Reklama

Wiadomości

rozmowa z mistrzem

W niebie

Aeroklub Polski ma już 100 lat! To jeden z najbardziej znanych polskich związków sportowych. Jego członkowie rozsławiają Polskę w różnych krajach świata. Na łamach „Niedzieli” przedstawiamy jednego z najlepszych polskich pilotów. To Wojciech Bógdał – zawodnik Motoparalotniowej Kadry Narodowej. I choć ma dopiero 25 lat, to jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii tego sportu w Polsce. Trzykrotnie zdobył tytuł mistrza świata, dwukrotnie mistrza Europy. Zdobył również złoty medal podczas The World Games 2017 i trzy razy mistrzostwo Polski.

2019-04-03 10:07

Niedziela Ogólnopolska 14/2019, str. 22-23

[ TEMATY ]

rozmowa

Archiwum Wojciecha Bógdała

Wojciech Bógdał

KRZYSZTOF TADEJ: – Co dla Ciebie jest najwspanialsze w lataniu?

WOJCIECH BÓGDAŁ: – Chwila, gdy odrywam się od ziemi. To jak przejście do innego świata, do innej krainy. Zaczynają działać trochę inne zasady fizyki, a cała codzienność i problemy zostają na dole. A potem, już wysoko, odczuwam wielki spokój. Patrzę na ziemię z góry i muszę przyznać, że czasem trudno jest wrócić, bo tak pięknie jest w niebie.

– Do czasu, kiedy zadzwoni telefon komórkowy?

– A tak! (śmiech). Na wysokościach, na które się wznoszę, można jeszcze znaleźć zasięg. Niektórzy zabierają ze sobą zestawy słuchawkowe i rozmawiają przez telefony komórkowe. Pewnego razu też mi się to zdarzyło. Latałem i rozmawiałem przez telefon. Nic nie pamiętałem z tego lotu.

– Czy możesz wyjaśnić, czym jest motoparalotnia?

– Często jest mylona z lotnią i paralotnią, a przecież łatwo je rozróżnić. Kiedy patrzymy na lotnię, to widzimy lekką konstrukcję z trójkątnym skrzydłem. Głównym elementem paralotni natomiast jest skrzydło podobne do spadochronu. Motoparalotnia to paralotnia z silnikiem.

– To bardzo ryzykowny sport?

– Nie uważam, że jest niebezpieczny. Tak jak w innych dziedzinach życia należy przewidywać, co może się wydarzyć. Jeśli dobrze ocenimy warunki atmosferyczne, sprawdzimy sprzęt, to ryzyko wypadku spada praktycznie do zera. Kiedy przewidywane są burze, silny wiatr, deszcz, to rezygnujemy z latania. Loty rekreacyjne na motoparalotni to, moim zdaniem, jedna z bezpieczniejszych form aktywnego spędzenia czasu. Ryzyko pojawia się na pewno w przypadku zawodów. Tam rolę zaczynają grać presja, stres i chęć osiągnięcia jak najlepszego wyniku, a podejmowane pod wpływem emocji decyzje przesuwają czasem granice bezpieczeństwa. Ale te sytuacje dotyczą stosunkowo małego grona pilotów latających zawodowo.

– Masz zaledwie 25 lat i już trzykrotnie zdobyłeś tytuł mistrza świata. Co miało decydujące znaczenie w osiągnięciu sukcesów?

– Dzieciństwo i ciężka praca. Kiedy miałem 3 lata, mój tata zaczął latać na paralotni. Świadomość dziecka kształtuje się w najmłodszych latach, więc od razu zostałem odpowiednio ukierunkowany. Potem, gdy dorastałem, jeździłem z tatą w różne miejsca, gdzie obserwowałem loty. Spotykaliśmy tam ciekawych ludzi. Często wieczorami przychodzili do nas do domu i opowiadali o przygodach lotniczych. Przez te lata zżyłem się z tym sportem. Kolega z kadry – Michał Radka w ostatnim wywiadzie określił mnie jako „urodzonego ze skrzydłem na plecach” i powiem szczerze, że coś w tym chyba jest... Kolejny ważny element w drodze do sukcesów to ciężka praca. Bez niej nie osiągnie się wysokiego poziomu. Oczywiście, trzeba mieć też odpowiednie predyspozycje, takie jak umiejętność szybkiego podejmowania decyzji i analizy zmieniających się warunków atmosferycznych.

– I zapewne talent. Rodzice od razu zgodzili się, żebyś latał na motoparalotni?

– Byli przeciwni. Do dzisiaj pamiętam, co mówiła mama, gdy się dowiedziała, że pierwszy raz poleciałem samodzielnie. Nieźle się wówczas tacie dostało!

– Podobno chciałeś być księdzem?

– Moi rodzice wspominają, że mówiłem o takich planach. Od najmłodszych lat wiara była ważna w moim życiu. W końcu nazwisko zobowiązuje! (śmiech). W parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Tłuchowie byłem ministrantem i lektorem. Natomiast w Sikorzu ukończyłem katolickie gimnazjum.

– Teraz skończyłeś studia magisterskie w filii płockiej Politechniki Warszawskiej.

– Studiowałem mechanikę budowy maszyn. Zostało mi tylko napisanie pracy magisterskiej i jej obrona.

– I nie wyobrażasz sobie życia bez latania?

– Obecnie już nie. To moja pasja i chęć przeżycia pięknych chwil. Cały czas poznaję wielu ciekawych, fajnych ludzi i jeżdżę po świecie. W ubiegłym roku byłem w Tajlandii, Egipcie i Omanie.

– W Tajlandii przeżywałeś trudne, stresujące chwile...

– Podczas mistrzostw świata organizatorzy zdecydowali, że mimo zbliżającej się burzy zostanie rozegrana jedna z konkurencji. Każdy musiał wybierać, czy lecieć w stronę burzy – ryzykować, ale mieć szansę na uzyskanie świetnego wyniku, czy polecieć w drugą stronę i stracić punkty. Trudny wybór. Jeśli wleci się w chmurę burzową, to ona wciąga, leci się z ogromną prędkością do góry i potem nagle jest się wyrzuconym poza nią, na wysokości kilku kilometrów, gdzie stężenie tlenu jest bardzo małe, a temperatury ujemne. Takie przygody kończą się zwykle fatalnie, chociaż historia zna jeden podobny przypadek z dobrym zakończeniem. Nasza rodaczka – Ewa Wiśnierska w 2007 r. w Australii została wciągnięta w burzową chmurę i nieprzytomna została „wywindowana” na wysokość blisko 10 km. Kiedy odzyskała przytomność, była już na wysokości ok. 6 km i bezpiecznie udało jej się wylądować daleko od burzy.

– Bałeś się?

– Zawsze należy się trochę bać, bo bez tego wpada się w rutynę i popełnia błędy. Respekt w stosunku do powietrza to pierwsza rzecz, której powinni się nauczyć piloci. Staram się racjonalnie na wszystko reagować i przewidywać, a strach mnie nie paraliżuje.

– Na czym polega specyfika np. mistrzostw świata? Jak wygląda rywalizacja zawodników?

– W mistrzostwach uczestniczy ok. 80-100 osób z różnych krajów. Zawody dzielą się na dwie kategorie. Pierwsza – slalomowa. Latamy nad wodą między pylonami, czyli 12-metrowymi stożkami. Przed lotem pokazana jest nam trasa i musimy się jej nauczyć na pamięć. Jeśli ktoś się pomyli, źle skręci, to jest zdyskwalifikowany. Wygrywa osoba, która uzyska najkrótszy czas przelotu. Druga kategoria to klasyczne zawody nawigacyjno-sprawnościowe. Mamy mapy i rejestratory lotów. Podam dwa przykłady. Pierwszy – dostajemy ograniczoną ilość paliwa i musimy jak najdalej dolecieć. Drugi – dostajemy mapę z nakreśloną trasą o szerokości 50 m, którą musimy przelecieć w określonym czasie, a sędziowie sprawdzają, czy cały czas byliśmy w tym dość wąskim korytarzu. Natomiast w konkurencjach sprawnoś-

ciowych chodzi o umiejętność startu i np. celność lądowania w danym punkcie.

– Jak wysoko wznosisz się na motoparalotni?

– Rekord Polski to 5 km. Ja byłem najwyżej na 3 km nad ziemią. Ale latanie tak wysoko jest już mało ciekawe.

– Dlaczego?

– Lata się powoli, a poza tym jest tam o ok. 20 stopni chłodniej niż na ziemi. Jeśli pojawi się wiatr, to odczuwalna temperatura będzie jeszcze niższa. Wzbicie się na tak małym sprzęcie na taką wysokość pozwala nam poczuć skalę ogromu świata, ale jeśli chodzi o emocje, to im bliżej ziemi, tym jest ich więcej.

– W jednym z wywiadów zadano ci pytanie: „Jak smakują chmury?”.

– Kiedy wlatuję w chmurę, czyli skroploną parę wodną, to krople czuję na twarzy. Po chwili pojawia się powiew czystego powietrza. Wspaniałe uczucie. W takich chwilach zastanawiam się, co robić: wylecieć z chmury czy w niej zostać.

– Czy czujesz się samotny podczas lotów?

– Jest to pewien rodzaj samotności, ale loty nie trwają zbyt długo. Zwykle ok. godziny. Teraz część lotów wykonuję komercyjnie, tzn. zabieram zainteresowane osoby, które chcą zobaczyć świat z góry. Założyłem własną działalność gospodarczą. Prowadzę też sprzedaż i serwis silników do motoparalotni.

– Jakie są reakcje ludzi, z którymi latasz?

– Jeszcze nie spotkałem niezadowolonej osoby po locie. Dużo osób się waha, czy polecieć. Nieraz zaczynam lot, krążąc metr nad ziemią, żeby stopniowo przyzwyczajać kogoś do wysokości. Wiele osób mi dziękuje, że przełamało granicę własnych możliwości. Jedna pani powiedziała ze łzami w oczach, że mieszka z mężem, ma dwoje dzieci i myślała, że w życiu już nic nie osiągnie. Po locie stwierdziła, że może jeszcze dużo zrobić w życiu.

– Jakie są Twoje plany, marzenia?

– Chcę założyć szkołę latania. Zdałem egzaminy instruktorskie, muszę jeszcze odbyć praktyki. Wkrótce rozpocznę też szkolenie samolotowe. Na razie na cessnach, czyli lekkich samolotach szkolno-treningowych. Może kiedyś zechcę zostać pilotem samolotów pasażerskich – kto wie...

– Czyli – ciągle chcesz być w niebie?

– Oczywiście, świat lepiej wygląda z góry niż z dołu.

Konkurs z autografem

Wojciech Bógdał to najbardziej utytułowany w dyscyplinie motoparalotniowej zawodnik w historii tego sportu w Polsce. W wywiadzie, którego autorem jest Krzysztof Tadej, sportowy mistrz opowiada o swoich sukcesach i tajnikach tego ciekawego sportu. „Niedziela” otrzymała kartki z autografami Wojciecha Bógdała. Rozlosujemy je wśród Czytelników, którzy udzielą prawidłowych odpowiedzi na trzy pytania:

1. Jakie najważniejsze tytuły sportowe w dyscyplinie motoparalotniowej zdobył Wojciech Bógdał?
2. Na jaką wysokość Wojciech Bógdał wzniósł się najwyżej na motoparalotni?
3. Na jakich samolotach rozpocznie wkrótce szkolenie Wojciech Bógdał?

Reklama

Prosimy o odpowiedzi nadsyłane pocztą tradycyjną pod adresem: Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa, z dopiskiem „Konkurs z autografem”. Odpowiedzi wraz z dokładnym adresem uczestnika konkursu i numerem telefonu należy przysyłać do 30 kwietnia 2019 r. (decyduje data stempla pocztowego). Zapraszamy do udziału w konkursie!
Redakcja

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Login i hasło do Zbawienia

Czym właściwie jest katechumenat, neokatechumenat oraz jakie są owoce formacji, mówi ks. kan. Romuald Rosk, proboszcz parafii klasztornej w Węgrowie, w rozmowie z ks. Marcinem Gołębiewskim.

Ks. Marcin Gołębiewski: Niedziela Chrztu Pańskiego przywołuje na myśl moment naszego chrztu, którego większość z nas nie pamięta. Jakie znaczenie ma ten sakrament w życiu człowieka?

Ks. kan. Romuald Rosk: – Chrzest włącza nas w dzieło zbawienia, które otrzymujemy od Chrystusa dzięki Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Otwiera możliwość, że przez wiarę i przyjmowane sakramenty możemy stawać się dziećmi Bożymi. Gdyby porównać skarb zbawienia do przestrzeni wirtualnej, to chrzest jest takim „loginem”, który umożliwia korzystania z bogactwa łaski nadprzyrodzonej. Potrzebne jest jeszcze hasło – jest nim wiara, która otwiera nasze serca na działanie Boga zbawiającego.

Droga formacyjna prowadząca do przyjęcia chrztu zwana jest katechumenatem. W przestrzeni pastoralnej pojawia się kolejne określenie deuterokatechumenat. Co w praktyce oznaczają te pojęcia?

Sobór Watykański II przypomniał, że w początkach Kościoła chrześcijanie przechodzili drogę przygotowania do chrztu, która była nazywana „katechumenatem”. Katechumen to ktoś, kto dosłownie „ma ucho otwarte”, czyli po przyjęciu kerygmatu – Dobrej Nowiny jest następnie katechizowany i wprowadzany w rzeczywistość wiary. Sobór zalecił, aby reaktywować katechumenat w naszym zsekularyzowanym świecie. W Kościele powstał obrzęd chrześcijańskiego wtajemniczenia dorosłych. Ks. Franciszek Blachnicki w Ruchu Światło-Życie mówił o potrzebie deuterokatechumenatu (drugiego, ponownego katechumenatu) dla dorosłych. Konieczny jest zarówno katechumenat dla jeszcze nieochrzczonych, jak i ponowny katechumenat dla tych, u których nie ukształtowała się wiara dojrzała.

W kontekście katechumenatu i deuterokatechumenatu jawi się droga neokatechumenalna. Czym ona jest i na czym polega formacja?

Kiko i Karmen, inicjatorzy Drogi Neokatechumenalnej mówili o neokatechumenacie – czyli nowym okresie wtajemniczenia, dla osób, które były często ochrzczone jako dzieci, ale nie mają wiary dojrzałej. Droga Neokatechumenalna to powolny proces dojrzewania w wierze przez słuchanie słowa Bożego, celebrowanie Eucharystii w małych wspólnotach oraz przeżywanie Kościoła przez konkretną wspólnotę braci i sióstr. Pomocą są także skrutynia (badania), które przeprowadzają przez kolejne etapy życia do wiary dojrzałej. Droga prowadzi do poznania prawd wiary i świadomego odnowienia swojego chrztu. Droga to także doświadczenie obecności Boga.

Jak bardzo diecezja drohiczyńska zaangażowana jest w ruch neokatechumenalny?

W Sokołowie Podlaskim w 1976 r. powstała jedna z najstarszych w Polsce wspólnot, ale przez wiele lat była jedyną w diecezji. Dzisiaj wspólnoty są obecne w czterech parafiach: Sokołów – konkatedra, Sokołów – Salezjanie i Węgrów – klasztor. Droga przez lata cieszyła się poparciem kolejnych biskupów drohiczyńskich, ale nie znajduje wystarczającego zrozumienia wśród księży, zwłaszcza proboszczów, a bez nich nie można głosić katechez ewangelizacyjnych i inicjować wspólnot. Tę Drogę poznałem w Lublinie podczas studiów.

Głoszony kerygmat pomógł mi uwierzyć w miłość Boga do mnie i dał mi ogromny impuls do nowego spojrzenia na kapłańską posługę. Był to dla mnie wielki dar i wielka łaska.
CZYTAJ DALEJ

Narodowy Marsz Życia 2020 już 22 marca

2020-01-24 10:48

[ TEMATY ]

marsz dla życia

narodowymarszzycia.pl

22 marca 2020 r. kolejny już raz ulicami Warszawy przejdzie Narodowy Marsz Życia.

Prezentujemy informacje Organizatorów:

Będzie to centrum obchodów Narodowego Dnia Życia, który zgodnie z uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej „powinien być manifestacją solidarności społecznej, zachętą do wszelkich działań służących wsparciu i ochronie życia oraz okazją do narodowej refleksji nad odpowiedzialnością władz państwowych, społeczeństwa i opinii publicznej za ochronę i budowanie szacunku dla życia ludzkiego, szczególnie ludzi najmniejszych, najsłabszych i zdanych na pomoc innych”.

Dlatego też nasz ogólnopolski Marsz ma być przede wszystkim radosną i pozytywną afirmacją życia człowieka od urodzenia do naturalnej śmierci. Będziemy jednak domagać się także poważnego traktowania spraw które są fundamentem życia narodowego i chrześcijańskiej cywilizacji życia.

Upomnimy się między innymi o przyjęcie przez Sejm obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, wypowiedzenie przez nasze państwo genderowej Konwencji Stambulskiej i zaproponowania Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. Ubiegłoroczny Marsz, który zgromadził ponad 20 000 osób był przede wszystkim manifestacją solidarnych rodzin.

Jesteśmy przekonani, że będzie nas jeszcze więcej w tym szczególnym roku św. Jana Pawła II. Pamiętamy, że uchwała o ustanowieniu w Polsce państwowego święta – Narodowego Dnia Życia – była odpowiedzią Polskiego Parlamentu na apel i prośbę Jana Pawła II, zawartą w encyklice „Evangelium Vitae”, aby „corocznie w każdym kraju obchodzono Dzień Życia.

Jego podstawowym celem jest budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kościele i w społeczeństwie świeckim wrażliwości na sens i wartość ludzkiego życia w każdym momencie i w każdej kondycji: należy zwłaszcza ukazywać, jak wielkim złem jest przerywanie ciąży i eutanazja”.

CZYTAJ DALEJ

„Niedziela” stanęła do apelu

2020-01-24 23:11

[ TEMATY ]

dziennikarze

www.youtube.com

– Media katolickie sięgają głębiej i patrzą dalej. Skupiają się na wyjaśnianiu i pogłębianiu zjawisk zawsze w Duchu i prawdzie. Podają do wiadomości to, co inni odrzucają – powiedział podczas Apelu jasnogórskiego 24 stycznia, we wspomnienie św. Franciszka Salezego, patrona dziennikarzy, ks. dr Jarosław Grabowski, redaktor naczelny Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

Zawierzył Maryi ludzi mediów, „którzy kształtują znaczenie wielu pojęć, tworzą komunikaty, panują nad dyskursem, pokazują i komentują codzienność. Tych, od których oczekuje się prawdomówności, rzetelności, niezależności i skuteczności”. – Media stanowią zarówno dar, jak i wielką szansę – powiedział redaktor naczelny „Niedzieli”.

Nawiązał również do orędzia papieża Franciszka na 54. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, który w Polsce będziemy obchodzić 20 września. – Papież podkreśla, jak szczególnie cenne jest dziedzictwo pamięci w komunikacji. Nie ma przyszłości bez zakorzenienia się w żywej historii. Pamięć nie jest statycznym ciałem, ale rzeczywistością dynamiczną. Przez zapamiętywanie, przekazywanie z pokolenia na pokolenie historii i doświadczeń pamięć o nich nie ginie. Papież wzywa do połączenia pamięci z życiem przez historię oraz do tego, by uczynić komunikację narzędziem budowania mostów w czasach naznaczonych kontrastami i podziałami – wyjaśnił ks. Grabowski.

Redaktor naczelny „Niedzieli” podkreślił, że rola dziennikarza znacznie się zmieniła. – To już nie tylko osoba, która podaje informacje, ale również tłumaczy je i wyjaśnia rzeczywistość. Dziennikarz ukazuje także zagrożenia i wyzwania współczesności. Dzisiaj dziennikarze nie tylko muszą mieć oczy i uszy szeroko otwarte, ale muszą także umieć otwierać je swoim odbiorcom – kontynuował.

Ks. Grabowski wskazał na szczególną odpowiedzialność dziennikarzy za słowo, którym pracują. – Powinniśmy się jej uczyć od Ciebie, Maryjo, nasza Nauczycielko w słuchaniu i wypełnianiu słowa Bożego. Od Nazaretu aż po krzyż i dzień Pięćdziesiątnicy słuchałaś i wypełniałaś słowo Boże. Przeniknięta nim stałaś się Matką Słowa Wcielonego.

W nawiązaniu do kończącego się Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan ks. Grabowski podkreślił potrzebę jedności. – Jako chrześcijanie pielgrzymujemy razem, z braterską życzliwością i w duchu dialogu. Jezus oczekuje od nas czytelnego znaku jedności, którym jest wspólne świadectwo chrześcijan, szczególnie dzisiaj, wobec wzmagającej się obojętności i walki z chrześcijaństwem. W takim świecie ta braterska i chrześcijańska życzliwość potrzebna jest także wśród dziennikarzy.

Redaktor naczelny „Niedzieli” wskazał również na rolę mediów i dziennikarzy katolickich. – Media katolickie sięgają głębiej i patrzą dalej. Skupiają się na wyjaśnianiu i pogłębianiu zjawisk zawsze w Duchu i prawdzie. Podają do wiadomości to, co inni odrzucają. Dla nas, dla Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, to ważne wyzwanie – opierać swoją pracę na prawdzie, kulturze słowa, szacunku, wierności Chrystusowi i Jego Kościołowi. Tygodnik „Niedziela” z Twoim wizerunkiem, Matko, chce być jeszcze bardziej czytelnym i przekonującym pismem, które informuje, formuje, komentuje uczciwie i bez zachwiania – powiedział.

– Nie wolno nam zniekształcać rzeczywistości ani wyrywać zdań z kontekstu, bo to prowadzi do manipulacji, a manipulacja, jak wiemy z historii, przed II wojną światową zrodziła propagandę. Systemy totalitarne powtarzały kłamstwa setki razy, by wmówić ludziom, że to, co mówią, jest prawdą. Jakie to pozostawiło spustoszenie w umysłach? Wszyscy wiemy – kontynuował ks. Grabowski. Następnie podkreślił potężne znaczenie słowa. – Ono tworzy fakty. Jedno fałszywe słowo może zburzyć całe ludzkie życie i nieodwołalnie zbezcześcić imię człowieka, a z drugiej strony jedno słowo dobroci może człowieka przemienić – zaznaczył.

– Matko Najświętsza, ufnie oddajemy się Tobie. Chcemy być skutecznym i dobrze wykorzystanym narzędziem ewangelizacji. Matko dobrej rady, ponieważ wola Boga nie zawsze jest dla nas jasna, prosimy Cię o łaskę zrozumienia tego, czego Bóg od nas żąda – zakończył ks. Grabowski.

Przed błogosławieństwem ze słowem pouczenia pasterskiego zwrócił się do wiernych metropolita częstochowski abp Wacław Depo, przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski. – Dzisiejszy patron, św. Franciszek Salezy, wyznaczył nam zadanie – kimkolwiek i gdziekolwiek jesteśmy powinniśmy dorastać do miary łaski i odpowiedzialności za siebie i innych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję