Reklama

Teresa...

Są ludzie, którzy za wiarę płacą słono i znoszą to w pokornym milczeniu

Niedziela Ogólnopolska 51/2018, str. 32

Archiwum prywatne

Archiwum prywatne

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nasze życie budują spotkania. Właściwie trudno jest sobie wyobrazić jeden dzień bez ważnych rozmów i kontaktu z innymi ludźmi. Ktoś zadał mi pytanie: Czego pan właściwie szuka, jadąc do Iraku i poznając ludzi, którzy żyją w Dolinie Niniwy? Tam jest biednie i niedawno zakończyła się wojna, więc czego tam można szukać?

* * *

Jest wczesny grudniowy ranek, mgła jeszcze unosi się nad ubłoconą uliczką, siąpi deszcz, wokół domy wyszczerbione przez pociski. Cicho, chrześcijańskie miasteczko Teleskuf nie zdążyło się jeszcze obudzić. Idę w milczeniu i wyobrażam sobie, jak mogła tu wyglądać inwazja barbarzyńców z tzw. Państwa Islamskiego. W wyobraźni widzę hiobowe obrazki bezładnego tłumu, który ucieka przed mordercami.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Nagle na uliczce pojawiają się dwie czarne sylwetki. Kiedy już się zbliżają, widzę dwie kobiety. Moją uwagę zwraca starsza z nich, niewysoka, wychudzona. Jej twarz rozpromienia uśmiech. Podaje mi szczupłą, zabiedzoną dłoń.

– O św. Charbel! – cieszę się, widząc na jej szyi łańcuszek ze złotym wizerunkiem libańskiego świętego.

– Proszę go wziąć!

Nerwowo oponuję. Kobieta jest jednak zdecydowana. Czuję, że jak nie przyjmę daru ze złotym wizerunkiem i łańcuszkiem, to wyrządzę jej wielką przykrość. Pochylam się, a ona delikatnym gestem zakłada mi swój łańcuszek na szyję.

Reklama

– Ja jestem bardzo bogata – mówi i widząc moje zdziwione spojrzenie, dodaje:

– Mam Boga, On daje mi wszystko, więc jestem bogata.

Nie mogę wymigać się od zaproszenia do jej domu. Mieszka w jednej izbie rozbitego przez pocisk moździerzowy domu. Kilka obrazków Najświętszej Maryi Panny, Jezusa i dwie szczególne figurki: Maryi z obciętą przez ludzi z ISIS głową i Jezusa z poutrącanymi palcami. Kobieta znalazła głowę i przykleiła ją taśmą klejącą.

– Do tej pory nie mogę odnaleźć palców Pana Jezusa, ale na pewno gdzieś są – mówi z przekonaniem.

Ma na imię Teresa. Na pierwszy rzut oka może mieć siedemdziesiąt lat, ale jest o piętnaście lat młodsza. Wróciła do swojego miasteczka i cały jej dobytek stanowią wykrzywione łóżko z kołdrą starannie ukrytą pod narzutą oraz stary drewniany stolik, na którym stoi kosz pełen pomarańczy. Wstydliwie ukrywa siatkę, w której jest paczka ryżu i dwa chlebki naan. Wciska operatorowi, dźwiękowcowi i mnie pomarańcze.

– Są dobre, słodkie, a wy wyglądacie na zmęczonych – i znów nie można jej odmówić.

Reklama

Ta kobieta dała mi najcenniejsze, co posiadała, a teraz rozdaje pomarańcze, które pewnie miały być częścią jej prostego pożywienia na kilka dni. Cały czas się uśmiecha i opowiada o tym, jak bardzo się cieszy, bo w miasteczku właśnie skończyła się odbudowa kościoła, działają już sklepiki z żywnością, a nawet ruszyła, zaimprowizowana w dużym hangarze, herbaciarnia, w której mężczyźni grają w domino i palą papierosy.

– Noś tego Charbela, a ja będę się za ciebie modliła – delikatnie gładzi mnie po ramieniu.

Nalega, abyśmy zostali chwilę, to zaraz ugotuje ryż i wspólnie zjemy. Mam wyrobione już – przez lata włóczęg – oko i natychmiast dostrzegam, że schludne i dobrze połatane ubranie: palto, przetarta chusta i sfatygowane buty to jedyne odzienie, które posiada...

Wychodzimy od Teresy i czuję, jak coś ściska mnie w gardle. Staremu chłopu trudno opowiadać o przyczynie tego stanu, ale długo idę i nie odzywam się do nikogo.

Spotykanie chrześcijan w północnym Iraku nie jest doświadczeniem powszednim. Co ratuje ich przed zwątpieniem? Co sprawia, że cieszą się każdą chwilą życia? Jak to możliwe, że po świeżych doświadczeniach bestialstw i zbrodni potrafią tak optymistycznie spoglądać na życie, cieszyć się każdą chwilą? Co sprawiło, że pozostała w nich onieśmielająca, dziecięca ciekawość i zaufanie do innych? Być może odpowiedź usłyszałem właśnie z ust Teresy. W pewnym momencie powiedziała bowiem: – Bóg, Jezus, Maryja są moimi najdroższymi skarbami, jestem bogata i cieszę się, że mam takie życie. Traf, że was właśnie teraz spotkałam, to także zdarzenie, które wynika z mojej modlitwy – stwierdziła, patrząc mi w oczy ciepłym i pełnym zaufania spojrzeniem.

* * *

Reklama

Największą krzywdą, jaką możemy wyrządzić współczesnemu światu, jest zabranie tych ludzi stamtąd, z miejsc, gdzie żyją od dwóch tysięcy lat. Chrześcijaństwo to ich świadomy wybór, ale także sposób życia, którym tak bardzo różnią się od swojego otoczenia. W wyniku kolejnych zawieruch nikną, miasteczka i przysiółki wyludniają się.

W czasach rządów Saddama Husajna w Iraku żyło prawie dwa miliony chrześcijan, teraz pozostało ich może sześćset tysięcy. Pustką zieje Dora, niegdyś chrześcijańska dzielnica Bagdadu, prawie nie ma już wyznawców Chrystusa w Mosulu, nie ma ich w Karbali, Nadżafie, niedobitki pozostały w Basrze.

* * *

Już niedługo polscy katolicy, w ciepłych domach, zasiądą przy błyszczących światłami stołach. Będziemy śpiewać kolędy, radować się z narodzenia Pana. Piękny zwyczaj nakazuje, aby zostawić przy wigilijnym stole nakrycie dla niespodziewanego gościa, dla wędrowca, który może nawiedzić dom. W tym roku zobaczcie w tym miejscu chrześcijanina z Doliny Niniwy. Nasze święta będą pełniejsze, wypełnione jeszcze lepszą treścią, gdy – choć przez moment – wczujemy się w położenie tych ludzi, w ich świat. Mam wrażenie, że w XXI wieku to właśnie na ich barkach spoczywa świat. Oni doświadczają tego, co Matka Boża i św. Józef, gdy przyszedł na świat Boży Syn, którego ochraniali, jak mogli. Oni też nie mieli tam swojego domu.

Nie chcę tanio moralizować, każdy ma swoje krzyże i swoje Golgoty, warto jednak zdać sobie sprawę z faktu, że są ludzie, którzy za wiarę płacą słono i znoszą to w pokornym milczeniu.

* * *

Łańcuszek ze św. Charbelem będzie mi towarzyszył w każdej mojej nowej podróży i, dotykając go, zawsze będę wracał myślami do tamtego spotkania w Teleskuf.

* * *

Reklama

W Wigilię Teresa usiądzie, przy świeczce, w swojej chłodnej izbie i nagle do jej odrapanych i wypaczonych drzwi ktoś zastuka. Usiądzie z nią i zje trochę – upieczonego na wodzie i mące – chleba, posypie go gotowanym ryżem i popije wodą.

W tym roku mógł być w najpiękniejszej katedrze, mógł celebrować uroczystość w kapiącym od złota kościele. Pójdzie jednak do Teleskuf i usiądzie na wykrzywionym łóżku. Będą jeść i rozmawiać. Bardzo chciałbym posłuchać tej rozmowy...

Może kiedyś, jak zasłużę, to Teresa mi o niej opowie. Św. Charbel na mojej szyi mówi, że tak może się stać.

2018-12-18 10:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Uczniowie niosą pokój, a pokój w Biblii oznacza pełnię życia

2026-01-14 21:08

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Didgeman/pixabay.com

Wstęp listu brzmi jak wyznanie wiary człowieka stojącego na progu próby. Paweł nazywa siebie apostołem «z woli Bożej» i od razu wskazuje na «obietnicę życia w Chrystusie Jezusie». To życie zaczyna się już teraz i przenika czas więzienia. Pozdrowienie «łaska, miłosierdzie, pokój» nie jest jedynie formułą grzeczności. Łaska (charis) mówi o darze, miłosierdzie o sercu Boga, pokój (eirēnē) o pełni. Paweł dziękuje Bogu, «któremu służy jak przodkowie», z czystym sumieniem (syneidēsis). Wiara chrześcijańska wyrasta z modlitwy Izraela i idzie dalej. Wspomnienie Tymoteusza wraca «we dnie i w nocy». Apostoł pamięta jego łzy i pragnie spotkania. Relacja ucznia i ojca w wierze ma poziomy odpowiedzialności i czułości. Tradycja Kościoła pamięta Tymoteusza jako pasterza Efezu. List brzmi jak przekaz pochodni w czasie apostolskich kajdan. Najważniejsze pada w zdaniu o «szczerej wierze» (anupokritos pistis), która mieszkała najpierw w babce Lois i w matce Eunice. Ewangelia przechodzi przez dom i przez pamięć rodzin. Paweł widzi w Tymoteuszu owoc takiego przekazu. Następnie przypomina o «charyzmacie Bożym» (charisma), otrzymanym przez włożenie rąk. Ten gest oznacza modlitwę Kościoła i powierzenie służby, która ma strzec i karmić wspólnotę. Czasownik «rozpalić na nowo» (anazōpyrein) mówi o ogniu, który wymaga troski, ciszy i wierności. Bóg nie daje ducha lęku (deilia). Daje «moc, miłość i trzeźwe myślenie» (dynamis, agapē, sōphronismos). Z takiego daru rodzi się wolność od wstydu wobec «świadectwa» (martyrion) i wobec więzów apostoła. Wierność Chrystusowi ma cenę, a jej fundamentem pozostaje moc Boga.
CZYTAJ DALEJ

Wybór ludzi prostych odsłania sposób Boga, który buduje wspólnotę od dołu

2026-01-14 21:02

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Grażyna Kołek

Izajasz mówi do ziemi, która zaznała upokorzenia. Zabulon i Neftali leżały na północy. W VIII wieku przed Chr. te okolice pierwsze przyjęły cios Asyrii i doświadczyły przesiedleń. Prorok pamięta o „drodze nadmorskiej” i o „Zajordaniu”, o szlakach, którymi przechodzili obcy. W takich miejscach rodzi się zdanie o światłości. „Naród kroczący w ciemnościach” opisuje ludzi idących dalej, choć widzą mało. Ciemność w Biblii dotyka nocy, lęku i utraty sensu. Światłość (’ôr) jest znakiem obecności Pana. Ona wschodzi nad tymi, którzy „mieszkają w krainie mroków”, w przestrzeni naznaczonej śmiercią i przemocą. Izajasz mówi o świetle „wielkim”. Ono zmienia sposób widzenia. W tekście brzmi też obietnica pomnożenia narodu. To język życia, które wraca, gdy lud przestaje się kurczyć pod naciskiem. Radość zostaje nazwana „przed Tobą”, przed obliczem Boga. Prorok porównuje ją do radości żniwiarzy i do podziału zdobyczy. To obrazy ulgi po ucisku i oddechu po czasie ciężkiej pracy. Prorok opisuje rozbicie jarzma, kija na barkach i rózgi ciemięzcy. Przywołuje „dzień Midianu”, pamięć zwycięstwa Gedeona. To zwycięstwo przyszło bez siły wielkiej armii. Wskazuje na Boga, który potrafi przerwać spiralę strachu i oddać godność uciskanym. „Galilea pogan” brzmi jak przestrzeń (goyim), narodów. To miejsce mieszane, słabiej chronione, często lekceważone przez centrum. Izajasz widzi tam początek odnowy. Światło rozpala się właśnie na pograniczu. Proroctwo pokazuje Pana, który wchodzi w historię ran i czyni ją miejscem nowego początku. W tej obietnicy Pan sam staje się światłem drogi.
CZYTAJ DALEJ

Generał Paulinów w święto patronalne Zakonu: św. Paweł Pustelnik wzorem Bożego dziedzica

2026-01-15 18:24

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Paulini

św. Paweł Pierwszy Pustelnik

BPJG

O tym, co tracić, by zyskać świętość przypomniał w święto patronalne Zakonu o. Arnold Chrapkowski. Przełożony generalny Zakonu Paulinów przewodniczył Mszy św. wspólnotowej w obchodzoną dziś uroczystość św. Pawła Tebańczyka.

To pierwszy pustelnik, który przez 90 lat w samotności modlił się za świat, stanął u początku rozwoju życia monastycznego najpierw w Egipcie, a później w Kościele. Znalazł licznych naśladowców. Jako swego patriarchę obrali go pustelnicy jednoczący się w XIII w. na ziemi węgierskiej we wspólnotę, którą od ponad 700 lat znamy jako Zakon Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika. Dziś w swoje święto patronalne paulini również ponowili profesję zakonną: śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję