Reklama

Między kościołem a mediami

2018-12-11 12:41

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 50/2018, str. 22-23

Artur Stelmasiak
Zespół redakcji Katolickiej Agencji Informacyjnej w centrum multimedialnym KAI

Katolicka Agencja Informacyjna jest obiektywnym źródłem informacji o Kościele dla najlepszych redakcji w Polsce. W tym roku agencja obchodzi swoje 25-lecie

Kiedy Katolicka Agencja Informacyjna powstawała, niewielu wierzyło, że przetrwa. Początkowo była sceptycznie traktowana przez środowisko dziennikarskie, a duchowieństwo katolickie nie bardzo wiedziało, po co jest ta nowa instytucja Kościoła. W 1993 r. sytuacja w Polsce była bardzo dynamiczna, bo Kościół musiał się nagle odnaleźć w społeczeństwie pluralistycznym. To był czas zimnej wojny mediów z Kościołem. W prasie pojawiały się analizy publicystów sugerujące, że księża dążą do „teokracji” i zbudowania „drugiego Iranu”. Odpowiedzią na te ataki miało być właśnie powołanie KAI. – W imieniu Konferencji Episkopatu Polski pragnę podziękować wszystkim pracownikom KAI za to, że starają się uwrażliwiać ludzi na te zagrożenia dla pokoju, których źródło tkwi w samym człowieku i w strukturach społecznych – powiedział podczas jubileuszu 25-lecia abp Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP.

KAI od ćwierć wieku publikuje każdego dnia kilkadziesiąt informacji z kraju i ze świata, których odbiorcami jest kilkadziesiąt redakcji prasowych, internetowych, telewizyjnych i radiowych. Szczególnie redakcje katolickie nie wyobrażają sobie dziś pracy bez codziennych informacji KAI. – Pamiętam czasy, gdy w latach 80. ubiegłego wieku nasłuchiwaliśmy audycji Radia Watykańskiego, Wolnej Europy i stacji francuskich, by mieć wiarygodne źródło informacji o Kościele powszechnym. Później treści te spisywaliśmy i na ich podstawie przygotowywaliśmy kolejne numery naszego tygodnika – wspominała Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna tygodnika „Niedziela”. – Każda redakcja robiła to dla swoich potrzeb. Wtedy marzyło się nam, by w Polsce powstała agencja, która będzie pomagała wszystkim redakcjom katolickim. Taką rolę od 25 lat pełni właśnie KAI.

Dziś z informacji KAI korzysta zarówno tygodnik „Niedziela”, jak i portal niedziela.pl . – Dzięki temu wiadomości z życia Kościoła docierają do bardzo dużego grona czytelników. Bardzo cenię współpracę z KAI, bo także niektóre ważne informacje z „Niedzieli” i od naszego diecezjalnego korespondenta mogą być szerzej rozpowszechnione w mediach dzięki publikacji w agencji – podkreśliła Lidia Dudkiewicz. – Teraz marzą nam się serwisy agencyjne w różnych językach, aby szeroko w świat poszedł np. przekaz dotyczący polityki historycznej, pokazujący prawdziwy obraz Polski i Polaków.

Reklama

W czasach oblężonej twierdzy

Redakcja Katolickiej Agencji Informacyjnej mieści się na pierwszym piętrze jednego z budynków przy Skwerze Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Naprzeciwko jest budynek Sekretariatu KEP, gdzie obradują biskupi oraz gdzie znajdują się centralne instytucje Kościoła katolickiego. – Zazwyczaj kończymy pracę o godz. 20, ale jeśli trzeba, to pracujemy non stop – powiedział „Niedzieli” Krzysztof Tomasik z działu zagranicznego KAI.

Początki nie były łatwe. Marcin Przeciszewski i Tomasz Królak byli co prawda doświadczonymi dziennikarzami prasowymi, ale nie agencyjnymi. A tworzenie atrakcyjnych materiałów o charakterze informacyjnym to zupełnie coś innego niż publicystyka prasowa, szczególnie uprawiana w tygodnikach. – Gdy w 1993 r. Marcin Przeciszewski zaproponował mi zajęcia z młodymi dziennikarzami, to odczułem silny niepokój bo przecież dziennikarz siłą rzeczy szuka konfliktów, problemów i tego, co jego rozmówcy chcą ukryć – powiedział podczas gali 25-lecia KAI Michel Kwiatkowski-Viatteau, szef AFP w Warszawie. – Przecież to był czas, gdy Polska dopiero wychodziła z komunizmu, a w Kościele ciągle odczuwało się nastroje oblężonej twierdzy przez nieprzyjazne media. Dzięki odwadze biskupów udało się zbudować pomost między Kościołem i zewnętrzną wspólnotą medialną. Zespołowi KAI udało się przebić z rzetelną informacją o Kościele do głównych mediów w Polsce. I to jest powód do bardzo wielkiej satysfakcji.

Na początku lat 90. ubiegłego wieku pojawił się pomysł, by w Polskiej Agencji Prasowej powstał duży dział katolicki. Biskupi chcieli jednak uniezależnić się od instytucji, na którą wpływ mają politycy, by budować niezależny przekaz informacji. KAI jest ważnym elementem medialnej rzeczywistości w Polsce, ma swoją renomę zarówno wśród dziennikarzy katolickich, jak i w świeckich redakcjach. – KAI to skarbnica wiedzy, z której my, dziennikarze, czerpiemy od wielu lat. Czerpiemy wiedzę na temat Kościoła i jego nauczania – podkreśliła Dorota Gawryluk, szefowa informacji i publicystyki Telewizji Polsat.

Order Odrodzenia Polski

Katolicka Agencja Informacyjna jest dużym sukcesem medialnym, dzięki któremu Kościołowi w Polsce udało się stworzyć jedną z najbardziej dynamicznych i najlepszych katolickich agencji na świecie. Jest ona trzecią co do wielkości i znaczenia kościelną agencją informacyjną w Europie – a jedyną w naszym regionie. Agencja jest instytucją przede wszystkim misyjną, gdyż we współczesnym świecie misja Kościoła musi być bardzo intensywnie realizowana również na polu mediów, które są siłą kształtującą świadomość współczesnego człowieka.

Pięknym podsumowaniem 25-lecia były odznaczenia. Prezes KAI red. Marcin Przeciszewski otrzymał od Ojca Świętego Franciszka Order Świętego Grzegorza Wielkiego oraz Medal Pontyfikatu. Podczas uroczystej gali w Sekretariacie KEP został odznaczony także Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za „wybitne zasługi w pracy dziennikarskiej i działalności społecznej”. W imieniu prezydenta RP Andrzeja Dudy odznaczenie wręczył sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP minister Adam Kwiatkowski. „W świecie zdominowanym przez coraz szybszy obieg wiadomości – niestety nie zawsze w pełni wiarygodnych i wnikliwie sprawdzanych – wzrasta znaczenie dbałości o rzetelne weryfikowanie przekazywanych treści. Uważam, że Katolicka Agencja Informacyjna odgrywa w tym względzie ogromnie istotną rolę, stanowiąc wzorzec dziennikarstwa najwyższej próby. W ten sposób Państwa wysiłek, podejmowany w chrześcijańskim duchu powołania do służby prawdzie i dobru – jest również przykładem wierności wysokim standardom profesjonalnym w tak ważnej społecznie dziedzinie” – napisał w liście prezydent Duda.

Redaktor naczelny KAI podkreślił, że te wszystkie wyróżnienia nie są tylko dla niego, ale dla całego zespołu redakcyjnego. – Chciałem na ręce pana ministra złożyć gorące podziękowania Panu Prezydentowi Rzeczypospolitej Andrzejowi Dudzie za to zaszczytne odznaczenie. Choć dedykowane jest ono mnie, to przyjmuję je jako wyraz docenienia pracy całego zespołu Katolickiej Agencji Informacyjnej, który od 25 lat pełni rolę pomostu między Kościołem a światem mediów – powiedział red. Przeciszewski.

Tagi:
KAI

Reklama

Nadchodzi czas mediów katolickich

2018-12-11 12:41

Rozmowa z prezesem KAI red. Marcinem Przeciszewskim
Niedziela Ogólnopolska 50/2018, str. 23

Artur Stelmasiak
Red. Marcin Przeciszewski został odznaczony przez prezydenta RP Andrzeja Dudę Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie wręczył minister Adam Kwiatkowski

Artur Stelmasiak: – W jakim celu powstała 25 lat temu Katolicka Agencja Informacyjna?

Marcin Przeciszewski: – Pomysł powołania KAI był związany z tym, że Kościół musi wypracować jakąś adekwatną odpowiedź na coraz bardziej obecny w mediach nurt nieuczciwej krytyki. W 1993 r. pojawiało się bardzo dużo fałszywych stereotypów, które w negatywnym świetle stawiały Kościół, który zaledwie kilka lat wcześniej, w roku 1989, był niekwestionowanym najwyższym autorytetem dla Polaków.

– Kto atakował?

– Atak przeprowadziły zjednoczone środowiska lewicy polskiej i europejskiej, które uważały, że dla naszego „dobra” trzeba zminimalizować wpływy i autorytet Kościoła. Doświadczyliśmy tego szczególnie podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do wolnej Polski, kiedy Dekalog spotkał się z wielkim oporem opinii publicznej. KAI powstał, by systematycznie pokazywać prawdę i rozbrajać stereotypy o Kościele.

– Czyli jesteście trochę jak żołnierze Kościoła...

– Jeżeli przywołamy taką znamienitą postać, jak św. Ignacy, to tak. Myślę, że wszyscy powinniśmy być żołnierzami w dobrym znaczeniu tego słowa, czyli nie takimi, którzy są bezmyślni i tylko słuchają rozkazów. Ale jak mówi to dziś papież Franciszek, jeżeli masz być uczniem Chrystusa, to musisz być także misjonarzem.

– A jak Wasz przekaz jest odbierany? Jesteście bardziej słuchani i czytani niż 10, 15 lat temu?

– Nasz przekaz jest bardzo widoczny w Internecie, co łatwo można sprawdzić przy pomocy wyszukiwarki Google. Podstawowe portale internetowe czerpią z naszego źródła, np. niedziela.pl , który bardzo cenimy. To pokazuje, że jesteśmy potrzebni, i to dodaje nam skrzydeł. Ale, niestety, istnieje też drugi – niepokojący proces. Coraz więcej dużych redakcji zamyka się na nasze informacje, a tym samym na głos Kościoła.

– Przykłady...

– „Gazeta Wyborcza” i TVN zrezygnowały z naszego abonamentu, co mnie bardzo niepokoi. Dawniej takie środowiska, nieprzychylne Kościołowi, chciały przynajmniej sięgać do źródeł, by wiedzieć, co i jak krytykować. Dziś już budują własną narrację o Kościele w zupełnym oderwaniu od wszelkich faktów. Obserwuję wielki kryzys dziennikarstwa w Polsce, które już nawet nie dąży do obiektywizmu. Coraz więcej redakcji po prostu reprezentuje własne stado, własne plemię i nie obchodzi go, co druga strona ma do powiedzenia. Jedyne media, które nie ulegają tej politycznej presji, to media katolickie. Może znów nadchodzi czas mediów katolickich, które są prawdziwie niezależne. Są zależne tylko od prawdy.

– To wielkie zadanie dla nas.

– Okazuje się, że siły antychrześcijańskie nie słabną, ale znajdują jakieś ujście socjologiczne, np. w czarnych protestach. Polska coraz bardziej będzie się polaryzować na tych, którzy są wierni prawdzie i tradycji, oraz na tych, którzy zmierzają gdzieś w nicość. Olbrzymim zadaniem dla Kościoła jest próba tworzenia na nowo narodowej wspólnoty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chrześcijanie nie obchodzą Halloween

Marcin Konik-Korn
Edycja małopolska 43/2008

Tytuł tego artykułu właściwie nie jest prawdziwy. Jest w nim zawarte pobożne życzenie. Chrześcijanie, niestety, coraz częściej obchodzą to „święto”, które ani nie jest świętem, ani też nie da się pogodzić z wiarą w Chrystusa. W naszym kraju Halloween jest nowym zwyczajem, jeszcze niezakorzenionym. Warto więc podjąć zawczasu starania o to, by móc kiedyś śmiało powiedzieć: „chrześcijanie nie obchodzą Halloween”

pixabay.com

Są takie elementy amerykańskiej popkultury, które raz za razem wdzierają się do niegdyś konserwatywnej kulturowo Polski. Wcześniej św. Mikołaj został zastąpiony przez zlaicyzowaną maskotkę Coca-Coli, następnie walentynki wyparły wspomnienie św. Walentego, a teraz Halloween próbuje młodemu pokoleniu wywrócić w głowie sens uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego.

Droga do piekła

Halloween to celtyckie, a zatem pogańskie święto. Związane było z obrzędami Samhain. W średniowieczu nadano mu nazwę All Hallows Eve - co znaczy - Wigilia Wszystkich Świętych. W skrócie Halloween. Halloween polegało na kontaktowaniu się z zaświatami, po to by odkryć przyszłość, nabrać mocy, zaspokoić potrzeby zmarłych. Zwyczaje te można porównać z obchodzonymi w naszej części Europy dziadami, tak dobrze zobrazowanymi przez Adama Mickiewicza w III części jego najważniejszego dramatu. Dziady jednak Kościół katolicki skutecznie wyrugował kilka wieków temu. W miejsce obrządków mających za cel kontakt z duchami, udało się wprowadzić kult zmarłych, polegający na czczeniu ich pamięci i modlitwie za nich. Dzięki temu od XII wieku w Kościele obchodzi się Dzień Zaduszny.
W XIX wieku zwyczaje Halloween dotarły wraz z emigrantami z Wysp Brytyjskich do Ameryki. Tam nabrały swojego kolorytu i komercyjnego charakteru. Smaczku (a może raczej niesmaczku) dodaje fakt, że w Nowym Jorku jest to dzień parad gejowskich. W XX wieku zmodyfikowana pogańska praktyka powróciła już nie tylko na Wyspy Brytyjskie, ale do całej Europy. Na ironię zakrawa fakt, że choć w niemal całej Europie udało się Kościołowi „ochrzcić” dziady, po 800 latach musi on ponownie walczyć o to, aby kult zmarłych nie miał okultystycznego charakteru. Tak to już jest, licho nie śpi.

Demonizowanie?

Wiele osób uśmiecha się pod nosem, kiedy poznaje stanowisko Kościoła na temat Halloween. Najczęściej ludzie używają argumentu: co złego jest w tym, że dzieci przebierają się za czarownice i diabliki? Albo: przecież to tylko zabawa, nie ma w niej nic złego. Problem polega na tym, że cała symbolika i atmosfera Halloween otwiera człowieka na rzeczywistość, o której gdyby człowiek wiedział, uciekałby, gdzie pieprz rośnie.
Taka oto dynia z zapaloną w niej świecą symbolizuje dusze błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci) mają za zadanie skontaktować człowieka z duchami. Wróżby mają na celu zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości.
Jak wiemy, wróżby to grzech śmiertelny przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów. Nie wolno próbować wcielać się w Jego rolę i próbować odkrywać przyszłość, którą zaplanował. Otwieranie się zaś na duchy to zabawa z diabłem w chowanego, ale na takich zasadach, że jedynie człowiek szuka, a diabeł pozwala się znaleźć. Duchy istnieją. Z tym tylko, że dusze zbawione trwają w adoracji Boga, a nie zajmują się ziemskimi zabawami ludzi. Toteż kiedy wywołujemy duchy, możemy mieć pewność, że spotkamy albo duszę potępioną, albo demony. Bo choćby człowiek tę zabawę traktował zupełnie niepoważnie, to diabły odpowiadają na każde zaproszenie człowieka. Zresztą sama atmosfera Halloween bliższa jest naszym wyobrażeniom piekła niż nieba. Bo czy wyobrażamy sobie niebo jako miejsce, po którym hasają diabełki, potwory, kościotrupy i czarownice? A jeżeli nie, to po co bawić się w piekło? Czy zabawa w potępienie i przebieranie się za przyjaciół szatana jest miła Chrystusowi?
Wszyscy egzorcyści zwracają uwagę, że problemy opętań i schorzeń psychicznych na tle demonicznym zaczynają się niemal zawsze od niewinnych praktyk. Należą do nich: słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły itp.

Marketingowe oszustwo

Najgorsze jest to, że sukces Halloween związany jest z zyskiem bardzo wielu osób. W okolicach Wszystkich Świętych można zarobić na zniczach i wiązankach. Wytwórcy zabawek i właściciele knajp pozazdrościli widać zysków i chcieliby również coś dla siebie uszczknąć. Stąd zależy im na zwiększaniu popularności Halloween. Jedni mogą dzięki temu sprzedać więcej upiornych strojów i zabawek, drudzy organizują imprezy w atmosferze horroru, podczas których wzrasta m.in. sprzedaż alkoholu.
Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są ochrzczeni, sprzeniewierzają się wierze i tradycji dla pieniędzy. Sami ulegają marketingowemu oszustwu, że Halloween to tylko świecka zabawa, na której można zarobić kilka groszy, i organizują coś, co otwiera ich samych i innych ludzi na działanie szatana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Decyzja Prokuratury ws. obrazu Matki Bożej z tęczową aureolą

2019-10-23 12:09

red/wpoloityce.pl

Osoby, które podczas czerwcowego Marszu Równości w Częstochowie niosły wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczową aureolą nie dopuściły się przestępstwa obrazy uczuć religijnych - uznała częstochowska prokuratura, umarzając postępowanie w tej sprawie.

youtube.com

Postępowanie umorzono ze względu na brak znamion czynu zabronionego — powiedział w środę PAP prok. Piotr Wróblewski z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Dochodzenie toczyło się w Prokuraturze Rejonowej Częstochowa-Północ. Trafiło do niej kilka doniesień osób, które obserwowały marsz i poczuły się urażone zachowaniem organizatorów i uczestników zgromadzenia.

Uczestnicy zorganizowanego 16 czerwca marszu mieli tęczowe flagi i elementy odzieży – skarpetki, czapki czy torby; nieśli także tęczową flagę z wizerunkiem orła białego, a także pojawiającą się także w innych miejscach kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, na którym aureola otaczająca głowy Maryi i Dzieciątka miała tęczowe barwy. To właśnie obraz niesiony przez uczestników marszu rozpalił emocje wśród kontrmanifestantów. Krzyczeli: „Oddać obraz!” i na chwilę zablokowali trasę przemarszu.

Postępowanie toczyło się pod kątem art. 196 Kodeksu karnego. Stanowi on, że „kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Jak wyjaśnił prok. Wróblewski, zgodnie z wykładnią, musi to być czyn, który nosi znamiona wulgarności i ma na celu ubliżenie osobom wyznającym religię.

Z argumentacji postanowienia o umorzeniu wynika, że sama tęcza, symbol tęczy, takiego charakteru ubliżającego czy wulgarnego nie ma; brak też dowodów, że organizatorzy marszu mieli na celu obrazę uczuć religijnych — wskazał prokurator.

W II Marszu Równości w Częstochowie brało udział ok. 600 osób. Legalny marsz był zakłócany przez kontrmanifestantów, rekrutujących się m.in. ze środowiska kibiców, którzy nie mieli zgody władz miasta na manifestację. Policja informowała po imprezie, że nie odnotowała poważniejszych zdarzeń i naruszeń prawa, na kilka osób nałożono mandaty.

Częstochowska prokuratura prowadziła wcześniej podobne postępowanie, dotyczące transparentu z białym orłem na tęczowym tle, niesionym na wcześniejszym Marszu Równości w tym mieście. Także w tamtym przypadku nie dopatrzyła się przestępstwa i umorzyła śledztwo. Biegły, który wypowiedział się w tej sprawie ocenił, że niesiony podczas manifestacji przedmiot trudno uznać za flagę, był to jedynie transparent z aluzyjną interpretacją flagi, a intencją jego twórców nie było znieważenie symboli państwowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem