Reklama

Kapelani na ostrym dyżurze

2019-02-06 11:52


Edycja warszawska 6/2019, str. VI

Andrzej Tarwid
Ks. Arkadiusz Zawistowski

Z ks. Arkadiuszem Zawistowskim, krajowym duszpasterzem Służby Zdrowia oraz kapelanem w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie, rozmawia Andrzej Tarwid

Andrzej Tarwid: – Przed nami XXVII Światowy Dzień Chorego. Jak trudnym wyzwaniem dla kapłanów jest towarzyszenie chorym?

ks. Arkadiuszem Zawistowski: – Można powiedzieć, że bycie kapelanem w szpitalu czy hospicjum to służba na ostrym dyżurze. Zawsze trzeba być gotowym do posługi. Jednak, żeby dobrze wywiązywać się ze swoich zadań, trzeba dodatkowo znać się na fizjologii i psychice ludzi chorych. Choćby po to, by nie poddać się osobom, które z powodu swojego cierpienia bywają zniechęcone czy nawet nieprzyjemne w pierwszym kontakcie. Trzeba wiedzieć, że po kilku dniach pobytu w szpitalu stan emocjonalny pacjentów zmienia się. Chorzy chcą porozmawiać z kapłanem, pomodlić się, wyspowiadać itd.

– Jaką ma Ksiądz receptę na przetrwanie tego początkowego okresu „zniechęcenia”?

– Już św. Augustyn mówił, że „miłość nie czuje ciężaru”. Wystarczy więc trochę miłości do tego, co się robi oraz do chorych. To daje cierpliwość i pokorę w trudnych sytuacjach.

– Czy doświadczenie choroby bądź inwalidztwa zmienia ludzi?

– Każdy przypadek jest indywidualny. Niemniej, analizując ten problem od strony socjologicznej, można powiedzieć, że chorzy dzielą się na dwie główne grupy. Pierwszą tworzą ludzie, którzy się nie zmienią. Oni zazwyczaj buntują się przeciw chorobie. Grupa druga to osoby, w których pod wpływem cierpienia fizycznego dokonuje się przemiana ich duszy. W konsekwencji także zmienia się ich myślenie i postawa. Oni łączą swoje cierpienie ze ścieżką życia duchowego…

– ...wtedy nawiązują też silną więź z kapelanami, a duchowni z nimi. Jak księża radzą sobie w przypadkach, kiedy takie osoby umierają?

– Rzeczywiście, czasami jest tak, że chory potrafi swoje cierpienia przerzucać na inną osobę. Najczęściej jest to ktoś z rodziny, ale może to być też kapłan, który jeśli jest niedoświadczony, to może nie dać sobie rady ze swoimi emocjami i zbyt mocno przeżywać czyjeś odejście. Dlatego w posłudze kapelana szpitalnego czy hospicyjnego ważne jest znalezienie takiej granicy w relacji z chorym, która z jednej strony pozwoli zachować wrażliwość i empatię wobec cierpienia pacjenta. Natomiast z drugiej strony uświadomi kapłanowi, że pewnych spraw czy emocji nie wynosi się poza szpital.

– Co pomaga w odkryciu tej granicy, a potem w jej nieprzekraczaniu?

– Zdecydowanie nasza wiara. Ja wiem, że to wszystko, co spotyka mnie w posłudze kapelana szpitalnego ma sens i powierzam to Panu Bogu.

– Jak obecnie kapłani przygotowują się do posługi w szpitalach, hospicjach czy domach opieki?

– Bardzo różnie. Są np. Podyplomowe Studia z Opieki Duszpasterskiej w Krakowie na Uniwersytecie św. Jana Pawła II współprowadzone przez ojców bonifratrów. Jest to świetna szkoła. Jej wykładowcy wiele czasu poświęcają m.in. na naukę wspomnianego wcześniej komunikowania się z chorymi. Ponadto – jako Krajowe Duszpasterstwo Służby Zdrowia – organizujemy coroczne szkolenia dla kapelanów. Na tych spotkaniach omawiamy zagadnienia psychologiczne, medyczne i duszpasterskie. Staramy się, aby taka formacja odbywała się w diecezjach. Szkolenia te mają charakter otwarty, więc każdy kapelan jest na nie zaproszony.

– Z jakimi wyzwaniami najczęściej spotykają się dzisiaj kapelani towarzyszący chorym?

– W mniejszych miastach pacjenci są bardziej otwarci na posługę kapelana. Natomiast w Warszawie częściej spotykamy się z postawą obojętności wobec życia duchowego. Czasami też w naszej posłudze przeszkadzają media.

– W jaki sposób?

– Wystarczy jakaś medialna nagonka na księży i od razu ludzie nie przyznają się, że są praktykującymi katolikami. W takich przypadkach mniej pacjentów przychodzi także na Msze św. odprawiane w szpitalnych kaplicach.

– Kilka lat temu zorganizowano akcję „Nie wstydzę się Jezusa”. Była ona odpowiedzią na to, że dzisiaj generalnie ludzie nie przyznają się do wiary w miejscach publicznych czy też w swojej pracy. A jak to wygląda w szpitalach?

– Kiedy wolontariusz chodzi do sal szpitalnych, zapraszając pacjentów na Eucharystię czy nabożeństwo, to często jest tak, że jak w sali jedna osoba od razu powie, że przyjdzie, to natychmiast zgłaszają się kolejni chętni. Jednak wystarczy, że tej pierwszej chętnej osoby nie ma, zapada chwila kłopotliwego milczenia i nikt się zgłasza. Te osoby potem przychodzą do kaplicy i mówią, że bały się przyznać do wiary, bo mogłyby być np. zakrzyczane.

– Na początku rozmowy powiedział Ksiądz o grupie ludzi obojętnych duchowo i jednocześnie buntujących się przeciwko chorobie. Czy ci chorzy nawracają się?

– Nie wszyscy, ale każdy kapelan może powiedzieć o wielu osobach, które nawróciły się albo – co zdarza się jeszcze częściej – że odnowiły swoje życie duchowe. W mojej pamięci szczególnie utkwił przypadek pewnej pani, która wiele lat temu odeszła od Kościoła. Kilka razy podchodziłem do niej z pytaniem, czy nie chciałaby porozmawiać? Za każdym razem odmawiała, ale po jakimś czasie sama poprosiła o rozmowę, a po kolejnych spotkaniach – o sakramenty. W jej przypadku to choroba sprawiła, że na nowo odkryła Pana Boga. W innych sytuacjach nawrócenie w szpitalu dokonuje się też pod wpływem naszych wolontariuszy.

– Na przykład?

– W Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim jeden z pacjentów zapytał wolontariuszkę, czy robi to bezinteresownie? Pani powiedziała, że do szpitala przychodzi dlatego, gdyż jako osoba wierząca, chce swój wolny czas dawać chorym. W toku dalszej rozmowy opowiedziała choremu, kim jest, gdzie pracuje oraz o swoim mężu i dzieciach. Świadectwo tej wolontariuszki tak poruszyło pacjenta, że i on zbliżył się do Boga.

– Wcześniej powiedział Ksiądz, że choroba zbliżyła pacjentkę do Boga. Jak zrozumieć ten paradoks, że ludzie zaczynają cenić życie i odkrywać wiarę bądź do niej wracać dopiero wtedy, kiedy zachorują?

– Choroba pozwala na to, aby człowiek zreflektował się i na nowo przemyślał wiele spraw. Pamiętam młodego chłopaka, który leżał na „erce” i nie mógł sam siebie obsługiwać. Młodzieniec ten powiedział mi, że dopiero ta trudna sytuacja uświadomiła mu, jakim był egoistą przed chorobą, jak wówczas wykorzystywał rodziców, itd. To częsty przypadek, że zdarzenia graniczne sprawiają, że ludzie zaczynają zadawać sobie pytania o sens swojego życia. I właśnie wtedy Boża Łaska zaczyna w nich działać.

– A jakie ma Ksiądz doświadczenie z rodzinami chorych. Jak one reagują na chorobę najbliższych?

– Jako kapelani spotykamy się z całą gamą bardzo różnych reakcji – od próśb rodziny o wyspowiadanie chorego i udzielenie mu sakramentu namaszczenia do całkowitego nieradzenia sobie z chorobą osób najbliższych. Ten ostatni przypadek może mieć i taką konsekwencję, że odrzuca się wsparcie kapłanów. Pamiętam, jak córka kobiety chorej na nowotwór nie chciała, abym porozmawiał z jej mamą. Ale któregoś razu, kiedy jej nie było, zapytałem chorą, czy chce się wyspowiadać? Pani ta odpowiedziała tylko dwoma słowami: „tak, bardzo”. W dzisiejszych czasach problemem jest także to, że rodziny oddają chorych do specjalistów, bo sami nie umieją się nimi zaopiekować. Nie wiedzą, jak przewinąć czy umyć taką osobę. Jedni się tego boją, inni nie chcą. Jedni i drudzy wolą zdać się na specjalistów.

– W orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Chorego papież Franciszek wezwał wszystkich do „promowania kultury bezinteresowności i daru, niezbędnych do przezwyciężenia kultury zysku i odrzucenia.” W mediach słyszymy, że w okresie świąt warszawskie szpitale zamieniają się w przechowalnie dla chorych...

– To skomplikowany problem. Z moich obserwacji wynika, że apogeum przywożenia do szpitali ludzi chorych w okresie świątecznym miało miejsce w latach 2007-13. Teraz takich przypadków jest trochę mniej, ale nadal jest to poważny problem. I co ważne, nie dotyczy on tylko okresów świątecznych, ale widzimy go również w czasie ferii i wakacji.

– Czy jest jakiś sposób, aby temu zaradzić?

– Przede wszystkim nie można wszystkich przypadków traktować tak samo. Często spotykam się z opiniami osób, które są na stałe z chorymi. I one chciałyby chociaż trochę odpocząć, bo naprawdę są zmęczone. Myślę, że w takich przypadkach rozwiązaniem jest stworzenie domów, w których można byłoby spokojnie oddać pod opiekę ludzi starszych na kilka dni, tydzień.

– W jednym z wywiadów powiedział Ksiądz, że obecnie wyzwaniem dla kapelanów w stolicy jest dotarcie do wszystkich chorych...

– ...miałem wówczas na myśli to, że w największych warszawskich szpitalach jest bardzo duża rotacja pacjentów. W takiej sytuacji kapelani nie są w stanie dotrzeć do wszystkich.

– Księży mamy tylu, ilu jest, co więc robić?

– Rozwiązaniem tego problemu jest budowanie wolontariatu; mówiąc precyzyjnie, budowanie zespołów opieki duszpasterskiej, w których skład wchodzą nie tylko wolontariusze, ale też np. nadzwyczajni szafarze, klerycy oraz osoby z grup modlitewnych. Takie zespoły są w stanie wspomóc kapelanów szpitalnych w ich posłudze.

– Na koniec nie wypada więc nie zapytać, kto może zostać wolontariuszem w szpitalu? I co trzeba zrobić, aby nim zostać?

– Najprostsza ścieżka to zgłosić się do kapelana w szpitalu. On wszystko wyjaśni i pokieruje, gdzie trzeba. Serdecznie do tego zachęcam.

Tagi:
Dzień Chorego

Reklama

Nie marnować swojego cierpienia

2019-02-27 11:01

Elżbieta Zdeb
Edycja rzeszowska 9/2019, str. V

Elżbieta Zdeb
W przygotowanie Dnia Chorego zaangażowała się m.in. młodzież z SKC

Światowy Dzień Chorego ma swoją tradycję w parafii Dobrego Pasterza w Nowej Wsi. Od wielu lat jest to czas wspólnej modlitwy, zawierzenia, a także radosnego spotkania. W tym roku uroczystość została zorganizowana w sobotę poprzedzającą święto Matki Bożej z Lourdes. 9 lutego o godz. 11 rozpoczęła się uroczysta Msza św. koncelebrowana przez dyrektora Caritas Diecezji Rzeszowskiej – ks. Piotra Potyrałę oraz ks. Kazimierza Żaka, proboszcza.

W Eucharystii uczestniczyli licznie zgromadzeni cierpiący, ich rodziny, parafialny i szkolny Caritas oraz przedstawiciele lokalnych władz. Młodzież ze Szkolnego Koła Caritas przygotowała czytanie, modlitwę wiernych i procesję z darami. W homilii ks. Potyrała zwrócił się do chorych, prosząc, by swojego cierpienia nie marnowali, ale by właśnie przez nie czynili dobro. Kaznodzieja zwrócił się również do osób opiekujących się chorymi, by służyli im z oddaniem i miłością. Po Mszy św. nastąpiła adoracja Najświętszego Sakramentu i błogosławieństwo na sposób lourdzki.

Dzięki życzliwości dyrektora szkoły Grzegorza Szczepana oraz zaangażowaniu wielu ludzi mogła odbyć się druga część spotkania. W sali gimnastycznej czekały już nakryte stoły, a z kuchni rozchodziły się rozkoszne zapachy. Wszystko to zasługa Parafialnego Zespołu Caritas (PZC), który bardzo dba o ludzi starszych. Przedstawicielki Róż różańcowych upiekły ciasto. Osoby, którym trudno byłoby dotrzeć na spotkanie, mogły liczyć na pomoc Ochotniczej Straży Pożarnej. Nad organizacją czuwała przewodnicząca Parafialnego Zespołu Caritas Elżbieta Polak oraz sołtys Maria Rzuciło.

Opiekunka Szkolnego Koła Caritas (SKC) oraz przedstawicielka Zespołu Parafialnego podzieliły się efektami działalności charytatywnej za rok ubiegły. Przewodnicząca Rady Gminy Bernadetta Świątek wyraziła radość, że może spotkać się w tym gronie i złożyła wszystkim serdeczne życzenia.

W części artystycznej wystąpił Zespół Taneczny Largo pod kierunkiem Agnieszki Piątek Dembowskiej. Następnie Dzieci z I i III klasy SP zaśpiewały piosenki i przedstawiły zabawne scenki z życia babci i dziadzia. Małych artystów przygotowały panie wychowawczynie Maria Bednarz i Małgorzata Szwagiel. Dorośli też chcieli pochwalić się talentami. Dlatego zaraz rozległy się ludowe melodie prezentowane przez zespół Żytnioki z Zaczernia. Seniorzy z Nowej Wsi stanęli przy mikrofonie i wyśpiewali wszystkim, co im w duszy gra. Teksty specjalnie na tę okazję ułożyła Zofia Orczyk. I tak w miłej i radosnej atmosferze minęło sobotnie popołudnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Oblężenie Jerycha” w Szczecinie

O. Jan Paweł M. Bagdziński OFM, animator Wspólnot Nieustającego Różańca Świętego Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej
Edycja szczecińsko-kamieńska 2/2011

Jerycho jest jednym z najstarszych miast świata i prawdopodobnie najstarszym nieprzerwanie istniejącym siedliskiem ludzkim. Biblijna historia Jerycha zaczyna się od Mojżesza, patrzącego z góry Nebo w Moabie, poprzez Jordan, na zachód i widzącego Negeb, okręg doliny koło Jerycha, miasta palm, aż do Soaru (por. Pwt 34,3). Następnie Jozue poprowadził Izraelitów do Ziemi Obiecanej i jako pierwszy postanowił zdobyć właśnie Jerycho. Archeolodzy twierdzą, że to starożytne miasto otaczał podwójny mur - wewnętrzny o szerokości ok. 4 m oraz zewnętrzny o szerokości 2 m - oceniany na ok. 9 m wysokości. W murach tych zbudowano mieszkania i naszą uwagę zwraca bogobojna kobieta, jaką była Rachab, dzięki temu, że mieszkała ona w domu znajdującym się w tym murze. Czytamy, że ochroniła ona i pomogła szpiegom wysłanym przez Jozuego, ukrywając ich, a potem spuszczając po linie z okna, by mogli uciec (por. Joz 2). Miasto zostało zdobyte i zniszczone w najbardziej niecodzienny sposób. Izraelici maszerowali dookoła miasta przez sześć dni z kapłanami niosącymi Arkę Pana na czele. Siódmego dnia okrążyli miasto siedmiokrotnie i kiedy kapłani zatrąbili w trąby, wznieśli potężny okrzyk i mur zawalił się, Jozue zdobył miasto, oszczędzając jedynie Rachab: „Wraz ze wszystkimi, którzy do niej należą” (por. Joz 6, 1-25). Rachab pojawia się w genealogii Chrystusa i pisze się o niej w jedenastym rozdziale Listu do Hebrajczyków jako o kobiecie mającej wiarę (Hbr 11,31).
Początki „Różańcowego Jerycha” w Polsce związane są z osobą Anatola Kaszczuka, delegata wspólnoty apostolskiej Legionu Maryi z Irlandii do Polski w 1946 r. To właśnie on, kiedy ważyły się losy pierwszej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski, zaproponował zorganizowanie i przeprowadzenie siedmiodniowego Kongresu Różańcowego na Jasnej Górze. Podczas którego postanowiono codziennie odprawiać Mszę św., odmawiać Różaniec św. i Koronkę do Miłosierdzia Bożego przed wystawionym Najświętszym Sakramentem w intencji przyjazdu Ojca Świętego. Za radą bp. Stefana Bareły zrezygnowano z Kongresu, nazywając te siedem dni modlitwy „Oblężeniem Jerycha”. Uczestnicy na Jasnej Górze chcieli trwać na modlitwie, by runęły mury zagradzające drogę Ojcu Świętemu do Polski. Wszystkie przeszkody zostały zwyciężone. Anatol Kaszczuk nazywa to wydarzenie pierwszym „Oblężeniem Jerycha”.
Od wielu już lat w różnych diecezjach naszego kraju rozwijają się „Jerycha Różańcowe” organizowane przez wspólnoty Legionu Maryi i Nieustającego Różańca im. Jana Pawła II, którego sekretariat na prośbę wspólnot różańcowych został powołany decyzją abp. Andrzeja Dzięgi dnia 3 października 2010 r. przy sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Szczecinie.
W grudniu 2009 r. w bazylice pw. św. Jana Chrzciciela w Szczecinie zostało zorganizowane pierwsze „Jerycho Różańcowe”, czyli modlitwa przed Najświętszym Sakramentem trwająca bez przerwy przez 7 dni i 7 nocy. Czasami były organizowane w naszej archidiecezji adoracje nazywane „Jerychem”, ale nie było nigdy wcześniej adoracji Najświętszego Sakramentu trwającej tak długi czas, który wyznaczony został przez podanie biblijne. Tylko nieustanna modlitwa Różańca św. trwająca 7 dni i 7 nocy przed Najświętszym Sakramentem może być nazywana „Jerychem”.
„Różańcowe Jerycho” podejmuje następujące intencje: wynagrodzenia Panu Bogu za grzechy narodów Europy i świata; za Ojca Świętego, biskupów, kapłanów, w intencjach Księdza Arcybiskupa; wynagrodzenia za grzechy Polaków i o Polskę według Bożej woli; o nawrócenie nieprzyjaciół Kościoła świętego i Polski; o obudzenie ducha pokuty w Polakach za grzechy całego narodu przeciw życiu; o odkrycie daru Eucharystii w życiu i misji rodziny; o uznanie przez wszystkich Polaków królowania Jezusa Chrystusa w naszym narodzie; o wynagrodzenie Najświętszym Sercom Jezusa i Maryi za zniewagi wyrządzone przez niewdzięcznych ludzi.
Z błogosławieństwem abp. Andrzeja Dzięgi i jego serdecznym poparciem rozpoczęliśmy nieustanną różańcową modlitwę Kościoła naszej archidiecezji. Nieustanna modlitwa Różańca św. przed Najświętszym Sakramentem „Oblężenie Jerycha” jest wielką siłą i powołaniem każdego wierzącego. 1 maja 2010 r. podczas Mszy św. w sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, której przewodniczył abp Andrzej Dzięga, w słowie Bożym zachęcał wszystkich do nieustannej modlitwy z Różańcem św. w ręku, aby wyprosić u Boga kolejny „cud nad Wisłą” dla naszej Ojczyzny.
Zapraszamy serdecznie i oczekujemy, że wierzący Kościoła archidiecezji przyłączą się do wspólnej modlitwy. Wzywamy i zapraszamy członków wszystkich wspólnot parafialnych. Nie pozwólmy na to, aby tak wspaniałe dzieło modlitwy upadło z powodu braku osób chętnych do modlitwy i adoracji przed Najświętszym Sakramentem. Jest nas wciąż za mało. Kilka osób modli się po kilka czy kilkanaście godzin, aby nie przerwać adoracji. Pojawiają się coraz to nowe trudności. Wydaje się, że to nic trudnego dla katolika ofiarować Bogu jedną godzinę raz w miesiącu czy nawet trzydzieści minut.
Jeżeli jesteś gotów podjąć się modlitwy u stóp Jezusa i Matki Najświętszej, to zadzwoń i zgłoś swój udział, wybierając dogodną dla Ciebie godzinę adoracji i kościół. Sprawa jest naprawdę pilna i jesteś bardzo potrzebną osobą. Nie zwlekaj! Matka Boża w Fatimie powiedziała: „Otrzymacie wszystko, o co prosić będziecie”. „«Różańcowe Jerycha» mają się powiększyć w liczbie. Ma trwać nieustanny «bój duchowy», nieustanne błaganie. To jest z nieba nam podany sposób walki z mocami ciemności” - Anatol Kaszczuk.
„Jerycho Nieustannego Różańca św.” w Szczecinie rozpoczyna się zawsze pierwszego dnia i kończy ostatniego dnia o godz. 19.
Od 1. do 8. każdego miesiąca - bazylika pw. św. Jana Chrzciciela, ul. Bogurodzicy 3a,
od 8. do 15. każdego miesiąca - bazylika katedralna pw. św. Jakuba Ap., ul. św. Jakuba 1,
od 22. do 29. każdego miesiąca - parafia pw. Matki Bożej Jasnogórskiej, ul. Orawska 3.
Osoby ze Szczecina mogą się zgłaszać, dzwoniąc pod numerem „Jerycha Różańcowego”: 783-445-333.
W dniach od 15. do 22. każdego miesiąca „Jerycho” odbywa się w Gryfinie w parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, ul. Kościelna 30. Osoby chcące przyłączyć się do wspólnej modlitwy z Gryfina i okolic proszone są o kontakt telefoniczny: 608-012-534.
Składam serdeczne podziękowanie wszystkim, którzy włączyli się w dzieło modlitwy zwanej „Jerychem Różańcowym”. Szczególnie osobom podejmującym godziny nocnych adoracji. Sam Bóg jest Wam nagrodą i radością. Jesteście pięknym skarbem Kościoła archidiecezji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Liberalny dziennik portugalski: chrześcijaństwo najbardziej zwalczaną religią na świecie

2019-04-24 20:27

mz (KAI/Publico) / Lizbona

Liberalny dziennik lizboński "Público" zwraca uwagę, że chrześcijaństwo jest obecnie najbardziej zwalczaną religią na świecie. Nawiązując do wielkanocnych zamachów na Sri Lance gazeta podkreśla, że choć terroryzm dotyka głównie wyznawców islamu, to jednak celowe prześladowania ze strony decydentów politycznych uderzają dziś w wyznawców chrześcijaństwa.

Bożena Sztajner/Niedziela

"Najwięcej aktów terrorystycznych, w których giną ludzie, dokonuje się w państwach muzułmańskich. Z kolei zaplanowane zwalczanie religii prowadzone jest z największą siłą wobec chrześcijaństwa. Programowo zwalczają je liczące się kraje świata, jak Arabia Saudyjska czy Chiny" – odnotował dziennik.

W tym kontekście wskazał na Afrykę i Azję jako kontynenty, na których chrześcijanie są obecnie najbardziej prześladowani. "Wielu dyktatorów, a także radykalnych organizacji atakuje tam chrześcijan, postrzegając ich niekiedy jako przedstawicieli świata zachodniego" – czytamy w gazecie.

Według najnowszych ustaleń w wyniku przeprowadzonych w Niedzielę Wielkanocną 21 kwietnia zamachów w Sri Lance zginęło co najmniej 359 osób, w większości chrześcijan a ponad 500 zostało rannych. W obu tych grupach było prawie 40 cudzoziemców. Terroryści-samobójcy dokonali serii ataków na dwa kościoły katolickie i jeden protestancki oraz na cztery luksusowe hotele. Po zamachach władze kraju oskarżyły o ich przeprowadzenie miejscową organizację islamistyczną National Thowheeth Jana'ath (NTJ), wskazując, że sprawcy korzystali z pomocy zagranicznej siatki terrorystycznej. 23 bm. odpowiedzialność za ataki wzięło na siebie Państwo Islamskie (IS).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem