Reklama

Między kościołem a mediami

2018-12-11 12:41

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 50/2018, str. 22-23

Artur Stelmasiak
Zespół redakcji Katolickiej Agencji Informacyjnej w centrum multimedialnym KAI

Katolicka Agencja Informacyjna jest obiektywnym źródłem informacji o Kościele dla najlepszych redakcji w Polsce. W tym roku agencja obchodzi swoje 25-lecie

Kiedy Katolicka Agencja Informacyjna powstawała, niewielu wierzyło, że przetrwa. Początkowo była sceptycznie traktowana przez środowisko dziennikarskie, a duchowieństwo katolickie nie bardzo wiedziało, po co jest ta nowa instytucja Kościoła. W 1993 r. sytuacja w Polsce była bardzo dynamiczna, bo Kościół musiał się nagle odnaleźć w społeczeństwie pluralistycznym. To był czas zimnej wojny mediów z Kościołem. W prasie pojawiały się analizy publicystów sugerujące, że księża dążą do „teokracji” i zbudowania „drugiego Iranu”. Odpowiedzią na te ataki miało być właśnie powołanie KAI. – W imieniu Konferencji Episkopatu Polski pragnę podziękować wszystkim pracownikom KAI za to, że starają się uwrażliwiać ludzi na te zagrożenia dla pokoju, których źródło tkwi w samym człowieku i w strukturach społecznych – powiedział podczas jubileuszu 25-lecia abp Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP.

KAI od ćwierć wieku publikuje każdego dnia kilkadziesiąt informacji z kraju i ze świata, których odbiorcami jest kilkadziesiąt redakcji prasowych, internetowych, telewizyjnych i radiowych. Szczególnie redakcje katolickie nie wyobrażają sobie dziś pracy bez codziennych informacji KAI. – Pamiętam czasy, gdy w latach 80. ubiegłego wieku nasłuchiwaliśmy audycji Radia Watykańskiego, Wolnej Europy i stacji francuskich, by mieć wiarygodne źródło informacji o Kościele powszechnym. Później treści te spisywaliśmy i na ich podstawie przygotowywaliśmy kolejne numery naszego tygodnika – wspominała Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna tygodnika „Niedziela”. – Każda redakcja robiła to dla swoich potrzeb. Wtedy marzyło się nam, by w Polsce powstała agencja, która będzie pomagała wszystkim redakcjom katolickim. Taką rolę od 25 lat pełni właśnie KAI.

Dziś z informacji KAI korzysta zarówno tygodnik „Niedziela”, jak i portal niedziela.pl . – Dzięki temu wiadomości z życia Kościoła docierają do bardzo dużego grona czytelników. Bardzo cenię współpracę z KAI, bo także niektóre ważne informacje z „Niedzieli” i od naszego diecezjalnego korespondenta mogą być szerzej rozpowszechnione w mediach dzięki publikacji w agencji – podkreśliła Lidia Dudkiewicz. – Teraz marzą nam się serwisy agencyjne w różnych językach, aby szeroko w świat poszedł np. przekaz dotyczący polityki historycznej, pokazujący prawdziwy obraz Polski i Polaków.

Reklama

W czasach oblężonej twierdzy

Redakcja Katolickiej Agencji Informacyjnej mieści się na pierwszym piętrze jednego z budynków przy Skwerze Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Naprzeciwko jest budynek Sekretariatu KEP, gdzie obradują biskupi oraz gdzie znajdują się centralne instytucje Kościoła katolickiego. – Zazwyczaj kończymy pracę o godz. 20, ale jeśli trzeba, to pracujemy non stop – powiedział „Niedzieli” Krzysztof Tomasik z działu zagranicznego KAI.

Początki nie były łatwe. Marcin Przeciszewski i Tomasz Królak byli co prawda doświadczonymi dziennikarzami prasowymi, ale nie agencyjnymi. A tworzenie atrakcyjnych materiałów o charakterze informacyjnym to zupełnie coś innego niż publicystyka prasowa, szczególnie uprawiana w tygodnikach. – Gdy w 1993 r. Marcin Przeciszewski zaproponował mi zajęcia z młodymi dziennikarzami, to odczułem silny niepokój bo przecież dziennikarz siłą rzeczy szuka konfliktów, problemów i tego, co jego rozmówcy chcą ukryć – powiedział podczas gali 25-lecia KAI Michel Kwiatkowski-Viatteau, szef AFP w Warszawie. – Przecież to był czas, gdy Polska dopiero wychodziła z komunizmu, a w Kościele ciągle odczuwało się nastroje oblężonej twierdzy przez nieprzyjazne media. Dzięki odwadze biskupów udało się zbudować pomost między Kościołem i zewnętrzną wspólnotą medialną. Zespołowi KAI udało się przebić z rzetelną informacją o Kościele do głównych mediów w Polsce. I to jest powód do bardzo wielkiej satysfakcji.

Na początku lat 90. ubiegłego wieku pojawił się pomysł, by w Polskiej Agencji Prasowej powstał duży dział katolicki. Biskupi chcieli jednak uniezależnić się od instytucji, na którą wpływ mają politycy, by budować niezależny przekaz informacji. KAI jest ważnym elementem medialnej rzeczywistości w Polsce, ma swoją renomę zarówno wśród dziennikarzy katolickich, jak i w świeckich redakcjach. – KAI to skarbnica wiedzy, z której my, dziennikarze, czerpiemy od wielu lat. Czerpiemy wiedzę na temat Kościoła i jego nauczania – podkreśliła Dorota Gawryluk, szefowa informacji i publicystyki Telewizji Polsat.

Order Odrodzenia Polski

Katolicka Agencja Informacyjna jest dużym sukcesem medialnym, dzięki któremu Kościołowi w Polsce udało się stworzyć jedną z najbardziej dynamicznych i najlepszych katolickich agencji na świecie. Jest ona trzecią co do wielkości i znaczenia kościelną agencją informacyjną w Europie – a jedyną w naszym regionie. Agencja jest instytucją przede wszystkim misyjną, gdyż we współczesnym świecie misja Kościoła musi być bardzo intensywnie realizowana również na polu mediów, które są siłą kształtującą świadomość współczesnego człowieka.

Pięknym podsumowaniem 25-lecia były odznaczenia. Prezes KAI red. Marcin Przeciszewski otrzymał od Ojca Świętego Franciszka Order Świętego Grzegorza Wielkiego oraz Medal Pontyfikatu. Podczas uroczystej gali w Sekretariacie KEP został odznaczony także Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za „wybitne zasługi w pracy dziennikarskiej i działalności społecznej”. W imieniu prezydenta RP Andrzeja Dudy odznaczenie wręczył sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP minister Adam Kwiatkowski. „W świecie zdominowanym przez coraz szybszy obieg wiadomości – niestety nie zawsze w pełni wiarygodnych i wnikliwie sprawdzanych – wzrasta znaczenie dbałości o rzetelne weryfikowanie przekazywanych treści. Uważam, że Katolicka Agencja Informacyjna odgrywa w tym względzie ogromnie istotną rolę, stanowiąc wzorzec dziennikarstwa najwyższej próby. W ten sposób Państwa wysiłek, podejmowany w chrześcijańskim duchu powołania do służby prawdzie i dobru – jest również przykładem wierności wysokim standardom profesjonalnym w tak ważnej społecznie dziedzinie” – napisał w liście prezydent Duda.

Redaktor naczelny KAI podkreślił, że te wszystkie wyróżnienia nie są tylko dla niego, ale dla całego zespołu redakcyjnego. – Chciałem na ręce pana ministra złożyć gorące podziękowania Panu Prezydentowi Rzeczypospolitej Andrzejowi Dudzie za to zaszczytne odznaczenie. Choć dedykowane jest ono mnie, to przyjmuję je jako wyraz docenienia pracy całego zespołu Katolickiej Agencji Informacyjnej, który od 25 lat pełni rolę pomostu między Kościołem a światem mediów – powiedział red. Przeciszewski.

Tagi:
KAI

Nadchodzi czas mediów katolickich

2018-12-11 12:41

Rozmowa z prezesem KAI red. Marcinem Przeciszewskim
Niedziela Ogólnopolska 50/2018, str. 23

Artur Stelmasiak
Red. Marcin Przeciszewski został odznaczony przez prezydenta RP Andrzeja Dudę Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie wręczył minister Adam Kwiatkowski

Artur Stelmasiak: – W jakim celu powstała 25 lat temu Katolicka Agencja Informacyjna?

Marcin Przeciszewski: – Pomysł powołania KAI był związany z tym, że Kościół musi wypracować jakąś adekwatną odpowiedź na coraz bardziej obecny w mediach nurt nieuczciwej krytyki. W 1993 r. pojawiało się bardzo dużo fałszywych stereotypów, które w negatywnym świetle stawiały Kościół, który zaledwie kilka lat wcześniej, w roku 1989, był niekwestionowanym najwyższym autorytetem dla Polaków.

– Kto atakował?

– Atak przeprowadziły zjednoczone środowiska lewicy polskiej i europejskiej, które uważały, że dla naszego „dobra” trzeba zminimalizować wpływy i autorytet Kościoła. Doświadczyliśmy tego szczególnie podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do wolnej Polski, kiedy Dekalog spotkał się z wielkim oporem opinii publicznej. KAI powstał, by systematycznie pokazywać prawdę i rozbrajać stereotypy o Kościele.

– Czyli jesteście trochę jak żołnierze Kościoła...

– Jeżeli przywołamy taką znamienitą postać, jak św. Ignacy, to tak. Myślę, że wszyscy powinniśmy być żołnierzami w dobrym znaczeniu tego słowa, czyli nie takimi, którzy są bezmyślni i tylko słuchają rozkazów. Ale jak mówi to dziś papież Franciszek, jeżeli masz być uczniem Chrystusa, to musisz być także misjonarzem.

– A jak Wasz przekaz jest odbierany? Jesteście bardziej słuchani i czytani niż 10, 15 lat temu?

– Nasz przekaz jest bardzo widoczny w Internecie, co łatwo można sprawdzić przy pomocy wyszukiwarki Google. Podstawowe portale internetowe czerpią z naszego źródła, np. niedziela.pl , który bardzo cenimy. To pokazuje, że jesteśmy potrzebni, i to dodaje nam skrzydeł. Ale, niestety, istnieje też drugi – niepokojący proces. Coraz więcej dużych redakcji zamyka się na nasze informacje, a tym samym na głos Kościoła.

– Przykłady...

– „Gazeta Wyborcza” i TVN zrezygnowały z naszego abonamentu, co mnie bardzo niepokoi. Dawniej takie środowiska, nieprzychylne Kościołowi, chciały przynajmniej sięgać do źródeł, by wiedzieć, co i jak krytykować. Dziś już budują własną narrację o Kościele w zupełnym oderwaniu od wszelkich faktów. Obserwuję wielki kryzys dziennikarstwa w Polsce, które już nawet nie dąży do obiektywizmu. Coraz więcej redakcji po prostu reprezentuje własne stado, własne plemię i nie obchodzi go, co druga strona ma do powiedzenia. Jedyne media, które nie ulegają tej politycznej presji, to media katolickie. Może znów nadchodzi czas mediów katolickich, które są prawdziwie niezależne. Są zależne tylko od prawdy.

– To wielkie zadanie dla nas.

– Okazuje się, że siły antychrześcijańskie nie słabną, ale znajdują jakieś ujście socjologiczne, np. w czarnych protestach. Polska coraz bardziej będzie się polaryzować na tych, którzy są wierni prawdzie i tradycji, oraz na tych, którzy zmierzają gdzieś w nicość. Olbrzymim zadaniem dla Kościoła jest próba tworzenia na nowo narodowej wspólnoty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jego kapłaństwo to znak dla Kościoła

2019-05-28 13:07

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 22/2019, str. 7

Ks. Michał Łos FDP otrzymał święcenia diakonatu i prezbiteratu podczas jednej liturgii na sali oddziału onkologicznego. Nie musiał kłaść się krzyżem podczas uroczystości – jego krzyżem jest szpitalne łóżko

Decyzja o święceniach orionisty została podjęta błyskawicznie, bo jest on śmiertelnie chory. Za kilka tygodni jego stan może się tak pogorszyć, że przyjęcie sakramentu święceń mogłoby być niemożliwe. – Jego największym marzeniem było kapłaństwo. Chciał odprawić choć jedną Mszę św. – mówi Mariusz Talarek, przyjaciel ks. Michała.

Święcenia kapłańskie w szpitalu

30-letni kleryk o chorobie nowotworowej dowiedział się ponad miesiąc temu. Gdy jego stan okazał się bardzo ciężki, władze zgromadzenia złożyły do Ojca Świętego Franciszka prośbę o dyspensę z zapisów konstytucji Zgromadzenia Małego Dzieła Boskiej Opatrzności, a także o uchylenie wymaganego odstępu czasu między święceniami diakonatu i prezbiteratu. – To był kościelny ekspres. Dokumenty zostały złożone w Watykanie w poniedziałek 20 maja, a już w środę 22 maja mieliśmy papieski dokument – powiedział ks. Michał Szczypek, sekretarz polskiej prowincji orionistów.

Księża orioniści nie tracili czasu. W środę dostali papieską dyspensę, następnego dnia zorganizowali w szpitalu uroczystość złożenia wieczystych ślubów zakonnych, a w piątek – liturgię, podczas której biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk udzielił kl. Michałowi święceń diakonatu i prezbiteratu. – Choć nie ma przepisów, które regulują udzielanie tych święceń podczas jednej liturgii, to powołaliśmy się na bardzo jednoznaczny dokument z Watykanu. Papież Franciszek napisał, że udziela wszelkich koniecznych dyspens, aby Michał Łos przyjął święcenia kapłańskie – wyjaśnił ks. Szczypek.

Sala warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów musiała zastąpić prezbiterium świątyni. święcenia odbywały się w obecności księży orionistów, rodziny i znajomych. Michał Łos przyjął sakrament święceń na leżąco. Gdy sprawował swoją upragnioną pierwszą Mszę św., również leżał na szpitalnym łóżku. – Zawierzam Panu Bogu ciebie, Michale, i wszystko, co sakrament święceń w tobie dokona. Proszę Boga, abyś był świadkiem Jego miłości – powiedział bp Solarczyk i dodał: – Największym znakiem miłości Boga jest dar życia. W różny sposób to realizujemy, a ty dzisiaj także niesiesz to orędzie.

Boża determinacja

Ks. Michał Łos w czerwcu br. skończy 31 lat. Jest magistrem teologii. Odbywał właśnie 2-letnie praktyki zakonne w parafii księży orionistów w Kaliszu, które zakończyłby się w przyszłym roku ślubami wieczystymi. Pomagał w parafii i uczył religii w szkole. – Ciężka choroba przerwała jego formację, ale dzięki zaangażowaniu wielu osób i decyzji papieża Franciszka został kapłanem. Jego trudna historia mówi nam, że przepisy są dla ludzi, a nie ludzie dla przepisów – podkreślił ks. Antoni Wita FDP, proboszcz parafii Opatrzności Bożej w Kaliszu. – Michał ze swoimi święceniami, które oglądało tysiące osób, jest jakimś znakiem dla nas wszystkich. Swoim cierpieniem i pragnieniem kapłaństwa dosłownie wszedł w misję Jezusa Chrystusa. Jego postawa ma bardzo mocny wymiar ewangelizacyjny, który może zaowocować w sposób dla nas nieprzewidywalny.

Neoprezbiter jest ciężko chory na raka. Po ludzku jego stan jest tak ciężki, że lekarze praktycznie rozkładają ręce. – W swoim cierpieniu jest bardzo pokorny i ufa Bogu. Z determinacją dziecka Bożego pragnął zostać kapłanem i tak się stało – powiedział Mariusz Talarek. Oby wielu tak bardzo chciało realizować swoje kapłańskie powołanie, jak on tego pragnie.

Ornat z Panamy

Po liturgii święceń i błogosławieństwie bp Solarczyk ukląkł przy łóżku ks. Michała, ucałował ręce kapłana i poprosił go o błogosławieństwo prymicyjne. O błogosławieństwo poprosili neoprezbitera księża orioniści oraz jego rodzina. W prezencie prymicyjnym biskup ofiarował ks. Michałowi swój ornat, w którym odprawiał Mszę św. Posłania na Światowych Dniach Młodzieży w Panamie w 2019 r. – Jest trochę używany – zażartował.

Książa orioniści na całym świecie modlą się o łaskę zdrowia dla ks. Michała. Dziękują wszystkim, którzy towarzyszyli w tej wzruszającej uroczystości za pośrednictwem transmisji w mediach społecznościowych. Śmiertelnie chory neoprezbiter pokazał, że kapłaństwo jest darem i wielkim cudem. – On jest dla nas wszystkich świadkiem wiary. Jest też ważnym symbolem dla polskiego Kościoła w trudnych czasach, gdy nie wszyscy księża z należytym szacunkiem podchodzą do swojego kapłaństwa – podkreślił ks. Szczypek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zbliża się 450-rocznica Unii Lubelskiej z 1569 r.

2019-06-19 19:57

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

1 lipca przypada 450-rocznica Unii Lubelskiej, jednego z najważniejszych aktów politycznych w historii Europy. Unia tworzyła Rzeczpospolitą Obojga Narodów, składającą się z Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Była wzorcem państwa federacyjnego ze wspólnym Sejmem i Senatem, ale pełną autonomią władz wykonawczych autonomicznych państw z odrębnym wojskiem, skarbem oraz systemami prawnymi. Przez ponad 200 lat Rzeczpospolita była najbardziej demokratycznym państwem Europy, opartym na wieloetnicznym narodzie obywatelskim, formowanym przez szlachtę.

wikipedia
Unia Lubelska (obraz Jana Matejki)

Punktem wyjścia do późniejszej Unii Lubelskiej 1569 r. była unia w Krewie z 1385 r., określająca konsekwencje wynikające dla Polski i Litwy z małżeństwa wielkiego księcia litewskiego Jagiełły i króla Polski Jadwigi, w postaci włączenia Litwy do Polski, czego warunkiem był chrzest Litwy. Nie było wówczas mowy o unii dwóch równorzędnych państw. Jagiełło wraz z członkami swego rodu uważał państwo litewskie za swą rodzinną własność, i stąd inkorporacja Litwy do Polski – w zamian za tytuł królewski – wydawała mu się czymś naturalnym.

W rzeczywistości program ten nigdy nie został zrealizowany, a samodzielne państwo litewskie nie przestało istnieć. Już w 1392 r. w myśl ugody Jagiełły z jego stryjecznym bratem, Witoldem, ten ostatni objął władzę nad Litwą oraz księstwami ruskimi wchodzącymi w skład Wielkiego Księstwa. Ostatecznie zrealizowany został model unii dynastycznej. Jagiellonowie obierani byli na królów Polski, zatrzymując jednocześnie urząd wielkiego księcia Litwy. A paradoksalnie silna i dziedziczna władza Jagiellonów w Wielkim Księstwie Litewskim dawała im także silniejszą pozycję w Polsce, gdzie król liczyć się musiał z rosnącymi prawami szlacheckiego społeczeństwa obywatelskiego.

Na przełomie XV i XVI wieku kształtuje się polski parlament. Izba poselska składa się z przedstawicieli sejmików ziemskich, senat natomiast – z najwyższych dostojników mianowanych przez króla, wojewodów, kasztelanów i biskupów rzymskokatolickich. Król musiał się liczyć z kontrolującym go parlamentem. Jednym z wielkich sukcesów polskiego ruchu szlacheckiego było zapewnienie równych praw wszystkim członkom tego stanu.

Tak silna pozycja szlachty w Polsce była czymś bardzo atrakcyjnym dla bojarstwa litewskiego i ruskiego, dlatego właśnie to środowisko parło ku coraz silniejszym związkom z Polską, wbrew miejscowej magnaterii. Sytuacja na Litwie była taka, że tamtejsi możni zdecydowanie odrzucali możliwość inkorporacji i obawiali się bliższych związków z Polską, a kształtująca się tam szlachta popierała tę ideę.

Kolejnym elementem wzmacniającym dążenia do integracji obu państw było zagrożenie zewnętrzne. Od końca XV wieku silnym zagrożeniem dla Wielkiego Księstwa była Rosja. Drugim zagrożeniem były wojny o Inflanty, o które rywalizowały obok Rosji, Dania i Szwecja. Zatem dla Litwy współdziałanie wojskowe z Polską stało się w XVI stuleciu koniecznością. Podobne koncepcje wysuwał król Zygmunt August, zdecydowany na doprowadzenie do trwałej unii polsko-litewskiej, zdolnej przetrzymać nawet wygaśnięcie jagiellońskiej dynastii.

Za panowania Zygmunta Augusta rosło znaczenia młodej jeszcze szlachty litewskiej. Utworzono sejmiki powiatowe we wszystkich województwach Wielkiego Księstwa oraz zreformowano sądownictwo na korzyść szlachty. W ramy prawne ujął to Drugi Statut Litewski z 1566 r. Potwierdził je Zygmunt August w dokumencie z 1568 roku, a więc dosłownie w przeddzień sejmu zjednoczeniowego w Lublinie.

Sejm Lubelski

Na 23 grudnia 1568 r. Zygmunt August zwołał do Lublina oba sejmy: koronny (polski) oraz litewski, aby ostatecznie rozstrzygnąć sprawę. Obradowały one w zasadzie osobno, zbierały się na wspólnych posiedzeniach tylko dla spraw najważniejszych.

W polskiej izbie przeważała opinia potrzeby włączenia Litwy do Polski, a z kolei ze strony litewskiej większość magnatów, mająca wciąż silne wpływy, była temu przeciwna. Koniecznością stało się szukanie kompromisu. Spierano się m. in. o to, czy obok wspólnego sejmu polsko-litewskiego pozostać miały sejmy osobne – litewski i polski. Strona litewska żądała, by wybór władcy odbywał się na granicy przy odrębnym obwoływaniu osoby króla i wielkiego księcia.

1 marca Litwini opuścili Lublin, zdawało się, że idea unii została pogrzebana. W odpowiedzi na to stany polskie podjęły decyzję włączenia do Królestwa Polskiego Podlasia i Wołynia, obszarów długotrwałego sporu między obu stronami, a w początkach czerwca na wniosek posłów wołyńskich przyłączono do Królestwa Kijowszczyznę i wschodnie Podole (województwo bracławskie). W odpowiedzi na to magnaci litewscy rozważali wręcz wypowiedzenie wojny, natomiast inkorporacje tych województw do polski poparła tamtejsza szlachta. A to dlatego, że otrzymywała natychmiast wszystkie przywileje szlachty polskiej, zachowując oficjalny język ruski i prawo sądowe – czyli Statut Litewski. Szlachta litewsko-ruska parła też zdecydowania ku silniejszej niż dotąd unii międzypaństwowej. W początkach czerwca Litwini wrócili więc do Lublina i szybko doprowadzono do kompromisu. Ostatecznie sejmy: litewski i koronny 1 lipca przyjęły uroczyście akta Unii, a Zygmunt August uczynił to 4 lipca.

Najważniejszą decyzją było powołanie wspólnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. „Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie jest jedno nieróżne i nierozdzielne ciało, a także nieróżna, ale jedna jest wspólna Rzeczpospolita, która się z dwóch państw i narodów w jeden lud i państwo zniosła i spoiła” – czytamy w preambule unijnego aktu. Jednak szczegółowe postanowienia prowadziły nie tyle do stworzenia jednego państwa, ale do federacji Korony i Wielkiego Księstwa. Były to odrębne i równoprawne państwa, ale ściśle z sobą związane.

Fundament Rzeczpospolitej stanowić miał wspólny władca - król Polski i wielki książę Litwy w jednej osobie - wraz z sejmem. Odrzucono ideę odrębnych sejmów koronnych i litewskich, miał to być odtąd senat i sejm Rzeczypospolitej. Jednocześnie Korona i Wielkie Księstwo zachowywały odrębne urzędy centralne: kanclerza, hetmana, wojsko oraz skarb. Tak więc przy jednej władzy ustawodawczej – sejmie – działały dwie odrębne władze wykonawcze: koronna i litewska.

Siłą Unii – jak podkreśla Jerzy Kłoczowski – „było jej oparcie na szlacheckim społeczeństwie obywatelskim obu narodów politycznych: polskiego i litewskiego, które po prostu utożsamiały się z coraz głębiej z Rzeczpospolitą jako ich własnym państwem”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem