Reklama

Bajka na 200 par przedszkolnych rąk

2019-04-03 10:09

Dominika Szymańska
Edycja łódzka 14/2019, str. IV

Marek Rubajczyk
Najmłodsi podczas finału projektu

Konik Błysk, Kraina Misiogrodu, Żółw Muszelka, Piesek Toffik vel Reksio, dzieci w tajemniczej kuli to tylko niektórzy z bohaterów bajek stworzonych przez dzieci w ramach I Międzyszkolnego Projektu „Było sobie przedszkole”

Do wspólnego bajkopisania zaprosiła przedszkola ze Skoszew, Natolina, Andrespola, Lipin oraz Przedszkole nr 228 z Nowosolnej, Publiczna Szkoła Podstawowa Ojców Bernardynów w Wiączyniu Dolnym. Bajka na 200 par rąk, bo tyle mniej więcej osób wzięło udział w projekcie, to nie lada przedsięwzięcie, które wymaga czasu i uruchomienia wyobraźni.

W grudniu ubiegłego roku dzieci miały za zadanie wybrać bohaterów swojej opowieści i stworzyć jej pierwszy rozdział. Potem bajka, zgodnie z ustalonym harmonogramem, wędrowała po pozostałych grupach, które dopisywały kolejne jej rozdziały. Wiodące motywy dziecięcej twórczości to inność, jak w przypadku Kucyka Błyska, który jako jedyny wśród czarnych i brązowych koników wyróżniał się fioletową grzywą, czy rodzina, jak w historii o Żółwiu Muszelce, jego żonie Perełce i ich dziecku – małym Bursztynku.

Od bajki do spotkania

Tworzenie bajki było też przede wszystkim okazją do współpracy przedszkolaków z placówek położonych na terenie gminy Nowosolna i z nią sąsiadujących. – To nasz autorski projekt inspirowany trochę pomysłem na „Wędrującą książkę” [projekt związany z Rokiem Czytelnictwa – przyp. red.] , z tymże tam brało udział 10 przedszkoli z różnych krańców Polski, które przesyłały ją sobie pocztą” – wyjaśnia Marlena Bączak ze szkoły bernardynów. – Tutaj chodziło o to, żeby dzieci przekazywały te książki między sobą, prawie po sąsiedzku. Mieszkają niedaleko siebie, a na co dzień spędzają czas w pobliskich placówkach przedszkolnych – dodaje.

Reklama

Wielki finał projektu miał miejsce w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, gdy dzieci ze wszystkich przedszkoli spotkały się razem w szkole w Wiączyniu. Młodzi bajkopisarze pożegnali Panią Zimę i powitali Panią Wiosnę, obejrzeli wspólnie spektakl, w którym mogli aktywnie brać udział, uczestniczyli też w zabawach ruchowych i tworzeniu biżuterii hand made. Dzieci zabrały do swoich przedszkoli jedną z pięknie oprawionych, wspólnymi siłami napisanych, bajek.

Szkoła dla wszystkich

Szkoła, dzięki inicjatywie spotkań międzyprzedszkolnych, chce też dotrzeć do okolicznych mieszkańców z informacją o działalności. We wrześniu 2018 r. otwarte zostały klasy 1, 4, 7 i oddział przedszkolny w miejscu wygaszanego gimnazjum w Wiączyniu. Kameralną atmosferę bernardyńskiej szkoły tworzą małe klasy (maksymalnie do 22 osób). Pozwala to na bardziej zindywidualizowaną pracę i dopilnowanie postępów każdego ucznia.

– Nie zamykamy dzieci w przestrzeni rocznika czy klasy. Działania, które podejmujemy w tym momencie, mają charakter integrujący, np. w przygotowanych w tym roku przedstawieniach brali udział zarówno uczniowie przedszkola, jak i klasy 7.

Wspólne obchodzenie różnych świąt, uroczystości czy wydarzeń szkolnych powoduje, że dzieci czują się wzajemnie za siebie odpowiedzialne, ale też wiedzą, że mogą liczyć na wzajemną pomoc i zrozumienie – opowiada o strukturze szkoły wicedyrektor Marcin Jastrzębowski.

Podstawówkę w Wiączyniu wyróżnia też popołudniowa świetlica wzbogacona o różne zajęcia pozalekcyjne (częściowo płatne), takie jak nauka tańca czy koordynacja ruchowa z piłką, a także obowiązkowa już od 1 klasy gra w szachy. – Chodzi o takie kształtowanie postaw – uczniowskich, obywatelskich, społecznych – które ma doprowadzić do tego, aby to dziecko było świadome kolejnego wyboru edukacyjnego – wyjaśnia wicedyrektor, podkreślając też rolę nauczycieli, którzy powinni mieć rozeznanie, jak wygląda kształcenie na kolejnym etapie edukacyjnym, aby nie zatrzymywać się jedynie na podstawie programowej.

Tagi:
przedszkole bajka

O mocy bajkoterapii

2018-09-25 11:55


Edycja wrocławska 39/2018, str. V

Emocje. Nie są dobre ani złe. Po prostu w nas są, jednak nie każdy potrafi sobie z nimi radzić. O tym, jak je przepracowywać z najmłodszymi, rozmawiamy z Genowefą Surniak, ekspertem Ministerstwa Edukacji Narodowej z ramienia Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w zakresie bibliotekarstwa, oraz Dorotą Szczęśniak, dyplomowanym nauczycielem, bibliotekarzem – pedagogami Policealnego Studium Animatorów Kultury SKiBA we Wrocławiu

archiwum autorek
Dorota Szcęśniak, Genowefa Surniak

Agata Iwanek: – Czym właściwie jest bajkoterapia?

Genowefa Surniak: – Pojęcie bajkoterapii wprowadziła do Polski w latach 90. ubiegłego wieku Maria Molicka. Jest to w zasadzie metoda pracy, w której to bajka pomaga w rozwiązywaniu problemów. W przypadku tych poważniejszych pracuje się z bajką pod opieką terapeuty, a do rozwiązywania tych mniejszych służą tzw. bajki grajki, bajki pomagajki, bajki psychoedukacyjne i bajki relaksacyjne. Bajki terapeutyczne to utwory pisane w celu wspomagania procesu wychowawczego, terapeutycznego i edukacyjnego.

– Dlaczego bajki terapeutyczne stały się tak popularne?

G.S.: – Ponieważ są doskonałym narzędziem w mierzeniu się ze swoimi emocjami i problemami. Niegdyś najmłodsi byli otoczeni dorosłymi, którzy mieli dla nich czas. Dziś tego czasu mają mniej. Ciągłe zabieganie i rosnące wobec dzieci wymagania prowadzą do powstania problemów, którym one nie potrafią sprostać, przez co gubią się w swoich uczuciach. Dzieci są mądre, myślą, chcą zrozumieć, co się wokół nich dzieje, ale jest im trudniej, kiedy dorośli je zbywają. Czują się dobrze wtedy, kiedy cała uwaga skupiona jest na nich, więc najlepiej odłożyć wszystkie inne czynności i poświęcić dziecku czas na przeczytanie takiej bajki.

– Kiedy bajkoterapia jest skuteczna?

Dorota Szczęśniak: – W przypadku konkretnego problemu trudno osiągnąć cel przez jednorazowe działanie. Skuteczny może być jedynie specjalnie zaprojektowany cykl zajęć, który ma za zadanie przepracować zaistniały problem.

– A co z bajkami, które nie kończą się dobrze lub zawierają mocne, nacechowane emocjonalnie ilustracje, np. Gro Dahle i „Wojna”, „Zły Pan”, czy „Włosy mamy”?

G.S.: – Zależy, jaki cel chcemy osiągnąć. Jeżeli złe zakończenie ma być ostrzeżeniem przed zagrożeniami współczesnej cywilizacji, to słusznie, ale nie należy dawać takich bajek dzieciom do 6 lat. Tego typu literatura jest przeznaczona dla młodzieży i dorosłych. Istnieją nawet całe zbiory tekstów przeznaczonych dla tej grupy wiekowej, np.: „Bajka to życie albo z jakiej jesteś bajki” autorstwa Wojciecha Eichelbergerga i Agnieszki Suchowierskiej. Jeżeli chodzi o ilustracje, to takie pozycje powinny być czytane pod opieką psychoterapeuty. Dzieci z problemami mogą przeżyć dzięki nim oczyszczenie, jednak przypadkowe przekazanie takiej książki może wyrządzić krzywdę.

– Czy dziecko może samo sięgać po bajki terapeutyczne?

G.S.: – To zależy od problemu. Jeżeli dziecko ma problem z utrzymywaniem porządku i przeczyta bajkę terapeutyczną o innym dziecku, które też nie chciało sprzątać, to nie zrobimy mu krzywdy, natomiast jeśli będzie to problem bardziej psychoterapeutyczny (chociażby lęku), to lepiej, żeby czuwał nad tym dorosły.

– W jakim czasie bajka terapeutyczna powinna zadziałać?

D.SZ.: – W bajce terapeutycznej ważny jest bohater, ponieważ dziecko się z nim identyfikuje, słucha, jak on rozwiązał swój problem. To nie znaczy, że podopieczny rozwiąże swój problem od razu i to w taki sam sposób, ale w świadomości będzie miał jeszcze jeden pomysł jak to zrobić. Możliwe, że kiedy już będzie miał odwagę, to te informacje w końcu zaowocują.

– Największa zaleta bajek terapeutycznych?

D.SZ.: – Te bajki są świetnym sposobem do podejmowania spraw trudnych. Nigdy nie stworzymy dziecku idealnego świata, dlatego musimy w bezpieczny sposób przygotować je na zetknięcie się z takimi sytuacjami, a bajki to świetny pretekst do oswojenia lęków. Ważne, żeby dziecko czytało je w obecności osoby dorosłej, przy której czuje się bezpiecznie, do której ma zaufanie.

– Jakie bajki polecają eksperci?

G.S.: – Możemy polecić książkę Doris Brett – „Bajki, które leczą”. Znajdziemy tam gotowe, krótkie opowiadania terapeutyczne oraz wskazówki o tym, jak dostosować bajkę do swojego dziecka. Bardzo pomocna może się okazać także seria „Poczytajki pomagajki”, które poruszają przeróżne problemy, takie jak akceptacja, nieśmiałość, czy nawiązywanie relacji („ChoroWitek”, „Dokuczalska”, „Nowa w przedszkolu”, „Zmyślacz”, „Gaduła”, „Nieśmiałek” itp.). Seria „Mądra mysz” to opowieści o Zuzi, która po raz pierwszy ma do czynienia z sytuacjami życia codziennego. Dzieciom może być łatwiej przejść przez nie, kiedy najpierw zobaczą, jak radziła sobie z nimi bohaterka Zuzia („Zuzia się zgubiła”, „Zuzia pokłóciła się z Julią”, „Zuzia nie korzysta z pomocy nieznajomego”, „Zuzia idzie do dentysty” itp.). Podobną tematykę znajdziemy w zbiorze opowiadań Małgorzaty Żółtaszek pt. „Jak Anitce uciekły zabawki, Jacuś zgubił się w sklepie i inne historyjki”. Polecamy także „12 ważnych opowieści” – książkę polskich autorów o wartościach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kościół stanął w ogniu

2019-08-13 12:55

Z kard. Robertem Sarahem rozmawiał Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 10-12

Prezentacja najnowszej książki – wywiadu pt. „Ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił” jaki Nicolas Diat przeprowadził z kard. Robertem Sarahem, prefektem Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, odbyła się w Paryżu, w kościele św. Franciszka Ksawerego. Zarówno dla stolicy Francji, jak i dla całego chrześcijańskiego świata był to bardzo dramatyczny okres – tuż po pożarze katedry Notre Dame. Dlatego rozmowę z kard. Sarahem zacząłem od wspomnienia tego tragicznego wydarzenia.
O kryzysie wiary w Europie z kard. Robertem Sarahem rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch
Kard. Robert Sarah

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Czym była dla Eminencji wizyta w spalonej katedrze Notre Dame?

KARD. ROBERT SARAH: – Kiedy wszedłem do wnętrza zniszczonej świątyni i zadumałem się nad jej zawalonym sklepieniem, pomyślałem, że jest to niejako symbol sytuacji cywilizacji zachodniej i Kościoła w Europie. Kościół stanął w ogniu.

– Co to za ogień?

– Ogień, który niszczy Kościół, szczególnie w Europie, wydaje się o wiele bardziej destrukcyjny niż ten, który zniszczył katedrę Notre Dame. To ogień intelektualnego, doktrynalnego i moralnego zamieszania, to strach przed głoszeniem prawdy o Bogu i człowieku oraz przed przekazywaniem wartości moralnych i etycznych tradycji chrześcijańskiej i bronieniem ich; to utrata wiary, ducha wiary, utrata poczucia obiektywizmu wiary, a tym samym utrata wrażliwości na Boga.

– Jan Paweł II w „Evangelium vitae” napisał, że „tracąc wrażliwość na Boga, traci się także wrażliwość na człowieka, jego godność i życie”, co – według Papieża – „prowadzi stopniowo do swoistego osłabienia zdolności odczuwania ożywczej i zbawczej obecności Boga”.

– To prawda. Katedra Matki Bożej miała na dachu sygnaturkę, która była jak palec wyciągnięty w stronę nieba. Ta sygnaturka symbolizowała jedyną rację bytu świątyni – doprowadzić nas do Boga. Kościół, który nie jest zorientowany na Boga, jest Kościołem, który się wali i umiera. Wieża katedry w Paryżu zawaliła się – to nie przypadek! Notre Dame z Paryża symbolizuje cały Zachód, który odwracając się od Boga, wali się.

– Dlaczego Eminencję tak bardzo niepokoi kryzys na Zachodzie?

– Moje bicie na alarm jest wyrazem miłości i współczucia dla Europy i Zachodu. Zachód, który wyrzeka się swojej wiary, historii, chrześcijańskich korzeni, skazuje się na odrzucenie i śmierć. Podobnie jak w czasach upadku Rzymu, dzisiejsze elity troszczą się wyłącznie o powiększenie własnego bogactwa, a narody są „znieczulane” przez coraz bardziej wulgarne rozrywki. Więc ja, jako biskup, muszę mówić, że zagraża nam ogień nowego barbarzyństwa!

– A kim są współcześni barbarzyńcy?

– Barbarzyńcami są ci, którzy nienawidzą ludzkiej natury i szydzą z sacrum. Barbarzyńcy to ci, którzy pogardzają życiem i manipulują nim. Kraj, który przywłaszcza sobie prawo do życia i śmierci najmniejszych i najsłabszych, który pozwala na mordowanie nienarodzonych dzieci w łonie matki, idzie w kierunku barbarzyństwa! Zachód jest zaślepiony pragnieniem bogactwa. A tymczasem w ciszy trwa tragedia aborcji i eutanazji, pornografia i ideologia gender zadają rany i niszczą dzieci i młodzież. Niestety, przyzwyczailiśmy się już do tego barbarzyństwa!

– Podważając istnienie Boga, redukując człowieka jedynie do jego wymiaru horyzontalnego, ziemskiego, podważyliśmy fundamenty ludzkiej cywilizacji...

– Jeśli Bóg traci swoje centralne miejsce w życiu człowieka, to i człowiek traci należne mu miejsce wśród stworzenia i w relacjach z innymi. Odrzucenie Boga zamyka nas w nowym totalitaryzmie – totalitaryzmie relatywizmu, który nie uznaje żadnego innego prawa poza własną przyjemnością i korzyścią. Musimy zerwać łańcuchy, które ta nowa ideologia totalitarna próbuje na nas nałożyć! Odmawianie Bogu możliwości wejścia we wszystkie aspekty ludzkiego życia jest równoznaczne ze skazaniem człowieka na samotność. Staje się on odizolowaną istotą, bez korzeni i przeznaczenia. Wędruje po świecie jak koczownik niezdający sobie sprawy z tego, że jest synem i dziedzicem Ojca, który stworzył go z miłości i zaprasza do podzielenia się z Nim wiecznym szczęściem.

– Czy kryzysem duchowym dotknięty jest tylko Zachód?

– Kryzys duchowy dotyczy całego świata, ale ma swoje źródło w Europie. Odrzucenie Boga narodziło się w świadomości Zachodu. Duchowy upadek ma więc cechy czysto zachodnie. Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na zjawisko odrzucenia ojcostwa (Boga). Przekonano współczesnego człowieka, że aby być wolnym, nie trzeba być zależnym od nikogo. Jest to tragiczny błąd, gdyż każdy cywilizowany człowiek jest dziedzicem – otrzymuje historię, kulturę, rodzinę, język, religię, wiarę, tradycję, ojczyznę. I to odróżnia go od barbarzyńcy. Ponieważ współczesny człowiek nie chce być dziedzicem, skazuje się na „piekło” liberalnej globalizacji.

– Jakie są konsekwencje tej odmowy dziedzictwa, odmowy ojcostwa Boga?

– Otrzymujemy od Boga naszą naturę jako mężczyzna i kobieta. Ale słowa Biblii: „Stworzył wie?c Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27), stają się nie do zniesienia dla ducha naszych czasów. Ideologia gender jest odmową otrzymania od Boga natury seksualnej. Niektórzy na Zachodzie buntują się i walczą z Bogiem, sprzeciwiają się Stwórcy i Ojcu, a prawo naturalne jest brutalnie odrzucane i zwalczane przez współczesną filozofię.

– Są ludzie, którzy twierdzą, że Kościół katolicki już się zestarzał, przestał być wiarygodny, więc trzeba go zmienić, dostosować do naszych czasów. Czy potrzeba nam „nowego” Kościoła?

– Rzeczywiście, ludzie mówią, że celibat kapłański jest zbyt trudny w naszych czasach, więc należy go uczynić prywatnym wyborem. Moralne nauczanie Ewangelii wydaje się zbyt wymagające, więc trzeba je „rozwodnić” w relatywizmie i permisywizmie, a lepiej jest się zająć problemami społecznymi. Doktryna katolicka jest źle postrzegana w mediach – trzeba więc ją zmienić, dostosować do mentalności i moralnych perwersji naszych czasów. Radzą nam, byśmy się dostosowali do nowej, globalnej etyki promowanej przez ONZ i do ideologii gender. Ale nikt wierzący nie jest zainteresowany takim Kościołem!
Kościół interesuje ludzi, jeżeli pozwala im spotkać się z Jezusem. Jest użyteczny, gdy staje się „drzwiami”, które prowadzą w głąb Boskiej tajemnicy, i pozwala nam spotkać Boga twarzą w twarz, jeżeli głosi nam objawienie. Gdy Kościół jest przeciążony ludzkimi strukturami, uniemożliwia promieniowanie Bożego blasku.

– Co musimy zrobić, aby wyjść z kryzysu, który dotyka Kościół?

– Musimy upaść na kolana! Najważniejsze jest ponowne odnalezienie znaczenia adoracji! Utrata sensu adoracji Boga jest źródłem wszystkich kryzysów, które nękają dzisiaj świat i Kościół. Świat umiera, bo brakuje czcicieli Boga! Odzyskamy poczucie godności osoby ludzkiej, gdy uznamy transcendencję Bożą. Człowiek jest wielki i osiąga swą najwyższą godność tylko wtedy, gdy klęczy przed Bogiem. Człowiek na kolanach wstrząsa dumą Szatana!
Aby ludzie adorowali Boga, kapłani i biskupi muszą być Jego pierwszymi czcicielami. Są wezwani, aby trwać nieustannie przed Bogiem. Ich istnienie ma się stać nieustanną i wytrwałą modlitwą. Niestety, nie jest rzadkością, że biskupi i kapłani zaniedbują kult Boży, koncentrują się bardziej na sobie i ludzkich rezultatach swej posługi. Nie znajdują czasu dla Boga, ponieważ stracili poczucie Boga. Jestem przekonany, że w sercu kryzysu Kościoła jest kryzys życia kapłańskiego. Kapłani zostali pozbawieni swej prawdziwej tożsamości. Przekonano ich, że muszą być biznesmenami, ludźmi aktywnymi, skutecznymi i wszechobecnymi. A kapłan powinien być w zasadzie kontynuacją wśród nas obecności Chrystusa. Powinno się go definiować nie przez to, co robi, ale przez to, kim jest: „Ipse Christus” – samym Chrystusem.

– A co z kryzysem seksualnych nadużyć wobec nieletnich?

– Odkrycie licznych nadużyć seksualnych kapłanów wobec nieletnich ujawnia głęboki kryzys duchowy. Oczywiście, istnieją czynniki społeczne: kryzys lat 60. ubiegłego wieku i erotyzacja społeczeństwa miały wpływ również na Kościół. Jak ostatnio powiedział Benedykt XVI, korzenie tego kryzysu są duchowe. Ostatecznym powodem nadużyć lub życia moralnego niezgodnego z celibatem kapłańskim jest brak Boga w życiu kapłanów. Takie fakty są możliwe tylko wtedy, gdy wiara nie określa już działań człowieka. Jak przypomina nam Benedykt XVI, „ważne jest, aby zrozumieć, że stałą i żywą podstawą naszego celibatu jest Eucharystia (...). Celibat jest oczekiwaniem, które jest możliwe dzięki łasce Pana «przyciągającej» nas do Niego, do świata zmartwychwstania”. Wymaga to jednak ciągłego życia w intymnej modlitwie.

– Poświęcił Eminencja swoją książkę właśnie kapłanom. Dlaczego?

– Ponieważ wiem, że cierpią. Wielu czuje się porzuconymi. My, biskupi, ponosimy wielką odpowiedzialność za kryzys kapłaństwa. Czy byliśmy dla kapłanów ojcami? Czy słuchaliśmy ich, rozumieliśmy, kierowaliśmy nimi? Czy byliśmy dla nich przykładem? Diecezje często stają się strukturami administracyjnymi. Mnożą się spotkania, konferencje, komisje, podróże. Ale biskup powinien być przede wszystkim wzorem kapłaństwa. Miejsce księdza jest na krzyżu. Kiedy celebruje Mszę św., jest u źródła całego swojego życia, tzn. na krzyżu. Celibat jest jednym z konkretnych sposobów, w jaki możemy przeżywać tajemnicę krzyża w naszym życiu. Celibat „wpisuje” krzyż w nasze ciało. Dlatego dla współczesnego świata celibat jest czymś nie do zniesienia. Celibat kapłana jest skandalem dla współczesnych, tak jak skandalem jest krzyż.
W tej książce chciałem dodać odwagi kapłanom i powiedzieć im: Kochajcie swoje kapłaństwo! Bądźcie dumni z bycia ukrzyżowanymi z Chrystusem! Nie bójcie się nienawiści świata! Chciałem wyrazić moją sympatię, jako ojca i brata, kapłanom na całym świecie, często pracującym w cieniu i zapomnianym, którymi społeczeństwo nierzadko pogardza. Chciałem im powiedzieć: Jeżeli będziecie wierni obietnicom waszych święceń, możecie wstrząsnąć mocami tego świata.

– Mówił Ksiądz Kardynał o kryzysie kapłaństwa. Ale mamy również do czynienia z kryzysem doktrynalnym, który stwarza podziały w Kościele...

– Myślę, że doktryna katolicka otrzymana od Apostołów jest jedynym solidnym fundamentem. Jeśli każdy będzie bronił swojej opinii, tez teologicznych, nowości lub podejścia duszpasterskiego, które zaprzecza wymaganiom Ewangelii i Magisterium Kościoła, to podziały będą się szerzyć wszędzie. Jedność wiary zakłada jedność Magisterium w przestrzeni i czasie. Kiedy jest nam dane nowe nauczanie, zawsze należy je interpretować zgodnie z poprzednim. Jeśli wprowadzamy „pęknięcia” i rewolucje, łamiemy jedność, która utrzymywała Kościół święty przez wieki. Nie oznacza to, że jesteśmy skazani na „skamienienie”, jednak każda ewolucja musi być lepszym zrozumieniem i pogłębieniem przeszłości. Hermeneutyka reformy w ciągłości, której Benedykt XVI tak jasno nauczał, jest warunkiem sine qua non – koniecznym, nieodzownym – jedności. Ci, którzy ogłaszają z krzykiem zerwanie z przeszłością, są fałszywymi prorokami!

– Problemem jest też to, że katolicy nie znają już prawdziwej doktryny...

– Brak znajomości katechizmu prowadzi wielu chrześcijan do „rozmycia” prawd wiary lub do synkretyzmu religijnego. Chciałbym wezwać chrześcijan, aby doceniali dogmaty wiary i kochali katechizm. Nie możemy deklarować się jako wierzący i żyć jak ateiści. Wiara powinna oświecać całe nasze życie rodzinne, zawodowe, kulturalne, a nie tylko nasze życie duchowe. Na Zachodzie widzimy, że tolerancja lub sekularyzm narzucają formę schizofrenii między życiem prywatnym i publicznym. Wiara powinna mieć miejsce w debacie publicznej. Musimy mówić o Bogu – nie narzucać Go, ale ujawniać i proponować. Bóg jest niezbędnym światłem dla człowieka.

– Często mówimy o potrzebie reformy Kościoła. Jakie reformy należałoby przeprowadzić?

– Przede wszystkim musimy dokonać „reformy” naszych serc. Polega ona na tym, abyśmy nie szli na układy z kłamstwami „płynnego” ateizmu. Wiara jest równocześnie skarbem, którego powinniśmy bronić, i siłą, która pozwala nam jej bronić. Musimy stworzyć przestrzenie, gdzie będziemy mogli oddychać zdrowym powietrzem, gdzie po prostu będzie możliwe życie chrześcijańskie. Nasze wspólnoty muszą umieścić Boga w centrum! W centrum naszego życia, myśli, działania, naszej liturgii i naszych katedr. Gdy zalewa nas lawina kłamstw, musimy znaleźć miejsca, gdzie prawda jest nie tylko głoszona, ale i przeżywana. Musimy po prostu żyć Ewangelią.
Wiara jest jak ogień – święty ogień! Niech ogrzewa nasze serca w ten czas „zimy” Zachodu. Kiedy ogień pali się w ciemnościach nocy, ludzie stopniowo gromadzą się wokół niego. Ja mam taką nadzieję...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katowice: koncert papieski w liturgiczne wspomnienie św. Jana Pawła II

2019-10-23 20:01

ks. sk / Katowice (KAI)

Z okazji liturgicznego wspomnienia św. Jana Pawła II oraz 41. rocznicy inauguracji pontyfikatu miał miejsce w Akademii Muzycznej w Katowicach koncert galowy „Wstańcie, chodźmy”.

Biały Kruk/Adam Bujak, Arturo Mari

W imieniu metropolity katowickiego przemówił bp Marek Szkudło przekazujący pozdrowienia od abp Wiktora Skworca. Opowiedział również, że gdy studiował w seminarium w Krakowie, to ówczesnym metropolitą krakowskim był kard. Karol Wojtyła. – Dzisiaj nasuwają mi się na usta dwa słowa: „czuwajcie” oraz „otwórzcie się” (…). Mamy być przygotowani, bo Pan codziennie przychodzi. I mamy się otwierać na Jego obecność – powiedział bp Szkudło.

Do słów „Wstańcie, chodźmy” odniósł się natomiast obecny na sali wiceprezydent Katowic Waldemar Bojarun. Zauważył, że jest to zachęta Chrystusa, który w ten sposób zwraca się do swoich przyjaciół. Przywołał również wspomnienie z końca lat 90-tych, gdy Jan Paweł II zgodził się przyjąć tytuł Honorowego Obywatela miasta Katowice. – Dzisiaj mogę o tym mówić z wielką radością i dumą, że wśród honorowych obywateli naszego miasta jest święty – powiedział.

– Jan Paweł II tak wiele uczynił również dla młodych, a przecież gromadzimy się tutaj z ich powodu. To właśnie Fundacja ich wspiera: ich rozwój, ich kształcenie, pozwalając na stanie się w pełni dojrzałymi ludźmi, korzystającymi w pełni ze swoich talentów – mówił prof. Władysław Szymański, rektor Akademii Muzycznej w Katowicach.

Podczas koncertu również stypendyści Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” podzielili się swoim świadectwem. – Wobec wszystkich tutaj obecnych chciałbym podziękować za to, że obdarzacie nas swoim wsparciem. Zarówno tym materialnym, jak i tym duchowym, które niejednokrotnie jest o wiele ważniejsze – powiedział Paweł Grzybek, który studiuje inżynierię chemiczną, a stypendystą jest od 6 lat.

– Wielkim zwycięstwem w dziejach świata jest św. Jan Paweł II, Wielki – mówił ks. Dariusz Kowalczyk, przewodniczący zarządu Fundacji. – Dzień Papieski jest po to, abyśmy nie zapomnieli o wielkich dobrodziejstwach, które dał nam Pan w osobie św. Jana Pawła II – dodał.

Zebrani w sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach wysłuchali koncertu Akademickiej Orkiestry Dętej działającej przy uczelni. Zabrzmiały utwory Kilara, Moniuszki, Lutosławskiego czy Paderewskiego. Orkiestrą dętą dyrygował natomiast Grzegorz Mielimąka.

Dzień Papieski obchodzony jest od 2001 r. i przypada w niedzielę poprzedzającą wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. W archidiecezji katowickiej wydarzenia Dnia Papieskiego trwają cały miesiąc. Jednym z nich jest koncert galowy w sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem