Reklama

nowy polski projekt

Dom Polski

2019-03-20 09:25

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 36-37

Jakub Krechowicz/fotolia.com

Wielkie wydarzenie, które będzie w „Domu polskim” szczegółowo relacjonowane, to „Pierwszy Marsz Życia Polaków i Polonii”, który organizuję 14 sierpnia 2019 r. – w rocznicę śmierci św. Maksymiliana Kolbego

W czasie wielu spotkań autorskich czytelnicy zarzucali mi, że – co prawda – zgadzają się z moimi diagnozami, ale nie przedstawiam dobrych rozwiązań i dróg wyjścia z kryzysu. Szczególnie wiele wypowiedzi dotyczyło mediów i braku rozsądnego głosu w tych telewizjach i rozgłośniach, które dominują w polskiej przestrzeni. W czasie wielu rozmów w Stanach Zjednoczonych dojrzał pomysł założenia polskiej platformy medialnej.

Tak powstała idea „Domu polskiego”, który będzie nadawał pod domeną: dompolski.tv .

Ideą, która przyświeca powstaniu i przyszłej działalności nowej platformy, jest budowanie polskiego myślenia i polskiej wrażliwości. Hasło, które otworzy działalność „Domu”, brzmi: „Wszystko, co polskie”.

Reklama

Platforma będzie dostępna na całym świecie i będzie pokazywała to, co jest ważne dla większości Polaków. Będziemy publikować wszystko – pod jednym warunkiem: nie wolno naruszać wartości religii katolickiej i nie wolno poniżać Polski. Będziemy starali się emitować uczciwe informacje, dobrą publicystykę i filmy, których w żadnym innym miejscu nie będzie można zobaczyć. Będzie też prawdziwa polska literatura. Założymy także nowy kanał muzyczny, na którym będziemy emitować nową polską muzykę, której nie odtwarza się w głównych stacjach radiowych. Dlaczego dobra polska muzyka nie jest obecna w wielkich stacjach radiowych i telewizjach?

Działają tu dwa potężne filtry. Po pierwsze – istnieje zmowa głównych wytwórni, które płacą stacjom radiowym i telewizjom za emitowanie tylko utworów tych wykonawców, którzy są przez nich – z różnych powodów, najczęściej pozaartystycznych – promowani. Stąd też z głośników radiowych, od ponad trzydziestu lat, dobywa się niezmiennie ta sama muzyka i emitowani są ci sami wykonawcy. Po drugie – działa postkomunistyczny klucz towarzyski. Promowani są ci, których akceptuje postpeerelowskie towarzystwo. My będziemy przełamywać te niezdrowe mechanizmy, aby pokazać, że polska muzyka jest bogata i ciekawa – o wiele bardziej ciekawa niż playlisty głównych stacji.

Podobnie będzie w „Domu polskim” z literaturą. Polski rynek książki został zdominowany przez firmy i wydawców, którzy niewiele mają wspólnego z wrażliwością na literaturę. Wielu autorów – i wiele książek – znika w odmętach „wolnego rynku”, zagłuszonych przez „autorów” promowanych przez media zależne od kapitału niemieckiego i od George’a Sorosa. Ten stan należy przełamać jak najszybciej, jeżeli chcemy ocalić polską kulturę. „Dom polski” będzie pokazywał i propagował to wszystko, co nie podoba się jury np. bardzo wypromowanej – acz szerzącej jedynie antypolskie utwory – nagrody „Nike”. Polska literatura jest ciekawsza i wspanialsza niż wyobrażenia Adama Michnika. Postaramy się więc ciekawie i atrakcyjnie pokazywać najbardziej wartościowe pozycje, które ukazują się na naszym rynku wydawniczym. Poświęcimy bardzo wiele miejsca prawdziwej polskiej kulturze, gdyż bez kultury nie uda się odbudować polskiej elity.

Z czasem w „Domu polskim” pojawią się wartościowy teatr, sztuki plastyczne i inne dzieła, które warte są zauważenia. Dużo miejsca będziemy poświęcać takim wybitnym twórcom, jak uznany w USA rzeźbiarz Andrzej Pityński, autor znaczących monumentów.

Będziemy także dążyć do odrodzenia się polskiego dziennikarstwa. W „Domu polskim” znajdzie się miejsce dla młodych ludzi, którzy przezwyciężą dzisiejszą zapaść mediów przez uczciwe postawy i dbałość o standardy dziennikarskiej misji. Wiadomości w „Domu polskim” będą po prostu prawdziwe, rzetelnie relacjonowane i uczciwe. Komentarze będą wyraźnie oddzielone od treści informacji. To niewiele, ale i tak zbyt wiele jak na standardy większości obecnych na polskim rynku mediów.

Uruchomimy produkcję wartościowych filmów dokumentalnych i reportaży, które uczciwie będą pokazywać świat, w którym żyjemy.

Osobną, ale niezwykle ważną dziedziną, która znajdzie swoje miejsce w „Domu polskim”, będzie religia. Tu postaramy się publikować wypowiedzi i wywiady z najbardziej charyzmatycznymi polskimi kapłanami i kaznodziejami. Będziemy relacjonować najważniejsze wydarzenia z życia polskiego Kościoła. To, co jest wartościowe i ważne dla polskich katolików, będzie miało swoje miejsce w „Domu polskim”.

Ktoś powie: No, reklamuje pan tu swój nowy projekt, ale jaka jest gwarancja tego, że panu akurat się uda i że to właśnie pański portal będzie inny niż pozostałe? Stanie się tak z kilku powodów. Po pierwsze – pomysł powstaje od zera. Nie mamy ani znaczących środków finansowych, ani też poparcia i pieniędzy ze strony wielkich korporacji i firm. Nie bierzemy pieniędzy od instytucji publicznych i z założenia nie będziemy korzystać z żadnych środków „unijnych”. Nie ma bowiem „darmowego lunchu” i za wszystkie dotacje i „darowizny” przychodzi świadczyć potem określone usługi, a my chcemy być absolutnie wolni i polscy.

No, ale z czegoś przecież tak ambitnie zakrojony pomysł trzeba sfinansować, więc jak pan to sobie wyobraża? Stworzymy „Dom polski” za pieniądze... Polaków. Wiem, że najpierw musi się pojawić konkretny pomysł, a potem – jeśli jest to pomysł szczery i uczciwy – znajdą się środki na jego realizację. Tak jest z realizowanym właśnie przeze mnie dużym filmem dokumentalnym „Święci z Doliny Niniwy”. Lwia część jego budżetu jest już zebrana i pochodzi jedynie z „polskiego wdowiego grosza”. Podobnie będzie z „Domem polskim” – skoro jest on Polakom potrzebny, to pojawią się też środki. Gwarancją jego powodzenia są oczekiwania realizatorów. Chcemy być maksymalnie ambitni w treści i powściągliwi w wydawaniu pieniędzy. Mój zespół nauczony jest pracy w spartańskich warunkach, jednak nigdy tych warunków nie widać w realizowanych przeze mnie reportażach i filmach. Tak będzie i z nową platformą medialną. Znam swoich współpracowników i wiem, na co ich stać.

To musi się udać. Uda się przede wszystkim jednak dlatego, że polska wspólnota tego właśnie potrzebuje. To oczywiście śmiałe przekonanie, jednak opieram je nie na swoim widzimisię, ale na tym, czego słuchałem na dziesiątkach spotkań w Polsce, Europie i w Stanach Zjednoczonych. Wszędzie rozlega się wołanie o prawdziwie polską platformę medialną. Skoro jednak nikt jej dotychczas nie tworzy, to biorę się za to sam, zobligowany głosem tysięcy ludzi, z którymi się spotkałem. To właśnie publiczność moich spotkań stworzyła ten projekt, a ja tylko pokornie staram się zrealizować zalecenia moich widzów, czytelników i słuchaczy.

Powiedzą Państwo: Ot, nieskromnie reklamuje pan swoje nowe przedsięwzięcie. I pewnie by tak było, gdyby nie fakt, że nowa inicjatywa jest dla wszystkich i każdy może się w nią zaangażować. Na tym będzie polegać specyfika „Domu polskiego”. Będzie on domem dla wszystkich, którzy szanują wiarę w Jezusa Chrystusa oraz kochają Polskę. Tylko takie warunki będą budowały próg naszego nowego domu i im więcej Polaków będzie czuło się w nim jak u siebie, tym większy będzie nasz wspólny sukces.

„Dom polski” będzie dla Polaków mieszkających nad Wisłą i dla tych, których los pognał na obczyznę. Będzie dobrym domem dla polskich wiadomości, poglądów, dyskusji i twórczości artystycznej. Im bardziej poczujecie się w nim jak w domu, tym większy będzie nasz sukces.

Wielkie wydarzenie, które będzie w „Domu polskim” szczegółowo relacjonowane, to „Pierwszy Marsz Życia Polaków i Polonii”, który organizuję 14 sierpnia 2019 r. – w rocznicę śmierci św. Maksymiliana Kolbego. W skupieniu i pełni głębokich refleksji przejdziemy przez obóz koncentracyjny Auschwitz. Sądząc z odzewu, który ten pomysł zyskał, będzie to ważne wydarzenie – dla „Domu polskiego” najważniejsze.

Tagi:
felieton

„Słowobije” narzędziem komunistycznej rewolucji

2019-09-25 09:51

Andrzej Stanisławski
Niedziela Ogólnopolska 39/2019, str. VI-VII

O ile na poprzednim etapie komunistycznej rewolucji nienawiść nie tylko nie była znienawidzona, ale była nawet zalecana w postaci tzw. nienawiści klasowej, to teraz została znienawidzona powszechnie, chociaż wiadomo, że od każdej zasady są wyjątki

Określenia „słowobije” używał zmarły niedawno prof. Bogusław Wolniewicz, mówiący o sobie, że jest „rzymskim katolikiem niewierzącym”. W tej skrótowej formule wyrażał – jak mi wyjaśniał – że chociaż nie jest osobą wierzącą w Boga, to docenia wartość religii katolickiej jako istotnego elementu cywilizacji łacińskiej, której trzeba bronić przed zagrożeniami godzącymi w każdy z trzech filarów, na których się ona opiera: grecki stosunek do prawdy, zasady prawa rzymskiego i etykę chrześcijańską, jako podstawę systemu prawnego państwa.

Promotorzy komunistycznej rewolucji z taktycznej ostrożności nie nawołują wprost do obalenia cywilizacji łacińskiej, bo mogłoby to spłoszyć tzw. masy, które są wykorzystywane w charakterze mięsa armatniego, i doprowadzić do załamania bojowej siły rewolucji. Zgodnie tedy z zaleceniami Antonia Gramsciego, który twierdził, że głównym polem bitwy rewolucyjnej powinna być sfera ludzkiej świadomości, czyli kultury, a etapem wstępnym tej batalii powinno być uzyskanie panowania nad językiem mówionym. Korzystając z wcześniejszego opanowania w ramach tzw. długiego marszu przez wiele instytucji państwowych i międzynarodowych – narzucają wymyślone przez pierwszorzędnych fachowców określenia, które wchodzą do języka mówionego i siłą rzeczy zmieniają sposób myślenia ludzi, bez przerywania im snu.

Jak pamiętamy, pierwszym takim słowem, które zostało delikatnymi metodami administracyjnymi narzucone w użyciu potocznym, jest „niepełnosprawność”. Dawniej określana była ona mianem kalectwa albo inwalidztwa, ale pierwszorzędni fachowcy podnieśli zarzut, że takie słowa „stygmatyzują” ludzi z jakichś powodów fizycznie ułomnych. Dlatego zamiast „kalectwa” czy „inwalidztwa” należy używać dziwolągu w postaci „niepełnosprawności”. Słowo to zawiera jednak ładunek informacyjny, zgodnie z którym wszyscy ludzie są „sprawni”, bo są „równi”, z tym że jedni mają tę sprawność w stopniu większym, a inni – chociaż oczywiście też są sprawni – w stopniu nieco mniejszym. Jak widzimy, w ten sposób został w sferze języka mówionego przeforsowany komunistyczny dogmat o równości ludzi, chociaż już na pierwszy rzut oka widać przecież, że jest on sprzeczny z rzeczywistością; jedni są mądrzy, inni – głupi, jedni silni, drudzy słabi, jedni piękni, inni brzydcy – i tak dalej. Charakterystyczne przy tym jest to, że wszystkie instytucje suwerennych rzekomo państw bez sprzeciwu nie tylko zaczęły używać tego dziwacznego określenia, ale narzuciły je ludziom przez ustawodawstwo i biurokrację. Wzbudza to pewne wątpliwości co do autentyczności demokracji politycznej, bo takie powszechne i bez zastrzeżeń przyjęcie słowotworu sugeruje istnienie jakiegoś zakonspirowanego ośrodka władzy, który swoim demokratycznym odkrywkom rozmaite rzeczy narzuca. Przypominam sobie, jak to w 1988 r. wprowadzone zostało w Polsce tzw. moratorium na wykonywanie kary śmierci. Polegało ono na tym, że wprawdzie niezawisłe sądy mogły taką karę orzekać, ale nie mogła ona już być wykonywana. I niezawisłe sądy, które teraz z taką zaciekłością bronią swojej niezawisłości, podobnie zresztą jak wszystkie inne instytucje państwowe, posłusznie się do tego rozkazu zastosowały. Kiedy w 1995 r. Sejm przedłużył to moratorium na kolejnych pięć lat, zapytałem ówczesnego ministra sprawiedliwości Jerzego Jaskiernię, kto wprowadził to moratorium w 1988 r. Otrzymałem na piśmie odpowiedź, że „nie można ustalić autora tej decyzji”. Zatem anonimowy „dobroczyńca ludzkości” narzucił rządom suwerennych państw rozwiązanie, do którego wszystkie zastosowały się w podskokach, no i nadal się stosują, dorzucając od siebie tylko coraz to nowe uzasadnienia.

Potem pojawiło się nieśmiałe określenie – „kochający inaczej”. Wzbudzało ono sporo wesołości, bo dotyczyło już tzw. frywolnej strony ludzkiej egzystencji, ale niosło też ze sobą jeszcze potężniejszy i groźniejszy ładunek informacyjny: jedni kochają tak, inni – „inaczej”, ale każdy sposób jest jednakowo normalny. Znaczyło to, że normą może być cokolwiek, że normą może być wszystko. W tej sytuacji samo pojęcie normy traci sens, bo wynika ono z logiki dwuwartościowej, według której istnieją prawda i fałsz, istnieją norma i dewiacje. Mimo to jednak określenie to – oczywiście, motywowane „szacunkiem” wynikającym z „równości” – również zostało przyjęte powszechnie i bez zastrzeżeń, niczym marksizm w Związku Radzieckim pod żelaznymi rękami Lenina i Stalina.

Forsowaniu tych określeń, stopniowo i podstępnie zmieniających sposób myślenia ludzi, szybko zaczęło towarzyszyć lansowanie właśnie „słowobijów”, przy pomocy których promotorzy komunistycznej rewolucji zamierzali dyscyplinować opornych. Potępiono zatem „nietolerancję”, która – jak mi to ongiś wyjaśniał p. dr Janusz Majcherek – oznacza nie tyle nawet brak cierpliwego znoszenia jakichś obrzydliwości, ile brak akceptacji i dla obrzydliwości, i dla obrzydliwców. Tolerancja bowiem – jak mówił Majcherek – nie polega już na cierpliwym znoszeniu czegoś, czego nie lubię, co wzbudza we mnie wstręt, tylko właśnie na akceptacji rzeczy czy zachowań nielubianych, wstrętnych czy niebezpiecznych. To nowe, „rewolucyjne” rozumienie tolerancji zostaje narzucone przez inny „słowobij” w postaci „nienawiści”.

O ile na poprzednim etapie komunistycznej rewolucji nienawiść nie tylko nie była znienawidzona, ale była nawet zalecana w postaci tzw. nienawiści klasowej, to teraz została znienawidzona powszechnie, chociaż wiadomo, że od każdej zasady są wyjątki. Nie mówię już nawet o tym, że skoro mamy nienawidzić nienawiści, to nienawiść jako taka ma się całkiem nieźle, tylko że o tym, co jest nienawiścią uprawnioną, a co jest nienawiścią zakazaną, też decyduje Anonimowy Dobroczyńca Ludzkości – bo np. w stosunku do antysemityzmu nienawiść jest nie tylko dozwolona, ale nawet zalecana. Cóż, nawet pierwszorzędni fachowcy mogą się niekiedy zaplątać we własne sidła, podobnie jak filozofowie, którzy dowodzą, że prawda „nie istnieje”. W takim razie przynajmniej to zdanie: „prawda nie istnieje” musi być prawdziwe, a skoro ono jest prawdziwe, to znaczy, że prawda... No cóż, od filozofów też nie możemy wymagać zbyt wiele, bo to są elokwentni ignoranci, którzy opowiadają nam o sobie, swoich urojeniach, antypatiach i sympatiach, tyle że ubierają to w napuszony żargon, mający pozory naukowej ścisłości.

No a teraz z etapu pieriedyszki – w którym jednak nie zaniedbano przygotowań do ofensywy – przechodzimy do etapu surowości, w którym „mowa nienawiści” – czyli współczesna nazwa starej, poczciwej „kontrrewolucyjnej agitacji i propagandy”, którą jednak miliony ludzi przypłaciły życiem – już ma być penalizowana. Oznacza to, że wszelki brak podporządkowania się ideologii komunistycznej stanie się przestępstwem ściganym przez baranio posłuszne instytucje państwowe. Toteż – zabezpieczone tym „słowobijem” – na marszach równości pojawiają się postulaty „równości małżeńskiej”, czyli prawnego zrównania umów o wzajemne świadczenie sobie usług seksualnych przez osoby tej samej płci z małżeństwami, a więc związkami mężczyzn i kobiet, z których – abstrahując już od religijnego wymiaru tej instytucji – wynikają daleko idące obowiązki wobec potomstwa w postaci np. alimentacji. Na tym etapie promotorzy komunistycznej rewolucji muszą się już przynajmniej częściowo zdekonspirować, bo nie da się ukryć, że środkiem do zatriumfowania komuny jest i musi być destrukcja wszelkich organicznych więzi społecznych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Synod dla Amazonii - drugi tydzień obrad

2019-10-20 16:46

tom, vaticannews, pb, st (KAI) / Watykan

Inkulturacja Ewangelii i dialog międzykulturowy w perspektywie misji, brak powołań kapłańskich, konieczności prowadzenia dzieł edukacyjnych oraz formacji, rola świeckich we wspólnocie, posługa kobiet nie związanych ze święceniami, znaczenie duszpasterstwa powołaniowego, ekologia integralna i gospodarka - to główne tematy drugiego tygodnia obrad Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Amazonii, które odbywa się w dniach 6-27 października br. w Watykanie. Jego hasło brzmi: „Amazonia: nowe drogi dla Kościoła i ekologii integralnej”. Dyskusje prowadzono podczas kongregacji generalnych i w grupach językowych.

sinodoamazonico.va

Inkulturacja Ewangelii

W czasie dziewiątej kongregacji generalnej, która odbyła się 14 października przed południem, mówiono wiele o konieczności prowadzenia formacji stałej i katechumenatu z położeniem nacisku na inkulturację Ewangelii. Podkreślono zarazem, że Kościół musi pozostać głosem i obrońcą wyzyskiwanych ludów Amazonii i pomóc im odpowiedzialnie wziąć przyszłość w swoje ręce. Nie można jednak ulec pokusie opierania ewangelizacji jedynie na programach pomocowych i walce o prawa człowieka. Zastanawiano się, jak dać odpór coraz większemu rozprzestrzenianiu się sekt pentakostalnych, a zarazem kulturze relatywizmu eksportowanej do Amazonii z krajów uprzemysłowionych.

Abp Rino Fisichella zauważył, że w Kościele powszechnym każdy naród, każda kultura i każda tradycja ma coś do powiedzenia i do wniesienia we wspólne dziedzictwo. Stąd też, jak podkreślił przewodniczący Papieskiej Rady ds. Nowej Ewangelizacji, włoska grupa robocza zaproponowała wprowadzenie specjalnego obrządku amazońskiego. Podkreślił przy tym, że Amazonia już jest otwarta na wiarę, istnieją tam wspólnoty kościelne i chodzi o to, by dać im większą możliwość życia zgodnie z własnymi tradycjami. „Postuluje się, by synod przyjął propozycję zgodnie, z którą ludy Amazonii mogą podjąć nową drogę własnego rytu amazońskiego, wyrażającego dziedzictwo liturgiczne, teologiczne, dyscyplinarne i duchowe, które do nich należy" – powiedział abp Fisichella.

Dialog międzykulturowy

Ewangelia sprawia, że kultura tubylcza zachowuje całe dobro, które posiada, a jednocześnie spotyka nowość, która sprawia, że może ona wzrastać. Aby nieść skutecznie Jezusa, musimy być blisko ludzi, do których wychodzimy. Wskazał na to misyjny biskup José Ángel Divassón Cilveti. Od ponad pół wieku pracuje on w Amazonii z ludami tubylczymi mieszkającymi na pograniczu wenezuelsko-brazylijskim. Po raz pierwszy przybył tam jako 16-latek na salezjańską formację. Wtedy działalność misyjna polegała głównie na sakramentalizacji. „Chrzciło się kolejne wioski, a księża przez wiele lat tam nie wracali. Potrzeba było wiele czasu byśmy zrozumieli, że mieszkańcom Amazonii trzeba przede wszystkim towarzyszyć” – wskazał hiszpański salezjanin. Podkreślił, że ta świadomość zrewolucjonizowała pracę misyjną. Zaczęły powstawać wędrowne grupy ewangelizacyjne złożone z kapłana i katechistów, a także tłumaczy i ludzi znających lokalną kulturę. Postawiono na stały katechumenat. Misjonarze coraz częściej zaczęli dzielić życie z powierzonymi im ludźmi. „Poznanie ich życia, wierzeń, codziennej kultury i wartości otworzyło nas wzajemnie na siebie. Ta bliskość potrzebna jest także dzisiaj” – mówił bp Divassón Cilveti. Wskazał, że na synodzie przypominano, iż także dziś Kościół wciąż musi oczyszczać się z postawy kolonizatorów eksportujących jedynie zachodnią kulturę i ją narzucających, zapominając zupełnie o inkulturacji.

Powołania kapłańskie

Wychodząc od stwierdzenia, że brak powołań kapłańskich jest problemem nie tylko amazońskim, w czasie 10 kongregacji generalnej pytano, dlaczego kwestię „viri probati” rozważa się właśnie teraz. Wskazano, że zanim zacznie się wytyczać nowe drogi dostępu do święceń kapłańskich, należy z uwagą podjąć refleksję nad wartością i znaczeniem celibatu. Padła sugestia zwołania w tej sprawie osobnego synodu.

Jak zauważył amerykański kardynał Sean P. O'Malley, który należy do Rady Kardynałów pomagającej Franciszkowi w reformie Kurii Rzymskiej, Synod Biskupów dla Amazonii nie jest „referendum” w sprawie kapłańskiego celibatu. Jest czasem szukania sposobów większej troski duszpasterskiej o mieszkańców tego regionu, a także możliwości zapewnienia im regularnego życia sakramentalnego. Kard. O'Malley wskazał, że troska o zapewnienie kapłanów mieszkańcom Amazonii będzie wymagała poświęcenia ze strony całego Kościoła. Wskazał, że warto się m.in. zastanowić nad redystrybucją księży na świecie. Podkreślił też, że istnieje konieczność rozpalenia na nowo ducha misyjnego i wzięcia większej odpowiedzialności, także finansowej, za Kościół w Amazonii. Hierarcha wskazał zarazem na konieczność promowania miejscowych powołań i zatroszczenia się, by mogły odbywać formację w swoim środowisku, we własnym języku i kontekście kulturowym.

Z kolei brazylijski biskup Wellington Tadeu de Queiroz Vieira podkreślił, że nie ma przeszkód doktrynalnych, by święcić żonatych mężczyzn, wskazał jednak, że to nie celibat jest głównym problemem, by mieć więcej księży, także w Europie. Problemem jest brak wiarygodnego świadectwa.

Diakonat stały

Zanim zdecydujemy o udzieleniu święceń kapłańskich żonatym mężczyznom postawmy na rozwój diakonatu stałego. To może być konkretna odpowiedź na wyzwania duszpasterskie z jakimi na co dzień boryka się Kościół w Amazonii. To jedna z propozycji, która padła na 10 kongregacji generalnej synodu. Temat święcenia żonatych mężczyzn, co rusz, wraca w wypowiedziach ojców synodalnych, którzy dzielą się swym duszpasterskim doświadczeniem. Stąd właśnie wskazanie niedocenionej wciąż w Amazonii drogi wykorzystania stałych diakonów w codziennej pracy ewangelizacyjnej. Jeden z biskupów wskazał, że zanim Kościół wejdzie na drogę święcenia „viri probati” kapłanów, powinien przejść przez doświadczenie „viri probati” diakonów. Hierarcha zauważył, że diakonat stały może stanowić wspaniałe laboratorium wprowadzenia żonatych mężczyzn w sakrament święceń.

Rola kobiet

Wiele mówiono też o konieczności docenienia zaangażowania kobiet w codzienności duszpasterskiej. Podkreślano, że ich misja wcale nie musi być związana z sakramentem święceń. Mogą odgrywać zasadniczą rolę w głoszeniu Słowa Bożego, prowadzeniu celebracji liturgicznych, towarzyszeniu chorym oraz dziełach społeczno-charytatywnych. Wskazano zarazem na konieczność lepszej formacji młodzieży i objęcia jej większą troską Kościoła, co jest pierwszym krokiem ożywiania duszpasterstwa powołaniowego w Amazonii.

Edukacja i fundusz wsparcia

Kościół w Amazonii potrzebuje wsparcia w swej pracy formacyjnej i ewangelizacyjnej, także pod względem finansowym. Stąd pojawił się postulat stworzenia międzynarodowego funduszu kościelnego, który finansowałby takie działania. Mówiono o tym 15 października na 11 kongregacji generalnej. Ojcowie synodalni wiele mówili o konieczności pogłębionej formacji zarówno kapłanów, jak i świeckich. Tu pojawiła się propozycja stworzenia wręcz integralnej sieci edukacyjnej dla Amazonii. Zauważono, że ubogi w środki i struktury Kościół pod względem kadry profesorskiej mógłby zostać wsparty np. przez katolickie uniwersytety z całego świata, które organizowałyby kursy akademickie w różnych miejscach tego regionu. Wskazano na konieczność prowadzenia takiej edukacji, która chroniłaby i promowała tożsamość kulturową ludów tubylczych, tak by przekazać ją przyszłym pokoleniom. Jedną z propozycji, jaka się pojawiła jest promowanie dwujęzycznych projektów edukacyjnych, które doceniałyby miejscowe języki i przekazywały w nich wartości. Byłaby to ewangelizacja przez edukację.

Przywołując świadectwa wielu misjonarzy, którzy oddali swe życie głosząc w tym regionie Ewangelię przypomniano, że dalsza praca misyjna i ewangelizacyjna wymaga również poważnych nakładów materialnych, którymi amazońskie wspólnoty nie dysponują. Stąd postulat wsparcia ich funduszem finansowanym przez wszystkie episkopaty świata. Pojawiła się również propozycja utworzenia stałego forum biskupów Amazonii, współpracującego ściśle z Kościelną Siecią Panamazońską, które koordynowałoby posługę duszpasterską i misyjną w dziewięciu krajach, na terenie których leży Amazonia.

Kreatywne duszpasterstwo

Amazonia nie potrzebuje duszpasterstwa zachowawczego, ale kreatywnego. Nie można kurczowo trzymać się przestarzałych metod, tylko z misyjną odwagą należy stawiać czoło nowym wyzwaniom. Mówiono o tym 16 października na 12. kongregacji Synodu Biskupów. Wskazano zarazem, że wychodząc od przesłania Ewangelii, Kościół musi zatroszczyć się o swe miłosierne i misyjne oblicze, będąc głosem wyzyskiwanych i prześladowanych ludów Amazonii, nawet za cenę męczeństwa.

Poruszając na synodzie kwestie duszpasterskie, zauważono, że nie można pozostać obojętnym na głos wspólnot, które chronicznie pozbawione są kapłanów. Przypomniano, że ta rzeczywistość dotyczy 70 proc. Amazonii, a katolicy nie mogą korzystać z sakramentów nie tylko w niedziele, ale nawet na Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Ojcowie synodalni zauważyli, że brak księży powoduje odchodzenie wiernych do sekt, w których pastorzy są bardziej bliscy i pozostają na miejscu. Odnotowano też znaczące osłabnięcie zapału misyjnego szczególnie w najbardziej oddalonych wspólnotach, w których panują trudne warunki życia. „Amazonia potrzebuje misjonarzy, tylko im ludność tubylcza wciąż w pełni ufa” – mówiono na forum synodu. Kolejny raz pojawiała się propozycja tworzenia wędrownych grup misyjnych, co odzwierciedla styl życia i głoszenia Jezusa. W tym kontekście podkreślono, że bez zbędnej nostalgii trzeba zrezygnować z przestarzałych i niesprawdzających się już metod duszpasterskich, by z kreatywnością wypracować nowe, bardziej skuteczne na dzisiejsze czasy. Zwrócono tu uwagę na znaczenie ściślejszej współpracy ze świeckimi i docenienie ich zaangażowania. Ojcowie synodalni przypomnieli zarazem, że wielkim wyzwaniem dla Kościoła w regionie Amazonii wciąż pozostaje duszpasterstwo w dużych metropoliach i dotarcie w nich m.in. do tubylców, którzy zostali wykorzenieni ze swej ziemi i zmuszeni do jej opuszczenia, co generuje nowe formy wykluczenia.

Ekologia integralna i gospodarka

Podczas kongregacji przypomniano, że wspierając ludność tubylczą, należy prowadzić takie działania, które będą motywować ją do współodpowiedzialności za przyszłość Amazonii i wzmacniać przekonanie, iż tubylcy nie są jedynie ofiarami systemu, ale prawdziwymi protagonistami swej przyszłości. Wskazano zarazem, że zachowanie tego regionu przed zniszczeniem jest obowiązkiem całej ludzkości. Zaproponowano m.in. zacieśnienie współpracy między naukowcami z całego świata zajmującymi się ochroną stworzenia i skutkami zmian klimatycznych oraz włączenie do tych działań Papieskiej Akademii Nauk.

Zgłoszono także propozycję utworzenia Międzynarodowego Obserwatorium Kościelnego ds. Przestrzegania Praw Człowieka w tym regionie. Wskazano, że papieskie przedstawicielstwa obecne w Amazonii mogłyby odgrywać większą rolę wobec lokalnych władz i międzynarodowych koncernów, gdy chodzi o ochronę ziemi, wody i puszczy. Przypomniano też zasadę suwerenności żywnościowej, mówiącą o tym, że każdy lud ma prawo wyboru tego, co chce uprawiać i jeść, i decydowania o tym, jak zapewnić wszystkim wystarczający dostęp do wyżywienia przy poszanowaniu miejscowego ekosystemu.

"Podejmujemy tematy bardzo konkretne w czasie prac w małych grupach. W kontekście ekologii integralnej mówiliśmy o dramatycznych skutkach, jakie ma dla Amazonii nielegalna wycinka drzew i coraz większe pustynnienie tego obszaru, a także o szkodach, jakie powoduje powstawanie ogromnych elektrowni wodnych i kolejnych kopalni odkrywkowych. Nie myślę tu tylko o szkodach środowiskowych, ale także społecznych, o ludziach zmuszonych do migracji w poszukiwaniu źródła utrzymania, bo zaczyna np. brakować ryb. Tymi, którzy płacą najwyższą cenę, jak zwykle są najbardziej bezbronni i najubożsi" – mówił brazylijski biskup Neri Josè Tondello.

Handel ludźmi i narkomania

Na synodzie pojawił się też postulat zacieśnienia współpracy wszystkich episkopatów obejmujących Amazonię w walce z procederem handlu ludźmi, a także konieczności większego zaangażowania Kościoła w wypracowanie polityki społecznej chroniącej kobiety i dążącej do uszczelnienia granic. O tym, aby młodzież przyjeżdżająca do wielkich miast choć trochę przygotowana na to, co tam zastanie mówił bp Stanisław Dowlaszewicz, franciszkanin od 33 lat pracujący w Boliwii. Zwrócił uwagę, że w pogoni za łatwiejszym życiem, tysiące młodych ludzi ucieka z wnętrza Amazonii do wielkich miast na jej obrzeżach. Żeby przeżyć często angażują się w transport narkotyków, a kiedy przestają być potrzebni, giną z rąk sicarios, płatnych morderców. Jego zdaniem młodymi powinni zająć ci, którzy mieszkają z nimi w ich wioskach, czyli rodzice, wspólnoty kościelne, wszyscy muszą mówić im o konkretnych niebezpieczeństwach, które na nich czyhają.

Komisja przygotowująca dokument

Na półmetku synodalnych obrad, 15 października, podano nazwiska 12 członków komisji, której powierzono przygotowanie dokumentu Zgromadzenia Specjalnego Synodu Biskupów dla Regionu Amazonii. Przewodniczącym został kard. Cláudio Hummes, OFM, emerytowany arcybiskup São Paulo, przewodniczący Episkopalnej Komisji ds. Amazonii Narodowej Konferencji Biskupów Brazylii (C.N.B.B.) i prezydent Panamazońskiej Sieci Kościelnej (REPAM) (Brazylia).

Spotkanie i Droga Krzyżowa

W ramach wydarzeń towarzyszących synodowi 17 października papież spotkał się z grupą około 40 Indian amazońskich. Część z nich jest uczestnikami zgromadzenia synodu, a pozostali biorą udział w innych inicjatywach, jakie odbywają się w Rzymie. Z kolei 19 października rano odprawiono Panamazońską Drogę Krzyżową, która przeszła spod Zamku św. Anioła na plac św. Piotra.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada KEP ds. Duszpasterstwa Młodzieży pracuje nad nowym programem formacyjnym młodych

2019-10-21 18:47

mag / Warszawa (KAI)

Nowy program formacyjny dla młodzieży w Polsce, XVII Krajowe Forum Duszpasterstwa Młodzieży oraz ŚDM w Lizbonie - to główne tematy spotkania Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży KEP, która odbyła się na stołecznej Pradze. Obradom przewodniczył bp Marek Solarczyk, przewodniczący Rady. W dyskusji wzięli m.in. udział prymas Polski, abp Wojciech Polak oraz przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP bp Marek Mendyk.

Ks. Paweł Borowski
Wspólna zabawa

Wraz z pierwszą niedzielę Adwentu w Polsce rozpocznie się realizacja nowego trzyletniego program formacyjnego dla młodzieży pt. „Masz wiadomość”. Będzie on oparty o ogłoszone przez papieża Franciszka tematy kolejnych Światowych Dni Młodzieży przeżywanych na poziomie diecezji „Młodzieńcze, tobie mówię wstań”, „Wstań. Ustanowiłem cię świadkiem tego co zobaczyłeś” oraz „Maryja wstała i poszła z pośpiechem” – temat ŚDM w Lizbonie, które odbędą się w 2022 r.

- Nie sposób nie zauważyć pewnej dynamiki, która przebija z tych haseł. Dynamiki, która zachęca młodych do wejścia w żywą relację z Chrystusem, dawcą życia, poprzez doświadczenie Jego miłości oraz dzielenia się tym z innymi, a więc pójścia z misją w świat, jak uczyniła to Najświętsza Maryja Panna – zwrócił uwagę bp Solarczyk.

Pierwszy rok trzyletniego programu „Masz Wiadomość” będzie nosił nazwę „Bóg Cię kocha”. W czasie obrad zastanawiano się, w jaki sposób przedstawić te treści tak, by mogły stać się dla młodych ludzi pomocą w przeżywaniu ich wiary. - Każdy miesiąc będzie rozwinięciem głównej myśli. Poprzez konkretne fragmenty z Pisma Świętego młodzi będą mieli szansę odpowiedzieć sobie na tak fundamentalne pytania jak: Kim jestem? Kim jest dla mnie Bóg? Jak Jezus Chrystus patrzy na człowieka? Kim jestem w Jego oczach? Jak Bóg wyraża swoja miłości w moim życiu? – powiedział przewodniczący Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży.

Dodał, że nowy program formacyjny będzie nawiązywał również do posynodalnej adhortacji papieża Franciszka „Christus Vivit”.

W czasie posiedzenia omówiono również program XVII Krajowego Forum Duszpasterstwa Młodzieży, które w tym roku odbędzie się w diecezji radomskiej w dniach 8-10 listopada. – W czasie zjazdu obok dyskusji nad nowym programem formacyjnym podejmiemy również kwestie przygotowań do ŚDM w Lizbonie. Mamy nadzieję, że uda nam się zaprosić przedstawicieli ambasady Portugalii, która zapozna nas z możliwościami pobytu w tym kraju oraz ofertą czysto turystyczną – powiedział bp Solarczyk.

W czasie posiedzenia poruszono również temat Spotkania Młodych na Taize, które w tym roku odbędzie się we Wrocławiu oraz Spotkania Młodych na Lednicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem