Reklama

Niedziela w Warszawie

Kapelani na ostrym dyżurze

Z ks. Arkadiuszem Zawistowskim, krajowym duszpasterzem Służby Zdrowia oraz kapelanem w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie, rozmawia Andrzej Tarwid

Niedziela warszawska 6/2019, str. VI

[ TEMATY ]

Dzień Chorego

Andrzej Tarwid

Ks. Arkadiusz Zawistowski

Andrzej Tarwid: – Przed nami XXVII Światowy Dzień Chorego. Jak trudnym wyzwaniem dla kapłanów jest towarzyszenie chorym?

ks. Arkadiuszem Zawistowski: – Można powiedzieć, że bycie kapelanem w szpitalu czy hospicjum to służba na ostrym dyżurze. Zawsze trzeba być gotowym do posługi. Jednak, żeby dobrze wywiązywać się ze swoich zadań, trzeba dodatkowo znać się na fizjologii i psychice ludzi chorych. Choćby po to, by nie poddać się osobom, które z powodu swojego cierpienia bywają zniechęcone czy nawet nieprzyjemne w pierwszym kontakcie. Trzeba wiedzieć, że po kilku dniach pobytu w szpitalu stan emocjonalny pacjentów zmienia się. Chorzy chcą porozmawiać z kapłanem, pomodlić się, wyspowiadać itd.

– Jaką ma Ksiądz receptę na przetrwanie tego początkowego okresu „zniechęcenia”?

– Już św. Augustyn mówił, że „miłość nie czuje ciężaru”. Wystarczy więc trochę miłości do tego, co się robi oraz do chorych. To daje cierpliwość i pokorę w trudnych sytuacjach.

– Czy doświadczenie choroby bądź inwalidztwa zmienia ludzi?

– Każdy przypadek jest indywidualny. Niemniej, analizując ten problem od strony socjologicznej, można powiedzieć, że chorzy dzielą się na dwie główne grupy. Pierwszą tworzą ludzie, którzy się nie zmienią. Oni zazwyczaj buntują się przeciw chorobie. Grupa druga to osoby, w których pod wpływem cierpienia fizycznego dokonuje się przemiana ich duszy. W konsekwencji także zmienia się ich myślenie i postawa. Oni łączą swoje cierpienie ze ścieżką życia duchowego…

– ...wtedy nawiązują też silną więź z kapelanami, a duchowni z nimi. Jak księża radzą sobie w przypadkach, kiedy takie osoby umierają?

– Rzeczywiście, czasami jest tak, że chory potrafi swoje cierpienia przerzucać na inną osobę. Najczęściej jest to ktoś z rodziny, ale może to być też kapłan, który jeśli jest niedoświadczony, to może nie dać sobie rady ze swoimi emocjami i zbyt mocno przeżywać czyjeś odejście. Dlatego w posłudze kapelana szpitalnego czy hospicyjnego ważne jest znalezienie takiej granicy w relacji z chorym, która z jednej strony pozwoli zachować wrażliwość i empatię wobec cierpienia pacjenta. Natomiast z drugiej strony uświadomi kapłanowi, że pewnych spraw czy emocji nie wynosi się poza szpital.

– Co pomaga w odkryciu tej granicy, a potem w jej nieprzekraczaniu?

– Zdecydowanie nasza wiara. Ja wiem, że to wszystko, co spotyka mnie w posłudze kapelana szpitalnego ma sens i powierzam to Panu Bogu.

– Jak obecnie kapłani przygotowują się do posługi w szpitalach, hospicjach czy domach opieki?

– Bardzo różnie. Są np. Podyplomowe Studia z Opieki Duszpasterskiej w Krakowie na Uniwersytecie św. Jana Pawła II współprowadzone przez ojców bonifratrów. Jest to świetna szkoła. Jej wykładowcy wiele czasu poświęcają m.in. na naukę wspomnianego wcześniej komunikowania się z chorymi. Ponadto – jako Krajowe Duszpasterstwo Służby Zdrowia – organizujemy coroczne szkolenia dla kapelanów. Na tych spotkaniach omawiamy zagadnienia psychologiczne, medyczne i duszpasterskie. Staramy się, aby taka formacja odbywała się w diecezjach. Szkolenia te mają charakter otwarty, więc każdy kapelan jest na nie zaproszony.

– Z jakimi wyzwaniami najczęściej spotykają się dzisiaj kapelani towarzyszący chorym?

– W mniejszych miastach pacjenci są bardziej otwarci na posługę kapelana. Natomiast w Warszawie częściej spotykamy się z postawą obojętności wobec życia duchowego. Czasami też w naszej posłudze przeszkadzają media.

– W jaki sposób?

– Wystarczy jakaś medialna nagonka na księży i od razu ludzie nie przyznają się, że są praktykującymi katolikami. W takich przypadkach mniej pacjentów przychodzi także na Msze św. odprawiane w szpitalnych kaplicach.

– Kilka lat temu zorganizowano akcję „Nie wstydzę się Jezusa”. Była ona odpowiedzią na to, że dzisiaj generalnie ludzie nie przyznają się do wiary w miejscach publicznych czy też w swojej pracy. A jak to wygląda w szpitalach?

– Kiedy wolontariusz chodzi do sal szpitalnych, zapraszając pacjentów na Eucharystię czy nabożeństwo, to często jest tak, że jak w sali jedna osoba od razu powie, że przyjdzie, to natychmiast zgłaszają się kolejni chętni. Jednak wystarczy, że tej pierwszej chętnej osoby nie ma, zapada chwila kłopotliwego milczenia i nikt się zgłasza. Te osoby potem przychodzą do kaplicy i mówią, że bały się przyznać do wiary, bo mogłyby być np. zakrzyczane.

– Na początku rozmowy powiedział Ksiądz o grupie ludzi obojętnych duchowo i jednocześnie buntujących się przeciwko chorobie. Czy ci chorzy nawracają się?

– Nie wszyscy, ale każdy kapelan może powiedzieć o wielu osobach, które nawróciły się albo – co zdarza się jeszcze częściej – że odnowiły swoje życie duchowe. W mojej pamięci szczególnie utkwił przypadek pewnej pani, która wiele lat temu odeszła od Kościoła. Kilka razy podchodziłem do niej z pytaniem, czy nie chciałaby porozmawiać? Za każdym razem odmawiała, ale po jakimś czasie sama poprosiła o rozmowę, a po kolejnych spotkaniach – o sakramenty. W jej przypadku to choroba sprawiła, że na nowo odkryła Pana Boga. W innych sytuacjach nawrócenie w szpitalu dokonuje się też pod wpływem naszych wolontariuszy.

– Na przykład?

– W Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim jeden z pacjentów zapytał wolontariuszkę, czy robi to bezinteresownie? Pani powiedziała, że do szpitala przychodzi dlatego, gdyż jako osoba wierząca, chce swój wolny czas dawać chorym. W toku dalszej rozmowy opowiedziała choremu, kim jest, gdzie pracuje oraz o swoim mężu i dzieciach. Świadectwo tej wolontariuszki tak poruszyło pacjenta, że i on zbliżył się do Boga.

– Wcześniej powiedział Ksiądz, że choroba zbliżyła pacjentkę do Boga. Jak zrozumieć ten paradoks, że ludzie zaczynają cenić życie i odkrywać wiarę bądź do niej wracać dopiero wtedy, kiedy zachorują?

– Choroba pozwala na to, aby człowiek zreflektował się i na nowo przemyślał wiele spraw. Pamiętam młodego chłopaka, który leżał na „erce” i nie mógł sam siebie obsługiwać. Młodzieniec ten powiedział mi, że dopiero ta trudna sytuacja uświadomiła mu, jakim był egoistą przed chorobą, jak wówczas wykorzystywał rodziców, itd. To częsty przypadek, że zdarzenia graniczne sprawiają, że ludzie zaczynają zadawać sobie pytania o sens swojego życia. I właśnie wtedy Boża Łaska zaczyna w nich działać.

– A jakie ma Ksiądz doświadczenie z rodzinami chorych. Jak one reagują na chorobę najbliższych?

– Jako kapelani spotykamy się z całą gamą bardzo różnych reakcji – od próśb rodziny o wyspowiadanie chorego i udzielenie mu sakramentu namaszczenia do całkowitego nieradzenia sobie z chorobą osób najbliższych. Ten ostatni przypadek może mieć i taką konsekwencję, że odrzuca się wsparcie kapłanów. Pamiętam, jak córka kobiety chorej na nowotwór nie chciała, abym porozmawiał z jej mamą. Ale któregoś razu, kiedy jej nie było, zapytałem chorą, czy chce się wyspowiadać? Pani ta odpowiedziała tylko dwoma słowami: „tak, bardzo”. W dzisiejszych czasach problemem jest także to, że rodziny oddają chorych do specjalistów, bo sami nie umieją się nimi zaopiekować. Nie wiedzą, jak przewinąć czy umyć taką osobę. Jedni się tego boją, inni nie chcą. Jedni i drudzy wolą zdać się na specjalistów.

– W orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Chorego papież Franciszek wezwał wszystkich do „promowania kultury bezinteresowności i daru, niezbędnych do przezwyciężenia kultury zysku i odrzucenia.” W mediach słyszymy, że w okresie świąt warszawskie szpitale zamieniają się w przechowalnie dla chorych...

– To skomplikowany problem. Z moich obserwacji wynika, że apogeum przywożenia do szpitali ludzi chorych w okresie świątecznym miało miejsce w latach 2007-13. Teraz takich przypadków jest trochę mniej, ale nadal jest to poważny problem. I co ważne, nie dotyczy on tylko okresów świątecznych, ale widzimy go również w czasie ferii i wakacji.

– Czy jest jakiś sposób, aby temu zaradzić?

– Przede wszystkim nie można wszystkich przypadków traktować tak samo. Często spotykam się z opiniami osób, które są na stałe z chorymi. I one chciałyby chociaż trochę odpocząć, bo naprawdę są zmęczone. Myślę, że w takich przypadkach rozwiązaniem jest stworzenie domów, w których można byłoby spokojnie oddać pod opiekę ludzi starszych na kilka dni, tydzień.

– W jednym z wywiadów powiedział Ksiądz, że obecnie wyzwaniem dla kapelanów w stolicy jest dotarcie do wszystkich chorych...

– ...miałem wówczas na myśli to, że w największych warszawskich szpitalach jest bardzo duża rotacja pacjentów. W takiej sytuacji kapelani nie są w stanie dotrzeć do wszystkich.

– Księży mamy tylu, ilu jest, co więc robić?

– Rozwiązaniem tego problemu jest budowanie wolontariatu; mówiąc precyzyjnie, budowanie zespołów opieki duszpasterskiej, w których skład wchodzą nie tylko wolontariusze, ale też np. nadzwyczajni szafarze, klerycy oraz osoby z grup modlitewnych. Takie zespoły są w stanie wspomóc kapelanów szpitalnych w ich posłudze.

– Na koniec nie wypada więc nie zapytać, kto może zostać wolontariuszem w szpitalu? I co trzeba zrobić, aby nim zostać?

– Najprostsza ścieżka to zgłosić się do kapelana w szpitalu. On wszystko wyjaśni i pokieruje, gdzie trzeba. Serdecznie do tego zachęcam.

2019-02-06 11:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bóg nie opuszcza człowieka w cierpieniu

2020-02-11 12:56

[ TEMATY ]

Dzień Chorego

Karolina Krasowska

Dzień Chorego w parafii św. Józefa Oblubieńca w Zielonej Górze

W diecezji trwają obchody 28. Światowego Dnia Chorego pod hasłem: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11,28). Dzień ten został ustanowiony z inicjatywy św. Jana Pawła II w 1992 r.

Program tegorocznych diecezjalnych obchodów Dnia Chorego został przygotowany przez ks. Tomasza Duszczaka, diecezjalnego duszpasterza chorych i służby zdrowia. Ordynariusz diecezji bp Tadeusz Lityński przewodniczył będzie Mszy św. z udzieleniem sakramentu chorych w Lubuskim Szpitalu Specjalistycznym Pulmonologiczno-Kardiologicznym w Torzymiu, gdzie odwiedzi chorych i spotka się z personelem. Bp Paweł Socha przewodniczył będzie obchodom Dnia Chorego w  w Nowej Soli, a bp Stefan Regmunt w Żarach. W Gorzowie obchody zaplanowano w Hospicjum św. Kamila, kościele Pierwszych Męczenników Polski oraz Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim, natomiast w Zielonej Górze - w kościele Najświętszego Zbawiciela, Hospicjum im. Lady Ryder of Warsaw oraz kościele i hospicjum w parafii św. Józefa Oblubieńca.

Zobacz zdjęcia: Światowy Dzień Chorego w parafii pw. św. Józefa Oblubieńca w Zielonej Górze.

W parafii św. Józefa Mszy św. dla chorych i podopiecznych tamtejszego hospicjum przewodniczył proboszcz ks. kan. Leszek Kazimierczak. W homilii kapłan nawiązał do odczytywanej dzisiaj w Kościele we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes Ewangelii o cudzie w Kanie Galilejskiej. - Kochani, także wy macie szczególny udział w głoszeniu współczesnemu światu swoistej Ewangelii, Ewangelii cierpienia. Ewangelizacja przez krzyż należy na pewno nie tylko do najtrudniejszych, ale i do najbardziej owocnych - mówił do chorych uczestniczących we Mszy św. ks. Kazimierczak. - Niejako pośrodku waszej misji, waszej biedy, w samym centrum waszego cierpienia, lęku i dramatycznych pytań jest zawsze Maryja, jest zawsze Matka - cudowna lekarka, zatroskana, współczująca i wspierająca jak ongiś w Kanie Galilejskiej. Pierwsze co wypada zrobić to dostrzec Jej obecność i przyjąć ofiarowaną pomoc, tak jak przyjęli ją obficie i z wdzięcznością uczestnicy wesela w Kanie Galilejskiej.

- Matka działa przez ludzi, posługuje się człowiekiem, ot choćby lekarzem, pielęgniarką, personelem, kapelanami, wolontariuszami, posługującymi w hospicjach i w szpitalach. Dziś w waszym imieniu oraz w imieniu Kościoła wyrażam wielką wdzięczność za ich ofiarną, cichą, codzienną i conocną posługę tak często przez innych niezauważoną - kontynuował proboszcz, a zarazem prezes Ośrodka Integracji Społecznej-Hospicjum przy parafii św. Józefa Oblubieńca w Zielonej Górze.

- Kochani, Bóg nie zostawia was nigdy samych, choć często nam się tak wydaje. Nie opuszcza człowieka w cierpieniu. Nigdy. To szczególnie was zapewnia w dzisiejszym mszalnym czytaniu "jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę, w Jerozolimie doznacie pocieszenia - mówił ks. Kazimierczak. - Matką jest też Kościół, który staje dziś w tym dniu przy każdym chorym z darem modlitwy, pamięci i wielkiej wdzięczności za to, że ewangelizujecie cierpieniem. Kościół-Matka każdego chorego pociesza. Niech więc moc Eucharystii, w której uczestniczymy ofiaruje chorym niezachwianą nadzieję, poprzez przyjęcie sakramentu chorych, na zdrowie i życie, na wieczność i nieśmiertelność zaplanowaną przez Chrystusa i Tego, który na nas oczekuje.

CZYTAJ DALEJ

Kraków: Nowe fakty dotyczące matki Jana Pawła II

2020-02-17 14:04

[ TEMATY ]

Wojtyłowie

Episkopat

Znamiennego odkrycia na temat Emilii Wojtyłowej dokonała dr Milena Kindziuk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, która na cmentarzu Rakowickim w Krakowie odnalazła dwa nagrobki matki Papieża (sic!). Jeden pochodzi z roku 1929, drugi natomiast z 1934. Jak to możliwe?

- Kiedy Emilia Wojtyłowa zmarła w 1929 roku, najpierw została pochowana w grobie swoich krewnych, należącym do rodziny Kuczmierczyków na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pięć lat później natomiast w 1934 roku została ona ekshumowana i przeniesiona do nowego grobowca w wojskowej części tego samego cmentarza. Oba nagrobki zachowały się do dziś - tłumaczy dr M. Kindziuk. I dodaje: - Na podstawie akt parafialnych oraz dokumentów znajdujących się w Zarządzie Cmentarzy Komunalnych w Krakowie, udało mi się też ustalić ponad wszelką wątpliwość, że w 1934 roku ekshumowano nie tylko matkę Papieża, ale również ciała jego dziadków Marii i Feliksa Kaczorowskich oraz brata przyszłego papieża Edmunda Wojtyły. Obecnie wszyscy spoczywają razem w nowym grobowcu kupionym przez Karola Wojtyłę seniora (ojca Karola i Edmunda) po nagłej śmierci Edmunda, która nastąpiła w 1932 r.

Milena Kindziuk ustaliła też na podstawie dokumentów, że Emilia Wojtyłowa została pochowana od razu w Krakowie, a nie w Wadowicach - jak są przekonani mieszkańcy tego miasta, i jak błędnie podają biografie Jana Pawła II.

Te fakty do tej pory w ogóle nie były znane. Wiadomo było jedynie, że matka Papieża zmarła w 1929 roku i że jej grób znajduje się na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Nowe informacje dotyczące matki Papieża dr Milena Kindziuk z UKSW ustaliła przy okazji przygotowywania książkowej biografii Emilii i Karola Wojtyłów, w związku z planowanym rozpoczęciem ich procesu beatyfikacyjnego oraz ze 100-leciem urodzin św. Jana Pawła II. Książka ukaże się w kwietniu br. nakładem Wydawnictwa „Esprit” oraz „W drodze”. Znajdą się w niej także inne, nowe fakty na temat rodziców i brata Papieża.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa-Praga: Troska o dobro dziecka to nasz priorytet

2020-02-18 19:45

[ TEMATY ]

nadużycia seksualne

Warszawa Praga

©Tatyana Gladskih – stock.adobe.com

Troska o dobro dziecka i młodego człowieka to nasz priorytet. Jego krzywda nie polega tylko na tym, że zostało wykorzystane, ale również na tym, że jego opiekunowie jej nie dostrzegali lub nie interweniowali, by jej zapobiec. Dlatego diecezji warszawsko-praskiej podejmujemy wszelkie możliwe działania nie tylko, by przyjść z pomocą skrzywdzonym, ale również przeciwdziałać wypadkom oraz obojętności otoczenia – powiedział KAI ks. dr Dariusz Szczepaniuk, delegat biskupa ds. przyjmowania zgłoszeń w przypadku nadużyć seksualnych. Zwrócił uwagę, że diecezja warszawsko-praska była jedną z trzech pierwszych w Polsce, które zajęły się sprawą powołując specjalny Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży. 28 lutego Kościół w Polsce obchodzić będzie Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystywania seksualnego małoletnich.

Diecezji warszawsko-praska była jedną z trzech pierwszych w Polsce, które zajęły się sprawą powołując specjalny Zespół ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży, który poprzez specjalistyczne szkolenia przygotowywały się do przyjmowania zgłaszanych przypadków. W jego skład obok delegata biskupa ds. przyjmowania zgłoszeń w przypadku nadużyć seksualnych, którym od października 2013 roku jest ks. Dariusz Szczepaniuk i delegata biskupa ds. opieki duchowej i pomocy osobom poszkodowanym w przypadku nadużyć seksualnych, którym od maja 2015 roku jest ks. Zygmunt Wirkowski, są także psycholog – terapeuta, oraz adwokat - świecki prawnik. - Chcieliśmy w skuteczny sposób wesprzeć osoby pokrzywdzone oferując im konkretną pomoc duchową i psychologiczną – powiedział kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej, ks. Dariusz Szczepaniuk.

Kolejnym krokiem w diecezji warszawsko-praskiej w ochronie nieletnich były szkolenia zorganizowane dla różnych grup wiekowych i stanowych. Wzięli w nich udział kapłani z różnym doświadczeniem duszpasterskim, alumni Wyższego Seminarium Duchownego, osoby życia konsekrowanego oraz katecheci. Celem spotkań było uświadomienie, że problem występuje i faktycznie nas dotyczy, a więc nie jesteśmy z tego wyjęci. Specjalne szkolenia poprowadził między innymi o. Adam Żak SJ. Były także spotkania z psychologiem, adwokatem, kapłanem, który jest psychologiem, oraz z innymi osobami pracującymi z poszkodowanymi. Starali się: Wytłumaczyć zjawisko wykorzystywania seksualnego; Pokazać skutki jakie spowodowało w psychice ofiary i dlaczego ukrywają swój dramat; Po czym można poznać pewne symptomy świadczące, że osoba jest ofiarą wykorzystania. Zależało nam na tym, by móc jak najszybciej reagować, jeśli w otoczeniu znajdzie się ktoś, kto będzie wysyłał sygnały świadczące, że został skrzywdzony – powiedział ks. Szczepaniuk.

Kolejnym krokiem było wydanie i upublicznienie 27 września 2018 roku „Norm Ochrony Dzieci i Młodzieży oraz Zasad Praktyk Duszpasterskich w Diecezji Warszawsko-Praskiej”. Dokument ujmuje zasady postępowania w pracy z niepełnoletnimi oraz zawiera procedurę interwencji w przypadku uzyskania informacji o prawdopodobieństwie skrzywdzenia. –„Gdy krzywda zostaje ujawniona w trakcie sakramentu pokuty, należy podjąć próbę nakłonienia penitenta, aby ujawnił te fakty osobie trzeciej, posiadającej odpowiednie przygotowanie” - czytamy w tekście.

Obok przypomnienia o godności dziecka i młodego człowieka dokument jasno zaznacza, że nie do zaakceptowania jest werbalne naruszenie szacunku, w tym erotyzowanie języka w ich otoczeniu.

Przepisy przeznaczone są do stosowania we wszystkich parafiach, wspólnotach i dziełach diecezji warszawsko-praskiej - jako obowiązujące dla duchownych, świeckich wychowawców, nauczycieli, trenerów, animatorów, wolontariuszy, praktykantów i stażystów zatrudnionych na różnych stanowiskach i podejmujących różne zakresy odpowiedzialności.

Następnym krokiem było wydanie w 2019 roku Dyrektorium dotyczącego Zasad Funkcjonowania w Internecie Kościelnych Podmiotów publicznych oraz Osób Duchownych Diecezji Warszawsko-Praskiej. Czytamy w nim, że „media społecznościowe nie są sferą prywatnej aktywności duchownego(…) Powinny służyć do nauczania o Bogu i głoszenia Ewangelii”. Ponadto dokument jasno wskazuje, że profil duchownego w sposób jednoznaczny powinien zawierać informację o jego stanie kapłańskim poprzez umieszczenie zdjęcia z koloratką oraz, że komunikacja z osobami poniżej 15 roku życia powinna odbywać się w przestrzeni publicznej, bez prowadzenia komunikacji prywatnej.

- Trzeba mieć świadomość, że wiele przestępstw w materii wykorzystywania seksualnego dokonuje się obecnie właśnie w internecie, poprzez różnego rodzaju fora internetowe, czy czaty. Chodziło nam o uwrażliwienie na to co tam się dzieje szczególnie młodego duchowieństwa, by nie stawało się powodem przestępstwa, lub nie prowokowało w jakiś sposób do popełnienia przestępstwa. Szkolenia w tej materii przeszli już zarówno kapłani, jak i alumni – poinformował ks. Szczepaniuk.

Zapewnił, że szkolenia będą kontynuowane w kolejnych latach dla poszczególnych grup. – Z każdym rokiem jesteśmy bogatsi o nową wiedzę, nowe doświadczenia, oraz o rozwiązane już problemy. Im większa jest świadomość wśród osób duchownych, katechetów świeckich, czy w ogóle osób pracujących z dziećmi i młodzieżą, tym łatwiej nie narażać się na sytuacje budzące wątpliwości – powiedział kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej.

Od 2012 roku w diecezji warszawsko-praskiej było dziesięć zgłoszeń, przy czym nie dotyczyły one spraw bieżących, ale zdarzeń przeszłych. – Były takie sytuacje, że poszkodowany przychodził umówiony, ale także i takie, kiedy osoba decydowała się na to z marszu. Zdarzyły się również i powiadomienia listowne w których osoba wspominał, ale bez podawania konkretów. Wówczas starałem się zachęcić do osobistego spotkania w kurii, by mogła bardziej szczegółowo naświetlić problem i powiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło – powiedział delegat.

Podkreślił, że najważniejsze jest wówczas wysłuchanie osoby i poważne potraktowanie sprawy. Przyznał, że nie jest to proste, biorąc pod uwagę emocje, oraz wcześniejsze doświadczenia poszkodowanego. W większości przypadków osoby, które się zgłaszają mają uraz do kapłanów i Kościoła jako instytucji, dlatego staram się tak z nimi rozmawiać, by nie czuły się ponownie odepchnięte i pozbawione pomocy – zapewnił ks. Szczepanik.

Przyznał, że czasu nie da się cofnąć, ale można pomóc człowiekowi na drodze uzdrowienia psychicznego i duchowego. - Już samo powiedzenie głośno, tego co się wydarzyło, jest jakimś otwarciem się na pomoc, jest wyjść ku przyszłości. Nie jest to proces łatwy i mam świadomość, że nie da się od razu rozwiązać problemu – powiedział duchowny.

Podkreślił, że w diecezji warszawsko-praskiej do dyspozycji jest kilku różnych psychologów, jeśli chodzi o osoby pokrzywdzone. - Są oni biegli w tym temacie i mogą skutecznie pomóc. Nie narzucamy jednak nic osobie, dając możliwość wyboru, ponieważ to gwarantuje skuteczność terapii - podkreślił ks. Szczepaniuk.

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem od 2017 roku każdy, kto ma informacje o przestępstwie molestowania dzieci i młodzieży jest zobowiązany zgłosić ten fakt na policję lub do prokuratury. - Nawet wówczas, kiedy nie było takiego przepisu, zawsze wskazywałem osobie pokrzywdzonej, że w każdej chwili, w każdym momencie ma Pani/ Pan możliwość pójścia i zgłoszenia tego przypadku do prokuratury – powiedział ks. Szczepaniuk.

Mówiąc o procesie kanoniczym zwrócił uwagę Kościół jako kuria ma dużo mniej środków i sposobów gromadzenia danych niż państwowe i jego organy ścigania. Wstępne dochodzenie kanoniczne może trwać ok. roku. Do nas należy wysłuchanie obu stron, świadków jeśli są, oraz zebranie opinii psychologa. Następnie przesyła się dokumenty do Kongregacji Doktryny Wiary, gdzie sprawa jest rozpatrywana. Dostajemy stamtąd wskazówki co dalej robić. Najczęściej Stolica Apostolska zobowiązuje biskupa do prowadzenia procesu karno-administracyjnego w diecezji. Na tym etapie opieramy się na dotychczasowym materiale dowodowym, oraz jeśli jest możliwość - staramy się zebrać nowe dowody i opinie biegłego psychologa. Następnie zapada wyrok, który aby był prawomocny, wymagane jest zatwierdzenie Stolicy Apostolskiej – tłumaczy kanclerz kurii diecezji warszawsko-praskiej.

Zwracił uwagę, że jeśli trudno jest dotrzeć do dowodów, ponieważ np. sprawca czynu już nie żyje, wówczas decyzja należy do biskupa. Przeważnie w tego rodzaju sytuacjach dochodzi do umorzenia sprawy procesowej, co nie oznacza, że osobę pokrzywdzoną zostawia się samej sobie. Pozostaje wsparcie duchowe i psychologiczne – podkreślił duchowny.

Obecnie ok. czterech spraw toczy się jeszcze w diecezji w ramach wstępnego dochodzenia lub procesu. Było także pięć spraw w których mieliśmy odczynienia z postępowaniem cywilnym, czyli państwowym, które zostało już zakończone i kara została odbyta lub umorzona. Mimo to, trwają nadal procesy kościele. Trzeba mieć bowiem świadomość, że w momencie zgłoszenia sprawy do prokuratury, następuje zawieszenie procesu kościelnego do czasu rozstrzygnięcia. Po ogłoszeniu wyroku w sądzie państwowym, wznawiamy proces kościelny, nawet jeśli sprawa została umorzona w wyniku przedawnienia. Tak więc, każda sprawa toczy się na dwóch poziomach – zwrócił uwagę ks. Dariusz Szczepaniuk.

- Najcięższą karą kościelną, którą przewiduje prawo kanoniczne jest wydalenie ze stanu duchownego. Często zdarza się, że ks. jest suspendowany. Jest to kara czasowa, której celem jest doprowadzenie osoby do poprawy, zmiany swojego sposobu postępowania. Może ona trwać nawet kilka lat i wiązać się z zakazem wykonywania wszystkich, bądź niektórych czynności kapłańskich i posług. Po zakończeniu tego okresu, który może być z góry określony, bądź też nie - dochodzi do zdjęcia kary. Nie kieruje się jednak już takiego księdza do pracy z dziećmi i młodzieżą – zapewnił ks. Szczepaniuk.

Zgodnie z postanowieniem Konferencji Episkopatu Polski pierwszy piątek Wielkiego Postu będzie przeżywany w całym Kościele w naszej Ojczyźnie jako - Dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystywania seksualnego małoletnich. W diecezji warszawsko-praskiej odbędzie się Droga Krzyżowa w bazylice katedralnej ze specjalnymi rozważaniami w której weźmie udział pasterz diecezji, bp Romuald Kamiński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję