Reklama

męski punkt widzenia

Coś tu syczy

2019-03-20 09:25

Jarosław Kumor
Niedziela Ogólnopolska 12/2019, str. 48

Victor Koldunov/fotolia.com

Powiedziałem pewnego dnia swojemu spowiednikowi, że jestem obecnie na „duchowej górce”. Bardzo się zaniepokoił i stwierdził: „Coś mi tu syczy...”. Pomyślałem, że może gdzieś ulatnia się gaz albo skądś ucieka powietrze. A on dokończył: „Już wiem. To pycha”. Nie do końca się z nim zgadzałem. Efekt? Na kolejne nasze spotkanie przyszedłem mocno poobijany. Widocznie schodząc z mojej „górki”, potknąłem się o jakiś kamień...

Chyba najgorsze, co może zrobić głowa rodziny, to wpaść w samozadowolenie. Oczywiście, powinniśmy jako mężczyźni wyznaczać sobie jasno sprecyzowane, ważne i osiągalne cele, a potem je realizować. Do tego momentu wszystko jest w porządku. Schody zaczynają się wtedy, gdy uznamy, że to nasza zasługa, że to my sami wspięliśmy się na „duchową górę”. Samoadoracja wychodzi nam wtedy koncertowo, a właściwy „obiekt” naszego kultu, czyli Bóg, staje w rzędzie naszych pomocników w osiągnięciu sukcesu.

Reklama

Od takiego absurdalnego poczucia zostaje nam już tylko krok do wywyższania się ponad bliskich: żonę, która wśród domowych obowiązków nie potrafi znaleźć czasu dla Boga, dzieci, które stronią od modlitwy, rodzeństwo, które żyje „nie po Bożemu”... No tak. Tylko my jesteśmy tymi prawymi, którzy rozwijają się duchowo, a przy okazji taką postawą dajemy antyświadectwo zamiast inspirować. Oczekujemy, że to na nas będą patrzeć i dzięki nam zmieniać swoje życie, nie dzięki Bogu. Oczywiście, chętnie krzykniemy „Chwała Panu!”, bo to łatwo przechodzi przez usta, ale w rzeczywistości najchętniej zostawilibyśmy tę chwałę dla siebie.

Kiedy z jednej strony słyszę św. Pawła, który mówi: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł”, a z drugiej Jezusa, który mówi, że nie jestem lepszy od tych, których uważam za ciężkich grzeszników, dostaję przed oczy realny obraz swojego położenia. Mogę się rozwijać, jako głowa rodziny wręcz nie mam innego wyjścia, ale nigdy nie mogę zastąpić w tym rozwoju samego Pana Boga.

Jarosław Kumor
Mąż i ojciec, dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny i jeden z liderów programu formacyjnego dla mężczyzn Droga Odważnych (www.odwazni.pl)

Tagi:
psychika psychologia

Reklama

Ks. Pajurek: otwórzmy drzwi osobom ze schizofrenią

2019-10-15 15:08

olc / Lublin (KAI)

Lubelskie Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym „Misericordia” zostało tegorocznym laureatem nagrody Totus Tuus w kategorii „Promocja godności człowieka”, przyznawanej przez Fundację "Dzieło Nowego Tysiąclecia" w ramach Dnia Papieskiego. Jego inicjator i wieloletni prezes ks. prał. Tadeusz Pajurek w rozmowie z KAI opowiedział m.in. o inicjatywach stowarzyszenia, specyfice pracy wśród osób z zaburzeniami psychicznymi oraz planami na dalszy rozwój instytucji.

BOŻENA SZTAJNER

Ks. prał. Tadeusz Pajurek: - To było dziwne, bo świętej pamięci abp Pylak wezwał mnie i powiedział „Pójdziesz do Abramowic, bo tam niema kapelana, nie ma kogo wysłać”. Ja byłem kapelanem służby zdrowia. Pojechałem tam z lękiem. Zobaczyłem te oddziały, gdzie na sali mieszkało po kilkanaście osób, niektórzy byli tam od wielu lat, ponieważ nie było sytemu zakładów pomocniczych, nie było Narodowego Funduszu Zdrowia. Jak ktoś trafił do szpitala, to nie było gdzie go wypisać. Dom albo szpital. Jak nie kwalifikował się do samodzielnego funkcjonowania w domu, zostawał w szpitalu. Zobaczyłem, że trzeba stworzyć coś, co będzie przedłużeniem szpitala, co pomoże tym, którzy nie muszą jeszcze do niego iść, ale potrzebują terapii. Wtedy zobaczyłem jak bardzo jest potrzebna nie tylko modlitwa, Msza święta, ale też drugi człowiek, który będzie miał czas, warunki, żeby autentycznie pomagać.

KAI: Przez te lata stowarzyszenie zrealizowało wiele inicjatyw. Od czego się to zaczęło?

Pomyślałem, że poza opieką duszpasterską potrzeba takiego miejsca, gdzie można by było w ciszy spotkać się z tymi, którzy mogą wychodzić na teren parku, bo szpital to 1200 chorych i teren 18 hektarów. I zrodził się pomysł, żeby zbudować kaplicę szpitalną, ale nasi lekarze zgłosili w tym czasie potrzebę stworzenia ośrodka rehabilitacji dla osób z zaburzeniami psychicznymi, żeby oni mogli chodzić na terapię, na zajęcia, na kawę, żeby rozwijali swoje zdolności. Bo szpital ma pieniądze na leczenie, ale nie ma na terapię. I wtedy powstał pomysł, żeby razem z kaplicą wybudować ośrodek terapeutyczny. Środki udało się znaleźć w Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej i dzięki temu powstał ośrodek, który został przekształcony na Środowiskowy Dom Samopomocy, gdzie 75 osób korzysta z terapii w ośmiu pracowniach, jest możliwość, aby podopieczni rozwijali talenty, realizowali swoje pasje i te osoby inaczej teraz funkcjonują. Następny etap to uczenie pracy, zdobywanie nowych zawodów, nowe miejsce w życiu społecznym. Dlatego powstał Warsztat Terapii Zajęciowej, gdzie kilkadziesiąt osób uczy się nowych sposobów na życie. A ostatnim etapem był Zakład Aktywności Zawodowej, gdzie funkcjonuje firma cateringowa i kawiarnia. Do tego trzeba było stworzyć hostel, aby oni mieli gdzie mieszkać. Często warunki w domu są bardzo trudne, osoba z zaburzeniami psychicznymi była bardzo dziwnie traktowana w społeczeństwie. Dlatego powstały hostel i mieszkania chronione. Mamy kilkanaście miejsc, gdzie te osoby mogą mieszkać. Są pokoje jedno i dwuosobowe. Powstała duża organizacja, która pomaga osobom z zaburzeniami psychicznymi przywrócić poczucie godności. Jest ona coraz wyraźniej widoczna w ich samopostrzeganiu. Wrócili do społeczeństwa, pracują. Nie mają lęku przed tym, żeby pracować jako kelnerzy, występować w teatrze. Mają szansę, żeby podejmować często pracę już poza naszym stowarzyszeniem.

Ilu podopiecznych ma obecnie stowarzyszenie?

To jest kilkaset osób. Takich, które codzienni przychodzą na terapię jest jakieś 100-200. Natomiast wiele osób przychodzi do nas do klubu i to jest bardzo dużo ludzi. Przyjeżdżają nawet z innych miejscowości, bo tu mają przyjaciół, dobrze się czują. Mogą porozmawiać z terapeutami, skorzystać z Internetu, którego często nie mają w domach, wypić kawę i zagrać w ulubione gry, być razem. A to jest bardzo ważne, żeby być razem.

Więc są tacy podopieczni, którzy już całkowicie się usamodzielnili?

Tak, co roku jest kilka takich osób, które odchodzą. Mamy z nimi kontakt, ale one już zaczynają nowe życie. Często mieszkają na stancji. Stać ich na to, bo mają pracę u nas albo na zewnątrz. Ale są czasem też tacy, którzy muszą trafić do szpitala. To są bardzo odosobnione przypadki, ale się zdarzają. Jednak wiedzą, że miejsce w hostelu i w pracy na nich czeka, że mogą wrócić i kontynuować terapię.

Jak na przestrzeni lat funkcjonowania stowarzyszenia zmieniło się społeczne postrzeganie osób z zaburzeniami psychicznymi?

W tym domu, który powstał u nas przy Abramowickiej, gdzie jest ośrodek, obok jest kościół rektoralny. Do tego kościoła co niedzielę przychodzi kilkaset osób. Na każdej Mszy świętej jest kilkoro naszych podopiecznych i oni czują się tam dobrze. Już nie mają lęku, że ktoś ich zauważy. Potrafią wystąpić, śpiewać w zespole, grać w teatrze. To spowodowało, że miejscowi ludzie nie mają już żadnego lęku przed tymi osobami, a oni czują się odważni. Myślę, że ten ośrodek i ta ich praca, zwłaszcza w firmie cateringowej, gdzie są i w urzędzie miasta, na KUL, na innych uczelniach, to powoduje, że oni są postrzegani jako normalna firma. Chociaż jeszcze zdarza się, że po pierwszej diagnozie tracą wszystkich przyjaciół. Dlatego ważne jest, żeby ktoś był z tą osobą, żeby po wyjściu ze szpitala zagospodarować jej czas, umożliwić powrót do studiów, nawiązanie nowych relacji. Społeczeństwo ma jeszcze pewien lęk. Kiedyś człowiek z zaburzeniami psychicznymi był postrzegany jako niebezpieczny, dziwny. Dlatego ludzie bali się kontaktu. Teraz to wszystko się zmienia, jest coraz lepiej, chociaż nieustannie musimy sobie uświadamiać, że są różne problemy. Otwórzmy drzwi osobom ze schizofrenią, bo jeśli są pod opieką lekarzy mogą wracać do społeczeństwa i w nim funkcjonować, podejmować pracę.

Na jakie zaburzenia cierpią podopieczni stowarzyszenia?

Najczęściej jest to schizofrenia, która jest leczona. U nas zawsze mamy lekarza, na stałe jest zatrudniona pielęgniarka, która czuwa. Zdarzają się też inne zaburzenia, ale zawsze to lekarze decydują, czy taka osoba jest gotowa, aby korzystać z terapii w naszym ośrodku.

Jakie plany na przyszłość ma stowarzyszenie?

Planujemy jeszcze ośrodek pomocy przy ul. Głuskiej, mieszkania chronione, których mieszkańcy będą mogli przebywać pod naszą opieką. Chcemy zrealizować centrum pomocy dla seniorów. Chcemy też z parafią Świętej Rodziny i Centrum Jana Pawła II, aby powstał taki dom gdzie osoby z niepełnosprawnością, nie tylko podopieczni stowarzyszenia, mogłyby w grupie korzystać z zajęć teatralnych, muzycznych biblioteki, Chcielibyśmy tam realizować idee Jana Pawła II. Chcemy, żeby powstało takie centrum, gdzie ludzie już nie przy szpitalu, mogliby wszyscy razem mieć spotkania. Bo najgorsze jest stygmatyzowanie. A wtedy nikt by nie wiedział kto skąd przychodzi, jaką ma chorobę, a wszyscy będziemy tworzyć społeczność, rodzinę. O tym marzymy.

Rozmawiała Olga Cieniuch


Stowarzyszenie „Misericordia” powstało w 1991 r. Jego prezesem i założycielem jest ks. Tadeusz Pajurek, obecnie proboszcz parafii Świętej Rodziny w Lublinie. Głównym zadaniem organizacji jest pomoc osobom z zaburzeniami psychicznymi, którą można uzyskać w kilku placówkach prowadzonych przez Stowarzyszenie.
Działalność Stowarzyszenia można wesprzeć poprzez przekazanie 1% podatku, jak również dokonując wpłat na konto:
Charytatywne Stowarzyszenie Niesienia Pomocy Chorym „Misericordia” ul. Abramowicka 2 20-442 Lublin, NIP: 712–015–74–75 konto: Bank PEKAO S.A. II O/Lublin 45124024961111001013307506

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: bp Florczyk członkiem Papieskiej Rady ds. Kultury

2019-11-11 13:51

st (KAI) / Watykan

Ojciec Święty mianował delegata KEP ds. Duszpasterstwa Sportowców, biskupa Mariana Florczyka członkiem Papieskiej Rady ds. Kultury. Jedne z działów tej dykasterii zajmuje się kwestiami kultury i sportu.

Vatican Media
Ojciec synodalny bp Marian Florczyk na Synodzie Biskupów ds. Młodzieży

Biskup Marian Florczyk urodził się 25 października 1954 r. w Kielcach – pochodzi z Parafii Matki Bożej Fatimskiej w Kielcach Dyminach. W 1975 r. uzyskał świadectwo dojrzałości i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach, w którym do 1981 r. odbywał studia filozoficzno-teologiczne. Święcenia prezbiteratu przyjął 6 czerwca 1981 r. z rąk nowo mianowanego wówczas biskupa diecezjalnego Stanisława Szymeckiego. W latach 1981-1984 był wikariuszem w parafii Chrystusa Króla w Kielcach.

W 1984 r. rozpoczął studia specjalistyczne na Wydziale Nauk Społecznych Papieskiego Uniwersytetu Świętego Tomasza z Akwinu w Rzymie. W 1987 r. uzyskał stopień licencjata, a w 1990 r. doktora nauk społecznych. Po powrocie do kraju w 1991 r. rozpoczął wykłady z nauki społecznej w Wyższym Seminarium Duchownym w Kielcach. 2 sierpnia 1994 r. został rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach, który to urząd pełnił przez cztery lata.

21 lutego 1998 r. został mianowany biskupem pomocniczym diecezji kieleckiej i biskupem tytularnym Limata. Sakrę biskupią przyjął 18 kwietnia 1998 r. w kościele św. Józefa Robotnika w Kielcach z rąk kard. Franciszka Macharskiego oraz biskupów kieleckich: diecezjalnego Kazimierza Ryczana i pomocniczego Mieczysława Jaworskiego.

W Konferencji Episkopatu Polski obok delegata KEP ds. Duszpasterstwa Sportowców jest też członkiem Rady ds. Społecznych oraz Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży. Z nominacji papieskiej brał udział w październiku 2018 roku w XV Zgromadzeniu Ogólnym Synodu Biskupów obradującym wokół tematu “Młodzież, wiara i rozeznawanie powołania”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek u św. Marty: to diabeł niszczy człowieka, bo Bóg stał się człowiekiem

2019-11-12 14:56

st (KAI) / Watykan

Na nienawiść diabła, która tkwi u źródeł cywilizacji śmierci wskazał papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (Mdr 2,23-3,9), gdzie autor natchniony stwierdza, że „śmierć weszła na świat przez zawiść diabła” Ojciec Święty zaznaczył, iż przyczyną tej zazdrości jest wcielenie Syna Bożego, tego że Pan Jezus stał się człowiekiem. Dlatego szatan próbuje zniszczyć ludzkość.

Franciszek przytoczył fragment cytowanej Księgi, gdzie czytamy, że Bóg uczynił człowieka obrazem swej własnej wieczności, a jej autor przypomina, że jesteśmy dziećmi Bożymi i dodaje, że „śmierć weszła na świat przez zawiść diabła”. Wskazał, że to szatan inspiruje w człowieku zazdrość, zawiść, rywalizację, chociaż „moglibyśmy żyć jak bracia, wszyscy w pokoju”. To tkwi u źródeł walki i chęci zniszczenia bliźniego, z takiej postawy rodzą się wojny i zniszczenia.

Papież przypomniał 30. rocznicę upadku zrodzonego z nienawiści muru berlińskiego, ale także nazistów i prześladowania wszystkich, którzy nie byli „czystej rasy ” oraz inne okrucieństwa wojen. Zauważył, że także dzisiaj jest wielu siewców nienawiści, którzy niszczą.

Ojciec Święty zauważył, że często w doniesieniach medialnych mowa jest o nienawiści, zniszczeniach, napaściach i wojnach. O wielu dzieciach umierających z głodu, z powodu chorób, bo nie mają wody, edukacji ani opieki zdrowotnej. Podkreślił, że przyczyną tych nieszczęść jest przeznaczanie pieniędzy na broń, która ma niszczyć. Dodał, że cywilizacja śmierci dociera także do ludzkiej duszy, ponieważ kryje się za nią diabeł, niewidzący człowieka, dlatego, że Syn Boży stał się jednym z nas. "Nie może tego tolerować" - zaznaczył Franciszek. Papież zauważył, że ten język nienawiści wkracza także do świata polityki, kiedy dochodzi do obmowy drugiego, by go poniżyć.

„Chciałbym, aby wszyscy dzisiaj o tym pomyśleli: dlaczego jest dziś na świecie tyle nienawiści? W rodzinach, które czasami nie mogą się pogodzić, w środowisku sąsiedzkim, w miejscu pracy, w polityce ... Oto siewca nienawiści. Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła. Niektórzy mówią: ale Ojcze, diabeł nie istnieje, to zło, takie eteryczne zło ... Ale Słowo Boże jest jasne. To diabeł zwrócił się przeciwko Jezusowi” – stwierdził Ojciec Święty.

„Módlmy się do Pana, aby sprawił w naszym sercu wzrost wiary w Jezusa Chrystusa, Jego Syna, który przyjął naszą ludzką naturę, by walczyć z naszym ciałem i pokonać nasze ciało, szatana i zło. Niech ta wiara da nam moc, by nie wejść do gry tego wielkiego nienawistnika, wielkiego kłamcy, siewcy nienawiści” – powiedział Franciszek na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem