Reklama

Wiadomości

lekarz, który wybrał życie

Polacy, jesteście przyszłością świata!

Polacy, jesteście przyszłością świata! Tak mówi do nas dr Robert Walley, ginekolog i położnik, laureat papieskiego odznaczenia „Pro Ecclesia et Pontifice”, mąż Susan, ojciec siedmiorga dzieci i dziadek czternaściorga wnucząt. Przed laty musiał wyjechać z Wielkiej Brytanii, bo nie chciał przeprowadzać aborcji. W Kanadzie powołał do istnienia międzynarodową organizację MaterCare International, wspierającą matki w krajach rozwijających się i wcielającą w życie nauczanie św. Jana Pawła II

Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 14-16

[ TEMATY ]

lekarz

Archiwum dr. Roberta Walleya

Współczesny świat pozbawia wartości nienarodzone dziecko – proponuje nie tylko aborcję, ale także uśmiercanie dziecka krótko po urodzeniu, jeśli nie będzie doskonałe – ostrzega dr Robert Walley

Współczesny świat pozbawia wartości nienarodzone dziecko –
proponuje nie tylko aborcję, ale także uśmiercanie dziecka krótko
po urodzeniu, jeśli nie będzie doskonałe – ostrzega dr Robert Walley

MAŁGORZATA CICHOŃ: – Jak Pan jako świadek tak wielu ludzkich narodzin patrzy na tajemnicę przyjścia na świat Boga-Człowieka?

DR ROBERT WALLEY: – To niezwykłe w historii ludzkiej wydarzenie sprzed ponad 2 tysięcy lat: wcielenie Chrystusa. Bóg postanowił je zrealizować, prosząc o pomoc młodą kobietę. Ta obdarzona wolną wolą istota powiedziała: „Tak” i tym samym stała się współpracownicą w dziele zbawienia ludzkości. Dlatego jeśli zastanawiamy się nad tajemnicą Bożego Narodzenia, powinniśmy się także pochylić nad tajemnicą macierzyństwa. W pewnym sensie to również Dzień Matek. One mają udział w tej godności, która była dana Maryi. Bo Bóg postanowił, że każdy człowiek będzie przychodził na świat jako dziecko, wcześniej będzie wzrastał w łonie swojej mamy. Maryja nosiła i żywiła nienarodzonego Jezusa – Boga w swoim łonie przez ok. 266 dni, o ile nie był wcześniakiem. Wszystkie matki w ten sam sposób noszą i żywią własne dzieci. Towarzyszą im do końca – również wtedy, gdy ich pociechy cierpią. Dlatego to bardzo ważne, by te kobiety otrzymywały wszelką pomoc, wsparcie i zrozumienie.

– I otrzymują?

– Matki często są pomijane, jeśli chodzi o kwestie dotyczące kobiet. Jest np. wiele kart praw kobiet, ale nie było karty praw matek, dopóki jako organizacja MaterCare International nie opublikowaliśmy takiego dokumentu. Mówi on o tym, czego matki potrzebują i do czego mają prawo.

– Jeden z Pańskich wnuków nosi imię „Piękny”. Czym na nie „zasłużył”?

– 18 miesięcy temu mój syn, Jan Paweł, i jego żona Michelle, zostali rodzicami trzeciego dziecka. Urodziło się z zespołem Downa. Chłopiec ma na imię Zayn, co oznacza „piękny”. Bo on właśnie taki jest. I nie mówię tego z powodów sentymentalnych! To dziecko wzbudza w innych niezwykłą miłość. W ciągu mojej kariery zawodowej pomagałem przyjść na świat także dzieciom z zespołem Downa, choć muszę przyznać, że choroba wnuka była dla nas zaskoczeniem. Naszą pierwszą reakcją było westchnienie zawodu... Ale zdając sobie sprawę z tego, co przed chwilą powiedzieliśmy, żałowaliśmy i przeprosiliśmy za to Boga. Nasz syn nosi imię Jan Paweł na cześć „Papieża Uśmiechu”, co było pomysłem mojej żony. Z kolei imię „Piękny” wyraża zachwyt, który tata okazał swojemu dziecku.

– Chrystus, przychodząc na świat jako człowiek, pokazał, jak wielką wartość mamy dla Boga, i zsolidaryzował się z naszym losem...

– ...A współczesny świat pozbawia wartości nienarodzone dziecko. Ponadto chce perfekcjonizmu. Proponuje nie tylko aborcję dziecka, ale także jego uśmiercanie krótko po urodzeniu, jeśli niemowlę nie będzie doskonałe.

– Przyjechał Pan do Polski na zaproszenie prof. Bogdana Chazana. Nad jakim projektem obecnie współpracujecie?

– Będziemy współorganizować w czerwcu 2019 r. konferencję w Rzeszowie i kolejną – we wrześniu – w Rzymie. Przygotowujemy te wydarzenia, bo jako lekarze, zwłaszcza ginekolodzy i położnicy, chcemy wspólnie się uczyć, rozmawiać, poznawać. Doświadczamy bowiem w świecie prześladowań, jeśli chodzi o wolność sumienia. Gdy odmówimy wykonania aborcji, musimy wskazać kogoś, kto to zrobi, a więc współpracować przy tym haniebnym czynie. W Kanadzie, USA, Wielkiej Brytanii czy Australii katolickie szpitale, o ile jeszcze istnieją, muszą iść na kompromisy. Albo będą wykonywać aborcje, albo stracą oddziały położnicze. Sporo wielkich szpitali w Australii czy Kanadzie zostało utworzonych przed laty przez katolickie zakony, które przede wszystkim chciały dbać o matki i dzieci. Potem placówki te były przejmowane przez rządy i świeckie uczelnie. Dziś wykorzystuje się presję finansową. Są wywierane naciski prawne na to, by lekarze byli obecni przy eutanazji. To jest przeciwne etyce i praktyce lekarskiej! Ponadto następuje redukcja tradycyjnej relacji między lekarzem a pacjentem do czysto technicznej, zapisanej w umowie kontraktowej. Podczas konferencji chcemy nie tylko rozmawiać, ale i zastanawiać się, co każdy z nas – lekarzy, dziennikarzy, członków Kościoła – może zrobić...

– W latach 70. ubiegłego wieku musiał Pan opuścić rodzinny kraj, bo jako lekarz nie chciał wykonywać aborcji.

– Wyboru dokonałem dawno temu, ale był to dopiero początek tego, co teraz jest na porządku dziennym. Chciałem pracować w Anglii. Dano mi trzy opcje. Pierwsza brzmiała: „Jeśli masz coś przeciwko aborcji, będąc katolikiem, może zapomnisz o swych przekonaniach?”. Powiedziałem, że nie zrobię tego, bo mam sumienie. Zaproponowano mi więc, bym zmienił specjalizację. Odpowiedziałem, że już 6 lat się do niej przygotowuję, i odmówiłem. Trzecią opcją było opuszczenie narodowej służby zdrowia i kraju. I to zrobiłem. Nigdy więcej nie zobaczyłem mojego ojca, a żona widziała swojego tylko dwa razy. Straciliśmy przyjaciół, kontakty z krewnymi. W tamtych czasach nie było łatwo podróżować z Anglii do Kanady, a nawet telefonować. To było wielkie poświęcenie, ale tak zdecydowaliśmy wspólnie z żoną.

– Potem pojawiły się wyzwania, które nie miałyby miejsca, gdyby pozostał Pan w angielskiej służbie zdrowia...

– W 1985 r. Jan Paweł II powołał Papieską Komisję ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, która trzy lata później została podniesiona do rangi papieskiej rady. Byłem do niej zaproszony przez Ojca Świętego jako konsultant na okres 5 lat, które przedłużyły się do 15. Jednym z wyzwań było wspieranie innych kolegów lekarzy. Tak powstała MaterCare International. Wiedzieliśmy, że potrzebujemy specjalnej organizacji, by wzajemnie się mobilizować, ale także – zgodnie z tym, czego chciał Jan Paweł II – być głosem lekarzy specjalistów w Kościele. Papież Polak podczas spotkania w 2001 r. powiedział do nas, że nie powinniśmy być osamotnieni w naszej walce, ale cały Kościół powinien nas w tym wspierać. Inaczej nikt nie będzie bezpieczny – nienarodzone dziecko, ciężko chory... Jeśli teraz lekarze mają asystować przy eutanazji, to w przyszłości będą zmuszeni „pomagać” w „przekazywaniu” organów do transplantacji.

– Założona przez Pana organizacja jest oparciem moralnym nie tylko dla lekarzy i położnych pragnących pracować w zgodzie ze swym sumieniem, ale przede wszystkim dla matek i dzieci w krajach rozwijających się. Dlaczego właśnie w Afryce skoncentrowaliście działania?

– Wiedzieliśmy, że musimy być praktyczni, a nie tylko ze sobą rozmawiać. Wiadomo o tragedii wielkiej liczby matek, które umierają w Afryce Subsaharyjskiej na skutek komplikacji okołoporodowych. Pojechałem do Nigerii w 1991 r. i od tego czasu dostarczamy pomoc medyczną kobietom w ciąży, mieszkankom obszarów wiejskich, oddalonych od szpitali i klinik. Dotarliśmy też do Ghany i innych subsaharyjskich krajów. W 2005 r. zostaliśmy zaproszeni przez kenijskiego biskupa, by wzmocnić pomoc dla matek na terenie wikariatu apostolskiego Isiolo. Odwiedziłem to miejsce i zobaczyłem, że nie było tam żadnej pomocy medycznej dla kobiet w ciąży. Stąd ich największa umieralność w czasie porodu – w skali nie tylko Afryki, ale i całego świata. Rozpoczęliśmy projekt „Isiolo”. Trzy miesiące po tym, jak poznałem miejscowego biskupa, został on zamordowany... Zdecydowaliśmy się jednak kontynuować ten projekt, pod opieką kolejnego hierarchy.

– Szpital położniczy w Isiolo nosi imię św. Jana Pawła II. Także tam wcielacie w życie nauczanie zawarte w jego encyklice „Evangelium vitae”?

– Dokładnie w tym dniu, kiedy Ojciec Święty został kanonizowany w Rzymie, trwała Msza św. w Kenii. W momencie, gdy usłyszeliśmy przez radio, że dokonała się kanonizacja, ogłosiliśmy, że to będzie pierwszy szpital na świecie noszący imię już świętego Papieża. Spotykałem się z Janem Pawłem II wielokrotnie. Byłem świadkiem, że swojemu rozmówcy okazywał absolutną uwagę, zainteresowanie, a także szacunek i miłość. Wyzwaniem dla naszej organizacji jest wprowadzać w życie nauczanie encykliki „Evangelium vitae”. Papież Polak nam to nakazał, wierząc, że inni nam pomogą. Dlatego dziś prosimy o pomoc cały Kościół, biskupów, stowarzyszenia, wspólnoty, matki i ojców, by dodali odwagi nam, a także miejscowym lekarzom.

– W Afryce działają jednak także inne organizacje, które zamiast wspierać opiekę nad matkami proponują... sterylizację albo pigułkę aborcyjną.

– Jako MaterCare International pomagamy w Isiolo rocznie przy 1500 porodach, wspieramy zwłaszcza matki z wiosek. Nigdy nie zamykamy drzwi przed kobietami. 3 mln dolarów zainwestowaliśmy w różnego rodzaju projekty. Tymczasem sama Kanada wydaje 650 mln na seksedukację, aborcję i programy kontroli urodzeń w Afryce. Teraz próbuje się dostarczyć tamtejszym kobietom pigułkę aborcyjną. Czy to zredukuje ich umieralność? Raczej zwiększy. Bo jeśli chce się zmniejszyć umieralność afrykańskich matek, powinno się im zapewnić taką samą pomoc jak kobietom w Warszawie: dobrą opiekę w ciąży (zwłaszcza w trzech ostatnich miesiącach) i po porodzie, odpowiednio wyposażone i czyste sale porodowe, dostęp do transfuzji krwi itd. Na Czarnym Lądzie trzeba też zadbać o dożywianie kobiet i dzieci oraz przeciwdziałanie malarii. Aborcja i kontrola urodzeń nikogo nie uratują, a jedynie wyeliminują macierzyństwo. To manipulowanie ludźmi, tak samo dzieje się w bogatym świecie zachodnim.

– Zakładamy, że nasi czytelnicy są za życiem każdego poczętego dziecka, ale co możemy zrobić, by wyrazić tę postawę czynem i pozytywnie oddziaływać na innych?

– Powinniśmy słuchać tego, co jest też mottem MaterCare International. To pierwsze słowa Maryi odnoszące się do Jezusa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). Wy, Polacy, macie szczególne zadanie i misję w świecie: jesteście jego przyszłością! Niedawno obchodziliście setną rocznicę odzyskania niepodległości. Zrozumiałem, jak uparci są Polacy. Ocaleliście jako naród. Nie poddaliście się totalitaryzmom. Także w Kanadzie jesteście atakowani za postawę pro-life. Media – BBC czy kanadyjskie stacje – uważają, że powinniście myśleć jak Francuzi, Niemcy czy Hiszpanie. Irlandia, która była bastionem dobra i postawy pro-life, upadła. Może nie walczyli wystarczająco, nie widzieli czarnych chmur na horyzoncie, których Polska musi być bardzo świadoma, np. presji ze strony władz Unii Europejskiej... Jan Paweł II często powtarzał: „Nie lękajcie się!”. Dodam od siebie: Zaprzyjaźnijcie się z waszymi lekarzami, pielęgniarkami. Kochajcie ich, wspierajcie, dodawajcie im odwagi. Popierajcie ich. Może Kościół powinien mocniej przemówić w tej sprawie? Gdy idziemy na Mszę św., przepraszamy za zło, które popełniliśmy, ale i za to, że zaniedbaliśmy dobro. Bo i w ten sposób można popełnić grzech. Będziecie krytykowani, np. w mediach, ale mimo to nie bójcie się mówić prawdy. Św. Jan Paweł II wyraźnie przecież powiedział: „Jeśli chcesz pokoju, broń życia”.

2019-01-08 11:58

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież podkreślił znaczenie relacji pacjent-lekarz

2020-09-11 15:42

[ TEMATY ]

lekarz

chorzy

Franciszek

© "L'Osservatore Romano"

Zdjęcie archiwalne

Zdjęcie archiwalne

„Osoba chora jest kimś znacznie więcej niż przypadkiem, który można opisać z punktu widzenia klinicznego. Kiedy chory czuje się uznany w swojej wyjątkowości wzrasta jego zaufanie do zespołu medycznego i otwiera się pozytywna wizja przyszłości” - te słowa Papież skierował do uczestników Światowego Kongresu onkologii ginekologicznej, których przyjął dzisiaj na audiencji.

Na spotkaniu obecna była grupa byłych pacjentek tworzących więź solidarności pomiędzy osobami cierpiącymi na poważne choroby, angażujących krewnych oraz pracowników służby zdrowia w relację wzajemnej pomocy.

Ojciec Święty zauważył, że staje się to jeszcze cenniejsze w zmaganiu z chorobami, które mogą poważnie zagrażać lub upośledzać płodność oraz macierzyństwo. W tych sytuacjach, które mają głęboki wpływ na życie kobiety, niezbędna jest pełna wrażliwości i szacunku troska o stan psychiczny, relacyjny oraz duchowy każdej pacjentki - wskazał papież.

Franciszek zachęcił do zaangażowania na rzecz całościowej troski o chorych, nawet w sytuacji, kiedy opieka ma zasadniczo charakter paliatywny. W tej perspektywie bardzo przydatne jest zaangażowanie osób zdolnych do budzenia zaufania, nadziei oraz miłości.

„Nie można dopuścić do tak silnego wejścia ekonomii w rzeczywistość opieki zdrowotnej, aby usunęła ona inne ważne jej wymiary jak np. relacje z chorymi – podkreślił papież. W tym kontekście godna pochwały jest działalność różnych stowarzyszeń non-profit, które stawiają w centrum pacjentów, wspierając ich w różnych potrzebach i odpowiadając na słuszne oczekiwania, a także udzielając głosu tym, którzy ze względu na delikatność sytuacji osobistej, ekonomicznej i społecznej nie są w stanie zabrać głosu“ – stwierdził Franciszek.

Ojciec Święty przypomniał o potrzebie zachowania równowagi pomiędzy różnymi czynnikami wpływającymi na jakość opieki zdrowotnej. Na pierwszym miejscu zawsze należy stawiać konkretnego człowieka, w tym przypadku chore kobiety oraz personel, który na co dzień ma z nimi kontakt, aby mógł pracować w odpowiednich warunkach.

„Oddanie siebie innemu bratu i siostrze, Innemu pisanemu z wielkiej litery, który jest naszym Ojcem niebieskim. Przypomina także o znaczeniu bliskości, stawiana się bliźnim, jak uczy Jezus w przypowieści o Dobrym Samarytaninie (por. Łk 10, 25-37). Jak, jak bardzo gest czułości okazany w odpowiednim momencie uzdrawia. Wiecie o tym lepiej ode mnie...“ – zauważył papież.

CZYTAJ DALEJ

Kościół ubogim

2020-09-16 11:30

Niedziela Ogólnopolska 38/2020, str. 9-11

[ TEMATY ]

Kościół

ubodzy

Facebook/„Zupa w Kato”

„Zupa w Kato” – katowicka inicjatywa

„Zupa w Kato” – katowicka inicjatywa

Cała Polska zna akcje Caritas, działania warszawskiej Fundacji Kapucyńskiej czy Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. W miastach widać pomoc świadczoną biednym przez zakony i parafie. Ten obraz nie wyczerpuje jednak charytatywnej mapy Kościoła. Raz na tydzień w dużych miastach tzw. lokalne inicjatywy wydają gorącą zupę biednym, bezdomnym, potrzebującym.

Zupa jest ważna, ale bardziej jako symbol, bo z góry wiadomo, że chodzi o pomoc żywnościową. I jako katalizator. Wydający ją nie ukrywają, że w centrum uwagi jest człowiek potrzebujący, spotkanie z nim. Być może efektem będzie duża zmiana – wyjście z bezdomności, może udział w terapii uzależnień...

Wiadomo, że pomagają Caritas, zakony, parafie... Te wszystkie działania są potrzebne, bo biedy jest dużo. – Każdy ma dla kogo gotować – mówi wolontariusz z poznańskiej inicjatywy.

Pierwsza była najpewniej „Zupa na Mąciaku” w Sopocie, która wydawana jest już piąty rok, z kolei najbardziej znana, działająca 4 lata – krakowska „Zupa na Plantach”. W Poznaniu są nawet dwie konkurencyjne „Zupy...” – „... Wolności” i „... na Głównym”. Wszystkie mają bliższe lub dalsze związki z Kościołem.

Trzy lata nalewania

Katowicka „Zupa w Kato” wywodzi się – jak deklaruje Wioletta Iwanicka-Richter, jej inicjatorka – z misji Wspólnoty Dobrego Pasterza związanej z Odnową w Duchu Świętym. Od 30 lat posługują ubogim.

– Nasza misja już się trochę opatrzyła. Szukamy nowinek, bo tylko nowe jest dla nas fajne, a po jakimś czasie rozglądamy się za czymś innym – mówi Iwanicka-Richter. – Dlatego stwierdziliśmy, że będziemy robić to, co robimy, a nazwiemy to teraz jedną z „Zup...”, spośród tych, które działają w wielkich miastach, żeby na nowo obudzić wrażliwość ludzi, wolontariuszy i odświeżyć nasze wcześniejsze działania.

„Zupa...”, którą nalewają już 3 lata koło Galerii Katowickiej, jest pretekstem do tego, żeby spotkać się z potrzebującymi i pomóc im jeszcze w jakiś inny sposób. – Chodzi o wyjście do nich, szukanie ich, docieranie do tych, którzy do jadłodajni nie przyjdą, bo się wstydzą, są samotni, w kryzysie: mają niespłacone kredyty, zostali eksmitowani, nie wytrzymują napięcia wynikającego z pandemii... – wylicza Wioletta Iwanicka-Richter.

Nie wystarczy być

Ubiegłoroczny Dzień Ubogiego był dobrym terminem na inicjację „Zupy na Pietrynie”. „Zupa jest ważna, ale nie najważniejsza” – czytamy w komunikacie ks. Arkadiusza Lechowskiego z parafii św. Anny w Łodzi, inicjatora „Zupy...”. „Chcemy, aby było to spotkanie z drugim człowiekiem przy ciepłym posiłku, abyśmy wzajemnie mogli się spotkać, wysłuchać i zapoznać, nie tylko anonimowo mijać się na ulicy” – napisał.

Rozstawiali stoliki na placu usytuowanym na rogu ulic Piotrkowskiej i św. Stanisława Kostki, koło łódzkiej archikatedry. Tam dzielili się zupą.

– Pandemia spowodowała, że musieliśmy wprowadzić zmiany. Musimy dbać o bezpieczeństwo i wolontariuszy, i naszych gości (tak nazywają ludzi, którzy do nich przychodzą po pomoc – przyp. W.D.). Teraz, wraz z ciepłym posiłkiem, dajemy pakiet żywnościowy. Każdy musi go wziąć ze sobą i gdzieś odejść, by zjeść – mówi ks. Arkadiusz Lechowski. Nie oznacza to jednak, że nie starają się z tymi ludźmi być.

– Jesteśmy, rozmawiamy. Oni mają wielką potrzebę porozmawiania, opowiedzenia swojej historii, tego, co ich spotyka – dodaje ks. Lechowski.

Pandemia czy wakacje

„Zupę na Pietrynie” wspierają ludzie ze Stowarzyszenia Missio Quotidiana, której ks. Lechowski jest wiceprezesem. Jest ona oddolną inicjatywą, ale nie jest samowolką. – Robimy wszystko w porozumieniu z sanepidem i odpowiednimi służbami. W czasie pandemii przez dłuższy czas byliśmy jedynym miejscem w Łodzi, gdzie osoby potrzebujące mogły zjeść ciepły posiłek w niedzielę – podkreśla ks. Lechowski.

Są blisko związani z Kościołem – entuzjastą inicjatywy jest abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki – ale nie zamykają się. – Jesteśmy otwarci na wszystkich. To nie jest tak, że katolicy gotują dla katolików; zbieramy się, by być z drugim człowiekiem.

I są, zawsze w niedzielę o godz. 16. – Czy to pandemia, czy wakacje jest zupa na Pietrynie – mówi półżartem ks. Lechowski. – A potrzeba jej coraz więcej. Pandemia przysparza nam gości. Wcześniej mieliśmy 80-100 osób i tyle też mogliśmy ugościć. Teraz mamy nawet do 300 osób.

Na Mąciaku

W parafii św. Mikołaja w Gdyni-Chylonii zaczęło się od organizacji wigilijnych spotkań dla bezdomnych i ubogich. Gdy ksiądz proboszcz Jacek Socha zaproponował, by regularnie gotować zupę dla biednych, wyzwaniem okazał się zakup ogromnego garnka. Podołali. Zupę gotuje kilka grup, dzięki czemu za każdym razem posiłek jest inny.

– Większość wolontariuszy to ludzie z parafii, skupieni we wspólnotach. byli też tacy, którzy czekali na taką inicjatywę i „Zupa Chylońska” okazała się dla nich szansą, którą potrafili wykorzystać – mówił ks. Socha lokalnemu portalowi. Inspirowała go sąsiednia inicjatywa. Konkretnie z Sopotu, „Zupa na Mąciaku”, działająca pod skrzydłami Wspólnoty Chleb Życia. Większość wolontariuszy pochodzi ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej.

„Zupa na Mąciaku” działa ponad 4 lata. Nie tylko nalewają zupę, zachęcają do zmiany. „Myjemy nogi, opatrujemy rany i uczymy. Mamy świadomość, że nie uleczymy wszystkich chorób, jednak widzimy, że okazywana przez nas troska motywuje do zadbania o siebie, a czasem jest pierwszym krokiem do większych zmian” – napisali na Facebooku.

Nie na Plantach

„Zupa na Plantach”, najbardziej znana z tych inicjatyw, wycofała się z Plant. Powód: pandemia. Od marca to wolontariusze próbują trafić do potrzebujących, a nie odwrotnie. Z paczkami z jedzeniem i środkami higienicznymi.

– Nadal nie możemy organizować zgromadzeń, tymczasem na spotkania na Plantach przychodziło co tydzień ok. 250 osób. Nadal mamy tryb kryzysowy – mówi Agnieszka Dziekan, koordynatorka biura fundacji. Dziś pomocą zajmuje się nie grupka wolontariuszy, lecz poważna Fundacja Zupa, która „ma na celu budowanie relacji i pomoc osobom w kryzysie bezdomności”.

„Zupa na Plantach”, Facebook, relacja sprzed kilku dni: „Czasami docieramy też do innych miejsc niż zazwyczaj. Tym razem na naszej liście miejsc do odwiedzenia znalazł się pewien krakowski szpital. Od jakiegoś czasu jeden z naszych znajomych z ulicy jest w nim pacjentem (...). Pan Michał mieszka w kanale. Od jakiegoś czasu był w opłakanym stanie, który zagrażał już nie tylko jego zdrowiu, ale i życiu. Teraz, kiedy jest pod opieką lekarzy, dalej go odwiedzamy. Nie tylko po to, żeby dostarczyć mu jakieś małe potrzebne rzeczy, ale przede wszystkim, żeby czuł, że nie jest sam...”.

W trybie pandemicznym

Do Warszawy „Zupa...” nie dotarła. Tu miejsc, gdzie można otrzymać np. bezpłatny posiłek czy jakąś pomoc materialną, jest sporo. Potrzebujący dobrze znają jadłodajnie św. Brata Alberta na Grochowie, Sióstr Szarytek na Powiślu, Sióstr Albertynek na Pradze i Ojców Bonifratrów na Nowym Mieście.

Najbardziej znana jest kuchnia dla ubogich prowadzona przez kapucynów przy ul. Miodowej. Znalazła się wśród wielu zamkniętych z powodu koronawirusa. W trybie pandemicznym wolontariusze rozwożą potrzebującym paczki z żywnością po całej Warszawie. Dziś na Miodowej codziennie wydawane są paczki żywnościowe dla ok. 400 osób. – To wyraźny wzrost, o 100-150 osób, w porównaniu z początkiem roku – ocenia brat Szymon Janowski, kapucyn.

CZYTAJ DALEJ

Zakończyła się kolejna tura rozmów liderów PiS ws. przyszłości Zjednoczonej Prawicy

2020-09-24 20:34

[ TEMATY ]

polityka

Adobe.Stock.pl

W czwartek po godz. 20 zakończyło się kolejne posiedzenie kierownictwa PiS w sprawie przyszłości Zjednoczonej Prawicy.

Dotyczyło ono oceny osiągniętego porozumienia w ramach Zjednoczonej Prawicy. Istotą tego porozumienia jest wola wspólnej i solidarnej pracy dla Polski - poinformowała w czwartek rzeczniczka PiS Anita Czerwińska.

W spotkaniu, które trwało ok. 3 godzin, uczestniczyli prezes PiS Jarosław Kaczyński, premier Mateusz Morawiecki, wicepremier minister kultury Piotr Gliński, szef MON Mariusz Błaszczak, szef MSWiA Mariusz Kamiński, szef klubu PiS Ryszard Terlecki, wiceprezesi PiS Adam Lipiński oraz Antoni Macierewicz, b. marszałek Sejmu Marek Kuchciński.

Wiceminister obrony Marcin Ociepa z Porozumienia poinformował w czwartek w RMF FM, że członkowie Zjednoczonej Prawicy umówili się, żeby kontynuować rozmowy koalicyjne w piątek. (PAP)

ipa/ brw/ par/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję