Reklama

Ludzie – Miejsca – Wydarzenia

Misja nadziei

2019-04-16 18:56

Ks. Mieczysław Puzewicz
Edycja lubelska 16/2019, str. VI

Ks. Mieczysław Puzewicz
Pierwszy dom Emaus w Krężnicy

Emaus to nazwa osady w Palestynie, w której zrozpaczeni ludzie odzyskali nadzieję. Oznacza ona dla nas wszystkich, wierzących i niewierzących, nasze wspólne przekonanie, że jedynie miłość może nas połączyć i poprowadzić razem naprzód – to słowa z preambuły manifestu Ruchu Emaus, przyjętego 50 lat temu. Pierwsza polska wspólnota powstała w Krężnicy Jarej pod Lublinem w 1989 r.

Praca i solidarność

W trzech domach lubelskiego Emaus mieszka ponad 30 osób. Większość to mężczyźni, najczęściej do niedawna bezdomni i dotknięci nałogami, niemal wszyscy po wyrokach, ze skomplikowanymi życiorysami. Zamieszkują w Krężnicy i Zemborzycach, po dziesięciu, w ładnych, zadbanych domach. W najstarszym we wspólnocie, w Krężnicy, przebywają mężczyźni, kobiety, dzieci; część z nich to osoby niepełnosprawne, również z niepełnosprawnością intelektualną.

Prawie wszyscy członkowie wspólnoty pracują. Kilka osób zajmuje się zwożeniem używanych mebli, ubrań i sprzętu AGD. Samochody zbierają je po zgłoszeniach w Lublinie i okolicach. Potem następują segregacja, małe naprawy i przygotowanie do sprzedaży w specjalnym sklepie w Zemborzycach. Za niewielką cenę można w nim znaleźć naprawdę dobre lodówki, telewizory czy szafy. Rzeczy zyskują drugie życie, dochód jest przeznaczony na utrzymanie wspólnoty. W Krężnicy znajdują się warsztaty dające zatrudnienie kilkunastu osobom. Jest tartak, stolarnia, spawalnia i betonownia. Tutaj powstają solidne kosze na śmieci, wiaty przystankowe, ławki, tablice ogłoszeniowe, urządzenia na place zabaw. Ostatnio hitem są betonowe stoły do gry w szachy, chętnie zamawiane do parków czy na miejskie skwery. Wszystko wykonują mieszkańcy wspólnoty. Znakomicie rozwija się pizzeria, serwująca nad Zalewem Zemborzyckim nie tylko świetne pizze, lecz także smakowite kebaby. W niektóre dni do pracy trzeba ściągać dodatkowe osoby, aby sprostać rosnącym zamówieniom.

Reklama

Niepełnosprawni członkowie wspólnoty biorą udział w warsztatach terapii zajęciowej, usytuowanych w budynkach Emaus. Uczestniczą w nich także niepełnosprawni mieszkańcy z powiatu lubelskiego; uczą się w pracowniach: ceramicznej, kulinarnej i rękodzielniczej.

Iskra przyjaźni

Historia lubelskiego Emaus zaczęła się w 1989 r., kiedy Zbigniew Drążkowski, założyciel i lider wspólnoty do dzisiaj, wraz z francuską przyjaciółką Jacqueline Muhl postanowili zakupić działkę w Krężnicy. Drążkowski wcześniej szukał swojej drogi w zakonie kapucynów, później w duchu franciszkańskiego ubóstwa i prostoty angażował się w pomoc dzieciom z rozbitych rodzin na Starym Mieście. Bardzo bliskie były mu osoby z upośledzeniem umysłowym, stąd z entuzjazmem przystąpił do tworzenia pierwszych polskich wspólnot „Wiara i Światło”, zainicjowanych przez Jeana Vaniera, łączących we wspólnych domach osoby chore i ich opiekunów. Radykalnym etapem poszukiwań Drążkowskiego było zamieszkanie w małej komórce w slumsach na Helenowie, zapomnianej dzielnicy Lublina. Tam kilka lat żył wśród skrajnie ubogich rodzin, doświadczając ich biedy i troski o codzienny chleb. W komórce, wysokiej najwyżej na 150 cm, odwiedził go Vanier, mierzący ponad 2 m, przez co gość faktycznie kłaniał się gospodarzowi.

Spotkanie z Jacqueline zaowocowało pomysłem wyjazdu do Szwajcarii i kwestowania na rzecz zakupu działki pod budowę domu dla wspólnoty. Zebrane 6 tys. dolarów pozwoliło jeszcze na wykonanie przyłączeń energetycznych i wykopanie studni. Jednocześnie powstała fundacja „Między Nami”, która rozpoczęła wznoszenie domu metodą przyjacielskiej pomocy. Ktoś przekazał stal zbrojeniową, inni piasek i cement, jeszcze inni srebrne sztućce, za które zakupiono 37 tys. sztuk cegieł. Dzięki wsparciu ze strony najpierw organizacji „Lekarze Bez Granic”, a potem Międzynarodowego Ruchu Emaus powstają kolejne domy i zaplecze gospodarcze dla wspólnoty. Lubelski Emaus, jako pierwszy w Polsce, dał impuls do powstania kolejnych wspólnot w Krakowie i Rzeszowie. Emaus, założone dokładnie 70 lat temu przez francuskiego kapucyna L’Abbe Pierre, obejmuje obecnie kilka tysięcy wspólnot na wszystkich kontynentach.

Śladem Zmartwychwstałego

Przy wjeździe na teren wspólnoty nie znajdziemy bramy ze szlabanem, recepcji czy portiera. Gości wita figurka św. Franciszka z Asyżu. Równie prosty i otwarty jest sposób przyjmowania do Emaus. Każdy chętny musi się jedynie zgłosić i wyrazić chęć wejścia do wspólnoty. Nie wymaga się żadnych kwestionariuszy, zaświadczeń, pisemnych deklaracji, a nawet dowodu osobistego. Wystarcza akceptacja kilku zasad: wspólne życie, podjęcie pracy, choćby najprostszej na początek oraz gotowość do solidarności z innymi, zwłaszcza z ubogimi. Konieczne jest utrzymanie abstynencji od alkoholu i narkotyków oraz wyrzeczenie się wszelkich form agresji. Przybywający otrzymuje swoje łóżko w dwuosobowym pokoju, własną szafkę, kosmetyki, zmienia ubranie i buty. Zwykle po kilku miesiącach cała wspólnota podejmuje decyzję o włączeniu do swojego grona nowego „kompaniona”. Odbywa się to w formie „gorącego krzesła”; kandydat siada w środku i słyszy od innych komplementy, ale i krytykę, przedstawione zostają oczekiwania wobec niego, rzadko głosowania są tajne.

Przez lubelską wspólnotę przewinęło się dotychczas kilkaset osób. Jedni zatrzymują się w niej na krótko, niczym rozbitkowie na ratunkowej tratwie. Ktoś, kto chce zacząć nowe życie po kompletnej kraksie, potrzebuje 2-3 lat, aby pozbierać się, nabrać sił i żyć na własny rachunek. Ci, którym się udało, założyli rodziny, pracują i chętnie utrzymują kontakt z lubelską wspólnotą.

Uczniowie, opisani przez św. Łukasza, szli do Emaus z poczuciem przegranego życia, rozbici, pełni smutku i goryczy. W drodze spotkali Nieznajomego, który ich wysłuchał i wlał w serca nadzieję. Współczesne wspólnoty ruchu Emaus próbują tę misję Zmartwychwstałego Chrystusa kontynuować wobec najbardziej poranionych i odrzuconych sióstr i braci.

Tagi:
wspólnota

Wspólnota stołu

2019-08-21 11:25

Mateusz Wyrwich
Edycja warszawska 34/2019, str. 6-7

Dom stoi w spokojnej dzielnicy Warszawy. W leśnej ciszy. Z niewielkim ogrodem. Odrobiną warzyw i zapachem ziół. Jego mieszkańcy znani są sąsiadom. Choć jeszcze przed kilkudziesięciu laty zamykaliby przed nimi drzwi

Mateusz Wyrwich
Warszawska wspólnota L’Arche (Arka)

Są ekumeniczną wspólnotą zbudowaną na wartościach ewangelicznych. Pochodzą z różnych miast. Pełnoletni, jednakże żyjący obok głównego nurtu społeczeństwa. Ich status określa niesprawność intelektualna. Mają czasem intelekt kilkulatka. Innym razem osoby dorosłej ze spowolnioną sprawnością umysłową. Ich wewnętrzny świat jest zupełnie nieprzenikalny dla codzienności. Skupiają się we wspólnotach L’Arche. (Arka). Pierwszą z nich założył w 1964 roku we francuskim Trosly – Breuil, zmarły kilka miesięcy temu filozof i pisarz, Jean Vanier. Kanadyjczyk osiadły w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku we Francji. Tam też czując głęboką niezgodę na los osób z niepełnosprawnością intelektualną zamkniętych w zakładzie psychiatrycznym i postanowił razem z nimi zamieszkać. Najpierw z dwoma niesprawnymi intelektualnie. Niebawem dołączyli kolejni. Z czasem również asystenci, czyli osoby bez (widocznej) niepełnosprawności. Najczęściej nie przygotowani profesjonalnie do bycia z osobami niepełnosprawnymi, po prostu ciekawi drugiego człowieka. I w ten sposób powstawał wzór dla wspólnot Arki na całym świecie. Dziś takich domów jest ponad sto pięćdziesiąt w blisko czterdziestu krajach.

W Warszawie L’ Arche wyłoniła się ze środowiska wspólnot „Wiara i Światło”, istniejących od końca lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Skupiają one osoby niepełnosprawne, ich rodziny i przyjaciół. Pierwsza wspólnota L’ Arche, powstała w 1981 r. w Śledziejowicach koło Wieliczki, gdzie obecnie prowadzone są również Warsztaty Terapii Zajęciowej oraz Środowiskowy Dom Samopomocy. Aktualnie w kraju istnieje pięć wspólnot. Jeden z domów L’ Arche znajduje się w Warszawie w spokojnej dzielnicy. Mieszka w nim pięć osób z niepełnosprawnością intelektualną. Asystenci i wolontariusze.

Po latach powstał dom

Pobudka w warszawskim domu Arki pod patronatem Matki Boskiej z Guadalupe jest około siódmej. Jednak niektórzy lubią pospać dłużej. Więc śpią jeszcze chwilę. Pozostali przygotowują śniadanie. Po nim idą na zajęcia rehabilitacyjne. Inni do sklepu po zakupy na kolejny dzień. Ktoś sprząta. Ktoś zajmuje się swoimi pracami. Czterdziestolatek Bartek przegląda fotografie w kolorowych czasopismach. Kontakt z nim wydaje się być dosyć ograniczony. Kilka lat od niego starsza Agnieszka pomaga przy przygotowaniu obiadu. Mieszka w Arce od czterech miesięcy i jest zadowolona. Radzi sobie we wspólnocie bez problemu. Powiada: „Jest tu miłe towarzystwo. Można pogadać. Rodzice przyjeżdżają do mnie często. Byli na moich urodzinach. Lubię wychodzić na zakupy.”

W Arce często są goście. Razem ze wszystkimi zasiadają przy wielkim stole do obiadu. Wśród nich Jacek z niepełnosprawnością, który pracuje w pobliskim barze. Jest radosny. Mówi, że nie wyobraża sobie czasu bez Arki. Najdłużej ze wspólnotą zwiazana jest sześćdziesięcioletnia Henryka. Mieszka samodzielnie w innej dzielnicy. Czasem przychodzi na kilka godzin. Bierze udział w wyprawach wakacyjnych Arki. Opowiada o początkach wspólnoty – Spotykaliśmy się po domach w kilkuosobowych grupkach. Dzieci z zespołem Downa. Ich rodzice. Tam też ksiądz odprawiał Msze św. Kiedy zaczęło przybywać ludzi, zaczęliśmy się już spotykać w salkach katechetycznych. I po latach powstał dom.

Jedną z asystentek od dawna związanych z Arką w Warszawie jest Jolanta Karwowska. Podczas studiów teologicznych w latach osiemdziesiątych została zaproszona na obóz „Wiara i światło”.

– Spotkałam się wówczas z ideą L’ Arche opowiada. Zafascynowało mnie towarzyszenie niepełnosprawnym. W Warszawie wspólnotę rozpropagowali m.in. Joanna Puzyna Krupska i Marcin Przeciszewski. Również Ewa i Roman Garliccy, których córka Asia była osobą z zespołem Dawna, radzącą jednak sobie znakomicie w codzienności. Zamieszkałam u państwa Garlickich w jeszcze takim nieformalnym domu Arki – opowiada Jolanta Karwowska. – Odnalazłam się w tym środowisku. Wokół Joasi Garlickiej gromadziła się grupa ludzi. Zaczęły się również starania o oficjalną rejestrację wspólnoty w Warszawie. I z tej grupy najpierw dzieci, a później dorosłych, ich rodziców i przyjaciół powstała Arka.

Inteligencja serca

W Warszawskim domu mieszka pięć osób z niepełnosprawnością intelektualną. W wieku od dwudziestu kilku do pięćdziesięciu lat. Towarzyszy im na co dzień kilkoro asystentów. Z domem związanych jest ponad dwadzieścia osób z niepełnosprawnością intelektualną mieszkających w różnych częściach Warszawy. Odpowiedzialną za warszawska Arkę jest absolwentka pedagogiki specjalnej Agnieszka Oszajca. Trafiła tu również przez wspólnotę „Wiara i światło”, która spotykała się u dominikanów na warszawskim Służewie. Tam poznała człownków wspólnoty L’ Arche we Francji. Pojechała na roczny wolontariat do jednej z pierwszych grup założonych przez Jeana Vaniera.

– Kierowało mną przekonanie, że Jezus mieszka z tym najsłabszym, a ja bardzo chciałam Go poznawać – mówi Agnieszka. – Kiedyś jedna z koleżanek ze wspólnoty „Wiara i światło” zapytała mnie: Co twoi rodzice myślą o studiach przygotowujących cię do pracy wśród niepełnosprawnych intelektualnie? Powiedziałam, że myślę, że są ze mnie dumni. Ten wybór był dla mnie prosty: pragnęłam iść za Jezusem, miałam głębokie przekonanie, że jest On jest bliski i dostępny w tych, którzy są podatni na zranienie, są odsuwani, marginalizowani. Kiedy mieszkałam we francuskiej wspólnocie, pracująca tam pani kucharka zapytała mnie: „Czy nie boisz się cierpienia?”. Było to dla mnie zaskakujące. Zapytałam: cierpienia? Widzę, że są tu osoby słabsze, doświadczające różnych ograniczeń i trudności. Któż z nas ich nie ma? – wspomina Agnieszka. – Ale życie tu ma wymiar radości. Ma wymiar relacji. Wzajemnego odkrywania siebie we wspólnocie. Mój wolontariat zaczęłam od towarzyszenia Jean Luckowi, dorosłemu mężczyźnie z autyzmem. Początki nie były łatwe. Kiedy siadałam obok niego przy stole, wówczas zaczynał głośno krzyczeć. Przewracał szklankę, zrzucał sztućce. Było to dla mnie trudne. Myślałam sobie: Boże, ja się do tego zupełnie nie nadaję. Potrzeba było czasu, ale ta nasza relacja weszła później w fazę pięknego zrozumienia. Udało nam się zaprzyjaźnić. Doświadczyłam inteligencji serca osób, których intelekt ogranicza komunikację werbalną Jean Luck potrzebował, bym przestała skupiać się na sobie, moich obawach i niepewności. Odpowiadał mi tym z czym do niego przychodziłam. Kiedy przychodzę z pokojem w sercu, z radością, z otwartością, to otrzymuję to samo. Wtedy drugi człowiek czuje się ze mną dobrze. I to jest piękna lekcja Arki. Szkoła relacji.

Jean Vanier mówił, że zjeść z kimś posiłek, to znaczy stać się jego przyjacielem. Arka jest wspólnotą stołu, gdzie można spotkać się na równi. Nikt nie siedzi wyżej niż inny. – Tu mamy czas na wspólne posiłki, pracę, modlitwę, spotkania z przyjaciółmi. Otwartość. Akceptację. L’ Arche jest częścią „kościoła ubogiego” – mówi Agnieszka Oszajca. – Każdy człowiek doświadcza słabości, ograniczeń, cierpienia. We Wspólnocie zaczynamy rozumieć ich wartość i dziękować za nie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Św. Stanisław Kostka - patron dzieci i młodzieży

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 37/2002

Jastrow/pl.wikipedia.org



W komnacie, gdzie Stanisław święty zasnął w Bogu,

na miejscu łoża jego stoi grób z marmuru.

Taki, że widz niechcący wstrzymuje się w progu,

myśląc, że Święty we śnie zwrócił twarz do muru

i rannych dzwonów echa w powietrzu dochodzi...

I wstać chce, i po pierwszy raz człowieka zwodzi.

Nad łożem tym i grobem świeci wizerunek

Królowej Nieba, która z Świętych chórem schodzi

i tron opuszcza, nędzy śpiesząc na ratunek.

Palm wiele, kwiatów wiele aniołowie niosą,

skrzydłami z ram lub nogą wstępując bosą.

Gdzie zaś od dołu obraz kończy się ku stronie,

w którą Stanisław Kostka blade zwracał skronie,

jeszcze na ram złoceniu róża jedna świeci:

niby że, po obrazu stoczywszy się płótnie,

upaść ma, jak ostatni dźwięk, gdy składasz lutnię.

I nie zleciała dotąd na ziemię - i leci...

(Cyprian Kamil Norwid)

Doroczną pamiątkę św. Stanisława Kostki kościół w Polsce obchodził wcześniej 13 listopada. Od 1974 r. święto to obchodzimy 18 września jako święto patronalne dzieci i młodzieży, by na progu nowego roku szkolnego prosić dla nich o błogosławieństwo i potrzebne łaski.

Stanisław Kostka urodził się w październiku 1550 r. w Rostkowie, w wiosce położonej około 4 kilometrów od Przasnysza, na Mazowszu, w diecezji płockiej. Ojcem Stanisława był Jan Kostka, od 1564 r. kasztelan zakroczymski, a jego matką była Małgorzata z domu Kryska z Drobnina. Obie rodziny Kostków i Kryskich były w XVI w. dobrze znane.

Stanisław Kostka miał trzech braci i dwie siostry. Oto co Stanisław powiedział o swojej rodzinie: "Rodzice chcieli, byśmy byli wychowani w wierze katolickiej, zaznajomieni z katolickimi dogmatami, a nie oddawali się rozkoszom. Co więcej postępowali z nami ostro i twardo, napędzali nas zawsze - sami jak i przez domowników - do wszelkiej pobożności, skromności, uczciwości, tak żeby nikt z otoczenia, z licznej również służby, nie mógł się na nas skarżyć o rzecz najmniejszą" .

Św. Stanisław swoje pierwsze nauki pobierał w domu rodzinnym. Jego nauczycielem przez pewien czas był Jan Biliński. W domu rodzicielskim przebywał do 14. roku życia. Następnie Stanisław razem ze swym bratem Pawłem rozpoczęli studia u jezuitów we Wiedniu, lecz gdy nowy cesarz Maksymilian w 1565 r. zabrał jezuitom konwikt, musieli przenieść się na stancję. Do jezuickiej szkoły w Wiedniu uczęszczało wówczas około 400 uczniów, a regulamin tej szkoły streszczał się w jednym zdaniu: "Taką pobożnością, taką skromnością i takim poznaniem przedmiotów niech się uczniowie starają ozdobić swój umysł, aby się mogli podobać Bogu i ludziom pobożnym, a w przyszłości ojczyźnie i sobie samym przynieść także korzyść". Do pobożności miała zaprawiać studentów codzienna modlitwa przed lekcjami i po lekcjach, codzienna Msza św., miesięczna spowiedź i Komunia św. Początkowo Stanisławowi nauka szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał już do najlepszych. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim i łacińskim; uczył się też języka greckiego.

Trzy lata pobytu w Wiedniu to był dla Stanisława okres rozbudzonego życia wewnętrznego. Stanisław znał tylko drogę do kolegium, do kościoła i do domu. Swój wolny czas poświęcał na lekturę i modlitwę. Zadawał sobie pokuty i biczował się. Mimo sprzeciwu i próśb brata i kolegów nie zaprzestawał praktyk pokutnych. Intensywne życie wewnętrzne, nauka i praktyki pokutne tak bardzo osłabiły organizm chłopca, że bliski był śmierci. Zapadł w niemoc śmiertelną w grudniu 1565 r. Kiedy św. Stanisław był już pewien śmierci, a nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, do której się zwrócił, w towarzystwie dwóch aniołów nawiedziła jego pokój i przyniosła mu ów Wiatyk. W tej również chorobie objawiła się Świętemu Matka Najświętsza i złożyła mu na ręce Boże Dzieciątko. Od Niej to doznał cudownego uleczenia z poleceniem by wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Nie było to rzeczą łatwą dla Stanisława, gdyż jezuici nie mieli zwyczaju przyjmować kandydatów bez woli rodziców, a on na nią nie mógł liczyć. Po wielu trudnościach i zmaganiach Stanisław został przyjęty do jezuitów najpierw na próbę, gdzie zadaniem jego było sprzątanie pokoi i pomaganie w kuchni, po pewnym jednak czasie, wraz z dwoma innymi kandydatami udał się Stanisław do Rzymu i na skutek polecenia prowincjała z Niemiec przełożony generalny przyjął go do nowicjatu. Rozkład zajęć nowicjuszów przedstawiał się następująco: modlitwa, praca umysłowa i fizyczna, posługi w domu i w szpitalach, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i o sprawach kościelnych, konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości. Stanisław czuł się szczęśliwy, że wreszcie osiągnął swój życiowy cel.

Przełożeni pozwolili Stanisławowi w pierwszych miesiącach 1568 r. złożyć śluby zakonne. Wielkim wydarzeniem w życiu św. Stanisława było przybycie 1 sierpnia w uroczystość Matki Bożej Anielskiej (dziś tę uroczystość obchodzimy 2 sierpnia) św. Piotra Kanizjusza, który zatrzymał się w domu nowicjatu i wygłosił dla nich konferencję. Po tej konferencji Stanisław powiedział do kolegów: "Dla wszystkich ta nauka świętego męża jest przestrogą i zachętą, ale dla mnie jest ona wyraźnym głosem Bożym. Umrę bowiem jeszcze w tym miesiącu". Koledzy zlekceważyli sobie jego słowa. Jeszcze 5 sierpnia jeden z ojców zabrał Stanisława do bazyliki Najświętszej Maryi Panny Większej na doroczny odpust. Za kilka dni było święto Wniebowzięcia Matki Bożej. 10 sierpnia Stanisław napisał list do Matki Bożej i ukrył go na swojej piersi. Prosił by mógł odejść z tego świata w uroczystość Wniebowzięcia Maryi. Jego prośba została wysłuchana. W wigilię Wniebowzięcia Stanisław dostał silnych mdłości i zemdlał. Wystąpił na nim zimny pot i poczuł dreszcze, z ust zaczęła sączyć mu się krew. O północy zaopatrzono go Wiatykiem. Przeszedł do wieczności tuż po północy 15 sierpnia 1568 r., mając zaledwie siedemnaście lat.

Wieść o jego pięknej śmierci rozeszła się lotem błyskawicy po całym Rzymie. Wbrew zwyczajowi zakonu jezuitów ciało Stanisława przyozdobiono kwiatami. W dwa lata potem, gdy otwarto grób św. Stanisława, znaleziono jego ciało nietknięte rozkładem. W 1605 r. papież Paweł V zezwolił na zawieszenie obrazu św. Stanisława w kościele św. Andrzeja w Rzymie i na zawieszenie przy nim lamp, jak też wotów. Papież Klemens X w 1670 r. zezwolił jezuitom na odprawianie Mszy św. i na odmawianie pacierzy kapłańskich ku czci św. Stanisława. W 1674 r. ten sam papież ogłosił św. Stanisława Kostkę jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Te wszystkie fakty Stolica Apostolska uznała jako akt beatyfikacji. Św. Stanisław Kostka jest pierwszym Polakiem, który dostąpił chwały ołtarzy w Towarzystwie Jezusowym. Rok 1714 był rokiem, w którym papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, ale samego aktu kanonizacji dokonał papież Benedykt XIII dopiero w 1726 r. wraz ze św. Alojzym Gonzagą. W 1926 r., w 200. rocznicę kanonizacji odbyła się uroczystość sprowadzenia do Polski małej części relikwii św. Stanisława. W tych jubileuszowych uroczystościach wziął udział sam prezydent państwa, Ignacy Mościcki. Ciało św. Stanisława spoczywa w kościele św. Andrzeja Boboli w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie.

Ku czci św. Stanisława Kostki wzniesiono w Polsce wiele świątyń, wśród nich piękną katedrę w Łodzi. Najpiękniejszy kościół pod wezwaniem św. Stanisława znajduje się w Nowym Jorku. Św. Stanisław Kostka należy do najpopularniejszych polskich świętych. Przed cudownym obrazem św. Stanisława w obecnej katedrze lubelskiej modlił się w 1651 r. król Jan II Kazimierz.

W naszej diecezji doroczną uroczystość odpustową ku czci św. Stanisława Kostki przeżywa wspólnota parafialna w Jerzyskach, gdzie proboszczem jest ks. Zenon Bobel.

U początku nowego roku szkolnego i akademickiego starajmy się prosić św. Stanisława Kostkę, który jest patronem dziatwy i młodzieży, aby wstawiał się on za nami i wypraszał potrzebne nam wszystkim łaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wrocławscy bibliści w Wigrach

2019-09-19 14:12

A.Bugała

Ks. Maciej Basiuk

- Choć okoliczności przyrody były wspaniałe - ugoszczono nas w Wigrach - atmosfera Walnego Zebrania nie należała do najlżejszych. Obok tradycyjnych komunikatów dotyczących nowych członków (w tym roku SBP powiększyło się o czterech biblistów) i zeszytów stowarzyszenia, sprawozdania finansowego oraz wręczenia honorowego członkostwa – tym razem wybitnemu ks. prof. Waldemarowi Chrostowskiemu - Zarząd poruszył temat patowej sytuacji, w jakiej znalazła się polska biblistyka, w związku z Konstytucją dla Nauki 2.0 i niedawną oceną czasopism. Tym jednak, co bardzo cieszy, jest fakt, że bibliści są skłonni do merytorycznej obrony i bardzo jednomyślni, pomimo burzliwych emocji towarzyszących dyskusji – opowiada dr Anna Rambiert – Kwaśniewska z PWT Wrocław.

W drugim i trzecim dniu Zjazdu odbyło się tradycyjne sympozjum, które jest przestrzenią do zaprezentowania własnych badań (prelegentami są zwykle niedawno obronieni doktorzy i świeżo upieczeni doktorzy habilitowani) i wystawienia ich na życzliwą krytykę. W tym roku pierwszy dzień zdominowała Ewangelia Janowa, z referatami poruszającymi kwestie łamiących konwenanse kobiet (p. dr hab. Nalewaj, UWM), udziału Piotra w wydarzeniach zbawczych (ks. lic. Sadowski, KUL) i nowe teorie o Piłatowym lub Jezusowym (!) Ecce Homo (ks. dr. hab. Kubiś, KUL). Nie zabrakło również tematów Pawłowych (ks. prof. Żywica, UWM), problemu przekładów z Tekstu Masoreckiego (ks. prof. Chrostowski, UKSW) czy geograficznych uwarunkowań opowieści o walecznej Judycie (ks. dr. Chrostowski, WSD w Bydgoszczy).

- Jednymi z najistotniejszych momentów Zjazdu, oprócz codziennej Eucharystii, są w moim subiektywnym odczuciu wspólne posiłki i przerwy kawowe - to właśnie przy stole rodzą się twórcze pomysły na projekty badawcze i konferencje naukowe - oraz wycieczki, będące jednymi z niewielu okazji sprzyjających wymianie myśli i tworzeniu twórczego fermentu między ośrodkami z całej Polski, przysłuchiwaniu się szacownym profesorom i integracji nieco młodszych badaczy. Tym razem nadarzyła się okazja do zwiedzenia pokamedulskiego klasztoru, w którym nas goszczono oraz do wizyty w wyjątkowej urody Sanktuarium Matki Bożej Studzieniczańskiej. Zwieńczeniem tegorocznego zjazdu były komunikaty wydawnicze, wskazujące na ogromną żywotność i pracowitość środowiska polskich biblistów. O tym, jak ważne są dla nas doroczne spotkania świadczyć może prosty fakt, że kilkudziesięciu osób nie zdołała zniechęcić do przyjazdu nawet długa i męcząca droga do odległych Wigier – podsumowuje Rambiert – Kwaśniewska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem