęć zyskania popularności. – To Planned Parenthood zaczęło tę wojnę, nie ja – odpowiada Abby.

Archiwum prywatne Abby Johnson
Abby Johnson

W ostatnich dniach lewicowe media w Polsce ostro zaatakowały Abby Johnson, byłą menedżer kliniki aborcyjnej Planned Parenthood, która przeszła głęboką przemianę i teraz staje w obronie nienarodzonego życia. To na podstawie jej poruszającej historii, opisanej w książce „Nieplanowane” powstał film, który kilka dni temu wszedł do polskich kin.

Takie portale jak wyborcza.pl czy tokfm.pl stawiają Abby zarzut karierowiczostwa. Powołują się przy tym na oskarżenia amerykańskich mediów lewicowych, które od lat atakuję Johnson. Abby wypowiedziała bowiem wojnę najpotężniejszej organizacji aborcyjnej na świecie.

Według lewicowych mediów w Polsce, Abby odeszła z Planned Parenthood ponieważ miała problemy finansowe a zaatakowanie tej organizacji miało jej przysporzyć popularności i pieniędzy. Innym zarzutem, stawianym Johnson, jest to, że jej rezygnacja nie była efektem przemiany, lecz wiązała się z zarzutami, jakie stawiali jej przełożeni. Dotyczyły one podobno niewłaściwego wypełniania obowiązków. Zgodnie z tą narracją, Abby odeszła z pracy, by uprzedzić zwolnienie.

Tylko u nas Abby zdecydowanie odnosi do tych zarzutów. – Czy chciałam pieniędzy i popularności? To nie są argumenty merytoryczne. Ale odpowiem na nie: każdy, kto zobaczy film i sięgnie po moją książkę dowie się, że to nie ja zaatakowałam Planned Parenthood. Nie byłoby ani książki, ani filmu gdyby nie pozew i ataki ze strony tej organizacji. To ich komunikaty i groźba zamknięcia mi ust sądowym zakazem, skłoniły mnie do tego, by głośno powiedzieć, co dzieje się za drzwiami klinik aborcyjnych. To Planned Parethood wypowiedziało tę wojnę, nie ja – wyjaśnia Abby.

Zarzuty o złe wypełnianie obowiązków zawodowych? – To jest po prostu nieprawda. Dzisiaj myślę o tym z żalem, ale byłam skutecznym i dobrym pracownikiem. To cechy pożądane w normalnej pracy, niestety ja byłam kimś takim jako dyrektor kliniki aborcyjnej. Awansowałam tam, na kilka miesięcy przed rezygnacją otrzymałam nawet tytuł pracownika roku. Żałuję tego, co robiłam, ale musicie wiedzieć, że decyzja o odejściu z kliniki aborcyjnej była moją świadomą decyzją. To ja zakwestionowałam politykę organizacji polegającą na realizacji celu zwiększania ilości aborcji. Dla nich zaczęło się liczyć tylko to, bo z tego były największe zyski – mówi Johnson.

Film „Nieplanowane” wszedł na ekrany kin 1 listopada. Niemal równocześnie z filmem ukazała się książka pod tym samym tytułem, w której Abby opowiada swoją historie. Johnson jako menedżer kliniki aborcyjnej podpisała 22 tys. zgód na aborcję, dokonała też aborcji na dwójce własnych dzieci. Po kilku latach pracy w klinice zobaczyła sam zabieg aborcyjny na własne oczy. Wtedy zdecydowała się porzucić świetnie płatną pracę i związała się z obrońcami życia.

Od wielu lat Abby odsłania kulisy i mechanizmy działania przemysłu aborcyjnego. Niedawno nawróciła się także na katolicyzm, dostrzegając w Kościele konsekwentnego obrońcę życia i godności człowieka.


Przeczytaj także: Szatan posługuje się kłamstwem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wspomnienie Matki Bożej Loretańskiej

2019-12-10 07:24

brewiarz.pl

Kult Matki Bożej Loretańskiej wywodzi się z sanktuarium domu Najświętszej Maryi Panny w Loreto. Jak podaje tradycja, jest to dom z Nazaretu, w którym Archanioł Gabriel pozdrowił przyszłą Matkę Boga i gdzie Słowo stało się Ciałem.

Monika Książek

Sanktuarium w Loreto koło Ankony (we Włoszech) jest pierwszym maryjnym sanktuarium o charakterze międzynarodowym i stało się miejscem modlitw wiernych. Wewnątrz Domku nad ołtarzem umieszczono figurę Matki Bożej Loretańskiej, przedstawiająca Maryję z Dzieciątkiem na lewej ręce. Rzeźba posiada dwie charakterystyczne cechy: jedna dalmatyka okrywa dwie postacie, a twarze Matki Bożej i Dzieciątka mają ciemne oblicza. Pośród kaplic znajdujących się w bazylice warto wspomnieć Kaplicę Polską, ozdobioną freskami w latach 1920-1946, przedstawiającymi dwa wydarzenia z historii Polski: zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem oraz cud nad Wisłą.

Zobacz także: Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny

2000 lat temu w ciepłym klimacie Palestyny ludzie znajdowali schronienie w grotach wykuwanych w skałach. Czasem dobudowywano dodatkowe pomieszczenia. I tak pewnie postąpili Joachim i Anna, bo ich dom znajdował się obok groty, zbyt małej dla powiększającej się rodziny. Już pierwsi chrześcijanie otaczali to skromne domostwo opieką i szacunkiem. Między innymi cesarzowa Helena w IV w. zwiedziła je, pielgrzymując po Ziemi Świętej, i poleciła wznieść nad nim świątynię. Obudowany w ten sposób Święty Domek przetrwał do XIII w., chociaż chroniący go kościół był parokrotnie burzony i odbudowywany.

Gdy muzułmanie zburzyli bazylikę chroniącą Święty Domek, sam Domek przetrwał, o czym świadczą wspomnienia pielgrzymów odwiedzających w tym czasie Nazaret. Jednak po 1291 r. brakuje już świadectw mówiących o murach tego Domku. Kilka lat później domek Maryi "pojawił się" we włoskim Loreto. Dało to pole do powstania legendy o cudownym przeniesieniu Świętego Domku przez anioły.

Okazało się, że legenda ta wcale nie jest taka daleka od prawdy. W archiwach watykańskich znaleziono dokumenty świadczące o tym, że budynek z Nazaretu został przetransportowany drogą morską przez włoską rodzinę noszącą nazwisko Angeli, co po włosku znaczy aniołowie. Cała operacja przeprowadzona była w sekrecie ze względu na niespokojne czasy i strach o to, by cenny ładunek nie wpadł w niepowołane ręce. Była to na tyle skomplikowana akcja, że bez udziału Opatrzności i wojska anielskiego wydaje się, że była nie do przeprowadzenia. Nie od razu przewieziony budynek znalazł się w Loreto. Trafił najpierw do dzisiejszej Chorwacji, a dopiero po trzech latach pieczołowicie złożono go w całość w lesie laurowym, stąd późniejsza nazwa Loreto. Nie ulega też wątpliwości, że to ten sam Domek. W XIX w. prowadzono szczegółowe badania naukowe, które w pełni potwierdziły autentyczność tego bezcennego zabytku.

Do Loreto przybywali sławni święci, m.in. Katarzyna ze Sieny, Franciszek z Pauli, Ignacy Loyola, Franciszek Ksawery, Franciszek Borgiasz, Ludwik Gonzaga, Karol Boromeusz, Benedykt Labre i Teresa Martin.

Jest to miejsce szczególnych uzdrowień i nawróceń. Papież Leon X w swojej bulli wysławiał chwałę tego sanktuarium i proklamował wielkie, niezliczone i nieustające cuda, które za wstawiennictwem Maryi Bóg czyni w tym kościele.

Ciekawa jest także historia papieża Piusa IX i jego uzdrowienia, które zawdzięcza właśnie Matce Bożej z Loreto. Według historyków, młody hrabia Giovanni Maria Mastai-Ferretti już od wczesnego dzieciństwa poświęcony był Dziewicy Maryi. Jego rodzice wraz z dziećmi każdego roku jeździli do Świętego Domu. Początkowo ich syn miał być żołnierzem broniącym Stolicy Apostolskiej. Zachorował jednak na epilepsję. Lekarze przepowiadali bliski koniec. Jednak za namową papieża Piusa VIII postanowił poświęcić się całkowicie służbie Bożej. Odbył pielgrzymkę do Loreto, aby błagać o uzdrowienie. Ślubował tam, że jeśli otrzyma tę łaskę, wstąpi w stan kapłański. Gdy Święta Dziewica wysłuchała go, po powrocie do Rzymu został księdzem, mając 21 lat.

To właśnie papież Pius IX ogłosił światu dogmat o Niepokalanym Poczęciu. "Oprócz tego, że został mi przywrócony wzrok, to jeszcze ogarnęło mnie ogromne pragnienie modlitwy. To było największe wydarzenie w moim życiu, bo właśnie w tym miejscu narodziłem się z łaski i Maryja odrodziła mnie w Bogu, gdzie Ona poczęła Jezusa Chrystusa".

Warto pamietać, że rejon Marchii Ankońskiej, gdzie leży Loreto, był w lipcu 1944 r. wyzwolony spod władzy hitlerowców przez 2. Korpus Polski pod dowództwem gen. Andersa. Bitwa o Loreto i później bitwa o Ankonę to wielki sukces militarny Polaków w ramach tzw. Kampanii Adriatyckiej. Włosi byli wdzięczni Polakom za uchronienie najcenniejszych zabytków, w tym Domku Loretańskiego. W Loreto, u stóp bazyliki, znajduje się polski cmentarz wojenny, gdzie pochowanych jest ponad 1080 podkomendnych gen. Władysława Andersa. Natomiast wewnątrz bazyliki jest polska kaplica. W jej ołtarzu widać portrety polskich świętych: św. Jacka Odrowąża, św. Andrzeja Boboli i św. Kingi.

Z Loreto związana jest też Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, która rozbrzmiewa również w polskich kościołach i kapliczkach każdego roku, zwłaszcza podczas nabożeństw majowych. Mimo że w historii powstało wiele litanii maryjnych, to powszechnie i na stałe przyjęła się właśnie ta, którą odmawiano w Loreto. Została ona oficjalnie zatwierdzona przez papieża Sykstusa V w 1587 r.

Wnętrze kościoła w polskim Loretto. Święty Domek w Loreto stał się wzorem do urządzania podobnych miejsc kultu w całym chrześcijańskim świecie. Również w Polsce wybudowano kilka Domków Loretańskich (znane miejsca to Gołąb, Głogówek, Warszawa-Praga, Kraków, Piotrkowice, Bydgoszcz).

Bardzo znane jest sanktuarium maryjne w Loretto niedaleko Wyszkowa. Jego początki sięgają 1928 roku. Wówczas bł. Ignacy Kłopotowski, założyciel Zgromadzenia Sióstr Loretanek i ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie, zakupił od dziedzica Ziatkowskiego duży majątek - Zenówkę nad Liwcem w pobliżu Warszawy. 27 marca 1929 roku zmieniono urzędową nazwę miejscowości na Loretto, nawiązując w ten sposób bezpośrednio do Sanktuarium Świętego Domku Matki Bożej w Loreto.

Na początku była tu tylko skromna kapliczka w lesie. Z uwagi na wzrastającą liczbę wiernych przychodzących na nabożeństwa, konieczne było wybudowanie dużej kaplicy poświęconej Matce Bożej Loretańskiej. Mimo utrudnień ze strony PRL-owskich władz, prace rozpoczęto w 1952 roku. Pierwsza Msza św. została odprawiona 19 marca 1960 roku. Prace nad wykończeniem kaplicy trwały przez wiele lat.

Ostateczny wystrój nadał kaplicy artysta Jerzy Machaj, a jej poświęcenia dokonał 19 lutego 1984 r. ks. bp Jerzy Modzelewski. Początkowo kaplica była pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej. W 1981 roku sprowadzono z Włoch wierną kopię figury Matki Bożej Loretańskiej. Od tej pory kaplica znana jest pod wezwaniem Matki Bożej Loretańskiej. Obecnie w polskim Loretto mieści się klasztor sióstr loretanek i dom nowicjatu, dom dla osób starszych pod nazwą "Dzieło Miłości im. ks. Ignacego Kłopotowskiego", domy rekolekcyjne, wypoczynkowe i kolonijne. Sanktuarium to jest celem pielgrzymek nie tylko z okolicznych dekanatów i parafii. Odpust w Loretto odbywa się w niedzielę po święcie Narodzenia Matki Bożej, czyli po 8 września. Wierni modlą się przed figurą Matki Bożej Loretańskiej i przy grobie bł. ks. Ignacego Kłopotowskiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielona Góra: Gala Wolontariatu Caritas

2019-12-10 18:45

Kamil Krasowski

W parafii Ducha Świętego w Zielonej Górze zakończyła się III Diecezjalna Gala Wolontariatu. Znamy zatem najlepszego wolontariusza i najlepszego opiekuna Szkolnych Kół Caritas.

Karolina Krasowska
Wyróżnieni z bp. Tadeuszem Lityńskim, lubuską kurator oświaty Ewą Rawą i dyrektorem diecezjalnej Caritas ks. Stanisławem Podfigórnym

Udział w Gali wziął bp Tadeusz Lityński, który pogratulował młodym wolontariuszom i podziękował ich opiekunom.

- Jest to co prawda trzecia, ale jakże odsłaniająca wiele dobra i piękna Gala Wolontariatu Caritas. Chcę tutaj wyrazić wdzięczność wszystkim wychowawcom, opiekunom  i pogratulować młodym ludziom - mówił bp Lityński. - Jeżeli mówimy Polska to z jednej strony widzimy gdzieś w wyobraźni terytorium naszego kraju na mapie Europy. Wnikając głębiej - pewną historię, czasami dramatyczną. Widzimy dziedzictwo kulturowe,  przemysł i różne obiekty. Ale myślę, że też dostrzegamy ludzi, Polaków. Podobnie jest też, gdy słyszymy i widzimy logo Caritas. To nie tylko to zewnętrzne logo, które przedstawia krzyż i słowo Caritas wpisane w serce, które mieni się barwą czerwieni, ale stołówki, magazyny żywności czy pomieszczenia, w których się udziela się pomocy potrzebującym. Caritas to żywy organizm ludzi wrażliwych i mających serce. I za to chciałbym bardzo serdecznie podziękować - dodał pasterz diecezji.

W czasie uroczystej Gali wręczono 7 statuetek. W kategorii "najlepszy wolontariusz" statuetki otrzymali Sara Gaweł, Alicja Baraniecka, Sara Mazurek, Dominik Mól, Agata Przyborska, Adrianna Bednarz i Lena Tomaszewska.

- W Caritas działam od gimnazjum, czyli już 6 lat, bo w tym roku jestem w klasie maturalnej. Pomagam pani Kamili, robimy razem mnóstwo akcji. Ostatnio u nas w szkole mieliśmy Dzień Wolontariusza. Naprawdę dużo się dzieje. Robię to, bo daje mi to ogromne spełnienie. Wiem, że szczęście, które daje innym wraca do mnie z podwójną siłą. Daje to motywację i podbudowuje człowieka. Wiem, że robię dla kogoś bardzo dobrą sprawę - powiedziała Sara Gaweł z Zespołu Szkół w Drezdenku.


Oprócz wolontariuszy zostali wyróżnieni także ich opiekunowie. W kategorii "najlepszy opiekun" statuetkę otrzymały Kamila Zamerluk oraz Beata Stoińska, opiekunki SKC w Zespole Szkół w Drezdenku.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem