Reklama

rozmowa z mistrzem

W niebie

2019-04-03 10:07

Z Wojciechem Bógdałem rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 14/2019, str. 22-23

Archiwum Wojciecha Bógdała
Wojciech Bógdał

Aeroklub Polski ma już 100 lat! To jeden z najbardziej znanych polskich związków sportowych. Jego członkowie rozsławiają Polskę w różnych krajach świata. Na łamach „Niedzieli” przedstawiamy jednego z najlepszych polskich pilotów. To Wojciech Bógdał – zawodnik Motoparalotniowej Kadry Narodowej. I choć ma dopiero 25 lat, to jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii tego sportu w Polsce. Trzykrotnie zdobył tytuł mistrza świata, dwukrotnie mistrza Europy. Zdobył również złoty medal podczas The World Games 2017 i trzy razy mistrzostwo Polski.

KRZYSZTOF TADEJ: – Co dla Ciebie jest najwspanialsze w lataniu?

WOJCIECH BÓGDAŁ: – Chwila, gdy odrywam się od ziemi. To jak przejście do innego świata, do innej krainy. Zaczynają działać trochę inne zasady fizyki, a cała codzienność i problemy zostają na dole. A potem, już wysoko, odczuwam wielki spokój. Patrzę na ziemię z góry i muszę przyznać, że czasem trudno jest wrócić, bo tak pięknie jest w niebie.

– Do czasu, kiedy zadzwoni telefon komórkowy?

– A tak! (śmiech). Na wysokościach, na które się wznoszę, można jeszcze znaleźć zasięg. Niektórzy zabierają ze sobą zestawy słuchawkowe i rozmawiają przez telefony komórkowe. Pewnego razu też mi się to zdarzyło. Latałem i rozmawiałem przez telefon. Nic nie pamiętałem z tego lotu.

– Czy możesz wyjaśnić, czym jest motoparalotnia?

– Często jest mylona z lotnią i paralotnią, a przecież łatwo je rozróżnić. Kiedy patrzymy na lotnię, to widzimy lekką konstrukcję z trójkątnym skrzydłem. Głównym elementem paralotni natomiast jest skrzydło podobne do spadochronu. Motoparalotnia to paralotnia z silnikiem.

– To bardzo ryzykowny sport?

– Nie uważam, że jest niebezpieczny. Tak jak w innych dziedzinach życia należy przewidywać, co może się wydarzyć. Jeśli dobrze ocenimy warunki atmosferyczne, sprawdzimy sprzęt, to ryzyko wypadku spada praktycznie do zera. Kiedy przewidywane są burze, silny wiatr, deszcz, to rezygnujemy z latania. Loty rekreacyjne na motoparalotni to, moim zdaniem, jedna z bezpieczniejszych form aktywnego spędzenia czasu. Ryzyko pojawia się na pewno w przypadku zawodów. Tam rolę zaczynają grać presja, stres i chęć osiągnięcia jak najlepszego wyniku, a podejmowane pod wpływem emocji decyzje przesuwają czasem granice bezpieczeństwa. Ale te sytuacje dotyczą stosunkowo małego grona pilotów latających zawodowo.

– Masz zaledwie 25 lat i już trzykrotnie zdobyłeś tytuł mistrza świata. Co miało decydujące znaczenie w osiągnięciu sukcesów?

– Dzieciństwo i ciężka praca. Kiedy miałem 3 lata, mój tata zaczął latać na paralotni. Świadomość dziecka kształtuje się w najmłodszych latach, więc od razu zostałem odpowiednio ukierunkowany. Potem, gdy dorastałem, jeździłem z tatą w różne miejsca, gdzie obserwowałem loty. Spotykaliśmy tam ciekawych ludzi. Często wieczorami przychodzili do nas do domu i opowiadali o przygodach lotniczych. Przez te lata zżyłem się z tym sportem. Kolega z kadry – Michał Radka w ostatnim wywiadzie określił mnie jako „urodzonego ze skrzydłem na plecach” i powiem szczerze, że coś w tym chyba jest... Kolejny ważny element w drodze do sukcesów to ciężka praca. Bez niej nie osiągnie się wysokiego poziomu. Oczywiście, trzeba mieć też odpowiednie predyspozycje, takie jak umiejętność szybkiego podejmowania decyzji i analizy zmieniających się warunków atmosferycznych.

– I zapewne talent. Rodzice od razu zgodzili się, żebyś latał na motoparalotni?

– Byli przeciwni. Do dzisiaj pamiętam, co mówiła mama, gdy się dowiedziała, że pierwszy raz poleciałem samodzielnie. Nieźle się wówczas tacie dostało!

– Podobno chciałeś być księdzem?

– Moi rodzice wspominają, że mówiłem o takich planach. Od najmłodszych lat wiara była ważna w moim życiu. W końcu nazwisko zobowiązuje! (śmiech). W parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Tłuchowie byłem ministrantem i lektorem. Natomiast w Sikorzu ukończyłem katolickie gimnazjum.

– Teraz skończyłeś studia magisterskie w filii płockiej Politechniki Warszawskiej.

– Studiowałem mechanikę budowy maszyn. Zostało mi tylko napisanie pracy magisterskiej i jej obrona.

– I nie wyobrażasz sobie życia bez latania?

– Obecnie już nie. To moja pasja i chęć przeżycia pięknych chwil. Cały czas poznaję wielu ciekawych, fajnych ludzi i jeżdżę po świecie. W ubiegłym roku byłem w Tajlandii, Egipcie i Omanie.

– W Tajlandii przeżywałeś trudne, stresujące chwile...

– Podczas mistrzostw świata organizatorzy zdecydowali, że mimo zbliżającej się burzy zostanie rozegrana jedna z konkurencji. Każdy musiał wybierać, czy lecieć w stronę burzy – ryzykować, ale mieć szansę na uzyskanie świetnego wyniku, czy polecieć w drugą stronę i stracić punkty. Trudny wybór. Jeśli wleci się w chmurę burzową, to ona wciąga, leci się z ogromną prędkością do góry i potem nagle jest się wyrzuconym poza nią, na wysokości kilku kilometrów, gdzie stężenie tlenu jest bardzo małe, a temperatury ujemne. Takie przygody kończą się zwykle fatalnie, chociaż historia zna jeden podobny przypadek z dobrym zakończeniem. Nasza rodaczka – Ewa Wiśnierska w 2007 r. w Australii została wciągnięta w burzową chmurę i nieprzytomna została „wywindowana” na wysokość blisko 10 km. Kiedy odzyskała przytomność, była już na wysokości ok. 6 km i bezpiecznie udało jej się wylądować daleko od burzy.

– Bałeś się?

– Zawsze należy się trochę bać, bo bez tego wpada się w rutynę i popełnia błędy. Respekt w stosunku do powietrza to pierwsza rzecz, której powinni się nauczyć piloci. Staram się racjonalnie na wszystko reagować i przewidywać, a strach mnie nie paraliżuje.

– Na czym polega specyfika np. mistrzostw świata? Jak wygląda rywalizacja zawodników?

– W mistrzostwach uczestniczy ok. 80-100 osób z różnych krajów. Zawody dzielą się na dwie kategorie. Pierwsza – slalomowa. Latamy nad wodą między pylonami, czyli 12-metrowymi stożkami. Przed lotem pokazana jest nam trasa i musimy się jej nauczyć na pamięć. Jeśli ktoś się pomyli, źle skręci, to jest zdyskwalifikowany. Wygrywa osoba, która uzyska najkrótszy czas przelotu. Druga kategoria to klasyczne zawody nawigacyjno-sprawnościowe. Mamy mapy i rejestratory lotów. Podam dwa przykłady. Pierwszy – dostajemy ograniczoną ilość paliwa i musimy jak najdalej dolecieć. Drugi – dostajemy mapę z nakreśloną trasą o szerokości 50 m, którą musimy przelecieć w określonym czasie, a sędziowie sprawdzają, czy cały czas byliśmy w tym dość wąskim korytarzu. Natomiast w konkurencjach sprawnoś-

ciowych chodzi o umiejętność startu i np. celność lądowania w danym punkcie.

– Jak wysoko wznosisz się na motoparalotni?

– Rekord Polski to 5 km. Ja byłem najwyżej na 3 km nad ziemią. Ale latanie tak wysoko jest już mało ciekawe.

– Dlaczego?

– Lata się powoli, a poza tym jest tam o ok. 20 stopni chłodniej niż na ziemi. Jeśli pojawi się wiatr, to odczuwalna temperatura będzie jeszcze niższa. Wzbicie się na tak małym sprzęcie na taką wysokość pozwala nam poczuć skalę ogromu świata, ale jeśli chodzi o emocje, to im bliżej ziemi, tym jest ich więcej.

– W jednym z wywiadów zadano ci pytanie: „Jak smakują chmury?”.

– Kiedy wlatuję w chmurę, czyli skroploną parę wodną, to krople czuję na twarzy. Po chwili pojawia się powiew czystego powietrza. Wspaniałe uczucie. W takich chwilach zastanawiam się, co robić: wylecieć z chmury czy w niej zostać.

– Czy czujesz się samotny podczas lotów?

– Jest to pewien rodzaj samotności, ale loty nie trwają zbyt długo. Zwykle ok. godziny. Teraz część lotów wykonuję komercyjnie, tzn. zabieram zainteresowane osoby, które chcą zobaczyć świat z góry. Założyłem własną działalność gospodarczą. Prowadzę też sprzedaż i serwis silników do motoparalotni.

– Jakie są reakcje ludzi, z którymi latasz?

– Jeszcze nie spotkałem niezadowolonej osoby po locie. Dużo osób się waha, czy polecieć. Nieraz zaczynam lot, krążąc metr nad ziemią, żeby stopniowo przyzwyczajać kogoś do wysokości. Wiele osób mi dziękuje, że przełamało granicę własnych możliwości. Jedna pani powiedziała ze łzami w oczach, że mieszka z mężem, ma dwoje dzieci i myślała, że w życiu już nic nie osiągnie. Po locie stwierdziła, że może jeszcze dużo zrobić w życiu.

– Jakie są Twoje plany, marzenia?

– Chcę założyć szkołę latania. Zdałem egzaminy instruktorskie, muszę jeszcze odbyć praktyki. Wkrótce rozpocznę też szkolenie samolotowe. Na razie na cessnach, czyli lekkich samolotach szkolno-treningowych. Może kiedyś zechcę zostać pilotem samolotów pasażerskich – kto wie...

– Czyli – ciągle chcesz być w niebie?

– Oczywiście, świat lepiej wygląda z góry niż z dołu.

Konkurs z autografem

Wojciech Bógdał to najbardziej utytułowany w dyscyplinie motoparalotniowej zawodnik w historii tego sportu w Polsce. W wywiadzie, którego autorem jest Krzysztof Tadej, sportowy mistrz opowiada o swoich sukcesach i tajnikach tego ciekawego sportu. „Niedziela” otrzymała kartki z autografami Wojciecha Bógdała. Rozlosujemy je wśród Czytelników, którzy udzielą prawidłowych odpowiedzi na trzy pytania:

1. Jakie najważniejsze tytuły sportowe w dyscyplinie motoparalotniowej zdobył Wojciech Bógdał?
2. Na jaką wysokość Wojciech Bógdał wzniósł się najwyżej na motoparalotni?
3. Na jakich samolotach rozpocznie wkrótce szkolenie Wojciech Bógdał?

Reklama

Prosimy o odpowiedzi nadsyłane pocztą tradycyjną pod adresem: Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa, z dopiskiem „Konkurs z autografem”. Odpowiedzi wraz z dokładnym adresem uczestnika konkursu i numerem telefonu należy przysyłać do 30 kwietnia 2019 r. (decyduje data stempla pocztowego). Zapraszamy do udziału w konkursie!
Redakcja

Tagi:
rozmowa

Poprawność polityczna rządzi światem

2019-07-16 11:47

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 29/2019, str. 38-39

magna-carta.it
Eugenio Capozzi

Czym jest poprawność polityczna, dlaczego wyklucza się jej przeciwników i dlaczego nienawidzi ona chrześcijaństwa. Na pytania Włodzimierza Rędziocha odpowiada prof. Eugenio Capozzi

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Jak zdefiniowałby Pan Profesor poprawność polityczną?

PROF. EUGENIO CAPOZZI: – Jako „katechizm cywilny”, sumę nakazów, zakazów, cenzur, które są wyrazem bardzo precyzyjnej ideologii – możemy ją nazwać neoprogresywizmem, ideologią „Innego”, „utopią różnorodności”. Chodzi o ideologię, która w całości potępia kulturę zachodnioeuropejską jako imperialistyczną i dyskryminującą i planuje zmienić mentalność ludzkości – zastąpić ją radykalnym relatywizmem kulturowym i etycznym.

– Neoprogresywizm został narzucony przez rewolucję 1968 r. i inne ruchy młodzieżowe. Do czego dążyli młodzi ludzie?

– Celem buntu młodych „baby boomers” (ludzie z powojennego wyżu demograficznego – przyp. W. R.) na Zachodzie było nie tylko ustanowienie wolności, równości czy sprawiedliwości za pomocą środków ekonomicznych lub politycznych, ale przede wszystkim usunięcie „korzeni” dominacji z historii zachodniej kultury przez radykalną zmianę sposobu myślenia, pojęć i języka. To cel, który w rzeczywistości reprezentował „ojcobójstwo”, prawdziwe zresetowanie zachodnich korzeni kulturowych. Jeśli człowiek zachodni był w historii wcieleniem przemocy, represji, imperializmu – musi zostać ponownie „uformowany”, z zaakceptowaniem wszystkich modeli kulturowych i wszystkich grup mniejszościowych, które podporządkowywał w przeszłości, aby w ten sposób się odnowić i zregenerować. „Inny”, sprowadzony do abstrakcyjnej koncepcji, staje się „odkupicielem” złej historii i fundamentem nowej i tolerancyjnej cywilizacji, w której znikną konflikty, gdy zostanie wyeliminowany „grzech pierworodny” dominacji i hierarchii.

– Jak to się stało, że ideologii poprawności politycznej udało się zastąpić tradycyjne ideologie liberalno-demokratyczne?

– Silna hegemonia „narracji różnorodności” wkradła się w dialektykę społeczeństw liberalno-demokratycznych; zdestabilizowała i zniszczyła jej filozoficzne podstawy – ten „najniższy wspólny mianownik” kulturowy, który przez wieki określał wspólną koncepcję świętości osoby ludzkiej, faktycznie wprowadził prawdziwą dyktaturę relatywizmu. Dyktaturę, przeciwko której prawie niemożliwe jest zbuntowanie się – grozi to ośmieszeniem społecznym i marginalizacją, ponieważ już w końcu XX wieku poprawność polityczna stała się charakterystyczną cechą elit politycznych, intelektualnych, medialnych i przemysłu rozrywkowego, uzyskała monopol na język i etykę publiczną.

– Wspomniał Pan Profesor o postawie „ojcobójstwa”. Papież Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał, mówił natomiast o Zachodzie, który nienawidzi siebie...

– To prawda, ponieważ jeśli Zachód jest korzeniem zła, „zbawienie” może przyjść tylko w procesie „odzachodnienia” świata. Jeśli „my” jesteśmy winni zła na świecie, musimy odpokutować za nasze grzechy, wyrzekając się naszej tożsamości, „rozpuścić się” w wielkiej magmie świata o płynnych tożsamościach. Krótko mówiąc, wszystko, co należy do zachodniego kanonu, jest złe. „Inny” jest zawsze na wyższym poziomie i jest lepszy etycznie. A zatem – kultury pozaeuropejskie, religie niechrześcijańskie, islam i środowiska LGBTQ są etycznie lepsze. W tym sensie możemy również mówić o „autofobii” (autofobia to lęk przed samym sobą – przyp. W. R.).

– Jakie są założenia tego, co nazwał Pan Profesor „katechizmem cywilnym”?

– W skrócie można powiedzieć, że zasadza się on na czterech dogmatach. Pierwszym z nich jest relatywizm kulturowy, co oznacza, że wszystkie kultury, tradycje i religie mają jednakową wartość i muszą być traktowane na tym samym poziomie. Drugi dogmat to równoważność pragnień i praw. W tej perspektywie każde pragnienie jest uzasadnione, a nawet święte, a każdy rodzaj represji jest niewłaściwy (zabrania się zabraniać). To hedonistyczna i radykalna interpretacja Freuda, a także Marcusego. Podmiot ludzki jest zredukowany do czystego popędu i pragnień. Tendencje te przekładają się na eksplozję konfliktów, ponieważ nie ma ograniczeń dla pragnień, ich sprzeczności i ciągłej zmienności. Trzecim dogmatem jest przekonanie, że człowiek dla świata nie jest konieczny. Człowiek jest jednym z wielu elementów równowagi w środowisku, ale nie jest głównym celem. Czwarty dogmat to powiązanie tożsamości z samostanowieniem. Prawa są oparte nie na powszechnie podzielanej koncepcji człowieka, ale na przynależności do grup i stylów życia, które jako takie muszą być chronione. Warunki te nie są uważane za naturalne, ale są wynikiem subiektywnego wyboru. Ten ostatni dogmat można podsumować wyrażeniem: „Chcę, więc jestem”.

– Jak to się stało, że ideologia poprawności politycznej odniosła sukces w podboju środowisk politycznych, gospodarczych, kulturowych i dziennikarskich, dzięki czemu ma hegemonię medialną?

– Aby to zrozumieć, należy spojrzeć na jej ekonomiczne korzenie. Poprawność polityczna wyraża interesy klasowe „burżuazji wiedzy”, którą stanowią ludzie z wyżu demograficznego. Nie jest to już burżuazja związana z tradycyjnym przemysłem ani własnością ziemi. Trzeba przywołać na myśl branżę hi-tech i ludzi takich jak Steve Jobs, Bill Gates czy Mark Zuckerberg, którzy mogą być uważani za spadkobierców „baby boomers” i „kontrkultury”. Ta burżuazja odgrywa wiodącą rolę w organizacjach międzynarodowych i w zglobalizowanym systemie mediów, a szczególnie mediów społecznościowych. Stąd wynika ich monopolistyczna rola w świecie kultury, mediów i uniwersytetów. Do tej burżuazji należy, oczywiście, większość przedstawicieli zachodnich elit politycznych, zwłaszcza w ostatnich trzydziestu latach.

– To wyjaśnia ogólnoświatową propagandę i rozpowszechnianie ideologii poprawności politycznej. Zastanawiam się jednak, dlaczego przeciwnicy tej ideologii są tak bezwzględnie i systematycznie zwalczani.

– Musimy wyjść od założenia, że dla zwolenników poprawności politycznej „prawda” tkwiąca w tej doktrynie musi być zaakceptowana przez wszystkich. Z tego powodu tych, którzy jej nie akceptują, trzeba demonizować, zepchnąć do przestrzeni całkowitego wykluczenia bez jakiejkolwiek możliwości poprawnej dyskusji, napiętnować jako szerzycieli nienawiści i dyskryminacji. Dlatego przeciwnik poprawności politycznej musi być ukazywany jako rasistowski, nietolerancyjny, seksistowski, homofobiczny, islamofobiczny itd.

– Dlaczego Kościół katolicki jest postrzegany jako główny wróg ideologii poprawności politycznej?

– Progresywizm „różnorodności” jest ze swej natury radykalnym relatywizmem, który odrzuca etyczno-polityczne podstawy Zachodu. Z tego powodu postrzega chrześcijaństwo jako najgorszego wroga. W szczególności identyfikuje jako wroga Kościół katolicki, który dziś jest praktycznie ostatnią filozoficzną barierą dla relatywizmu. Jednak wszystkie totalitarne ideologie nienawidziły chrześcijaństwa, ponieważ opierają się na gnostyckim twierdzeniu, że budują niebo na ziemi i nowego człowieka.

– Jak możemy przeciwdziałać dyktaturze poprawności politycznej?

– Należy ukazywać to zjawisko w kontekście historycznym – próbowałem to zrobić na swój sposób w mojej książce – aby pokazać, że miało ono konkretne przyczyny, jest związane z ewolucją pewnych uwarunkowań ekonomicznych, społecznych, politycznych i kulturowych – i dlatego nie jest ani wieczne, ani nieuniknione. A z tego wynika, że może ewoluować lub się skończyć – jak każde zjawisko, którego twórcami są ludzie – gdy zmieni się konkretny kontekst historyczny.

– W jaki sposób zatem powinien się zmienić kontekst historyczny, aby skończyła się dyktatura ideologii poprawności politycznej?

– Hiperrelatywistyczna ideologia „Innego” i nakazy poprawności politycznej były wyrazem hegemonii określonej klasy społecznej, zglobalizowanej „burżuazji wiedzy”, zachodniej elity „płynnej nowoczesności”, która przez tę ideologię narzuciła ludziom swoją wizję świata. Ale proces ten przypuszczalnie się skończy, gdy ta klasa zacznie tracić swoją centralną rolę. Nic dziwnego, że narracja poprawności politycznej zaczęła pokazywać pierwsze poważne pęknięcia, kiedy – począwszy od wielkiego kryzysu gospodarczego i finansowego w 2008 r. – ta dominująca klasa zaczęła przeżywać kryzys i była kontestowana przez ludzi, którzy „przegrali” na globalizacji, i kiedy uaktywniły się ruchy domagające się suwerenności i tożsamości lub ruchy neonacjonalistyczne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Małe zwycięstwo Węgrów nad lobby LGBT

2019-08-22 17:25

vaticannews / Budapeszt (KAI)

Węgrzy odnieśli małe zwycięstwo nad lobby homoseksualnym w Budapeszcie, po tym, jak środowiska broniące małżeństwa i rodziny oprotestowały kontrowersyjną kampanię reklamową firmy Coca-Cola.

wikipedia.org

Wcześniej w tym miesiącu największy producent napojów na świecie rozpoczął kampanię promującą LGBT. Na dworcach i przystankach autobusowych zawisły plakaty przedstawiające pary jednopłciowe pijące popularny napój oraz hasła: „Miłość to miłość”, „Zero cukru, zero uprzedzeń”, czy „Bez cukru, bez przesądów”. Kampania spotkała się z szerokim protestem ze strony społeczeństwa i polityków.

Ponad 41 tys. podpisów pod petycją na stronie CitizenGO, a także bojkot produktów firmy Coca-Cola w sklepach spowodowały, że międzynarodowa firma wycofała się z tej kampanii reklamowej w stolicy Węgier. Prezes CitizenGO na Węgrzech, Eszter Zaymus, wzywa do dalszego bojkotowania Coli, która nie przestaje lobbować na rzecz LGBT. Podobny apel, w mediach społecznościowych, skierował premier Victor Orbán.

Petycja obywateli Węgier podkreślała, że instytucja małżeństwa zakłada się na nierozerwalnym związku kobiety i mężczyzny oraz że rodzina jest jednostką fundamentalną dla przetrwania narodu. Wzywała ona władze do „trzymania w ryzach lobby LGBT, aby nie narażać na szwank publicznych morale”. Petycja dotyka również tematu prawa rodziców do decydowania o tym, kiedy i jak będą edukować swoje dzieci w temacie ludzkich relacji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pielgrzymi z archidiecezji częstochowskiej u celu

2019-08-24 22:23

Beata Pieczykura

Na Uroczystość Matki Bożej Częstochowa na Jasną Górę wędrują także pielgrzymi z archidiecezji częstochowskiej. 24 sierpnia Czarnej Madonnie pokłonili się pątnicy m.in. z Wielunia, Działoszyna, Pajęczna, Panek, Sygontki i parafii św. Rocha w Radomsku oraz częstochowskich parafii: św. Jana Sarkandra, św. Floriana, Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, św. Jakuba, św. Melchiora Grodzieckiego i św. Siostry Faustyny Kowalskiej.

Wieluń

– Pielgrzymuję i modlę się o pokój i uczciwość w naszej ojczyźnie; modlę się za nauczycieli, aby byli przykładem dla młodych, których wychowują; modlę się też w intencji zmarłych, mojej mamy, męża, całej rodziny, sąsiadów – powiedziała p. Urszula z parafii św. Stanisława w Wieluniu. I dodała: – Pielgrzymuję ponad 40. raz Dziękuję Bogu za tyle lat życia, dzieciństwo było trudne, ale mama nas na Jasną Górę woziła i ja pielgrzymuję od 3 klasy szkoły podstawowej.

Wśród pątników byli nowożeńcy – państwo Michał i Joanna, którzy tydzień temu zawarli sakrament małżeństwa i wybrali się na pielgrzymkę z Wielunia. U celu zgodnie stwierdzili: – Mamy za co dziękować i prosić o dalsze łaski dla nas i najbliższych. Na Jasnej Górze pozostali prośbę: – Niech Maryja pokieruje, co dalej, może nam da pomysł, gdzie mamy się osiedlić, co mamy robić – mówi szczęśliwa p. Joanna.

Na szlaku wyróżniali się harcerze. Jak wszyscy pątnicy mieli swoje intencje, a ponadto szli jako harcerze, „aby zaznaczyć nasze wartości harcerskie, czyli: Bóg – Honor – Ojczyzna, harcerstwo nie jest tylko na pokaz, nie jest tylko bieganiem po lesie, a faktycznie chodzi o te wartości – oświadczyła Ola z parafii św. Barbary w Wieluniu.

Z Wieluniem pielgrzymował również p. Mariusz z Wrocławia: – To jest piękne: jeden drugiemu pomaga, nie jak w codziennym życiu, człowiek człowieka nie widzi.

Pątnicy z Wielunia (z parafii: Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, św. Stanisława Biskupa Męczennika, św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny) oraz Opatowa – jak tak kard. Stefan Wyszyński – wszystko postawili na Maryję. Pod takim hasłem bowiem wędrowali w 156. Pieszej Pielgrzymce z Wielunia Jasną Górę. Na szlak pątnicy wyruszyło ok. 600 osób, w tym 7 kapłanów i 2 siostry zakonne, a od Białej dołączył bp Andrzej Przybylski. 156. Piesza Pielgrzymka z Wielunia na Jasną Górę dotarła 24 sierpnia. Rozpoczęła się 23 sierpnia Mszą św. w kolegiacie, a zakończyła się 28 sierpnia

Działoszyn

– Pielgrzymkę polecam w każdej sytuacji, czy to trudne wybory, czy zakręty życiowe, czy choroby, na pielgrzymce można polecać wszystko i zawsze – p. Kamil z parafii św. Marka Ewangelisty w Kolonii Lisowicach, wędrował z 8. Dekanalną Pieszą Pielgrzymką na Jasną Górę. Jak powiedział: – Pielgrzymka to przymnożenie wiary, coraz mocniejsze trwanie w wierze, to modlitwa, radość i oczyszczenie, taki odpoczynek duchowy, napełnienie duchowe, doświadczenie ku dobremu, co trwa też po zakończeniu pielgrzymi.

8. Dekanalna Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę rozpoczęła Msza św. w kościele św. Marii Magdaleny w Działoszynie, cel osiągnęła 24 sierpnia. W Eucharystii swoje sprawy przez ręce Maryi przedstawili Bogu pątnicy z parafii: św. Marii Magdaleny i bł. Michała Kozala BM Działoszynie, św. Marka Ewangelisty w Kolonii Lisowicach, św. Zofii Wdowy w Krzeczowie, św. Andrzeja Boboli w Lipniku, św. Jana Apostoła w Raciszynie, św. Marcina BW w Siemkowicach, Wszystkich Świętych w Szczytach i Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Trębaczewie.

Pajęczno

– Krzyż nas prowadzi – mówi p. Lucyna z sanktuarium Matki Bożej Pajęczańskiej. Duży krzyż idzie z pątnikami od pierwszej pielgrzymki z Pajęczna na Jasną Górę, czyli od 107 lat. Była to bowiem 107. Piesza Pielgrzymka z Pajęczna do Częstochowy i zjednoczyła na modlitwie, w trudzie i w radości 400 pątników z parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i Narodzenia Pańskiego oraz 2 kapłanów. Z Pajęczna pielgrzymowała p. Agnieszka z Częstochowy, która chciała odwdzięczyć się Matce Bożej za to, co doznała w tym roku, i podziękować. Pielgrzymka rozpoczęła się 24 sierpnia wspólną Mszą św. Tego dnia dotarła na Jasną Górę. Idącym do Matki towarzyszyła modlitwa duchowych pielgrzymów w kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu.

Sygontka

Trud drogi zawierzyło Maryi 50 pielgrzymów z parafii Świętych Piotra i Pawła w Sygontce, którzy wędrowali wraz z kapłanem.

Panki

Kocha Matkę Bożą i dlatego pielgrzymuje z Panek oraz z diecezją kaliską na Jasną Górę. – Zmęczenie i wszystkie moje cierpienia ofiaruję Maryi i Jezusowi. I widzę, że Matka Boża dużo mi pomogła – powiedziała p. Helena z Panek. Piesza pielgrzymka z Panek liczyła 120 osób, opiekunem grupy był wikariusz.

Parafia św. Rocha w Radomsku

O zdrowie, aby rodzina miała dobrze w życiu modliła się jedna z pątniczek ze Stobiecka Miejskiego. 71. Piesza Pielgrzymka Parafii św. Rocha z Radomska osiągnęła cel 24 sierpnia i była zwiastunem pielgrzymki z Radomka na Jasną Górę. W tym roku wyjątkowo radomszczanie pielgrzymują 2 dni z powodu zwiększenia natężenia ruchu na DK 91, w związku z budową autostrady A1. Po noclegu w Skrzydlowie pątnicy 25 sierpnia pokłonią się Matce Bożej Częstochowskiej.

Częstochowskie parafie

24 sierpnia w nowennie przed uroczystością Matki Bożej Częstochowskiej uczestniczyły częstochowskie parafie: św. Jana Sarkandra, św. Floriana, Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, św. Jakuba, św. Melchiora Grodzieckiego i św. Siostry Faustyny Kowalskiej.

Wśród pątników był p. Adrian z parafii Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej w Częstochowie; wraz z synem nieśli intencje w sercu i prosili Maryję o wysłuchanie. Modlą się nie tylko na pielgrzymce. Dlatego p. Adrian powiedział: – Jesteśmy rodziną katolicką i staramy się codziennie z żoną Anną i dziećmi Nadią, Robertem i Dominikiem odmawiać Różaniec. W ten sposób chcemy konstytuować tradycję rodzinną i chrześcijańską.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem